LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

(W)alter

Members
  • Postów

    25
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Użytkownik o neutralnej reputacji

O (W)alter

  • Ranga
    Użytkownik

Contact Methods

  • Gadu-Gadu
    0

Profile Information

  • Status
    Student
  • Miasto uczelni:
    nie dotyczy
  • Rok rozpoczęcia studiów
    2012
  • Wydział
    nie dotyczy

Ostatnio na profilu byli

948 wyświetleń profilu
  1. Zakup pierwszego stetoskopu

    Ktoś coś słyszał o/w takiej( http://diamedica.pl/product-pol-857-Stetoskop-MDF-MD-One-Epoch-777DT-z-TYTANU-z-glowica-4w1.html) zabawce?
  2. A czy ja w jakikolwiek sposób straszę tymi studiami? Mało tego widziałem już takie "kwiatki" na uczelni, że z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że można te studia przelecieć bez większego napinania się. Wystarczy być cwanym, wyrachowanym kombinatorem( ja ujmę to po prostu określeniem żałosny pasożyt). Po prostu uważam, że nie ma się co w tańcu pierd***ć- jak już poprawiać to raz a dobrze i nie rozmieniać się na drobne. Kolejne poprawy uważam za autentyczną stratę czasu, ponieważ jak już się jest na tych studiach, to człowiek zauważa, ile się można w ciągu każdego jednego roku nauczyć. I jak wielką stratą jest bawienie się w roślinki i inne skorupiaki mając 2X lat. Naprawdę po stokroć lepiej utknąć na tych studiach niż poprawiać po 10 razy maturę( a najczęściej bywa tak, że ludzie którzy "pracują"/"studiują" i się "uczą" jednocześnie, nie są w stanie odpowiednio przygotować się merytorycznie do rozwiązania arkusza z chemii i przede wszystkim biologii- tak, tak... radzę pisać jeszcze raz oba przedmioty).
  3. No właśnie nie jest logiczne... Skoro taka ilość czasu jaką miałaś na przygotowania chodząc do szkoły, nie była wystarczająca, to jakim cudem pracując po 8h dziennie chcesz mieć więcej czasu na spędzanie go z książkami? Nie oszukuj się, że " to będzie tylko szybka powtórka tego co umiem"- nie będzie. Skoro słabo rozwiązałaś arkusz, to oznacza, że najprawdopodobniej brakuje Tobie wiedzy, albo przynajmniej masz "śmietnik" w głowie i zdecydowanie potrzebujesz uporządkowania tego co wiesz, a do tego potrzebny jest czas i spokojne podejście do sprawy, a taką możliwość będziesz miała tylko wtedy gdy "zostaniesz w domu" i się przyłożysz do nauki tak konkretnie. A nawet jak się nie dostaniesz, co jest niemożliwe jeżeli się naprawdę zaangażujesz w naukę, to przynajmniej nie będziesz miała do siebie żadnych pretensji i jakichkolwiek złudzeń typu "a gdybym...". No chyba, że wolisz się rokrocznie karmić iluzją, że w końcu się dostaniesz- nawet jeżeli za którymś razem Ci się UDA( podkreślam: UDA!), to czas który stracisz na tłuczenie w kółko tego samego( roślinki i zwierzątka do matury) i przy okazji czegoś nowego, związanego z tematyką "zastępczych" studiów, która niekoniecznie Cię interesuje, będzie nie do odzyskania. W każdym razie ja mogę poradzić od siebie tyle, że trzeba się odważyć i postawić wszystko na jedną kartę! Uważam, że warto. Pozdrawiam. PS. Mam nadzieję, że to co napisałem, jest chociaż trochę zrozumiałe
  4. Czy warto próbować?

    No sorry, ale po takiej wpadce( bo nie ukrywajmy, że po roku nauki, teoretycznie tylko 2 przedmiotów, wyniki 52% i <38% to naprawdę katastrofa) nie ma się co cackać ze sobą i oszukiwać się przez następne lata... Albo przysiądzie konkretnie przez te kilka miesięcy i się dostanie( albo przynajmniej będzie wiedziała, że zrobiła wszystko na miarę swoich możliwości), albo znowu spierdzieli po całości i przez następne x-lat będzie się łudziła, że "ma marzenie do spełnienia..." i poprawiała do 30- stki maturę, żeby dostać się na studia, a później ewentualną specjalizację i robić ją, w teoretycznie, najbardziej produktywnym wieku, gdy powinna już ostro pracować i zbierać doświadczenie... Lepiej się w pełni zaangażować teraz i za rok podjąć decyzję o swojej ostatecznej ścieżce zawodowej, niż przez następne kilka lat na pół gwizdka poprawiać maturę/studiować "bo to nie to co chciałam..."/"bo może się jeszcze uda...". Człowiek nie żyje wiecznie... Poza tym przyjemniej jest być dobrym w jednym, niż niezdecydowaną miernotą w 5 kierunkach.... PS: A jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że np. jeżeli będzie chciała wejść na rynek pracy w innej branży, to tam pracodawcy bardziej zwracają uwagę na wiek i powiązane z nim doświadczenie zawodowe, którego może brakować jeżeli się x-razy poprawia maturę i podejmuje studia nie wiadomo kiedy.... Założenie: X>2 ;P bo tak ogólnie, to uważam że pisanie arkusza z biologii/chemii po 3,4,5, itd. razy jest po prostu patologią i stratą czasu. Trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, a żeby to z kolei zrobić bez bólu tyłka, to trzeba najpierw się przyłożyć i dać z siebie wszystko w danym temacie... A jak się nie jest w stanie trochę bardziej w coś zaangażować, to najlepiej od razu sobie dać spokój... i odpoczywać...
  5. Czy warto próbować?

    Po pierwsze, jeżeli wydaje Ci się, że tak bardzo Ci zależy na studiowaniu kierunku lekarskiego i chcesz jeszcze raz napisać w maju arkusze z biologii i chemii osiągając przy okazji jakiś konkretny wynik, to według mnie, nie ma co się rozmieniać na drobne i szukać sobie jakiegoś kierunku studiów na ten rok. Proponuję zostać w domu i konkretnie podporządkować sobie życie nauce przez te kilka miesięcy. Skoro po roku samodzielnych "przygotowań", do napisania biologii i chemii, osiągasz wyniki na poziomie 40-50%, to oznacza że zdecydowanie potrzebujesz pomocy osoby, która zorganizuje Ci pracę- moim zdaniem bez korepetytora się nie obędzie. Nie da się "za bardzo skupić na teorii" Zwłaszcza, że mówimy o efektach w postaci baaaardzo mizernych wyników. Z moich doświadczeń wynika, że po prostu ZBYT MAŁO czasu poświęciłaś teorii. Nawet nie mówimy tutaj o chociażby częściowym zrozumieniu materiału, czy holistycznym spojrzeniu na część zagadnień... Tobie po prostu zabrakło podstawowej wiedzy! Nie wiem ile czasu dziennie przeznaczałaś na naukę, przez ten rok, ale na pewno było go zdecydowanie zbyt mało. W związku z tym, zadania i inne arkusze, odstaw na bok... Weź książkę i zacznij zapamiętywać to co jest w niej zapisane, a następnie łącz to sobie w całość i wyciągaj wnioski (nawet jakieś banalne, na przestrzeni kilku zdań w książce). Tutaj polecam podręczniki dobrze rozpisane i z dużą ilością opisów różnych doświadczeń( zobaczysz do czego ta nauka służy) UWAGA!: Analizuj też wszystkie rysunki i schematy!!! Nie żałuj na to czasu! I przede wszystkim ZAŁATW SOBIE NAUCZYCIELA Z CHEMII I BIOLOGII, przeznacz te 100-200PLN tygodniowo na jakiegoś biologa i chemika z doświadczeniem i przemawiającymi za jego kompetencjami WYNIKAMI JEGO PODOPIECZNYCH. Arkusze Ci mogą, ale wcale nie muszą, pomóc przy pułapie 90-100%( przy wiedzy pozwalającej na osiągnięcie 50% niewiele z nich wyniesiesz). Spokojnie, najprawdopodobniej, po prostu nie wiesz jeszcze jak i czego się uczyć, lub po prostu miałaś jakiś fatalny system nauki/powtórek... Dobry korepetytor na pewno pomoże. ;) I pamiętaj, że WSZYSTKO ma być podporządkowane nauce( co oczywiste, WSZYSTKIE DNI TYGODNIA też). I dobre podręczniki to podstawa! (ich temat już się przewijał na tym forum, więc proponuję poszperać).- Jeżeli to nie pomoże, to lepiej daj sobie spokój po następnym podejściu... Ale póki co, masz jeszcze wszystko w swoich rękach, więc do roboty! ;) Powodzenia!
  6. Obuwie medyczne

    Nietakt... czy ja wiem... widziałem na roku osobę w czarnych butach... no i już... przynajmniej nie widać na nich brudu... :]
  7. Nauka do matury

    Wnioski wyciąga się prawidłowe wtedy, gdy ma się rozeznanie i wystarczająco dużą wiedzę w temacie. Biologia i generalnie nauka, to nie jest bieg na 100m ani żaden turniej sportowy, gdzie liczy się wynik sam w sobie... Radzę usiąść do książek i się uczyć, ponieważ gdy wiesz co jest czym i jak działa, to jakiekolwiek zadanie Ci podłożą pod nos, to rozwiążesz je bez większych problemów i bez spędzania nad nim większej ilości czasu niż przewidziano na to... Co najwyżej można potrenować szybkie czytanie, ponieważ z zupełnie niewiadomych mi powodów, na tzw. "nowej maturze' postawiono bardziej na czytanki niż sprawdzanie wiedzy przyszłych studentów m.in. kierunku lekarskiego, na którym żeby zacząć się nad czymś zastanawiać( chociaż to nawet nie jest zbytnio potrzebne na początku) trzeba najpierw władować sobie w mózg potężną dawkę informacji. A... i przykre jest też to, że ludzie którzy aspirują na kierunki związane z, było nie było, permanentną nauką i przeznaczeniem jej, i wszystkiemu co z nią związane, większego lub mniejszego kawałka swojego życia, wolą się oswajać z jakimiś zadaniami (maturalnymi czy innymi tego typu głupotami) niż z nauką samą w sobie... Chociaż oczywiście nie twierdzę, że rozwiązywanie arkuszy jest bezsensowne, wręcz przeciwnie, niektórzy z mojego otoczenia twierdzą, że tylko dzięki przerobieniu stosów kartek z zadaniami, osiągnęli swój cel... Jednak mimo wszystko uważam, że ustalanie sobie określonej ilości procentów na kartce papieru za priorytet, na etapie swojego rodzaju "inicjacji naukowej", jest totalną patolą... Ale rozumiem, że to wina polskiego systemu edukacji, więc luz... Powodzenia!
  8. Przygotowanie do matury.

    Do 30. kwietnia 2018 roku polecam Ci przerobić porządnie podręcznik Pana Krzysia Pazdro "Chemia. Podręcznik..." wyd. OE a wygląda to tak...:
  9. Nauka do matury

    Niektórzy mówią, że na maturze z biologii trzeba „umieć trafiać w klucz”... cokolwiek to oznacza.... Inni mówili, że „dostanie się na medycynę to jak wygranie losu na loterii”... W obu przypadkach, słysząc podobne słowa, zastanawiałem się co oni bredzą i skąd biorą takie pomysły... Ze swoich obserwacji doszedłem do wniosku, że są to najczęściej osoby, którym UDAŁO SIĘ( celowo używam tego stwierdzenia ) dostać na studia na kierunku lekarskim, albo ludzie spokrewnieni z wcześniej wspomnianymi, ewentualnie uczniowie, którzy mieli ZBYT MAŁĄ WIEDZĘ, żeby sobie zasłużyć na studiowanie takiej czy innej dziedziny nauk medycznych. Gdybyś usiadł sobie przy stole z programistami podczas jakiejś ich narady, to nawet jeżeli będą mówili po polsku, to i tak mało z tego zrozumiesz, podobnie zresztą jak w przypadku inżynierów, maklerów, czy innych mechaników Nikt nie będzie mówił o „połączeniu ruchowym dwóch mechanizmów” tylko będą mówili o „przegubie”, nikt nie będzie mówił o „procesie zamiany formy papieru wartościowego z materialnej, w postaci zapisu na papierze, na niematerialną - w postaci zapisu elektronicznego w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych SA” tylko powie o „dematerializacji”, specjaliści nie mówią o „zwężeniu kanału kręgowego, które jest zwykle spowodowane przemieszczeniem elementów kostnych lub miękkich do światła kanału, choć zwykle obydwa elementy biorą jednocześnie udział” tylko mówią o „stenozie kręgosłupa”... Zwłaszcza teraz, gdy matury z biologii opierają się w dużej mierze o „teksty źródłowe” trzeba w jakiś sposób udowodnić, że się siedzi już przynajmniej te 3 lata w „biologicznym środowisku” i użyć w swoich maturalnych wypowiedziach kilku „fachowych” zwrotów. Obecnie weźmiesz pierwszego z brzegu tzw. człowieka z ulicy i on Ci sparafrazuje tekst podany w arkuszu, odpowiadając na pytanie- wcale nie musi mieć związku z biologią, a odpowiedź lepszą lub gorszą wyprodukuje. Ludzie z określonych środowisk zawodowych/osoby znające się na czymś, używają naturalnie takiego a nie innego języka charakterystycznego w danej dziedzinie i NIE MUSZĄ MYŚLEĆ O TYM, ŻE TRZEBA MÓWIĆ TAKIM CZY INNYM KLUCZEM(!)- jest to po prostu naturalna kolej rzeczy, że tak a nie inaczej nazywają pewne zjawiska czy przedmioty... a to z kolei świadczy, że się na tym mniej lub bardziej znają i „w tym siedzą”. To samo musi zobaczyć egzaminator w Twojej pracy! Musi zobaczyć, że Ty wiesz o czym piszesz, że się tym zajmujesz na co dzień i że myślenie na ten temat i wypowiadanie się nie jest Ci obce. Tutaj pomocne będzie, jak wspomniał ktoś wyżej, korzystanie z więcej niż jednego podręcznika i oczywiście WIEDZA (!) Jak się zaczniesz motać i opisywać coś( nie mylić z wyjaśnianiem) „idąc przez Ułan-Bator do celu”, to jesteś przegrany... Poza tym, jeżeli coś wyjaśniasz w zadaniu, to staraj się wylać na papier wszystko co wiesz NA TEN TEMAT, nie zastanawiaj się co chce od Ciebie usłyszeć egzaminator.- to na pewno zaprocentuje, ponieważ pamiętaj o tym, że Twoją pracę sprawdza człowiek a nie maszynka, która szuka jakiegoś schematu ustawienia literek w Twojej wypowiedzi, żeby dopasować ją do ustalonej wersji klucza. Osoba sprawdzająca Twoją pracę wyrabia sobie, mniej lub bardziej świadomie, opinię na Twój temat, która może mieć znaczenie w ocenie kolejnych zadań Podsumowując: LEPIEJ NAPISAĆ WIĘCEJ NIŻ MNIEJ, PRZY CZYM CAŁY CZAS TRZYMAJĄC SIĘ OGRANICZEŃ POSTAWIONYCH W PYTANIU! (UWAGA!: to pytanie postawione w poleceniu ma Cie ograniczać, a nie odpowiedź na nie- MUSISZ MIEĆ JAK NAJWIĘKSZĄ WIEDZĘ/mieć przerobione ze 2 podręczniki, a nie stos arkuszy- one Cię biologii i myślenia biologicznego/naukowego nie nauczą). I tutaj przechodzimy dalej... Książki... Uważam, że mega ważna sprawa... Ja się uczyłem biologii jeszcze przy okazji „starej podstawy programowej”, więc trochę inne podręczniki obowiązywały, ale... Są książki, które są super zawsze i wszędzie( pomijąjąc fakt, że w biologii nie ma jakiegoś „trzęsienia ziemi” z roku na rok i wiedza do nabycia się raczej drastycznie nie zmienia)... Tu mam na myśli „Biologię Campbella”, która mnie osobiście zainspirowała do nauki tego przedmiotu i co ciekawe, na lekarskim na I roku jeszcze ze 2-3 razy zaglądałem do tej książki przy nauce( biochemia). Dlaczego? Przede wszystkim z powodu sposobu w jaki są opisywane w niej zagadnienia... Autorzy po prostu prowadzą Cię za rękę jak dziecko, któremu pokazują jak wygląda świat Dodatkowo ilustracje i schematy, które są tak przyjemne dla oka, że się prawie zakochałem w tej książce, a już na pewno, do tej pory, mam do niej sentyment. Może nie jest tak rozbudowana pod względem informacji jak chociażby „PWN.Jedność i różnorodność”, ale na pewno nauka z tej pozycji dostarczy Ci duuuuuuuużo przyjemności (osobiście korzystałem z pierwszego polskiego wydania( na podstawie 8.oryginału), a ostatnio zauważyłem, że wypuścili wyd.2 polskie( 10. oryginału) , które może być jeszcze ciekawsze dla oka i mózgu ). Drugim podręcznikiem, z którego przerobiłem prawie wszystko (wyłączając ostatni tom) była „Akademia WSiP”- też zaj****ty podręcznik, przy czym bardziej pod względem informacji niż jako całokształt. Tak jak wspomniałem, miałem też tzw. biblię PWN, ale ona nie przypadła mi do gustu, chociaż pod względem informacji przebijała obie wcześniej wspomniane książki. Jeżeli chodzi o „notatki z lekcji” Iwony Żelazny, to mogę powiedzieć, że wiedzy tam jest w Chooy, bardzo łatwo można znaleźć to co się chce, ponieważ wszystko jest „od myślników”( forma notatek jak sama nazwa wskazuje). Fajne do uzupełnienia informacji, były osoby które się z tego uczyły, natomiast ja osobiście nienawidziłem tego robić- po prostu wolę jak informacje są fajnie „opakowane w słowa” z dodatkiem fajnych ilustracji Do roślinek ZDECYDOWANIE- „Botanika” Szweykowskich tom I- mega książka, fajnie wszystko rozpisane, zrozumiałe, a wynotowane informacje na jej podstawie, można znaleźć we wcześniej wspomnianych „notatkach z lekcji” I.Żelazny. Jeżeli chodzi o ksiązki p.Bukały, to słyszałem dużo dobrego o nich. Nie korzystałem, ale znajomi bardzo chwalili i z tego co wywnioskowałem, to bardzo przydają się, jeżeli nauczyciel biologii jest słaby i bez doświadczenia Przy cytofizjologii zajrzałem parę razy do Hosera. „Anatmia człowieka” Hosera jest droga i wg mnie bezużyteczna, więc ją sobie odpuść. Cytofizjologię możesz, ale nie musisz sobie załatwić. Matur nie robiłem, ponieważ jak nietrudno się domyślić, nie starczyło mi czasu Wiedzę biologiczną uważam, że miałem wtedy dużą, wynik oszacowałem sobie, przed opublikowaniem rozwiązań z CKE z 2% błędem, a po obejrzeniu „klucza odpowiedzi” moje szacunki pokryły się z poźniejszymi wynikami idealnie, więc arkusz pisałem „w miarę świadomie” . Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego jak pisanie pod klucz- jest tylko wiedza, albo jej brak... Jeżeli się nauczysz, to bez problemów sobie napiszesz i % się „będą zgadzały”, a jak nie, to rok w domu i mnóstwo czasu na fajną zabawę z podręcznikami do bio= majowy arkusz z bio z palcem w... oku” PS: Dużo zawdzięczam swojej nauczycielce z biologii, która razem z Biologią Campbella inspirowała mnie do poznawania biologii. A do nauki motywowały mnie 2 i 3, które zazwyczaj mi stawiała Biologii trzeba się po prostu wyuczyć
  10. Do biologii polecam Rebis (Biologia Campbella), PWN (Jedność i różnorodność) i WSiP (Akademia WSiP)+ do roślin Szweykowskich. Do chemii OE (podręczniki Pana Pazdro).
  11. Lekarze na proszkach.

    Powiem więcej... Kto by nie wytrzymał? Przecież taki lekarz ma, na dyżurze, darmową, nienajgorszą miejscówę do spania i jeszcze mu za to płacą... niemało... A później, w miarę wypoczęty, idzie sobie jeszcze "dorabiać" do "skromnej" pensyjki ;D
  12. Lekarze na proszkach.

    Hey/ cześć! Drodzy Forumowicze wszyscy wiemy jaką redakcją jest "Newsweek" Mam wrażenie, że ostatnio zbyt bardzo przeginają goniąc za sensacją i prowadząc działalność propagandową, ale być może akurat w tym przypadku jest inaczej... Nie wiem. Dlatego, z czystej ciekawości, pytam Was( przede wszystkim tych praktykujących) czy przypadki podobne do tych, o których mowa tutaj: http://polska.newsweek.pl/lekarze-na-prochach-uzaleznienie-od-lekow-,artykuly,370943,1.html są aż tak powszechne, że można się na nie natknąć spędzając trochę czasu w takim czy innym szpitalu, czy to raczej wyolbrzymianie faktów (m.in. w niektórych specjalizacjach szacuje się, że ok. 20% lekarzy ma problemy z nadużywaniem takich czy innych leków)?
  13. Lilianna, alkoholik przeżywa osobiście coś takiego( co było przedstawione w filmie) przynajmniej raz na jakiś czas i uwierz mi, że ma świadomość tego co się z nim działo, kiedy następnego dnia już się ocknie w swoich fekaliach i powoli odzyska pelna świadomość. Co najwyżej pokaja się troszkę, ale jak już go ponownie przyciśnie na dziabniecie, to znów będzie mu obojętne czy narobi pod siebie, czy nie... niech się martwią Ci, ktorzy to pozniej sprzataja... Po nim...
  14. Obuwie medyczne

    Czarne rękawiczki jednorazowe (nitrylowe czy lateksowe) można spokojnie kupić w wielu sklepach internetowych sprzedających różne zabawki medyczne nawet na allegro nie ma z tym większego problemu, chociaż tam tylko nitrylowe widziałem na własnym monitorze, ale to pewnie dlatego że lateksowych nie szukalem. A jeżeli chodzi o obuwie medyczne, to o tej fanaberii dowiedziałem się z profilu "Peer support Lublin", ponieważ właśnie w tym miescie wyladowalem (bardzo twardo zresztą)... Ps. Inna sprawa jest taka: czy w ogóle opłaca się kupować takie rękawiczki w internecie... Hahaha! Ale na razie tylko rozeznanie robiłem.
  15. Obuwie medyczne

    Okej. Przemyślałem to- debilny pomysl- wycofuje się.