Skocz do zawartości

Ela

MD
  • Postów

    10
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Użytkownik o neutralnej reputacji

O Ela

  • Ranga
    Użytkownik

Profile Information

  • Status
    Student
  • Miasto uczelni:
    Wrocław
  • Rok rozpoczęcia studiów
    2009
  • Wydział
    LEK
  1. Ela

    pójść na english devision?

    Nie wiem, na ile orientujesz się w studiowaniu medycyny w Niemczech, ale nie mogę zgodzić się z tym, co piszesz, że 1000 ludzi siedzi na sali. Spędziłam rok w Niemczech w ramach Erasmusa i nie żałuję, każdemu mogę polecić studiowanie medycyny tam. U mnie w Polsce na roku jest 300 osób, tam było 200. Ćwiczenia odbywają się w 6-osobowych grupkach, więc dokładnie tak, jak u nas. Natomiast poziom i jakość zajęć zdecydowanie wyższa jest w Niemczech, szczególnie jeśli chodzi o naukę umiejętności praktycznych. Dużo lepsza jest także atmosfera, relacje z prowadzącymi oraz między studentami, studia są po prostu przyjemne. Warunki są zdecydowanie lepsze w Niemczech, dostęp do sprzętu, materiałów. Niestety w Polsce wszystkiego brakuje i na wszystkim się oszczędza. Trudno mi jednak porównać studia po polsku do studiów na ED, bo nie wiem za wiele na ich temat. Zastanawiało mnie jednak zawsze to, jak Ci studenci "rozmawiają" z pacjentami... Wydaje mi się, że podejście do pacjenta to ważna umiejętność, którą należy opanować na studiach. Wiem, że na niektórych uniwersytetach w Niemczech w rekrutacji bierze się pod uwagę dodatkowe doświadczenia, np. w pracy jako sanitariusz, pielęgniarz itp. Wiele osób podejmuje taką pracę na rok czy dwa, jako czas przejściowy. W ten sposób zyskują dodatkowe punkty rekrutacyjne, a i mają już pierwsze doświadczenie w relacjach z pacjentami, potrafią zakładać wkłucia, podłączać EKG itp. Takie obycie naprawdę pomaga, ci studenci są potem często lepsi od pozostałych. W Niemczech nie jest też niczym dziwnym, że studia zaczynają ludzie nawet 4-5 lat po maturze. Wiem, że takie "czekanie" może się wydawać kiepskim pomysłem, w każdym razie normą byli studiujący ze mną starsi niemieccy koledzy. Nikt się temu nie dziwi i nie lamentuje, że "stracił rok" Nie wiem, na jakim poziomie jest Twój polski mówiony. Owszem, na 1-2 roku studiów zdarza się, że studenci muszą wygłaszać prezentacje. Ale praktycznie już chyba nigdzie nie ma egzaminów w formie esejów, wszędzie przeważają testy. Od kiedy nie ma na studiach łaciny, anatomię i tak poznaje się po angielsku. Zanim dotrzesz do kontaktu z pacjentem (najwcześniej na 3 roku) już dawno doszlifujesz swój polski
  2. Przyczyną jest z pewnością niewiedza. Ostatnio spotkałam się w gronie znajomych z taką wypowiedzią na temat osoby, która niedawno zmarła: "Została u niej stwierdzona śmierć mózgu, ale zanim odłączyli ją od urządzeń, umarła naturalnie." To daje do myślenia, że ludzie nie traktują śmierci mózgu + procedury odłączenia od aparatury za naturalną śmierć. Po drugie wydaje mi się, że ludzie w bardzo uproszczony sposób pojmują związek między śmiercią mózgową a transplantologią. Myślą, że jeśli nie wyrażą zgody na pobranie narządów to pacjent nie zostanie odłączony od urządzeń... Że śmierć mózgową stwierdzono tylko w celu możliwości pobrania organów. To trochę tak, jak upraszczanie sprawy inwazyjnych badań prenatalnych do wykonywania aborcji. Przeciwnicy ich nie popierają, gdyż te prowadzą do aborcji. Na forach kobiecych można poczytać, jak kobiety dyskutują, czy robić takie badania, czy nie. Odpowiedzi padają: "A co zrobisz, jak się dowiesz, że jest chore? Zabijesz je?". Rzadko podkreśla się np. możliwości terapii wewnątrzmacicznej, odpowiednią organizację porodu, itd.
  3. Nie ukrywam, że mam aktualnie trochę podobny tok myślenia, jak być tym przysłowiowym endokrynologiem dziecięcym bez pełnej pediatrii, itd. No ale skoro mówisz, że rzeczywistość Cię uspokoiła, to jest to głos, na który czekałam. Taki obraz oddziału internistycznego czy pediatrycznego to utopia. Cieszy, że gdzieś w Polsce tak to funkcjonuje. Może przy specjalizacjach modułowych taki układ się rozpowszechni.
  4. Po pierwsze nie każdy jest od razu po studiach ukierunkowany na wąską specjalizację i nie każdy zaryzykuje wybierając specjalizację z 2-3 miejscami, więc o konkurencje faktycznie nie musicie się martwić. A po drugie specjalizacje modułowe skracają czas osiągnięcia załóżmy zarówno pediatrii jak i np. endokrynologii dziecięcej. Po pediatrii wystarczy dorobić 2- lub 3-letni moduł szczegółowy. Więc nawet idąc tą drogą jest to szybciej niż do tej pory. A zysk jest taki, że jest się np. tym pediatrą, co bardziej rozszerza możliwości zatrudnienia. Nie każdy też od razu założy prywatny gabinet. Forum służy pisaniu osobistych odczuć, gdyby ktoś miał wątpliwości. W sumie poza trollowaniem nie padło tu nic konstruktywnego, więc spróbuję jeszcze raz - inaczej. Czy myślicie, że Polska jest gotowa i dojrzała i wykorzysta specjalizacje modułowe do podniesienia jakości usług świadczonych w ramach ubezpieczenia? Czy na oddziałach internistycznych będą zatrudniani przedstawicie wąskich podspecjalizacji, by stworzyć zespół, czy jak dotąd sami interniści. Dziś w szpitalach pozaklinicznych internista ze szczegółową specjalizacją to rzadkość.
  5. Nie wspomniałam faktycznie o super szansie na prywatne gabinety i zarabianie fortuny Mimo wszystko pytam o pracę w "systemie". Chętnie poznam opinię osób, które nie wiążą swojej przyszłości tylko z ośrodkiem akademickim.
  6. Specjalizacje modułowe od jesieni 2014? --> http://www.infodent24.pl/edudentpost/cmkp-specjalizacje-modulowe-od-jesieni,101128.html Przeczytałam wcześniejsze wypowiedzi i zastanawia mnie jeszcze kwestia tego, czy wybranie specjalizacji modułowej, np. wąskiej działki interny lub pediatrii nie jest ryzykowne w kontekście późniejszego zatrudnienia. Rezydentura jest umową o pracę na czas określony, co potem? Czy bycie np. endokrynologiem dziecięcym nie ogranicza możliwości zatrudnienia do specjalistycznej kliniki? Po 3 letnim module ogólnym z pediatrii de facto nie jest się "pełnoprawnym" pediatrą, odpada więc np. możliwość pracy w POZ. Jak myślicie, czy powiatowe szpitale z oddziałami ogólnopediatrycznymi lub oddziałami chorób wewnętrznych będą zatrudniać nie-pediatrów i nie-internistów? Biorąc pod uwagę fakt, że miejsc na takie wąskie specjalizacje (dziedziny interny i pediatrii) będzie max. kilka, wybór specjalizacji modułowej wydaje mi się ryzykiem...
  7. Ela

    Recepty nie tylko od lekarzy

    Jeśli choroba jest rozpoznana i "ustawiona" przez lekarza to uważam za bardzo dobry pomysł, aby pielęgniarki wystawiały recepty na kontynuację terapii. Aktualnie "nieoficjalnie" bardzo często są w POZ wypisywane recepty bez obecności pacjenta (zostawia on w recepcji karteczkę, ewentualnie przychodzi ktoś z rodziny), warto by jednak sformalizować taki stan rzeczy. Musiałoby jednak być jakieś obostrzenie czasowe dotyczące kontrolnej wizyty lekarskiej w trakcie takiej przewlekłej terapii.
  8. Uczyłam się patomorfologii z Krusia i tam na pewno były te zmiany opisane wraz z czasem, po jakim się pojawiają. Sama niestety nie pamiętam, ale Krusia polecam!
  9. Ela

    Praca naukowa

    Wydaje mi się, że w okresie studiów raczej jest bardzo mało prawdopodobne, aby student sam "wymyślił" temat jakiejś pracy naukowej, która będzie innowacyjna i będzie wnosiła do medycyny coś, o czym nikt na świecie jeszcze nie mówił. Warto więc zacząć od działalności w kole naukowym i podłączenia się do już trwającego projektu badawczego przy danej klinice - wtedy np. będziesz odpowiedzialny za fragment pracy, zbieranie i analizę danych, badanie grupy pacjentów itp. Samodzielnie natomiast możesz napisać Case Report, czyli opis ciekawego przypadku, ale do tego też należy nawiązać współpracę z jakąś kliniką, do której dany pacjent trafił, co najłatwiej zrobić poprzez koła naukowe.
×