LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

eMCe71

MD
  • Postów

    2905
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Days Won

    73

eMCe71 last won the day on August 12 2016

eMCe71 had the most liked content!

Reputacja

207 Użytkownik o wspaniałej reputacji!

O eMCe71

  • Ranga
    Użytkownik
  • Urodziny 26.02.1987

Contact Methods

  • Gadu-Gadu
    1326634
  • Skype
    eMCe71

Profile Information

  • Status
    Lekarz
  • Miasto uczelni:
    Wrocław
  • Rok rozpoczęcia studiów
    2006
  • Wydział
    LEK

Ostatnio na profilu byli

17489 wyświetleń profilu
  1. Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?

    Lepiej pączki wypiekać hehe
  2. A ja mysle sobie ze na nowych wydzialach lekarskich poziom nauczania moze nawet byc wyzszy
  3. Szanowni Państwo, ZOL dla dzieci w Wierzbicach (woj. dolnośląskie) pilnie poszukuje pediatry na etat (ewentualnie dwóch, którzy mogliby się etatem podzielić). Kontakt: siostra Agnieszka, nr tel. +48 885-485-473 pozdrawiam i zachęcam, Mateusz Palczewski
  4. Nie potrafię zrozumieć notorycznego umieszczania zdjęć swoich dzieci w portalach społecznościowych. Na co dzień spędzam z dziećmi bardzo dużo czasu i lubię je, żeby nie powiedzieć uwielbiam. Po ludzku jednak bardzo zastanawia mnie przelewanie tak dużej i ważnej części swojego życia do sieci zamiast po prostu je przeżywać. Chciałbym pobudzić do dyskusji, a poniżej przedstawić kilka materiałów do lektury. Nie oceniam, dociekam. Mam niemal wrażenie, że część mam - bo z moich obserwacji, to one głównie są autorkami - umieszczają na facebooku każde kolejne zdarzenie z życia dziecka. Śpi, obudziło się, nie jednak śpi, siada, wspina się na szczebelki, jest karmione piersią, trzyma chlebek, ma kaszel, ma katar, ma znów kaszel, oj... ciągle jesteśmy chorzy, o.. już zdrowi, idziemy na spacer z nowymi rękawiczkami, nie jednak ma katar, zostajemy w domu i tak w kółko. To są rzeczy, których się doświadcza i w zależności od zdarzenia mniej lub bardziej się je przeżywa, ale czy na pewno trzeba na facebooku? Czy jeśli tak nas ucieszyło, że dziecko postawiło pierwsze kroki to nie lepiej przypatrzeć się temu, dobrze zapamiętać i cieszyć się chwilą zamiast szukać telefonu i "postować na wallu"? Tu także takie moje ogólne spostrzeżenie - idziemy na koncert, na jakąś galę, wydarzenie i wszyscy wyciągają aparaty żeby narobić masę zdjęć. A czy to nie chodzi o to by ten moment w pełni przeżyć a nie od razu się nim dzielić? Jadę na wakacje, staje w pięknym miejscu, obserwuje je, chcę się nacieszyć ale od razu słyszę "stańcie o tu razem koło siebie to Wam zdjęcie zrobie", "jeszcze jedno, tylko Ty kucnij". Wg mnie tu chodzi o jakiś rozsądek, umiejętność wypośrodkowania na ile chcemy moment przeżywać, a na ile potrzebujemy go uwieczniać (tylko czy my uwieczniamy moment w takim wypadku czy tylko scenerię i wzajemne ustawienie?) i dzielić się nim. Czy wklejanie zdjęć dzieci na facebooka może być groźne? W sieci krąży wiele artykułów traktujących na ten temat i kwestię jaką się bardzo często podnosi to bezpieczeństwo danych osobowych i wola naszych dzieci [1][2][3]. Czy ja chciałbym aby moi znajomi z pracy zobaczyli na profilu mojej mamy zdjęcie (i komentarze) jak w pieluszce stawiam pierwsze kroki? Nie miałbym z tym raczej problemu, ale już przeżywanie (w tym fotograficzne) trudów odstawiania mnie od piersi byłoby pewnie trochę krępujące. Inną jednak, dużo poważniejszą kwestią jest to jak nasze dane w przyszlości mogą zostać użyte. Jak potoczy się rozwój social mediów i jakie dane będą udostępniane szerokiemu ogółowi w przyszłości? Czy zdarzało Wam się przeglądać czyjś profil przed pierwszym spotkaniem aby wiedzieć kogo można się spodziewać i jak się przygotować? Czy podobnie może zachować się Wasz potencjalny pracodawca lub kredytodawca?[4] Jakkolwiek to może momentami abstrakcja, ale skąd mamy mieć pewność, w którą stronę "pójdzie świat"? Po co prowokować? Proszę zobaczcie, jak nieszczęśliwie już, pewne zachowania potrafiły sprowokować [5 - Ranker.com] W jakim celu umieszczamy zdjęcia dzieci na facebooku? [6] Czy umieszczając je zaspokajamy jakieś swoje potrzeby? Czy do takich zachowań predysponowane są osoby o pewnych osobowościach? Zapraszam do dyskusji i przemyśleń! lek. Mateusz Palczewski, specjalizant chirurgii dziecięcej
  5. Świro-lotek: "Ostatni dyżur"

    Czyli jeszcze bardziej zdecydowany komentarz
  6. Albo komentarz typu "specjaliści - czyli lekarze w pełnego tego słowa znaczeniu" Czyli, że rezydenci to tacy niepełni lekarze, troche jakby na niby ?;) Oczywiście, wiadomo, że z mniejszym doświadczeniem/wiedzą, to jasne, no ale ...
  7. Chirurgia zna wiele przykładów heroicznych zabiegów. Heroizm tej operacji nie dość, że zapewnił wyleczenie od zaawansowanego kostniakomięsaka (osteosarcoma) stawu kolanowego, to młoda pacjentka nadal spełnia się jako baletnica. Przed trudną decyzją zostali postawieni rodzice i dziewczynka, u której postawiono powyższe rozpoznanie w 9 roku życia. Guz określono jako nieoperacyjny i rozpoczęto 12-tygodniową chemioterapię. Po tym czasie podjęto jednak decyzję o zabiegu usunięcia całego stawu kolanowego ... nie, nie mówimy o amputacji, a usunięciu "samego" stawu. Z prawej kończyny pozostało więc nieco ponad połowę uda, część podudzia i stopa - całość retransplantowano, ale piętą do przodu! Czy omyłkowo? Zapraszamy do obejrzenia ciekawego wywiadu i wideo, w której główną bohaterką sama pacjentka: Zachęcamy do dzielenia się z czytelnikami informacjami o innych ciekawych, nietypowych operacjach! źródło: http://www.medicalnewstoday.com/articles/314009.php
  8. Newman możesz coś odpowiedzieć? Masz jakąś wiedzę?
  9. Przepuklina pachwinowa

    Michalmm fajnie, że sobie to tak rozłożyłeś na czynniki pierwsze Jeśli tylko będe miał chwile to z chęcią pociągnę z Tobą ten temat, a narazie przeczytaj sobie jeszcze o czymś takim jak wyrostek pochwowy otrzewnej - to już całkiem dla zmyłki pozdrawiam rezydent chirurgii dziecięcej
  10. staż zagraniczny w ramach specjalizacji

    Cześć najważniejsze jest byś wybrała sobie miejsce i porozumiała się z tą instytucją/doktorem czy możesz przyjechać. Czasem wystarczy znaleźć maila i napisać proste pytanie o możliwość przyjazdu z jakąś motywacją Potem w zależności od miejsca zapewne różne kwestie formalne. Ja w trakcie rezydentury wyjechałem na 2 miesiące - niestety wyjazd był bezpłatny (nie dostawałem rezydentury) i póki co o tyle przedłuży mi się rezydentura, ale mogę napisać podanie o zaliczenie (staż tematycznie zgodny) i będzie zaliczony najprawdopodobniej - jeszcze mam to przed sobą. Serdecznie pozdrawiam, MP
  11. W tym całym zamieszaniu wokół kleszczy najważniejsze według mnie jest to, by go po prostu jak najszybciej usunąć! Ten krótki artykuł celowo jest publikuję w dziale "opinie i komentarze", gdyż jest tylko moją oceną, podpartą naukowymi dowodami, a nie ściśle przeglądem aktualnej literatury. A zatem, jeśli kleszcza trzeba usunąć jak najszybciej, to najlepiej zrobić to samemu! Sytuacje, że ktoś wybiera się "w drogę" do lekarza, czeka zirytowany kilka godzin w kolejce na ostry dyżur, a potem niejednokrotnie wylewa jeszcze swoje niezadowolenie na pracownika ochrony zdrowia, są niepotrzebne i możliwe do uniknięcia. Tego owada (konkretnie pajęczaka), wcale nie musi usuwać pielęgniarka czy lekarz, choć niewiedza i legendy o tym, jak to niezawodnie zrobić (parafina, masło, spirytus, wykręcanie itp.) przyczyniły się pewnie do stworzenia tej tendencji. A okazuje się, że trzeba kleszcza po prostu: 1. Złapać przy skórze (nisko, nie miażdżąc tułowia) 2. Pociągnąć ku górze. Wyszedł w całości? Super! Został jakiś mały fragment? Trudno, ale też super! Samo odnóże kleszcza już krętka Borrelia nie wstrzyknie. Rysunek do tego artykułu dobitnie pokazuje w zasadzie wszystko co należy wiedzieć. A już po tym należy po prostu pamiętać o 3. Obserwacji skóry i zwróceniu uwagi na wystąpienie niepokojących objawów u pacjenta - rumień (tzw. wędrujący, o lokalizacji niekoniecznie związanej z miejscem ukąszenia), bóle stawów, niewyjaśnione gorączki. Wtedy należy zgłosić się do lekarza. Do tej pory nie wykazano skuteczności podawania profilaktycznej dawki doksycykliny u dzieci, a u dorosłych sugerowana jest jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Piśmiennictwo: http://www.uptodate.com/contents/what-to-do-after-a-tick-bite-to-prevent-lyme-disease-beyond-the-basics http://pediatria.mp.pl/lista/87837,postepowanie-po-ugryzieniu-kleszcza https://www.medicover.pl/307,uwaga-na-kleszcze.htm http://www.choroby-zakazne.pl/uploads/pdf/borelioza.pdf http://www.mp.pl/interna/chapter/B16.II.18.5.1. http://pediatria.mp.pl/choroby/chorobyzakazne/66750,borelioza-z-lyme
  12. W tym całym zamieszaniu wokół kleszczy najważniejsze według mnie jest to, by go po prostu jak najszybciej usunąć! Ten krótki artykuł celowo jest publikuję w dziale "opinie i komentarze", gdyż jest moją oceną, podpartą naukowymi dowodami, a nie ściśle przeglądem aktualnej literatury. A zatem, jeśli kleszcza trzeba usunąć jak najszybciej, to najlepiej zrobić to samemu! Sytuacje, że ktoś wybiera się "w drogę" do lekarza, czeka zirytowany kilka godzin w kolejce na ostry dyżur, a potem niejednokrotnie wylewa jeszcze swoje niezadowolenie na pracownika ochrony zdrowia, są niepotrzebne i możliwe do uniknięcia. Tego owada (konkretnie pajęczaka), wcale nie musi usuwać pielęgniarka czy lekarz, choć niewiedza i legendy o tym, jak to niezawodnie zrobić (parafina, masło, spirytus, wykręcanie itp.) przyczyniły się pewnie do stworzenia tej tendencji. A okazuje się, że trzeba kleszcza po prostu: 1. Złapać przy skórze (nisko, nie miażdząc tułowia) 2. Pociągnąć ku górze. Wyszedł w całości? Super! Został jakiś mały fragment? Trudno, ale też super! Samo odnóże Borellia burgdoreferi już niczego nie wstrzyknie. Rysunek do tego artykułu dobitnie pokazuje w zasadzie wszystko co należy wiedzieć. A już po tym należy po prostu pamiętać o 3. Obserwacji skóry i zwróceniu uwagi na wystąpienie niepokojących objawów u pacjenta - duży rumień, bóle stawów, niewyjaśnione gorączki. Wtedy dopiero można, a nawet trzeba zgłosić się do lekarza. Do tej pory nie wykazano skuteczności podawania profilaktycznej dawki doksycykliny u dzieci, a u dorosłych sugerowana jest jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Piśmiennictwo: http://www.uptodate.com/contents/what-to-do-after-a-tick-bite-to-prevent-lyme-disease-beyond-the-basics http://pediatria.mp.pl/lista/87837,postepowanie-po-ugryzieniu-kleszcza https://www.medicover.pl/307,uwaga-na-kleszcze.htm http://www.choroby-zakazne.pl/uploads/pdf/borelioza.pdf http://www.mp.pl/interna/chapter/B16.II.18.5.1. http://pediatria.mp.pl/choroby/chorobyzakazne/66750,borelioza-z-lyme Zobacz pełny news
  13. Wasz strój roboczy

    Ja z reguły się nie przebieram - spodnie, koszula. Pracuje z dziećmi i chyba tak dla nich mniejszy stres
  14. Podczas swojego dotychczasowego kształcenia miałem okazję odbyć kilka praktyk i staży w szpitalach w USA. Niezwykłe wrażenie zrobił na mnie szczególnie Cincinnati Children's Hospital Medical Center, w którym spędziłem 2 ostatnie miesiące. W samym centrum tego szpitala stoi pacjent - i nie chodzi tu o jakieś hasła czy wizje. Tak rzeczywiście jest - to chory jest najważniejszy i widać to na każdym kroku. Do takiego miejsca z chęcią zjeżdżają pacjenci z całego kraju i świata... są ich setki, tysiące i dziesiątki tysięcy każdego miesiąca. Szpital zyskuje dzięki temu odpowiednie finansowanie i ma warunki by móc zadbać o pacjenta w każdym aspekcie. Wyobrażacie sobie, że np. podczas długiej konsultacji w poradni specjalistycznej pacjentowi bywa przynoszony obiad? Jak w takim szpitalu pracuje się jednak lekarzowi? Jak lekarzom w ogóle pracuje się w USA i jak swoją pracę oceniają rezydenci? Zapraszam na wywiad z dr Alexem Bondockiem z Cincinnati Children's. Mateusz Palczewski: Za pierwszym razem kiedy odwiedzasz szpitale w USA można odnieść wrażenie, że szpital idealny na prawdę istnieje. Czy mam rację czy może miałem po prostu szczęście być w tak wyjątkowych miejscach? Alex Bondoc: Miałeś szczęście - niestety, szpital idealny nie istnieje. Prawdopodobnie byłeś jednak w szpitalach, które starają się być idealne. Wg mnie te wyjątkowe placówki mają wspólne cechy i są one rozpowszechniane przez wspaniałych lekarzy. Cechy o których mówię to: 1. Zaangażowanie w opiekę nad pacjentem. To powinno być i zawsze będzie priorytetem systemu ochrony zdrowia. Podczas mojego szkolenia pracowałem w licznych szpitalach i uważam, że część z nich na prawdę jest zaangażowana w tą opiekę, a inne bardziej stawiają na reputację, zyski czy inne mniej altruistyczne przesłanki. Myślę także, że koniecznie trzeba także zwrócić uwagę czy te instytucje są gotowe podejmować trudne decyzje, które nie zawsze są dobrze odbierane wśród pacjentów, ich rodzin a nawet samych pracowników. 2. Przejrzystość i zaangażowanie w ciągły postęp. Te na prawdę najlepsze jednostki mają świadomość ich przemijania i mają silną wolę by ciągle się rozwijać. Takie instytucje muszą liczyć się z wyzwaniami ale także problemami jakie się pojawiają – ich nie da się ukryć ani przed pracownikami ani przed opinią publiczną. Mateusz Palczewski: Czy mógłbyś się przedstawić, powiedzieć na jakim etapie swojej kariery jesteś i czym teraz się zajmujesz? Alex Bondoc: Mam 36 lat i wychowałem się w Cincinnati w stanie Ohio. Moi rodzice są pierwszym pokoleniem imigrantów, a ja pierwszą osobą w mojej rodzinie, która urodziła się w Stanach Zjednoczonych. Do medycyny natchnął mnie mój Ojciec, który był internistą. Skończyłem szkołę medyczną na Uniwersytecie Michigan i wróciłem w rodzinne strony by rozpocząć rezydenturę z chirurgii ogólnej na Uniwersytecie Cincinnati. Przez dwa lata pracowałem także w labie dr Grega Tiao, gdzie zajmowałem się podstawami molekularnymi zarośnięcia dróg żółciowych. Po rezydenturze, zrobiłem nadspecjalizację (tzw. fellowship) z chirurgii dziecięcej w Cincinnati Children’s. Obecnie kończę kolejną - z chirurgii transplantacyjnej narządów jamy brzusznej w szpitalu uniwersyteckim. Mateusz Palczewski: Masz więc 36 lat, jesteś specjalistą chirurgii ogólnej, chirurgii dziecięcej i kończysz chirurgię transplantacyjną. Brzmi naprawdę imponująco. Jak wspominasz natomiast czas szkolenia rezydenckiego? Alex Bondoc: Wspomnienia są miłe ale nie da się zapomnieć jak ciężko musiałem pracować. To co jednak zawsze mówię - nigdy nie zamieniłbym tego czasu bo tak wiele się nauczyłem, bo to był odpowiedni moment w moim życiu na rezydenturę i spotkałem podczas swojego szkolenia wspaniałych ludzi. Nie ma wątpliwości, że pracowałem ciężko. W Stanach jest limit godzinowy pracy rezydenta, który wynosi maksymalnie 80 godzin na tydzień. Oczywiście ta liczba godzin jest uśredniania w skali miesiąca, wiec są tygodnie gdy pracuje się znacznie dłużej. Natomiast na koniec każdego dnia mam przeświadczenie, że przechodzę wyjątkowo dobry trening, a moi koledzy-rezydenci stają mi się niejednokrotnie bliskimi przyjaciółmi. Mateusz Palczewski: Jakie momenty ze swojej rezydentury wspominasz najlepiej, a jakie najgorzej? Alex Bondoc: Sądzę, że najlepszą nagrodą jaką otrzymywałem to ludzie których spotykałem i to czego się nauczyłem. Oczywiście, bycie lekarzem to ciężka praca i na pewno może być nie do zniesienia gdy musisz robić to czego akurat nie lubisz lub gdy nie lubisz swoich współpracowników. Miałem to szczęście, że praca i nauka sprawiała mi radość i miałem bardzo dobre relacje ze swoimi kolegami i koleżankami. Najgorsze ze szkolenia była ilość czasu jaki musiałem poświęcać. Bywało, że nie istniał żaden zegar, żaden czas, którego mogłem się trzymać. To pacjenci i ich choroby dyktowały tempo. W związku z tym to szpital dyktował czas dla rodziny i na odpoczynek. Dla mnie, w życiu najważniejsza jest właśnie moja rodzina i to ona jest największą nagrodą. Niejednokrotnie, gdy któryś z moich pacjentów był w ciężkim stanie, wymagany był zabieg, musiałem jednak z pewnych rzeczy i właśnie rodziny „rezygnować”. Muszę przyznać, że świadomość, iż moi bliscy mogli myśleć, że nie są dla mnie najważniejsi przeżywałem bardzo emocjonalnie i dużo mnie to kosztowało. Mateusz Palczewski: Proszę, wyobraź sobie, że możesz w tej chwili powiedzieć coś ważnego do wszystkich rezydentów na świecie - co by to było? Czy są jakieś rady, które uważasz za szczególnie ważne? Alex Bondoc: Powiedziałbym, że bycie rezydentem jest niesamowitą odpowiedzialnością - taką, która jednocześnie może być bardzo wdzięczna ale i bardzo frustrująca i męcząca. Ważne, by wiedzieć, że jeśli myśli się, iż skończenie rezydentury i stanie się specjalistą drastycznie coś zmienia, to jest się w błędzie. Jeśli rezydenci myślą, że ilość godzin spędzanych w szpitalu zmieni się, też mogą być w błędzie. Tak naprawdę wzrasta odpowiedzialność i może to stać się jeszcze bardziej stresujące. Pełne oddanie się swoim pacjentom potrafi być czasochłonne, więc rezydenci muszą pamiętać co naprawdę sprawia, że są szczęśliwi i że potrzeba poświęcenia w dążeniu do stania się w pełni samodzielnym lekarzem. *** In English: MP: First time when you visit US hospitals you might have an impression that ideal hospitals really exist. Am I right or I was just lucky to spend some time in excellent places? dr Alex Bondoc: You have been lucky to spend time in some excellent places because unfortunately, no ideal hospital truly exists. However, perhaps what you have experienced are hospitals that strive to be ideal hospitals. In my opinion, truly excellent hospitals share very common traits. And, these traits are shared by truly excellent physicians. These traits include: 1. Commitment to patient care. This should and always will be the priority of the health care system. Having rotated at a number of different hospitals, I think some institutions are really committed to their patients while others focus more on reputation, profit, or perhaps other, less altruistic motives. I think one thing to really look at also is whether these great institutions are also willing to make difficult decisions that are not always popular with patients, their families, or even their own staff. 2. Transparency and commitment to improvement. Truly great institutions are acutely aware of their short comings and have a strong desire to improve. Such institutions have to face challenges and failures head on nor will they hide them from the people who work there or the public. MP: Could you introduce yourself a little and tell us what are you doing right now? (If you could mention how old are you) dr Alex Bondoc: I am 36 years old and originally grew up in Cincinnati, Ohio. My parents are first generation immigrants and I was the first person in my family to be born in the United States. I was inspired to pursue medicine by my father who was an Internist. I went to Medical School at the University of Michigan and returned home to complete my General Surgery Residency the University of Cincinnati. I did complete two years of research in the lab of Greg Tiao, MD studying the molecular basis of biliary atresia. After residency, I completed 2 years of Pediatric Surgery fellowship at Cincinnati Children’s. I am currently completely a 2 year fellowship in Abdominal Transplant Surgery at University of Cincinnati. MP: So you are 36 y.o. and you have already become specialist in general surgery, pediatric surgery and now you are doing another fellowship. Sounds really impressive! How do you recall your residency time? dr Alex Bondoc: I recall my residency fondly although I do not discount how hard I worked. What I tell people is that I would not change my residency experience for anything because of where it got me, what I learned, and the people I met along the way. There is no doubt that I worked hard. Here in the United States there is a restriction on residency work hours limiting us to 80 hours/week. Of course, this number is averaged over a four week period, so there are certainly weeks someone works significantly more that 80 hours. However, at the end of the day, I feel like I am exceptionally well trained, and I still count some of my residency classmates as extremely close friends. MP: What part of that time you find as most pleasant and what was the worst part? dr Alex Bondoc: I think the most rewarding part of my residency were the people I met and what I learned. Certainly being a doctor is hard work. It truly could be intolerable if one did not like what he or she was doing or who one’s coworkers were. I was lucky enough to enjoy both my work and my co-workers. The worst part certainly was the time commitment. There is no clock that I could follow. The patients and their illnesses dictated that. As such, more time in the hospital cuts into time with family or leisure time or studying. For me, my family is the most important and rewarding part of my life. However, when a patient is sick or needs an operation, things have to be put on hold. Making my family feel as if they were not my absolute priority takes an incredible emotional and mental toll on me. MP: Please imagine that this time you can tell something important to residents all over the world – what would it be? Do you have any advices you find particularly important? I would advise them that being a resident is an incredible responsibility, one that can be amazingly rewarding but also exceptionally frustrating and tiring. More importantly though, if those residents think that life changes drastically as an Attending, then they are also mistaken. While residents may think that sheer number of hours spent in a hospital may change, they actually may not. In fact the responsibilities may increase and become more stressful. Full commitment to one’s patients can be time consuming, so residents must be mindful of what truly makes them happy and that sacrifices must be made in the pursuit of becoming a full-fledged physician or surgeon. Zobacz pełny news
  15. Podczas swojego dotychczasowego kształcenia miałem okazję odbyć kilka praktyk i staży w szpitalach w USA. Niezwykłe wrażenie zrobił na mnie szczególnie Cincinnati Children's Hospital Medical Center, w którym spędziłem 2 ostatnie miesiące. W samym centrum tego szpitala stoi pacjent - i nie chodzi tu o jakieś hasła czy wizje. Tak rzeczywiście jest - to chory jest najważniejszy i widać to na każdym kroku. Do takiego miejsca z chęcią zjeżdżają pacjenci z całego kraju i świata... są ich setki, tysiące i dziesiątki tysięcy każdego miesiąca. Szpital zyskuje dzięki temu odpowiednie finansowanie i ma warunki by móc zadbać o pacjenta w każdym aspekcie. Wyobrażacie sobie, że np. podczas długiej konsultacji w poradni specjalistycznej pacjentowi bywa przynoszony obiad? Jak w takim szpitalu pracuje się jednak lekarzowi? Jak lekarzom w ogóle pracuje się w USA i jak swoją pracę oceniają rezydenci? Zapraszam na wywiad z dr Alexem Bondockiem z Cincinnati Children's. Mateusz Palczewski: Za pierwszym razem kiedy odwiedzasz szpitale w USA można odnieść wrażenie, że szpital idealny na prawdę istnieje. Czy mam rację czy może miałem po prostu szczęście być w tak wyjątkowych miejscach? Alex Bondoc: Miałeś szczęście - niestety, szpital idealny nie istnieje. Prawdopodobnie byłeś jednak w szpitalach, które starają się być idealne. Wg mnie te wyjątkowe placówki mają wspólne cechy i są one rozpowszechniane przez wspaniałych lekarzy. Cechy o których mówię to: 1. Zaangażowanie w opiekę nad pacjentem. To powinno być i zawsze będzie priorytetem systemu ochrony zdrowia. Podczas mojego szkolenia pracowałem w licznych szpitalach i uważam, że część z nich na prawdę jest zaangażowana w tą opiekę, a inne bardziej stawiają na reputację, zyski czy inne mniej altruistyczne przesłanki. Myślę także, że koniecznie trzeba także zwrócić uwagę czy te instytucje są gotowe podejmować trudne decyzje, które nie zawsze są dobrze odbierane wśród pacjentów, ich rodzin a nawet samych pracowników. 2. Przejrzystość i zaangażowanie w ciągły postęp. Te na prawdę najlepsze jednostki mają świadomość ich przemijania i mają silną wolę by ciągle się rozwijać. Takie instytucje muszą liczyć się z wyzwaniami ale także problemami jakie się pojawiają – ich nie da się ukryć ani przed pracownikami ani przed opinią publiczną. Mateusz Palczewski: Czy mógłbyś się przedstawić, powiedzieć na jakim etapie swojej kariery jesteś i czym teraz się zajmujesz? Alex Bondoc: Mam 36 lat i wychowałem się w Cincinnati w stanie Ohio. Moi rodzice są pierwszym pokoleniem imigrantów, a ja pierwszą osobą w mojej rodzinie, która urodziła się w Stanach Zjednoczonych. Do medycyny natchnął mnie mój Ojciec, który był internistą. Skończyłem szkołę medyczną na Uniwersytecie Michigan i wróciłem w rodzinne strony by rozpocząć rezydenturę z chirurgii ogólnej na Uniwersytecie Cincinnati. Przez dwa lata pracowałem także w labie dr Grega Tiao, gdzie zajmowałem się podstawami molekularnymi zarośnięcia dróg żółciowych. Po rezydenturze, zrobiłem nadspecjalizację (tzw. fellowship) z chirurgii dziecięcej w Cincinnati Children’s. Obecnie kończę kolejną - z chirurgii transplantacyjnej narządów jamy brzusznej w szpitalu uniwersyteckim. Mateusz Palczewski: Masz więc 36 lat, jesteś specjalistą chirurgii ogólnej, chirurgii dziecięcej i kończysz chirurgię transplantacyjną. Brzmi naprawdę imponująco. Jak wspominasz natomiast czas szkolenia rezydenckiego? Alex Bondoc: Wspomnienia są miłe ale nie da się zapomnieć jak ciężko musiałem pracować. To co jednak zawsze mówię - nigdy nie zamieniłbym tego czasu bo tak wiele się nauczyłem, bo to był odpowiedni moment w moim życiu na rezydenturę i spotkałem podczas swojego szkolenia wspaniałych ludzi. Nie ma wątpliwości, że pracowałem ciężko. W Stanach jest limit godzinowy pracy rezydenta, który wynosi maksymalnie 80 godzin na tydzień. Oczywiście ta liczba godzin jest uśredniania w skali miesiąca, wiec są tygodnie gdy pracuje się znacznie dłużej. Natomiast na koniec każdego dnia mam przeświadczenie, że przechodzę wyjątkowo dobry trening, a moi koledzy-rezydenci stają mi się niejednokrotnie bliskimi przyjaciółmi. Mateusz Palczewski: Jakie momenty ze swojej rezydentury wspominasz najlepiej, a jakie najgorzej? Alex Bondoc: Sądzę, że najlepszą nagrodą jaką otrzymywałem to ludzie których spotykałem i to czego się nauczyłem. Oczywiście, bycie lekarzem to ciężka praca i na pewno może być nie do zniesienia gdy musisz robić to czego akurat nie lubisz lub gdy nie lubisz swoich współpracowników. Miałem to szczęście, że praca i nauka sprawiała mi radość i miałem bardzo dobre relacje ze swoimi kolegami i koleżankami. Najgorsze ze szkolenia była ilość czasu jaki musiałem poświęcać. Bywało, że nie istniał żaden zegar, żaden czas, którego mogłem się trzymać. To pacjenci i ich choroby dyktowały tempo. W związku z tym to szpital dyktował czas dla rodziny i na odpoczynek. Dla mnie, w życiu najważniejsza jest właśnie moja rodzina i to ona jest największą nagrodą. Niejednokrotnie, gdy któryś z moich pacjentów był w ciężkim stanie, wymagany był zabieg, musiałem jednak z pewnych rzeczy i właśnie rodziny „rezygnować”. Muszę przyznać, że świadomość, iż moi bliscy mogli myśleć, że nie są dla mnie najważniejsi przeżywałem bardzo emocjonalnie i dużo mnie to kosztowało. Mateusz Palczewski: Proszę, wyobraź sobie, że możesz w tej chwili powiedzieć coś ważnego do wszystkich rezydentów na świecie - co by to było? Czy są jakieś rady, które uważasz za szczególnie ważne? Alex Bondoc: Powiedziałbym, że bycie rezydentem jest niesamowitą odpowiedzialnością - taką, która jednocześnie może być bardzo wdzięczna ale i bardzo frustrująca i męcząca. Ważne, by wiedzieć, że jeśli myśli się, iż skończenie rezydentury i stanie się specjalistą drastycznie coś zmienia, to jest się w błędzie. Jeśli rezydenci myślą, że ilość godzin spędzanych w szpitalu zmieni się, też mogą być w błędzie. Tak naprawdę wzrasta odpowiedzialność i może to stać się jeszcze bardziej stresujące. Pełne oddanie się swoim pacjentom potrafi być czasochłonne, więc rezydenci muszą pamiętać co naprawdę sprawia, że są szczęśliwi i że potrzeba poświęcenia w dążeniu do stania się w pełni samodzielnym lekarzem. *** In English: MP: First time when you visit US hospitals you might have an impression that ideal hospitals really exist. Am I right or I was just lucky to spend some time in excellent places? dr Alex Bondoc: You have been lucky to spend time in some excellent places because unfortunately, no ideal hospital truly exists. However, perhaps what you have experienced are hospitals that strive to be ideal hospitals. In my opinion, truly excellent hospitals share very common traits. And, these traits are shared by truly excellent physicians. These traits include: 1. Commitment to patient care. This should and always will be the priority of the health care system. Having rotated at a number of different hospitals, I think some institutions are really committed to their patients while others focus more on reputation, profit, or perhaps other, less altruistic motives. I think one thing to really look at also is whether these great institutions are also willing to make difficult decisions that are not always popular with patients, their families, or even their own staff. 2. Transparency and commitment to improvement. Truly great institutions are acutely aware of their short comings and have a strong desire to improve. Such institutions have to face challenges and failures head on nor will they hide them from the people who work there or the public. MP: Could you introduce yourself a little and tell us what are you doing right now? (If you could mention how old are you) dr Alex Bondoc: I am 36 years old and originally grew up in Cincinnati, Ohio. My parents are first generation immigrants and I was the first person in my family to be born in the United States. I was inspired to pursue medicine by my father who was an Internist. I went to Medical School at the University of Michigan and returned home to complete my General Surgery Residency the University of Cincinnati. I did complete two years of research in the lab of Greg Tiao, MD studying the molecular basis of biliary atresia. After residency, I completed 2 years of Pediatric Surgery fellowship at Cincinnati Children’s. I am currently completely a 2 year fellowship in Abdominal Transplant Surgery at University of Cincinnati. MP: So you are 36 y.o. and you have already become specialist in general surgery, pediatric surgery and now you are doing another fellowship. Sounds really impressive! How do you recall your residency time? dr Alex Bondoc: I recall my residency fondly although I do not discount how hard I worked. What I tell people is that I would not change my residency experience for anything because of where it got me, what I learned, and the people I met along the way. There is no doubt that I worked hard. Here in the United States there is a restriction on residency work hours limiting us to 80 hours/week. Of course, this number is averaged over a four week period, so there are certainly weeks someone works significantly more that 80 hours. However, at the end of the day, I feel like I am exceptionally well trained, and I still count some of my residency classmates as extremely close friends. MP: What part of that time you find as most pleasant and what was the worst part? dr Alex Bondoc: I think the most rewarding part of my residency were the people I met and what I learned. Certainly being a doctor is hard work. It truly could be intolerable if one did not like what he or she was doing or who one’s coworkers were. I was lucky enough to enjoy both my work and my co-workers. The worst part certainly was the time commitment. There is no clock that I could follow. The patients and their illnesses dictated that. As such, more time in the hospital cuts into time with family or leisure time or studying. For me, my family is the most important and rewarding part of my life. However, when a patient is sick or needs an operation, things have to be put on hold. Making my family feel as if they were not my absolute priority takes an incredible emotional and mental toll on me. MP: Please imagine that this time you can tell something important to residents all over the world – what would it be? Do you have any advices you find particularly important? I would advise them that being a resident is an incredible responsibility, one that can be amazingly rewarding but also exceptionally frustrating and tiring. More importantly though, if those residents think that life changes drastically as an Attending, then they are also mistaken. While residents may think that sheer number of hours spent in a hospital may change, they actually may not. In fact the responsibilities may increase and become more stressful. Full commitment to one’s patients can be time consuming, so residents must be mindful of what truly makes them happy and that sacrifices must be made in the pursuit of becoming a full-fledged physician or surgeon.