LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'izba przyjęć'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 7 wyników

  1. Trudnym tematem w polskiej służby zdrowia jest pacjent pijany, przysłowiowy "żul", alkoholik, który trafił do szpitala na oddział ratunkowy i zajmuje miejsce osobom pilnie potrzebującym pomocy lekarskiej. Personel medyczny, lekarze, pielęgniarki, rejestratorki, ratownicy medyczni, a przede wszystkim społeczeństwo burzy się przeciwko temu, że osoba nietrzeźwa ma pierwszeństwo w leczeniu oraz dostępie do specjalistycznej diagnostyki. Jednak sam bunt i głośne napiętnowanie to wciąż za mało, bo gdy pacjent trafia na Szpitalny Oddział Ratunkowy to jesteśmy, jako personel medyczny, zobligowani do tego, żeby pomóc, bez względu na to, czy jest pod wpływem alkoholu czy też nie. Trzeba zaznaczyć istotną różnicę między stałym bywalcem SOR, alkoholikiem-żulem z tak zwanego marginesu a osobą, która spożyła alkohol i przypadkowo doszło do zdarzenia medycznego, które wymaga interwencji lekarskiej. Każdy ma prawo napić się alkoholu. Jako przedstawiciel opieki zdrowotnej uważam, że każdemu należy się pomoc bez względu na jego pochodzenie, wygląd, status majątkowy oraz to czy pił alkohol czy go nie pił. W stanie zagrożenia życia, musimy choremu pomóc - taki wybraliśmy zawód i kierujemy się dobrem naszego pacjenta. Ale jeżeli ów pijany pacjent nadużywa tej pomocy w sposób nie do końca zależny od niego, to wówczas rodzi się niesamowita frustracja zarówno personelu medycznego, jak i społeczeństwa: że coś jest nie tak, że system źle działa, że ten pacjent nie ma prawa znajdować się w SOR, a jego miejsce jest na izbie wytrzeźwień. Zacznijmy od początku. Delikwent, do którego wzywany jest zespół ratownictwa medycznego, często znajduje się w stanie silnego upojenia alkoholowego. I absolutnie nie jest to powód, dla którego jest wzywana pomoc medyczna. Powodem jest często dodatkowy uraz, np. podczas upadku dochodzi do stłuczenia głowy. Wówczas wzywający pomoc medyczną przypadkowi przechodnie lub straż miejska czy policja muszą mieć na uwadze, że temu komuś (NN) może coś faktycznie dolegać. Dlatego przybywający na miejsce zdarzenia zespół ratownictwa medycznego nie może pozostawić w tym przypadku poszkodowanego i domniemywać, że jest on wyłącznie pijany. Upadek mógł doprowadzić do poważnego urazu, który może przynieść różnego rodzaju komplikacje medyczne, a nawet doprowadzić do zgonu. W sytuacji przedszpitalnej nie można kompetentnie ocenić czy uraz jest groźny, czy też nie. Dodatkowym problemem, istotnym czynnikiem jest fakt zaniedbania zarówno higienicznego jak i zdrowotnego (zaniedbanie ciała, wielokrotne urazy, wyniszczenie alkoholowe). To generuje niesamowite deformacje i zaburzenia somatyczne u alkoholika. Personel medyczny musi zatem założyć, że pacjent może mieć szereg innych, dodatkowych chorób poza chorobą alkoholową. Kiedy w końcu taki pacjent trafia do szpitalnego oddziału ratunkowego, no niestety nie jesteśmy w stanie odmówić przyjęcia. Dopóki nie stwierdzimy, że nic poważnego mu nie dolega, nie możemy odesłać go ot tak, po prostu na izbę wytrzeźwień. Żaden lekarz nie weźmie na siebie odpowiedzialności za taką decyzję. Rozsądniej jest zbadać upojonego, poświęcić dodatkowy czas, aniżeli odesłać takiego delikwenta. Później, w wyniku np. ciężkich powikłań, urazu albo nawet zgonu, to sam lekarz może mieć dużo nieprzyjemności z powodu teoretycznego zaniedbania. Dlatego, pomimo ogromnej frustracji, niezadowolenia i braku przyzwolenia na tego typu sytuacje, jesteśmy zmuszeni do zbadania takiej osoby, przeprowadzenia pełnej diagnostyki i stwierdzenia czy stan jest faktycznie zagrażający życiu, czy wyłącznie spowodowany alkoholem. Kolejna istotna kwestia to koszty, jakie taka osoba generuje. Zaniedbanie higieniczne wymaga doprowadzenia tego pacjenta do minimalnej czystości. Musi być zdezynfekowany, odwszawiony, często dostać nowe ubrania. Nierzadko jest zakrwawiony, brudny, śmierdzący, pokryty wydzielinami. Siedlisko brudu i bakterii. Dookoła chorzy, cierpiące dzieci, otwarte złamania i jak między tymi ludźmi położyć takiego delikwenta? Ile razy taki pacjent ma zakładany venflon, ile razy go sobie wyrywa, ile razy cieknie z niego krew i brudzi całą podłogę dookoła... Jest trzecia w nocy, a pani salowa zmywa podłogę już po raz czwarty w ciągu godziny. Tyle już razy trzeźwiał w nocy Serba, a po raz setny nie wie, gdzie jest łazienka... Wyrywa ponownie venflon z ręki, kapie krwią na podłogę, szuka kogoś z personelu, sika pod siebie, defekuje. Szpitalny oddział ratunkowy to przestrzeń otwarta - pacjenci są od siebie oddzieleni wyłącznie parawanami i widać oraz słychać, jeżeli taki pacjent skacze pomiędzy łóżkami, próbuje podrywać pielęgniarki, a do tego jest często agresywny i wulgarny. Ile razy zdarza się, że kilka osób z personelu medycznego musi unieruchamiać taką osobę, żeby nie wyrządziła krzywdy innym oraz samemu sobie. Niestety większość tych alkoholików to stali bywalcy, do których pogotowie jeździ średnio dwa razy w miesiącu, a do SOR trafiają średnio raz w miesiącu. Zawsze napruci - po kilka promili alkoholu we krwi. Znajome twarze potrafią mieć po 20 pobytów w SOR rocznie z powodu zwykłego zapicia na umór. Większość z nich zna imiona wszystkich pielęgniarek czy lekarzy, bo gdy wytrzeźwieją, to nagle poznają społeczeństwo, które im pomaga. Nieważne, że parę godzin wcześniej walczyli, byli agresywni i niechętni do współpracy. Czasami trudno zdzierżyć, gdy ta sama osoba tylko dlatego, że znów napiła się alkoholu ponownie zajmuje czas karetce i personelowi w SOR. A co dalej z takim pacjentem? Trzeba go znów umyć, przebrać, a następnie jakkolwiek powierzchownie zdiagnozować, by sprawdzić, czy mu dolega coś naprawdę poważnego. Jak tu z pijaną osobą zebrać wywiad, jak spytać o leki, o przebyte choroby, o to, ile wypił? Jest to absolutnie niemożliwe. Dlatego lekarze decydują się na diagnostykę. Proszę nie sądzić, że każdy menel, ot tak, dostaje w prezencie tomografię komputerową, rezonans czy inne specjalistyczne badania. Oczywiście, żeby sprawdzić stan zdrowia tego człowieka należy wykonać różnego rodzaju badania i naturalnie zajmuje to czas, zabiera pieniądze, wydłuża kolejkę oczekujących, wzmacnia frustrację zarówno personelu medycznego jak i społeczeństwa. Tak przedstawiony obraz może wydać się trochę surrealistyczny, przerysowany i nierealny. Przecież prawie każdy z nas napił się alkoholu i wie jak nieprzewidywalnie może się po nim zachować. Przecież nie każdy jest od razu brutalny i agresywny. W porządku, ale nie każdy ma po kilka promili alkoholu we krwi przez długi czas, nie każdy żyje w skrajnym zaniedbaniu i nie każdy odwiedza SOR po kilka razy w roku zawsze z tego samego powodu. Inną kwestią jest fakt, że tytułowi menele niechętnie przyjeżdżają do szpitala. Po kilku pobytach w SOR mają świadomość, co ich czeka: gdy okaże się, że ich jedyną dolegliwością jest nadmiar etanolu we krwi, to zawsze trafią na izbę wytrzeźwień, a nie jest to zbyt przyjemne doznanie. Nikt też nie będzie się z nimi patyczkował, współczuł im, głaskał po głowie i mówił jak musi im być ciężko... Jeżeli chodzi o kwestie etyczne, to jako personel medyczny jesteśmy zobligowani do tego, by pomagać tym ludziom mimo wszystko. Po to wybraliśmy ten zawód i zdecydowaliśmy się być lekarzami, żeby nieść pomoc drugiemu człowiekowi. Niestety spotkanie z takimi osobami zdecydowanie mija się z celem naszego zawodu: nie do tego przygotowaliśmy się setki godzin przed egzaminami. Sprzedawca w sklepie ma prawo odmówić sprzedaży osobie nietrzeźwej, osoba pijana nie wejdzie do instytucji publicznej, natomiast do szpitala ma prawo wejść każdy. Wszyscy mogą korzystać z pomocy, a my nigdy nie mamy prawa jej odmówić. W aspekcie społecznym: warto wyraźnie podkreślić, że niedopuszczalnym jest oskarżanie i wyżywanie się na lekarzach, pielęgniarkach czy ratownikach, z powodu, że jest zbyt długa kolejka w Oddziale Ratunkowym, a pan "trunkowy" przywieziony karetką uzyska priorytetowo pomoc specjalistyczną czy badania. Triage działa i mimo wszystko każda osoba pilnie potrzebująca pomocy, otrzyma ją. Czy to z uśmiechem, czy bez - pomoc będzie. Nie ma na to procedur, ale jeżeli ów menel przyjedzie, choćby nawet karetką i w ciężkim stanie, a w kolejce do SOR będzie osoba z zaburzeniami rytmu serca, chore dziecko czy jakikolwiek inny pacjent w poważniejszym stanie, to ta osoba wcześniej uzyska pomoc. Wynika to z tego, że Szanowny Pan Żul, nim zostanie zdezynfekowany, oczyszczony, zabezpieczony i nadawać się będzie do jakiejkolwiek diagnostyki, to z pewnością trochę potrwa. Taka osoba nie dostaje pomocy od ręki wyłącznie z powodu, że przyjechała karetką, choć z pewnością się jej doczeka. Pamiętajmy ze personel medyczny w SOR zobowiązany jest kierować się tak zwaną segregacją medyczną: nadaje priorytety pacjentom. I nawet, jeżeli przyjedzie ambulans, to może się okazać, że przywiozła stan o wiele mniej poważny niż u osoby, która zgłosiła się samodzielnie i siedzi w poczekalni. Nie traktujmy lekarzy i pielęgniarek jak wrogów. Należy się chociaż odrobina zrozumienia i empatii w stosunku do personelu medycznego. Studiujemy wiele lat, poświęcamy swoje życie dla medycyny. To nie są studia takie jak inne. Tutaj mamy wiele wyrzeczeń, ogrom nauki. Wszyscy mówią: "Sami je sobie wybraliście", ale jak my byśmy się nie zdecydowali, to kto miałby iść na medycynę? A po tych wszystkich latach musimy pracować z menelami, a odmowa przyjęcia to dla nas poważne prawne konsekwencje. Apeluję: Wytrzeźwiej i dopiero przyjdź na badania. O ile mniej przypadków medycznych mielibyśmy w SOR. Ale póki prawo nie będzie chronić pracowników ochrony zdrowia i póki nie dostaniemy odpowiedniego wynagrodzenia za nasza pracę, dopóty system zdrowia dalej będzie tak funkcjonować. W SOR nie ma osób zdrowych. Każdy potrzebuje pomocy i doczeka się jej. Ale każdy niech pamięta, że przed nami mogą być inni, bardziej chorzy ludzie. Jest przyzwolenie w społeczeństwie, by traktować priorytetowo kobietę ciężarną (choć to nie choroba!), osobę na wózku inwalidzkim, osobę z jawną chorobą, np. zwolnienie miejsca w autobusie, w poczekalni, w kolejce. Ale osoba, która wygląda na zdrową niech stoi i czeka. Nawet jeśli sądzi, że wszyscy dookoła są bardziej zdrowi niż ona... Łukasz Surówka
  2. Specjalnie użyłem trochę kontrowersyjnego tytułu, bo bardzo często słyszymy, że ktoś na polskim sorze czy izbie przyjęć musiał czekać 4 godziny zanim został "załatwiony". Przeglądałem przed chwilą mapy google i z ciekawości zobaczyłem opinie na jednym z bardziej znanych szpitali londyńskich i proszę bardzo co znalazłem ... Pozwolę sobie bez tłumaczenia I tak się teraz zastanawiam, a w ogóle to zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu skąd ten problem w ochronie zdrowia? A no wydaje mi się, że powodów jest kilka: - te najcięższe narzekania dotyczą przede wszystkim wizyt nieumówionych i nagłych, a niekoniecznie poważnych. Tzn. jak ktoś jest nieprzytomny po wypadku pomoc jest niemalże od razu, natomiast tak jak w powyższym przypadku jeśli gość puknął się w plecy i go boli, lekarz czy ktoś z personelu go zobaczył to zapewne ocenił, że nic mu się takiego nie dzieje i może poczekać. Ale może poczekać nie dlatego, że temu lekarzowi się nie chce, tylko dlatego, że z reguły ma mnóstwo innych planowych obowiązków (przecież bardzo często, przynajmniej w moim otoczeniu, jest tak, że do ostrodyżurowych przypadków schodzi lekarz, który też ma swoich pacjentów i wypisy na oddziale). To trochę tak jakbyśmy przyszli nieumówieni do jakiegokolwiek innej instytucji ... np. do fryzjera! Przepraszam za to porównanie, ale ono w sytuacjach, które mogą poczekać jest trafne. Ktoś kogo problemem jest wrastający paznokieć może tak samo poczekać kilka godzin na obsłużenie w placówce zdrowia jak i do fryzjera, kiedy się do niego nie umówił. Swoją drogą jest też tu kwestia nie umawiania się do lekarza... ile razy ktoś przychodzi np w dniu kiedy ma mieć ściągnięty gips i mówi... no ale ja nie wiedziałem, że trzeba się umówić. Ok, ale czy Pani idąc do kosmetyczki idzie bez umówienia się? Przykład może nastręczyć wielu negatywnych komentarzy, ale proszę spróbować zrozumieć taki tok logiczny w tych szczególnych przypadkach, które nie są nie wiadomo jak pilne ze względów zdrowotnych, a na pewno nie rokują nagłym stałym pogorszeniem zdrowia czy utratą życia - brak odpowiedniej ilości personelu lekarskiego. To wg mnie kolejny powód. Tak, może i ten Pan z powyższej historii widział "plotkujące" Panie, ale one nie mogły więcej zrobić bez lekarza, a tych jest w mojej ocenie często zatrudnionych za mało Zachęcam do szerokiej dyskusji i podzielenia się Waszymi spostrzeżeniami.
  3. 2:00 w nocy. Po uporaniu się z dziennym nawałem pacjentów przytuliłem się do poduszki w pokoju lekarskim. Trochę snu dla zmęczonego mózgu, uspokajam się, adrenalina powoli opada. Już niedługo, może się uda, odpoczynek, może nawet kilka godzin. Moja świadomość powoli rozpływa się, jeszcze chwilka... SURSUM CORDA!! "Co?! Chyba coś mi się przyśniło. Zdawało się. Nieważne. Zasypiam... Już chwilka, już kilka sekund i..." SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA! - dziki, zachrypnięty głos przecina powietrze i świdruje w mojej głowie Zrywam się. Adrenalina uderza. W głowie myśli śmigają: "Co za c^&$, j%#@%&$, k%$@#, d%^@&!" Wypadam z gabinetu z rządzą mordu w oczach. Na wózku siedzi aromatyczny jegomość przywieziony przez pogotowie ratunkowe. Znaleziony na ulicy. Na głowie opatrunek przesiąknięty krwią. Wita mnie radosny okrzyk: "SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA!" Gabinet zabiegowy, stół, golenie głowy. Moim oczom ukazuje się głęboka rana. Pacjent się rozkręca. Pacjent: DOBRZE ŻE ŻYJĘ TO SIĘ JESZCZE NAPIJĘ! KOLEGÓW MAM WIELU WIĘC NIE WSTĄPIĘ DO PZPR-u! Szacuneczek Panowie! SURSUM CORDA! Sięgam po szew 2.0... P: SURSUM CORDA! Wyciskam skrzepy z rany, przemywam... P: SURSUM CORDA! WIERZĘ W BOGA, NIE STRASZNA MI ŻADNA TRWOGA! Szyję... P: SURSUM CORDA! Szyję... P: W GÓRĘ SERCA! Ja: Jak się zaraz nie uspokoisz to zaraz będzie trwoga! P: Szacuneczek Panie Dyrektorze! SURSUM CORDA! Ja szanuję wszystkich, nikomu nie wadzę! Ja: Ucisz się! Jest 2 w nocy. I nie ruszaj głową! Opatrunek, anatoksyna, skierowanie na tomografię. "Może w oczekiwaniu na wynik będę miał chwilę spokoju... Chociaż pół godziny, jutro na kolejny dyżur." - nadzieja kołacze się po głowie Niemal jednocześnie podjeżdżają trzy karetki. Obrzęk płuc, ból w klatce piersiowej, chłopak pocięty nożem w jakiś dyskotekowych porachunkach. "To będzie upojna noc" - nadzieja umiera. A potem upojny dzień...
  4. Na SOR trafiła pacjentka z powodu "złego samopoczucia". Badania wykazały, że główną przyczyną jej dolegliwości są 4 promile we krwi. Pacjentka otrzymała "kroplówki", po 8 godzinach kontrolny poziom alkoholu: 3,5 promila. Jest godzina 23:00. Coś tu nie gra... Idę do pacjentki. Ja: Piła Pani alkohol w SOR?! Pacjentka: Nie skąd! Ja: To dlaczego ma Pani teraz 3,5 promila!!?? Pacjentka: Niczego nie piłam!... No może troszkę. Ja: PROSZĘ POKAZAĆ CO MA PANI W TOREBCE! Pacjentka: Ale ja... ale ale... Ja: NATYCHMIAST POKAZYWAĆ TOREBKĘ! ŻARTY SOBIE PANI STROI?! (Pacjentka wyciąga torebkę, wyjmuje prawie pustą butelkę 0,5 litra wódki...) Pacjentka: Tylko resztkówka mi została. Ale ja naprawdę prawie nic nie piłam. Ja: TO JAKIŚ OBŁĘD! PRZYCHODZI PANI DO SZPITALA, MY PANIĄ LECZYMY, A PANI TU CHLEJE! KONIEC TEGO DOBREGO! POLICJA I DO IZBY WYTRZEŹWIEŃ! Pacjentka: Dlaczego jest Pan taki niemiły? Ja: Tu leci kroplówka a pani sobie pod kołderką żłopie wódę. I dziwi się Pani, że się źle czuje?! To proszę nie pić alkoholu! A jak Pani pije, to proszę nie wzywać karetki i nie jeździć sobie do szpitala, jeśli chce Pani sobie pić dalej! POPROSZĘ BUTELKĘ! (Wylewam "resztkówkę" do zlewu. Butelkę wylewam do kosza. Biorę telefon, wzywam patrol. Następnie piszę wypis i oddaję pacjentkę pod opieką policji do Izby wytrzeźwień) To już przekracza wszelkie granice...
  5. Do Izby Przyjęć szpitala zgłasza się niewiasta. Na oko - 19-20 lat. Niewiasta: Chciałam się dostać do ginekologa. Pękła nam gumka i chcę dostać "pigułkę po" i zrobić USG. Ja: A po co Pani USG? Niewiasta: No, żeby sprawdzić czy mi w macicy nic nie zostało! Ja: Jak to w macicy? To z kim albo Z CZYM Pani ten seks uprawiała? (zza pleców pacjentki wyłania się czerwona twarz jakiegoś młodzieńca) Ja: Chyba chodzi Pani o pochwę? Niewiasta: Pochwę, macicę, nie wiem... Nie znam się... Ja: No ale jak się seks uprawia, to Pani wie. Proszę się zgłosić do ginekologa w takim razie. Nie wymaga Pani pomocy doraźnej w szpitalu. Kurtyna.
  6. Jako darmowi pracownicy lekarze rezydenci są często używani do zapychania dziur w szpitalach. Zmyślni dyrektorzy i ordynatorzy zsyłają ich na izby przyjęć oraz SORy. Często pełniąc samodzielne dyżury na oddziałach są wzywani na SOR na konsultację. Autor tego artykułu często spotyka się z rezydentami, którzy pracują w taki sposób. Sam również dyżuruję na izbie przyjęć. Poniżej prezentuję kilka doświadczeń związanych z organizacją pracy na SOR/izbie przyjęć. Pochodzą z doświadczeń własnych, starszych lekarzy oraz innych rezydentów: 1) KAŻDY PACJENT MA BYĆ ZAREJESTROWANY Niedopuszczalne jest "odsyłanie na gębę". Fatalnie potem wygląda w prasie jeśli pacjentowi coś się stanie. 2) KAŻDY PACJENT MA BYĆ ZBADANY Nie wolno wierzyć w informacje przekazywane przez pielęgniarki, członków rodzin, zespoły pogotowia. Z każdym pacjentem trzeba samodzielnie porozmawiać, zbadać go i wyrobić sobie na jego temat własną opinię. W większości przypadków samo badanie przedmiotowe i wywiad pozwalają na postawienie wstępnego rozpoznania. 3) DZIAŁAJ KOMPLEKSOWO Od razu po zbadaniu pacjenta określ główny problem medyczny, napisz zlecenia oraz badania do wykonania. To daje nam 2-3 godziny czasu zanim spłyną wyniki, spłyną kroplówki i zaczną działać leki (np. hipotensyjne). Nie dopuszczaj do sytuacji w której badasz np 3 pacjentów pod rząd i dopiero potem zlecasz im badania i leki. Zawsze zlecaj badania dodatkowe PO zbadaniu pacjenta - unikniesz sytuacji w których po kilku godzinach orientujesz się, że diagnozujesz nie tę chorobę co trzeba. 4) NIGDY NIE WIERZ POGOTOWIU Informacje przekazywane przez zespoły pogotowia są najczęściej nieprawdziwe i niekompletne. Z różnych przyczyn: niewiedza, niedbalstwo, brak badań dodatkowych, zatajenie informacji przez pacjenta. W większości przypadków ostateczne rozpoznanie znacząco odbiega od tego, co jest napisane w karcie medycznych czynności ratunkowych. 5) ZAWSZE PYTAJ O: alergie, przyjmowane leki, choroby przewlekłe, kobiety o ciążę. Pacjenci często negują, że na cokolwiek chorują po czym podają listę 10 leków przyjmowanych przewlekle. 6) NIE OSZCZĘDZAJ NA BADANIACH DODATKOWYCH Jeśli zastanawiasz się, czy zlecić jakieś badanie - ZLEĆ JE. Ja zlecam każdemu pacjentowi "podstawę" czyli zestaw: morfologia, jony, glukoza, kreatynina, mocznik, CRP - pozostałe badania według wskazań. 7) JEŚLI PACJENT WRACA TO GO PRZYJMIJ. Pacjent wie najlepiej (lub wydaje mu się, że wie) co mu dolega. Jeśli przychodzi któryś raz do szpitala z jakimś problemem to dla świętego spokoju przyjmij go na oddział. Jeśli coś się stanie to już nie z Twojej winy. 8) BĄDŹ ASERTYWNY. W rozmowach z innymi lekarzami bądź reprezentantem najlepszego interesu chorego. Skupiaj się na problemach pacjenta a nie kwestiach pozamedycznych. Nie daj się spławić. Nie jesteś sekretarką ani nie masz obowiązku spełniania wszystkich życzeń lekarzy "z góry". 9) OPRACUJ PACJENTA DO KOŃCA - jeśli pacjent ma 5 problemów zdrowotnych i wymaga 5 konsultacji to je zleć. Przekaż pacjenta do innego szpitala jeśli wymaga specjalistycznego leczenia lub konsultacji, napisz receptę na leki, które zalecasz, wypisz zwolnienie lub skierowanie do poradni specjalistycznej. Zwalanie tej pracy na POZ jest delikatnie mówiąc nieeleganckie. Nie zwracaj uwagi na komentarze starszych kolegów "bo u nas jest taki zwyczaj" - to Ty odpowiadasz za pacjenta a nie oni. 10) NA POCZĄTKU WYKLUCZ ZAGROŻENIE ŻYCIA - czyli na przykład: u pacjentki z bólem w klatce wyklucz najpierw zawał, odmę i zatorowość płucną a potem zastanawiaj się czy to nie przypadkiem refluks. 11) ZAPAMIĘTAJ 4 LEKI - tlen, płyny, antybiotyki, leki przeciwbólowe - te 4 grupy leków wystarczą, aby wstępnie pomóc każdemu pacjentowi zgłaszającemu się do SOR i utrzymać go przy życiu do udzielenia fachowej pomocy. 12) ŻYWY CZY ZDIAGNOZOWANY? Twój priorytet to utrzymać pacjenta przy życiu. Żaden pożytek z wyniku np. tomografii komputerowej jeśli pacjent "zatrzyma się" w pracowni TK. Upewnij się, że jest odpowiednio zabezpieczony zanim rozpoczniesz czasochłonną diagnostykę. 13) NIE DAJ SIĘ POGANIAĆ - jeśli ktoś ma dostatecznie dużo siły, żeby się awanturować to na 99% może poczekać. Naprawdę chorzy leżą cicho i nie zwracają na siebie uwagi. To od nich zacznij pracę. 14) JEŚLI KOMPLETNIE NIE WIESZ co dolega pacjentowi nie bój się zostawić go na kilka godzin na obserwacji na IP lub SOR. Możesz też zostawić go na następną zmianę. Twój zmiennik może od razu wpaść na właściwe rozpoznanie. Pracujesz na IP lub SOR? Jakie są Twoje doświadczenia związane z tą trudną i odpowiedzialną pracą?
  7. Jestem rezydentem chirurgii dziecięcej i kilka razy w tygodniu spędzam znaczną część dnia na izbie przyjęć naszego oddziału. Codziennie zgłasza się do nas od 30 do 60 pacjentów "ostrodyżurowych". Specjalnie piszę w cudzysłowiu, bo tak na prawdę obecnie nie wiem co to słowo ma oznaczać, bo każdy oddział na Dolnym Śląsku jest zobowiązany pełnić permanentny dyżur. Dodać należy, że we Wrocławiu, o którym piszę nie ma ani jednego szpitala dziecięcego, w którym byłaby chirurgia dziecięca i pediatria w jednym budynku. W takim, w którym byłby np. SOR dziecięcy. Tym razem chciałem jednak zwrócić uwagę na przepis, który wszedł 30 września br. i jakkolwiek mógłby być zasadny, w praktyce powoduje niemożliwe zamieszanie i utrudnia i tak już bardzo trudne funkcjonowanie choćby w opisanych wyżej warunkach. O czym piszę? Poniżej wspomniany przepis Odmowa przyjęcia dziecka do szpitala wymaga uprzedniej konsultacji z ordynatorem oddziału, do którego dziecko miałoby być przyjęte, albo jego zastępcą, albo lekarzem kierującym tym oddziałem w rozumieniu art. 49 ust. 7 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej. Wynik tej konsultacji odnotowuje się w dokumentacji medycznej. Jak w praktyce ma to wyglądać? Do każdego przypadku należy więc prosić wspomnianą osobę? A może wystarczy konsultacja telefoniczna? Jak spełnić ten przepis przy ciągle pełnym korytarzu oczekujących? No i w końcu co w przypadku gdy dyżuruje się w pojedynkę? Przepis już budzi kontrowersje, o czym pisze choćby OZZL Jak wygląda to w Państwa oddziałach? Zapraszam do zgłębienia tematu i podzielenia się także Wasza opinią.