LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'lekarze'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 15 wyników

  1. Dzień dobry Państwu, nazywam się Bożena Freund i jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Przedmiotem moich naukowych zainteresowań jest zarządzanie humanistyczne i przywództwo oparte na wartościach w organizacjach ochrony zdrowia. Więcej o mojej naukowej działalności można znaleźć na stronie: https://uj-pl.academia.edu/Bo%C5%BCenaFreund Właśnie zaczynam przeprowadzać badania do doktoratu. W związku z tym poszukuję: - lekarzy, - pielęgniarek, - osób zarządzających organizacjami ochrony zdrowia aby przeprowadzić z nimi wywiady wyłącznie w celach naukowych. Gdyby ktoś z Państwa zgodził się ze mną spotkać, byłabym bardzo wdzięczna. Proponuję tym osobom (oczywiście indywidualnie, po umówieniu konkretnej godziny) spotkanie w moim gabinecie na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ (w Krakowie). Ewentualnie można rozważyć rozmowę przez skype, gdyby ktoś spoza Krakowa był zainteresowany uczestnictwem w przeprowadzanym przeze mnie badaniu. Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Z wyrazami szacunku, Bożena Freund
  2. Dzień dobry Państwu, nazywam się Bożena Freund i jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Przedmiotem moich naukowych zainteresowań jest zarządzanie humanistyczne i przywództwo oparte na wartościach w organizacjach ochrony zdrowia. Więcej o mojej naukowej działalności można znaleźć na stronie: https://uj-pl.academia.edu/Bo%C5%BCenaFreund Właśnie zaczynam przeprowadzać badania do doktoratu. W związku z tym poszukuję: - lekarzy, - pielęgniarek, - osób zarządzających organizacjami ochrony zdrowia aby przeprowadzić z nimi wywiady wyłącznie w celach naukowych. Gdyby ktoś z Państwa zgodził się ze mną spotkać, byłabym bardzo wdzięczna. Proponuję tym osobom (oczywiście indywidualnie, po umówieniu konkretnej godziny) spotkanie w moim gabinecie na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ (w Krakowie). Ewentualnie można rozważyć rozmowę przez skype, gdyby ktoś spoza Krakowa był zainteresowany uczestnictwem w przeprowadzanym przeze mnie badaniu. Będę bardzo wdzięczna za pomoc. Z wyrazami szacunku, Bożena Freund
  3. A jak Anestezjolog, B jak Balneolog, C jak Chirurg... D...okąd dojedziecie bez zatrzymania? Czy każda litera ma swojego specjalistę? Zastanawialiście się kiedyś, czy znajdzie się nazwa specjalizacji na każdą z liter łacińskiego alfabetu. A może są specjalności lekarskie i dentystyczne, które zaczynają się typowo po polsku: na Ł, Ś czy Ż? Dla jednej, losowo wybranej osoby, która doda komentarz pod tym artykułem do końca weekendu (UWAGA: do 22.01.2017 do północy) przewidzieliśmy książkową, nietypową nagrodę: Językowcy, szaradziści, słownikowicze - do boju!
  4. My, Lekarze. Zdumiewa, jak bardzo się różnimy, jak trudno nas scharakteryzować jako jednolitą grupę zawodową, jak różne postawy przyjmujemy wobec barwnej polskiej medycznej rzeczywistości: zbiurokratyzowanej, chaotycznej i mocno zakorzenionej w PRL-u. Jednym się chce, innym się nie chce; są tacy, którzy próbują zmieniać świat, są i ci, którzy patologię przekuwają we własny sukces. Jak nic: smerfy! Znacie to? Lekarz - Ciamajda. Pracuje od samego początku na tym samym etacie (nie za bardzo wie, dlaczego właśnie tam), za tę samą stawkę od sześciu lat. Podwyżki go omijają, czasem pacjenci poratują jajami i wiejską wędliną. W CV mógłby wszak napisać, że skończył medycynę oraz umie czytać i pisać, ale nigdy mu nie przyszło do głowy, by tworzyć taki dokument. Po raz ósmy podchodzi do egzaminu specjalizacyjnego i po raz ósmy zaniża statystykę zdawalności CMKP. Optymistycznie patrzy w przyszłość: dyrektor wspominał coś o premii za dwa lata, a najbliższy egzamin dopiero za pół roku... Lekarz - Ważniak. Im więcej ma prof, dr, hab, doc, nadzw i zw przed nazwiskiem, tym wyżej nosi głowę. Ma już 155 publikacji i dziesięć cytowań. Uważa za skandal, że wciąż jeszcze musi pracować, ale spokojnie: w końcu kierownik kliniki musi przejść na emeryturę lub umrzeć, a wtedy on jest pierwszy w kolejności. Na pacjentów, którzy tłoczą się pod jego prywatnym gabinetem zerka z rzadka, a dotyka ich przeważnie ręką... pielęgniarki. Słynie z uprzejmości: uprzejmie donosi dyrekcji na kolegów z pracy. Lekarz - Pracuś. Z dyżuru w SOR na dyżur w NPL. Potem karetka i "odpoczynek" w przychodni. Na macierzystym oddziale (zaraz, zaraz, który to?) bywa częściej niż w domu. Nie rozstaje się z kubkiem termicznym, red bullem, kolejnym red bullem, jeszcze jednym red bullem, potem spidem, białą damą albo flaszką. Dużo godzin, dużo kasy, dużo frajdy. Odratuje każdego pacjenta. Bywa, że jego nie zdążą odratować. Żyć szybko, umierać młodo. Lekarz - Maruda. Nie cierpi swojej pracy. Nie wie sam, jak wytrzymuje z tą zgrają pazernych, nieudacznych konowałów. Ma fatalne zarobki. Strzela focha na każde nowe wyzwanie. Nie znosi zmian, które burzą jego spokój. Nie cierpi problematycznych pacjentów, krzykliwych salowych, upierdliwych pielęgniarek, które go budzą w nocy. Nic nie działa mu jednak na nerwy bardziej niż optymizm i entuzjazm kolegów. Lekarz - Łasuch. Biznesmen. Z jednego kontraktu wyciąga szesnastkę, z drugiego jedenastkę. Na prywacie dorzuci od pięciu do dziewięciu. Drobniaki wpadają za doradztwo firmie X, radę nadzorczą szpitala Y i za publikację artykułów i rozdziałów w podręcznikach. Nie schodzi poniżej półtora za wykład dla firmy farmaceutycznej, choć nie pogardzi też kopertą, koniakiem, sensowną propozycją. Czasy się zmieniają. Już nie jest tak ciężko jak przed laty - kiedyś musiał ściągać od pacjentów za pierwszeństwo przyjęcia i przymykać oko przy przetargach. Dziś spija śmietankę i kupuje trzeciego Lexusa (dla córci). Lekarz - Osiłek. Prze naprzód, naprawia świat. Wczoraj był na spotkaniu w izbie lekarskiej, dziś po pracy będzie pisał pismo do ministra i organizował zbiórkę podpisów pod petycją, w piątek praca w sejmowej komisji, nie zabraknie go też na manifestacji i spotkaniu związku zawodowego. Pomoże nielegalnie zwolnionej koleżance i koledze pozwanemu przez rodzinę pacjenta. Znajomi pukają się w głowę na to jego ciągłe non profit, bo nie wiedzą, że robi to wszystko dla nich. Ale on się nie przejmuje, jakoś do tej pory godził wolontariat w pracy, wolontariat po pracy i wolontariat w domu. Lekarz - Zgrywus. Żarcik trzyma się go od porannej odprawy do wieczornego obchodu. Koledzy lubią z nim wyjść do knajpy, ale jakoś mu się nie zwierzają. Pacjentki chwalą wspaniałego doktora, choć zaraz po wyjściu z gabinetu rejestrują się na wizytę do innego, który im wszystko wytłumaczy. Bryluje w czasie zabiegów racząc instrumentariuszki i zaintubowanego soczystymi dowcipami o pacjentkach, blondynkach i zakonnicach. Potrafi wszystko obrócić w żart - obcięty paluszek, ból brzuszka, badanko ginekologiczne, kalafiorka w odbytnicy i żulika, co się był przekręcił na dyżurze. Lekarz - Smerfuś. Właściwie nikt nie wie, skąd się wziął i jak to się stało, że pracuje na tym oddziale. Na studiach ledwo zaliczał, LEK-u ponoć raz nie zdał. Ani się specjalnie wysłowić nie umie, ani z niego naukowiec, smykałki do zabiegów też po nim specjalnie nie widać. Jest zaskakująco odporny na wszelkie roszady personalne i inne złe zaklęcia. Mówi się, że w przyszłości zostanie przywódcą wioski. Nie wiadomo czemu? Może ma na to wpływ zbieżność nazwisk z Papą Smerfem... Lekarz - Laluś. Wyprasowana koszula, nienaganny fartuch, markowy stetoskop, Ray Bany, iPhone, codziennie ogolony i pachnący Hugo Bossem. Pali slimy, więc nie rozstaje się także z gumą do żucia. Najlepiej się czuje w zamkniętym gabinecie, gdzie dopieszcza epikryzę i kupuje buty z Zalando. Uważa, że powinno się dyscyplinarnie wypisywać nie tylko alkoholików, ale i pacjentów, którzy śmierdzą: moczem, potem, kałem, wymiocinami, psem, człowiekiem (niepotrzebne skreślić). W ogóle pacjentów stara się unikać, a jeśli już, to trzyma ich na odległość biurka. Wyjątkiem są pacjentki dwadzieścia plus. Lekarz - Marko Smerf. Zagłosował nogami. Wsiadł w Ryanaira, na przysłowiowy prom lub ruszył autostradą A4 na Zachód. Pracuje za granicą i opowiada o swoim życiu w samych superlatywach. Olał zapyziałą wioskę smerfów, czasem tylko zagląda do rodziny. Świetnie zarabia, nie przewala tony zbędnych papierów, cieszy się szacunkiem pacjentów (tylko niektórzy podejrzliwie wsłuchują się w jego akcent), jednym słowem: oddycha wolnością. Czasem tylko, przeważnie na Gwiazdkę, nie wiedzieć czemu robi mu w głębi serca jakoś ckno i tęskno. *** Lekarz - Gargamel. No cóż. Dla ministra zdrowia nic lepszego się nie znalazło. Uosabia całą biurokrację i fatalną organizację pracy, która pożera lekarski entuzjazm i cenny czas. I choć klakierów wokół niego całe mnóstwo, to nic nie osiągnie, póki nie zacznie działać racjonalnie Mateusz Malik, smerf
  5. Światło dzienne ujrzał projekt Ministerstwa Zdrowia nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Pośród wielu zmian i ciekawych koncepcji jedna stanowczo wybija się spośród innych. Takiej rewolucji tak szybko chyba nikt się nie spodziewał. Najciekawsza i najważniejsza zmiana to... usunięcie z zespołów ratownictwa medycznego (czyli karetek pogotowia) lekarzy! Tak! To nie żart! Już wkrótce na pomoc wyjadą wyłącznie ratownicy! Moim zdaniem jest to bardzo dobra zmiana. Pogotowie ratunkowe w Polsce od zarania dziejów było domeną stażystów, wziętych z łapanki, dorabiających sobie bądź zsypem dla osób, które nigdzie sobie nie radziły (bądź nie chciały radzić). Wszystkich ich łączyła jedna rzecz: byli nieprzygotowani do zabezpieczenia pacjenta w stanach nagłych. Prawdziwi pasjonaci, którzy posiadali niezbędną wiedzę i umiejętności zawsze stanowili mniejszość. Skończą się zatem bolączki dyrektorów pogotowia z zapełnianiem grafików i szukaniem "jakiegokolwiek" lekarza. Skończy się przedłużanie w nieskończoność okresów przejściowych dla tzw. "lekarzy systemu". Z drugiej strony brak lekarza budzi obawy czy pacjenci zostaną należycie zabezpieczeni i czy sami ratownicy medyczni będą w stanie poradzić sobie ze wszystkimi przypadkami. Wiele lat istnienia zespołów podstawowych pokazuje, że ratownictwo nie wymaga wiedzy tajemnej a ratownicy są bardzo dobrze do tego przygotowani. Oczywiście, ci, którzy zostali odpowiednio wyszkoleni i systematycznie podnoszą swoje kwalifikacje. Życie i rynek szybko zweryfikują kto się nadaje do tej pracy. Wprowadzone minimum 3 ratowników w jednej karetce to koniec postulowanych problemów z dźwiganiem pacjenta, przekładaniem na deskę ortopedyczną oraz brakiem rąk przy resuscytacji. Usunięcie lekarzy z karetek pozwoli poczynić duże oszczędności. Zaoszczędzone pieniądze będzie można przeznaczyć na dofinansowanie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Lekarze usunięci z karetek mogą zasilić SORy, które borykają się z ogromnymi niedoborami kadrowymi. Gdyby na przykład w Warszawie wszystkich lekarzy jeżdżących w karetkach przenieść do szpitali to każdy SOR zyskałby 2 dodatkowych a każda izba przyjęć 1 dodatkowego lekarza. Z pożytkiem dla funkcjonowania tych jednostek. Pytanie czy Ci "lekarze systemu", którzy od lat zajmowali się wyłącznie pracą w pogotowiu ratunkowym poradziliby sobie w SORach?
  6. W USA średnia długość życia lekarzy, jaką podało czasopismo naukowe "American Journal of Preventive Medicine", jest dłuższa niż średnia życia przeciętnego obywatela tego kraju. Dlaczego w Polsce jest inaczej? Według danych Śląskiej Izby Lekarskiej oraz Dolnośląskiej Izby Lekarskiej w porównaniu do danych z GUS wynika, że kobieta-lekarz żyje w województwie śląskim krócej od kobiet reprezentujących inne zawody o średnio 8 lat, a w województwie dolnośląskim, lekarka żyje krócej o ponad 10 lat w porównaniu do średniej długości życia. Szanowni lekarze, do każdego z Was kieruję serdeczną prośbę o pomoc zebraniu informacji, dzięki czemu przedstawiony tu problem może zostać zauważony w opinii publicznej, co może stać się kolejnym krokiem do zniwelowania obecnej sytuacji lekarzy. Szanując Państwa czas, ankieta która jest skierowana wyłącznie dla lekarzy i lekarzy stomatologów jest bardzo krótka i oczywiście anonimowa. Bardzo proszę kliknąć na poniższy link i wypełnić ankietę. Dziękuję. link do ankiety: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLScmijMDXcpdcoHBZ65NKLhrr__h66W7wXDWP1IWHBqAxbkdgQ/viewform Z wyrazami szacunku mgr inż. Piotr Adamczuk Zakład Fizyko-Chemicznych Zagrożeń Zdrowotnych i Ekologii Instytut Medycyny Wsi w Lublinie
  7. Drodzy Koledzy Lekarze, Zakład Epidemiologii w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – Państwowym Zakładzie Higieny w Warszawie realizuje projekt badawczy Komisji Europejskiej - „Health4LGBTI – Badanie pilotażowe dotyczące zmniejszenia nierówności w zdrowiu doświadczanych przez osoby LGBTI”. Projekt skierowany jest do pracowników medycznych, którzy mają wiedzę i doświadczenie w pracy z osobami LGBTI, spotykają się z problemami przy udzielaniu świadczeń medycznych osobom LGBTI lub mają doświadczenie (pozytywne i/lub negatywne) w związku z opieką nad pacjentami LGBTI. Celem projektu jest zebranie opinii lekarzy, studentów medycyny podczas tzw. grupy fokusowej, która spotyka się w celu wyrażenia swoich opinii, doświadczeń w większym gronie pracowników medycznych. Spotkanie planowane jest na dzień 5 października 2016 r. godz. 18:00-20:00. Dodatkowe informacje znajdują się w załączeniu. Informacja o projekcie badawczym znajduje się również na stronie NIZP-PZH http://www.pzh.gov.pl/health4lgbti/ Będzie nam bardzo miło, jeśli ktoś z Państwa będzie zainteresowany udziałem w projekcie i znajdzie czas na udział w grupie dyskusyjnej. W razie dodatkowych pytań, służę pomocą. Marta Niedźwiedzka-Stadnik (mniedzwiedzka@pzh.gov.pl) Zaproszenie do grupy fokusowej dla pracowników medycznych.pdf Informacja dla badanego - pracownicy medyczni.pdf
  8. Wakacyjny cykl "Lekarz dorabia" Ciekawym pomysłem na dodatkową pracę dla lekarza są transporty medyczne. Zasadniczo polegają one na zabezpieczaniu pacjenta podczas przewozu ze szpitala do szpitala. Najczęściej pracuje się w systemie dyżurowym w firmach, które zabezpieczają transporty międzyszpitalne. Podczas kilkunastogodzinnego dyżuru pozostaje się w gotowości do pracy i realizuje przewozy w obrębie np jednego miasta. W Warszawie jest kilka firm, które zabezpieczają transporty pomiędzy placówkami medycznymi. Rzadziej transportuje się pacjentów pomiędzy różnymi miastami oraz w obrębie Europy. Ciekawym, aczkolwiek rzadkim przypadkiem są transporty lotnicze. W naszym kraju są firmy, które zajmują się również takimi zadaniami. Dwa ostatnie rodzaje to najczęściej przewozy na zlecenie firm ubezpieczeniowych chorych, którzy ulegli wypadkom z dala od domu i po wstępnym leczeniu są transportowani w rodzinne strony. Jak to wygląda? Diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli zatrudnimy się w firmie, która regularnie wozi pacjentów pomiędzy szpitalami musimy ustalić grafik naszych "dyżurów". Niektóre firmy przygotowują dla Ciebie miejsce wyczekiwania, gdzie spędzasz czas przez cały dyżur. Inne wymagają od Ciebie, byś czekał w domu a gdy nadejdzie wezwanie karetka przyjedzie Cię zabrać. W przypadku transportów "międzymiastowych" zlecenia często przychodzą z niewielkim, np jednodniowym wyprzedzeniem co nie daje możliwości zaplanowania grafiku. Zagraniczne często wymagają spędzenia kilku dni w trasie. Lekarz jest odpowiedzialny za odpowiednie zabezpieczenie pacjenta podczas transportu. Zazwyczaj karetki z lekarzem są wzywane do przewiezienia pacjentów w ciężkim stanie z chorobami zagrażającymi ich życiu. Będą to chorzy z zawałem serca transportowani do pracowni hemodynamiki, pacjenci z krwiakami wewnątrzczaszkowymi, pękniętymi tętniakami mózgu na neurochirurgię lub wstrząsem septycznym wysłani na intensywną terapię. Często będą zaintubowani, wentylowani respiratorem lub wymagają wlewu amin katecholowych. Takie transporty wymagają doświadczenia w intensywnej terapii, umiejętności intubacji dotchawiczej (gdy pacjent zaintubowany się rozintubuje podczas transportu). Warto się dowiedzieć czy transporty obejmują także dzieci lub noworodki. Jeśli tak to trzeba się przygotować do radzenia sobie z pacjentami pediatrycznymi w ciężkim stanie. Transporty międzymiastowe to z kolei najczęściej pacjenci po ciężkich urazach, ale w stanie stabilnym. Bywa, że mają tracheostomię, cewnik Foley'a. Rzadko wymagają wentylacji mechanicznej lub wlewów leków. Najczęściej transport odbywa się spokojnie, bez interwencji medycznych. Na co zwrócić uwagę? Na wyposażenie karetki - czy są dostępne wszystkie leki? Czy nie są przeterminowane? Czy jest dostępny odpowiedni sprzęt? Czy działa? Naucz się go obsługiwać. Sprawdź go przed każdym dyżurem/transportem. Przed odebraniem pacjenta upewnij się, że jest optymalnie zabezpieczony. Pacjent zagrożony niedrożnością dróg oddechowych powinien zostać zaintubowany. Pacjent we wstrząsie wstępnie wyrównany, podany antybiotyk i np. włączony wlew amin presyjnych. Pacjent zaintubowany powinien być optymalnie sedowany. Jeśli pacjent ma niewydolność oddechową powinien mieć podany tlen lub być wentylowany mechanicznie. Możesz odmówić zabrania pacjenta, który jest w stanie skrajnie ciężkim i nie rokuje przeżycia transportu. Zazwyczaj przewóz jest dużym obciążeniem dla ciężko chorego. Zwróć uwagę, że masz ograniczone możliwości monitorowania chorego w karetce, głownie z powodu artefaktów związanych z ruchem pojazdu. Wstrząsy zakłócają odczyt EKG i wskazania pulsoksymetru a także pomiary ciśnienia metodą oscylometryczną. Gdy chory jest przekładany, przewożony lub przesuwany jego stan może ulec pogorszeniu. Sprawia mu to dodatkowy ból oraz stwarza ryzyko usunięcia venflonu, wyrwania rurki intubacyjnej, drenu lub cewnika Foley'a. Często stan pacjenta pogorszy się w trakcie transportu i będzie on wymagał podawania leków lub innych interwencji. Może być zagrożony wystąpieniem zatrzymania krążenia, drgawek, niewydolności oddechowej, wpadnięciem we wstrząs. W czasie transportu chory jest zagrożony chorobą lokomocyjną i wystąpieniem wymiotów, które mogą spowodować niedrożność dróg oddechowych. Może być konieczne zastosowanie leków prokinetycznych. Stawki Są bardzo różne i zależą od charakteru pracy, rodzaju transportowanych pacjentów, ilości zleceń. Przy transportach "międzymiastowych" to najczęściej stawka godzinowa lub za całość pracy. Przy dyżurach to stawka za godzinę lub za jeden transport. Niektóre firmy płacą tylko za czas spędzony z pacjentem, inne za każdą godzinę gotowości do pracy. Spotkałem się z bardzo niskimi stawkami rzędu 30 zł/h transportu (i tylko za czas spędzony w karetce). Transporty lotnicze i kilkudniowe wyprawy przez całą Europę mogą przynieść zarobek równoważny kilku dyżurom w szpitalu. Konkludując Przewozy medyczne to ciekawy sposób na dodatkowy zarobek jednak trzeba dokładnie określić rodzaj wykonywanych transportów, charakter przewożonych pacjentów oraz stawkę. Należy wystrzegać się firm "krzaków" z niesprawnym sprzętem, rozklekotanymi karetkami, przeterminowanymi lekami oferujących głodowe zarobki.
  9. Dzień dobry, uprzejmie proszę o pomoc lekarzy i poświęcenie ok. 15 minut swojego cennego czasu na wypełnienie poniższej ankiety, która posłuży do mojej pracy magisterskiej. Potrzebuję zaledwie kilku dodatkowych badanych do osiągnięcia wymaganego w mojej pracy minimum. Bardzo bardzo gorąco Państwa proszę Ankleta: https://docs.google.com/forms/d/1huMhztvO8-BonElW2pR0H9tDHIxnoUuL6DaCvnkBysU/viewform?edit_requested=true Będę niesamowicie wdzięczna za każdy wypełniony arkusz.
  10. Dzień dobry, jestem studentką psychologii i swoją pracę magisterską skupiam na temacie kontaktu lekarza z pacjentem. Bardzo zależy mi na uzyskaniu najbardziej obiektywnego spojrzenia na tę kwestię, dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc. Poniżej zamieszczam link do badania i uprzejmie proszę o poświęcenie 10 minut ze swojego cennego czasu na wypełnienie jej: https://docs.google.com/forms/d/1huMhztvO8-BonElW2pR0H9tDHIxnoUuL6DaCvnkBysU/viewform Będę niesamowicie wdzięczna i z góry serdecznie dziękuję za zaangażowanie. Zachęcam do kontaktu w przypadku jakichkolwiek pytań czy wątpliwości!
  11. Polska - nasza ziemia ojczysta; to tu się urodziliśmy, wychowaliśmy oraz chcemy budować naszą przyszłość. Nawet emigranci często podkreślają, że gdyby mogli realizować się tu na dogodnym poziomie (często nawet niższym niż ich kierunek wyjazdu), nie opuszczaliby matecznika. Kraj o bogatej historii, jedna z kolebek tolerancji i demokracji, symbol wyrwania się ze szponów socjalizmu, ale także społeczeństwo o zaskakującym postrzeganiu świata. Pozwoliłem sobie na ten wstęp, ponieważ chciałbym podzielić się pewną refleksją na temat mentalności naszego społeczeństwa oraz skłonić do poszukiwania genezy tego fenomenu. Skojarzenia przeciętnego Polaka że słowem "lekarz" to bez wątpienia: służba, powołanie, bogactwo, a wśród ludzi „starej daty” pewnie również myśl o elitarności tego zawodu. Ten obraz naszego zawodu jest jak najbardziej pozytywny, ale czy nie mamy do czynienia z pewnym dysonansem, kiedy oprócz tzw. pierwszych myśli przeanalizujemy zachowanie czy treść kuluarowych rozmów? Ile razy spotkaliście się z wrzucaniem słowa „lekarz” do jednego worka z określeniami: łapówkarz, konował, nepotyzm, plutokrata (z negatywnym nacechowaniem)! Społeczne przeświadczenie na temat wybitnych zarobków lekarzy jest tak silne, iż nie podlega modyfikacji poprzez twarde dowody (typu akty prawne) np. lekarz w trakcie specjalizacji w trybie rezydenckim (osoba w wieku średnio 26-37 lat) ma sztywną urzędową stawkę (ustalaną w rozporządzeniu ministra) w wysokości 13-17 PLN/h. Wg opracowań GUS średnia stawka lekarza specjalisty oscyluje w granicach 25 PLN/h, trudno więc nazwać takie wynagrodzenie godnym krezusa. Łamie to mit kosmicznego wzrostu wynagrodzeń po ukończeniu specjalizacji. Zastanówmy się, ile kosztowała nas ostatnio pomoc elektryka, hydraulika czy ekipy remontowej. Przy wszelkiej próbie społecznej debaty na temat wzrostu rażąco niskich płac w ochronie zdrowia rozmowa opiera się na stereotypowych zarobków lekarzy, a nie tych realnych oraz na argumencie szerokiej możliwości pracy po wypełnieniu podstawowego etatu. Chciałbym jednak postawić pytanie: czy owa możliwość pracy na dwa czy trzy etaty nie dotyczy większości społeczeństwa ? Powołanie i praca postrzegana jako służba drugiemu człowiekowi to pojęcia wzniosłe i pełne patosu. Niestety często wykorzystywane jako argument przeciw wszelkim formom walki o lepszy byt w imię poświęcenia się w idealistycznej misji dla społeczeństwa. Współtworzenie elity intelektualnej narodu oznacza aktywność kulturalną, polityczną czy społeczną, ale także widząc się powinno z pewną dozą szacunku. Pomyślmy wiec o tych wszystkich informacjach medialnych, o atakach słownych i fizycznych na pracowników Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Przeanalizujmy kalendarz przeciętnego lekarza chcącego sfinansować by swej rodziny oraz rozwój zawodowy (dla dobra pacjentów) - czy jest w nim czas na w/w aktywność? W klasycznym ujęciu socjoekonomicznym zawód lekarza predysponuje do zajmowania pozycji klasy średniej właściwej (middle middle class), bądź nawet klasy średniej wyższej. Granice podziału klasowego są płynne dlatego trudno jednoznacznie wskazać atrybuty tych grup, ale czy klasa średnia nie kojarzy się nam z domkiem na przedmieściach, komfortowym życiem i świetnymi perspektywami rozwoju naszych dzieci? Taki obraz społeczeństwa, w którym to prawnicy, finansiści, dyrektorzy, architekci, specjaliści IT cieszą się dostatnim życiem pozbawionym lęku ze sfery ekonomicznej jest w pełni akceptowalny przez większość społeczeństw krajów rozwiniętych oraz stanowi zachętę do edukacji dla młodych pokoleń. Czy przy opisanych powyżej stawkach polscy lekarze mogą prowadzić takie szczęśliwe rodzinne życie na dobrym poziomie materialnym? Osobiście w to wątpię. By zrozumieć genezę pozornego uznania dla lekarzy pozwolę sobie przytoczyć pewne badanie CBOS-u. Centrum Badań Opinii Społecznej w raporcie „Prestiż zawodów” pozycjonuje lekarzy na 8 pozycji. Podium zamykają robotnicy wykwalifikowani, a tuż za nimi lokują się górnicy. Autorzy opracowania tłumaczą tak wysoką pozycję tych zawodów dużym obciążeniem fizycznym z jakim są one związane. Jedynie około 60% respondentów darzy dużym poważaniem prawników, przedsiębiorców czy pracowników IT. Powodem tego, w mojej ocenie, jest obok społecznie szkodliwej redystrybucji zysków pomiędzy pracodawcą a pracownikiem (skutek dość młodej gospodarki rynkowej i reperkusje szalonych lat 90’) zakorzenienie mentalności w poprzedniej, socjalistycznej epoce. Nieraz spotkałem się z opinią, że praca biurowa to "pierdzenie w stołek" która "nie ma prawa" generować zmęczenia, a jej dobre wynagradzanie jest skandalem. W opinii dużego odsetka społeczeństwa jak już wcześniej wskazałem, praca wymagająca wylania z siebie hektolitrów potu automatycznie staje się godną szacunku. W PRL to hutnicy i górnicy mogli liczyć na najlepsze przydziały mieszkań czy środków lokomocji. Robotnicy przy budowie strategicznych inwestycji jak Dworzec Centralny w Warszawie czy ważne trasy zarabiali wielokrotnie lepiej niż np. profesorowie uniwersyteccy. Ten kult proletariatu wyraża się nie tylko w opinii społecznej. Przy okazji każdych wyborów oczkiem w głowie dużych formacji politycznych jest choćby górnictwo. To chyba jedyna grupa zawodowa będąca beneficjentem tak dużej ilości różnych programów wywodzących się w prostej linii z PRL (deputaty, Barbórka, trzynastki, czternastki itd.). W czasach Rzeczpospolitej Ludowej istniało przyzwolenie na pracę w kilku miejscach na raz czy przyjmowanie korzyści majątkowych jako mechanizm rekompensaty niskich wynagrodzeń. Sam I Sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka na głosy o niskich zarobkach w służbie zdrowia odpowiedział „Nie martwcie się o nich. Oni mają przy fartuchach głębokie kieszenie. Dadzą sobie radę.” Taki system wzbogacania się jest godny potępienia i nie może mieć miejsca w cywilizowanym świecie. Czasy się zmieniły, obecnie problem korupcji jest marginalny, a temat niskich uposażeń niestety pozostał. Polacy - naród nadwiślański, który lekarzy szanuje, a zarazem nienawidzi; uważa za krezusów oceniając zarobek globalny, a nie godzinowy, porównując często wysokość jednego etatu z wynikiem finansowym lekarza pracującego na trzech etatach. Wszyscy chcemy być szanowani i dobrze wynagradzani, a zarazem popieramy pogląd, iż stróżów zdrowia trzeba trzymać na krótkiej smyczy, bo zdrowie należy się obywatelowi „jak psu buda”. Przeznaczamy na opiekę zdrowotną grosze (jedne z najniższych nakładów w OECD) żądając jednocześnie najwyższych standardów. Pozwalamy by system pracował ostatkiem sił tylko dzięki wyzyskowi pracowników (lekarzy, pielęgniarek, położnych, diagnostów, fizjoterapeutów) nie mając obiekcji przed cieszeniem się dobrami konsumpcyjnymi. Nie cenimy zdrowia. Wszak nikogo nie szokuje wydanie 3 tys. na wczasy, kwota 20-25 tys. za samochód jest uważana za umiarkowaną, ale taki koszt procedur medycznych (odpowiednio: usunięcie wyrostka robaczkowego, endoprotezoplastyka kolana) jest uważany za kosmiczny. Polacy - Europejczycy skażeni socjalizmem. Polska - mój naród który kocham, a który mnie nie szanuje. hypersonic Badanie CBOS
  12. Lubimy dyskutować o tym, jak środowisko lekarskie jest postrzegane i oceniane przez społeczeństwo. Spotykamy się jako grupa zawodowa z ostrą falą krytyki, by chwilę późnej odebrać zgodną owację, wyrazy najwyższej estymy i wdzięczności ze strony obywateli za ochronę cennego zdrowia, uratowanie życia. Z czego wynika ta polaryzacja społecznych nastrojów? Na ile mamy na nią realny wpływ? Czy da się budować dobry PR w skali całej korporacji czy tylko jednostkowo? Jesteśmy jako grupa zawodowa na tyle wyalienowaną i ekskluzywną społecznością, że społeczeństwo postrzega nas jako pewien monolit, brać, wspólnotę interesów. Ocena pracy jednostek przekłada się na opinię o całym środowisku - zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym przypadku. Daleko nam do fryzjerów, krawców czy cukierników, którzy też niekiedy tworzą grupy branżowe, ale są postrzegani wyłącznie w kategorii społecznego pożytku i bardzo indywidualnie. Znamy wybitne zakłady fryzjerskie, popularne firmy krawieckie, wybitnych cukierników. Usługodawca. Społeczne zapotrzebowanie. Renomowany specjalista. Czy nie da się znaleźć wspólnego mianownika? Sądzę, że to dość karkołomne. Przyznacie Państwo, że prostsze wydaje się porównanie z nauczycielami, którym jednak nigdy media i korytarzowa opinia szeptana takich „batów” krytyki nie wymierzają, choć spotyka ich na swej drodze każdy obywatel. Co zatem stanowi o wyjątkowości naszego położenia? Po pierwsze przepaść wiedzy i budowany od wielu lat dystans. Wiedza na temat ludzkiej fizjologii, anatomii oraz ich zaburzeniach budzi w dużej części „niewtajemniczonych” rodzaj zaintrygowania ale też niechęci. Wątpliwa przyjemność śledzenia sekcji zwłok budzi bodaj najwięcej zainteresowania słuchających opowieści o studiach medycznych, choć niewielu jest chętnych, by w takim wydarzeniu wziąć udział. Stworzona na przestrzeni dziejów elitarność i tajemność wiedzy medycznej jest obecnie coraz bardziej rozmywana poprzez całkowicie otwarty i powszechny dostęp do materiałów edukacyjnych. W ślad za tym powinna iść coraz bardziej partnerska relacja lekarzy z pacjentami. Mimo to wciąż bardzo często obserwuje się medyków (w szczególności obficie utytułowanych), którzy budują swoją pozycję w oparciu o przedpotopowy schemat „profesor-uczeń” lub „znawca-profan”. Tworzy to rodzaj respektu i zaufania, który jednak łatwo pęka w sytuacji kryzysu, jakim jest błąd lub powikłania. Warto zauważyć, że elitarność medycznej profesji ma też niekiedy ważny społeczny aspekt. W naszym kraju, w części małych społeczności lekarz obok przedstawiciela władzy i kościoła stanowi niekiedy lokalny autorytet. I dobrze, jeśli tę pozycję wykorzystuje ku pożytkowi ogółu. Od dużych grup zawodowych lekarzy odróżniają także inne specyficzne cechy tej profesji: Występowanie w roli funkcjonariusza publicznego (w pewnych sytuacjach). Uzasadniony zakaz reklamy osób i usług lekarskich narzucony wewnętrznie przez korporację (KEL). Postrzeganie pomocy medycznej jako czegoś w sposób oczywisty dostępnego i darmowego. Finansowanie budżetowe przy jednoczesnym dużym, otwartym rynku prywatnym i pewność zatrudnienia. W jednym akapicie klika ważnych aspektów. Słynna jest sprawa pani ginekolog z południa Polski (za Gazetą Wyborczą), która przed sądem przegrała sprawę (wyrok nieprawomocny, 07.2015), wytoczoną portalowi ZnanyLekarz. Na stronie tej, na jej nieautoryzowanym „profilu” anonimowa pacjentka przedstawiła druzgocący i kompromitujący opis wizyty w poradni odradzając innym korzystanie z usług pani doktor. Powódka zażądała usunięcia nieprzychylnego komentarza. Sąd nie przychylił się do jej argumentów i stwierdził m.in., że „lekarz jak sędzia jest osobą publiczną i musi liczyć się z tym, że jego działalność będzie oceniana”. Portal zatriumfował (nie po raz pierwszy), w gruncie rzeczy zdrowy rozsądek też, bo każdy może sobie wyrobić opinię sam, ale niesmak pozostał. Kontrowersyjny jest sam pomysł lekarskich profili na tego typu portalach, które w większości są nieautoryzowane, przy czym są koledzy, którzy swoje profile „nadzorują”, korzystając przez to z wątpliwej etycznie reklamy. Co do rzeczonej reklamy, to ta z założenia ma w sobie coś fałszywego- koloryzuje rzeczywistość, ukazując wyłącznie pozytywne aspekty; wymaga nakładu pewnych środków ale też przekłada się na finansowy sukces. Środowisko lekarskie już dawno uznało, że kwestia zdrowia i życia jest zbyt delikatna, by o rozpoznawalności danego specjalisty decydował jego zmysł marketingowy lub majątek, a nie umiejętności i doświadczenia. Czasy mocno się zmieniają: ośrodki medyczne (także te duże) staja się firmami nastawionymi na zysk, lekarze łączą pracę w placówkach publicznych i prywatnych, a przy tym coraz więcej uczniów Hipokratesa za duże pieniądze firmuje swoim nazwiskiem konkretne produkty, nie zważając na zapisy Kodeksu Etyki Lekarskiej i kary grożące za ich łamanie. Nachalność i informacyjny fałsz części reklamy budzi wręcz niesmak (-> "Lek na kaszel palacza") Pieniądze. Ponoć o nie wszystko się rozbija. Czy każda grupa zawodowa obracająca dużymi środkami ma, mówiąc potocznie, „przechlapane” w oczach opinii publicznej? Otóż nie. Pomijając radykalnych marksistów nie słyszałem o pomyjach wylewanych na pierwszego z brzegu majętnego dyrektora sieci sklepów, wybitnego muzyka czy restauratora. Problem pojawia się tam, gdzie dotykamy środków publicznych. Lekarze w dużej mierze są w Polsce zatrudnieni „przez państwo” w placówkach publicznych i choć budżetowe wynagrodzenia nie należą do najwyższych, to jesteśmy, drodzy Państwo postrzegani jako funkcjonariusze systemu ochrony zdrowia. Za wszystkie (a przy tym bardzo liczne) niedostatki sfery, za którą odpowiada państwo obrywa się tym, którzy z obywatelami mają faktyczny kontakt. Każda pielęgniarka i każdy/a lekarz/lekarka stał/a się w pracy ofiarą przemocy słownej lub fizycznej pacjenta. Tu sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdyż w Polsce do tej pory żaden minister, prezes NFZ czy polityk nie określił jasno, co obywatelowi należy się od państwowej służby zdrowia, poza tym, że wszystko. Obywatele, skądinąd słusznie, oczekują więc wszystkiego od lekarzy, co rodzi nieuchronne konflikty. Przeciętny lekarz ma nieograniczone możliwości zarabiania pieniędzy (niezbędność usług, prywatna działalność, klauzula opt-out, dyżury, wysokie stawki za niektóre zabiegi i procedury, dorabianie w kilku miejscach, badania kliniczne, współpraca z firmami farmaceutycznymi, wydawnictwami, działalność dydaktyczna, wreszcie wykorzystywanie zależności pacjenta i praktyki korupcyjne). Móc a skorzystać to jednak dwie różne sprawy. Część z medyków tę okoliczność wykorzystuje w sposób bezmyślny, nadmierny i destrukcyjny. Tak rodzą się problemy uzależnionych od statusu materialnego, pozycji społecznej i używek wszelkiej maści lekarzy, którzy gubią niezbędny dystans. Kumulacja odpowiedzialności prawnej, frustracji i stresu w pracy, obawy o życie pacjentów i zachłanności musi prowadzić do wypaczeń. Kwestią tą poruszył w kontrowersyjnym wywiadzie udzielonym Newsweekowi dr Grzegorz Luboiński z Centrum Onkologii w Warszawie (pozycja obowiązkowa). „Pazerne doktory” podzieliły środowisko głównie w aspekcie publicznego roztrząsania wewnętrznych problemów korporacji, ale trudno odmówić troski o bezpieczeństwo pacjentów diagnozowanych i leczonych przez osoby ekstremalnie przepracowane. Nie jest prawdą, że system wymusza przyjmowanie pozycji wyrobnika. Wspólne opamiętanie i postawienie klarownych postulatów wymusiłoby na władzy konieczne zmiany systemowe. Ale liczba beneficjentów tego stanu rzeczy jest tak duża, że nie wydaje się, by ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Łączenie pracy w placówkach publicznych i konkurencyjnych prywatnych, brak w wielu aspektach kontroli medycznej nad praktykami prywatnymi, łączenie pracy lekarza i paramedycyny… To tylko kilka przykładów praktyki, która w oczach społecznych wystawia na szwank reputację całego środowiska. Jeśli dołożyć do tego „branie lekarzy w kamasze” przez niektórych polityków i niesprawiedliwe wyroki wydawane przez massmedia w wielu konkretnych sprawach dotyczących rzekomych i faktycznych błędów medycznych okazuje się, że jest aż nazbyt wiele powodów do niechęci wobec szeroko pojętego środowiska lekarskiego. A jeśli wzbogacimy tę litanię o rosnącą roszczeniowość pacjentów i ich prawników, wieloletnie zaniedbania w nauczaniu medyków komunikacji interpersonalnej i totalna nieobecność polityki „sorry works” w szpitalach, to wnioski nasuwają się same. Jak przeciętna lekarka pracująca sumiennie od lat w jednym miejscu w Polsce, zarabiająca półtorej średniej krajowej, co z mniejszym lub większym zapasem wystarcza na zapewnienie bytu rodzinie ma przekonać polskiego pacjenta, że można żyć normalnie, a za zdobytą wiedzę i wypracowane doświadczenie należy jej się znacznie wyższa pensja? Na to pytanie nie znajdzie odpowiedzi żadna prężna i zorganizowana grupa lekarzy, związek zawodowy, partia polityczna ani grupa lobbystów. Ale wystarczy, że opisywana pani doktor przekona do tego swoich pacjentów. Pokazując zwykłe, ludzkie oblicze kruszymy mit posągowego, pazernego i oderwanego od rzeczywistości cyborga. Warto mieć pacjentów po swojej stronie. Mateusz Malik, lekarz PS. Meksykański przykład „rozbrajania” negatywnej opinii o lekarzach. Na śpiocha? Na wesoło! (natopie. pl)
  13. EKG pomoc

    Potrzebuje pomocy z zakresu interpretacji zapisów EKG. Chodzi o porównanie wiedzy z rozpoznawania konkretnych zapisów przez studentów V i VI roku kierunku lekarskiego i lekarzy w trakcie specjalizacji z kardiologii i medycyny wewnętrznej. Bardzo proszę o wypełnienie tych ankiet. Link dla studentów: http://ankiety.interaktywnie.com/ankieta/531b63f6c2e6e/ Link dla lekarzy: http://ankiety.interaktywnie.com/ankieta/53229ffe3a27f/ Kwestionariusz zajmuje kilka minut, a porusza kwestie niezbędne dla każdego przyszłego lekarza, a tym bardziej dla lekarzy w trakcie ww specjalizacji. Proszę wszystkich o wypełnienie tej ankiety. Będę wdzięczna za wszelką pomoc. W razie pytań lub wątpliwości proszę o kontakt ze mną.
  14. Wiem, że to trochę spam, ale mam nadzieję, że ktoś z Was poświęci mi kilka minut- będę MEGA MEGA WDZIĘCZNA. Jestem studentką i wraz z kolegą piszę pracę: "Ocena znajomości zapisów elektrokardiograficznych przez lekarzy w trakcie specjalizacji z chorób wewnętrznych lub kardiologii oraz studentów kierunku lekarskiego". W związku z tym mam prośbę do lekarzy w trakcie ww specjalizacji o wypełnienie tej ankiety ankiety.interaktywnie.com/ankieta/53229ffe3a27f/ natomiast studentów z V i VI roku o wypełnienie tego ankiety.interaktywnie.com/ankieta/531b63f6c2e6e/. Proszę
  15. Cześć, ile tak na prawdę zarabia się na rezydenturach netto? Czy ciężko jest o dyżurowanie? Kto płaci za dyżury - MZ czy szpital? Pozdrawiam!