Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
  • wpisy
    7
  • komentarzy
    28
  • wyświetleń
    150998

O blogu

Wpisy w tym blogu

 

Posesyjne pogrubienie.

Dawno nie "ćwierkałem". Tak dawno ,że z bloga trzeba zrywać pajęczynę. Śniegi topnieją, Sesja się skończyła pozytywnie. (hip hip huraaa!) Sprawa ,która mnie zaintrygowała to wskazówka wagi, która niemiłosiernie nie chce się zatrzymać na wadze z września lecz pędzi w siną dal a końcówka przekracza prędkość dźwięku... Koniec tych hiperbolizacji, nie jest tak źle. Wstęp ten poświęcony był zjawisku, które ostatnio coraz częściej obserwuję na ulicy. Coraz mniej jest ludzi "grubych" a w ich miejsce pojawiają się lawinowo Ci chorobliwie otyli. Nie dość, że napełniają oni innych niesmakiem ale również najwyraźniej świadomość zagrożeń ich się nie ima. Również na lekarskim, gdzie ludzie niby świadomość takową posiadać powinni, również nie jest problemem wyłowienie "grubasków". Tu pojawiają się pytania do Was. Trenujecie coś? Zafascynowani jesteście uprawianiem jakiegoś sportu bardziej rekreacyjnie? Czy zwracacie uwagę osobom otyłym z waszego środowiska? I w końcu czy zauważacie ,że coraz więcej osób choruje (taaak to jest już choroba a nie zaniedbanie) na otyłość wysokiego stopnia? Oczywiście część osób obserwowanych może być obciążona jakimiś schorzeniami predysponującymi do otyłości ale przecież można coś z tym zrobić! Ze swojej strony mogę dodać ,że od dnia wczorajszego rozpoczynam oficjalnie sezon biegowy Niedługo, ja trochę tego śniegu stopnieje zainauguruję kolarstwo! )) Do zobaczenia więc (może) na trasach biegów i maratonów rowerowych. Ze sportowym pozdrowieniem. L.

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

 

Popraktycznie....

Ale jak to? Kończycie już praktyki? Kto będzie nam teraz pomagał doglądać pacjentów? Kto będzie robił wyjściowe ekg? Kto będzie pomagał badać pacjentów? Ano kończymy. Po 4 tygodniach. Były to czas ciężkiej pracy, nauki wszystkiego od przysłowiowego zera. Zakończony dyżurem pielęgniarskim. Czasami była radość z przywrócenia kogoś w poczet żywych, czasami smutek bo pacjent, którym się zajmowaliśmy, bez zapowiedzi odchodził... To też czas debiutu mojego bloga, w końcu się przełamałem i opublikowałem coś w sieci . Pojawia się co udało się zrobić w te 4 tygodnie? Nauczyć się słuchać pacjenta, oraz przyjąć odpowiednie do niego podejście. Każdy jest inny. Utwierdzać pacjenta o swej nieomylności przy wszelakich zabiegach. Poprzez rozmowę zmuszać ludzi do połykania tabletek. Oprócz tego zrobienie kardiowersji nie jest już tajemnicą (nieudana bo nieudana ale zrobiona ). Obserwowane i asystowane kłucie opłucnej i otrzewnej, tętnic obwodowych, w żył centralnych (i podobojczyk i szyja). Echo podpatrywane, echo prawie wszystkiego !! Od jajników do szyi, od przezprzełykowego do wewnątrzmacicznego. KT i zwykłe radio też zaliczone. Droga z SORu na oddział z butlą z tlenem była moim sprawdzianem wydolnościowym a ściskanie ambu zastępowało mi ćwiczenia na mięśnie dłoni. Poczułem się jak kobieta z dzieckiem - pchając przed sobą magiczny pielęgniarski wózek, z wieloma ostrymi dzieciątkami... Poznałem, chyba swoją pasję, kardiologiczną internę z zabiegami hemodynamicznymi. Oprócz tego nauczyłem się osłuchiwania, opukiwania, oglądania i obmacywania (ugniatania ...). Objawy Bloomberga, Chełmońskiego, Goldflamma i McLoeda już nie są pustymi słowami. I wcale najcenniejszą rzeczą jaką wyniosłem nie jest maseczka chirurgiczna z pierwszej operacji. Ale grono wspaniałych znajomych, czułych pielęgniarek z powołania, chętnych do nauczania, wesołych lekarzy, którzy uśmiechem leczą cierpienie pacjenta ,cierpliwych ludzi ,którzy nam wszystko tłumaczyli oraz

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

 

Umieranie jest ludzkie?

Jakiś czarny tydzień to był... Czy to przez obecność w nim dnia 13 (owulacja też jest koło 13 każdego miesiąca, dla niektórych też to jest pech, wracam do meritum...), czy to jakieś feralne ustawienie gwiazd... Nie wiem, ale ten u góry chyba ogłosił dodatkową rekrutację... Z naszego oddziału wypis terminalny dostało 3 pacjentów. Niby nie dużo patrząc na ilość chorych w szpitalu ale to wszystko zadziało się w 2 dni. Pierwszym był pacjent po operacji, powikłania, nieudane RKO (zalały się płuca). Przyszliśmy na oddział gdy już było po. Dosłownie 5 minut. Zdarzenie znam więc tylko z opisu, ale sceny dantejskie się działy. Inni pacjenci przeszkadzali podczas procedur, anestezjolog nie mógł zjawić się od razu bo kogoś innego odratowywał, no i pacjent który podobno nie walczył... No cóż. O mało co byśmy byli przy reanimacji i znali już to z autopsji. A tak jeszcze jesteśmy nierozdziewiczeni jeśli chodzi o ten temat. Drugi, to pacjent przewlekły, 82 wiosny, 30 dzień w szpitalu. To było smutne doświadczenie. Bo my razem z nim zaczęliśmy "pracę". I widzieliśmy jak, nie owijając w piękne słówka, umiera. Z dnia na dzień, a to niższe ciśnienie i coraz wyższe tętno. EKG i saturacja na początku dobre i wyraźne, w końcu coraz słabsze. Codziennie coraz mniej śmiechu a coraz więcej morfiny. Pod koniec, 3-4 dni przed, serce zaczęło zwalniać, aż w końcu o 10:34, ustały czynności życiowe. Nie podjęto prób reanimacji. Trzeci, mój pacjent, tym razem z odcinka (te dwa przypadki wyżej pochodziły z INK). Przyjęty przeze mnie, badany razem z panią dr, karmiony i toaletowany przeze mnie. W podawaniu leków też miałem swój udział oraz asystowałem przy kłuciu tętnicy. A cierpiał on na cały wór chorób w tym na przerzuty nowotworowe. Zatrzymał się nagle i bez ostrzeżenia. No niby duszności miał, ale po 3l tlenie czuł się dobrze... A tu nagle, prześcieradła dla pana R. i prośba o pomoc w ogarnięciu jego spraw doczesnych... Po tych zdarzeniach nie potrafię powiedzieć czy umieranie jest ludzkie, ale wiem, że rodzina i uduchowienie mogą sprawić, że chwila ta nie będzie jedną wielką ciemnością (przypadek drugi). No cóż, wpis miał być podsumowaniem tygodnia w którym wiele dobrego się zadziało. Lecz środa i czwartek zmieniły moje plany. Może coś więcej jutro się pojawi? Pewnie tak...

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

 

Zabiegowo...

Wczorajszy wpis był raczej nieplanowany. Dziś wracam do swojego schemaciku. Tydzień zamykam z około 7h dodatkowych zabiegów. Pierwszych w karierze. Zabiegi rutynowe, hemodynamiczne. Więc te kilka godzinek w zbroi godnej Zbyszka z Bogdańca, przestane. Weszło trochę w plecy. Ale "no pain, no gain" a tu "gain" był bardzo znaczny. Nie, nie mówię tu o promieniowaniu choć tego pewnie się trochę uzbierało. (nikt nie narzekał jednak ,że nadmiernie świecę [głupotą] więc źle nie jest). Chodzi walory dydaktyczne! W końcu te bochenkowe odgałęzienia przydały się na coś! eSeFA też nie jest już obcym pojęciem! (klinicyści robią wszystko po swojemu, nawet anatomię!). Dziwię się też ,że studentów nie przyuczają do takich arteriogramów od początku. No może coś w atlasie się gratisowo pojawi, ale omówienie? Już nie. Porzucając rozważania dt. dydaktyki (kim ja jestem żeby kwestionować programy uczelni narzucone pewnie w jakiś sposób przez MZ...), przejdę do własnych obserwacji. Ciekawe toto jest niesamowicie! Nie bez powodu porównywane jest do nawlekania igły na nitkę, którą to igłę trzyma się na wysięgniku (majtającym się bardzo, jeśli chodzi o zabiegi dokonywane przez wkłucie podobojczykowe). Bardzo ważne jest również odpowiednie ustawienie lampy. Żeby czasem w nią głową nie przydzwonić odchylając się od krwistej szprycy prosto w oko. Oprócz bólu w krzyżu wyniosłem z zabiegów też przekonanie o nieograniczonych możliwościach tej metody jeśli chodzi o kosmetykę tętnic. No oczywiście jeśli nam całkowicie nie zarosną. Bo inaczej to tylko pod nóż. Nauczyłem się również myśleć. No bo dlaczego wkłucia dokonywać pod lewą pachą (ręka L była w tym przypadku tą bolesną) a nie pod prawą (teoretycznie zdrową) ? Nie będę streszczał tutaj zabiegów. Bo po co... Choć mogę nadmienić iż jeden z nich miał trwać mniej niż 1h, stoper zatrzymał się dobre 1,5 później, i 2 stenty za daleko . No cóż NFZ zapłaci [raczej] za to... Nie były to operacje z lejącą się krwią i biegającymi na lewo i prawo chirurgami, lecz taniec narzędzi prowadzonych przez dziurkę od klucza... Ale imo, to chyba jest TO! Wracając do normalnego świata. I Polskiej Reprezentacji (z wielkiej ze względu na szacunek do słowa, nie dla drużyny...). Krótko. Żenada. PPV? Za nasze dobro narodowe? Czy to reprezentacja leśnych dziadów z PZPN czy Nasza? Odpowiedzcie sobie sami...

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

 

Intensywny nadzór...

Krótko. 2 dzień bez odcinka. Cały czas na intensywnym nadzorze kardiologicznym i eRce. Albo są nudy. Albo nie ma się czasu na łyk wody. Adrenalinka jest. Dziś przeparkowywanie pacjentów między INK a odcinkiem. Wchodzę do sali. Babcia ledwo dycha, fioletowiutka jest jak śliweczka, mimo tlenu na 5. Dr? Tak jazda na INKa. Szczęście ,że było wolne wyrko. Nitro pod język, gazo (babcia ma wkłucie dotętnicze) i modlitwa. Uff zwolniła i przestała dyszeć. Zdejmuję rękawiczki, 2 słowo z Drem i już kolejna robota. I tak przez 2h. Później? 2h nudów, ewentualnie krótka instrukcja punkcji otrzewnej, potem opłucnej. I znowu gapienie się w monitory... Ciekawe. Najwyraźniej nieszczęścia się przyciągają...

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

 

2 tygodnie praktyk. I co dalej?

Jak z bicza strzelił. Minęły już 2 tygodnie praktyk. Przed, spodziewałem się najgorszego. Zarobienia po pachy, dosłownie kupy roboty, zlecanej przez niemiłe pielęgniarki. Lekceważenia przez lekarzy (no w końcu praktykant! I to piguła!). Rzeczywistość jednak pokazała inaczej. Na oddziale rodzinna atmosfera, nam dzieciaczkom trzeba wszystko pokazać, lekarze sami proszą ze sobą po tym jak dowiedzieli się z jakiego kierunku jesteśmy. Pozytywnie. Przez te 2 tygodnie nauczyliśmy się dużo. Pal licho rzeczy typowo pielęgniarskie. Nadal nie potrafię wyczuć palcami niewidocznych żył i się w nie wkłuć :/ . Ale nauka bycia medykiem. Rozmowa, żartowanie wtedy kiedy trzeba, bycie ostrym i bezwzględnym, wręcz bezczelnym podczas rozmowy z pacjentem jeśli podejmuje złą decyzję (szło o to że pacjent chciał odroczyć kardiowersję po tym jak dowiedział się o możliwości zatoru płucnego, przy tym sam schodził nam na częstoskurcz i w każdej chwili mógł stanąć na zawał). Była też śmierć. 3 pacjentów z oddziału. W tym jeden od dłuższego czasu respirowany, druga przywieziona z saturacją <60% na R i jeden niespodziewany, bo wyglądało że wychodził. No cóż. Kolejne doświadczenia... Contra vim mortis non est medicamen in hortis. Zaczynam więc 3ci tydzień. Ciekawe co on przyniesie. Bez odbioru.

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

 

Pierwszy

Pierwsze razy są najgorsze. Później jest już lżej. Mam przynajmniej taką nadzieję. Dziś epokowe wydarzenie. Łukasz umieszcza pierwszy wpis na blogu... A blog ten będzie poświęcony trudnej drodze do osiągnięcia "gwiazd". Przedstawię się. Student CM UMK w Bydgoszczy. Obecnie pan student ukończył pierwszy rok studiów o odbywa praktykę na Oddziale Chorób Naczyń i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala nr 2 im. Dr Jana Biziela. Jak mnie szukacie, znajdziecie mnie na 4 piętrze gdzie kręcę się wśród łóżek w niebieskim kitlu. Jutro pierwszy konkretny wpis. Per aspera ad astra.

ŁukaszFrąckowski

ŁukaszFrąckowski

Zaloguj się, aby obserwować  
×