Skocz do zawartości
  • Zaloguj się, aby obserwować  

    Henryka Bochniarz dla MedFor.me: "Gwoździem do trumny systemu opieki zdrowotnej będą braki kadrowe wśród lekarzy i pielęgniarek"


    MedFor.me

    Na prośbę redakcji MedFor.me News ostatnie wydarzenia w obszarze ochrony zdrowia, dialogu społecznego i rynku pracy skomentowała dla nas pani Henryka Bochniarz, doktor nauk ekonomicznych, prezydent Konfederacji Lewiatan, była minister przemysłu i do niedawna przewodnicząca Rady Dialogu Społecznego z ramienia strony pracodawców.

     

    MedFor.me: Rada Dialogu Społecznego ma już 2 lata i czas na rządowe przewodnictwo w dialogu społecznym. Jak ocenia Pani miniony rok funkcjonowania Rady? Trzy największe sukcesy.

    Henryka Bochniarz: RDS w obecnej formule instytucjonalnie dostosował się do konieczności zwiększenia zaangażowania i odpowiedzialności partnerów społecznych (np. poprzez rotacyjne przewodnictwo), a jednocześnie wyrównał szanse na równe traktowanie ze stroną rządową. Niestety, dialog wciąż nie zawsze jest traktowany w kategoriach wartości, a czasami wręcz jako przeszkoda. Jest też często pomijany w konsultacjach projektów legislacyjnych poprzez nadużywanie ścieżki poselskiej.

    Rok temu obejmując przewodnictwo deklarowałam, że jestem zwolenniczką dialogu i po roku przewodniczenia RDS dalej uważam, że jest on kluczowy dla poprawy jakości stanowienia prawa, choć bywa frustrujący. Efekty często są niewspółmierne do włożonego czasu i wysiłku. Po roku przewodniczenia, mimo przeświadczenia o wadze dialogu, chętnie przekazałam przewodnictwo minister Elżbiecie Rafalskiej, ponieważ obecnie prowadzenie dialogu to praca u podstaw. To na pewno uczy pokory, ale i odpowiedzialności w postawach, bo dziś niektórzy niezwykle lekko niweczą, czasem ogromny wysiłek.

    HBnotka4.jpgW kilku kluczowych sprawach, jak: sposób przyjęcia ustawy budżetowej na 2017 r., czy kontrowersyjne propozycje zmiany w sądach, udało się porozumieć wszystkim partnerom oprócz Solidarności, która głośno oponowała. Podobnie było z próbami wystąpienia z wnioskiem o wysłuchanie publiczne np. w sprawie ochrony zdrowia. Ogromną przeszkodą w dialogu był też brak czasu i możliwości przerobowych.

    Natomiast udało się porozumieć w kwestii np. wynagrodzeń minimalnych, dokonać przeglądu istniejących rozwiązań i przygotować nową ustawę o radzie dialogu, która została złożona na ręce pana prezydenta i czeka na dalsze kroki. Udało się też wprowadzić koncepcję dialogu społecznego do szerszej świadomości społecznej i spopularyzować działalność RDS oraz - przede wszystkim - usprawnić funkcjonowanie i finansowanie wojewódzkich rad dialogu społecznego, co było wynikiem moich odwiedzin i rozmów w niemal wszystkich województwach.

    Przed nami kolejny rok pracy nad rozwijaniem dialogu społecznego. To zadanie trudne, ale konieczne, bo dialog jest wartością samą w sobie. Bez rozmowy nie ma szans na porozumienie. Przejęcie przewodnictwa przez rząd będzie prawdziwym testem na podejście rządzących do dialogu.

    Lekarze rezydenci 30.11.2017 zakończyli protest głodowy, którego postulatem był systematyczny wzrost nakładów na ochronę zdrowia w Polsce do co najmniej 6,8% PKB w ciągu 3 lat. Postulat nie został zrealizowany, a rząd zapowiedział wzrost nakładów do 6% PKB w perspektywie 8 lat, co nie jest do zaakceptowania przez Porozumienie Zawodów Medycznych, które w czasie protestu wypowiadało się w imieniu pracowników sektora zdrowia, ale też w imieniu pacjentów. Obecnie protest całego środowiska medycznego ma przyjąć formę "normalizacji czasu pracy" - powrót do zasad pracy zgodnych z Kodeksem Pracy tj. maksymalnie 48 godzin tygodniowo i zgodnie z zasadą 1 lekarz=1 etat, co w dużym stopniu zdezorganizuje pracę placówek ochrony zdrowia i obnaży niedobory kadrowe, a pośrednio uderzy w pracodawców ochrony zdrowia.

    Prawdą jest, że protestujący zmienili formułę strajku na mniej zagrażającą ich życiu, ale nie zmienili postanowienia co do tego, że dalej będą walczyć o realizację swoich postulatów. Miesięczny radykalny protest głodowy był wycieńczający dla ich organizmów, a nie przyniósł oczekiwanych rezultatów poza faktycznym wprowadzeniem problematyki do dyskursu publicznego. Wydaje mi się, że forma pracy zgodnej z Kodeksem Pracy dokładnie wskaże wyraźne braki na rynku. I, tak jak Konfederacja Lewiatan od dłuższego czasu wskazuje, to nie sieć szpitali czy inne niekonwencjonalne lub wręcz egzotyczne pomysły będą gwoździem do trumny systemu opieki zdrowotnej, ale właśnie braki kadrowe wśród lekarzy i pielęgniarek.

    Po zakończeniu protestu głodowego weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia K. Radziwiłła interpretujące "Tzw. Ustawę o minimalnych płacach w ochronie zdrowa" na korzyść lekarzy rezydentów, choć w stopniu wciąż niezadowalającym strony pracowników. Poza podwyżką o średnio ok. 450 zł brutto dla już pracujących lekarzy rezydentów i o 1200 zł brutto dla deficytowych specjalizacji, które rozpoczną pracę od przyszłego roku w rozporządzeniu znalazł się zapis, który przenosi ciężar finansowania rezydentur ze środków Funduszu Pracy na budżet państwa w ciągu 2 lat.

    Warto sobie na początek uświadomić, że rozporządzenie wydano zupełnie arbitralnie, wbrew protestującym i bez jakichkolwiek form dialogu czy konsultacji społecznych. W zakresie źródła finansowania, od początku wraz z innymi partnerami społecznymi reprezentowanymi w Radzie Dialogu Społecznego wskazywaliśmy, że jest to kuriozalny pomysł. Fundusz pracy powstał w zupełnie innym celu i środki w nim zgromadzone nie powinny być przeznaczane na kształcenie. To z resztą miało być jednorazowe działanie. Mam nadzieje, że tym razem tak właśnie będzie.

    ***

    HBnotka.jpgPolecamy także lekturę wywiadu z Henryką Bochniarz:

    "Personel szpitali to współcześni siłacze i siłaczki. Cały system jest przeciwko nim, a oni próbują pomóc pacjentom"


      Raport News
    Zaloguj się, aby obserwować  


    Opinie o użytkowniku

    Recommended Comments

    Brak komentarzy do wyświetlenia.



    Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

    Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Masz już konto? Zaloguj się.

    Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MedFor.me
      Dzisiejsze nadzwyczajne spotkanie przedstawicieli Porozumienia Rezydentów OZZL z Ministrem Zdrowia przyniosło wymierne skutki. Po 29 dniach głodówki oraz ogólnopolskiej akcji #1lekarz1etat (polegającej na pracy zgodnie z postanowieniami Kodeksu Pracy do granicy 48 godz./tydzień) udało uzyskać się dobrze rokujące na przyszłość porozumienie.
      Jak mówi lek. Mateusz Latek z władz Porozumienia Rezydentów OZZL:
      Podpisane dziś Porozumienie ma charakter swoistego zawieszenia broni. Rezydenci zobowiązali się do nieeskalowania konfliktu w zamian za wprowadzenie niezbędnych reform w ochronie zdrowia oraz zobowiązanie się do dalszej współpracy w atmosferze dialogu.
      Ilość znaczących zmian jest pokaźna, jak udało nam się dowiedzieć wśród nich odnajdujemy m.in.:
      Kwota 2,13 mld zł więcej #NaZdrowie już w 2018 roku. Niemal 16 mld zł więcej #NaZdrowie do końca 2024 roku. Wyeliminowanie klauzuli opt-out do 2028 roku. Podwyżki pensji rezydentów niezależnie od daty rozpoczęcia specjalizacji (koniec tzw. „dwutabelkowości”. Dla specjalizacji niedeficytowych (niezależnie od daty rozpoczęcia specjalizacji):
      4000 zł brutto od pierwszego roku
      4500zł brutto po drugim roku szkolenia
      + opcjonalne 600 zł brutto wliczane do podstawy w przypadku deklaracji chęci pozostania w Polsce po ukończeniu specjalizacji
      Dla specjalizacji deficytowych (niezależnie od daty rozpoczęcia specjalizacji):
      4700 zł brutto od pierwszego roku
      5300 zł brutto po drugim roku szkolenia
      + opcjonalne 700 zł brutto wliczane do podstawy w przypadku deklaracji chęci pozostania w Polsce po ukończeniu specjalizacji
      A ponadto:
      Podwyżka dla lekarzy specjalistów zatrudnionych na podstawie stosunku pracy, ich wynagrodzenie wyniesie min. 6750 zł brutto miesięcznie. Wprowadzenie obowiązku zatrudnienia sekretarek medycznych przez podmioty posiadające kontrakt z NFZ Wprowadzenia rozwiązań z dziedziny e-zdrowia (e-ZLA, e-recepty, e-zlecenia i e-skierowania) do końca roku 2019. Dodatkowe 6 dni płatnego urlopu szkoleniowego na udział w kursach, konferencjach i szkoleniach dla lekarzy w ciągu roku. Wprowadzenie przepisów zdejmujących z lekarza konieczność określania poziomu refundacji leku na recepcie do końca 2018 roku. Uregulowanie kwestii dyżurów medycznych. Ochrona właściwa dla funkcjonariusza publicznego dla lekarza pracującego w publicznej służbie zdrowia w czasie udzielania przez niego świadczeń zdrowotnych. Jak dodaje doktor Mateusz Latek:
      Wg ostatniego raportu EHCI Polska nadal plasuje się bliżej końca niż początku stawki. Czy teraz stanie się nowymi Czechami, Słowacją czy Serbią ochrony zdrowia? Czas pokaże.

      Redakcja MedFor.me
    • Przez Newman
      Medycyna była i jest apolityczna. Tymczasem o kształcie i funkcji ochrony zdrowia w większości krajów decydują politycy. Nikogo nie dziwi ta asymetria. A może powinna…
      Czy to możliwe, że na polskiej scenie politycznej dobiega końca era dominacji socjologów, politologów, prawników, historyków, „opozycjonistów” i „zawodowych polityków”? Może to już czas, aby prym zaczęli wieść eksperci takich dziedzin jak matematyka, fizyka czy medycyna. W całej ponad siedemdziesięcioletniej historii PRL i III RP „przytrafiło” się nam wśród łącznie 25 premierów: 5 ekonomistów, 2 absolwentów politechnik, 1 fizyk i 1 lekarka. Warto zaznaczyć, że w całym tym mniej lub bardziej zacnym gronie znajdziemy 3 doktorów nauk, 1 doktor habilitowaną i 3 profesorów. Nie rzuca to na kolana i chciałoby się więcej.
      Wydaje się, że tytułowym tezom przeczy historia 28 lat resortu zdrowia (i opieki społecznej). Niemal wszyscy ministrowie zdrowia wolnej Polski byli lub są lekarzami. Chlubne, co warto podkreślić, wyjątki stanowiła czwórka nie-medyków (władających łącznie przez 21 miesięcy): Cegielska, Rudnicki, Hausner, Czekański, ze szczególnym naciskiem na zmarłą przedwcześnie mgr Franciszkę Cegielską.
      Powszechnie sądzi się, że nikt nie zadba o dobro pacjentów i systemu ochrony zdrowia lepiej niż lekarz czy pielęgniarka. Wszak cechuje ich często zawodowa empatia, znają problemy branży, mają znajomości w środowisku, są ekspertami w swoich dziedzinach… Nic bardziej mylnego. Który z wymienionych przymiotów faktycznie przydaje się w pracy menedżera ochrony zdrowia? Empatia może przeszkadzać w rozsądnym ekonomicznym rachunku, znajomość faktycznych problemów ochrony zdrowia jest równoważona przez szereg zawodowych i towarzyskich powiązań, które są najczęściej kulą u nogi, a wiedza w zakresie hipertensjologii w niczym nie pomaga w biurowej pracy. (No, może poza sytuacją, gdy wszystkim na zebraniu skoczy ciśnienie…) I tak: wielu ordynatorów nie radzi sobie z zarządzaniem oddziałami i klinikami, dyrektorzy szpitali z wykształceniem ekonomicznym i menedżerskim są znacznie lepiej oceniani niż absolwenci medycyny, a do pracy w resorcie zapraszani są albo lekarze-politycy ze ślubowaniem „Nie podwyższę składki zdrowotnej” na ustach, albo wybitne osobowości świata medycyny bez żadnej siły przebicia. A gdy w końcu trafią się energiczni eksperci pokroju Krzysztofa Łandy, szybko wylatują pod byle pretekstem za sprawą nacisku medycznych grup interesów.
      Z radością i entuzjazmem witamy każdego kolejnego ministra zdrowia, choć trudno spodziewać się, że lekarza Szumowskiego zastąpi ktoś inny niż kolejny lekarz rekrutujący się bądź z szeregów partii, bądź też z kręgu nomen omen znajomych królika. Można się domyślać, że tak jak rządy premierów Tuska i Kopacz oznaczały dla ochrony zdrowia groźny dryf w kierunku komercjalizacji, tak też każdy rząd koalicji Kaczyński-Gowin-Ziobro będzie z entuzjazmem wpychał polską medycynę w erę Siemaszki, długów i „bomisiów”.
      Czy zatem receptą może być powołanie do istnienia partii politycznej? Partii złożonej z pacjentów, lekarzy, pielęgniarek, byłych związkowców, przedstawicieli izb lekarskich i pielęgniarskich, pracowników innych zawodów medycznych. Być może w kraju, gdzie przymiotnik „polityczny” jest słowem nacechowanym negatywnie, jedynym sposobem na „apolityczną” realizację ważnych społecznie postulatów, jest założenie partii i przekroczenie progu wyborczego…
      Doświadczenie minionych 28 lat III RP pokazuje, że im dalej w las, tym więcej drzew. Tak jak dla pierwszych rządów po 1989 roku przełomowe reformy były koniecznością, tak dla kolejnych wprowadzanie tzw. systemowych zmian przychodziło z ogromną trudnością, a dla niektórych było kamieniem u szyi i politycznym samobójstwem. Rozwój polskiej medycyny na przykład w zakresie rozbudowy ośrodków akademickich, tworzenia pionierskich ośrodków leczniczych czy boomu w sektorze prywatnym, postępował raczej wbrew działaniom kolejnych ministrów zdrowia, a nie dzięki nim.
      Postulaty, o których usłyszała Polska w październiku 2017 dzięki głodówce lekarzy rezydentów, czyli zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu nie niższego niż 6,8 PKB w ciągu trzech lat, likwidacja kolejek, rozwiązanie problemu braku personelu medycznego, likwidacja biurokracji w ochronie zdrowia, poprawa warunków pracy i płacy w ochronie zdrowia mają charakter ewidentnie społeczny i płacowy, choć tak łatwo przyklejano im łatkę „politycznych”, a protest próbowano w mediach zdyskredytować nadając mu antyrządowy charakter.
      Czy presja wywierana przez młodych lekarzy na parlamentarzystów, ministrów, premiera czy prezydenta przyniosła oczekiwany skutek? Można mówić o małych sukcesach, ale ani rządowa ustawa o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, ani powoływanie kolejnych roboczych zespołów, ani wreszcie rządowy projekt wzrostu nakładów na zdrowie do 6% PKB w 2025 roku nie usatysfakcjonuje protestujących lekarzy i całego Porozumienia Zawodów Medycznych. Ostatnie głośne spotkania przedstawicieli lekarzy i pacjentów z politykami pokazują dobitnie, że obywatele są w tym układzie uciążliwym petentem, a nie suwerenem.
      Resorty finansów i zdrowia w rękach ludzi, którzy traktują pieniądze przeznaczone na medycynę jak wyrzucone w błoto nigdy nie staną się reprezentacją społeczności pacjentów, a tym bardziej pracowników ochrony zdrowia. Finansową i kadrową fikcję, która uderza coraz mocniej w pacjentów, a którą obnaża akcja #1lekarz1etat można zakończyć wyłącznie dzięki fundamentalnej zmianie priorytetów całego rządu.
      A postulatów „zdrowotnych” do dyskusji i realizacji jest znacznie więcej: dobrowolne, dodatkowe ubezpieczenia, współpłacenie, informatyzacja i jednolity system informacji o pacjentach, odbudowa zaufania społecznego do publicznej służby zdrowia, walka z nikotynizmem wśród najmłodszych, walka z otyłością, walka z alkoholizmem, realne działania antysmogowe i antyspalinowe, medyczna marihuana i rozsądna debata nt. narkotyków, poprawa edukacji i zdrowia seksualnego Polaków, profilaktyka i wzrost świadomości zdrowotnej do poziomu europejskiego, promowanie szczepień ochronnych, intensywne wsparcie finansowe dla medycznych badań naukowych, poprawa systemu raportowania i zgłaszania chorób, wprowadzenie rejestru zakażeń szpitalnych z prawdziwego zdarzenia i mądra polityka antybiotykowa, polskie badania epidemiologiczne na szeroką skalę, wdrażanie sprawdzonych rozwiązań społecznych tj. sorry works w przypadku błędów medycznych czy edukacja zdrowotna rodziców poprzez dzieci, realizacja polskiego Cancer Plan, dostosowanie studiów medycznych do potrzeb współczesności i reforma kształcenia podyplomowego. Zagadnień wystarczy na wiele kadencji.
      Do głosu w III Rzeczpospolitej dochodzi zuchwałe pokolenie... jej rówieśników. Młodzi ludzie z tzw. generacji Y pozbawieni piętna PRL, którzy chcą się uczyć, odnajdują się w świecie cyfryzacji i wolnego rynku, swobodnie podróżują po zjednoczonej Europie i całej globalnej wiosce, a nade wszystko cenią wywalczoną przez dziadków i rodziców wolność, ale nie zgadzają się na zastaną rzeczywistość. Mówią głośne NIE bylejakości, wyzyskowi, imposybilizmowi i bezczynności władzy. Dorastali w świecie bez monopolu jednej partii, strachu przed represjami, cenzury. Obce jest im poczucie niskiej wartości, mówią i piszą, co myślą, są przekonani, że mogą osiągnąć każdy cel, a świat powinno się zmieniać, a nie akceptować.
      To właśnie pokolenie lekarzy urodzonych u schyłku żelaznej kurtyny i po jej upadku potrafiło przełamać impas, zjednoczyć się, wskazać cele i systematycznie je realizować. Poprzez merytoryczną dyskusję, konsekwentną edukację społeczeństwa i jego politycznych reprezentantów, skuteczny przekaz medialny, pokojowe manifestacje i wymaganie przestrzegania prawa. Czasem nawet kosztem siebie i swojego prywatnego czasu. Cechuje ich wyjątkowe poczucie odpowiedzialności za państwo.
      Może więc znajdzie się grupa zapaleńców, która powoła partię polityczną, zaprosi do niej ekspertów ds. zarządzania w ochronie zdrowia, przedstawicieli organizacji pacjenckich, wybitnych samorządowców, związkowców, chętnych do współpracy członków towarzystw lekarskich i wywalczy szerokie poparcie społeczne. Kto w Polsce nie zagłosowałby na Partię Zdrowie? Nie chodzi o ty, by wygrywać wybory. Partia z takim zapleczem byłaby naturalnym koalicjantem dla każdego zwycięzcy - zarówno z prawicy, lewicy, jak i z centrum, a dzięki politycznej sile proponowałaby swojego ministra zdrowa - oczywiście nie lekarza. Warunkiem uzyskania stabilnej większości dla koalicjantów byłaby gwarancja wystarczających budżetowych środków na zdrowie i realizacji kluczowych postulatów. Setki tysięcy podpisów pod ostatnimi obywatelskimi projektami ustaw „medycznych” są dowodem na to, że taki apolityczny projekt uzyskałby społeczne poparcie. A, jak wiadomo, każda polska dyskusja zaczyna się od zdrowia, a kończy na polityce.
      Byliśmy dumni z orlików budowanych 6-7 lat temu, a dziś z dumą patrzymy na reprezentację Polski w piłce nożnej, czego nikt się przed dekadą nie spodziewał. Była wola polityczna, były pieniądze, stworzono infrastrukturę, wdrożono system kształcenia, zadbano o medialny przekaz i już są efekty.
      Da się? Da się! Także z medycyną!
      Mateusz Malik, lekarz
      Zdjęcia: M.Malik, M. Latek
    • Przez hypersonic
      Dziś w ramach rekonstrukcji rządu Premiera Mateusza Morawieckiego doszło do zmian kadrowych.
      Na stanowisko Ministra Zdrowia wybrany został prof. Łukasz Szumowski.
      Nowy minister jest 46-letnim kardiologiem, wieloletnim kierownikiem Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca w Instytucie Kardiologi przy ul. Alpejskiej w Warszawie. Od 2016 roku pełnił on funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
      Środowisko medyczne patrzy z głęboką nadzieją na kroki jakie podejmie nowy minister, logicznym mogłoby wydawać się że w tak gorącym dla ochrony zdrowia okresie nikt nie podjąłby się roli kierowania tym resortem bez uzyskania zapewnienia wzrostu finansowania. Profesor Szumowski jako człowiek nauki bez wątpienia rozumie powagę sytuacji, a jako członek wielu międzynarodowych towarzystw może mieć to, czego zabrakło doktorowi Radziwiłłowi, a mianowicie zdolność perswazji - źródła rządowe donoszą, że poprzedni minister nie starał się przekonać m.in resortu finansów do przesunięcia środków budżetowych na zdrowie.
      Czy Prof. Szumowski wprowadzi nową jakość w polski system opieki medycznej, czy też zmiana ta miała wprowadzić jedynie zawirowanie i mówiąc kolokwialnie "kupić trochę czasu"? 
      Na to pytanie odpowiedź przyniosą najbliższe dni, dziś nie pozostaje nic innego jak patrzeć z nadzieją w przyszłość i życzyć nowemu Ministrowi rozwagi i pokory.
      hypersonic
    • Przez hypersonic
      Początek nowego roku zapowiada trudny sprawdzian dla polskiej ochrony zdrowia. Tysiące polskich lekarzy pod wpływem iskry, która rozbłysła w Porozumieniu Rezydentów OZZL zamierza w nowym roku pracować zgodnie z literą prawa.
      Jak wielokrotnie pisaliśmy, zakończenie głodówki nie było równoznaczne z porzuceniem walki o wzrost nakładów na ochronę zdrowia. Akcja została przetransformowana w działania pod hasłami “Stawiamy na jakość” oraz “Jeden lekarz jeden etat”.
      Co oznacza praca zgodna z kodeksem pracy?
      Przepisy jasno definiują, iż tydzień pracy nie może przekraczać 48 godzin, co przy codziennym wymiarze pracy w wysokości siedmiu godzin trzydziestu pięciu minut umożliwia pełnienie średnio jednego dyżuru w tygodniu.
      Drugą bardzo ważnym frontem w wojnie o praworządność jest walka z podwójnymi umowami. Tegoroczny wyrok Sadu Najwyższego (Sygn. akt I UK 182/16) jasno wskazuje, że zawieranie umów kontraktowych na dyżury w szpitalu, z którym łączy nas stosunek pracy, to nieakceptowany sposób obchodzenia prawa pracy. Kontrakt taki nosi znamiona umowy o pracę, a więc ZUS słusznie może domagać się oskładkowania dochodów z niego na zasadach mających zastosowanie przy mowie o pracę.
      Wypowiedzenie tysięcy klauzul opt-out oraz umów cywilnoprawnych na rzecz pracy w bezpiecznym wymiarze godzin zostało dostrzeżone przez resort zdrowia. Jednak sposób w jaki zareagowało MZ dowodzi jedynie ignorancji, z jaką rząd podchodzi do bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków.
      Pomysłem na wyjście z kadrowego impasu ma być wg resoru z ul. Miodowej "bilokacja lekarzy" oraz uzupełnienie luki pracownikami z europy wschodniej. W zaprezentowanym we wtorek do ekspresowych (trzydniowych) konsultacji społecznych rozporządzeniu możemy przeczytać propozycje łączenia przez jednego lekarza dyżurów w kilku oddziałach i ambulatoriach jednocześnie.
      Według wizji wynikającej z tego aktu niczym nadzwyczajnym nie jest stan, kiedy oddział chirurgii, ginekologi, interny oraz NPL będzie miał pod opieką jeden psychiatra lub adept rehabilitacji medycznej (nie jest to oczywiście przytyk do którejś z tych specjalizacji), co stanowi ewidentne zagrożenie bezpieczeństwa pacjentów.
      Nie pozostaje mi nic innego jak w Nowym Roku życzyć (z jeszcze większym naciskiem) dużo zdrowia, bo dostępność do świadczeń może być utrudniona.
      Marzenie o realnie dostępnej medycynie na wysokim poziomie oprócz woli medyków do realizacji wymaga również rozsądku rządzących, którego jak widać, na razie brakuje.
      Zdrowia , zdrowia i jeszcze raz zdrowia
      hypersonic
×