Otto

Members
  • Postów

    4
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Użytkownik o neutralnej reputacji

O Otto

  • Ranga
    Początkujący
  • Urodziny 01.06.1996

Profile Information

  • Status
    Student
  • Miasto uczelni:
    Kraków
  • Rok rozpoczęcia studiów
    2016
  • Wydział
    LEK
  1. Co zdawać na maturze? Jakie rozszerzenia?

    Wszystko zależy od uniwersytetu. Podstawą jest biologia i chemia, na niektórych uczelniach jest to jedyny wymóg, ale są też takie, gdzie pojawia się fizyka i matematyka. Przykładowo jeśli chodzi o UJ, to liczy się rozszerzenie/podstawę z matematyki. W Łodzi liczy się podstawę/rozszerzenie z fizyki lub matematyki, dokładnie to samo jest w Olsztynie, ale w Białymstoku wystarczy tylko biologia i chemia. Co do Poznania, to tak jak w Białymstoku, jednak tam liczy się jeszcze średnią. Także wydaje mi się, że dużo lepszą alternatywą jest profil biol-chem-fiz-ang. Co do biotechnologii, to na Twoim miejscu już bym ją odrzuciła. Mimo, że jest to nauka stosunkowo młoda i jest na nią teraz olbrzymi hype, to wcale nie jest ona aż taką dobrą perspektywą w Polsce. Żeby nie robić reklamy tutaj, podsyłam Ci w wiadomości prywatnej link do dobrego artykułu o sytuacji w biotechnologii .
  2. Gratuluję zimnych nerwów, ja prawdopodobnie bym nie wytrzymała tak dużej presji tłumu. Gdyby Cię tam nie było, to mężczyzny nie uratowałby nikt. Szkoda, że w 90% przypadków dramatycznych sytuacji można liczyć tylko na to, że jest w pobliżu jakiś człowiek z wykształceniem medycznym, ponieważ nikt inny nie chce się angażować. To smutne, ale rzeczywiste. Ludzie boją się podejmować jakichkolwiek decyzji o pierwszej pomocy. Starsi nie znają, a młodsi są albo źle uczeni, albo wyrzucają z głowy wiedzę zaraz po EDB. Ja od swojej nauczycielki w gimnazjum słyszałam, że osobie z raną szyi trzeba pomóc opaską uciskową (właściwie zastanawia mnie, czy w takim razie poszkodowany szybciej się udusi czy wykrwawi?). Nikt nie myśli o tym, by na takich zajęciach dzieci nie marnowały godziny, tylko uczyły się algorytmów co lekcje na pamięć i, były z tego sprawdzane. Dokładnie to samo z ochroniarzami, nauczycielami i innymi "przeszkolonymi" - kurs nie powinien trwać dnia, a co najmniej miesiąc (spotkania dwa razy w tygodniu). Wtedy ludzie byliby wyuczeni na pamięć pierwszej pomocy, prawdopodobnie chętniej reagowaliby, impulsywnie. Trzeba też zmienić myślenie. Często boimy się reagować myśląc, że poniesie to konsekwencje prawne, a przecież, jak to mówią, nie ma źle udzielonej pierwszej pomocy. Przykład z czasów mojej klasy maturalnej. Koleżanka miała zwykłe podrażnienie oczu, do którego wystarczyło użyć kropli. Pielęgniarka zadzwoniła na pogotowie z tą, bądź co bądź, pierdołą. Sama nie zrobiła nic, nie dała również zrobić nic osobie z KPP. Czemu? Podejrzewam, że bała się podawać się czegoś innego niż krople na ból brzucha, ewentualnie nie umiała tego zrobić. A jeśli chodzi jeszcze o pomoc innym i znajomość udzielania pierwszej pomocy, to przypomniała się mi śmieszna sytuacja z roku bodajże 2014. Razem z grupą Maltańczyków zabezpieczaliśmy Boże Ciało w pewnym mieście. Pani w wieku około trzydziestu lat dostała ataku padaczki w kościele. Kulturalnie poprosiliśmy o zejście z dywanu, by można było ją trochę odsunąć od tłumu, kolega trzymał za głowę... Na co ksiądz z konfesjonału obok kazał nam się cofnąć i zasugerował, że to opętanie, co szybko poparły panie siedzące w tylnych ławkach. W tym momencie nie wiedziałam (zresztą nie tylko ja), czy wybucham od środka śmiechem, czy może zażenowaniem.
  3. W takim razie działalność tego koła jest cudna i nic, tylko życzyć mu powodzenia! Co do stawek, jakie zostały przedstawione, to postarałam się co nieco doczytać i faktycznie, średnia w zawodzie lekarza to 4 tysiące - wcześniej trafiłam na elaborat o mikrobiologach po mikrobiologii i mikrobiologach lekarskich, zostali oni w nim zabrani pod jedną lupę i tak oto wyszło, że płaci się im średnio od 2,5-4 tys. W przypadku poruszenia tematu rezydencji, to bardziej chciałam się zabawić w uszczypliwość, aczkolwiek pod względem prawnym masz dużą rację. Zarówno zajmują się tym technicy, jak i mikrobiolodzy. Trzeba tutaj dodać, że ci drudzy robią to dużo częściej na katedrach naukowych lub instytutach.
  4. Cześć i czołem! Zacznijmy może od tego, że jestem w trzeciej liceum i wiążę swoją przyszłość z mikrobiologią lekarską. Aby nie byłoby wątpliwości co do tego, że "po studiach zmieni mi się kierunek", to na wstępie powiem - nie mam powołania, nie widzę siebie przy stole, a przekazywanie ludziom informacji o nowotworze w moim przypadku było przedstawieniem ze spalonego teatru. Idąc do sedna, chciałabym prosić o Wasze przemyślenia, rady i odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania oraz wywód w temacie. Wszelkie cytaty użyte w poście są słowami profesor Walerii Hryniewicz. Mam zamiar poruszyć: kim jest mikrobiolog i dlaczego ich jest tak mało? co odstrasza studentów od tej specjalizacji? czy daje ona jakiekolwiek perspektywy, skoro szpitale wolą ludzi zastępować maszynerią? Także przechodzimy do sedna i zaczynamy! Co robi mikrobiolog lekarski? "Do mikrobiologa należy opracowywanie mapy epidemiologiczno-mikrobiologicznej szpitala, wykrywanie mechanizmów oporności, ognisk epidemicznych, dostarczanie danych do szpitalnej polityki antybiotykowej, a także praca w zespole ds. zakażeń szpitalnych - a to jedynie wycinek jego działalności. Służy jako konsultant lekarza klinicysty w zakresie nie tylko antybiotykoterapii, ale również w zakresie profilaktyki zarówno immuno-, jak i chemio-, a ponadto to mikrobiolog jest pierwszym ogniwem systemu wczesnego ostrzegania o szczególnie niebezpiecznych patogenach ze względu na zjadliwość lub oporność" - wymienia prof. Hryniewicz. Być może nikt nie widzi problemu braku mikrobiologów, ponieważ oficjalne statystyki mówią, że w Polsce zakażeń szpitalnych jest niewiele? Zdaniem prof. Hryniewicz, mamy teraz wiele narzędzi, które pozwalają jednak stwierdzić prawdziwą liczbę zakażeń szpitalnych. Tylko czy zastąpienie maszynami ludzi nam coś da? Dyrektorzy szpitali nie szukają mikrobiologów, są raczej nastawieni na likwidację zakładów i pracowni mikrobiologii, przekazanie usług laboratoryjnych firmom zewnętrznym, które nie są w stanie współpracować na co dzień z lekarzem, konsultując "przy łóżku" chorego trudne przypadki zakażeń. Mikrobiolodzy ostrzegają, że takie podejście może się okazać zgubnym. Tym bardziej że zakażenia szpitalne to narastający problem wywoływany przez coraz bardziej oporne na antybiotyki patogeny bakteryjne. Czy ktokolwiek z Was wyobraża sobie taką maszynę przy łóżku chorego, która zimnymi, metalowymi palcami dotyka jego ran? Ile mamy tych mikrobiologów i dlaczego tak mało? Jak mówią statystyki jest ich około 80 sztuk, a powinno być około 600. Dlaczego? "Powodem są m.in. bardzo niskie uposażenia. Studia medyczne nie pokazują, że jest to ciekawa dziedzina medycyny. Nie ma zachęty na studiach, zajęcia z mikrobiologii odbywają się na III roku, czyli za wcześnie, aby student rozumiał całość problemu związanego z leczeniem, opornością bakterii i przebiegiem klinicznym chorób. Brakuje kół naukowych, które promowałyby tę dziedzinę nauki i w przyszłości wprowadzały do medycyny lekarzy świadomie korzystających ze zdobyczy wiedzy mikrobiologicznej. To apel do uczelni medycznych" - nie ukrywa prof. Waleria Hryniewicz. Drodzy studenci, czy profesor ma rację? Jak to jest z tymi zajęciami mikrobiologicznymi i kołami? Czy one faktyczni nie istnieją? Dodam jeszcze, że mikrobiolodzy nie zarabiają "oczekiwanych pieniędzy w tak ciężkim fachu", bo ich zarobki to średnio 2,5-4 tysiące miesięcznie. W sumie to ciekawe, skoro tyle zarabiają jako osoby na etacie, to co dostają na rezydencji? 900 złotych czy może 1,200? Perspektywy? No właśnie, tutaj mamy schody. Skoro szpitale wolą sprzedawać, to czy za pięć lat będzie jeszcze istniał mikrobiolog na terenie szpitala? Coś się na to nie zapowiada. Szkoda, bo lekarz mikrobiolog ma wiele do zrobienia w szpitalu, właściwie jest niezbędny. Ma niezwykle szerokie pole do działania. Tymczasem często jest postrzegany jako osoba wyłącznie prowadząca diagnostykę zakażeń, tzn. jego rola sprowadza się do ustalania czynnika etiologicznego zakażenia i jego wrażliwości na leki. To jest zdumiewająco ograniczony punkt widzenia. "Lekarz mikrobiolog to skarb dla dyrektora szpitala, dlatego że może mu bezpośrednio pomóc zaoszczędzić na lekach, skrócić pobyt pacjentów w szpitalu, jak i ograniczyć liczbę ewentualnych odszkodowań. NIESTETY NIEWIELU SZEFÓW SZPITALI" - zdaniem prof. Hryniewicz - "MA WYSTARCZAJĄCĄ WIEDZĘ I WYOBRAŹNIĘ, ABY TO DOCENIĆ". Czy to przypadkiem nie jest strzelenie bramki dyrektorom, którzy uważają, że mikrobiolog to kolejny niepotrzebny do utrzymania i dużo lepiej na jego miejsce zatrudnić kolejnego internistę? Czekam na Wasze opinie, przemyślenia i odpowiedzi na pytania zawarte w temacie. Liczę na szczerość wypowiedzi - nie trzeba tu słodzić, tu trzeba nawet i linczować, jeśli jest to konieczne. Ciepło pozdrawiam, Otto.