LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu
  • Świro-lotek: "Ostatni dyżur"


    Kot

    Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!

    Niedawno miałem swój ostatni w życiu (miejmy nadzieję) dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. To bardzo cenne doświadczenie z zakresu medycyny kaszelkowo-katarkowej oraz drobnej pediatrii - uważam, że każdy lekarz powinien nauczyć się diagnozować podstawowe jednostki chorobowe takie jak zakażenia gardła, zatok czy uszu.

    Te kilka lat spędzonych w NPL to doświadczenie totalnie rujnujące psychikę młodego anestezjologa, który widzi ewidentny rozdźwięk pomiędzy kalibrem problemów pacjentów zgłaszających się z przeziębieniem "Doktorze mam 37,8 i kaszlę! Umieram!" a pacjentów leżących i faktycznie umierających na intensywnej terapii. Pomimo wszelkich starań nie udało mi się wykrzesać z siebie nawet najmniejszej ilości zrozumienia i współczucia dla "ciężko chorych" bywalców NPL. Może dlatego, że prawdziwy dramat to dla mnie los matki trójki dzieci, u której po krwotoku z pękniętego tętniaka trzeba stwierdzić śmierć mózgu?

    Mimo krótkiego stażu w medycynie udało mi się rozwinąć dziwną umiejętność przeczuwania jak ma wyglądać najbliższy dyżur. Jest to coś na podobieństwo bólu krzyża, który męczy wilka morskiego przed załamaniem pogody. Trudno jest mi zdefiniować jak wygląda to przeczucie. Po prostu jadąc na niektóre dyżury wiem, że z góry będę miał przerąbane.

    Tak było przed moim ostatnim dyżurem w NPL. Nie myliłem się.

    Poszedłem tam z nastawieniem, że cokolwiek się nie zdarzy to już właściwie mnie nie dotyczy. W końcu przyniosłem wymówienie i już więcej nie będzie żadnych tłumaczeń, odpowiadania na idiotyczne skargi, tłumaczenia przeróżnym dziwnym ludziom rzeczy oczywistych. Mogę w końcu na luzie odwalić całą robotę i iść do domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem.

    Przywitał mnie tłum na korytarzu. Rzecz rzadko spotykana w tym małym NPLu. Pierwszych dwudziestu pacjentów udało mi się przyjąć bez żadnych zawirowań. 90% rozpoznań to J00 i J06 (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Potem były schody.

    O 21:00 telefon od spanikowanej mamusi: ma dwie córki 12 i 7 lat. Jedna leczona amoksycyliną z kwasem klawulanowym na zapalenie gardła a druga cefuroksymem na zapalenie oskrzeli. Dwunastolatka zjadła antybiotyk siedmiolatki. "Co może jej się stać?!" - pyta przerażona matka. "W najgorszym razie biegunka" - odpowiadam. "Biegunkę to już ma od 2 dni" - słyszę w słuchawce. Kryzys zażegnany.

    O 23:30 wielka kumulacja. Przychodzi czteroosobowa rodzina. Wszyscy mają katar, wszyscy od kilku dni. U lekarza rodzinnego nie byli. "Więc jak to było? - pytam głowę rodziny. "Oglądaliście sobie Kevina samego w domu i nagle wpadliście na pomysł, żeby o 23:00 razem przyjść do NPL?". Pan - głowa rodziny się śmieje. Głowa opada mi na biurko. Zazdroszczę dobrego humoru....

    2:00 dzwoni pani. Zgłasza, że jej mama w wieku 88 lat ma gorączkę, ciężko i szybko oddycha i nie można się z nią dogadać. Kilka pytań i upewniam się, że staruszka ma duszność i zaburzenia świadomości. Pani dzwoniła już na pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Każę natychmiast wezwać pogotowie. Za 15 minut dzwoni dyspozytorka i wydziera się do słuchawki. Grzecznie wyjaśniam, że NPL nie jeździ do pacjentów z dusznością i sugeruję sumienne zbieranie wywiadu. To kolejny podobny przypadek - pogotowie w tym rejonie często próbuje "dysponować" lekarza NPL do chorych, żeby sprawdził czy nie trzeba karetki pogotowia. I w 9 na 10 przypadków okazuje się, że pacjent jest chory i wymaga interwencji pogotowia ratunkowego. Tymczasem zegar tyka, a czas do uzyskania fachowej pomocy upływa nieubłaganie.

    3:30 przychodzi pacjentka z mężem. Od 3 dni ma katar, ale stwierdziła, że to będzie najlepsza pora na wizytę u lekarza. Co więcej, pani żąda żebym do jutra ją wyleczył bo ma pogrzeb i musi być w formie. Przecież jest zbyt chora, żeby rano czekać w kolejce po numerek do lekarza rodzinnego! Żąda natychmiastowej pomocy! LUDZIE! LITOŚCI!

    4:15 dzwoni pacjentka - lat 75. Miała już zawał serca, od 2 godzin boli ją w klatce piersiowej i nie może spać. Zalecam niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe.

    8:00 koniec dyżuru. Zamykam kram.

    Zdarzenia tej nocy sprawiły, że wychodząc rano do domu wyzbyłem się wszelkiej tęsknoty za powrotem.

    Nigdy w życiu Nocnej Prostytucji Lekarskiej!

    ŚwiroLotekBaner.jpg


      Raport News


    Opinie o użytkowniku

    Recommended Comments

    Zależy kiedy. W sezonie grypowo-kaszelkowym przez 24h dochodziło o 50 osób. Np sobotnia n0cka przez 12h potrafiło być 5-6 osób max. W tygodniu przez 14h zwykle 10-20 osób.

    Dzieci, dorośli i wyjazdy.

    Udostępnij ten komentarz


    Link do komentarza
    Udostępnij na innych stronach

    Sa bardzo duze dysproporcje w ilości pacjentow miedzy NPLami - ja pracuje w dwoch - w jednym młyn - kolejka mniejsza lub wieksza jesr właściwie ciagle az do godz. Nocnych, w drugim spokoj i 3/4 pacjentow mniej niz tam - wszystko zależy od położenia i dojazdu do danego punktu.

    Udostępnij ten komentarz


    Link do komentarza
    Udostępnij na innych stronach
    11 godzin temu, Kot napisał:

    Zależy kiedy. W sezonie grypowo-kaszelkowym przez 24h dochodziło o 50 osób. Np sobotnia n0cka przez 12h potrafiło być 5-6 osób max. W tygodniu przez 14h zwykle 10-20 osób.

    Dzieci, dorośli i wyjazdy.

    Słabo.  W śląskim mieście 129 osób stacjonarne. Do 3 w nocy jedna za drugą - w sezonie grypowym. Co druga osoba pretensje ze Paracetamol na grypę, że czemu nie antybiotyk, że paracetamol  to mogli sobie sami w aptece bez recepty... 

    NPL to skandal i marnotrawienie pieniędzy podatników na bomisiów z kaszelkiem i katarkami od kilku dni.

    Udostępnij ten komentarz


    Link do komentarza
    Udostępnij na innych stronach

    Zapraszam do Podkarpackiego, dzień powszedni 30 osób, weekend 100, święto, lub jeden z dni będących częścią jakiegokolwiek długiego weekendu 130, od 12:00 do rana średnio przychodzą co 45 min. ... jedyna nadzieja, że ulewa, albo zamieć i mróz to przychodzi do 20, wiec przed dyżurem zawsze nadzieja, że będzie brzydka pogoda.

    same katary, skończyły się leki (nagle o 2 w nocy) bóle brzucha po zjedzeniu kebaba, itp, oczywiście 4 na 5 pacjentów z katarem lub bólem gardła żąda antybiotyku, i zawsze ze 3 osoby do 30 przyjdą po zwolnienie z pracy bo mają katar.

    normalnie bajka

    Udostępnij ten komentarz


    Link do komentarza
    Udostępnij na innych stronach


    Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

    Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Masz już konto? Zaloguj się.

    Zaloguj się


  • Podobna zawartość

    • Przez Kot
      Do NPL zgłasza się pacjentka, lat około 30.
      Pacjentka: Ja chciałam lek na zwyrodnienie kręgosłupa! (podaje kartę wypisową z oddziału neurologii gdzie diagnozowała zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa). Bardzo mnie bolą plecy!
      Ja: Dostanie Pani ketoprofen...
      Pacjentka: Nie nie chcę tego! Żądam tego leku, który wypisali mi na neurologii!
      Ja: (zerkam na kartę - w wypisie jakiś egzotyczny preparat nimesulidu) Proszę Pani - przepisuję taki lek jaki uważam za stosowne. Przychodzi Pani do nocnej pomocy lekarskiej po doraźną pomoc. Ten lek mógł wypisać Pani lekarz rodzinny.
      Pacjentka: Ja żądam tego leku! Tylko ten lek leczy przyczynę mojej choroby! Tak powiedział mi neurolog i neurochirurg!
      Ja: A czy neurolog i neurochirurg nie mówili Pani, że nie ma żadnego leku, który leczy przyczynę choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa? Lek, którego się Pani domaga to lek przeciwbólowy.
      Pacjentka: Ja żądam leku, który leczy przyczynę mojej choroby! Masz mi przepisać właśnie ten lek!
      Ja: To nie wspomnieli, że jedyne leczenie przyczyny to ćwiczenia, rehabilitacja i redukcja masy ciała? (podaję receptę)
      Pacjentka: Ty chamie!
      Pacjentka wyrywa mi kartę wizyty spod ręki, drze na kawałki i rzuca na podłogę. Następnie drze na kawałki receptę na ketoprofen, rzuca nią we mnie i wybiega z gabinetu.
      Słyszę z korytarza: "UCIEKAJCIE! TO JEST JAKIŚ ŚWIR! ON JEST NIENORMALNY! TO JAKIŚ KONOWAŁ!"
      <facepalm>

    • Przez Kot
      Na SOR trafiła pacjentka z powodu "złego samopoczucia". Badania wykazały, że główną przyczyną jej dolegliwości są 4 promile we krwi. Pacjentka otrzymała "kroplówki", po 8 godzinach kontrolny poziom alkoholu: 3,5 promila. Jest godzina 23:00.
      Coś tu nie gra...
      Idę do pacjentki.
      Ja: Piła Pani alkohol w SOR?!
      Pacjentka: Nie skąd!
      Ja: To dlaczego ma Pani teraz 3,5 promila!!??
      Pacjentka: Niczego nie piłam!... No może troszkę.
      Ja: PROSZĘ POKAZAĆ CO MA PANI W TOREBCE!
      Pacjentka: Ale ja... ale ale...
      Ja: NATYCHMIAST POKAZYWAĆ TOREBKĘ! ŻARTY SOBIE PANI STROI?!
      (Pacjentka wyciąga torebkę, wyjmuje prawie pustą butelkę 0,5 litra wódki...)
      Pacjentka: Tylko resztkówka mi została. Ale ja naprawdę prawie nic nie piłam.
      Ja: TO JAKIŚ OBŁĘD! PRZYCHODZI PANI DO SZPITALA, MY PANIĄ LECZYMY, A PANI TU CHLEJE! KONIEC TEGO DOBREGO! POLICJA I DO IZBY WYTRZEŹWIEŃ!
      Pacjentka: Dlaczego jest Pan taki niemiły?
      Ja: Tu leci kroplówka a pani sobie pod kołderką żłopie wódę. I dziwi się Pani, że się źle czuje?! To proszę nie pić alkoholu! A jak Pani pije, to proszę nie wzywać karetki i nie jeździć sobie do szpitala, jeśli chce Pani sobie pić dalej! POPROSZĘ BUTELKĘ!
      (Wylewam "resztkówkę" do zlewu. Butelkę wylewam do kosza. Biorę telefon, wzywam patrol. Następnie piszę wypis i oddaję pacjentkę pod opieką policji do Izby wytrzeźwień)
      To już przekracza wszelkie granice...

    • Przez Kot
      Godzina 1:00 w nocy. Do SOR przyjeżdża karetka "S". "Mamy pana z bólem brzucha"
      Pielęgniarki, gdy tylko zobaczyły pacjenta meldują posłusznie: "Doktorze! To pijak który tu przyjeżdża regularnie, symuluje różne objawy żeby go zostawić w szpitalu".
      Badam starannie.
      Od wczoraj rzekomo straszny ból brzucha. Nie może wytrzymać dlatego wezwał karetkę.
      Przy badaniu brzucha prezentuje deskowaty brzuch... Za co drugim dotknięciem bo nie znając tempa w jakim uciskam brzuch nie nadąża z napinaniem mięśni. Przy tym prezentuje różne "OCH! ACH! JAK BOLI! CO ZA KATUSZE!", wykonuje teatralne gesty i zwija się na kozetce.
      Słowem: symulant! Brzuch miękki, niebolesny.
      Dla świętego spokoju pobieram komplet badań "brzusznych".
      Pacjnent otrzymuje oczywiście stosowne leczenie:
      - Metamizol 2,5g i.m.
      - Drotaweryna 80 mg i.m.
      Po kilku godzinach okazuje się, że jedyną nieprawidłowością w badaniach jest.... a to niespodzianka! Etanol 2,5 promila!
      Pacjent otrzymuje wypis.
      Ja: Proszę bardzo. To jest wypis, wszystko jest dobrze. Nie jest pan na nic chory. Trzeba zgłosić się do lekarza rodzinnego i nie pić tyle alkoholu.
      Pacjent: Doktorze ja cierpię! Teraz zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej! I duszno mi! Źle się czuję! Musze tu zostać Proszę dać mi KROPLÓWKĘ!
      Ja: Dostał Pan leki. Wszystko jest dobrze. Proszę iść do domu.
      Pacjent wyciąga z kieszeni 20 złotych, próbuje wcisnąć mi je do fartucha.
      Natychmiast cofam się o krok.Odtrącam jego rękę zmierzająca do mojej kieszeni.
      Ja: Zwariował Pan?! Co to za żarty! Natychmiast proszę sobie stąd iść!
      Pacjent: Ja muszę dostać kroplówkę! Nie mogę stąd iść. Masz! Zostaw mnie w szpitalu!
      Ja: DOSYĆ TYCH ŻARTÓW! WYNOCHA! NATYCHMIAST OPUŚCIĆ SZPITAL!
      Pacjent: Ale... Ale...
      Ja: WON!
      Pacjent wychodzi zrezygnowany. Jutro pewnie też wezwie karetkę.
      Znalazł sobie sposób na życie. Pije a jak trzeba wytrzeźwieć i iść do pracy to wzywa karetkę i przyjeżdża sobie do SOR na szybki "detox". Wyłudza płyny, ową tajemniczą "KROPLÓWKĘ" i benzodiazepiny. Popracuje parę dni, zarobi parę groszy i idzie pić dalej. Jak pieniążków zaczyna brakować znowu wzywa karetkę. W bezczelny sposób pasożytuje na wszystkich ludziach. Oczywiście nie chce się leczyć, skierowania do poradni leczenia uzależnień wywala do śmieci.

    • Przez Kot
      2:00 w nocy. Po uporaniu się z dziennym nawałem pacjentów przytuliłem się do poduszki w pokoju lekarskim. Trochę snu dla zmęczonego mózgu, uspokajam się, adrenalina powoli opada. Już niedługo, może się uda, odpoczynek, może nawet kilka godzin. Moja świadomość powoli rozpływa się, jeszcze chwilka...
      SURSUM CORDA!!
      "Co?! Chyba coś mi się przyśniło. Zdawało się. Nieważne. Zasypiam... Już chwilka, już kilka sekund i..."
      SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA! - dziki, zachrypnięty głos przecina powietrze i świdruje w mojej głowie
      Zrywam się. Adrenalina uderza. W głowie myśli śmigają: "Co za c^&$, j%#@%&$, k%$@#, d%^@&!"
      Wypadam z gabinetu z rządzą mordu w oczach.
      Na wózku siedzi aromatyczny jegomość przywieziony przez pogotowie ratunkowe. Znaleziony na ulicy. Na głowie opatrunek przesiąknięty krwią. Wita mnie radosny okrzyk: "SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA!"
      Gabinet zabiegowy, stół, golenie głowy. Moim oczom ukazuje się głęboka rana. Pacjent się rozkręca.
      Pacjent: DOBRZE ŻE ŻYJĘ TO SIĘ JESZCZE NAPIJĘ! KOLEGÓW MAM WIELU WIĘC NIE WSTĄPIĘ DO PZPR-u! Szacuneczek Panowie! SURSUM CORDA!
      Sięgam po szew 2.0...
      P: SURSUM CORDA!
      Wyciskam skrzepy z rany, przemywam...
      P: SURSUM CORDA! WIERZĘ W BOGA, NIE STRASZNA MI ŻADNA TRWOGA!
      Szyję...
      P: SURSUM CORDA!
      Szyję...
      P: W GÓRĘ SERCA!
      Ja: Jak się zaraz nie uspokoisz to zaraz będzie trwoga!
      P: Szacuneczek Panie Dyrektorze! SURSUM CORDA! Ja szanuję wszystkich, nikomu nie wadzę!
      Ja: Ucisz się! Jest 2 w nocy. I nie ruszaj głową!
      Opatrunek, anatoksyna, skierowanie na tomografię.
      "Może w oczekiwaniu na wynik będę miał chwilę spokoju... Chociaż pół godziny, jutro na kolejny dyżur." - nadzieja kołacze się po głowie
      Niemal jednocześnie podjeżdżają trzy karetki. Obrzęk płuc, ból w klatce piersiowej, chłopak pocięty nożem w jakiś dyskotekowych porachunkach.
      "To będzie upojna noc" - nadzieja umiera.
      A potem upojny dzień...