Skocz do zawartości

shamisen

Members
  • Postów

    4
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Days Won

    2

Wszystko napisane przez shamisen

  1. Hej, zwracam się do was z prośbą, być może z uzyskaniem aprobaty, nie wiem. Maturę pisałam w 2016 roku, po czym zdecydowałam się na rok przerwy - wiadomo w jakim celu. Niestety nie udało mi się w 2017 roku podnieść wyników na tyle, by dostać się na wydział lekarski (na czas obecny mam 152 pkt.; do pełni szczęścia brakuje mi łącznie 18%), poszłam studiować farmację. Czułam, że to jest to, jednak w mojej głowie cały czas wisi lekarski. Co zrobić? W tym roku jestem w plecy, bo nie poprawiałam. Jak już... musiałabym na drugim roku to zrobić, który jest podobno piekielny (bardzo ciężko, 3-4 rodzaje chemii), już nawet nie chodzi o gospodarkę czasem. Co jednak uważacie? Medycyna była zawsze moim marzeniem, przy hipotetycznym założeniu, że uda mi się, pójdę studiować lekarski w wieku 22 lat (3 lata poślizgu względem znajomych z liceum, czy w ogóle - z rocznika 97). Jestem gotowa na wiele wyrzeczeń, potrafię pogodzić wiele rzeczy - zarówno naukę na studiach jak i życie towarzyskie (1. rok farmacji uczy jak się uczyć i poziom zapamiętywania wzrósł o 200%, więc powtarzanie do matury, rozwiązywanie arkuszy maturalnych będzie łatwiejsze, bo wiem jak pracować z tekstami z literatury akademickiej i myśleć po akademicku, co jest ważne na maturze). Próbować dalej, czy sobie podarować? Z góry dziękuję za każdą odpowiedź. Pozdrawiam
  2. Cześć wszystkim. Jestem tegorocznym maturzystą, a właściwie poprawkowiczem. Od nadmiaru wolnego czasu naszły mnie pewne przemyślenia - bardziej skierowane do studentów lekarskiego ostatnich lat tudzież jego absolwentów, mianowicie: uważacie, że warto było? Były to "w porządku" przeżyte lata nad książkami? Oczywiście pytanie zmierza do tego, co czeka na studentów po studiach, czyli praca za psie pieniądze. Osobiście nie wiem, jak poszła mi matura. Liczę po cichu na lek w Poznaniu. Znam cały przebieg studiów (a tak przynajmniej mi się wydaje). Wiem, jakie są pieniądze po nich. Nie zrozumcie mnie źle, nie idę dla hajsu, mam na myśli tylko to, że jest on jednak potrzebny, a bez niego... No i oczywiście to, że ich ilość jest odwrotnie proporcjonalna do posiadanej wiedzy. Jasne, raczej wszystko zależy od szczęścia (?), jednak... Żałujecie, że wybraliście ten kierunek? Może farmacja byłaby lepsza? Dodam, że widzę się na szczeblu endokrynologii, onkologii. Jednak porażająca ilość miejsc na te specjalizacje zniechęca. Taaak, wiem... Specka to po 7 latach. Chciałbym jednak dokonać świadomego wyboru na być może całe życie radząc się starszych i bez wątpienia mądrzejszych. Za wszelkie odpowiedzi bardzo dziękuję I proszę bez hejtów, nie chcę wywołać shitstormu.
  3. No jasne, że nie XD ale farmacja też nie kończy się na pracy przy kasie. Dlatego pytam o zestawienie tych dwóch kierunków na temat których inni mają pojęcie, jak wychodzi wszystko w praniu
  4. Witam, jako, że jestem tegorocznym maturzystą i nie za bardzo powiodło mi się na maturze, co nie zaowocowało dostaniem się na lek (kwestia brakujących 20 pkt ), zaczynam przygotowania do poprawki. Tym samym zaczynam zastanawiać się nad jedną poważną rzeczą. Nie zrozumcie mnie źle, wiem, że myślenie o specjalizacji, gdy się jeszcze nie jest na studiach jest trochę dziwne, ale zwykle interesowałem się grzebaniem, czyt. zabiegówkami. Problem, pytanie polega na tym, zakładając, że hipotetycznie dostałbym się na neurochirurgię, po zdaniu LEP-u, odbyciu stażu etc., pożyłbym +/- 15 lat, rączki przestałyby mnie swędzić jeśli chodzi o operację i traciłbym sprawność - po neurochirurgii mógłbym pracować również jako neurolog po prostu? Czy należy odbyć drugi raz specjalizację, tym razem z neurologii? Przepraszam, że tak zawile, ale starałem pisać jak najbardziej zrozumiale ^^ PS. jeżeli wybór działu jest zły to przepraszam, ale ten wydawał mi się najbardziej adekwatny, jeśli chodzi o ten problem
×