Skocz do zawartości

ŁukaszK

Members
  • Postów

    8
  • Dołączył

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez ŁukaszK

  1. ŁukaszK

    Nie lubię fb

    Nie lubię fb i mam swoje powody. Też nie lubicie? Macie? Chociaż założyłem go już jakiś czas temu, a moją główną intencją był kontakt ze znajomymi, szybko okazało się, że jest to wyłącznie maszyna do ogłupiania, w dodatku, co pokazało przesłuchanie Cukerberga przed komisją senacką USA, maszyna, która zbiera o nas wszelkie dane. Nawiasem mówiąc kicham na to ostatnie, bo za mała płotka ze mnie, żeby kogokolwiek interesowało, co taki Łukasz robi, gdzie jest i nawet jaką trasą do domu dojeżdża (tak, podobno google i fb również takie dane ochoczo zbierają). Oprócz powrotu Kubicy do F1, marzy mi się powrót GG, starego Skype lub większa popularność ICQ. Jakiś czas temu trafiłem na artykuł, który całkiem celnie pozwolił mi zrozumieć, dlaczego nie lubię fb, który, jak się chwilę później okazało, naprawdę zamordował znaczną część internetu. Przytoczę tutaj fragment artykułu. 'Internet od zawsze pomagał rozwiązywać problemy. Przecież to oczywiste, że w np. wielomilionowej polskiej społeczności znajdzie się ktoś, kto już znalazł rozwiązanie i chętnie się nim z nami podzieli. Dawno temu w poszukiwaniu rozwiązań problemów wykorzystywało się wyszukiwarkę Google i fora internetowe. Dziś ta metoda nie działa. Dlaczego? Otóż prawie wszystkie fora są już praktycznie martwe, zjadły je grupy na Facebooku. Z punktu widzenia użytkownika sprawa jest oczywista – Facebook ma aplikację, możemy szybko zadać pytanie, natychmiast otrzymujemy powiadomienia. Czy to rozwiązanie idealne? Tutaj pojawia się podstawowy problem – spróbujcie odnaleźć rozwiązanie problemu w już istniejących postach. Jest to praktycznie niewykonalne, Facebook nie przewiduje kategorii, posty nie są widoczne z zewnątrz, a więc nie wykorzystamy Google. W ten sposób z internetu wyparowała masa przydatnych informacji, a w zamian dostaliśmy protezę, która w zasadzie nie przewiduje możliwości archiwizacji danych.' Zajrzałem na forum.biolog. Dawniej i do dzisiaj chyba jedno z największych forów ludzi, którzy chcieliby związać swoje życie wokół biologii, czyli w farmacji, ratownictwie, rehabilitacji, medycynie. Wiadomo, kto nie słyszał, lub nie przeglądał? Obecnie w zasadzie, porównując ze stanem na np. 6 lat wstecz, świeci pustkami. Kiedy wpisuje się w google frazę 'Forum studentów medycyny', wyskakuje medfor.me, forum biolog i... tyle. No okej, w sumie to dwa fora może wystarczą, ale z drugiej strony są dość puste. Czy lekarze i studenci medycyny nie mają o czym ze sobą rozmawiać? Na fb jest cała masa idiotycznych grup. Kiedy je przeglądam wstyd mi często za to, co ludzie wypisują i zawsze miałem wrażenie, że chociaż forum jako takie zapewnia więcej anonimowości (chociaż, czy na pewno?), to jednak jego użytkownik zyskiwał po jakimś czasie prestiż. Bo zna się na tym i owym, widać, czy ktoś przyznał mu punkt za pomoc, można w łatwy sposób sprawdzić na dobrą sprawę, na czym się zna, a gdzie gada głupoty. Tymczasem fb to śmietnik. Trafić drugi raz na post tej samej osoby, o ile grupa jest aktywna, graniczy z cudem, a przeszukiwać tego wszystkiego nie sposób. Nie ma, oprócz durnego lajka i chyba jeszcze bardziej durnych, dołożonych 'humorków' (nie wiem, czy to dobre określenie, ale jedyne, jakie mi przychodzi do głowy) sposobu dowiedzenia się, co ludzie myślą o czyimś poście, a i tutaj w sumie fb pięknie zarządza emocjami. Nie ma miejsca na poważną rozmowę. Kiedyś próbowałem merytorycznie rozwinąć bardzo trudny temat (aborcja w końcu wszystkich prawie grzeje do czerwoności), bez prowokacji, na spokojnie. Jak się okazało, mój post nie był nawet widoczny, bo został przykryty setką kciuków pod wpisem 'WON Z KLEREM!' Być może ktoś odbierze to jako frustrację, ale w sumie czemu nie? Jestem trochę sfrustrowany, że odebrano nam kulturę rozmowy, tak!, rozmowy, nie wypowiedzi!, zastępując pogonią za kciukami i obwiniam za to całego zafajdanego fb, jego twórcę oraz wszystkich błaznów, którzy nagle odkryli, że jeśli zaczną się uzewnętrzniać, to im głupsi oraz głośniejsi będą, tym więcej zgarną lajków i komentarzy.
  2. ŁukaszK

    Jak uczyć się języka obcego?

    Jeśli chodzi o języki obce to polecam lekturę 'W drodze na Hokkaido'. Chociaż książka nie jest ani podręcznikiem, ani słownikiem języka japońskiego, to Will Ferguson, autor, jest nauczycielem angielskiego w małej japońskiej szkole i w jednym z rozdziałów ujął w skrócie, czemu Japończycy nie potrafią się nauczyć jego ojczystego języka. Podobno Japończyk to taka bestia, która aby cokolwiek zrozumieć, musi to rozebrać na czynniki pierwsze. Według Fergusona tak się nie da, zwłaszcza z językiem i znajomość wszystkich zasad gramatyki i słownika nie wystarcza, żeby dobrze mówić w danym języku, a pomyłki są nieodzownym elementem nauki. Japończyk woli się w ogóle po angielsku nie odezwać, niż narazić na popełnienie błędu. Według Fergusona, aby nauczyć się mówić i rozumieć jakiś język, trzeba się nim posługiwać, choćby się miało go w okrutny sposób kaleczyć. Ps. Nie chcę nikomu spoilerować, jeśli zachęciłem do lektury (w mojej opinii jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałem), ale autor, chociaż japońskim posługuje się od wielu lat, wciąż ma problem z rozróżnieniem słów 'marchewka' i 'człowiek' oraz 'małpa' i 'talerz', z czego wynika kilka zabawnych sytuacji. Zabawnych do tego stopnia, że nie polecam czytać w pracy, bo ludzie patrzą się jak na wariata, bo przecież kto normalny śmieje się do rozpuku, czytając książkę.
  3. ŁukaszK

    Zabiegi icoone

    Przyjaciółka mojej narzeczonej ma męża plastyka, więc ma za pół darmo wszelkie zabiegi. Twierdzi, że wszystko pomaga, tylko nie wszystko na długo, nie wszystko trwale. W pewnym momencie uznała, że nie ma się co bawić w zabiegi i po ciąży odzyskała jędrność, figurę i ogólny urok (generalnie laska jak z żurnala) nie w gabinecie, tylko na siłowni. Może po prostu rozważ ruch na siłowni?
  4. Z czysto pragmatycznego punktu widzenia nie jestem fanem innych kolorów, niż tych w klasycznym dress kodzie szpitalnym, czyli: Białe - czyste; Zielone, Niebieskie - sterylne; Żółte, Czerwone - brudne. Z czysto sentymentalnego - podoba mi się przychodzenie pod krawatem, a przecież np. do gabinetu i niekrwawych oddziałów można. Natomiast tak jak napisałem - dopóki pacjent nie będzie marudził (kto by się tam pacjentem przejmował - o ile SZEF nie będzie marudził), a bardzo chory nie ma na to czasu, można się ubierać w co się chce. Z tego, co mi wiadomo, nie ma przymusów nigdzie w ustawach (poza tym rozporządzeniem w sprawie ubioru obsady ZRM).
  5. A niby dlaczego ma zachowywać dla siebie? Chyba jest wolność słowa, może mówić co jej ślina na język przyniesie. Ty z resztą też, co widać, a forum jest od tego, żeby dyskutować o swoich poglądach. Co do samego tekstu, to powiem, że klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Owszem, tak samo jak na ślub możesz przyjść w klasycznej białej sukni, albo takiej rodem ze wschodniej Rosji, tak samo możesz przyjść do pracy w czym się tylko podoba. Z kolczykiem w nosie, wardze, policzkach, tatuażem na czole. Kto zabrania? Klasyka to ubiór schludny, czysty, elegancki i prezentujący powagę zawodu, jakim niewątpliwie jest każdy zawód medyczny. Poczucie smaku, sprawa osobista. Mi podoba się styl brytyjski i amerykański, czyli przychodzenie do pracy pod krawatem, chociaż wiem, że nie zawsze i wszędzie się to sprawdza. Zwłaszcza przy takim nawale pracy, jaki jest w polskim systemie, ale co mi szkodzi być fanem. Powiem jeszcze, że nie jestem również za kolorowymi fartuchami. Chociaż to też zależy gdzie. Jak moi znajomi z pogotowia narzekają czasami na kolor ich odzieży roboczej i pytają mnie o zdanie, to od razu mówię, że ratownicy powinni jeździć ubrani na biało, albo może nawet lepiej w alarmowym zielonym (takim jak na Słowacji, Czechach, Austrii i Wielkiej Brytanii) i kiedy zdziwieni robią oczy jak talerze odpowiadam zawsze, że ta odzież ma być dla nich, ale nie do patrzenia, żeby ładnie wyglądać, jak na rewii mody, tylko dla ich bezpieczeństwa. Na oddziale, zwłaszcza internistycznym, czy w jakimś gabinecie w przychodni, można sobie chodzić w czym się chce. Tylko jak się ma pacjenta, który może znienacka siknąć krwią albo, za przeproszeniem, zafajdać się po same uszy, to lepiej nie skupiać się na tym, czy się dobrze wygląda, tylko czy po całej akcji szukać ubrania na zmianę. I na takich kolorach (plus także na jasnym niebieskim) to wszystko wyłazi jak na dłoni. I nie ma tak, jak miał mój kumpel, że wygnietli faceta po wypadku komunikacyjnym, oddali go na SOR, a po powrocie na bazę, jak się rzucił na kojo i dotknął spodni, odkrył, że w miejscu czarnej wstawki ma po pacjencie jeszcze nie skrzepłą krew. Owszem - przez skórę nie spenetruje żadne paskudztwo, tylko czy to taki problem podczas tego typu zdarzeń nabawić się jakiegoś zadrapania? To jest takie przypomnienie, że jednak po coś ten fartuch jest. Ma jakieś funkcje, o dziwo. A prawda jest taka, że jak pacjent jest bardzo chory, to choćby się na niego z czarnym workiem zaczaić, to i tak słowa nie piśnie. Bo bardzo chory pacjent nie ma czasu się rozglądać, kto się nim zajmuje, tylko jak.
  6. ŁukaszK

    Zwolnienie - przyzwolenie

    Dlatego, że mamy błędny system podatkowy, ubezpieczeń społecznych, strukturę zatrudnienia i kilka innych problemów, za które żadna partia się nie weźmie ze strachu przed przegraną w następnych wyborach Miło, że mogłem pomóc.
  7. ŁukaszK

    Fizjoterapia a Lekarz Sportowy

    Myślę, że on chce więcej informacji na temat tego, czym się zajmuje jeden i drugi. Masz fuksa, stary, bo mam rehabilitację medyczną i medycynę sportową jako obowiązkowe fakultety na tym roku, więc mogę Ci pokazać różnice. Fizjoterapeuta (oraz lekarz o specjalizacji rehabilitacja medyczna) zajmuje się opieką medyczną nad pacjentem po urazie lub chorobie (często łączy się rehabilitację z urazami, a tymczasem jest przydatna np. u pacjentów sercowych, albo chorych na płuca), gdy tymczasem lekarz medycyny sportowej zajmuje się oceną wydolności, predyspozycji, szuka również ewentualnych przeciwwskazań do wykonywania wysiłku. Widać zatem, że fizjoterapeuta i lekarz to nie jest to samo. I to wszystko całkowicie pomijając fakt, że fizjoterapeuta nie jest lekarzem. Mam znajomego, który rehabilitował kardę siatkarzy (nie pamiętam tylko, czy narodową, czy jaką tam) i muszę Ci powiedzieć również, że całkiem wysoko sobie poprzeczkę postawiłeś, jeśli chcesz zostać rehabilitantem (a tym bardziej lekarzem) w jakimś klubie sportowym.
  8. Witam, jestem nowy na forum, dopiero co przetrzepałem w poszukiwaniu tematu o hematologii i - o dziwo - nie znalazłem niczego. Trochę było w onkologii, ale żadnych konkretów. Czy jest na forum ktoś, kto mógłby mi odpowiedzieć na kilka poniższych pytań? Hematologia a onkologia - czym się różnią? Spokojnie, nie jest to pytanie idioty, czytałem opis specjalizacji ze strony CMKP, chodzi mi raczej o wrażenia z pracy na oddziale. Słyszałem, że hematolodzy są opuszczonymi przez boga i ministra (ministrów - ponoć problem nie od dzisiaj) zdrowia lekarzami, więc oddziały są niedofinansowane, dyżurów jest dużo, trudno i w dodatku kiepsko płacą - podobnie jak z interną. Ile w tym prawdy? Pytam, bo myślałem o specjalizacji z onkologii po studiach, a hematologia jest dziedziną pokrewną (Co ciekawe - w USA wszelkie nowotwory mielo i limfoproliferacyjne leczą onkolodzy - to jest takie ekstra małe pytanko - co myślicie o tego typu połączeniu specjalności u kolegów zza wielkiej wody? Hematolodzy tam zajmują się innymi rzeczami). Jeśli jednak jest, jak mówią, to z tych dwóch niezwykle fascynujących specjalności wolałbym wybrać onkologię, która zdaje się mieć mniej tego typu problemów. Od razu mówię, że nie wiem, czy nadaję się aby połączyć te dwie specki w pediatrii, bo ta ostatnia idzie mi czasami naprawdę ciężko, chociaż staram się jak mogę, więc o tym po prostu nie myślałem.
×