LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'młodzi lekarze'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 24 wyników

  1. Gorący dzień w ochronie zdrowia

    Dzień 07.06.2017 przejdzie do historii jako kolejny gorący dzień dla polskiej ochrony zdrowia. To właśnie dziś w czasie posiedzenia Sejmowej Komisji Zdrowia miało miejsce pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy "O sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych". Kiedy parlamentarzyści pochylali się nad owym projektem, przed Sejmem trwała pikieta pracowników medycznych niezadowolonych z tempa i intensywności planowanych zmian w poziomie ich wynagrodzeń. Gorącą atmosferę jaka panowała na zewnątrz podgrzał jeszcze bardziej fakt odrzucenia przez polityków partii rządzącej wniosku, by prace nad projektem rządowym połączyć z procedowaniem obywatelskiego projektu jaki kilkanaście dni temu złożyło w sejmie PZM. Na nic zdało się przytaczanie opinii, iż dobrą praktyką parlamentarną jest łączenie prac nad zbieżnymi projektami czy opinia Rządowego Centrum Legislacji, że takie połączenie jest możliwe i nie przysporzy zbędnych komplikacji; wniosek nad połączeniem prac został odrzucony proporcją głosów 17:12. Dążenie do przyspieszenia prac nad dzisiejszą ustawą może niestety oznacza chęć nierespektowania woli prawie ćwierć miliona obywateli i doprowadzenie do sytuacji, że obywatelski projekt zostanie odrzucony z powodu dotykania kwestii już „załatwionych” świeżo przyjętą ustawą autorstwa PiS. Bezsprzecznym pozostaje cel rządowego projektu, a mianowicie -pozorowanie pozytywnych zmian; jedynym jednak skutkiem, jaki niesie on za sobą będzie dalsze pogorszenie i tak już trudniej sytuacji białego personelu. Dzisiejsza zgromadzenie medyków przed Sejmem było w pełni pokojowe, pamiętajmy jednak, że czasem nawet mała kropla potrafi przelać kielich goryczy. hypersonic Edycja 08.06.2017r 13:40 Niestety potwierdził się czarny scenariusz błyskawicznej legislacji, drugie czytanie zaplanowano na .... na dziś na godzinę 19:30 . Przyszłość polskiej medycyny oraz wola niemałego odsetka populacji nie na żadnego znaczenia.
  2. Twórca znany z takich filmów jak Pitbull czy Służby specjalne reżyser Patryk Vega rozpoczął w maju 2017 roku zdjęcia do swojej najnowszej produkcji. Sam, jako autor scenariusza wziął na warsztat temat pracy lekarzy w Polsce. Czy swobodna konwencja filmów Vegi pozwoli na poruszenie ważnych społecznie tematów. A może wpisze się w oklepaną konwencję krzywego zwierciadła? Lekarze w Polsce - to bardzo modny i medialny temat ostatnich miesięcy. Dzięki zaangażowaniu tysięcy osób, a szczególnie lekarzy rezydentów, w ciągu minionego roku informacje o prawdziwym życiu i głównych problemach pracowników opieki zdrowotnej dostały się do najważniejszych mediów, publicystyki, a w konsekwencji zaistniały w kulturze popularnej. W mediach (gazety, książki, seriale, filmy, programy dokumentalne) od lat dominuje niepodzielnie obraz lekarzy jako zamożnych elegancików, zblazowanych członków elit czy zdystansowanych cyników albo równie oderwane od rzeczywistości przeciwieństwo: wybitni, uduchowieni, altruistyczni "bogowie". Obie wizje promowane w przestrzeni publicznej tak dalece kontrastują z rzeczywistością, że mogą wywołać jedynie wzgardę pacjentów i frustrację samych medyków. Ten wygodny stereotyp zaczęli powoli przełamywać Młodzi lekarze - serial TVP, który pokazał grupę ludzi z krwi i kości z realnymi problemami i aspiracjami. Cały ubiegły rok minął pod znakiem ogromnej medialnej rewolucji: polskie społeczeństwo wreszcie zobaczyło szokujący obraz: absolwenci elitarnych studiów, którzy przez 6 lat po ukończeniu medycyny zarabiają tyle co kasjerka w dyskoncie i codziennie zderzają się z bezdusznym systemem. Zdumieniu wciąż nie ma końca. Zwieńczeniem tego procesu stała się bestsellerowa książka Pawła Reszki, która obnażyła fatalny stan polskiego systemu zdrowia, w tym warunków pracy zbliżonych do dzikiego zachodu. Czy realistyczna, odarta z mitów wizja polskiej medycyny w sensacyjno- rozrywkowym wydaniu Vegi jest możliwa do pogodzenia? Według wstępnych informacji film skoncentruje się wokół problemów kobiet zawodowo związanych z medycyną, co dodaje produkcji dodatkowego smaczku. Reżyser zaprosił do współpracy zdolne aktorki i aktorów takich jak Olga Bołądź, Agnieszka Dygant, Sebastian Fabijański czy Grażyna Szapołowska. Życzymy zatem udanych zdjęć i czekamy na premierę 23 września. Mateusz Malik, lekarz Więcej o filmie Botox: filmweb Zdjęcie (z przekąsem nawiązujące do fotosa promującego serial Młodzi lekarze) pochodzi z profilu Facebook Patryka Vegi.
  3. Dzień po Dniu Kobiet, warto pochylić się nad głównymi problemami, które w ogromnym chaosie pod wspólnym tytułem "polska ochrona zdrowia" dotykają kobiet. Nawet przy spojrzeniu przez najbardziej różowe okulary status kobiet-pacjentek i kobiet-pracowników ochrony zdrowia wciąż znacząco odbiega od statusu mężczyzn. By ten stan poprawić warto go najpierw zdiagnozować. W obliczu bulwersujących wypowiedzi niektórych polskich polityków, dziennikarzy, a także lekarzy warto przypomnieć, że ostatni wiek - czasy postępującego wyrównywania praw kobiet i mężczyzn to dla świata wyjątkowy okres w historii: czas cywilizacyjnego skoku, drogi od ustawicznej wojny światowej do pokoju, szerokiej i realnej współpracy międzynarodowej, a także ogromnego postępu w medycynie. Nie jest to oczywiście prosty związek przyczyna-skutek, ale sądzę, że nie da się oddzielić tych dwóch tendencji. Polemistom zwracam uwagę na fakt, że miejsca na świecie, gdzie mamy obecnie najwięcej ubóstwa, głodu, epidemii, terroru i wojny, to kraje i rejony, gdzie wciąż jeszcze kobiety są traktowane przedmiotowo, a nie podmiotowo. Oto subiektywny ranking wyzwań i bolączek: Problemy polskich kobiet - pacjentek DOSTĘP DO ŚWIADCZEŃ MEDYCZNYCH Brakuje refundacji lub jest ona utrudniona w przypadku wielu nowoczesnych leków stosowanych w terapii "kobiecych" chorób (nowotwory piersi, narządu rodnego). Nie tak dawno temu media obiegła sprawa Olgi Jackowskiej (Kory), która, by sfinansować swoje nowoczesne leczenie onkologiczne poniosła ogromne nakłady finansowe. Swoim uporem z pewnością przyczyniła się do szybszego objęcia refundacją olaparibu (leku stosowanego w terapii podtrzymującej platynowrażliwego raka jajnika). Do dziś jednak niektóre uznane leki albo są, z uwagi na cenę, w ogóle niedostępne w Polsce albo dostęp do nich jest istotnie ograniczony. Żeby wspomnieć trastuzumab emtanzyny, bewacyzumab, pertuzumab w leczeniu uzupełniającym czy wiele lekow hormonalnych NIEDOSTATECZNA EDUKACJA ZDROWOTNA POLEK Na poziomie szkoły podstawowej, średniej, nawet wyższej oraz w przestrzeni publicznej edukacja medyczna, higieniczna, seksualna, szczególnie dotycząca profilaktyki różnorodnych chorób odbiega radykalnie od światowych standardów. Przeciętna uczennica (jak i uczeń) wynosi ze szkoły ubogą wiedzę na temat własnego ciała, jego fizjologii, korzystnego dla zdrowia stylu życia. Brakuje na poziomie edukacji szkolnej promocji zdrowia. Także dostęp do profesjonalnej wiedzy na tematy medyczne jest w naszym kraju bardzo ograniczona. Banalny przykład: wpisanie w polskim Internecie dowolnego pojęcia ze świata medycyny w wyszukiwarkę odsyła poszukującego poza Wikipedią do medycznych forów, prasy brukowej oraz podejrzanych sklepów internetowych. W krajach rozwiniętych dla poszukujących pacjentów czeka dobrze pozycjonowana profesjonalna informacja w przystępnej formie. POGARDLIWY STOSUNEK ZE STRONY LEKARZY MĘŻCZYZN (I CZASEM KOBIET) Obserwacja własna: jeśli widziałem w życiu bezinteresownie grubiańskie zachowanie lekarzy bądź lekarek wobec chorych, to w większości dotyczyło ono pacjentek. Nieraz słyszałem niekulturalne uwagi, ironiczne docinki, żarty z podtekstem seksualnym, obraźliwe insynuacje i agresję słowną - zarówno bezpośrednio do kobiet, jak i za ich plecami. I nie chodzi tu bynajmniej o reakcje na niestosowne zachowanie samych "klientów służby zdrowia"... Na potępienie zasługują też wszystkie sytuacje braku poszanowania prywatności i intymności w czasie badania. Stworzenie kobietom przyjaznych warunków i poczucia bezpieczeństwa na przykład w czasie porodu czy operacji to jedno z ważnych wyzwań. ZDROWIE REPRODUKCYJNE "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - tytuł pierwszej części słynnej trylogii Stiega Larssona przychodzi na myśl, gdy prawa zarodków - obywateli in spe są stawiane na równi lub wyżej od praw kobiet w ciąży. Za radykalne i czarno-białe opinie odpowiedzialni są w większości... mężczyźni. Ich też, a nie kobiety zobaczyć można w szeregach tzw. marszy za życiem. W tym punkcie hasłowo zawrę te wszystkie ważne, a w części kontrowersyjne tematy, które w mojej ocenie pokazują głęboki mizoginizm, nieuprawnioną ingerencję w ciało i zdrowie kobiet oraz szokującą sakralizację medycyny. Oto one: zapłodnienie pozaustrojowe, poradnictwo genetyczne i diagnostyka prenatalna, przerywanie ciąży, dostęp do antykoncepcji, opieka okołoporodowa i leczenie bólu, szczepienia przeciw Human Papilloma Virus, edukacja o STDs i inne. OPIEKA GINEKOLOGICZNO-POŁOŻNICZA W Polsce dostęp do ginekologa-położnika staje się podobnie jak stomatologia sprawą medycyny prywatnej. Publiczna opieka ginekologiczna i położnicza często odbiega od standardów w zakresie jakości obsługi i podmiotowego podejścia do pacjentki. Z kolei ginekologia prywatna, z której korzysta ogromna ilość Polek wymyka się nadzorowi epidemiologicznemu i jest źródłem patologii (kontroluję w prywatnej praktyce, operuję w publicznym szpitalu). I nie chodzi tu o odwrócenie tej tendencji, ale ucywilizowanie zasad według jakich postępujemy w Polsce. Problemy kobiet, które pracują w ochronie zdrowia RÓŻNICE PŁAC NA TYCH SAMYCH STANOWISKACH Problem znany niemal w każdej polskiej branży nie omija także medycyny. Aby uzyskać stanowisko kierownicze kobieta nierzadko musi wykazać się znacznie większą pracą i zaangażowaniem. Raporty GUS-u potwierdzają różnicę w zarobkach między pracownikami obu płci zarówno w przedsiębiorstwach publicznych, jak i prywatnych. DYSKRYMINACJA PRZY REKRUTACJI NA NIEKTÓRE SPECJALIZACJE Nie jest tajemnicą (niedawno pisał o tym lek. Damian Patecki), że wbrew zasadom rekrutacji niektórzy kierownicy oddziałów, gdzie mogą się szkolić lekarze odmawiają przyjęcia lekarki na rezydenturę ze względu na jej płeć. Takie prywatne sympatie i antypatie to na szczęście problem coraz bardziej marginalny. Jest też zazwyczaj mniejszy, gdy mowa jest o przyjmowaniu do pracy kobiet-specjalistów. PRACA W ZAWODZIE I MACIERZYŃSTWO Matka Polka Lekarka. Kobieta w trakcie specjalizacji w trybie rezydenckim może urodzić i "odchować" dwoje dzieci, choć wymaga to sporej prawnej gimnastyki. Pisała o tym nasza redakcyjna koleżanka w swoim artykule. Ale prawdziwe schody to łączenie marzeń o karierze i rodzinie. Bardzo trudno pogodzić pracę w specjalizacjach zabiegowych, które silnie angażują siły i czas. Bywa, że chirurg czy anestezjolog ma w tygodniu tylko jedno czy dwa "wolne" wieczory dla rodziny. Trudno w takich warunkach budować satysfakcjonujące relacje z najbliższymi. Są kobiety, które rezygnują z wielu zawodowych planów i stawiają na rodzinę. Tego problemu bez partnerskich relacji w domach nie da się rozwiązać, ale można walczyć z głównymi przyczynami polskiej pracy ponad siły - niedoborem lekarzy i skandalicznie niskimi wynagrodzeniami w branży medycznej. DYSTANS I WYŻSZOŚĆ ZE STRONY NIEKTÓRYCH KOLEGÓW I PACJENTÓW Tu także osobiste wspomnienia. Jestem pełen podziwu dla kobiet (lekarek, pielęgniarek, salowych), które z pokorą znoszą seksistowskie docinki, obraźliwe uwagi, agresję słowną. Ich autorami często są nieuprzejmi pacjenci, koledzy z pracy, a niestety i niektórzy szefowie. Z ust niejednego wąsatego profesora czy adiunkta słyszałem wyzierające poczucie wyższości i fatalną opinię o koleżankach i spotkanych w zawodzie kobietach. Pielęgniarki i rejestratorki są też najczęściej "pierwszą linią frontu" w przypadku pacjentów agresywnych, nawet fizycznie. Macie własne przemyślenia i uwagi - czegoś tu zabrakło? Piszcie w komentarzach! Mateusz Malik, lekarz
  4. Lekarska para: Ona i on, czasem ona+ona lub on+on. Mają podobną pracę i zainteresowania - lepiej się rozumieją, mają o czym pogadać i... widzą się pięć dni w miesiącu! Jak naprawdę wygląda życie lekarskich związków? Poznaj pikantno-gorzkie szczegóły życia prywatnego lekarzy. Ewa i Maciek, poznali się na stażu. On miał narzeczoną (też lekarkę), ale tak dobrze dogadywał się z Ewą, że zostali razem. Mają zwierzaka i myślą o ślubie. Oboje są rezydentami (chirurgia, ortopedia) - niewiele powyżej 2 tysięcy na rękę + obowiązkowe 3 dyżury na miesiąc, więc zbierają fundusze na realizację marzeń, biorąc dodatkowe prace: przychodnia POZ, nocne dyzury: SOR, NPL w sąsiednim powiecie, czasem karetka. Dodatkowo muszą szkolić się na wyjazdowych kursach specjalizacyjnych i uczestniczą w konferencjach. W ostatnim czasie ich grafiki "troszkę" się rozjechały - wyszło tak, że spędzili ze sobą w jednym miesiącu łącznie 5 (!) niepełnych dni. W następnym miesiącu wynagrodzą sobie tę izolację - jadą na wspólny 6-dniowy urlop. Eleonora i Marian są już na zasłużonej lekarskiej emeryturze. Oczywiście nie przeszkadza im to dalej pracować - medycyna to wszak miłość dozgonna. Zaczynali w czasach komunistycznego nakazu pracy - jako kadry szczególnie ważne dla „gospodarki uspołecznionej” zostali zaraz po studiach odgórnie przeniesieni z rodzinnych miast na polski „daleki wschód” na całe 3 lata. Tam się poznali i zostali po dziś dzień. Co ciekawe w latach 60-tych XX wieku zniesiono nakaz pracy we wszystkich zawodach cywilnych z wyjątkiem… kadr medycznych! Jako medyczni pionierzy E. i M. mogą pochwalić się pokaźnym dorobkiem naukowym i dydaktycznym. Są szanowanymi specjalistami w swoich dziedzinach i przez wiele lat piastowali funkcje kierownicze. Wychowali całe pokolenia lekarzy, choć własnych dzieci nie mają. Eleonora już pomału odpuszcza - „Niech pracują młodzi…” - mówi, choć nie za bardzo wie, co ze sobą zrobić bez codziennej oddziałowej rutyny… Dobrze, że żyje jeszcze kilku znajomych z dawnych czasów. Mirek i Tomek poznali się jeszcze na studiach. Los chciał, że trafili do jednej grupy studenckiej i dobrze im się że sobą gadało. Dość szybko odkryli, że łączy ich coś więcej niż miłość do medycyny i zabytkowych aut. Zostali parą w kraju, gdzie ich związku nie można wciąż sformalizować, mimo, że są jedną z tysięcy duetów LGBT. Podobnie zresztą jak większość z nich ani się ze swą odmiennością nie ukrywają, ani nie afiszują. Natomiast nieustannie dziwi ich zawziętość i brak pragmatyzmu władzy, która nie docenia wartości trwałych związków. "Gdy ludzie żyją długie lata w zalegalizowanym związku partnerskim to na przykład w przypadku ciężkiej choroby lub kalectwa jednej z osób zazwyczaj zaopiekuje się nią jej partner lub partnerka" - mówi Mirek. "A ustawodawcy wolą ideologicznie blokować tę możliwość i w kryzysowej sytuacji przerzucać na resztę obywateli wielokrotnie wyższe koszty długotrwałej opieki nad chorym. To niezrozumiałe". Panowie podzielili się obowiązkami i tylko jeden z nich, Tomek, robi karierę w szpitalu. Mirek wybrał etatową pracę w osiedlowej poradni. Mieszkają od wielu lat razem w rodzinnym mieście i tak organizują czas, aby niemal wszystkie 26 dni urlopowych wykorzystać na wspólne ukochane zjazdy oldsmobili. Elżbieta i Mieczysław przeżywają trzecią młodość. Dla każdego z nich nie jest to pierwszy związek, ale wreszcie ten udany. Ona jest szefem oddziału rehabilitacji w prywatnym szpitalu w centralnej Polsce, on doświadczonym chirurgiem w szpitalu klinicznym 50 km dalej. Nierzadko współpracują ze sobą, przesyłając sobie pacjentów. Pieniądze nie stanowią dla nich żadnego problemu. Gorzej jest z czasem dla siebie: rzadko widują się w domu, praca pochłania wiele energii i zaangażowania. Dbają jednak o to, by wspólnie wyjeżdżać zarówno na upragnione wakacje, jak i na zagraniczne konferencje. Wykrawają z pracy czas dla siebie. Adrian oraz Mariusz (pracują na jednym oddziale) nie tworzą małżeństw lekarskich. Ich partnerki pracują poza branżą. Ale zauważyli, że mają podobne problemy. Adrian z żoną na półtora roku po ślubie chcą się rozwodzić średnio raz w miesiącu. Przynajmniej rzadko się kłócą (bo widzą się rzadko). Związek Mariusza i jego konkubiny przeżył już poważny kryzys. Wracając z pracy (etat rezydencki) odbiera, jeśli może, dziecko z przedszkola, a gdy partnerka wraca z pracy o 17:30, on właśnie wychodzi na dyżur. Gdy czasem wracał wkurzony i zmęczony z dyżurów, odreagowywał szpitalny stres i był zwyczajnie niemiły. W efekcie agresji i przewlekłego braku czasu oddalili się od siebie. Otrzeźwienie przyszło w chwili, gdy oboje otarli się o romans. Wciąż trudno mu rozsądnie podzielić czas między pracę i życie rodzinne. Pierwsze ma służyć drugiemu, choć często jest wręcz przeciwnie. W parze Beti + Marek ona jest lekarzem, a on zarabia pieniądze na utrzymanie. Dzięki jego pracy jako informatyka przeżyje on, ona i ono (mają śliczną i elokwentną roczną córeczkę). Po 5 latach studiów pensja Marka to ponad trzykrotność etatu Beti, która po sześcioletnich studiach i rocznym stażu jest obecnie rezydentką w szpitalu klinicznym. Na wychowawczym dostaje tylko część swojej pensji, ale nawet gdyby wróciła do pracy to bez pomocy partnera byłoby krucho. Młoda mama zakochana w Julci dobrze czuje się w roli niani i gospodyni. W przeciwieństwie do wielu matek z konieczności, a lekarek z powołania Beti zdecydowanie faworyzuje rodzicielstwo i życie prywatne. Rozważa nawet zmianę specjalności na bardziej nomen omen... rodzinną. Oboje myślą o dalszym powiększaniu rodziny. *** Związek dwojga lekarzy ma jasne i ciemne strony. Praca w medycynie to często wspólni znajomi, tematy do rozmów, zrozumiały dla obojga język i większa wyrozumiałość. Jeśli jednak obu stronom w równym stopniu zależy na osobistym rozwoju, karierze zawodowej bądź naukowej to zawsze cierpi na tym wzajemna relacja. Gdy raz po raz para mija się w drzwiach trudno o bliskość i szczerą rozmowę. Zdrady i rozstania nie są rzadkie - w badaniach ankietowych przedstawiciele zawodów medycznych plasują się zazwyczaj w okolicy trzeciego miejsca na niechlubnym podium niewierności wśród różnych grup zawodowych. Konsekwencje niepoukładanego życia partnerskiego ponoszą także dzieci (gdy w ogóle się pojawią). Lekarskie potomstwo nierzadko dostaje od rodziców wszystko, czego tylko zapragnie, z jednym wyjątkiem: brakuje im samych rodziców, którzy nigdy nie mają na nic czasu. Dobrze, jeśli kończy się to tylko obniżoną oceną z zachowania w szkole. Niestety często lekarskie dzieci i spadkobiercy "rodzinnych biznesów" powielają życiowe błędy swoich zapatrzonych w pracę ojców i matek. A nie brakuje znanych profesorów czy ordynatorów, którzy po latach praktyki lekarskiej wyznają, że ich jedyną prawdziwą miłością w życiu była medycyna. Stabilny, partnerski związek jest jedną z podstawowych metod profilaktyki zespołu wypalenia zawodowego, które niezwykle często dotyka lekarzy. Kumulowane w kontakcie z pacjentami emocje lubią "przelać się" w domowym zaciszu i stąd tak bardzo potrzeba wyrozumiałości, tolerancji i empatii. Wspólne urlopy, hobby i znajomi spoza medycznego świata to dobre sposoby na odreagowanie niełatwej pracy. Warto o tym przypominać także naszym pacjentom, którym często przedstawia się lekarzy jako dyspozycyjnych przez 24 godziny na dobę judymów i niezniszczalnych cyborgów... Imiona bohaterów zmieniono. Mateusz Malik, lekarz
  5. Rozmowa z dr Henryką Bochniarz, ekonomistką, założycielką i prezydentem Konfederacji Pracodawców "Lewiatan". Jako przedsiębiorca, członkini organizacji pozarządowych, polityk i publicystka od lat jest aktywnie zaangażowana w życie społeczne w Polsce. Od 2016 roku jako reprezentant strony przedsiębiorców przewodniczy Radzie Dialogu Społecznego, gdzie w ramach konsultacji społecznych planuje rozpocząć ogólnopolską debatę m.in. na temat polskiego systemu opieki zdrowotnej. Mateusz Malik: Pani Prezydent! Rada Dialogu Społecznego, której Pani przewodniczy od 22 października 2016 roku, czyli nowa wersja Komisji Trójstronnej to przestrzeń do rozmowy między stroną rządową, pracodawcami i pracownikami. Co udało się osiągnąć dzięki temu ciału w ciągu pierwszego roku jego działania? Henryka Bochniarz: Początek działania nowej instytucji jest zawsze trudny, dlatego na tej podstawie trudno ocenić jaki będzie ciąg dalszy funkcjonowania RDS. Nie jest to jednak tylko nowa wersja Trójstronnej Komisji. To był pierwszy rok obowiązywania nowej ustawy o Radzie, którą obecnie wypełniamy treścią. W ustawie są ogólne zapisy, nowe kompetencje i zasady działania instytucji, które muszą zostać przełożone na konkretne, szczegółowe, wewnętrzne regulacje, jak np. system głosowania podczas posiedzeń, czy jest konieczność sporządzenia protokołu, itd. Ten pierwszy rok był wyjątkowy także dlatego, że był to pierwszy rok funkcjonowania rządu, który zasypał nas dziesiątkami projektów legislacyjnych. Policzyliśmy, że konsultowaliśmy w tym czasie ponad 500 ustaw. Jednocześnie wielokrotnie wykorzystywany był np. mechanizm projektów poselskich, czyli ominięcia RDS w związku z tym, że te projekty nie podlegają konsultacjom społecznym. Zapytałam kiedyś jednego z ministrów, dlaczego własny projekt dał do podpisania posłom, aby uniknąć dyskusji w Radzie. Powiedział, że konsultacje społeczne są strasznie czasochłonne… [śmiech]. Fakt, są. Ale właśnie po to się je robi, aby dowiedzieć się jakie są argumenty partnerów społecznych, racje różnych stron i jak można je pogodzić. To stanowi o jakości i trwałości prawa. W trakcie mojego przewodniczenia, czyli niemal do końca 2017 roku, musimy przygotować nowelizację ustawy o Radzie Dialogu Społecznego. Już wiemy, co działa, a co wymaga poprawy, np. funkcjonowanie WRDS-ów. W dobie decentralizacji będą się stawały coraz ważniejsze. Kiedyś były usytuowane przy wojewodach, a w obecnej ustawie przypisano je do marszałków, którzy z tego narzędzia w większości nie korzystają… Musimy to uporządkować, jak również poprawić finansowanie dialogu w regionach. W tej chwili nie ma środków nie tylko na ekspertyzy, ale nawet na zakup wody dla uczestników dyskusji. A jakie najważniejsze cele szykują się na obecny rok? Ponieważ mamy za sobą okres, który nazywam „legislacyjnym tsunami”, nie wystarczyło czasu, aby nad wieloma ważnymi sprawami należycie się pochylić. Albo pojawiał się projekt budzący kontrowersje, do którego Rada musiała się odnieść, albo wnioski o pilną interwencję, m. in. w sprawach zamówień, publicznych, hutnictwa, handlu cementem i musieliśmy błyskawicznie wydać w tych sprawach opinię. Chciałabym, aby Rada nie była instytucją zajmującą się wyłącznie sprawami bieżącymi, których są dziesiątki, ale przede wszystkim podejmującą kwestie o strategicznym znaczeniu dla naszego kraju. Mieliśmy już uzgodnienia w sprawach ważnych dla wszystkich, jak np. w sprawie wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej, likwidacji tzw. syndromu pierwszej dniówki czy dopuszczające wydłużenie okresu odwołania od zwolnienia z pracy. Chciałabym, aby Rada była jeszcze bardziej aktywna, wychodząca z inicjatywą. Wśród tematów, które chcemy podjąć w tym roku są, m. in.: dostosowanie kompetencji pracowników do potrzeb rynku pracy, zasady funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia, jak również stworzenie warunków do rozwoju innowacyjnej gospodarki. W czasie, kiedy jest spokój, choć obecna sytuacja polityczna jest napięta, musimy wspólnie ustalić ważne tematy, którymi powinniśmy się zająć w sposób odpowiedzialny i w dłuższej perspektywie niż wyborcza. Czy to się uda, nie wiem. Chciałabym także, aby sama idea dialogu stała się ważna. Niestety nie mamy w Polsce umiejętności rzeczowej rozmowy… A problemy nabrzmiewają. Barack Obama w swoim pożegnalnym wystąpieniu mówił o potrzebie dialogu i funkcjonowaniu w bańkach informacyjnych. Ludzie są przyzwyczajeni do słuchania tych, którzy myślą tak samo lub podobnie i są zamknięci na argumenty, z którymi się nie zgadzają. Nam w Radzie udało się już w dużej mierze przejść ten etap i w wielu kwestiach związkowcy słuchają argumentów pracodawców i vice versa, nawet w tak trudnych kwestiach, jak minimalna płaca godzinowa. W związku z narastającym kryzysem politycznym w państwie, w grudniu zeszłego roku, partnerzy społeczni zajęli wspólne stanowisko, apelując do polityków o dialog i porozumienie. Jednak gdy działamy pod presją czasu, to związkowcy patrzą na daną sprawę tylko pod kątem interesów pracowniczych, a pracodawcy - gospodarczych i nie ma przestrzeni do realnego dialogu. Jeśli dotyczy to spraw tak ważnych dla Polaków, jak służba zdrowia, czy edukacja, to Rada powinna mieć czas, aby odpowiedzialnie odnieść się do propozycji rządu. Pośpiech przekłada się niestety negatywnie na jakość prawa. Rada Dialogu Społecznego dysponuje dobrym instrumentem, który powinien być częściej wykorzystywany, czyli może wnioskować o przeprowadzenie wysłuchania publicznego w ważnej sprawie, objętej zakresem jej właściwości. W sprawie reformy edukacji właściwie wszystkie organizacje, poza Solidarnością, która wstrzymała się od głosu, podpisały się pod wnioskiem o lepsze przygotowanie tej ustawy. A reforma, po niedawnym podpisaniu przez Prezydenta, ma wejść w życie 1 września! Na kolejnym posiedzeniu plenarnym RDS zaplanowana jest dyskusja na temat reformy systemu ochrony zdrowia i potrzebie postrzegania wydatków na ochronę zdrowia, jako inwestycji w przyszłość Polski. Oddolnie powstało bardzo wiele grup, które, pomimo sprzecznych interesów, postulują odpowiedzialne podejście do reformy, dlatego powinny mieć możliwość przedstawienia swoich racji. Mam nadzieję, że strona rządowa będzie podczas tej dyskusji należycie reprezentowana. Niestety, często jest tak, że przychodzi do nas minister, który wygłasza swoją opinię, po czym wychodzi. Zostawia urzędników, którzy wszystko notują, ale nie mają mocy decyzyjnej. Nierzadko wygląda to tak, jakby od początku nie zamierzał w ogóle wsłuchać się w opinie innych. RDS musi stanowić taką płaszczyznę, na której będzie można wyrazić swoje zdanie, nawet jeśli ono nie zostanie zaakceptowane ze względu na rangę innych argumentów. Na tym polega dialog. Ale trzeba argumentów wysłuchać i na nie odpowiedzieć, a nie ignorować, bo wtedy mamy tylko serię monologów. Pytanie trochę ad vocem: Od wielu lat rola państwa sprowadza się do kryzysowych interwencji. Brakuje nam planowania, myślenia długofalowego na okres dłuższy niż jedna kadencja rządu czy parlamentu. To także jedna z bolączek ochrony zdrowia. Czy można wszystko zrzucić na niską jakość klasy politycznej? Czy są jakieś inne tego przyczyny? Myślę, że zawsze jest tak, że pole do rozmowy stwarzają ci, którzy mają największą władzę. Na nich też spoczywa największa odpowiedzialność. Dobrze, że pozostali także mogą się zorganizować, oprotestować, a jak przyjdzie 50 tysięcy ludzi, to jest nadzieja, że ktoś ich wysłucha. To jednak nie liczba decyduje o posiadaniu racji. Koszty takich „ćwiczeń” są duże. W Polsce, gdy pojawia się problem, nie ma zwyczaju, aby już na samym początku usiąść i rozmawiać. Problem musi przybrać takie rozmiary, że nie ma wyjścia i trzeba ludzi wysłuchać. Ale wtedy, „pod ścianą”, oferuje się nieprzemyślane rzeczy. Myślę, że powodem tego, że stronimy od autentycznego dialogu jest to, że nasza demokracja jest jeszcze bardzo młoda i nie zbudowaliśmy dotąd wielu instytucji, które w takich sytuacjach są bardzo pomocne. Mieszkałam przez kilka lat w Ameryce i wciąż na bieżąco śledzę to, co tam się dzieje. W związku z tym nie boję się o USA, pomimo tego, że prezydentem został człowiek bez żadnego doświadczenia w zarządzaniu państwem. W systemie amerykańskim jest tak wiele bezpieczników, że Ameryka sobie z tym wyzwaniem poradzi. Natomiast my tego w Polsce nie mamy. Nasze organizacje pozarządowe są wciąż słabe i niedofinansowane, bo po okresie funkcjonowania w gospodarce PRL przedstawiciele starszego pokolenia na samą myśl, że mają się z kimś zrzeszyć i zorganizować, od razu się wycofują. Ludzie nie mają na to czasu, nie mają też na to pieniędzy. Ale, co najważniejsze, nie są tego nauczeni. Kiedy przyjechałam do Ameryki i zaczęłam uczyć na uniwersytecie, to w ciągu miesiąca byłam członkinią około trzydziestu różnych grup! Przychodził do mnie przedstawiciel każdej z nich i coś proponował. „Słuchaj! Mamy wspólne czytanie książek.”, „Mamy spotkania z farmerami i potrzebujemy wolontariusza, który będzie im tłumaczył różne sprawy”, itd. To było niesamowite. Człowiek od razu stawał się częścią czegoś! U nas, jeśli sami o coś nie zawalczymy, nikt nie przyjdzie i nie powie co mamy robić. Narzekamy więc na brak społeczeństwa obywatelskiego… Nasza demokracja jest na etapie może nie noworodkowym, ale takiej młodzieńczej burzy hormonalnej… Tak. Dlatego tym większa jest odpowiedzialność ludzi, którzy rządzą. W czasach Komisji Trójstronnej, która nie była idealna, pamiętam okres przewodnictwa premiera Jerzego Hausnera, który bardzo szanował partnerów społecznych. Mimo, że kłóciliśmy się co do setek spraw, to był czas, gdy Komisja podjęła szereg wspólnych decyzji, bo minister finansów podchodził do dialogu w sposób poważny. Jeśli takie będzie podejście władzy, to przy wszystkich różnicach, osobistych sympatiach i antypatiach uda się wiele rzeczy ustalić. Kolejnym problemem jest to, że gorący spór polityczny uniemożliwia kontynuację. Jeden rząd podejmuje zobowiązania, a kolejny „wyrzuca je wszystkie do kosza”, tylko dlatego, że były to decyzje poprzedników. Za każdym razem na nowo musimy „odkrywać Amerykę”. Jaka jest najwłaściwsza droga? Czy to obywatele muszą dojrzeć i wybrać taką odpowiedzialną władzę, czy to państwo musi sobie wychować obywateli? Dochodzimy tutaj do bardzo ważnej kwestii, czyli edukacji. Bo jeżeli Ameryka jest taka, jaką ją znamy, to dlatego, że od przedszkola cały czas stawia się na pracę zespołową! Dzieci uczą się tego i są oceniane z umiejętności pracy w team'ie. Pamiętam jak moja córka podczas zajęć w szkole jednego dnia była obrońcą, a drugiego prokuratorem w tej samej sprawie. To ją zmuszało do formułowania dobrych argumentów i wyważenia racji. To prawda, że Ameryka jest krajem indywidualistów, ale z drugiej strony, ma świetnie wyćwiczony sposób wspólnego działania w każdej kwestii. A gdzie się tego uczy w Polsce? Kolejna ważna kwestia to wolontariat. W USA szalenie liczy się na każdym etapie kariery, ponieważ uczy zauważania innych, ich problemów, racji, doświadczeń. Nie chcę przez to powiedzieć, że Ameryka jest idealna, bo to nieprawda, ale pewne rzeczy możemy zapożyczyć od Amerykanów, bo stanowią fundament ich sukcesu w wielu dziedzinach. Natomiast w Polsce, wszelkie formy społecznego zaangażowania nie są dobrze widziane - dotyczy to zarówno pracowników, jak i pracodawców. W RDS mamy cztery organizacje reprezentatywne pracodawców i trzy związkowców. Kryteria reprezentatywności to, m. in., zrzeszenie pracodawców zatrudniających łącznie co najmniej 300 tysięcy pracowników. To nie jest oszałamiająca liczba w kraju, w którym pracuje 16 milionów osób. Po stronie pracodawców jest więcej dużych firm, korporacji, bo one rozumieją jak to jest ważne… Po stronie związkowej natomiast, uzwiązkowienie jest na poziomie ok. 12% i są to w dużej mierze starsi ludzie. Czy w Polsce w obliczu spadającego bezrobocia, rosnących zarobków i dużego popytu na siłę roboczą możemy już mówić o zjawisku dotąd niespotykanym, o „rynku pracownika”? Tak. Prognozowaliśmy, że to się wydarzy. Jeśli spojrzymy na trendy demograficzne, to zjawisko „rynku pracownika” będzie się pogłębiało. Widzimy ogromną emigrację Polaków, szczególnie młodych. Mamy wiele sygnałów z różnych miejsc, że nie ma ludzi do pracy. I to nie tylko w służbie zdrowia, gdzie zawsze był problem i gdzie skala wyjazdów zarobkowych była i będzie duża. Dawniej istniała bariera językowa i obawy starszego pokolenia przed zmianami. A młodzi ludzie, którzy zaczynają już na studiach jeździć po świecie w ramach Erasmusa i innych programów, jeszcze nim skończą edukację, mają szereg propozycji pracy. Wykształcenie lekarza sporo kosztuje, więc zagraniczni pracodawcy chętnie przyjmują lekarzy z Polski, i organizują dla nich potrzebne kursy, czy szkolenia. W ramach umowy CETA, która wzbudziła takie kontrowersje w Europie, Kanada zadeklarowała, że europejskie dyplomy lekarskie będą uznawane po obu stronach Atlantyku. Dotyczy to także innych kwalifikacji przedstawicieli tzw. wolnych zawodów. Jakie mogą być tego konsekwencje w kontekście środowiska medycznego? Musimy tworzyć strategiczną, wieloletnią politykę, dzięki której fachowcy, w których jako społeczeństwo inwestowaliśmy, finansując szkolnictwo zawodowe i wyższe, będą chcieli zostać w Polsce. Bez tego, sytuacja może być niezwykle trudna. A nie jest to tylko kwestia pieniędzy! Często słyszę argument, że my nie jesteśmy w stanie zaoferować tego wszystkiego, co np. w Danii, czy Szwecji… Oczywiście, że nie. Ale gdyby na przykład lekarze mieli szansę na systematyczny rozwój, gdyby zamiast wypełniać stosy papierów, mogli skupić się na leczeniu pacjentów, to myślę, że chcieliby choć spróbować pracy w Polsce. Gdy Polska została członkiem Unii Europejskiej, Ambasada w Londynie zorganizowała spotkanie z pierwszą grupą pracowników, która przyjechała z Polski do Anglii legalnie i na normalnych warunkach. Jak wtedy z nimi rozmawiałam, a była to bardzo zróżnicowana, kilkudziesięcioosobowa grupa, to wszyscy patrzyli w przyszłość z wielkim optymizmem. Zapytałam ich, kto planuje wrócić do kraju i wówczas chęć powrotu zadeklarowało ok. 90%. Planowali popracować ok. 3-4 lata, zarobić na mieszkanie, samochód i wrócić. Podczas ponownego z nimi spotkania, 2 lub 3 lata później, nie wiem czy 5% odpowiedziało twierdząco na to samo pytanie. Gdy zapytałam ich dlaczego, to wcale nie mówili o pieniądzach. Dla nich ważne było to, że tam ludzie się do siebie uśmiechają, że jest spokojniej, że nie są zmuszani do niemożliwego, do dokonywania oportunistycznych wyborów. Łatwość i wyższa jakość życia, wynikająca z większego zaufania i kapitału społecznego, powodują, że Polacy niechętnie wracają do Polski. Ta grupa podkreślała, że pomimo tego, że są obcokrajowcami, traktuje się ich poważnie. Jak przychodzą z jakimś pomysłem, a mają tych pomysłów całą masę, to zawsze są wysłuchani i albo się te pomysły wdraża, albo się z nimi rozmawia i spokojnie tłumaczy, dlaczego jest to niemożliwe. Warunki finansowe są lepsze i jeszcze bardzo długo będą lepsze, ale podkreślam, że to nie jest najważniejsze. Daje do myślenia… Młodzi lekarze, w tym lekarze rezydenci (czyli w trakcie specjalizacji na „państwowym” etacie) działają od ponad roku na wielu polach. Głównym bodźcem do tych działań były pogarszające się warunki pracy, niejasne zasady kształcenia, łamanie praw pracowniczych, brak waloryzacji wynagrodzeń, ich rażąca nieproporcjonalność do odpowiedzialności, jaką ponosi lekarz i brak perspektyw na jakąkolwiek zmianę. Po ogromnych przedsięwzięciach, to jest akcje typu adoptuj posła, senatora, izbę lekarską, po wielotysięcznych manifestacjach w Warszawie (także zrzeszona demonstracja wszystkich zawodów medycznych), po licznych listach i petycjach do przedstawicieli władz poszliśmy, jako młodzi medycy, nawet nie o krok naprzód. Wciąż nasze możliwości jako pracowników systemu są bardzo ograniczone. Wciąż istnieje „wolontariat”, wciąż nie wszyscy lekarze, którzy kończą studia mają możliwość zatrudnienia i rozwoju, wciąż nie mamy od władz sygnałów, że jesteśmy tu potrzebni, spada liczba przyznawanych etatów rezydenckich. Czy według Pani wiedzy to, co proponuje władza ma jakiekolwiek szanse zmienić naszą sytuację, czy jest to tylko „kupowanie” spokoju? Cieszę, że się zebraliście i działacie wspólnie. Bez tego niewiele można osiągnąć. Problemy mogą mieć różne kolory w różnych placówkach zdrowotnych, ale system jest tak samo chory wszędzie. Natomiast rezydenci prawdopodobnie będą krytykować Radę Dialogu Społecznego za to, że podnosimy sprawę finansowania staży rezydenckich z Funduszu Pracy*. Zaczęliśmy o tym rozmawiać już w poprzednim roku, w okresie przewodnictwa Piotra Dudy w RDS. Z jednej strony wiadomo, że nie ma pieniędzy w budżecie, a lekarzom trzeba wypłacać wynagrodzenia, ale z drugiej strony, w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nie ma ani słowa o finansowaniu z tych środków wynagrodzeń lekarzy-rezydentów. Z takiego rozwiązania nikt tak naprawdę nie jest zadowolony. Ani lekarze, bo jest to rozwiązanie przejściowe, ani pracodawcy, którzy płacą na fundusz, który powinien służyć innym celom i nie mają wpływu na sposób wydatkowania tych środków. Podobnie jest z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Słyszałem niedawno, że im lepszy lekarz, tym będzie gorszym dyrektorem szpitala… Pewnie są jakieś chlubne wyjątki, ale według mnie... szkoda lekarza. Sprawami zarządzania powinni zajmować się przygotowani do tego menadżerowie, a nie lekarze. Miałam okazję przez ostatni rok przyglądać się temu z bliska i w zarządzaniu szpitalami jest wiele rzeczy, które absolutnie trzeba zmienić. Personel szpitali to często współcześni siłacze i siłaczki. Cały system jest przeciwko nim, a oni próbują pomóc pacjentom. Jeśli uda się skompletować zespół, który będzie się w stanie dogadać, to pomimo trudnych warunków, można dobrze funkcjonować i realizować wspólne cele. Ale to rzadkość. Dlatego ludzie rezygnują, wyjeżdżają do innych miast, innych państw, poszukują lepszego życia. A średnia długość życia rośnie i będziemy mieli coraz więcej starszych osób. Wszyscy oczekują, że dostaną pomoc medyczną w ramach środków publicznych. I ta dynamicznie rosnąca fala pacjentów oczekujących pomocy po prostu nas zaleje. Powoli prywatna służba zdrowia robi się podobna do publicznej - w wielu miejscach jest tak samo przeciążona. Wcześniejsze przechodzenie na emeryturę, może ten problem pogłębić. Człowiek pozbawiony rutyny chodzenia do pracy zaczyna „chorować”. Podsumowując, popyt rośnie, podczas gdy mamy ogromną emigrację, niski wskaźnik demograficzny i 500+, które może skłaniać ludzi do wycofania z rynku pracy. Gdyby istniał dobry system opieki zdrowotnej, dzięki któremu ludzie w wieku post-emerytalnym byliby w dobrej formie, staliby się oni wartościowym, koniecznym uzupełnieniem luk na rynku pracy. Tak jak w Japonii, gdzie w McDonaldzie pracują i studenci, i staruszkowie… To osobna bajka. Nam grozi niesamowity kryzys! Myślę, że tych trendów już nie cofniemy. Europejczycy nie chcą i nie będą się rozmnażać. Zabraknie nam po prostu rąk do pracy. Jedyną szansą jest imigracja ludzi ze świata… Kiedy mieszkałam w Stanach, to w naszej przychodni wśród lekarzy pierwszego kontaktu, Amerykanów było około 10%. Wszyscy inni to obcokrajowcy! I nie było to pokolenie, które się tam urodziło. Cieszyli się, że przyjechali do Ameryki, że mogli tam studiować. Polskę czeka to samo. Dlatego to nasze bronienie się przed obcokrajowcami jest dla mnie specyficzne. Świadkiem na moim ślubie, wieki temu, był Etiopczyk, przyjaciel mojego męża. Pobieraliśmy się w Zielonej Górze i pamiętam jak za nim leciał tłum dzieciaków, które nigdy nie widziały żadnego ciemnoskórego. Ostatnio przyjechali do nas na wieś w odwiedziny ciemnoskórzy przyjaciele i wzbudzali tak samo duże zainteresowanie wśród dzieci. Ciągle to nie jest oswojony temat. Wszędzie tam, gdzie to jest możliwe - w edukacji, w kościele, powinniśmy pokazywać, że przyjazd imigrantów, często z egzotycznych krajów, jest naturalny i dobry dla nas. Niestety u części naszego społeczeństwa, wciąż budzi sprzeciw. Oczywiście, równocześnie uważamy, że my mamy prawo być w każdym miejscu świata i powinno nam się zagwarantować dobre warunki. Dyrektor szpitala to specyficzny rodzaj pracodawcy. Najczęściej firma, którą zarządza działa w dużej mierze non-profit (jeśli jest to szpital publiczny), a niezależnie od statusu własnościowego pieniądze na działalność najczęściej otrzymuje od państwa, a nie od „klienta”. Z drugiej strony funkcjonujemy w świecie wolnego rynku… Jaki zatem model finansowania służby zdrowia marzy się Pani, jako pracodawcy i przedsiębiorcy? [Śmiech] Uważam, że dobrze funkcjonowały, wprowadzone poprzez regionalne NFZ-ty, Kasy Chorych. Była to idea, aby rozwiązań szukać bardziej „na dole”. Ceny są przecież zróżnicowane regionalnie i dlatego zaczęłabym od tego, żeby oddolnie sprawdzić jak wycenić zestaw usług, który świadczą szpitale. Pytanie tylko, jak niezależni będą ci, którzy pracują w regionalnych kasach chorych. Teraz chcemy zarzucić kompletnie wszystko i wrócić do zamierzchłej przeszłości, co według mnie jest niebezpieczne. Centralne sterowanie przez polityków… W prywatną służbę zdrowia zainwestowano ogromne środki i nie można tego dorobku zmarnować. Jeśli będziemy szli w kierunku, w którym państwowe jest najlepsze, eliminując prywatne, to utracimy punkt odniesienia co do efektywności działań. Musimy się zastanowić do jakiego momentu powinna być konkurencja, a w jakim zakresie podstawowy koszyk świadczeń medycznych powinien być realnie dostępny dla każdego. Nie ma doskonałych systemów. Ja nie znam idealnego kraju. Niektórzy mówią, że to system kanadyjski, ale mam tam sporą część rodziny, która na ten system narzeka i przyjeżdża się leczyć do Polski. W Ameryce nikt nie wie co się stanie z projektem Obamy (Obamacare), który radykalnie podwyższył ubezpieczenia zdrowotne (średnio o 25%). Z drugiej strony znam Amerykanów, którzy nigdy nie byli objęci żadną podstawową opieką zdrowotną i którzy wreszcie weszli do systemu. Wyważenie racji nie jest takie proste. Jednak obserwując niektóre szpitale, widzę ile rzeczy można by było w nich poprawić i to nawet bez „pompowania” w nie milionów złotych. Jeśli między różnymi oddziałami tego samego szpitala mają miejsce zasadnicze różnice wynagrodzeń dla lekarzy o podobnym stażu, to nie jest to normalna sytuacja. Bywa, że tam, gdzie jest więcej pracy, większa odpowiedzialność i stres, są mniejsze zarobki i nikt nie wie z czego to wynika. Jestem przeciwna wywieszaniu publicznie na tablicy, kto ile zarabia, ale ten kto zarządza placówką musi wiedzieć z czego biorą się te różnice. W okresie, gdy prowadziłam własną firmę, dowiedziałam się jak na gospodarność wpływa ego różnych osób - profesorów, ordynatorów. Dostawaliśmy tysiące listów, że np. tu by się przydał tomograf, a tam inne drogie urządzenie. Wówczas się na tym nie znałam i wydawało mi się, że są to na pewno niezbędne potrzeby. Po czym się okazywało, że są to raczej niekontrolowane ambicje pewnych osób, a przykładowy tomograf, który będzie służył tylko kilka lat, bo zaraz zostanie zastąpiony przez nowszy i technologicznie lepszy, jest używany przez 2 godziny dziennie! Wygląda na to, że jesteśmy bardzo bogatym krajem... W USA takie urządzenia pracują przez 24 godziny na dobę. Co więcej, stawiając wiele diagnoz na podstawie tomografii, Amerykanie wykorzystują różnicę czasu. W czasie, gdy Ameryka śpi, badania są wysyłane do Indii, gdzie jest centrum diagnostyczne, a rano lekarz ma już dwie opinie. U nas natomiast, wyrzuca się pieniądze na drogie urządzenia, a nie ma na rzeczy podstawowe. Niezbędna jest zatem kontrola nad wydatkami ze strony menedżerów szpitali. No właśnie, co z tą kadrą zarządzającą? Wszyscy, którzy się znają na zarządzaniu wolą się trzymać z dala od opieki zdrowotnej? Ludzie wiedzą jak bardzo jest ona nieprzewidywalna i upolityczniona. Może Pan mieć świetne pomysły, ale gdy przyjdzie nowa ekipa to i tak wszystkich wymieni. Przychodzą następni, uczą się przez 2 lata, potem zostaje im rok na działanie, a potem zostają zastąpieni przez kolejnych rządzących. W ten sposób nie da się stworzyć długofalowej polityki służącej państwu. Ani ochrony zdrowia, ani edukacji nie da się zreformować w okresie rządów jednej ekipy. Niemal wszyscy młodzi lekarze mają wynagrodzenia na podobnym, niskim poziomie. Natomiast, co się tyczy specjalistów, to w większości szpitali od paru lat rośnie tendencja, aby negocjować z nimi indywidualne umowy cywilno-prawne. Zamiast etatów podsuwa się im propozycję znacznie wyższych zarobków i większość lekarzy się na to zgadza nie bacząc na konsekwencje. A efektem pracy "na kontrakcie" jest utrata tarczy ochronnej zarówno w zakresie odpowiedzialności cywilnej, jak i opieki zdrowotnej i socjalnej. Czy popiera Pani pomysł walki ze „śmieciówkami” w ochronie zdrowia? Nie znam szczegółów tej sprawy. Jeśli dyrektor szpitala może zaoferować umowę, która ograniczy jego koszty, jako pracodawcy, to pojawia się pytanie, jaki sens mają zaoszczędzone w ten sposób pieniądze? Na ile lekarze, którzy decydują się na kontrakt, zaangażują się w życie szpitala? Wiem, że niestety najczęściej i tak przekraczają umowny czas pracy, ponieważ nie chcą zostawić pacjentów. Nie wiem jak stworzyć optymalne rozwiązanie, aby z jednej strony zachować pewną elastyczność, a z drugiej zadbać o bezpieczeństwo. Jesteśmy społeczeństwem nienauczonym tego, jak ważne jest zabezpieczenie na przyszłość. Wrócę do przykładu mojej pracy na Uniwersytecie w Minnesocie. Kiedy moje koleżanki i koledzy profesorowie negocjowali wynagrodzenia, to nie przywiązywali zbytniej wagi do podstawowych stawek, natomiast prawdziwe boje z dziekanem toczyli o ubezpieczenia, emerytury i zabezpieczenie socjalne. Niestety, w Polsce nie uczymy dzieci tego, jak odpowiedzialnie myśleć o finansach, tworzyć budżet domowy! W wielu publicznych instytucjach wciąż funkcjonuje myślenie, że jeśli narobimy długów, to ktoś je później spłaci i jakoś to będzie. Zdobywa się dla placówki urządzenie „za darmo”, czyli za czyjeś pieniądze, a nie bierze się pod uwagę kosztów amortyzacji i utrzymania. Jeśli nie umiemy zarządzać własnym budżetem, to jak mamy być dobrym przełożonym dla tysiąca ludzi? Dziękuję za rozmowę! Rozmawiał: Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: M. Malik *) Fundusz Pracy - powstała w 1933 r. instytucja, której celem było łagodzenie skutków bezrobocia. Od 1991 r. pozostaje pod jurysdykcją ministerstwa pracy, ma charakter funduszu celowego, a jego budżet stanowią składki obowiązkowe płacone przez pracodawców oraz osoby nieprowadzące działalności rolniczej, dotacji oraz dochodów prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, oprocentowania depozytów i udziału w spółkach. Środki te są rozdysponowywane przez urzędy pracy w formie zasiłków dla bezrobotnych, prac interwencyjnych, robót publicznych, szkolenie i przekwalifikowywanie bezrobotnych, rozwój poradnictwa zawodowego oraz na rozwój systemów informatycznych i badania rynku pracy. Od 2009 roku ze środków FP finansowane jest „wspieranie startu kariery osób pracujących w zawodach medycznych”, co w praktyce oznacza finansowanie z niego większości pensji rezydenckich.
  6. Już niedługo, po raz kolejny odbędzie się Lekarski Egzamin Końcowy. Dla niektórych będzie to pierwszy egzamin, dla wielu kolejny. U jednych będzie on wzbudzał wiele emocji, inni wpadną na niego w dresie z drożdżówką traktując to podejście jako trening, wierząc, że w końcu wezmą się za naukę i zdobędą wymarzony wynik. Statystki są nieubłagane: Lekarski Egzamin Końcowy nie jest prostym testem ze 100% zdawalnością - nawet patrząc jedynie na wrześniowy LEK 2016: 5549 osób przystąpiło do egzaminu, a wynik poniżej 56 punktów uzyskały aż 571 osoby (do egzaminu zgłosiło się 6015 osób, a więc aż 466 nie pojawiły się) Jak przygotować się do LEKu? Do egzaminu, który z założenia ma zaważyć na naszej lekarskiej przyszłości (w kraju)? Po wpisaniu hasła ‘’LEK jak się przygotować” w ulubioną wyszukiwarkę, pokaże się nam wiele odpowiedzi z doskonałymi lub niedoskonałymi radami, pomysłami i teoriami. Jedni uważają, że do egzaminu należy się przygotowywać minimum 3 miesiące, inni że całe studia, a jeszcze inni twierdzą, że wystarczy nam tyle czasu ile potrzebujemy na przerobienie wszystkich pytań testowych z ubiegłych lat. Oczywiście Centrum Egzaminów Medycznych przygotowało dla nas listę zalecanych podręczników (http://www.cem.edu.pl/pel_podreczniki.php). Możemy tam znaleźć nasze ulubione pozycje: internę Szczeklika, pediatrię Dobrzańskiej, czy ginekologię Bręborowicza, ale z czego tak naprawdę większość z nas uczy się do LEKu? Przedstawiamy dostępne książki/materiały edukacyjne z krótkim (obiektywnym!) komentarzem (komentarze nieobiektywne można pozostawiać na forum ). ZDAJ LEK-KO- książka, którą dostajemy na kursie przygotowawczym do Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Książka ta zawiera slajdy (ponad 1600 slajdów), które są omawiane podczas 32 godzin wykładów. Jest to bardzo dobrze przygotowany zbiór wiadomości, idealny do szybkiej powtórki wiedzy przez samym egzaminem. Cena kursu to około 700 pln (cena zmienia się w zależności od tego, kiedy dokonaliśmy wpłaty i może ona wzrosnąć do 1200pln jeżeli będziemy czekać do ostatniej chwili) LEK na 200- LEK na 200 zawiera pytania (wraz z odpowiedziami) ze wszystkich edycji Lekarskich Egzaminów Państwowych oraz pytania autorskie opracowane na podstawie obowiązującej literatury sugerowanej przez CEM. Pytania pogrupowane są w 10 działów - choroby wewnętrzne, pediatria, położnictwo i ginekologia, psychiatria, medycyna rodzinna, medycyna ratunkowa i intensywna terapia, chirurgia, orzecznictwo lekarskie, bioetyka i prawo medyczne, zdrowie publiczne. Cena ok. 105 pln Baza pytań do LEKu na www.mlodylekarz.pl – jak możemy przeczytać na stronie, baza testów podzielona jest na dwie części: część pierwsza zawiera pytania autorskie napisane przez wykładowców kursu przygotowującego do egzaminu, a w drugiej części znajdują się pytania z egzaminów LEP przeprowadzonych w latach 2008- 2012 oraz z pytań z lat 2013- 2016, które zostały nadesłane przez użytkowników portalu. Do pytań przygotowane są również krótkie komentarze, które pomogą nam zrozumieć dlaczego prawidłowa odpowiedź jest taka, a nie inna. Dostęp do testów jest płatny. Oferta jest bardzo rozbudowana: możemy zdecydować się na wykupienie dostępu, np. tylko do pytań z psychiatrii na 14 dni (cena 14 pln) lub z chorób wewnętrznych (cena 39 pln). Istnieje możliwość również wykupienia prawa wglądu do pełnej bazy testów (14 dni za 99pln, 180 dni 529 pln, 365 dni 999 pln) Testy do LEK na konsylium24 (https://konsylium24.pl/testy_edukacyjne)- na portalu znajduje się baza testów, które ukazały się na lekarskich egzaminach końcowych. Pytania są bardzo przejrzyście poukładane. Możemy wybrać tryb nauki lub tryb sprawdzenia się, możemy rozwiązywać pytania z wybranej dziedziny lub ze wszystkich. Istnieje również możliwość rozwiązania wybranego egzaminu LEK, a nawet określenie poziomu trudności pytań, na które chcemy udzielać odpowiedzi. Ponadto pod każdym pytaniem jest miejsce na komentarz, a więc możemy zostawić tam swoje pytanie i czekać na odpowiedź innego użytkownika lub też możemy wykazać się własną wiedzą i napisać kilka ciekawostek dotyczących danego zagadnienia. Dostęp do testów jest bezpłatny. LEK w pigułce- to ciekawa pozycja wydana w 2017 roku przez wydawnictwo Medyk. Nie jest to kolejny zbiór pytań, ani też repetytorium z wybranej dziedziny medycyny, ale zbiór najważniejszych informacji, które powinny zostać opanowane przed przystąpieniem do egzaminu. W książce możemy znaleźć między innymi najważniejsze wskazania, przeciwwskazania, spis chorób o które statystycznie najczęściej jesteśmy pytani na LEK-u, informacje o lekach, najważniejsze normy, objawy, kalendarz szczepień, czy kodeks etyki lekarskiej. Jest to dobre źródło do nauki jak i błyskawicznej powtórki przed samym egzaminem. Do kupienia od tego tygodnia w księgarni internetowej wydawnictwa Medyk. Seria LEK last minute- Książka wydana przez Edra Urban & Partner w 2016 roku. ,,Ideą serii „LEK Last Minute” jest stworzenie kompendium wiedzy medycznej i wiedzy z innych dyscyplin niezbędnych do zdania Lekarskiego oraz Lekarsko -Dentystycznego Egzaminu Końcowego. W książce przyjęto formułę prostoty i przejrzystości, która ma na celu szybkie znalezienie odpowiedzi na pytania stojące przed zdającymi testy LEK i LDEK tylko w jednej pozycji książkowej, a nie jak dotychczas w wielu. Podręcznik został tak napisany, aby czas na szukanie odpowiedzi był jak najkrótszy, gdyż autorzy zdają sobie sprawę z czasochłonności przygotowania do testów LEK i LDEK.’’ LEK last minute. Chirurgia- Cena ok. 34 pln LEK last minute. Prawo medyczne. Bioetyka- Cena ok. 40 pln LEPoLEK- zbiór pytań, które pojawiły się na LEK-u lub LDEK-u (z prawa medycznego, orzecznictwa i zdrowia publicznego) z lat 2008–2015 oraz wiele dodatkowych pytań wraz z opracowaniem. Wszystkie pogrupowane zostały w działy. Pytania i komentarze zostały parte na najaktualniejszej wiedzy. Podczas przygotowywania tej książki uwzględniono m.in. najnowsze wytyczne European Resuscitation Council z 2015 r. Cena ok. 100pln LEPetytorium- to seria czterech podręczników, wydanych w 2010 roku przez wydawnictwo Urban&Partner. Możemy doszukać się takich opisów tej pozycji: Ideą napisania serii LEPetytorium było stworzenie kompendium wiedzy medycznej i wiedzy z innych dyscyplin niezbędnych do zdania Lekarskiego oraz Lekarsko-Dentystycznego Egzaminu Państwowego. W książkach przyjęto formułę prostoty i przejrzystości (…). Warto zapoznać się z opiniami młodych lekarzy na temat tych książek. LEPetytorium. Chirurgia cena ok. 35 pln LEPetytorium. Ginekologia i położnictwo cena ok. 42 pln LEPetytorium. Pediatria cena ok 45 pln LEPetytorium. Prawo medyczne, bioetyka cena ok. 42 pln Pytania i odpowiedzi. Przygotowanie do Państwowego Egzaminu Lekarskiego Część 1 i część 2- książka wydana w 2007 roku (dlatego przygotowuje jeszcze do LEP-u, a nie LEK-u). Zawiera zbiór pytań pogrupowanych tematycznie wraz z odpowiedziami, które są dokładnie i wyczerpująco uzasadnione. Na końcu książki znajduje się test sprawdzający. Jest to jedna z pierwszych pozycji przygotowujących do egzaminu lekarskiego, która pojawiła się na rynku. Cena ok. 41 pln za jedną część. Pytania testowe. Przygotowanie do LEK- książka została przygotowana przez Stowarzyszenie Młody Lekarz z myślą o osobach przygotowujących się do LEKu. W książce znajdziemy ponad tysiąc sto autorskich pytań testowych przygotowanych przez wykładowców Kursu Zdaj LEK-ko (pytania zostały podzielone na 19 zestawów po 60 pytań ze wszystkich dziedzin, które obejmuje LEK). Cena 59 pln LEK-endium na www.przypadkimedyczne.pl- zbiór autorskich testów opartych na zasadach Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Każde pytanie LEK-endium podsumowane jest komentarzem. Możemy rozwiązywać tematyczne zbiory pytań, jak i "klasyczne", tzn. zawierające pytania ze wszystkich dziedzin obowiązujących na LEK-u. Oplata za korzystanie z LEK-endium wynosi 29 zł za rok dostępu.
  7. Lekarska Mitologia

    Święta, święta i po świętach. Przedświąteczny okres, kończący się rok, pierwszy przepracowany jako lekarz kwartał: ostatnimi czasy miałem mnóstwo okazji do refleksji. Święta się skończyły, elfy wróciły do wioski Mikołaja, więc pomyślałem, że można już wyłożyć kawę na ławę bez posądzenia o bycie jak Grinch. By być medykiem w tym kraju, trzeba chyba być masochistą. Istnieje jeszcze opcja traktowania pracy jako oryginalnego hobby, ale wymaga to spełnienia dwóch warunków: A ) Trzeba mieć naprawdę spaczony gust B ) Inne źródło utrzymania Jestem lekarzem, więc w tym wpisie oceniam otaczający świat na podstawie mojej grupy zawodowej, ale obraz jest zbieżny chyba dla każdego medyka bez względu na profesję. Wiele sprzeczności tkwi w postrzeganiu lekarzy przez społeczeństwo, a dzisiaj zajmę się rozliczeniem kilku dość powszechnych mitów w świadomości ogółu. Mit 1: Ciepła posadka w budżetówce Bardzo często spotykam się z przeświadczeniem, iż lekarze to pracownicy tak zwanej budżetówki, a co za tym idzie nasza praca jest pewna, a nam przysługuje mnóstwo bonusów. Tak. Większość szpitali jest prowadzona przez samorządy. Tak. Część pracowników ma pensje ustalone ustawowo. Ale nie mamy zagwarantowanych „trzynastek” ani darmowych leków. Spotkałem się wielokrotnie z opinią, że górnicy mają deputaty węgla, a lekarze darmowe leki - może kiedyś tak było (tego nie wiem), ale teraz tak nie jest. Kwestia paczek/premii świątecznych jest mocno zróżnicowana, bo są szpitale, które takie świadczenia przewidują, ale również wiele, w których nie może być o tym mowy. Szpitale jako podmioty samorządowe (lub prywatne, ale o dość licznej załodze) na ogół muszą prowadzić fundusz socjalny, ale ujemne wyniki finansowe często prowadzą do albo dość specyficznej konstrukcji regulaminu lub nieprawidłowości w jego prowadzeniu. W ramach funduszu można starać się o dofinansowanie tylko wczasów i biletów na imprezy kulturalne, ale dyrektor może udzielić decyzji odmownej bez uzasadnienia, a jego decyzja jest ostateczna [sic!]). W tym momencie zajmijmy się wątkiem bezpieczeństwa i stabilności pracy. Wbrew pozorom praca w publicznych podmiotach wcale nie jest gwarantem jej przebiegu lege artis. Nieprawidłowości w zakresie przestrzegania prawa pracy są powszechną zmorą szkoleń specjalizacyjnych. Jakiś czas temu dość głośno było o rezydentce z Białegostoku, którą szpital próbował zmusić do pełnienia dyżurów za stawkę 1zł/h. Bezsprzecznie stawka ta jest horrendalnie niska, ale warto również zauważyć, iż zgodnie z kodeksem pracy niedozwolone jest zawieranie dodatkowych umów cywilno-prawnych na ten sam zakres obowiązków. Wiele szpitali potrąca od pensji okres obowiązkowego odpoczynku po dyżurze (prawo wymaga 11 godzin nieprzerwanego wypoczynku) pomimo iż czas ten jest opłacany ze środków budżetowych. Tuż przed świętami jeden ze szpitali na południu Polski zażądał od nowo przyjętych rezydentów podpisania aneksu do umowy, w którym zobowiążą się do pełnienia wolontariatu w postaci świadczenia usług medycznych na rzecz społeczności lokalnej, jeśli zaistnieje taka konieczność. Oczywiście bez jakiegokolwiek zdefiniowania ów stanu konieczności. Jako wisienkę na torcie chciałbym zaznaczyć istnienie ogromnej presji ze strony kadry zarządzającej, by lekarzy zatrudniać jako podwykonawców, a zatem jako zewnętrzne firmy. Jak to się ma do pracy w urzędzie czy szkole? Mit 2: Kończąc studia zostaje się kardiologiem/neurologiem/chirurgiem… Po ukończeniu studiów lekarz jest dopiero w połowie drogi do zdobycia w/w tytułu. Po 6 latach nauki następuje staż podyplomowy (na którym można ordynować leki pacjentom, ale już nie samemu sobie [sic!]), a następnie żmudny okres specjalizacji. Wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej średni wiek osiągnięcia tytułu specjalisty to blisko 38 lat! Mit 3: Dopiero specjalista leczy, wcześniejszy okres to tylko przyglądanie się Według aktualnego porządku prawnego już stażysta jest uprawniony (po konsultacji w niektórych przypadkach) do badania pacjentów, prowadzenia dokumentacji, wydawania zleceń, wystawiania recept i zaświadczeń czy stwierdzania zgonu. Lekarz po stażu, niezależnie od tego czy rozpocznie proces specjalizacji czy nie, jest pełnoprawnym lekarzem, którego zakres działalności ogranicza jedynie jego własna wiedza i doświadczenie. Mit 4: Lekarze ukrywają przed światem swoje zarobki, ponieważ są kolosalne Duża cześć niechętnie mówi o swoich zarobkach, ale dzieję się tak, ponieważ są one... wstydliwie niskie. Od lat następuje sukcesywna pauperyzacja naszego zawodu, jednak na skutek milczenia wyobrażenia społeczne (osób zarówno niezwiązanych medycyną, jak również tych pracujących w szeroko rozumianej branży) na temat naszych zarobków są wybujałe. Przez 3 miesiące praktyki dostrzegłem, że w moim miejscu pracy nikt nic nie wie o innych! Lekarze myślą ze zarabiają lepiej niż pozostali pracownicy, inni ostro przeszacowują pensje lekarzy, a jedyne co wszystkich łączy to niezadowolenie i frustracja. Kilka razy zdarzyło mi się zabawić w "mini quiz" z pacjentami czy przedstawicielami farmaceutycznymi - za każdym razem moja pensja była przeszacowana 2-3 razy. Kuriozalna była dla mnie sytuacja, w której panie z kadr powiedziały mi: „Wie Pan jak u nas dobrze płacą? - Rezydent to ma tyle co specjalista”. Siatka płac dla starszego asystenta (lekarza specjalisty) przewiduje 3200 zł brutto, a więc prawie tyle ile wynosi wynagrodzenie rezydenta w ciągu 2 pierwszych lat, a mniej niż jego pensja po jednokrotnym wzroście. Zaskakujące było też dla mnie podkreślenie tego „u nas”. Wszak stawki rezydentur są jednakowe dla całego kraju. Od 1 stycznia 2017 lekarze stażyści są najsłabiej zarabiającą grupą zawodową w Polsce. Pensja lekarza stażysty wynosi 2007 zł brutto, a pensja minimalna 2000zł. Wydawałoby się, że poprzednie zdanie jest fałszywe, jednak nie należy zapominać, iż na lekarzu ciąży obowiązek uiszczenia składki członkowskiej do OIL. Stażyści płacą co prawdą preferencyjną składkę w wysokości 10 zł (zamiast 60 zł) jednak jest to kwota na tyle wysoka, iż obniża ona pensję poniżej minimalnej. Według danych GUS dominanta zarobków lekarzy wypada poniżej przeciętnego wynagrodzenia w Polsce, a średnia pensja (dla umowy 1/1 etatu) ciut powyżej przeciętnego wynagrodzenia. Lekarze nie są najsłabiej zarabiającym zawodem, ale stwierdzenie, że zarabiają kilkakrotnie więcej niż przeciętny Polak jest fałszywe. Nowy rok przynosi podwyżki w jednej ze znanych sieci handlowych (meble, wykończenia), gdzie pensja minimalna wyniesie tam nie mniej niż 20 zł brutto za godzinę, a to więcej niż obecna stawka lekarza rezydenta. W niczym nie chcę umniejszać pracowników supermarketu czy centrum meblowego (sam kiedyś pracowałem w podobnym charakterze). Rodzi to pytanie o to, czy warto brać na siebie odpowiedzialność za ludzkie życie, kiedy podobny (lub wyższy) standard egzystencji można zapewnić sobie przez wiele innych zajęć o niższym poziomie ryzyka... Mit 5: Lekarze chcą zarabiać tyle, co na Zachodzie nie bacząc na to, że w Polsce każdy zarabia słabo Takie stwierdzenia pojawiają się bardzo często w reakcji na obecne działania kadr medycznych (dwie wielkie manifestacje, przygotowanie obywatelskiego projektu ustawy). Nie jest to jednak prawda. Postulowany przez lekarzy wskaźnik 2 i 3 średnich krajowych po pierwsze nie jest postulatem nowym (jest to postulat NRL z 2006 roku, kiedy to jej prezesem był obecny minister Konstanty Radziwiłł), a po drugie poziom ten jest zbliżony do proporcji jakie występują w innych państwach regionu. Od kilku lat czescy lekarze specjaliści mają ustawową gwarancję, iż ich pensja nie może być niższa od poziomu 3 średnich (a od stycznia 2017 planowana jest podwyżka o 10%). Słowaccy lekarze również mają ustawowe gwarancje. Wielu Polaków wyemigrowało do Wielkiej Brytanii, wielu założyło tam rodziny, otworzyło firmy, system prawny jest uznawany za prosty i przyjazny. Polscy lekarze nie żądają zarobków równych tym jakie otrzymaliby na wyspach. Postulują jedynie podobną proporcję do zarobków przeciętnych. Według danych statystycznych średnia pensja w UK wynosi około 2300 funtów miesięcznie. NHS podaje, że podstawowa pensja dla specjalisty wynosi pomiędzy 76 a 102,5 tysięcy funtów rocznie. Przyjmijmy do obliczeń dolną kwotę 76 tysięcy: to około 6333 funtów miesięcznie a wiec pensja 2,75 razy więcej niż przeciętna. Myślę że na dziś już wystarczy, za jakiś czas postaram się odnieść do kilku innych powszechnych, aczkolwiek błędnych przeświadczeń. Mówi się że „u sąsiada trawa zawsze jest bardziej zielona”. Ja tym wpisem starałem się obnażyć kilka mankamentów „mojego trawnika” byście mogli ocenić jego prawdziwą barwę. Z chęcią odpowiem na Wasze pytania - piszcie je w komentarzach... Na zakończenie życzę Wam wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku 2017. Lek. Mateusz Latek
  8. Dziś już wiadomo, że Manifestacja PZM z 24.09.2016 wywarła realny wpływ na pewne polityczne decyzje. Jak bardzo odległe będą to skutki - przyszłość pozostaje niewiadomą. Pewnie wiele osób się ze mną zgodzi, że jednym z największych sukcesów tego wydarzenia, jak i trwającej od wielu miesięcy kampanii informacyjnej jest wzrost społecznej świadomości na temat realiów funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce. Na niespotykaną dotąd skalę ogólnopolskie i lokalne media analizują i relacjonują postulaty środowisk medycznych, a do opinii publicznej w końcu przebija się przekaz, że tylko dobrze opłacana i sprawnie funkcjonująca opieka zdrowotna może zagwarantować bezpieczeństwo dla pacjentów. Drodzy Medycy - przejęliśmy media w tym dniu i co do tego wątpliwości być nie może! Zachęcamy do obejrzenia drugiej części naszej fotorelacji. Tym razem przedstawiamy kulisy przygotowań do marszu. Manifestacja PZM "od zaplecza". FOTORELACJA Ratownicy medyczni na placu Zamkowym Manifestacja umożliwiła wyjście z cienia wielu środowiskom związkowym, które do tej pory nie miały siły przebicia... Tak, chodzi o Nysę z Opolszczyzny! Przybyliście z całej Polski! Dobra organizacja = dobra manifestacja! Młode twarze i charakterystyczne PR wplecione w stetoskop - było Was naprawdę wiele, Młodzi Lekarze! Katarzyna Pikulska nie traci werwy i głosu od początku do samego końca! Warszawska Starówka, polska młodzieżówka... Z humorem, dystansem, ale o poważnych sprawach... Codzienne dylematy młodych lekarzy... Jest w nas wiele nadziei i entuzjazmu. Nie wyjedziemy za granicę, jeśli stworzycie nam warunki do pracy i rozwoju! Nic nie jest za darmo. Karma też! Warszawa jest nasza - wszystkie zawody medyczne! To nie hamletyzowanie! Nikt nas nie podzieli! Tekst: Mateusz Malik. Autorzy zdjęć: Kinga Antos-Latek i Mateusz Latek
  9. W manifestacji Porozumienia Zawodów Medycznych 24 września 2016 w Warszawie licznie wzięli udział przedstawiciele medycznych związków zawodowych oraz wszystkich zawodów związanych z medycyną (pielęgniarki, położne, technicy medyczni, ratownicy medyczni, diagności medyczni, fizjoterapeuci, technicy radiologiczni, lekarze specjaliści, lekarze rezydenci, lekarze stażyści, studenci). Kolorowy orszak białych fartuchów, pomarańczowych ratowniczych kurtek, niebieskich zabiegowych bluz przyciągał wzrok warszawiaków i odznaczał się na tle miejskich murów. Marsz rozpoczął się pod Kolumną Zygmunta, przebył Trakt Królewski i mijając Prudentiala oraz PKiN dotarł do placu Konstytucji. Tam wystąpienia mieli zarówno reprezentanci wszystkich grup zawodowych, jak i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który jak niespodziewanie się pojawił, tak też po angielsku zszedł ze sceny. "Wszyscy medycy są na ulicy", by zwrócić uwagę społeczeństwa i polityków na palące problemy służby zdrowia i aby skłonić Rząd do szybkiego wzrostu państwowych nakładów na ochronę zdrowia. Czy premier Beata Szydło usłyszy coraz głośniejszy głos środowiska medycznego i włączy "Program Zdrowie+" do harmonogramu prac? Czas pokaże... FOTORELACJA Początek Manifestacji na Krakowskim Przedmieściu Czas na ZDROWIE + "Żył z pasji do ratowania innych" - siebie nie uratował... Pochód rozciągał się na całą ulicę... "Powołaniem się nie najesz" "Wszyscy medycy są na ulicy" "Wyzysk rakiem ochrony zdrowia!" Mogliśmy liczyć na ochronę policji - dziękujemy! "System zmusza mnie, bym zoperował Twoje biodro za 12 lat" - lekarz ortopeda "Kolejka poniża pacjenta" Lekarze powinni zarabiać dobrze, jeżeli chodzi o młodych, a bardzo dobrze, jeżeli chodzi o tych doświadczonych - Jarosławie Kaczyński, Pamiętamy! Przejście przed siedzibą Ministerstwa Finansów - to między innymi tu muszą zapaść kluczowe decyzje! Służba zdrowia zrujnowana jak budynek Prudential... Czas na odbudowę! "Jeszcze Polska nie zginęła póki my leczymy!" "Nie zabierajcie czasu pacjenta biurokracją!" Pałac Kultury i Nauki nigdy nie widział jeszcze tylu medyków w jednym miejscu... Polska - Europejski kraj, a medyczny trzeci świat... "Zdrowie Polaka w cenie BigMaca!?" "Nie zmuszajcie nas do palenia opon!" Medycy RAZEM na ul. Marszałkowskiej "Wszyscy medycy są na ulicy" - a jesienne słońce nam przyświeca "Polko! Kto odbierze Twój poród jak wyjedziemy?" Scena na placu Konstytucji "Biała manifestacja" w Warszawie - czy politycy zachęcą tych młodych, uśmiechniętych ludzi do pozostania w Polsce? Autor zdjęć: Mateusz Malik, lekarz
  10. Wywiad z Damianem Pateckim

    O życiu lekarza w pracy i po pracy, realiach polskiego systemu opieki zdrowotnej, buncie młodych lekarzy i nadchodzącej demonstracji Porozumienia Zawodów Medycznych - o "medycynie i życiu" naszemu portalowi opowiedział lekarz Damian Patecki, charyzmatyczny przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Mateusz Malik: damianmowi.pl - skąd idea bloga o dość przewrotnej nazwie? Lekarz Damian Patecki: Strona Bartosz Mówi mnie zainspirowała, poza tym lubię pisać. Mam nadzieję, że moja twórczość jest atrakcyjna dla czytelników. Lektura. Piszesz na swoim blogu o wartości czytania. Kto czyta, nie błądzi i zajdzie wysoko... Odwołujesz się do kilku pozycji, które są obowiązkowe dla każdego, kto myśli o karierze politycznej lub publicznej w ogóle. Które (powiedzmy 5) książek uważasz za kluczowe i polecasz? To się cały czas zmienia. Na teraz: "Przebudzenie" Anthony de Mello "Kapitał w XXI wieku" Thomas Piketty "Fantomowe Ciało Króla" Jan Sowa "Inna Rzeczpospolita jest możliwa" Jan Sowa "Prześniona Rewolucja" Andrzej Leder Stałeś się dla współczesnego pokolenia młodych lekarzy swego rodzaju znakiem sprzeciwu. Uosobieniem idei, że można postawić na swoim, nie ugiąć się, zawalczyć, rozpocząć konstrukcję zamiast ciągłej dekonstrukcji. Jak się czujesz w tej roli? Nie analizuję tego, nie czuję się w ten sposób. Po manifestacji planuję odpocząć i już nie mogę się doczekać. Mam świetny zespół, co sprawia, że moja rola polega raczej na byciu arbitrem, wyznaczaniu pewnej wizji i kierunku działania. Czasem nierealne z pozoru marzenia warto wyartykułować. Minie 15 lat i my, obecni trzydziestolatkowie zaczniemy dobiegać pięćdziesiątki. Obecni rezydenci będą ordynatorami, młodsi asystenci doktorami hab, a niejeden z nas stanie się dyrektorem placówki medycznej czy politykiem. Co zrobisz, gdy dostaniesz od ówczesnego premiera propozycję przyjęcia teki ministra? Zgodzę się, zaproponuję śmiały plan reform i podam się do dymisji, jeśli moje założenia nie będą miały szans na realizację. Chciałbym zapoczątkować taką tradycję, że brak możliwości na efektywne działanie sprawia, że rezygnujesz. Boję się tylko, że teraz kiedy publicznie zdradziłem swój plan to nikt nie zaproponuje mi tej posady (śmiech). Problem jest taki, że niespecjalnie lubię politykę, to taka gra, gdzie nie liczą się wartości takie jakie wyznaję, jak lojalność czy uczciwość. Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że apolityczny i bezpartyjny fachowiec może cokolwiek zmienić na polskim podwórku? Nie może nic zmienić. Do przeprowadzenia zmian jest potrzebne albo poparcie właściwych, decyzyjnych ludzi albo bardzo duże wzmożenie nastrojów społecznych. Zawód - lekarz. Chciałbym poznać twoja opinię na temat optymalnego systemu opieki zdrowotnej. Czy bliższy jest Ci model szwedzki (zero praktyki prywatnej, potencjał lekarza wykorzystuje państwo dla dobra obywateli) czy amerykański (ubezpiecz się i przeżyj, liczyć możesz praktycznie tylko na siebie: i jako pacjent, i jako lekarz)? Za najlepszy na świecie jest uznawany system holenderski, gdzie są ubezpieczyciele którzy ze sobą konkurują. Amerykański system jest nieefektywny finansowo, ale lekarze dużo zarabiają. W Szwecji lekarzom też się dobrze żyje, ale co jest bardziej istotne, kiedy zachorujesz, to nie grozi ci bankructwo. Jak uważasz? Czy obecny młody lekarz powinien sobie zaplanować drogę swojej kariery zawodowej, rozpisać plan rozwoju, postawić przed sobą cele i realizować je niczym Frank Underwood? A może lepiej dać się ponieść nieprzewidywalnym wiatrom kariery, a tym samym przeżyć mniej rozczarowań i „zawodowych zawodów”? Nie wiem, warto być dobrym dla pacjentów i współpracowników. Inaczej to wszystko nie ma sensu. Lekarze jeśli aspirują do bycia elitą społeczną powinni kierować się przede wszystkim światem wartości. Czy w którymś momencie poważnie myślałeś o emigracji? Dokąd? Od czasu do czasu myślę. Południe Europy, mówię biegle po hiszpańsku, uczę się francuskiego. Mam nadzieję, że uda nam się coś osiągnąć i że nie będę musiał emigrować. Co jest dla Ciebie celem nadrzędnym? To znaczy: wyobraźmy sobie sytuację, gdy sprawy pracownicze i płacowe w służbie zdrowia zostaną sensownie uregulowane i uda się rozwiązać najbardziej palące problemy. O co wtedy będzie walczył Damian Patecki? Nie będę o nic walczyć, tylko będę sobie spokojnie żył. Czy był ktoś, kto nadał szczególny smak Twojej zawodowej ścieżce? Spotkanie z kim traktujesz jako ważne z perspektywy Twojej kariery medycznej? Kilku lekarzy zarówno w mojej obecnej pracy jak i poprzednich. Miałem dużo szczęścia pod tym kątem i mogłem się bardzo dużo nauczyć od starszych koleżanek i kolegów. Na studiach mądry nauczyciel, laryngolog, doktor Maciej Przestalski powiedział nam (studentom wówczas), że musimy koniecznie znaleźć sobie jakieś zajęcie poza pracą zawodową, bo w przeciwnym razie będziemy pić, ćpać albo jedno i drugie. Gdzie jest Twój wentyl bezpieczeństwa? Lubię sport, biegam, gram w piłkę, jeżdżę na rowerze i na rolkach, gram w piłkę, chodzę na siłownię. I na koniec: Co powiesz tragikomicznym bohaterom <<magazynu porażka>>? "Zawiodło was wstrętne państwo" czy "Jesteście sami sobie winni, widziały gały, co studiowały” Ani jedno ani drugie, Wasze życie jest w Waszych rękach, rzeczywistość można zmienić, choć jest to trudne zadanie. Bardzo dziękuję za wywiad, za cenny lekarski czas. *** Rozmawiał: Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: politykazdrowotna.com, zdjęcia prywatne dzięki uprzejmości Damiana Pateckiego i FB Porozumienia Rezydentów
  11. Rozmowa MedFor.me z prof. dr hab. Tomaszem Stomporem, specjalistą chorób wewnętrznych, nefrologii, hipertensjologii i transplantologii klinicznej, prodziekanem ds. nauki Wydziału Nauk Medycznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, ordynatorem Oddziału Klinicznego Nefrologicznego, Hipertensjologii i Chorób Wewnętrznych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie, a prywatnie biegaczem-amatorem i wokalistą zespołu rockowego "The Painkillers". Mateusz Malik: Pozwolę sobie rozpocząć od tematu elektryzującego w ostatnim czasie środowisko lekarzy w trakcie specjalizacji. Trwa kolejna batalia o uczciwe zasady szkolenia specjalizacyjnego oraz płacę adekwatną do nakładu pracy i odpowiedzialności. Młodzi lekarze zrzeszeni w Porozumieniu Rezydentów na różnych szczeblach (izby lekarskie, parlamentarzyści, media) informują społeczeństwo i decydentów o charakterze i znaczeniu swojej pracy. Zatrudnia Pan profesor rezydentów w i widzi ich codzienną pracę. Czy pensja niecałe 2500 zł na rękę miesięcznie na pierwszym roku specjalizacji jest według Pana adekwatna do tego, co robią? Prof. Tomasz Stompór: Wydaje mi się, że dysproporcja jest znaczna między tym, co zarabiają rezydenci w porównaniu ze specjalistami. O ile znam stawki godzinowe na kontrakcie to są kwoty rzędu 8-10 tysięcy, więc rzeczywiście ten skok jest istotny. Odpowiedź jednak według mnie nie jest jednoznaczna. Wydaje mi się, że to nie jest adekwatne do stopnia obciążenia obowiązkami, jeżeli porówna się to z lekarzami specjalistami, bo rezydenci pracują co najmniej tyle, a może nawet więcej. Zastanawiam się natomiast nad tym, czy nie jest to poniekąd cena szkolenia. Mam na myśli to, że zdobycie środków budżetowych na podwyżki mogłoby się odbyć kosztem dostępności miejsc rezydenckich. Zatem z zasady uważam, że nie są to adekwatne stawki, z drugiej strony: jeśli weźmiemy pod uwagę perspektywę wzrostu dochodu po uzyskaniu specjalizacji (zakładając, że każdy znajdzie zatrudnienie), tudzież jeśli kwota rzędu 2,5-3 tysiące na rękę to jest poziom do którego mnóstwo profesjonalistów z wyższym wykształceniem dochodzi po 15-20 latach pracy (np. nauczyciele, urzędnicy magistratów) to w tym kontekście nie są to też pieniądze… niegodne. Lekarz rezydent na dość wczesnym etapie pracy ma też możliwość dorabiania… Zachęcałby Pan swoich rezydentów do zdecydowanej walki w Ministerstwie Zdrowia o półtorej lub dwie średnie krajowe? A może powinni brać więcej dyżurów, nocek na SOR-ze czy Nocnej pomocy lekarskiej... Gdyby było możliwe, aby podwyższyć pensje rezydenckie bez szkody dla dostępności rezydentur, to jestem za. Moja droga życiowa ułożyła się tak, że na pewnym etapie świadomie zrezygnowałem z dorabiania. Dyżurowałem, ale wyłącznie w podstawowym miejscu pracy plus miałem też obowiązkowe dyżury w pogotowiu, z czego akurat ja, w przeciwieństwie do chyba 90% innych szkolących się (śmiech), się wywiązywałem. Ale zrezygnowałem z dodatkowych zyskownych zajęć, aby skupić się na zawodowym rozwoju. Zawsze tak jest: coś za coś. Szczerze mówiąc dopiero jako ordynator i szef kliniki zacząłem lepiej zarabiać; w dużych ośrodkach akademickich nie zarabia się dużo. Szpitale kliniczne dają szanse na szkolenie, ale z tym też różnie bywa. Na marginesie dostrzegam (co potwierdzi jedna z moich rezydentek, absolwentka CMUJ tak jak ja), że rozwój i kształcenie w mniejszym ośrodku na poziomie Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie są bardziej dynamiczne i wielowątkowe. Bardzo ważne jest też to, aby rezydenci mieli poczucie samodzielności w tym, co robią. Choć i w tym trzeba zachować umiar… Kwestia zaufania… Otóż to. Ufam moim rezydentom, nakładając na nich różnorodne ambitne obowiązki, ale wiedząc też, że jeśli staną przed dylematem, którego nie będą w stanie sami rozwiązać to zapytają starszego (swojego bezpośredniego opiekuna czy mnie). Warto podkreślić też inny problem, który wiąże się z kształceniem lekarzy w Polsce: inwestycja państwa w kapitał ludzki często całkiem chybiona, gdy młodzi po studiach wyemigrują. Dostępność miejsc rezydenckich jest przyzwoita i wciąż rośnie, ale pozostaje ogromny rozdźwięk między zarobkami w Polsce i zagranicą. Przed lekarzem świeżo po studniach pojawia się dylemat: Mam tę rezydenturę w Polsce, ale nie będę tracił 6-7 lat życia i wolę wyjechać tu czy tam, gdzie dostanę zarówno wyższą stawkę, jak i nieporównanie bardziej przyjazne warunki pracy. Trudno oskarżać młodego człowieka o brak patriotyzmu, gdy ma do wykarmienia rodzinę… Działa tu oczywiście mechanizm rynkowy. Jeśli nie zapłacimy rezydentom dostatecznie dużo to oni poszukają pracy nie tylko w innym miejscu w Polsce, lecz po prostu zagranicą. To jest ważny argument, który należy brać pod uwagę. Panie Profesorze, jest Pan zarówno wykładowcą akademickim, jak i naukowcem i praktykującym klinicystą. Jak ocenia Pan stan Polskiej szeroko pojętej medycyny na tle Europy? Gdzie jesteśmy? W czym przodujemy, a w czym grzejemy tyły? Mam wrażenie, a najłatwiej mi patrzeć ze swojej perspektywy - nefrologii, diabetologii, chorób wewnętrznych, nadciśnienia tętniczego, że jesteśmy (wbrew temu co się utarło i co należy wręcz do dobrego tonu, aby krytykować) w niezłej sytuacji jeśli chodzi o (niech mi wolno będzie użyć takiego określenia) „wystandaryzowaną medycynę populacyjną”. Choć niektórzy młodzi koledzy mi zarzucają, że patrzę z pozycji ordynatora i lekarza dużego szpitala, w którym praktycznie wszystko można, więc nie znam „prawdziwego życia”. W leczeniu chorób przewlekłych stosujemy w zasadzie większość tych terapii, które ma do dyspozycji Europa. W nefrologii czy nadciśnieniu tętniczym tych różnic praktycznie nie ma. Pewne terapie są jeszcze niedostępne dla naszych pacjentów, natomiast jeśli by się dobrze zastanowić przez pryzmat Evidence Based Medicine to wyjątkowa przewaga wielu najnowszych leków nad tymi dostępnymi i refundowanymi nie jest taka jednoznaczna. Zapewne jednak istnieją specjalizacje, w których brak dostępności najnowocześniejszych leków i terapii daje się we znaki (na przykład onkologia, hematologia)… Nefrologia. To dziedzina, którą trudno zaszufladkować. Nie bez kozery specjalizacje doktora House'a to nefrologia i choroby zakaźne. Pogorszenie funkcji nerek może być zarówno przyczyną, jak i objawem, maską chorób układowych. Przez Oddział Kliniczny, któremu Pan szefuje przewija się wielu pacjentów. Co Pana zaciekawiło w tej dziedzinie interny? Życiem zawsze trochę rządzą przypadki, bo gdy zdałem egzamin z chorób wewnętrznych bodaj na piątym roku stwierdziłem, że warto zachować kontakt z interną i dopiero wtedy zaangażowałem się w działalność studenckiego koła naukowego nefrologii - była to już końcówka studiów. Nefrologia jest taką dziedziną która rzeczywiście integruje choroby wewnętrzne, w tym sensie, że - tak, jak Pan powiedział - dysfunkcja nerek to przyczyna wielu problemów, ale również skutek chorób pozanerkowych. Poza tym dziedzina ta ma też tę część, nazwijmy ją zabiegową związaną z dużym stopniem usprzętowienia (mam tu na myśli różne terapie nerkozastępcze) i sama hemodializa od strony technicznej to niesamowicie zaawansowana procedura wykonywana z zachowaniem wyjątkowej staranności o bezpieczeństwo krążenia pozaustrojowego. Do tego dochodzi też oczyszczanie krwi u pacjentów w stanie krytycznym, wszystkie terapie ciągłe tj. plazmaferezy, ogromny i fascynujący obszar chorób autoimmunologicznych i transplantacji. Wydaje się, że transplantacja nerek to swego rodzaju ukoronowanie wiedzy nefrologicznej, chirurgii, immunologii i szeroko rozumianych chorób wewnętrznych. Dopiero tu zrobiłem specjalizację z transplantologii i staliśmy się z prof. Rowińskim „ojcami założycielami” olsztyńskiej transplantologii. To jest fascynująca wiedza. U naszym ośrodku efekt skali może jeszcze nie zaistniał, ale 30 nerek przeszczepianych w ciągu roku to już jest powód do dumy. Pozwolę sobie na pytanie osobiste dotyczące emigracji za pracą - z dużego miasta do mniejszego. Nie każdy ma odwagę zdecydować się na taki krok. To nie tylko miejsce pobytu, ale rewolucyjna zmiana w życiu. Pan Profesor zostawił Kraków, by budować akademicką, nowoczesną medycynę w Olsztynie. Jakie są z perspektywy czasu największa zaleta i największa wada takiej decyzji. Powiem najpierw o motywach. Unikając nadmiernej ambicji, na jakimś etapie naukowiec chce się usamodzielnić i zacząć pracę na własny rachunek. Znam przypadki profesorów, którzy obejmowali kierownictwo katedr czy klinik uniwersyteckich w Krakowie osiągając wiek na przykład 64 czy 67 lat, czyli na chwilę przed emeryturą. W tym sensie duże ośrodki nie ułatwiają samodzielności i dlatego wyzwanie polegające na pracy na swoim w sensie akademickim i lekarskim, zarządzanie zespołem i fakt, że buduje się tu nowy wydział lekarski - to były moje motywy. Jeśli natomiast miałbym wymienić zaletę numer jeden… Jest taka specyfika szpitala uniwersyteckiego w Krakowie, gdzie osoby pracujące szczycą się ponad dwustuletnimi budynkami o bardzo finezyjnej architekturze, które zajmują ulicę Kopernika na długości ok. 1,5 kilometra. Jeśli więc zimą, w środku nocy jest potrzebny pilnie anestezjolog, który dyżuruje w budynku na drugim końcu ulicy, to najpierw odśnieża auto, a następnie jedzie na konsultację na nefrologię. W związku z tym dla mnie chyba największym przełomem było zafunkcjonowanie w strukturach szpitala, który ma w jednym budynku wszystkie niemal specjalności i oddziały, a zatem nigdy nie zostaje się samemu z problemem. Mamy tu na miejscu doświadczonego lekarza radiologa ze wszystkimi możliwymi technikami obrazowania, mamy chirurgów, kardiologów interwencyjnych, świetnie wyposażoną anestezjologię. Tego się nie da przecenić. A wada? Z mojej perspektywy nie widzę istotnych wad. Namieszkałem się w tym wielkim mieście, w którym komfort życia nie jest wcale najwyższy. Wiadomo - zawsze podnosi się dyżurny temat uczestnictwa w kulturze wysokiej, ale czy ja rzeczywiście miałem z tego bezpośrednie korzyści, mieszkając w Krakowie… wątpię (śmiech). To, co tutaj odbieram jako wadę jeśli chodzi o działalność zawodową, to fakt, że w wymiarze miasta czy województwa brakuje zintegrowanej polityki zdrowotnej. Medycyna jest działalnością konkurencyjną, ale nie może też być w tej branży całkowicie wolnej konkurencji i należy z szerszej perspektywy dostrzegać potrzeby zdrowotne i bardziej je planować. Nie powinno być tak, że jeśli każdemu dyrektorowi, któremu zamarzy się opłacalna procedura nie zważając na to, czy to w województwie ma sens czy nie, może otworzyć oddział pomimo, że realnie na tego rodzaju działalność nie ma już miejsca. Brakuje mi tu zatem takiej globalnej integracji działalności medycznej. Ale podkreślam, że nie mam pełnej wiedzy czy to jest tutejsza specyfika czy jest tak wszędzie. Jest Pan jednym z "akuszerów" Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego. Obecnie w powijakach są podobne wydziały w Rzeszowie czy Kielcach. Co by Pan powiedział tym, którzy od podstaw tworzą ośrodki kształcące przyszłych lekarzy? Myślę, że moja sytuacja jest o tyle specyficzna, że przeniosłem się do Olsztyna na stałe, a tutejsza kadra profesorska oparta jest przynajmniej w części na osobach, które pracują gdzie indziej i dojeżdżają na zajęcia dydaktyczne. Mam sygnały, że także na przykład w Rzeszowie czy Kielcach kadra jest tworzona w oparciu o takie osoby. I na początek się to sprawdza, później jednak powinno się tworzyć bardziej stabilną kadrę. Tymczasem wciąż na niektóre atrakcyjne, moim zdaniem, stanowiska kierowników katedr teoretycznych czy klinicznych nie można znaleźć przysłowiowego „młodego docenta”. Brakuje postawy: „Szukam własnej szansy, jestem młodym, samodzielnym (w pełnym tego słowa znaczeniu) pracownikiem naukowym”. I to jest pewna słabość nowych wydziałów. W jakiejś mierze stają się miejscem dla weteranów, którzy chcą gdzieś dorobić, a nie szansą dla młodych… I na koniec: Czy bogate zainteresowania takie jak muzyka (gra w zespole rockowym) czy sport w pracy zawodowej bardziej pomagają czy przeszkadzają? Uważam, że zdecydowanie pomagają. Tego typu zainteresowania wymuszają, aby znaleźć na to czas - i to już jest pozytywny skutek: by nie dać się całkiem zamknąć w obowiązkach zawodowych. Dbam o to, aby na różne zajęcia ruchowe znajdować czas bardzo systematycznie. Natomiast jeśli chodzi o muzykę to sprawa się komplikuje, bo trzeba pomnożyć problem razy cztery: zintegrować harmonogram czterech indywidualistów - też się udaje, choć nie jest to proste. Ale uważam, że niesłychanie ważne. Dla mnie te aktywności to jest także ogromy bonus związany z przeprowadzką, bo akurat w Krakowie sam region nie zachęca na przykład do biegania - wymaga to dłuższej jazdy samochodem za miasto. Olsztyn pod tym względem jest zupełnie inny, a ludzie są tu wyjątkowo otwarci i nastawieni na rekreację i życie towarzyskie. Przyznam, że nie znam drugiego miejsca, gdzie byłoby tyle chórów i zespołów muzycznych prowadzonych przez lekarzy. Genius loci? Rozmawiał lek. Mateusz Malik
  12. Sobotnia manifestacja zorganizowana w Warszawie przez młodych lekarzy z Porozumienia Rezydentów OZZL zakończyła się dużym sukcesem. Liczbę uczestników szacuje się na ok. 5 tysięcy, a "biały marsz" przyciągał uwagę przechodniów i mediów. Dotarcie z kluczowymi postulatami do opinii publicznej było i jest jednym z najważniejszych zadań i założeń lekarzy, którzy najlepiej zdają sobie sprawę, że ich jakość ich kształcenia i wartość pracy wprost przekłada się na jakość opieki nad polskimi pacjentami. Relację z wydarzenia przekazały wszystkie najważniejsze ogólnopolskie stacje telewizyjne m.in. w wieczornych serwisach informacyjnych. O postulatach przeczytamy też w serwisach wiodących gazet. Przedstawiamy najciekawsze z nich: Warszawiacy obecni na trasie przemarszu reagowali pozytywnie, rośnie też ilość głosów poparcia w internecie, jak inicjatywa Popieramy Młodych Lekarzy na Facebooku. Gratulujemy i dalej trzymamy kciuki. Dziękujemy za Waszą obecność! Redakcja MedFor.me
  13. Publikujemy artykuł lekarzy Jarosława Bilińskiego i Łukasza Jankowskiego, w którym opisują szczegóły rozmów z przedstawicielem Ministerstwa Zdrowia, na które zaproszono przedstawicieli młodych lekarzy. Pokazuje on, że wyczerpał się potencjał rzeczowych negocjacji, akcji społecznych i demokratycznego nacisku na władzę. Zdrowie polskich Pacjentów jest zbyt ważną sprawą, by lekarze rezydenci przyjęli bez reakcji kompromitujące zachowanie decydentów. Być może jedynym sposobem na nagłośnienie postulatów środowiska młodych lekarzy jest wyjście na ulicę. Manifestacja Porozumienia Rezydentów OZZL, na którą serdecznie zapraszamy wszystkich, którym leży na sercu przyszlość polskiej ochrony zdrowia, odbędzie się w sobotę, 18 czerwca 2016. Przemarsz wyruszy o godz. 14.00 spod siedziby Ministerstwa Zdrowia (ul. Miodowa 15, Warszawa). Mateusz Malik, lekarz
  14. Czas nieubłaganie płynie, a medyczna rzeczywistość wciąż jest pogrążona w szarości. Nie tak dawno pisaliśmy (tu), że lekarze rezydenci słusznie walczący o poprawę swojego bytu mogą liczyć jedynie na cięcia płac, a zmian w jakości szkolenia można się spodziewać w bliżej nieokreślonej przyszłości. Porozumienie Rezydentów OZZL, zrzeszające blisko 17 tysięcy członków wykonało w ciągu ostatniego półrocza tytaniczną, pod względem intensywności pracę, ale też przełomową: w przestrzeni publicznej nie było dotąd żadnej grupy zawodowej, która działała w pełni merytorycznie i w oparciu jedynie reguły demokracji. Jak czytamy w najnowszym komunikacie prasowym: W ramach akcji #ReceptaJestProsta do Pana Prezydenta, Pani Premier oraz Ministra Zdrowia trafiło tysiące gotowych do realizacji recept na poprawę sytuacji w ochronie zdrowia (patrz niżej). Nadszedł jednak czas by dokonać analizy obranego kursu Pani Premier dnia 11 maja bieżącego roku w swojej przemowie podsumowującej dokonania poprzedniej koalicji powiedziała znamienne słowa: Lekarze pragną wiec powiedzieć „Sprawdzam” i zapytać, jakie kroki zostały podjęte celem realizacji następujących słów zawartych w expose obecnej Pani Premier: Nie bez znaczenia są również wypowiedzi Premiera Jarosława Kaczyńskiego (jako prezesa partii, która tworzy większościowy rząd) odnoszące się do wynagrodzeń lekarzy. W 2013 r. na spotkaniu w Turku powiedział on: Porozumieniu Rezydentów OZZL nie udało się uzyskać zaproszenia od Pani Premier, dlatego postanowiono skrócić ten fizyczny dystans i zorganizować przemarsz pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Jeśli zależy Ci na polskiej ochronie zdrowia, cenisz prawdomówność oraz chcesz powiedzieć stanowcze „nie" wyzyskowi pracowników, przyłącz się do Manifestacji Porozumienia Rezydentów OZZL.
  15. Ekskluzywna rozmowa MedFor.me z doktorem Markiem Zabłockim, specjalistą chorób wewnętrznych i diabetologii, prezesem Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej, koordynatorem Oddziału Wewnętrznego Miejskiego Szpitala Zespolonego w Olsztynie. Mateusz Malik: Panie Doktorze! W ostatnich miesiącach głośno jest o młodych lekarzach i ich batalii o poprawę warunków pracy. W akcję aktywnie zaangażowani są m. in. przedstawiciele Komisji Młodych Lekarzy przy Izbach. W jaki sposób WMIL może wesprzeć ich w walce o godziwe zarobki i przyjazne warunki kształcenia? Marek Zabłocki: Bardzo się cieszę, że aktywność młodych lekarzy jest tak duża i że jest zauważalna na forum samorządu - w NRL, ale również w naszym regionie. Jeśli chodzi o postawę samorządu związaną z postulatami najmłodszej grupy członków, to zawsze byliśmy rzecznikiem młodych lekarzy i wsparciem w rozwiązywaniu ich problemów. W związku z tym także na poziomie regionalnym takie działania mają miejsce i to na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie ogólnej, to jest próbie zmian systemowych, czego najlepszym przykładem są ostatnio przyjęte apele Okręgowego Zjazdu Lekarzy WMIL, gdzie poparliśmy postulaty złożone przez naszą Komisję Młodych Lekarzy dotyczące przede wszystkim uregulowania dyżurów rezydenckich, ale również całościowego uporządkowania zagadnień prawnych dotyczących lekarzy rezydentów. To jest ta płaszczyzna szersza. Tym drugim polem działania jest pomoc w pojedynczych, indywidualnych zdarzeniach. Często ja, jako prezes czy inni przedstawiciele Prezydium Okręgowej Izby Lekarskiej w konkretnym miejscu, konkretnym szpitalu reprezentujemy młodych i pomagamy im walczyć o swoje prawa. Przykład z ostatniego czasu: Jesteśmy teraz w sporze sądowym w Sądzie Pracy, gdzie nasz prawnik reprezentuje dwójkę rezydentów, którzy zostali niezgodnie z prawem zwolnieni z pracy w trakcie rezydentury z powodu nieprzyjęcia nakazu wykorzystania urlopu w danym okresie. Staramy się również uczulać osoby zarządzające szpitalami, by warunki pracy w tych zakładach opieki zdrowotnej były przyjazne dla młodych ludzi i by młody człowiek nie był traktowany jak przysłowiowy „zapchajdziura” czyli kierowany w miejsce, gdzie w danej chwili nikt inny nie może pracować. Różnie bywa ze skutecznością tych działań, ale staramy się pomagać. Uprzedził Pan doktor moje kolejne pytanie. Izba lekarska ma dla swoich członków ofertę edukacyjną, socjalną, kulturalną, sportową czy prawną. O tę ostatnią chciałem zapytać. Istotnie wzrasta liczba pozwów przeciw lekarzom. Jak wygląda dostęp do pomocy prawnej w Izbie? Czy każdy lekarz może liczyć na korporacyjne wsparcie merytoryczne, ale też pomoc adwokata w przypadku sprawy dotyczącej odpowiedzialności cywilnej czy karnej? Zdecydowanie tak. Nasze biuro prawne jest otwarte codziennie dla wszystkich lekarzy, ale w szczególności dla lekarzy z mniejszym stażem zatrudnienia, ponieważ to oni są często łapani w „pułapki” prawne, gdy podejmują się pewnych działań nie do końca może świadomi konsekwencji prawnych. Im zawsze nasi radcowie służą pomocą i często dzieje się tak, że zapobiegamy ewentualnym przykrym konsekwencjom. Natomiast bywa różnie jeśli chodzi o pomoc w indywidualnych procesach, czyli reprezentowanie interesów danego lekarza w sądzie (tak zwane zastępstwo procesowe). Tu na pomoc można liczyć w zależności od tego, z jakim przypadkiem mamy do czynienia, czyli nie zawsze. Jeśli są to procesy karne z powództwa cywilnego zawsze służymy opinią prawną, ale zwykle lekarz w takiej sytuacji jako swego obrońcę wybiera osobę, z którą zna się bliżej, z którą już współpracował. Wszyscy byliśmy lub jesteśmy młodymi lekarzami. Łączy nas wyjątkowy czas zdobywania specjalizacyjnych szlifów, doświadczeń klinicznych, pierwszych dyżurów, terapeutycznych sukcesów i porażek, trudnych egzaminów i konfrontacji marzeń z rzeczywistością... Jak wspomina Pan Doktor swój okres specjalizacji? O! (śmiech) Bardzo dobrze wspominam. Tak jest z naszą naturą, że wyrzucamy te rzeczy, które były nienajlepsze, a zawsze takie bywają. Początek pracy zawodowej to rzucenie na głęboką wodę. Oczywiście, nie było jeszcze takich zagrożeń prawnych, takiego stosu dokumentów do wypełniania, gdy zaczynałem pracę w 1988 roku. Mimo wszystko dobrze wspominam tamte czasy. Może właśnie sam fakt bycia młodym tak pozytywnie się kojarzy, no bo wtedy byliśmy beztroscy i szczęśliwi. I parę rzeczy, które utrudniały życie mało się pamięta. Natomiast jeśli miałbym wskazać największy problem z tamtych lat, to chyba jednak ten sam, co teraz, czyli przepracowanie. Dysproporcja między możliwością zarabiania godziwych pieniędzy w jednym miejscy pracy a koniecznością utrzymania rodziny. Każdy z nas miał po 2-3 różne miejsca, w których pracował. Czas pracy lekarza od lat się nie zmienia - zawsze oscyluje między 200 a 300 godzin w miesiącu i to jest okropne. Minęło prawie 30 lat i gdy patrzę na mojego syna, który jest lekarzem, to on również rozgląda się gdzie by można trochę dorobić. Miałem nadzieję, że to się zmieni. Ta opinia, że jako lekarze zarabiamy dużo jest dla nas niesprawiedliwa, bo pracujemy na dwóch, trzech etatach! Jak się zsumuje wynagrodzenie z poszczególnych miejsc, to nie jest ono najwyższe… To wspomnienie wiąże się też z pewnym poczuciem winy, że rodzina nie zawsze ojca miała wtedy, kiedy on powinien być i to z perspektywy czasu trochę boli. Ale to też jest wpisane w specyfikę naszego zawodu. Nasze rodziny są skazane na to, że rodzice (jeszcze jeśli obydwoje są lekarzami, a w moim przypadku tak było) nie mają zbyt dużej możliwości przebywania razem. Ale generalnie tak jak powiedziałem na początku samo wspomnienie bycia młodym lekarzem jest miłe. Lekarze z Porozumienia Rezydentów OZZL w trakcie konsultacji i spotkań dotyczących realizacji postulatów całego środowiska mają okazję rozmawiać z politykami, związkowcami, przedstawicielami mediów. Niestety w kontaktach z przedstawicielami części środowiska medycznego spotykają się niekiedy z oporem i swoistym dystansem starszych kolegów, którzy mówią im: "W naszych czasach mieliśmy znacznie gorsze warunki pracy, płacy, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem i było nam trudno, zatem nie ma co grymasić, powinniście się cieszyć z tego, co macie". Jak ocenia Pan taką postawę? Oczywiście negatywnie. To wynika z takiej niedobrej cechy, że jeśli ja kiedyś miałem źle, to znaczy, że teraz też nie powinno być lepiej. Ta cecha jest niestety trochę naszą narodową. Nie mam pojęcia, z czego się to bierze. Wiele zależy od osobowości ludzi, z którymi się przebywa, od zespołu w którym się pracuje, w związku z tym sytuacja w konkretnych miejscach pracy bywa różna. W jednym miejscu młodemu człowiekowi łatwiej jest uzyskać wsparcie, w innym trudniej. A też są tacy, którzy mówią „Nie marudź, tylko pracuj, bo ja miałem jeszcze gorzej.” To jest argumentacja nie do przyjęcia, szkodzi całemu środowisku. Bo jeśli sami nie mówimy wspólnym głosem, to każda argumentacja na zewnątrz od razu staje się słabsza… Czy ma Pan Doktor kolegów lub przyjaciół, którzy na stałe wyemigrowali za pracą do krajów Europy Zachodniej czy w ogóle gdzieś dalej? Tak, znam kilka osób, które w tej chwili na stałe tam pracują! Mieliśmy w ramach Unii Europejskiej na początku lat 90-tych program współpracy z Châteauroux (miasto bliźniacze Olsztyna). I tam kolega, który razem ze mną zdawał specjalizacyjną „dwójkę” pracuje tam od wielu lat i bardzo sobie chwali tę pracę. A czy myślał o tym, by wrócić? Oj, nie. Muszę powiedzieć, że chociaż znam kilka osób, które wróciły, to większość niestety pozostaje na emigracji. Tamte warunki pracy są jednak inne. I to nie chodzi o nawet o wielkość zarobków - oni wszyscy podkreślają komfort pracy, którego u nas nie było i nie ma. To jest bardzo ważna rzecz, z której nie zdają sobie sprawy nasi pacjenci. Jest to również w jakimś stopniu zarzut do mediów, do ludzi kształtujących opinię społeczną. Jeśli lekarzy będzie się przedstawiało tylko i wyłącznie jako tych złych, no to trudno będzie zasypać dziurę pokoleniową, która dramatycznie w naszym zawodzie się powiększa. Dziennikarze nie próbują zrozumieć dlaczego tak często lekarz ma problem z całościowym, holistycznym potraktowaniem pacjenta - a wpływają na to warunki pracy. Jak ma się dwudziestu pacjentów na izbie przyjęć czy na SOR-ze, to doktor nie jest w stanie wszystkich zadowolić, sprawić by po takim „spotkaniu z lekarzem” pacjenci byli usatysfakcjonowani. I nie jest to jego zła wola. Wynika to przede wszystkim z patologicznego systemu ochrony zdrowia, w którym dominuje totalne niedofinansowanie, prowadzące do totalnych braków w obsadzie personelu medycznego. I dotyczy to wszystkich poziomów leczenia: od podstawowej opieki zdrowotnej, na szpitalach kończąc. W związku z tym trudno się spodziewać, że przy utrzymaniu dotychczasowego stanu (finansowania, ale też sposobu przekazywania informacji o polskiej medycynie) cokolwiek się zmieni, że zatrzyma się w kraju młodych lekarzy. A już pomysły, by robić to szantażem ekonomicznym są irracjonalne, a wręcz obraźliwe… Pan minister Konstanty Radziwiłł jest postrzegany jako polityk, który chętniej niż poprzednicy rozmawia z lekarzami. Mówi się, że jak już lekarz wejdzie w politykę, to szybko rewiduje swoje poglądy. Pan, z racji sprawowanej funkcji prezesa Izby Lekarskiej, miał okazję spotykać Konstantego Radziwiłła zarówno jako działacza Naczelnej Rady Lekarskiej, jak i ministra. Czy widać już polityczną ewolucję? Nie. Muszę powiedzieć, że cieszę się, że mamy wreszcie ministra, który wyrósł z samorządu i który jednocześnie ma ogromną praktykę medyczną - był praktykującym lekarzem przez większość swojego zawodowego życia. Zna więc problemy środowiska jak nikt inny dotychczas. I wszystko w tej chwili wskazuje na to, że żyje tymi problemami i stara się pomóc. Natomiast możliwości ma jakie ma. Nie chcę go usprawiedliwiać, ani żądać od niego cudownych osiągnięć, ale sam fakt, że staż podyplomowy praktycznie został przywrócony - chapeau bas dla ministra, że udało mu się to zrobić. Wszelkie deklaracje, jakie w tej chwili padają zmierzają ku uporządkowaniu systemu ochrony zdrowia. Mówi się między innymi o zmniejszeniu przytłaczającej „papierologii” w medycynie... Chyba ministra bardziej związanego z naszym środowiskiem mieć nie będziemy, więc trzymajmy za niego kciuki i wspierajmy tam, gdzie się da, aczkolwiek również wymagajmy. Jest jakiś kredyt zaufania, ale nikt nie mówi, że skoro to nasz kolega, nie będziemy oczekiwać konkretnych działań. Jak pogodzić funkcję prezesa ORL i pracę zawodową na Oddziale? Bardzo trudno. Nasza praca zawodowa jest tak pochłaniająca, tak wymagająca czasu, że niestety, na działalność pozazawodową często go brakuje. Co wcale nie znaczy, że jest to usprawiedliwienie w stylu „niech robią inni”. Trudności są, ale staram się godzić aktywność zawodową i samorządową. Od dawna zastanawiamy się, czy nie powinno być tak, że na okres prezesury bierze się urlop i poświęca w pełni prowadzeniu samorządu lekarskiego. Gdyby jednak ktoś mi kazał wybierać, to absolutnie wybrałbym pracę zawodową. Jesteśmy przede wszystkim lekarzami, a niektórzy z nas dodatkowo działają, m.in. w samorządzie. Aktualnie udział izb lekarskich w procesie kształcenia podyplomowego lekarzy ogranicza się właściwie do organizacji szkoleń i konferencji edukacyjnych. Jakie są perspektywy poszerzenia kompetencji Izb w tym zakresie? Bardzo nam zależy na tym, aby jak najszerzej przejąć kształcenie podyplomowe. Na ostatnim naszym zjeździe wystosowaliśmy apel o przekazanie części kompetencji CMKP dla samorządu… W jakim zakresie? Przede wszystkim w obszarze kształcenia specjalizacyjnego. Mamy na razie jeden kurs, ze zdrowia publicznego i jesteśmy w trakcie organizowania kursu z prawa medycznego. Myślimy o kursie z ratownictwa i tych, które są wspólne dla wielu specjalizacji. Marzyłoby się nam, aby przejąć szkolenie specjalizacyjne. Nie to jest łatwo, ale także o tym rozmawiamy z ministrem zdrowia. Województwo Warmińsko-Mazurskie od zawsze jest znane jako wyjątkowe zagłębie turystyki, idealne miejsce na wakacje, urlop, zjazdy. Jeziora, lasy, natura... A czy jest również atrakcyjnym miejscem pracy? Czym może przyciągać lekarzy, pielęgniarki, pracowników ochrony zdrowia, którzy szukają swojego miejsca pracy, samorozwoju, kariery zawodowej? Myślę, że jest coraz bardziej atrakcyjnym miejscem pracy. Przede wszystkim dlatego, że powstał Wydział Lekarski Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a wraz z nim kliniki i możliwość łatwiejszego rozwoju naukowego. Znacznie łatwiej jest otworzyć przewód doktorski, a od tego roku dostępny jest również przewód habilitacyjny. Zatem i poziom leczenia w poszczególnych ośrodkach podniósł się. Także dlatego, że pozyskaliśmy z całej Polski wielu mądrych ludzi z ogromną wiedzą, patrzących inaczej na różne problemy. Dlatego myślę, możliwości indywidualnego rozwoju zawodowego są zdecydowanie większe. Dotyczy to przede wszystkim Olsztyna, ale również w niektórych ośrodkach powiatowych są dość atrakcyjne warunki pracy, głównie finansowe. Praca w mniejszych ośrodkach jest specyficzna, związana z ogromną odpowiedzialnością zawodową, przy jednoczesnym błyskawicznym nabieraniu doświadczenia. Ma to związek z tym, że zakres przypadków medycznych jest niezwykle szeroki, a wsparcie specjalistyczne ograniczone. Tak jak mówię - co kto lubi… Jesteśmy, jako województwo, coraz bardziej atrakcyjni. Zapraszamy! Generalnie lekarzy jest nas ciągle zbyt mało. To jest problem ogólnopolski, ale nasz region pod tym względem jest szczególny: bardzo rozległy i z wyjątkowo małą liczbą lekarzy. Trochę żałuję, że środowiska lokalne nie starają się czymś dodatkowym zachęcić młodych lekarzy do rozpoczynania pracy w konkretnym szpitalu czy poradni. Myślę tu o ułatwieniach już na studiach. Kiedyś było coś takiego jak stypendium fundowane. Dlaczego do tego nie wrócić? Obligowało to młodego lekarza, by wrócił do miejsca, skąd brał takie stypendium a jednocześnie było znaczną pomocą w studiowaniu. Bo przecież nie jest tak, że ciężar kształcenia lekarzy spoczywa na państwie - studia medyczne to ogromy wysiłek całej rodziny, która łoży na wykształcenie młodego człowieka. Rozmawialiśmy z niektórymi starostami proponując zachęty dla młodych lekarzy na przykład w postaci mieszkania. Możliwości jest wiele. Natomiast ograniczając się do ogłoszenia „poszukujemy lekarza” w mediach nie rozwiąże się problemów z kadrą medyczną w takich mniej atrakcyjnych rejonach. Jako samorząd wielokrotnie gościłem tutaj burmistrzów z różnych miast powiatowych, ale wciąż tłumaczyli się brakiem pieniędzy. Myślę, że to nie do końca prawda, ale tak to już jest. Dziękuję bardzo za rozmowę! Dziękuję i życzę powodzenia całej grupie młodych lekarzy: Trzymam kciuki, abyście nie musieli szukać pracy poza Polską! Rozmawiał Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: M.Malik
  16. Każdy kończący studia lekarz ma 100% szans na znalezienie pracy. W końcu każdy absolwent medycyny jest kierowany na obowiązkowy staż podyplomowy (z poprawką na roczniki, które obejmie znosząca go reforma), podczas którego jest zatrudniony na umowie o pracę przez 13 miesięcy. Po zaliczeniu stażu znakomita większość młodych lekarzy walczy o rezydentury czyli gwarantowane zatrudnienie w czasie odbywania specjalizacji. Sformalizowany proces zatrudnienia na początku drogi zawodowej to ewenement. Absolwenci innych kierunków muszą poświęcić zdecydowanie więcej energii i czasu na poszukiwanie pierwszej pracy, przechodzą różnorodne procesy rekrutacyjne i negocjują warunki zatrudnienia. Lekarzowi etat się po prostu należy. Wygodna sytuacja, w której znajdują się lekarze, sprawia, że nie nabywają pewnych umiejętności związanych z aktywnym poszukiwaniem pracy. Gdy potem szukają dodatkowego zajęcia lub po zdobyciu specjalizacji wchodzą na rynek pracy, popełniają wiele błędów, co odbija się na warunkach zatrudnienia oraz wynagrodzeniu. Wszystko dlatego, że bezkrytycznie zgadzają się na warunki pracodawców. Na jednym z portali internetowych dla lekarzy bardzo często pojawiają się pełne emocji posty związane ze złymi doświadczeniami naszych kolegów i koleżanek. Nie jestem specjalistą "human resources". Chciałbym podzielić się doświadczeniami własnymi oraz kolegów związanymi z szukaniem i negocjowaniem pracy. Mam nadzieję, że pozwolą one na poprawę warunków zatrudnienia i płacy młodych lekarzy. NIGDY NIE ZGADZAJ SIĘ NA PRACĘ BEZ PODPISANEJ UMOWY! Umowa to konieczność! Nigdy nie zgadzaj się na pracę bez podpisanej umowy! Miałem propozycję pracy w pewnej przychodni i umowa miała być gotowa już na miesiąc przed pierwszym dyżurem. Pracodawca ciągle "zapominał" o przekazaniu mi jej. Gdy przyszedłem na pierwszy dyżur, nadal jej nie było (mimo zapewnień, że czeka na mnie w kopercie). Odwróciłem się na pięcie i odszedłem. Gdy poinformowałem pracodawcę, że nie podejmę pracy bez umowy, to ze złością "podziękował mi za współpracę". I bardzo dobrze - jeśli tak poważnie traktuje swoich pracowników jeszcze zanim ich zatrudni, to strach pomyśleć co byłoby, gdybym postanowił tam pozostać. Umowa to gwarancja wynagrodzenia oraz warunków zatrudnienia. Jest dowodem dla zakładu ubezpieczeń, sądu pracy, sądu cywilnego oraz innych instytucji państwowych (ZUS, ubezpieczenia zdrowotne). Praca bez podpisanej umowy to zawsze strata dla pracownika - szczególnie jak "coś się stanie". Wyobraź sobie sytuację, że zatrudnili Cię w przychodni. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej obiecali Ci stawkę 50 zł/godzinę. Przez 2 miesiące pracowałeś bez podpisanej umowy słysząc wymówki typu "musi ją jeszcze zatwierdzić nasz prawnik", "zapomniałem ją wysłać księgowej" itp. Po 2 miesiącach podczas których wykonywałeś swoje zadania sumiennie dostajesz ją w końcu do podpisania i patrzysz ze zgrozą: "40 zł/godzinę". I co zrobisz? Będziesz się sądził? To słowo przeciw słowu. Nie podpiszesz umowy? To nie dostaniesz ani grosza. Gratulacje! Właśnie zostałeś na lodzie! NIE ZADOWALAJ SIĘ PIERWSZĄ LEPSZĄ OFERTĄ Poszukuj pracy aktywnie. Nigdy nie zatrudniaj się "na szybko" w pierwszym lepszym miejscu. Poświęć kilka tygodni, a nawet miesięcy na poszukiwanie odpowiedniej oferty. Są miejsca, gdzie z powodu braku lekarzy można otrzymać naprawdę dobrą stawkę. Swojej pierwszej dodatkowej pracy w NPL szukałem przez pół roku. Odrzuciłem 5 ofert z różnych powodów - złe warunki pracy, niska stawka, złe opinie innych kolegów. Opłaciło się. Trafiłem na ofertę "z ogłoszenia" i byłem pierwszą osobą, która zadzwoniła i umówiła się na rozmowę kwalifikacyjną. Pracę dostałem z marszu i jestem teraz bardzo zadowolony. Poświęć więc czas na poszukiwanie odpowiedniej oferty, zbieraj informacje od kolegów, przeglądaj portale medyczne pod kątem ogłoszeń. Szpitale i przychodnie często umieszczają oferty na swoich stronach internetowych. Zrób listę miejsc z okolicy, dzwoń do kadr z pytaniem czy nie potrzebują lekarza. PRZYGOTUJ SIĘ Przygotuj się do rozmowy kwalifikacyjnej. Napisz CV. W Internecie znajdziesz całą masę poradników, artykułów a nawet całych portali na ten temat. Dla wielu kwestie związane z poszukiwaniem pracy to cała "nauka". Zbierz wywiad: czym zajmują się lekarze w danej placówce, jak wygląda specyfika pracy, czego mogą od Ciebie oczekiwać. Zastanów się, które Twoje umiejętności i doświadczenia zawodowe mogą się przydać w nowej pracy. Słowem: co może zrobić wrażenie na Twoim przyszłym pracodawcy. W CV wpisz najważniejsze umiejętności, doświadczenia oraz szkolenia, które wiążą się z miejscem, w którym masz pracować. Na przykład: jeśli szukasz pracy w izbie przyjęć, pomocne będą kursy zabiegów resuscytacyjnych lub wolontariat na SOR w czasie studiów. Na firmie farmaceutycznej wrażenie zrobi działalność w organizacji studenckiej i organizacja eventów lub praca naukowa. Do prywatnej przychodni przyjmującej wielu obcokrajowców wpisz praktyki lub staż w zagranicznym szpitalu. Coraz częściej będziesz rozmawiał ze specjalistą do spraw zatrudnienia (często nie mającym pojęcia o medycynie) lub lekarzem-managerem, który przeszedł szkolenia związane z "human resources". Poświęć więc chwilę na przygotowanie się do takiej rozmowy oraz napisanie odpowiedniego CV "pod potencjalnego pracodawcę". WYNAGRODZENIE Możesz negocjować wynagrodzenie. W przypadku kontraktu czy umowy zlecenia wiele zależy od Ciebie. Pracodawca z powodu braku lekarzy bardzo często ma nóż na gardle. Odpowiednie zaplecze kadrowe to warunek realizacji kontraktu z NFZ. To otwiera drogę do negocjacji. Często pada pytanie: "Ile chciałby Pan zarabiać?". Nigdy nie bój się, że podana przez Ciebie kwota jest zbyt wysoka! Najpierw podaj stawkę trochę większą niż faktycznie oczekiwana przez Ciebie. To da pole do manewru. Możesz posłużyć się przykładem kolegów, np. "mój kolega pracując w innym szpitalu na takim samym stanowisku zarabia tyle i tyle". Bardzo często usłyszysz argumenty emocjonalne związane np. ze złą kondycją szpitala albo kolejkami cierpiących ludzi. Wielu szefów będzie Cię przekonywać, że skoro jesteś młodym lekarzem to "na początek" dostaniesz małą pensję. W przypadku wielu stanowisk, na których będziesz pracować samodzielnie (czyli np. NPL albo transporty medyczne) taki argument jest zupełnie nietrafiony - Twój zakres obowiązków w żaden sposób nie różni się od lekarza ze specjalizacją. Odpowiedzialność jest taka sama. Więc jaki sens ma różnicowanie wynagrodzenia w zależności od doświadczenia? Nie bój się negocjować wynagrodzenia, żądać wyższej stawki i odmówić potencjalnemu pracodawcy, gdy jego propozycja wydaje się rażąco niska. Zapewne ktoś przyjdzie na Twoje miejsce prędzej czy później. Tymczasem Ty będziesz miał czas, żeby poszukać lepszej oferty. Kto wie, może za miesiąc znajdziesz o wiele lepiej płatną pracę, bliżej domu a na dodatek z dobrą atmosferą? KONTRAKTY Kontrakt, jak już doskonale wiesz, polega na tym, że lekarz będąc "firmą" świadczy usługi dla szpitala czy przychodni. W niczym nie różni się to od sytuacji, w której firma sprzątająca świadczy usługi porządkowe dla szpitala. Analogicznie, gdy Twoja firma zawiera umowę na dostarczanie papieru toaletowego, w interesie szpitala leży, żeby zapłacić za jedną rolkę papieru jak najmniej, a w interesie Twojej firmy, żeby zarobić jak najwięcej. Nie spodziewaj się, że ktoś będzie doceniał Twoją pracę, zaproponuje Ci podwyżkę dlatego, że się starasz albo zmieni warunki umowy na Twoją korzyść! Lekarzu - jesteś niczym dostawca papieru toaletowego! Na tym polega wolny rynek. To od Ciebie zależy, jaką stawkę wynegocjujesz i na jakich warunkach będziesz świadczył swoje usługi. W umowie "kontraktowej" mogą się znaleźć zapisy dotyczące urlopu oraz zastępstwa. Możesz nie zgodzić się na niekorzystne zapisy. Na swojej zawodowej drodze spotkałem np. zapis o tym, że korzystanie z dyżurki lekarskiej jest płatne. Tak! Musisz uiścić szpitalowi miesięczną opłatę za to, że zużywasz wodę, papier toaletowy oraz szpitalne meble! DOBRE MIEJSCE Ciężko jest znaleźć to jedno, wymarzone miejsce do pracy. Każde ma swoje dobre i złe strony. Staraj się zbierać wywiad i informacje od pracujących w różnych miejscach kolegów. Stawka to tylko jedno z kryteriów. Wiele zależy od warunków i organizacji pracy, atmosfery panującej w pracy, lokalnych zwyczajów i uwarunkowań. Żadne miejsce nie będzie idealne. Czasem lepiej jest zgodzić się na niższą stawkę w szpitalu, w którym panuje dobra atmosfera i nie brakuje leków niż w miejscu, gdzie wykonywanie zawodu lekarza jest balansowaniem pomiędzy pozwem a ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym. Czasem miejsce wydaje się wymarzone, a problem stanowi atmosfera w pracy i apodyktyczny szef, który nie pozwala iść pracownikom na urlop. Pracy dla lekarzy nigdzie nie brakuje, dlatego znalezienie dobrej oferty to tylko kwestia czasu. Nawet jeśli uważasz, że pracujesz w wymarzonym miejscu, nie przerywaj poszukiwań. Przeglądaj oferty, pytaj znajomych, miej rozeznanie w swojej okolicy. Nigdy nie wiesz, czy za pół roku nie stanie się coś, co zmusi Cię do odejścia z pracy. W takim wypadku dobrze mieć "upatrzone" awaryjne miejsca. UWAGA NA MINY! Są takie oferty pracy, które praktycznie nigdy nie znikają. Jeśli jesteś zorientowany w okolicy i widzisz, że od roku czy półtora jakiś szpital lub przychodnia szuka lekarza na to samo stanowisko, to wiedz, że coś jest na rzeczy. Często jest to wina złych warunków pracy. Ludzie uciekają, bo nie są w stanie znieść toksycznego miejsca. Przyparci do muru managerowie oferują podejrzanie dobrą stawkę za pracę w takim miejscu. Gdy widzisz taką ofertę, zbierz dokładny wywiad, dotrzyj do osób, które tam pracowały i dowiedz się, w czym rzecz. Bardzo często w środowisku krążą opowieści i opinie. Dobrze się zastanów, czy będziesz w stanie zaakceptować takie warunki pracy. W innym wypadku - szkoda Twoich nerwów, sił i zdrowia. *** Jakie są Wasze doświadczenia związane z szukaniem pracy, kontaktami z pracodawcami, rozmowami kwalifikacyjnymi i negocjacjami wynagrodzeń? Podziel się z innymi w komentarzach do artykułu lub na Forum! Nie wyważajmy otwartych drzwi!
  17. Czy możemy liczyć na to, że w sprawie warunków pracy i społecznego wizerunku lekarzy coś "się ruszy"? Miejmy nadzieję, że dzięki ogromnemu wysiłkowi kolegów rezydentów już niedługo. Od kilku miesięcy reaktywowane Porozumienie Rezydentów OZZL walczy o poprawę losu młodych lekarzy w trakcie specjalizacji. Liczne akcje PR-owe zaczynają przynosić konkretne efekty. W lutym 2016 w głównym wydaniu "Wiadomości" na TVP1 ukazał się reportaż na temat niskich zarobków rezydentów, przyczyn złej kondycji polskiej służby zdrowia oraz emigracji kadr medycznych. Po raz pierwszy postulaty środowiska młodych lekarzy przebiły się do głównych mediów! Dzięki działaniom Porozumienia Rezydentów mogliśmy oglądać Jarosława Bilińskiego - wiceprezesa Porozumienia. Telewidzowie dowiedzieli się, że młody lekarz może liczyć na zawrotne zarobki 2300-2500 zł netto miesięcznie. Kwota, która wzbudza śmiech większości pracowników korporacji, przedstawicieli handlowych oraz... motorniczych tramwajów. Tylko dzięki szeroko zakrojonej kampanii medialnej społeczeństwo może dowiedzieć się ile zarabia i ile pracuje lekarz z którym styka się codziennie w przychodni czy szpitalu. Być może wtedy zrozumie i poprze postulaty płacowe rezydentów. Tylko dysponując szerokim poparciem społecznym można naciskać na rząd w kwestii poprawy zarobków. Niestety lata czarnego PR-u ze strony mediów zrobiły swoje. W powszechnych, "brukowych" opiniach lekarz ma prywatny gabinet w którym zarabia dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie, nie płaci podatków, jest opryskliwy i popełnia ciągle błędy medyczne, które tuszują jego koledzy z "białej mafii". Po tym reportażu ruszyła lawina doniesień medialnych. Przedstawiciele Porozumienia Rezydentów pojawiają się w programach telewizyjnych. Między innymi w TVP, TV Trwam, TV Republika, Polsat News. Głośno o problemach młodych lekarzy jest także w stacjach radiowych - odbyło się już kilkanaście audycji poruszających tą tematykę. Pojawiają się również artykuły w prasie lokalnej, ogólnopolskiej, branżowej. Pełną parą ruszyła akcja "Adoptuj posła", która ma na celu spotkania z parlamentarzystami z partii rządzącej i uświadamianie ich jakie są warunki pracy młodych lekarzy w Polsce. Do tej pory rezydenci odwiedzili już ponad 100 posłów. Odbyły się również spotkania ze znanymi politykami jak Szefowa Kancelarii Rady Ministrów - Pani Beata Kempa, Minister Zdrowia Pan Konstanty Radziwiłł, Pan Premier Jarosław Gowin czy Marszałek Senatu Pan Stanisław Karczewski. Zarząd PR nie wyklucza, że jeśli postulaty PR zostaną ostentacyjnie zignorowane podjęte zostaną kolejne kroki jak na przykład ogólnopolski strajk czy manifestacja w Warszawie przed budynkami rządowymi, ale zaznacza jednocześnie, że walka o godziwe wynagrodzenia nie będzie odbywała się kosztem pacjentów. Dobrze prowadzenie akcji skutkuje już przyspieszeniem legislacji dotyczącej wynagrodzeń w całej służbie zdrowia. To, co rządzący mają w zwyczaju zostawiać na okres przedwyborczy może już niebawem stać się faktem. Terminem granicznym i ważnym sprawdzianem dla władz może być głosowanie nad nowelizacją ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty przewidziane na 2016 rok w związku z przywróceniem stażu podyplomowego. Celem jest podwyższenie wynagrodzenia lekarzy rezydentów z obecnych 70% średniego wynagrodzenia do minimum 200% średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w Polsce, a lekarzy specjalistów do minimum 300%. Wiele wskazuje na to, że na wokandzie może pojawić się także projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. To szczególny, przełomowy moment dla młodych lekarzy. Dalsze działania informacyjne są niezbędne, by pokazać ludziom poświęcenie tysięcy kolegów, którzy codziennie, ciężką pracą, mimo wszelkich przeciwności, chaosu legislacyjnego, marnej organizacji, przemęczenia, powszechnych niedoborów wszystkiego starają się pomagać chorym.
  18. Jako darmowi pracownicy lekarze rezydenci są często używani do zapychania dziur w szpitalach. Zmyślni dyrektorzy i ordynatorzy zsyłają ich na izby przyjęć oraz SORy. Często pełniąc samodzielne dyżury na oddziałach są wzywani na SOR na konsultację. Autor tego artykułu często spotyka się z rezydentami, którzy pracują w taki sposób. Sam również dyżuruję na izbie przyjęć. Poniżej prezentuję kilka doświadczeń związanych z organizacją pracy na SOR/izbie przyjęć. Pochodzą z doświadczeń własnych, starszych lekarzy oraz innych rezydentów: 1) KAŻDY PACJENT MA BYĆ ZAREJESTROWANY Niedopuszczalne jest "odsyłanie na gębę". Fatalnie potem wygląda w prasie jeśli pacjentowi coś się stanie. 2) KAŻDY PACJENT MA BYĆ ZBADANY Nie wolno wierzyć w informacje przekazywane przez pielęgniarki, członków rodzin, zespoły pogotowia. Z każdym pacjentem trzeba samodzielnie porozmawiać, zbadać go i wyrobić sobie na jego temat własną opinię. W większości przypadków samo badanie przedmiotowe i wywiad pozwalają na postawienie wstępnego rozpoznania. 3) DZIAŁAJ KOMPLEKSOWO Od razu po zbadaniu pacjenta określ główny problem medyczny, napisz zlecenia oraz badania do wykonania. To daje nam 2-3 godziny czasu zanim spłyną wyniki, spłyną kroplówki i zaczną działać leki (np. hipotensyjne). Nie dopuszczaj do sytuacji w której badasz np 3 pacjentów pod rząd i dopiero potem zlecasz im badania i leki. Zawsze zlecaj badania dodatkowe PO zbadaniu pacjenta - unikniesz sytuacji w których po kilku godzinach orientujesz się, że diagnozujesz nie tę chorobę co trzeba. 4) NIGDY NIE WIERZ POGOTOWIU Informacje przekazywane przez zespoły pogotowia są najczęściej nieprawdziwe i niekompletne. Z różnych przyczyn: niewiedza, niedbalstwo, brak badań dodatkowych, zatajenie informacji przez pacjenta. W większości przypadków ostateczne rozpoznanie znacząco odbiega od tego, co jest napisane w karcie medycznych czynności ratunkowych. 5) ZAWSZE PYTAJ O: alergie, przyjmowane leki, choroby przewlekłe, kobiety o ciążę. Pacjenci często negują, że na cokolwiek chorują po czym podają listę 10 leków przyjmowanych przewlekle. 6) NIE OSZCZĘDZAJ NA BADANIACH DODATKOWYCH Jeśli zastanawiasz się, czy zlecić jakieś badanie - ZLEĆ JE. Ja zlecam każdemu pacjentowi "podstawę" czyli zestaw: morfologia, jony, glukoza, kreatynina, mocznik, CRP - pozostałe badania według wskazań. 7) JEŚLI PACJENT WRACA TO GO PRZYJMIJ. Pacjent wie najlepiej (lub wydaje mu się, że wie) co mu dolega. Jeśli przychodzi któryś raz do szpitala z jakimś problemem to dla świętego spokoju przyjmij go na oddział. Jeśli coś się stanie to już nie z Twojej winy. 8) BĄDŹ ASERTYWNY. W rozmowach z innymi lekarzami bądź reprezentantem najlepszego interesu chorego. Skupiaj się na problemach pacjenta a nie kwestiach pozamedycznych. Nie daj się spławić. Nie jesteś sekretarką ani nie masz obowiązku spełniania wszystkich życzeń lekarzy "z góry". 9) OPRACUJ PACJENTA DO KOŃCA - jeśli pacjent ma 5 problemów zdrowotnych i wymaga 5 konsultacji to je zleć. Przekaż pacjenta do innego szpitala jeśli wymaga specjalistycznego leczenia lub konsultacji, napisz receptę na leki, które zalecasz, wypisz zwolnienie lub skierowanie do poradni specjalistycznej. Zwalanie tej pracy na POZ jest delikatnie mówiąc nieeleganckie. Nie zwracaj uwagi na komentarze starszych kolegów "bo u nas jest taki zwyczaj" - to Ty odpowiadasz za pacjenta a nie oni. 10) NA POCZĄTKU WYKLUCZ ZAGROŻENIE ŻYCIA - czyli na przykład: u pacjentki z bólem w klatce wyklucz najpierw zawał, odmę i zatorowość płucną a potem zastanawiaj się czy to nie przypadkiem refluks. 11) ZAPAMIĘTAJ 4 LEKI - tlen, płyny, antybiotyki, leki przeciwbólowe - te 4 grupy leków wystarczą, aby wstępnie pomóc każdemu pacjentowi zgłaszającemu się do SOR i utrzymać go przy życiu do udzielenia fachowej pomocy. 12) ŻYWY CZY ZDIAGNOZOWANY? Twój priorytet to utrzymać pacjenta przy życiu. Żaden pożytek z wyniku np. tomografii komputerowej jeśli pacjent "zatrzyma się" w pracowni TK. Upewnij się, że jest odpowiednio zabezpieczony zanim rozpoczniesz czasochłonną diagnostykę. 13) NIE DAJ SIĘ POGANIAĆ - jeśli ktoś ma dostatecznie dużo siły, żeby się awanturować to na 99% może poczekać. Naprawdę chorzy leżą cicho i nie zwracają na siebie uwagi. To od nich zacznij pracę. 14) JEŚLI KOMPLETNIE NIE WIESZ co dolega pacjentowi nie bój się zostawić go na kilka godzin na obserwacji na IP lub SOR. Możesz też zostawić go na następną zmianę. Twój zmiennik może od razu wpaść na właściwe rozpoznanie. Pracujesz na IP lub SOR? Jakie są Twoje doświadczenia związane z tą trudną i odpowiedzialną pracą?
  19. W internetowym i papierowym wydaniu Gazety Wyborczej (14.03.2016) ukazał się artykuł pt. "Młodzi lekarze: bogaci rodzice albo emigracja", który w sposób rzeczowy i rzetelny przedstawia problemy środowiska lekarzy w trakcie specjalizacji. Z przyjemnością informujemy, że w imieniu portalu MedFor.me i całego środowiska lekarzy rezydentów wypowiada się w nim lekarz Mateusz Malik. Tekst redaktor Adriany Rozwadowskiej cechuje się szczególną wrażliwością na sprawy społeczne i prawa pracownicze środowiska lekarzy, za co redakcja wyraża duże uznanie. W treści przedstawiono główne problemy, z jakimi boryka się przeciętny lekarz w trakcie specjalizacji i przedstawiono naczelne postulaty, z którymi wystąpiło w ostatnim czasie Porozumienie Rezydentów OZZL. Na pierwszym miejscu młodzi lekarze stawiają kwestię podwyżki wynagrodzenia rezydenta, które od 2009 roku nie uległo jakiejkolwiek waloryzacji i niebezpiecznie zbliża się do poziomu płacy minimalnej. Rezydenci stanowią ważną część białego personelu na każdym szczeblu pomocy medycznej, a coraz większa rzesza pacjentów zdaje sobie sprawę, że i ich najlepszym interesie jest, by pomoc nieśli im dobrze wyedukowani, wynagradzani i wypoczęci adepci medycyny. Stąd walka o dwie średnie krajowe, unormowanie czasu pracy, większe docenianie pracy opiekunów specjalizacji, elastyczne formy kształcenia i racjonalne sposoby oceny zdobytej wiedzy. Te cele wpisane są w listę postulatów i działań Porozumienia Rezydentów, Komisji Młodych Lekarzy NIL i innych organizacji wspierających młodych lekarzy. W ich realizacji pomagają liczne oddolne inicjatywy rezydentów. Zarówno akcja „Adoptuj posła” nastawiona na pozyskiwanie parlamentarzystów przychylnych dla zmian w prawie, jak i ogólnopolska akcja medialna (prasa, informacyjne portale internetowe, Facebook, radio, telewizja, programy publicystyczne i rozrywkowe) służą uwrażliwieniu ogółu społeczeństwa na postulaty środowiska lekarskiego. Życzymy lekarzom i wszystkim sympatykom białego personelu wiele determinacji i skuteczności w walce o podniesienie jakości opieki medycznej w Polsce. Redakcja MedFor.me
  20. Jak po pierwszym odcinku miałem co do serialu dokumentalnego TVP szereg zastrzeżeń (patrz tu), dziś po obejrzeniu każdego kolejnego odcinka serial zyskiwał w moich oczach nie tylko dzięki autentyczności i wyraziście dobranym postaciom, ale przede wszystkim porusza „między wierszami” problemy, o których często sam mam ochotę opowiedzieć moim bliskim, znajomym i pacjentom. Piętnaście powodów, dla których warto polecić „Młodych lekarzy” swoim znajomym i rodzinie: Serial wpisuje się w dobry trend edukacji społecznej - przybliża społeczeństwu zawód lekarza - słabo znany i pełen stereotypów. W przystępny sposób opowiada o niektórych mniej znanych, często bardzo poważnych jednostkach chorobowych (choroby spichrzeniowe, mikrocefalia, tętniaki, chirurgia rekonstrukcyjna). Poruszający jest portret zarówno ciężko chorych dzieci i dorosłych, a także ich rodzin w ich niełatwej codzienności, jak i medyków zaangażowanych (nierzadko emocjonalnie) w proces leczenia i rehabilitacji. Nie ucieka przed kontrowersjami - przybliża prawnie, moralnie, medycznie niejednoznaczne sytuacje i pozwala widzowi samemu skonfrontować się z rzeczywistością (dyskwalifikacja z leczenia operacyjnego, rodzicielstwo niepełnosprawnej pary). Obnaża absurdalną rzeczywistość polskiej izby przyjęć, SORu, poradni, gabinetu lekarza rodzinnego - pozwala spojrzeć na to z perspektywy lekarza. Naświetla problemy rezydentów związane z nietypowym charakterem pracy (zostawanie po godzinach z darmo, szczególnie duża odpowiedzialność za innych, duży stres z nią związany, ograniczony czas w relacjach z najbliższymi, dylemat być czy mieć, odreagowywanie stresu i zmęczenia). Pokazuje lekarzy po prostu: w dobrym świetle, choć nie wykrzywia rzeczywistości. Uświadamia, że praca lekarza związana jest z ciągłą nauką - studia, specjalizacja, przykład i doświadczenie starszych, sympozja, kursy, zagraniczne stypendia Dowodzi, że w Polsce (w stolicy i okolicy możliwa jest medyczna kariera naukowa. Ukazuje w sposób naturalny i bezpruderyjny ludzkie ciało z jego nagością, ułomnością, niepełnosprawnością - takie przełamywanie tabu zwyczajnej, medycznej nagości zasługuje na najwyższy szacunek. W realistyczny sposób dokumentuje przebieg zabiegów, operacji (otwarte serce, liposukcja, cesarskie cięcie, poród, korekcja nosa) - nie ucieka przed naturalizmem. Dosadnie i na różne sposoby pokazuje zderzenie lekarzy z lekkomyślnością, głupotą, perfidią, tupeciarstwem, nieodpowiedzialnością niektórych ludzi (w tym pacjentów). Pozwala na chłodno nakreślić (ustami bohaterów) niektóre problemy, z którymi boryka się polski system ochrony zdrowia i podpowiada rozwiązania. Pokazuje, za zgodą występujących lekarzy, ich prywatne życie, związki, poglądy, wyznanie, wątpliwości. Autentyczność: Można ich lubić lub nie. Uświadamia, że oprócz podstawowej pensji, aby zarobić na życie, lekarze w trakcie specjalizacji muszą albo wiele godzin dyżurować, albo pracować w kilku miejscach, albo dorabiać poza zawodem. Tylko jeden z lekarzy ma dzieci (dwójkę) i pracuje najwięcej ze wszystkich. Chwilami faktycznie chwyta za serce niespecjalnie dającymi się wyreżyserować zdarzeniami jak adopcja chorego, porzuconego przez rodziców dziecka czy radość niewidomej od urodzenia matki po tym jak potwierdzono, że jej dziecko widzi. Zachęcam do oglądania bez uprzedzeń z całą rodziną. Oficjalna STRONA serialu. Mateusz Malik, lekarz
  21. Artykuł Młodzi lekarze: wysoka cena zdrowia wywołał wiele komentarzy. Wielu z Was pisało do mnie z pytaniem: "Jak to możliwe, żeby zgrać grafiki tylu prac?". Wydaje się to Wam niemożliwością? Wielu naszych kolegów co miesiąc bawi się w dyżurową układankę. Zapewniam, że zgranie grafików 3 prac jest jak najbardziej wykonalne i nie wymaga szczególnego trudu. Zamieszczam poniżej przykładowy grafik lekarza opisanego w poprzednim artykule. Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. Dla ułatwienia przyjąłem, że pierwszy dzień miesiąca wypada w poniedziałek. Na zdjęciu: młody lekarz odsypiający na sali operacyjnej; Źródło: #yotambienmedormi
  22. Jednym z pomysłów rządu PO na polepszenie dostępności lekarzy w Polsce było wcześniejsze dopuszczanie lekarzy do zawodu poprzez likwidację stażu podyplomowego i wprowadzenie "kształcenia praktycznego" na 6. roku studiów medycznych. Rozwiązanie to przyniosłoby realne oszczędności (nie trzeba płacić stażystom pensji), a także zmniejszyłoby czas wymagany na wykształcenie nowego lekarza. Było jednak szeroko krytykowane przez izby lekarskie, Naczelną Radę Lekarską, organizacje związkowe oraz uczelnie medyczne. Najważniejsze zarzuty pod adresem tego pomysłu przedstawiały się następująco: uczelnie medyczne były nieprzygotowane do umożliwienia studentom "praktycznej nauki zawodu" na 6. roku - brakowało kadr, a infrastruktura szpitali klinicznych jest niewystarczająca. Na przykład w Izbie lekarskiej w Warszawie co roku staż podyplomowy zaczyna około 500 stażystów rozlokowanych po praktycznie wszystkich szpitalach w województwie mazowieckim. Ta sama ilość musiałaby korzystać jedynie ze szpitali klinicznych. Ilu stażystów odbywałoby szkolenie na jednym oddziale? Pięciu? Dziesięciu? W dotychczasowym systemie na jednym oddziale przebywa jednocześnie maksymalnie 2-3 stażystów. nie przewidziano środków dla uczelni medycznych na organizację nauczania praktycznego, zatrudnienie opiekunów stażu. nie rozwiązano problemów prawnych związanych z odpowiedzialnością za kontakt z pacjentem studentów nieposiadających prawa wykonywania zawodu lekarza, dostępem do dokumentacji medycznej oraz danych osobowych. Do studentów nie stosuje się zapisów zawartych w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Kto zapłaciłby odszkodowanie, jeśli student, ćwicząc jakiś zabieg, spowodowałby jakąś szkodę dla pacjenta? Czy w takiej sytuacji lekarze szkolący studentów naprawdę pozwalaliby im na wykonywanie wymaganych procedur medycznych? W programie stażu podyplomowego są także procedury inwazyjne jak np. nakłucie jamy opłucnej. Nowy Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiada powrót stażu podyplomowego. Pierwsze roczniki studentów kształconych "nowym systemem" mają zakończyć studia w 2018 roku. To rodzi problem z przydziałem rezydentur, ponieważ w całej Polsce naraz do postępowania konkursowego wejdą dwa roczniki lekarzy - kształcony "starym systemem" po stażu podyplomowym i "nowym systemem" po 6 latach studiów. Czy przy obecnej liczbie dostępnych rezydentur wystarczyłoby dla wszystkich? Z całego serca życzę wszystkim studentom, aby staż podyplomowy powrócił. Pozwalał na bezpieczną naukę praktyczną zawodu, zapoznanie się z funkcjonowaniem systemu opieki zdrowotnej oraz zdobycie pierwszych doświadczeń w pracy z pacjentem. Są to rzeczy nieosiągalne w sterylnych warunkach, w jakich uczą się studenci w klinikach.
  23. W niedzielę, 03.01.2016 roku w TVP 1 miała miejsce premiera niecodziennego serialu dokumentalnego. "Młodzi lekarze" to seria, która opowiada o pracy i życiu osobistym sześciorga lekarzy w trakcie specjalizacji, którzy aktualnie pracują w kilku miejscach w Warszawie i jej okolicach. Program ma formę dokumentu ocierającego się o "reality show". Zapowiedź, którą przeczytałem w dodatku telewizyjnym wzbudziła moje zainteresowanie i, jak sądzę, wielu moich rówieśników. W głowie od razu zaświtało mi pytanie: W jakim świetle zostanie przedstawiony młody doktor i jaki będzie społeczny wydźwięk tego programu? Zafrapowany włączyłem premierowy odcinek i nie rozczarowałem się... Oto pierwsze refleksje: Na PLUS: Program jakościowo dobry, ogląda się z przyjemnością. Lekarze (bohaterowie i ich nauczyciele) występują przed kamerą pod własnym nazwiskiem. Różnorodne specjalności. Duży walor edukacyjny ma przedstawienie perspektywy: lekarza dyżurującego na SOR, lekarki pracującej w Przychodni POZ przyjmującej po 70 pacjentów dziennie, pracy ginekologa i chirurga od kuchni. Duży naturalizm i stosunkowo mało ustawki - kamera zagląda na sale operacyjną, pokazuje odpychający świat izby przyjęć, dokumentuje wyciąganie drenów z klatki piersiowej. Finanse - mamy motyw małżeństwa lekarskiego, które spodziewa się drugiego dziecka i żyje w wynajętym mieszkaniu. Przyznają, że pieniądze są istotnym problemem i nie zawsze jest różowo, bo żywiciel rodziny musi brać dużo dodatkowych obowiązków, co oddala go od żony i córki. Przełamuje troszkę mit bogatego lekarza. Na MINUS: Nie sposób uniknąć skojarzeń z kiczowatymi tzw. programami fabularno-dokumentalnymi typu "Szpital", "Ukryta prawda", "Trudne sprawy", "Detektywi w akcji", którym epatują całymi popołudniami główne stacje komercyjne. Wybór lekarzy niemal wyłącznie z Warszawy. Pewnie się łatwiej ekipie kręciło, ale trąci warszawką na maksa. Specjalizacja z chirurgii plastycznej... Ilu w Polsce jest takich rezydentów? Niektóre postacie są przerysowane, mimo, że prawdziwe (po pracy joga, występy muzyczne w telewizji...) Wszyscy wyglądają ładnie przed kamerą. Padających na twarz z worami pod oczami na razie brak... Perypetie młodych lekarzy wzbudziły już powszechne zainteresowanie w gronie Porozumienia Rezydentów, a zatem wśród samych zainteresowanych i ich kolegów po fachu. Ciekawe jaki będzie społeczny odbiór serialu... W oczekiwaniu na kolejne odcinki życzę twórcom, by misja poprawy prestiżu naszej profesji zakończyła się sukcesem. Mateusz Malik, lekarz Oficjalna strona serialu: http://mlodzilekarze.tvp.pl/22807045/mlodzi-lekarze
  24. Porozumienie Rezydentów jest częścią Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) zrzeszającą i reprezentującą lekarzy i lekarzy dentystów w czasie odbywania specjalizacji, która między innymi 8 lat temu wywalczyła podwyżki rezydenckich pensji. Przez długi czas było o niej cicho - zapewne prężni ludzie, którzy je tworzyli zakończyli szkolenie specjalizacyjne i mieli zupełnie inne sprawy na głowie. Jednak nie wszystko stracone! Kontrowersje wokół likwidacji stażu podyplomowego, wprowadzone ukradkiem zmiany w rekrutacji na rezydentury, problemy z egzaminami specjalizacyjnymi oraz brak podwyżek pensji młodych lekarzy (podczas, gdy koszta życia, średnie wynagrodzenie idą w górę) znowu zmobilizowały rezydentów do działania! 24 listopada w Klubie Lekarza przy ul. Raszyńskiej 54 odbyło się pierwsze krajowe spotkanie reaktywujące Porozumienie Rezydentów. Młodzi lekarze z całej Polski dyskutowali o postulatach, problemach i troskach tej szczególnej grupy pracowników ochrony zdrowia. Działacze Porozumienia Rezydentów założyli na Facebooku profil, gdzie każdy może dotrzeć do informacji na temat działalności tej organizacji. Tam dzielą się pomysłami, problemami i nawołują do zmian. Każdy młody lekarz może skontaktować się z Porozumieniem i poprosić o pomoc w rozwiązaniu problemów dotyczących np łamania praw pracowniczych lub zmuszania do dyżurów na SOR. Problemy młodych lekarzy dzięki staraniom organizacji zaczynają być nagłaśniane. Ostatnio na łamach "Gazety Wyborczej" ukazały się artykuły, które poruszały te kwestie. Niestety na pewnym portalu internetowym dla lekarzy można przeczytać wiele niepochlebnych uwag na temat tej inicjatywy ze strony starszych kolegów. Czyżby zapomniał wół jak cielęciem był? A może to tylko zawiść w myśl hasła: "Mi było źle to teraz oni też się męczą"? Mam nadzieję, że działania Porozumienia Rezydentów wpłyną na poprawę sytuacji młodych lekarzy w naszym kraju. A przynajmniej na podwyżki pensji.