LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'świro-lotek'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 12 wyników

  1. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Niedawno miałem swój ostatni w życiu (miejmy nadzieję) dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. To bardzo cenne doświadczenie z zakresu medycyny kaszelkowo-katarkowej oraz drobnej pediatrii - uważam, że każdy lekarz powinien nauczyć się diagnozować podstawowe jednostki chorobowe takie jak zakażenia gardła, zatok czy uszu. Te kilka lat spędzonych w NPL to doświadczenie totalnie rujnujące psychikę młodego anestezjologa, który widzi ewidentny rozdźwięk pomiędzy kalibrem problemów pacjentów zgłaszających się z przeziębieniem "Doktorze mam 37,8 i kaszlę! Umieram!" a pacjentów leżących i faktycznie umierających na intensywnej terapii. Pomimo wszelkich starań nie udało mi się wykrzesać z siebie nawet najmniejszej ilości zrozumienia i współczucia dla "ciężko chorych" bywalców NPL. Może dlatego, że prawdziwy dramat to dla mnie los matki trójki dzieci, u której po krwotoku z pękniętego tętniaka trzeba stwierdzić śmierć mózgu? Mimo krótkiego stażu w medycynie udało mi się rozwinąć dziwną umiejętność przeczuwania jak ma wyglądać najbliższy dyżur. Jest to coś na podobieństwo bólu krzyża, który męczy wilka morskiego przed załamaniem pogody. Trudno jest mi zdefiniować jak wygląda to przeczucie. Po prostu jadąc na niektóre dyżury wiem, że z góry będę miał przerąbane. Tak było przed moim ostatnim dyżurem w NPL. Nie myliłem się. Poszedłem tam z nastawieniem, że cokolwiek się nie zdarzy to już właściwie mnie nie dotyczy. W końcu przyniosłem wymówienie i już więcej nie będzie żadnych tłumaczeń, odpowiadania na idiotyczne skargi, tłumaczenia przeróżnym dziwnym ludziom rzeczy oczywistych. Mogę w końcu na luzie odwalić całą robotę i iść do domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. Przywitał mnie tłum na korytarzu. Rzecz rzadko spotykana w tym małym NPLu. Pierwszych dwudziestu pacjentów udało mi się przyjąć bez żadnych zawirowań. 90% rozpoznań to J00 i J06 (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Potem były schody. O 21:00 telefon od spanikowanej mamusi: ma dwie córki 12 i 7 lat. Jedna leczona amoksycyliną z kwasem klawulanowym na zapalenie gardła a druga cefuroksymem na zapalenie oskrzeli. Dwunastolatka zjadła antybiotyk siedmiolatki. "Co może jej się stać?!" - pyta przerażona matka. "W najgorszym razie biegunka" - odpowiadam. "Biegunkę to już ma od 2 dni" - słyszę w słuchawce. Kryzys zażegnany. O 23:30 wielka kumulacja. Przychodzi czteroosobowa rodzina. Wszyscy mają katar, wszyscy od kilku dni. U lekarza rodzinnego nie byli. "Więc jak to było? - pytam głowę rodziny. "Oglądaliście sobie Kevina samego w domu i nagle wpadliście na pomysł, żeby o 23:00 razem przyjść do NPL?". Pan - głowa rodziny się śmieje. Głowa opada mi na biurko. Zazdroszczę dobrego humoru.... 2:00 dzwoni pani. Zgłasza, że jej mama w wieku 88 lat ma gorączkę, ciężko i szybko oddycha i nie można się z nią dogadać. Kilka pytań i upewniam się, że staruszka ma duszność i zaburzenia świadomości. Pani dzwoniła już na pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Każę natychmiast wezwać pogotowie. Za 15 minut dzwoni dyspozytorka i wydziera się do słuchawki. Grzecznie wyjaśniam, że NPL nie jeździ do pacjentów z dusznością i sugeruję sumienne zbieranie wywiadu. To kolejny podobny przypadek - pogotowie w tym rejonie często próbuje "dysponować" lekarza NPL do chorych, żeby sprawdził czy nie trzeba karetki pogotowia. I w 9 na 10 przypadków okazuje się, że pacjent jest chory i wymaga interwencji pogotowia ratunkowego. Tymczasem zegar tyka, a czas do uzyskania fachowej pomocy upływa nieubłaganie. 3:30 przychodzi pacjentka z mężem. Od 3 dni ma katar, ale stwierdziła, że to będzie najlepsza pora na wizytę u lekarza. Co więcej, pani żąda żebym do jutra ją wyleczył bo ma pogrzeb i musi być w formie. Przecież jest zbyt chora, żeby rano czekać w kolejce po numerek do lekarza rodzinnego! Żąda natychmiastowej pomocy! LUDZIE! LITOŚCI! 4:15 dzwoni pacjentka - lat 75. Miała już zawał serca, od 2 godzin boli ją w klatce piersiowej i nie może spać. Zalecam niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe. 8:00 koniec dyżuru. Zamykam kram. Zdarzenia tej nocy sprawiły, że wychodząc rano do domu wyzbyłem się wszelkiej tęsknoty za powrotem. Nigdy w życiu Nocnej Prostytucji Lekarskiej! Świro-lotek: Kleszcz! Świro-lotek: Co za typy! Świro-lotek: W mordę dać czy skargę napisać? Świro-lotek: Seks-wypadek (dramat w jednym akcie) Świro-lotek: Mega Kumulacja! Świro-lotek: Piję, więc jestem! Świro-lotek: Łapówka czyli jak przekupić doktora Świro-lotek: SURSUM CORDA! Świro-lotek: "Dobry" tata Świro-lotek: "Nagłe pogorszenie" Świro-lotek: "NPL lekiem na całe zło świata"
  2. Nigdy nie przestaje mnie zadziwiać co kieruje postępowaniem niektórych pacjentów. Myślę to o osobach, które cierpią na znane schorzenia, zostały zdiagnozowane i wiedzą, co oznaczają ich objawy. Były już w szpitalu, znają sposób diagnostyki i leczenia swoich chorób.Tymczasem w zetknięciu ze znanymi symptomami zgłaszają się do... Nocnej Pomocy Lekarskiej. NPL przyciąga pacjentów jak światło wabi ćmy. Cieszę się, że chorzy mają zaufanie do możliwości przypadkowego lekarza wyposażonego tylko w stetoskop, ciśnieniomierz i aparat do EKG. Ale do pioruna... Co robi w NPL pacjentka, która od 12 dni krwawi z dróg rodnych? Zdiagnozowano u niej przerost błony śluzowej macicy. Miała dwukrotnie wykonywane łyżeczkowanie jamy macicy. Oczywiście nie przyniosła dokumentacji. Jedyne co mogę zrobić to skierować do szpitala. Co robi w NPL pacjent lat 64 po 3 zawałach serca, angioplastyce, po wstawieniu 3 stentów, leczeniu restenozy w stencie, którego nagle zaczęło boleć w klatce piersiowej? To chyba logiczne, że w przypadku bólu zamostkowego u tak obciążonego chorego konieczna jest niezwłoczna diagnostyka w szpitalu. Oczywiste dla wszystkich oprócz chorego. Oczywiście wykonuję EKG - jednak wiem z doświadczenia, że niezależnie od tego czy są w nim jakiekolwiek zmiany pacjent musi trafić do szpitala karetką. Co robi w NPL pacjentka, która podczas pracy w ogrodzie przewróciła się i uderzyła głową w krawężnik doznając utraty przytomności? Na głowie krwawiąca rana tłuczona długości ok 5 cm - ewidentnie do szycia. W NPL nie ma tomografu, nie ma możliwości zaopatrzenia rany. Pacjentka jedzie karetką do szpitala. Co robi w NPL chora z krwawieniem z przewodu słuchowego. Przyjmuje leki przeciwkrzepliwe z powodu migotania przedsionków. Rano czyściła uszy patyczkiem. Z ucha zaczęła lecieć krew i nie przestaje od kilku godzin. Kierunek - ostry dyżur laryngologiczny. Pomijam hordy pacjentów żądających wszelkiej maści zaświadczeń, przychodzących po przedłużanie leków przyjmowanych przewlekle, narkomanów wyłudzających benzodiazepiny. Moim zdaniem winny jest brak edukacji zdrowotnej. Uczymy w szkole dzieci jak myć zęby a nie mówimy gdzie mają się zgłaszać w konkretnych przypadkach. Nie wiedzą kiedy dzwonić po pogotowie ratunkowe a kiedy samemu udać się do szpitala. Nie znają kompetencji lekarza rodzinnego, specjalisty z poradni ani lekarza nocnej pomocy lekarskiej. Żyją w przekonaniu utrwalanym przez polityków i media (osławione seriale medyczne w których ten sam lekarz przyjmuje porody, wycina wyrostki, jeździ w karetce, leczy nowotwory i katar), że należy im się wszystko, natychmiast i za darmo. Spotkanie z realiami funkcjonowania systemu ochrony zdrowia budzi agresję, która skupia się na lekarzach, pielęgniarkach i ratownikach. Z drugiej strony wszechobecne kolejki sprawiają, że pacjenci próbują szukać jakiejkolwiek pomocy. Co zrobić z gorączkującym dzieckiem, skoro najbliższy termin do pediatry w przychodni jest za 4 dni? Lekarz rodzinny jest na urlopie a pacjentka nie wie, że może iść do innego po leki na nadciśnienie. To wszystko sprawia, że nocna pomoc lekarska, szpitalny oddział ratunkowy oraz pogotowie ratunkowe to miejsca, gdzie widać nieudolność systemu opieki zdrowotnej. To tam szukają pomocy ofiary długich kolejek, braku dostępu do specjalistów, braku uczciwej diagnostyki i leczenia chorób przewlekłych. To tam widać do czego prowadzi brak programów profilaktycznych i brak pieniędzy na nowoczesne sposoby leczenia. Życzę politykom, żeby sami zobaczyli jak wygląda system opieki zdrowotnej oczami obywateli. Niestety wiem doskonale, że ich te problemy nie dotyczą. Oni mają najlepszą opiekę i nie muszą czekać w kolejkach, Wiem, bo na własne oczy widzę, jak wiele zależy od pozycji i pieniędzy danej osoby. Zwykli obywatele nie mają szans.
  3. Każdy pracownik szpitalnej izby przyjęć lub szpitalnego oddziału ratunkowego zna kilka typów pacjentów, którzy pojawiają się na każdym dyżurze. Typowy pacjent z "nagłym pogorszeniem kontaktu" ma 80-90 lat, jest zabierany przez zespół ratownictwa medycznego z domu lub z DPS-u i przywożony do SOR-u do diagnostyki. Wszyscy tacy pacjenci mają wspólną cechę - nie da się zebrać od nich wywiadu. Leżą cicho i patrzą w sufit, jęczą i krzyczą bądź wydają bliżej nieokreślone dźwięki. Często brakuje jakiejkolwiek dokumentacji medycznej. Cechą charakterystyczną jest zawsze taka sama dramatyczna opowieść załogi pogotowia: "jeszcze dziś rano grał w tenisa/szachy/pokera/grał na skrzypcach/kosił trawę/malował obrazy/rąbał drzewo* a nagle pogorszył się kontakt i tak leży". W badaniu fizykalnym stwierdzamy najczęściej odleżyny a pacjent jest zaopatrzony w dawno niezmienianego pampersa. Każdy dociekliwy doktor zadaje sobie pytanie: "Cóż za ciężka choroba mogła doprowadzić do takiego pogorszenia?!". Odpowiedź jest prosta - zespół otępienny. Pacjent funkcjonował sobie w łóżku i fotelu, był z nim prosty kontakt. Od wielu lat choruje na chorobę Alzheimera lub otępienie naczyniopochodne. Wystarczy jakakolwiek infekcja, odwodnienie, podanie leków uspokajających (przodują w tym benzodiazepiny), dekompensacja przewlekłej niewydolności oddechowej, krążenia lub nerek i pacjent rozwija majaczenie lub kontakt słowny się urywa. Czasem "nagłe pogorszenie kontaktu" jest sposobem na pozbycie się problematycznego członka rodziny z domu lub z pensjonariusza z DPSu. Z uwagi na brak możliwości zebrania wywiadu oraz skąpoobjawowy przebieg wielu chorób u osób w podeszłym wieku pacjent taki wymaga zazwyczaj szerokiej diagnostyki. Najczęściej przyczyną "nagłego pogorszenia" jest odwodnienie lub infekcja, ale zdarzają się kwiatki takie jak udar krwotoczny w przebiegu przedawkowania antykoagulantów (swoją drogą kto przepisuje acenokumarol przewlekle leżącej 90-latce z zespołem otępiennym?!) lub zator tętnicy krezkowej z całkowitą martwicą jelit. Pacjent z "nagłym pogorszeniem kontaktu" to wielka przygoda dla każdego lekarza dyżurnego
  4. Zapowiadał się bardzo spokojny dyżur w NPL Trzy godziny, kilku pacjentów. Zapada noc. Godzina 22:00. Korzystając z uroków rozpadającej się kanapy i starego telewizora wykorzystuję spokojny czas, aby trochę odpocząć. Sielankę przerywa pielęgniarka: "Doktorze, pacjent jest". "Trudno" - mruczę do siebie i podnoszę się z kanapy. "Załatwię to szybko". W poczekalni moim oczom ukazuje się mężczyzna i dziecko. Na oko 10 lat. Okazuje się, że pacjentem będzie jednak dorosły mężczyzna. Nietypowa sprawa. Zdarza się, że rodzic przychodził z dzieckiem do NPL w nocy, gdy jest chore, ale żeby na odwrót? "Zapraszam do gabinetu" - tymczasem nos wyłapuje dobrze znany zapach, który jednak szybko znika. "Może mi się zdawało" - myślę. "Co Panu dolega?" - próbuję się uśmiechać, gdy pacjent relacjonuje swoje dolegliwości. Mówi dziwnie niewyraźnie. Ponownie wydaje mi się, że poczułem ten zapach. "Trzeba to sprawdzić" - wyciągam szpatułkę i zaglądam do gardła. "Spryciula, wstrzymał oddech" Zaraz się przekonamy. Osłuchuje serce i płuca. Pacjent odwraca głowę ode mnie jakby nie chciał, żebym poczuł. Normalnie żaden pacjent nie przejmuje się zapachem, jaki wydziela się z jego jamy ustnej. Większość bez pardonu dyszy i kaszle na doktora w czasie badania. Tymczasem ten pacjent nagle doznał przypływu dobrych manier. "Zaraz cię dopadnę, bratku" - przebiega mi przez myśl. "Proszę głęboko oddychać! Głębiej! O tak!" Woń przetrawionego alkoholu wypełnia gabinet. "Nie pijesz od dziś" - szybka diagnoza. "Pił pan alkohol?" - szybkie cięcie, bez ogródek. W oczach pacjenta zdziwienie i strach. "Jedno piwo, prawie nic nie piłem" - pada standardowy tekst numer 2. "Przychodzi Pan pijany w nocy z dzieckiem?" "Nie jestem pijany" - protestuje pacjent. Jest dziwnie spokojny. Każdy normalny człowiek już by zrobił awanturę: co sobie ten bezczelny konował wyobraża. "Policja przyjedzie i oceni" - dzwonię na 997, wyjaśniam sprawę dyspozytorowi. "Gdzie jest matka dziecka? Może je odebrać?" - pytam Dziecko próbuje bronić tatusia. Widać, że nie pierwszy raz jest podobny problem. Dowiaduję się, że mama wyjechała pociągiem daleko i nie może przyjechać. Tymczasem pacjent dzwoni i przekazuje komuś przez telefon, że jest problem. Nie zamierzam wypuścić dziecka z przychodni pod opieką pijanego tatusia. Przyjeżdża patrol. Policjanci przystępują do swoich czynności. Badanie alkomatem wykazuje, że pacjent jak najbardziej jest pijany. Po kilku minutach pojawia się matka z jeszcze jednym dzieckiem, małym chłopcem. Ona również spożywała alkohol, ale nie jest pijana. Okazuje się, że nie pojechała nigdzie pociągiem. Była w domu i twierdzi, że tata wyszedł gdy była w innym pokoju. Nawet nie wiedziała, że zabrał ze sobą córkę. Fajna rodzinka... Policjanci spisują wszystko w kajecie. Wychodzą z przychodni w towarzystwie rodzinki. Przez okno widzę, jak puszczają ich wolno. Warto było? Przynajmniej mam czyste sumienie...
  5. Godzina 1:00 w nocy. Do SOR przyjeżdża karetka "S". "Mamy pana z bólem brzucha" Pielęgniarki, gdy tylko zobaczyły pacjenta meldują posłusznie: "Doktorze! To pijak który tu przyjeżdża regularnie, symuluje różne objawy żeby go zostawić w szpitalu". Badam starannie. Od wczoraj rzekomo straszny ból brzucha. Nie może wytrzymać dlatego wezwał karetkę. Przy badaniu brzucha prezentuje deskowaty brzuch... Za co drugim dotknięciem bo nie znając tempa w jakim uciskam brzuch nie nadąża z napinaniem mięśni. Przy tym prezentuje różne "OCH! ACH! JAK BOLI! CO ZA KATUSZE!", wykonuje teatralne gesty i zwija się na kozetce. Słowem: symulant! Brzuch miękki, niebolesny. Dla świętego spokoju pobieram komplet badań "brzusznych". Pacjnent otrzymuje oczywiście stosowne leczenie: - Metamizol 2,5g i.m. - Drotaweryna 80 mg i.m. Po kilku godzinach okazuje się, że jedyną nieprawidłowością w badaniach jest.... a to niespodzianka! Etanol 2,5 promila! Pacjent otrzymuje wypis. Ja: Proszę bardzo. To jest wypis, wszystko jest dobrze. Nie jest pan na nic chory. Trzeba zgłosić się do lekarza rodzinnego i nie pić tyle alkoholu. Pacjent: Doktorze ja cierpię! Teraz zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej! I duszno mi! Źle się czuję! Musze tu zostać Proszę dać mi KROPLÓWKĘ! Ja: Dostał Pan leki. Wszystko jest dobrze. Proszę iść do domu. Pacjent wyciąga z kieszeni 20 złotych, próbuje wcisnąć mi je do fartucha. Natychmiast cofam się o krok.Odtrącam jego rękę zmierzająca do mojej kieszeni. Ja: Zwariował Pan?! Co to za żarty! Natychmiast proszę sobie stąd iść! Pacjent: Ja muszę dostać kroplówkę! Nie mogę stąd iść. Masz! Zostaw mnie w szpitalu! Ja: DOSYĆ TYCH ŻARTÓW! WYNOCHA! NATYCHMIAST OPUŚCIĆ SZPITAL! Pacjent: Ale... Ale... Ja: WON! Pacjent wychodzi zrezygnowany. Jutro pewnie też wezwie karetkę. Znalazł sobie sposób na życie. Pije a jak trzeba wytrzeźwieć i iść do pracy to wzywa karetkę i przyjeżdża sobie do SOR na szybki "detox". Wyłudza płyny, ową tajemniczą "KROPLÓWKĘ" i benzodiazepiny. Popracuje parę dni, zarobi parę groszy i idzie pić dalej. Jak pieniążków zaczyna brakować znowu wzywa karetkę. W bezczelny sposób pasożytuje na wszystkich ludziach. Oczywiście nie chce się leczyć, skierowania do poradni leczenia uzależnień wywala do śmieci.
  6. 2:00 w nocy. Po uporaniu się z dziennym nawałem pacjentów przytuliłem się do poduszki w pokoju lekarskim. Trochę snu dla zmęczonego mózgu, uspokajam się, adrenalina powoli opada. Już niedługo, może się uda, odpoczynek, może nawet kilka godzin. Moja świadomość powoli rozpływa się, jeszcze chwilka... SURSUM CORDA!! "Co?! Chyba coś mi się przyśniło. Zdawało się. Nieważne. Zasypiam... Już chwilka, już kilka sekund i..." SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA! - dziki, zachrypnięty głos przecina powietrze i świdruje w mojej głowie Zrywam się. Adrenalina uderza. W głowie myśli śmigają: "Co za c^&$, j%#@%&$, k%$@#, d%^@&!" Wypadam z gabinetu z rządzą mordu w oczach. Na wózku siedzi aromatyczny jegomość przywieziony przez pogotowie ratunkowe. Znaleziony na ulicy. Na głowie opatrunek przesiąknięty krwią. Wita mnie radosny okrzyk: "SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA!" Gabinet zabiegowy, stół, golenie głowy. Moim oczom ukazuje się głęboka rana. Pacjent się rozkręca. Pacjent: DOBRZE ŻE ŻYJĘ TO SIĘ JESZCZE NAPIJĘ! KOLEGÓW MAM WIELU WIĘC NIE WSTĄPIĘ DO PZPR-u! Szacuneczek Panowie! SURSUM CORDA! Sięgam po szew 2.0... P: SURSUM CORDA! Wyciskam skrzepy z rany, przemywam... P: SURSUM CORDA! WIERZĘ W BOGA, NIE STRASZNA MI ŻADNA TRWOGA! Szyję... P: SURSUM CORDA! Szyję... P: W GÓRĘ SERCA! Ja: Jak się zaraz nie uspokoisz to zaraz będzie trwoga! P: Szacuneczek Panie Dyrektorze! SURSUM CORDA! Ja szanuję wszystkich, nikomu nie wadzę! Ja: Ucisz się! Jest 2 w nocy. I nie ruszaj głową! Opatrunek, anatoksyna, skierowanie na tomografię. "Może w oczekiwaniu na wynik będę miał chwilę spokoju... Chociaż pół godziny, jutro na kolejny dyżur." - nadzieja kołacze się po głowie Niemal jednocześnie podjeżdżają trzy karetki. Obrzęk płuc, ból w klatce piersiowej, chłopak pocięty nożem w jakiś dyskotekowych porachunkach. "To będzie upojna noc" - nadzieja umiera. A potem upojny dzień...
  7. Do NPL zgłasza się pacjentka, lat około 30. Pacjentka: Ja chciałam lek na zwyrodnienie kręgosłupa! (podaje kartę wypisową z oddziału neurologii gdzie diagnozowała zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa). Bardzo mnie bolą plecy! Ja: Dostanie Pani ketoprofen... Pacjentka: Nie nie chcę tego! Żądam tego leku, który wypisali mi na neurologii! Ja: (zerkam na kartę - w wypisie jakiś egzotyczny preparat nimesulidu) Proszę Pani - przepisuję taki lek jaki uważam za stosowne. Przychodzi Pani do nocnej pomocy lekarskiej po doraźną pomoc. Ten lek mógł wypisać Pani lekarz rodzinny. Pacjentka: Ja żądam tego leku! Tylko ten lek leczy przyczynę mojej choroby! Tak powiedział mi neurolog i neurochirurg! Ja: A czy neurolog i neurochirurg nie mówili Pani, że nie ma żadnego leku, który leczy przyczynę choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa? Lek, którego się Pani domaga to lek przeciwbólowy. Pacjentka: Ja żądam leku, który leczy przyczynę mojej choroby! Masz mi przepisać właśnie ten lek! Ja: To nie wspomnieli, że jedyne leczenie przyczyny to ćwiczenia, rehabilitacja i redukcja masy ciała? (podaję receptę) Pacjentka: Ty chamie! Pacjentka wyrywa mi kartę wizyty spod ręki, drze na kawałki i rzuca na podłogę. Następnie drze na kawałki receptę na ketoprofen, rzuca nią we mnie i wybiega z gabinetu. Słyszę z korytarza: "UCIEKAJCIE! TO JEST JAKIŚ ŚWIR! ON JEST NIENORMALNY! TO JAKIŚ KONOWAŁ!" <facepalm>
  8. Na SOR trafiła pacjentka z powodu "złego samopoczucia". Badania wykazały, że główną przyczyną jej dolegliwości są 4 promile we krwi. Pacjentka otrzymała "kroplówki", po 8 godzinach kontrolny poziom alkoholu: 3,5 promila. Jest godzina 23:00. Coś tu nie gra... Idę do pacjentki. Ja: Piła Pani alkohol w SOR?! Pacjentka: Nie skąd! Ja: To dlaczego ma Pani teraz 3,5 promila!!?? Pacjentka: Niczego nie piłam!... No może troszkę. Ja: PROSZĘ POKAZAĆ CO MA PANI W TOREBCE! Pacjentka: Ale ja... ale ale... Ja: NATYCHMIAST POKAZYWAĆ TOREBKĘ! ŻARTY SOBIE PANI STROI?! (Pacjentka wyciąga torebkę, wyjmuje prawie pustą butelkę 0,5 litra wódki...) Pacjentka: Tylko resztkówka mi została. Ale ja naprawdę prawie nic nie piłam. Ja: TO JAKIŚ OBŁĘD! PRZYCHODZI PANI DO SZPITALA, MY PANIĄ LECZYMY, A PANI TU CHLEJE! KONIEC TEGO DOBREGO! POLICJA I DO IZBY WYTRZEŹWIEŃ! Pacjentka: Dlaczego jest Pan taki niemiły? Ja: Tu leci kroplówka a pani sobie pod kołderką żłopie wódę. I dziwi się Pani, że się źle czuje?! To proszę nie pić alkoholu! A jak Pani pije, to proszę nie wzywać karetki i nie jeździć sobie do szpitala, jeśli chce Pani sobie pić dalej! POPROSZĘ BUTELKĘ! (Wylewam "resztkówkę" do zlewu. Butelkę wylewam do kosza. Biorę telefon, wzywam patrol. Następnie piszę wypis i oddaję pacjentkę pod opieką policji do Izby wytrzeźwień) To już przekracza wszelkie granice...
  9. Do Izby Przyjęć szpitala zgłasza się niewiasta. Na oko - 19-20 lat. Niewiasta: Chciałam się dostać do ginekologa. Pękła nam gumka i chcę dostać "pigułkę po" i zrobić USG. Ja: A po co Pani USG? Niewiasta: No, żeby sprawdzić czy mi w macicy nic nie zostało! Ja: Jak to w macicy? To z kim albo Z CZYM Pani ten seks uprawiała? (zza pleców pacjentki wyłania się czerwona twarz jakiegoś młodzieńca) Ja: Chyba chodzi Pani o pochwę? Niewiasta: Pochwę, macicę, nie wiem... Nie znam się... Ja: No ale jak się seks uprawia, to Pani wie. Proszę się zgłosić do ginekologa w takim razie. Nie wymaga Pani pomocy doraźnej w szpitalu. Kurtyna.
  10. Kolejny dyżur w NPL. Kaszlące dzieci, ból gardła od tygodnia, bóle pleców od miesiąca, zapalenie gardła, przeziębienie i zapalenie spojówek. Monotonię dyżurową przerywa pewna Pani. Wchodzi do gabinetu. Zerkam na dokumentację - 5 wizyt z powodu "bólu pleców" - każda zakończona wypisaniem zwolnienia. Pani: Chcę zwolnienie bo jutro mam prywatną rehabilitację w Super-Mega-Medzie. Ja: Proszę zatem udać się do lekarza z Super-Mega-Medu - na pewno chętnie wystawi Pani zwolnienie. (notuję w dokumentacji powód zgłoszenia się pacjentki) Pani: Ale ja muszę mieć zwolnienie bo jutro nie idę do pracy! Ja: W nocnej pomocy lekarskiej nie wystawia się zwolnień na żądanie. Prywatna rehabilitacja to nie jest powód do stwierdzenia niezdolności do pracy. Pani (czerwieniejąc ze złości): To w takim razie bolą mnie plecy! Chcę z tego powodu zwolnienie. Ja (spokojnie i powoli): Bardzo mi przykro, ale nie mogę wystawić Pani zwolnienia. Powiedziała Pani, że chce zwolnienie na rehabilitację i ja to już zapisałem w dokumentacji medycznej. Pani (wrzeszcząc): Jak coś mi się stanie to za to odpowiesz! Ja (w myślach): Z pewnością... Dwie minuty później słyszę Panią, gdy idzie chodnikiem pod oknami gabinetu wymieniając uwagi ze swoim partnerem Pani: Co za głupi sk&%@#*#L nie chciał mi dać zwolnienia. Partner: J%$#$y ch%$, nie wiadomo czy w mordę dać czy skargę napisać!? Kochani pacjenci
  11. Pracując w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej można spotkać najróżniejszych ciekawych osobników. Pewne rodzaje pacjentów przewijają się praktycznie na każdym dyżurze. Jacy to ludzie? Sprawdźcie sami! Oto ironiczny, słodko-gorzki przewodnik świro-lotka! Ból zęba - pan, najczęściej koło 50 lat, przychodzi, bo od kilku dni boli go ząb. U dentysty nie był. Prosi o przepisanie antybiotyku bo boi się wiertła, a sąsiadka poradziła, że dobra ciocia z NPL zapisuje antybiotyki na bolące zęby. Gdy zaglądam do jamy ustnej, widzę zgniłe pieńki czegoś co dawno temu było zębami. Co robię? Zalecam natychmiast zgłosić się do stomatologa. Pacjent niezadowolony opuszcza gabinet. Nadciśnienie - wiele lat temu autorzy wytycznych leczenia nadciśnienia tętniczego przewidywali, że chorobę tę uda się opanować w ciągu 5 lat. 20 lat później do NPLu, SORu ciągle zgłaszają się osoby, których nadciśnienie przerosło. Najczęściej jest to pani lat 60+, która od rana czuje się źle i boli ją głowa, więc przypomniała sobie, że można by zmierzyć ciśnienie. Wartość 170/100 mmHg wywołała autentyczny strach więc zgłosiła się do NPL. Najczęstsza przyczyna takiego stanu rzeczy? Nie bierze leków. Oczywiście za nic na świecie się do tego nie przyzna. Zapytana na co choruje twierdzi, że kiedyś miała NT, ale bierze leki i już nie ma. Po obniżeniu ciśnienia lekami doustnymi (wśród których pierwsze skrzypce gra zawsze hydroksyzyna) i upewnieniu się, że nie mamy do czynienia ze stanem nagłym nadciśnienia tętniczego, zostaje skierowana do swojego lekarza rodzinnego z zaleceniem, by jednak brać te leki. "Ale ja biorę panie doktorze!" Tak, tak... KOSZMARNY KASZEL! - zazwyczaj jest to zaniepokojona mama z dzieckiem. Słyszymy wariację na temat: "Dziecko od rana kaszle, strasznie kaszle, w ogóle jest to szczekający kaszel, nawet przy kaszlu wymiotowało 3 razy, prawie się nie udusi, ale to taki kaszel oskrzelowy więc przyszłam bo to już na pewno jest coś w płucach!" Dziecko siedzi zadowolone i uśmiechnięte, bez gorączki, w płucach nic niepokojącego nie słychać. Zazwyczaj jedynym odchyleniem w badaniu jest wydzielina w nosie. Cecha charakterystyczna tej zagadkowej choroby? W czasie pobytu w poczekalni oraz w gabinecie dziecko ani razu nie zakasłało... "Przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku". W gabinecie słyszymy: "Za 2 dni wyjeżdżamy na wakacje przyszłam więc z dzieckiem zobaczyć czy jest zdrowe. Może na wszelki wypadek gdyby się nie rozchorowało przepisał by nam doktor jakiś antybiotyk". Powyższe występują także w pakietach - rejestruje się na przykład mama i dwójka rodzeństwa. Wszystkich trzeba zbadać, żeby w końcu z przykrością poinformować towarzystwo, że są obecnie zdrowi a ja nie jestem wróżką żeby zapewniać ich, że jutro nie będą mieli zawału, sepsy albo wypadku samochodowego. "Pan Antybiotyk". Wizyta typowa - zwykłe przeziębienie albo zapalenie gardła, które za żadne skarby nie chce być anginą paciorkowcową. Zaczynam pisać na kartce zalecenia, gdy twarz pacjenta przybiera kolor purpury a oczy powiększają się do rozmiaru denka od butelki. "Jak to?! Nie będzie antybiotyku?!" - cedzi przez zęby a kłykcie trzaskają od zaciskanych pięści. Ano nie będzie. Jak się nie podoba to może Pan szanowny iść do innego lekarza. Musiałem patrzeć na ludzi umierających na sepsę wywołaną przez bakterie oporne na wszystkie znane ludzkości antybiotyki i nie mam zamiaru przykładać ręki do produkowania kolejnych opornych szczepów. "A nie moglibyśmy..." - jęczy pacjent z nadzieją w głosie. Nie, nie moglibyśmy. Do widzenia... Jest pan moją ostatnią nadzieją! Pacjent z wydawałoby się pospolitą przypadłością jak np. ból gardła. Był już 3 razy u lekarza rodzinnego, u laryngologa, kardiologa i dwa razy u ortopedy, był już 3x w NPL u innych lekarzy. Zrobił sobie wszystkie możliwe badania, rezonans mózgu i gastroskopię i nikt nie jest w stanie powiedzieć dlaczego go boli. Rozumiem, że mając do dyspozycji szpatułkę do gardła, latarkę i stetoskop w sobotę o godzinie 23:30 to właśnie ja postawię błyskotliwą diagnozę i zakończę wielomiesięczne cierpienia pacjenta. Niestety nie zakończę. Dlaczego nie zapytam, dlaczego nie był jeszcze ze swoją przypadłością u.... psychiatry? "Urocza starsza pani". Siedzi w poczekalni cichutko jak myszka. Gdy wchodzi do gabinetu słyszę, że od wczoraj jej duszno, od godziny boli w klatce piersiowej, od tygodnia ma zawroty głowy a w ogóle miała miesiąc temu wymioty i smoliste stolce. U lekarza rodzinnego była wczoraj i przedwczoraj i w ostatni poniedziałek. Jakie leki bierze? Nie pamięta. Na co się leczy? Nie pamięta. Może jakaś dokumentacja medyczna? Nie ma. W końcu wychodzi na jaw prawdziwy powód wizyty. "Skoro już tu jestem, to czy nie mógłby Pan wypisać mi 2 opakowań pasków do glukometru?" Nie, nie mógłbym.... Ale skoro ma takie objawy, to wypisuję skierowanie do szpitala. Narkoman. Chodzi po różnych gabinetach, SORach, NPLach. Może być równie dobrze wytatuowanym dwudziestolatkiem jak i uroczą starszą panią. Zazwyczaj podaje te same historyjki: zgubił receptę na relanium, umarła mu mama, jak nie dostanie tego leku to będzie miał krwawienia z odbytu czy inny świąd łokcia, bardzo go boli kręgosłup a jest uczulony na wszystkie NLPZ, paracetamol i metamizol itd. W przypadku odmowy próbuje manipulować opowiadając ckliwe historyjki: ma chore dziecko, tata go nie kochał, dorastał w domu dziecka, mama umiera na raka itp. Najlepszy sposób? Całkowity zakaz przepisywania leku po który przyszedł to gwarancja, że już nie wróci. Ciężka choroba! Zgłasza się zazwyczaj grubo po północy. Przecież jego choroba jest zbyt ciężka, żeby czekać do rana. Te podłe kanalie z pogotowia nie chciały wysłać karetki! Po krótkim badaniu okazuje się, że "TEN OGROMNY WĘZEŁ CHŁONNY" pod pachą to nie nowotwór a głowa kości ramiennej a "NIEPOKOJĄCA WYSYPKA" u trzylatka to nic innego jak bąbel po ukąszeniu komara. Kto ciąga do lekarza małe dziecko o 3:00 w nocy z takiego powodu? Może powinna się tym zainteresować opieka społeczna? Symulant - zapił, zaspał czy zabalował? Nieważne. Przecież dobry doktor wypisze zwolnienie na zawołanie! Atakuje zazwyczaj wieczorem podając dziwne i przypadkowe objawy, które nie układają się w żadną logiczną całość. Podczas badania próbuje np. napinać brzuch udając, że go boli. Po odwróceniu uwagi ostry brzuch nagle staje się miękki. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że lekarz NIE MUSI wystawiać mu zwolnienia. Co więcej - nie musi wystawiać zwolnienia na kilka dni wstecz. Spotkanie ze smutną rzeczywistością i takim skrajnym brakiem empatii zazwyczaj wyzwala agresję i wyzwiska. Te bardziej barwne? "Nie wiem czy lepiej zaj$&@# czy skargę napisać!". Panie zazwyczaj reagują soczystym fochem "To ja tu więcej nie przyjdę!". I na to liczę! Do widzenia! Recepta - skończyły się leki? Nie ma problemu! Przecież mamy NPL! Niestety - jest to instytucja służąca udzieleniu doraźnej pomocy w nagłych zachorowaniach, a nie przedłużaniu recept na leki przyjmowane przewlekle. Odmowa oczywiście spotyka się z wielkim zdziwieniem. Zawsze można skorzystać z porady receptowej swojego lekarza rodzinnego. Rano zanosi się do rejestracji kartkę z nazwami leków, a wieczorem odbiera receptę. Informuję wszystkich oburzonych, że wszystkie opublikowane tu historie są zmyślone i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a powstały za podstawie oglądania polskich seriali o szpitalach. Pozdrawiam - Kot
  12. Nocna Pomoc Lekarska (w skrócie NPL) to instytucja, do której obywatele mogą zgłosić się w dni powszednie po 18:00 oraz w soboty, niedziele i święta, gdy poczują, że są chorzy. Poczucie choroby jest mocno subiektywne, więc częste w mojej przychodni są sytuacje dziwne, śmieszne a nawet straszne. Nigdy nie wiadomo, kto przyjdzie, dlatego praca w NPL to prawdziwy toto-lotek. Po pół roku pracy bardziej trafna wydała mi się nazwa "Świro-lotek". Poświęcę ten cykl najciekawszym i najśmieszniejszym pacjentom, których spotkałem w mojej krótkiej medycznej karierze. Sobota. Godzina 5:00 (rano). Do NPL zgłasza się mężczyzna lat 30. M: Panie doktorze mam kleszcza. Ja: (zrezygnowany) Proszę pokazać. Mężczyzna pokazuje przedramię na którym zauważam szarą kulkę średnicy około 5 mm - wygląda jak wielki, opity krwią kleszcz. Zakładam rękawiczki i biorę się za wyjmowanie "kleszcza". Okazało się, że to nie kleszcz a przyklejona do włosów na przedramieniu... koza z nosa naszego obywatela. Ja: (ze znudzoną miną) Proszę Pana, został Pan właśnie rekordzistą Polski w kategorii "Najbardziej błaha przyczyna zgłoszenia się do lekarza". Pacjent zrobił przerażoną minę i bez słowa wybiegł z przychodni. Następne 5 minut spędziłem intensywnie główkując, próbując wykombinować kod ICD-10 dla kozy z nosa...