Skocz do zawartości
  • Zaloguj się, aby obserwować  

    Długowieczność na wyciągnięcie ręki?


    Gonzo

    Długowieczność to sen wielu... Zarówno zwykłych ludzi jak i naukowców. Odkąd sięgnąć pamięcią ludzkość poszukuje rozwiązań jak przedłużyć życie, poprawić jego jakość, wyeliminować choroby. Wydawać by się mogło - marzenie ściętej głowy, utopia, takie coś tylko w filmach...

    Jednak naukowcy z Mayo Clinic odnieśli w tym temacie pewien sukces, który może się okazać bardzo obiecującym początkiem do spełnienia tego marzenia. Co prawda póki co tylko (albo aż, w zależności od punktu widzenia) na myszach, ale udało im się wydłużyć życie myszy o 25%.

    Jak to osiągnęli?

    Cały sekret tkwi oczywiście w komórkach. Dokładniej w starzejących się, ale zdrowych komórkach, które na skutek fizjologii procesu starzenia utraciły już zdolność podziałów. Wraz ze starzeniem się organizmu tych komórek jest coraz więcej i więcej. Są one rozproszone po całym organizmie, choć uważa się, że w niektórych miejscach gromadzą się w większej ilości (np. w narządach dotkniętych chorobami związanymi ze starzeniem organizmu). Do niedawna nie było wiadomo, czy komórki te nie pełnią jakichś ważnych funkcji w organizmie, ale najnowsze badania to wykluczają. Komórki te najprawdopodobniej są związane po prostu ze starzeniem się i śmiercią organizmu...

    Naukowcy z Mayo Clinic wpadli więc na pomysł, iż usuwanie tych komórek z organizmu może spowolnić proces starzenia i co za tym idzie wydłużyć życie. Tylko jak to zrobić? Fakt, iż komórki występują w organizmie w dużym rozproszeniu czyni potencjalnie niemożliwym odszukanie każdej pojedynczej komórki i jej eliminację. Jednakże uczeni wykorzystali fakt syntezowania przez starzejące się komórki białka p16lnk4a. Stosując niewielką modyfikację genetyczną organizmu myszy polegającą na nadaniu komórkom myszy zdolności produkcji kaspazy wykrywającej wspomniane wcześniej białko i doprowadzającej do śmierci komórek produkujących to białko udało im się doprowadzić do wyeliminowania części populacji komórek starzejących się. Co więcej, modyfikacja jest pomyślana w ten sposób, że komórki myszy nie produkują kaspazy samoistnie. Dopiero stymulacja odpowiednim lekiem powoduje rozpoczęcie syntezy tego białka. Zaprzestanie przyjmowania tego leku z kolei powoduje zakończenie produkcji kaspazy. Dzięki temu zjawisku można kontrolować proces. Niewątpliwie minusem jest to, że w narządach, do których lek nie dociera nie ma produkcji kaspazy i eliminacji komórek starzejących się.

    Oczywiście proces wymaga wielu udoskonaleń technologicznych oraz wielu badań, zanim będzie można go stosować u ludzi, nie mniej już teraz spowodował wydłużenie życia myszy o 1/4. Niestety jak wszystko w przyrodzie, ma swoje minusy, ale jak na razie jedynym medycznym stwierdzonym skutkiem ubocznym jest potencjalne wydłużenie czasu gojenia się ran.

    Zatem czy ludzkość kiedyś czeka era prawdziwej długowieczności?

    Więcej na portalu GeekWeek

    benjamin-button-589cx205.jpg

    Edytowano przez Gonzo


      Raport News
    Zaloguj się, aby obserwować  


    Opinie o użytkowniku

    Recommended Comments

    Brak komentarzy do wyświetlenia.



    Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

    Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

    Utwórz konto

    Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

    Zarejestruj nowe konto

    Zaloguj się

    Masz już konto? Zaloguj się.

    Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez MedFor.me
      Społeczeństwo na świecie, a tym samym również w Polsce coraz bardziej się starzeje. Jest to bardzo niepokojący trend, albowiem oznacza wiele rozmaitych wyzwań, z którymi nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia w aż tak dużej skali. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego w 2035 roku osoby starsze będą stanowiły aż 20% społeczeństwa polskiego.
      W Polsce jest już ponad milion osób starszych, co jest skutkiem spowolnienia rozwoju demograficznego, z to powoduje zmiany w strukturze wieku mieszkańców. Proces starzenia się społeczeństwa jest wynikiem korzystnego zjawiska - wydłużania się trwania życia oraz niekorzystnego - niskiego poziomu dzietności.
      Wiek senioralny przesuwa się, a medycyna stale się rozwija, ale nie zmienia to faktu, że stan zdrowia seniorów pogarsza się z wiekiem. Aby ludziom starszym żyło się lepiej - bezpieczniej i stabilniej - powstały różnego rodzaju domy opieki. Te nastawione są na pomoc seniorom w zakresie zdrowotnym, rehabilitacyjnym, jak i rozrywkowym.
      Dotychczas bardzo sprawnie funkcjonował trend zajmowania się starszymi osobami przez członków rodziny. Jednak czasy w jakich żyjemy, średnia wieku społeczeństwa oraz pogoń za pieniądzem sprawiła, że osoby starsze coraz częściej zamieszkują domy opieki. Profesjonalna opieka nad seniorami zyskuje na znaczeniu i zaufaniu. Do wzmocnienia systemu opieki nad osobami starszymi niezbędna jest nowoczesna technologia. Wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań pozwoli poprawić jakość życia osób korzystających z tych usług.
      Polski Instytut Rozwoju Biznesu postanowił przybliżyć tematykę opieki nad seniorami i zwrócić szczególną uwagę na kwestie szeroko rozumianego bezpieczeństwa, zdrowia, aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym, a także potrzeby dostosowania infrastruktury, systemu służby zdrowia czy rynku pracy do potrzeb i możliwości osób starszych. Konferencja 27 września 2018 pełni rolę platformy do wymiany poglądów i doświadczeń. W konferencji weźmie udział 80 osób.
      Redakcja MedFor.me objęła patronatem tę konferencję.

    • Przez eMCe71
      Od kilku dni w rodzinach, wśród znajomych i w pracy rozmawiamy o sytuacji małego Alfie Evansa. Po długim czasie u chłopca zakończono mechaniczne wspomaganie oddechu i mimo ciężkiej, choć nie do końca zdiagnozowanej choroby neurodegeneracyjnej nie doszło do niewydolności oddechowej, a chłopiec nadal żyje.
      Nadzieję daje możliwość przeniesienia Chłopca do Włoch, a ogromne wrażenie robi włączenie się w sprawę Papieża Franciszka. Entuzjazm i nadzieja są wielkie, ale i ogromna jest panująca złość.
      Co wiemy o chorobie i stanie Alfiego? Czy naprawdę można lekarzy i sędziów z UK podejrzewać o złą wolę? Chyba cały świat obecnie życzy Alfiemu zdrowia. Tylko jakie jest dla niego obecnie najlepsze wyjście? Wydaje mi się, że trudno nam to oceniać z takiej odległości. W poszukiwaniu medycznych danych o stanie i o chorobie Alfiego znalazłem informację, że jego mózg doznał katastrofalnego uszkodzenia tkanki mózgowej (portal Express.co.uk - trudno mi ocenić wiarygodność). Nadal niewiele, choć brzmi bardzo poważnie.
       
       
      Nigdy nie zapomnę przypadku ciężarnej Pacjentki, u której nienarodzonego jeszcze dziecka wykryto rozległe zmiany w śródmózgowiu. Rokowania dla dziecka były bardzo poważne. Kobieta usłyszała wszystkie możliwe scenariusze i propozycje dalszego postępowania: przerwanie ciąży lub poród wraz z terapią wszystkimi dostępnymi metodami, a także poród i obserwacja czy dziecko podejmie wolę walki, czy będzie miało choćby odruch samodzielnego oddychania. Samo wysłuchanie przez Pacjentkę tych alternatyw było dla niej ciężkie i okraszone potokiem łez. Decyzja jeszcze trudniejsza. Wyglądało jednak, że Pani zaznała krzty spokoju w ostatnim wyjściu - dziecko miało się urodzić i zacząć oddychać lub odejść w spokoju i komforcie.
      Które rozwiązanie wybrano dla Alfiego? Intuicja podpowiada mi, że to trzecie. A może jednak pierwsze i wybrano dla niego śmierć, choć nie była ona konieczna? Nie wiem. A czy Wy wiecie?
       
       
       
      Wydaje mi się, że to co na pewno możemy zrobić to modlić się o najlepsze dla Chłopca rozwiązanie. Zdecydowanie mniej pewny jestem czy możemy  negatywnie ocenić lekarzy zajmujących się nim. Czy oby na pewno chcą dla niego źle? Tylko dlaczego Alfie nie jest żywiony? Czy nie poddano się zbyt łatwo? Co czują Rodzice? Czy powinni dostać szansę próby leczenia dziecka poza Anglią? Czy jest szansa na cud? Może zawsze w takich sytuacjach powinniśmy na niego liczyć? Czy tu w ogóle są jakieś łatwe i pewne odpowiedzi?
      Bądźmy razem z Alfiem! Niech stanie się dla niego to co najlepsze!
      Czytelników, szczególnie Lekarzy, ale i wszystkich Medyków, zachęcam do rzeczowej dyskusji poniżej. Obyśmy potrafili coś dobrego wynieść z tej jakże trudnej lekcji.
      Mateusz Palczewski, lekarz
    • Przez Newman
      Żyją w norach pod ziemią w Afryce Zachodniej, są niemal całkiem nagie i ślepe. A przy tym żyją nadspodziewanie długo (jak na gryzonia) i praktycznie nie występują u nich nowotwory złośliwe. Co takiego maja w sobie GOLCE, że nie ima się ich starość?
      Golec piaskowy, jedyny przedstawiciel gryzoniej rodziny kretoszczurowatych to mało znane zwierzę zamieszkujące tereny Somalii, Kenii i Etiopii. Golce żyją w koloniach niemal wyłącznie pod ziemią, gdzie budują rozbudowane korytarze za pomocą potężnych siekaczy.
      Ich różowa skóra jest cienka, prześwitująca i pomarszczona. Wyglądają przez cale swoje długie życie niemal identycznie - ich aparycja budzi skojarzenie z bardzo starą, całkiem łysą myszą. Wyjątkowo szkaradny wygląd to jednak nie jedyna unikalna w królestwie zwierząt cecha.
      David Attenborough o golcach - kliknij na obrazek, by wyświetlić film...

      Golce piaskowe są najdłużej żyjącymi znanymi gryzoniami, o długości życia dochodzącej do 28 lat. Przeciętny gryzoń tej wielkości nie jest w stanie dożyć nawet jednej piątej tego wieku. Mysz domowa żyje przeciętnie tylko 1-1,5 roku, a pojedyncze osobniki na wolności dożywają ledwie 4 lat. Skąd tak wyjątkowa sytuacja golców? Od wielu lat badają je naukowcy (nie tylko ci zafascynowani zoologią). Tym, co szczególnie ich frapuje jest fakt, że ekstremalnie rzadko występują u nich nowotwory… Dopiero w 2016 roku wykryto pierwsze w historii dwa przypadki wystąpienia raka (gruczołowego i neuroendokrynnego) u golców w amerykańskich ogrodach zoologicznych.
      W 2011 roku zsekwencjonowano genom golca i do tej pory trwają badania nad tymi obszarami, które decydują o unikalnych właściwościach tego gatunku. Dogłębne poznanie genetyki i epigenetyki tych zwierząt budzi nadzieję na poszerzenie wiedzy na temat nowotworów u ludzi i sposobów jak im zapobiec. Dotychczasowe badania wykazały szereg ciekawych cech zarówno na poziomie molekularnym, jak i w fizjologii tych zwierząt.
      Niewrażliwość na ból (!) spowodowany niedoborem substancji P - neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za odczuwanie bólu w skórze osobników tego gatunku. Co ciekawe, po wstrzyknięciu brakującego neurotransmitera, golce odczuwają zadrapania i otarcia identycznie jak inne ssaki. Duża adaptacja do hipoksji (większe powinowactwo HGB do tlenu, zmniejszona wrażliwość układu nerwowego na kwasicę, niskie tempo metabolizmu. Umiejętność hibernowania w czasie trudnych warunków. Dominująca zmiennocieplność wyjątkowa w gromadzie ssaków. Dodatkowy mechanizm wykrywania komórek nowotworowych oparty na genie p16Ink4a, oprócz istniejącego również u myszy i u ludzi mechanizmu opartego na genach p27Kip1. Większa odporność na raka dzięki mutacji w genie HAS2 który bierze udział w produkcji wielkocząsteczkowego kwasu hialuronowego (HMW-HA). Kilkukrotnie aktywniejsze niż u innych ssaków proteasomy odpowiedzialne za degradację ubikwitynowanego białka do małych peptydów. Mniejsza wrażliwość na bodźce proapoptotyczne (na przykład reaktywne formy tlenu) komórek golców w porównaniu z komórkami innych gryzoni. Czy te i inne zaskakujące właściwości golców pozwolą ludzkości odkryć tajemnicę długowieczności? Czy wykorzystamy ich wyjątkowe genetyczne mechanizmy w onkologii? Tymczasem, mimo wszystko nie zalecamy osobom zainteresowanym przechodzenia na „golcową” dietę złożoną głównie z korzonków i bulw. Zachęcamy natomiast do przejęcia od naszych „dalekich krewnych” spokojnego, niespiesznego stylu życia.
      Mateusz Malik, lekarz


    • Przez MedFor.me
      Rozmowa z profesorem Janem Szopą-Skórkowskim, wybitnym biochemikiem i biotechnologiem z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu oraz Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Profesor od wielu lat jest zaangażowany w prace badawcze nad strukturą DNA, metabolizmem roślin i roślinami transgenicznymi, co zaowocowało wynalazkami medycznymi, które znalazły swoje miejsce m.in. w leczeniu wspomagającym trudno gojących się ran.
      Prof. Jan Szopa-Skórkowski: Będzie pewnie o żywności GMO?
      Mateusz Malik: Będzie! (śmiech)
      Temat jest rzeczywiście “odgrzewany” - co jakiś czas powraca. Wiedza o GMO dociera coraz niżej, edukujemy się jako społeczeństwo. Pewne fakty już zaakceptowaliśmy, jak istnienie genów, to, że są wszędzie i że jemy geny. Nie jest to już tak szokujące jak niegdyś. Tym natomiast, czego społecznie nie zaakceptowaliśmy jest fakt, że jemy geny, które są manipulowane. Szkoda, że jeszcze nie zaczęliśmy edukacji w szkołach na temat transgenów i genetycznej modyfikacji. Nie wiem dlaczego. Od tego trzeba by zacząć...
      Panie Profesorze! Od kiedy ludzkość wykorzystuje w praktyce istnienie genetyki? Od czasu odkrycia podwójnej helisy DNA przez Watsona i Cricka? Od ery eksperymentów Mendla? A może jeszcze wcześniej?
      Daleko wcześniej. Pierwsze dane wskazują, że zaczęto (jeszcze w sposób nieuświadomiony) manipulować genami 12-13 tysięcy lat temu, kiedy udomawiano rośliny. Wybierano okazy, które się adoptowały do trudnych, przydomowych warunków, a następnie (co według mnie już wkracza w sferę genetyki) krzyżowano ze sobą osobniki, które miały jakieś pozytywne cechy. Na przykład większe nasiona, wysokość, masa. Ale też i zwracano uwagę na jakość - na przykład wybierano mniej toksyczne i o większej produktywności. Zauważono, że coś co rośnie wysoko w górach, gdzie jest sucho i zimno jest odporne na ekstremalne warunki. I krzyżowano takie rośliny z tymi udomowionymi. Nie zdawano sobie sprawy, że to są manipulacje genetyczne, ale już wtedy to się działo. Później historia genetyki powtarza się, ale na coraz wyższym poziomie zrozumienia. Dzisiaj robimy dokładnie to samo. Narażamy organizmy na różnorodne warunki, infekujemy mikroorganizmami, działamy mutagenami chemicznymi, promieniowaniem jonizującym,  czyli postępujemy dość brutalnie, po to, aby wywołać dywersyfikację genetyczną.
      Czyli właściwie nie ma czegoś takiego jak żywność niezmodyfikowana genetycznie?
      Ja twierdzę, że nie ma. Człowiek wciąż kombinuje jak ją ulepszyć, są tylko coraz subtelniejsze techniki, które pozwalają na bardziej świadomy wybór tego co lepsze. Kierujemy się przy tym nie tylko fenotypem (typu duże, mokre, suche), ale również właściwościami wewnętrznymi (prozdrowotne, przeciwzapalne, przeciwbólowe), które przy użyciu technik genetyki i biochemii możemy nadać lub wzmocnić, a dalej wykorzystać.
      Obraz medialny tzw. żywności GMO, a zatem jej obraz społeczny jest często wykrzywiony i zdemonizowany. Chciałbym w imieniu licznych zdezinformowanych osób uzyskać odpowiedzi na najprostsze pytania.
      Bardzo proszę.
      Czy człowiek może nabyć genetyczne cechy produktu spożywanego drogą doustną?
      Nie... Ale zawahałem się mówiąc to, ponieważ jest inny obszar zmienności który towarzyszy genetyce, a mianowicie epigenetyka. Inżynieria genetyczna manifestuje się tym, że przerywamy ciągłość genomu, by zmienić organizm. Zaś epigenetyka wprowadza zmiany bez ingerencji w tą ciągłość, a za pomocą metylacji jednego z czterech nukleotydów budujących DNA. Ta doraźna modyfikacja okazuje się mieć niezwykle duże znaczenie. Dziś, jeżeli porównujemy genom niektórych roślin, które udomowiono 12-13 tysięcy lat temu (np, owies, groch) z aktualnie uprawianymi to okazuje się, że największa zmienność dotyczy zamiany cytozyny na tyminę. Dziś wiemy, że jednym z mechanizmów ewolucji jest taka punktowa mutacja, gdy cytozyna ulega metylacji i w następnej rundzie replikacyjnej przekształca się w tyminę. Dziś zatem wiemy, że epigenetyka także towarzyszyła człowiekowi od zarania: selekcjonując rośliny człowiek robił to nieświadomie łącząc ze sobą genetykę i epigenetykę. A wracając do pytania - związki, które jemy mogą doraźnie modyfikować nasz genom, przystosowując go do tego, co dzieje się w środowisku. Gdyby nie ten mechanizm adaptacyjny, to, podejrzewam, nie wyszlibyśmy poza plazmodium. Człowiek dalej by pełzał po ziemi, jak inne prymitywne organizmy. Dzięki epigenetycznej zmienności doskonalimy się, ale doskonali się cała przyroda. Chcę jednak zwrócić uwagę, że to, co jemy nie ma wpływu na przerwanie ciągłości naszego DNA.
      Taką możliwość w naturze mają wirusy, a laboratorium - ludzie…
      Wiemy, że wbudować w genom obcy fragment mogą tylko wirusy. Ale jest jeszcze inny ważny, naturalny element zmienności genetycznej. Każdy ludzki genom posiada fragmenty samoprzenoszące się, zwane transpozonami. Zdarza się, że warunki środowiskowe indukują lub akcelerują ten proces. Takim czynnikiem teoretycznie może być to, co spożywamy jeśli przykładowo dietą wzbudzamy reakcję wolnorodnikową.
      Czy transgeniczne zboże, na przykład z zakodowaną odpornością na środki chwastobójcze może stanowić zagrożenie zdrowia? Czy jest traktowane przez nasz układ pokarmowy tak samo jak zwyczajne?
      Problem polega tu na czymś innym. Jeśli uodpornimy rośliny na czynniki, którymi je opryskujemy to pytanie na ile trwałe są te związki chemiczne, jak szybko się rozkładają i czy pochodne pestycydów nie mają toksycznego działania. Póki co w środkach, które się używa takich nie ma “nierozkładalnych” substancji. Choćby popularny glifosat rozkłada się, jest katabolizowany całkowicie. My na tym zyskujemy: zachowujemy to, co jest ważne w danej roślinie. A środki ochrony roślin mają istotne znaczenie. Albowiem rośliny, jak każdy organizm, nie żyją w próżni, muszą współdziałać z tzw. mikrobiomem, tak jak i ludzie. Zdarza się, że spośród bakterii czy innych mikroorganizmów, które współżyją z rośliną selekcjonują się takie, które produkują toksyny, które mogą zakazić produkty roślinne. Przykład kiełków kozieradki (często występujące w diecie człowieka) rekrutujących szczep E.coli produkujący toksynę shiga, która spowodowała śmierć 53 osób jest wielce pouczający. Dlatego tak ważna jest ochrona: może nią być tworzenie roślin, które są odporne na te patogeny. W ten sposób nie tylko promujemy produktywność, ale i unikamy obecności toksyn w naszym pożywieniu.
      Czy znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości stwierdzenie, że warzywa i owoce transgeniczne są mniej smaczne od tych hodowanych w przydomowych ogródkach czy ekologicznych (tu proszę o opinię)?
      Nikt, póki co, nie odnosił się do smaku, jako czynnika, który miałby determinować użyteczność warzyw czy owoców. Bardziej zwraca się uwagę na czynniki prozdrowotne, rolę zapobiegania chorobom cywilizacyjnym czy czynniki estetyczne jak kolor czy kształt - to jabłuszko jest czerwone, tamto zielone - im bardziej kolorowe, tym lepiej wygląda. Trudno jest definiować smak… Coś jest słodkie, coś jest gorzkie albo kwaśne… Pierwszorzędowym kryterium, który się bierze pod uwagę w modyfikacjach jest wygląd i charakter…
      Polemizuję tu trochę z mitem, że to, co pochodzi z przydomowego ogródka jest “prawdziwsze”, ponieważ niezmodyfikowane, bez wpływu inżynierii i przez to dużo smaczniejsze niż z supermarketu.
      Myślę, że jesteśmy przywiązani do tego, co własne i to potęguje wartość dodaną do danego produktu. Ale to dobrze! Co ciekawe - w leczeniu jest podobnie. Widzieliśmy wiele razy, że jeśli ktoś jest pozytywnie nastawiony do naszych lnianych opatrunków, to rany lepiej mu się goją, niż wtedy, gdy jest wobec nich sceptyczny. Myślę, że ta skłonność jest też wynikiem zmian epigenetycznych. Byłoby wspaniale gdybyśmy posiedli taką epigenetycznie regulowaną skłonność kierowania się wiedzą i zdrowym rozsądkiem (w tej kolejności) również w kwestii inżynierii genetycznej.
      Czy Wrocławska biotechnologia może pochwalić się jakimiś badaniami, odkryciami, wynalazkami związanymi z modyfikacją genetyczną roślin?
      Powinno się mówić lepiej o innych, ale nie znam przykładu z naszego środowiska, który by demonstrował już wdrożony wynalazek z zakresu inżynierii genetycznej roślin. Nieskromnie zatem chciałbym wspomnieć o dwóch produktach własnych. Jeden z nich jest wdrożony i już dostępny w sprzedaży, a drugi lada moment będzie. Ten pierwszy, z obszaru medycyny to nasze lniane opatrunki, które są od lipca 2016 roku w produkcji. Drugi produkt to olej lniany, a właściwie mleczko lniane, które będzie skutecznym sposobem w zapobieganiu miażdżycy i profilaktyce stanu przedcukrzycowego.
      Może dlatego tak trudno jest mi znaleźć inne przykłady, o których nie wiemy, że modyfikacja genetyczna żywności jest w świetle obowiązujących przepisów de facto zabroniona. Wszystko, co się obecnie oficjalnie robi w obszarze GMO to zamknięte badania laboratoryjne mające na celu ocenę funkcji genu i raczej eksperymentuje się na organizmach modelowych typu rzodkiewnik. Nikt nie ma odwagi pochwalić się swoimi osiągnięciami i odkryciami...
      Rozumiem, że w kontekście żywności GMO na styku nauki i polityki tworzy się konflikt…
      Tak. Bardziej akceptowane jest medyczne zastosowanie modyfikacji genetycznej i dlatego my w to celujemy. Natomiast to żywieniowe praktycznie odpada, bo nie dostajemy zezwolenia na uwolnienie naszych roślin modyfikowanych do środowiska nawet w celach badawczych!
      To jest problem w skali Polski, Unii Europejskiej czy sięga jeszcze dalej?
      Dotyczy to wyłącznie Unii Europejskiej, choć za jej przykładem tworzy się ograniczenia w innych miejscach. Jak choćby w Kanadzie, która chcąc eksportować len na rynek europejski eliminuje z upraw transgeniczny. Podobnie w Chinach, gdzie byliśmy ostatnio, ale nie ma tam zakazu prac nad uwolnieniem GMO do środowiska. U nas nie można dostać zezwolenia na takie badania, a jest ono koniecznym elementem wdrożenia.
      W przypadku naukowego podejścia do tematu nie budzi większych kontrowersji ingerencja w genom bakterii, grzyba, rośliny czy zwierzęcia. Dlaczego pojawiają się takie emocje i dylematy, gdy chcemy “poprawiać” ludzi?
      Tu czyha trochę niebezpieczeństw. Jednym z nich jest interakcja transgen-endogen. Wiemy z wielu naszych eksperymentów, że jest taka interakcja. Innymi słowy, wprowadzony do genomu transgen jest nie tylko samodzielną jednostką, która daje jakiś produkt, ale on sam ma wpływ na genom. Jak on się objawia? To jest inne pytanie. Przykładowo może promować metylację innych części genomu, które przez to zmieniają się. Nie bierze się tego pod uwagę, ale tak jest. Po drugie, wprowadzenie do genomu ludzkiego obcych elementów może indukować mobilność ruchomych jego elementów, czyli transpozonów. Mają one szereg różnych funkcji. Mogą wbudowywać się w sekwencje regulatorowe innych genów, także w kodony. Jest to, póki co, nieprzewidywalne. Ale coraz więcej wiemy o tym, jak i gdzie należy wprowadzać “poprawki”, aby nie tworzyć nieprzewidzianych zdarzeń. Tym niemniej trzeba mieć świadomość, że przerwanie ciągłość genomu jest stresem, który prawdopodobnie będzie miał konsekwencje. W roślinach (ziemniaki) przerwanie ciągłości genomowego DNA manifestowało się wzmocnioną syntezą katecholamin (hormony stresu obecne również u ludzi).
      Czyli w przypadku terapii genowych, które widać już na horyzoncie…
      Należy pamiętać, że nawet zamiana jednego nukleotydu ma swoje odzwierciedlenie w pozostałej części genomu…
      Dziękuję serdecznie za rozmowę!

      Rozmawiał: Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: M. Malik
×