LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'medycyna'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 43 wyników

  1. Serdecznie zapraszamy urologów, onkologów i lekarzy innych specjalności zainteresowanych tematyką do udziału w ogólnopolskim cyklu warsztatów „Uroonkologia - Rak nerki”. Warsztaty odbędą się w następujących terminach i miastach: 07.10.2017 r. – Gdańsk, Hotel Sadova 18.11.2017 r. – Kraków, Hilton Garden Inn Kraków Airport Cykl poprowadzą uznani w środowisku medycznym specjaliści: prof. Piotr Radziszewski (urolog) prof. Paweł Wiechno (onkolog) Poruszą najważniejsze zagadnienia dotyczące diagnostyki oraz leczenia raka nerki, podkreślą znaczenie współpracy urolog-onkolog w tym zakresie. W programie przewidziano dyskusję wokół przypadków klinicznych. Rejestrując się na Uroonkologię otrzymasz: - Wiedzę przedstawioną w zrozumiały i atrakcyjny sposób - Wybitnej klasy prelegentów - Voucher o wartości 350zł - Drobny upominek Sprawdź sam raknerki.edu.pl Serdecznie zapraszamy!
  2. Czy warto iść na medycynę? Czy warto zostać lekarzem? Co jest magnesem, który przyciąga w tym kierunku? Dlaczego wciąż tysiące młodych osób chcą założyć biały kitel, stetoskop i walczyć o ludzkie życie? Czyżby nowe pokolenie stało się bardziej empatyczne, chętne do pomocy, wrażliwe na ludzkie cierpienie? Może chcą zmienić świat? A może jednak liczą na duże i szybkie pieniądze, prestiż zawodu? Czy lubią pracę ponad siły, ciągłe dyżurowanie, presję społeczeństwa, narażenie na regularne konflikty? Oto wypowiedzi polskich studentów medycyny: dlaczego wybrali ten zawód, dlaczego zdecydowali się poświęcić kilkanaście lat swojego życia na edukację i samokształcenia. Julia, 24 lata, studentka medycyny Antek, 23 lat, student medycyny Marta, 23 lata, studentka medycyny To tylko parę wypowiedzi studentów. Ale myślę, że większość podpisuje się pod tymi słowami. Liczymy na zawód z pasją, przyszłością, z poczuciem, że każdego dnia jesteśmy we właściwym miejscu i że te lata poświęceń nie są stracone. Liczymy oczywiście na satysfakcjonującą pensję, zarobek godny tego co robimy. Wiele uwag dotyczy również prestiżu zawodu lekarza. Każdy chce być doceniany, zauważony. Na te studia medyczne rzadko kiedy dostają się przeciętne, słabe jednostki. To w większości osoby zdecydowane, umiejące myśleć dedukcyjnie, dokonywać wyborów, ot choćby najlepszej ścieżki edukacji. Żaden przypadek. Wyrachowanie? To już chyba zbyt mocne słowa i niemożliwe podejście w tak młodym wieku. Ale ważne jest też, że wśród przytoczonych wypowiedzi nie padają słowa: bo rodzice kazali, bo rodzice są lekarzami itp. Ten etap chyba mamy już za sobą. Nie da się kogoś zmusić, żeby przetrwał tyle lat w książkach, żeby poświęcał swoje życie prywatne na poczet celów i ambicji rodziców. Oczywiście są jednostki, które idą w ślady rodziców, "bo trzeba" albo gdy widzą wielkie pieniądze. Ale polscy studenci medycyny wybierają ten kierunek raczej dla pewnego bytu i zatrudnienia w przyszłości. Wynika to poniekąd z mentalności i problemów jakie dotykają nasze społeczeństwo. Szkoda tylko, że tym pięknym celom, długoletniej ciężkiej edukacji i trudnej oraz odpowiedzialnej pracy towarzyszą też negatywne zjawiska takie jak upadający autorytet zawodu, chybotliwa etyka lekarska, niskie płace, wypalenie zawodowe, znieczulica, społeczna nagonka i obojętność, a nade wszystko pogarda polityków wobec środowiska medycznego. Łukasz Surówka Wszystkie imiona bohaterów zostały zmienione. Masz swoje doświadczenia i przemyślenia? Podziel się z innymi na forum: http://medfor.me/topic/4882-po-co-iść-na-medycynę-czy-naprawdę-bilans-zysków-i-strat-wychodzi-na-korzyść-tych-studiów-i-pracy/
  3. Witam, w tym roku poprawiałam maturę z chemii i biologii ( po raz pierwszy) lecz wyniki,które mam nie są wystarczająco dobre by dostać się na wymarzone studia lekarskie- brakuje mi ok 30 punktów na studia stacjonarne. Na niestacjonarne wyniki dopiero 29.08 i tam z kolei mam szansę się dostać ale nie jest to pewne. Jestem przekonana o tym,że studia te są miejscem dla mnie i marzenie to trwa co najmniej od gimnazjum. Niestety trudno mi powiedzieć na czym polegają moje błędy maturalne ( CKE nie uznaje odpowiedzi ze względu na np użycie innego słowa,niż oni sami wymyślili),gdyż od 2 klasy liceum chodziłam na korepetycje z biologii i z chemii ,na których z resztą słyszałam,że mam wręcz 100 procentowe szanse,żeby sie dostać - wobec czego tym bardziej przeżywam dwie porażki. Rok temu byłam w domu i uczyłam się sama- bo uznałam,że korepetytorzy to nie ta droga, skoro w rok pisania tej właściwej matury się nie udało.Uczenie się samej jednak też nie pozwoliło mi dostać się na medycynę .Jestem zdeterminowana i mocno nastawiona na sukces ale z dnia na dzień tracę energię i nadzieję na to,że kiedykolwiek uda mi sie tam dostać, tym bardziej, że rodzina która zawsze wspierała mnie w decyzjach, tym razem stara się namówić mnie na inny kierunek. I stąd ten wątek, czy uważacie ,że jest sens próbować dostać się na Lekarski po raz trzeci? Czy znacie osoby - albo sami nimi jesteście- które dostały się za trzecim czy kolejnym razem i nie żałują tych "straconych" lat na poprawianie matury? Czy uważacie,że jest sens w pójściu na semestr na biotechnologię na PW(bo tu się dostałam) i poprawianiu matury czy lepiej zostać drugi rok w domu/pójść do pracy ? Co Wy byście zrobili na moim miejscu? Chciałabym poznać Wasze opinie ,gdyż mimo,że sama wiem gdzie chciałabym "skończyć" to coraz mniej mam siły na to,żeby kolejny raz uczyć się tego samego i kolejny raz mierzyć się z taką sytuacją ,bo bycie zawieszonym gdzieś między liceum,a studiami - bez pracy to także ciężkie dla psychiki młodej osoby i zastanawiam się czy to już jest ten moment,żeby spróbować otworzyć "głowę" i pójść w innym kierunku czy może jeszcze warto próbować i się nie poddawać. Z góry dziękuję za odpowiedzi
  4. Proszę o poradę, bo już sama nie wiem co robić. Czytam i czytam komentarze na różnych forach i dalej nie mogę podjąć decyzji, a czasu coraz mniej. Niestety nie dostałam się w tym roku na medycynę, zawaliłam chemię, z której czułam się pewniej niż z biologii. Zalogowałam się na farmację, analitykę medyczną i fizjoterapię. Na chwilę obecną dostałam się na analitykę i fizjoterapię. I teraz pojawia się dylemat czy poprawiać maturę. Z jednej strony marzy mi się to od kilku lat i bez problemu mogłabym poświęcić jeszcze jeden rok na korepetycje, naukę do matury. Logiczne, że lepiej pójść do pracy, zarobić trochę pieniędzy i za rok zacząć studia medyczne (oczywiście jeśli dostałabym się). Jednak nasłuchałam i naczytałam się, że na tych studiach żyje się medycyną. Nie jestem geniuszem, któremu nauka przychodzi z łatwością, jestem po prostu pracowita, całkiem zdolna. Wiecie o co chodzi. Boję się tylko, że jednak przeliczę się i nie dam sobie rady z taką ilością materiału. Jak to jest/było u was z nauką i czasem wolnym? Bo tak naprawdę to jedyna przeszkoda, która mnie powsytrzymuje przed poprawą matury. Wiem, że z perspektywami bywa różnie i jest ciężko, ale uważam, że interesuje mnie to i chciałabym spróbować. I na pewno wolałabym to niż fizjoterapię albo analitykę medyczną. Byłabym wdzięczna za pomoc
  5. Studia Medyczne a Liceum

    witam wszystkich! (z góry przepraszam jeśli jest już taki temat) Mój problem jest taki...jestem w 1 Liceum i od 3 gimnazjum marzy mi się Medycyna,konkretnie chirurgia ale to poteeem. 1.jestem na profilu BioChemAng ponieważ myślałem że będę miał poważne problemy z matematyką, w gimnazjum nie uczyłem się za dużo i strasznie się bałem rozszerzenia.jednak wyszło wszystko inaczej i okazało się że całkiem nieźle sobie z nią radzę i ''być może' dałbym sobie z nią radę (motywacją jest medycyna więc) ale rodzi się tutaj problem...nie wiem jakie uczelnie są dobre i na które warto składać papiery,różnica jest tutaj taka że mogę zmienić klasę na BioChemMat żeby pójść do Krakowa,mam tam dziewczynę i wydaje mi się że fajną opcją by było tam studiować ponieważ mieszkam niedaleko gdańska a to jakieś 500km ode siebie.Do Gdańska na medycynę wiem że nie trzeba Matematyki rozszerzonej czy w Krakowie też jest taka uczelnia? nie chciałbym zmieniać klasy ale jeśli trzeba to trzeba...z matematyki sam się nie nauczę a korki odpadają patrząc na ilość materiału. co o tym sądzicie? powinienem zmienić klasę na klasę z matematyką żeby starać się do Krakowa? warto walczyć o Kraków czy lepiej zostać w tej samej klasie z Angielskim i składać do Gdańska? 2.są jakieś kursy/szkolenia/kółka chirurgii? chciałbym sprawdzić się w 1000% że jest to dla mnie bo jednak oglądając filmy to trochę różnica... 3.czy to prawda że chirurg nie ma czasu na nic tylko na operacje?Martwi mnie to ponieważ chciałbym mieć czas również dla dziewczyny jak i zainteresowań drugoplanowych.Powiedzcie jak wygląda to u was z góry dziękuję!
  6. Medycyna po 30,40r.ż.

    Witam.Poszukuję osób po 30, 40r.ż., które studiują lub zamierzają rozpocząć kierunek lekarski. Jakby był ktoś chętny to zapraszam w wiadomościach prywatnych. Hejty, komentarze typu : desperaci, za starzy na studia, jak się utrzymają nie będą uwzględniane :). Pozdrawiam i proszę o wiadomości.
  7. Jako lekarz czuję się w obowiązku posiadać wiedzę na temat leczenia nie mniejszą niż moi pacjenci, nawet jeśli „leczenie” jest tu słowem wysoce na wyrost. Onkologia jest dziedziną, w której pęd do eksperymentowania na własnym ciele jest u pacjentów wysoko rozwinięty. Chorzy często pytają co sądzę o terapii pestkami moreli, ciecierzycą czy terapii Gersona. Nawet jeśli moja rola ogranicza się do studzenia zapędów pacjenta do „samoleczenia”, wypadałoby wiedzieć przynajmniej o czym chory mówi. Stąd pomysł powstania leksykonu obecnie modnych "terapii" onkologicznych rozpowszechnianych w internecie. Metoda Forma podania Postulowane działanie Faktyczne działanie Antyneoplastony Doustna lub iniekcje Korygowanie nieprawidłowych komórek Teoretycznie -peptydy o działaniu aktywującym geny supresorowe, brak podstaw i dowodów naukowych potwierdzających działanie "Witamina B17" (amigdalina) Preparat Laetril, jedzenie migdałów, pigwy, czeremchy, pestek moreli, wiśni, jabłek Cyjanek niszczy tylko komórki rakowe, nowotworzenie u pacjentów z „niedoborem wit. B17” Podczas jej rozpadu powstaje silnie trujący cyjanek, szczególnie przy jednoczesnej podaży wit. C Witamina C Wysokie dawki p.o lubi.v. (3-12 gramów/dobę) Zwiększenie poziomu interferonu, stymulacja produkcji limfocytów Przyjmowana powyżej 2 g/dobę może wywoływać dolegliwości żołądka, nudności, biegunkę, wymioty, wysypkę skórną, obniżać odporność po radykalnym zmniejszeniu dawki. Zazwyczaj nadmiar wydalany jest z organizmu z moczem Chloryn sodu ( NaClO2- chloran II sodu) MMS - 28% tlenowy roztwór chlorynu sodu (NaClO2) w wodzie destylowanej – picie gotowego roztworu zmieszanego z sokiem cytryny Silne działanie bakteriobójcze, utlenienie wirusów, pleśni, bakterii, pasożytów i grzybów. MMS sprawia, że wydolność układu immunologicznego wzrasta aż 10-krotnie! Używany do wybielania papieru, jako herbicyd,odczynnik laboratoryjny, połknięty powoduje methemoglobinemię i w ciężkich przypadkach zgon. Chrząstka rekina Tabletki, iniekcje iv Niszczenie nowotworu, stymulacja układu immunologicznego, hamowanie angiogenezy guza Suplementacja wapnia i fosforu Dieta dr Budwig Dieta olejowo-białkowa, olej lniany i chudy twaróg Dieta przeciwnowotworowa Podaż kwasów tłuszczowych omega-3 - obniżenie poziomu trójglicerydów, korzystny wpływ na zmniejszenie ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego Dieta (terapia) Gersona Picie 3l soków owocowo-warzywnych oraz lewatywy z kawy 2xdziennie Leczenie raka, migreny, gruźlicy, osteoporozy, uzależnień, długowieczność Możliwe niedobory wskutek stosowania diety eliminacyjnej, powikłania częstych lewatyw Graviola Roślina rosnąca w Ameryce Południowej – picie soku Zawierają acetogeniny o silnym działaniu przeciwrakowym, mikrobójczym i insektobójczym. 10 000 razy silniejszy od chemioterapii Neurotoksyczność acetogenin, powodują odmianę parkinsonizmu- Parkinsonizm Gwadelupski Krzem ANRY- homeopatyczny preparat związku krzemu Leczenie raka, astmy, padaczki, wodogłowia, marskości wątroby, stwardnienia rozsianego, schizofrenii, zapalenia mózgu, niepłodności, żylaków odbytu a nawet AIDS Organizm ludzki potrzebuje 20-30 mg krzemu dziennie, składnik tkanki łącznej Kurkuma 1/2 łyżeczki kurkumy 2xdobę (spożywać łącznie z pieprzem) Wpływają na 700 ludzkich genów, eliminacja komórek rakowych Zawarte w niej substancje wykazują silne działanie przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze Metoda Ashkara Utrzymywanie otwartej rany podudzia z ziarnem ciecierzycy w środku Usunięcie toksyn z organizmu,a co za tym idzie-wyleczenie raka Konsekwencje utrzymywania wiele miesięcy otwartej rany – infekcje, utrata krwi itp. Szczepionka dra Rybczyńskiego Zastrzyk z zarodników pleśni poddanych działaniu prądu Chore na raka zwierzęta zdrowiały, a zdrowe nie chorowały na raka ??? Dla szerzej zainteresowanych tematem - informacje czerpałam ze stron dedykowanych propagowaniu niekonwencjonalnych metod "leczenia" raka: www.leczenieraka.org i www.ligawalkizrakiem.pl. Dostępnych jest jednak wiele materiałów ogólnikowo podkreślających walory i skuteczność terapii niekonwencjonalnych. Uwagę zwraca powtarzający się wśród autorów argument jakoby powyższe terapie były odkryte i stosowane już wiele lat temu - w czasach, gdy nie było mowy o chemioterapii, radioterapii, o immunoterapii nie wspominając. Ponadto podkreśla się ich mniejszą szkodliwość w porównaniu z chemioterapią. Z lekarskiego punktu widzenia część z tych pomysłów terapeutycznych może być częściowo korzystnych, jak choćby uzupełnienie diety chorego na nowotwór o soki owocowe z ekologicznych upraw. Inne (jak metoda Ashkara) napawają grozą i zakrawają na samookaleczenie. Celowo pominęłam tu metody powszechnie znane: joga, akupunktura, marihuana, leczenie temperaturą (hipo- i hipertermia). Na uwagę zasługuje wyjątkowe zainteresowanie pacjentów onkologicznych wpływem diety na przebieg choroby i wyniki badań laboratoryjnych. Żałuję, że nie wykazują takiego zainteresowania pacjenci z cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym, zespołem metabolicznym czy alkoholową marskością wątroby. Lekarz Beata Tomaszewska, specjalista chorób wewnętrznych
  8. Medyczna flegma. Brzmi okropnie ale tak najlepiej można oddać stosunki w naszym środowisku. Brakuje porządnego "expectoration". Kto przyjdzie i wstrząśnie? Kto naprawi i oczyści tę zalegającą wśród nas "sputum"? Pisałem ostatnio o najgorszych praktykach. I nagle środowisko się podzieliło. Dostałem wiadomości, że wreszcie ktoś podnosi głos i mówi, że jest źle, że potrafi napisać jak lekarze są niemili wobec siebie, jak praktyki młodych adeptów medycyny są de facto fikcyjne. Ale dostałem, też opinie, że nie ma co się dziwić, bo przecież mało umieją (to po co mają zalegać w gabinetach i czas innym zajmować), że każdy przeszedł taką drogę, że to wada systemu. W tym wszystkim najbardziej mi przeszkadza PODZIAŁ. Nie ma wspólnej chęci do zmian na lepsze. Nie ma wciąż jednego wspólnego głosu. To tak, jak z walką zjednoczonych rezydentów - wszyscy się zgadzamy, popieramy, a i tak znajdą się Ci, którzy stwierdzą: A po co to robić, po co się starać, przecież i tak nic się nie zmieni. Podobnie jest z pielęgniarkami - podobno wszystkie chcą podwyżek i lepszych warunków pracy, ale wciąż nie ma jedności w środowisku. Wciąż są podziały, bo lepiej jest narzekać niż coś zrobić. Odniosę się do praktyk dla studentów medycyny. Wiadomo, że system nauczania jest wadliwy. Każdy Uniwersytet ma własny program, własne siatki godzin, każdy kierownik Katedry czy Kliniki może zarządzać swoim przedmiotem jak chce, a w efekcie z przedmiotu niepotrzebnego można zrobić arcytrudny egzamin, a z przedmiotu najistotniejszego w kształceniu lekarzy można zrobić zaliczenie dzięki obecności. Studia trwają niesamowicie długo i w efekcie kiepsko przygotowują do praktyki. Studenci są zarzuceni, szczególnie na pierwszych latach, ogromem niepotrzebnej wiedzy. Informacjami, które z czasem są zapominane i wypierane przez kolejne. Zajęcia kliniczne są prowadzone różnie. Jedni lekarze-nauczyciele akademiccy chętnie pokażą i pomogą, inni zaś zaczynają zajęcia godzinę po czasie, niechętnie współpracują, mają "gdzieś" swoich studentów. Jeżeli zaś chodzi o praktyki wakacyjne, to faktycznie: wpuszczanie studentów do POZ po 2 roku studiów jest absurdem. Ale to samo można powiedzieć o praktykach pielęgniarskich po 1 roku. Po cóż mamy iść na nie po pierwszym roku, naładowani wiedzą z anatomii i fizjologii, gdy nie umiemy nawet trzymać strzykawki w ręku? Zatem ma ktoś nas tego musi nauczyć - pielęgniarka. Czyli te praktyki mają sens? Ale idziemy po 2 roku do POZ i mamy: 1 Poznanie zasad rejestracji chorych, rodzaju dokumentacji i systemu prowadzenia kartoteki chorego. 2 Asystowanie lekarzowi w przychodni przy przyjmowaniu chorych, a w miarę możliwości także w wizytach domowych oraz w zbieraniu wywiadu. 3 Poznanie zasad wydawania zaświadczeń lekarskich i orzeczeń o czasowej niezdolności do pracy. 4 Poznanie zasad kierowania chorych do badań specjalistycznych, ich transportu oraz sposobów wypełniania skierowań do takich badań. 5 Opanowanie zasad organizacji pracy w gabinecie zabiegowym. 6 Doskonalenie umiejętności wykonywania wstrzyknięć podskórnych i domięśniowych. 7 Nabycie umiejętności wykonywania i interpretacji prób nadwrażliwości na niektóre leki (głównie antybiotyki). 8 Opanowanie zasad udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach. 9 Współudział w wykonywaniu drobnych zabiegów lekarskich. 10 Zasady pobierania i przesyłania materiałów do badań laboratoryjnych i rejestracji wyników. 11 Zapoznanie się z metodami przeprowadzania badania bilansowego pacjenta do ukończenia 18. roku życia. 12 Poznanie zasad kwalifikowania pacjenta do szczepień oraz stosowania kalendarza szczepień u pacjentów do ukończenia 18. roku życia. Kiedy więc tych wszystkich punktów mamy się nauczyć? Przerzucić może zajęcia w POZ z 2 na 6 rok? Chyba tylko po to, aby już utwierdzonych studentów jeszcze bardziej uprzedzić przed pracą w takim miejscu. O, wprowadźmy jeszcze obowiązkowo kilka dni w całodobowej opiece. Dopiero będzie się działo! Absolutnie nigdy nie zgodzę się z opinią, że student jest niepotrzebny w gabinecie, że podbijam mu pieczątkę w indeksie i żegnam! Tak nie może być! Już wolę "starych męczycieli", co to trzymają studentów od 8:00 do 15:05 aniżeli leni, którzy za nic mają studentów - przyszłych lekarzy, przyszłych kolegów. To tak, jakby na kursie prawa jazdy instruktor na piękne oczy podbijał pieczątkę, a potem puszczał w świat 50 km/h lewym pasem. Jak już narzekamy, to pójdźmy o krok dalej: piszmy do władz i powiedzmy im co jest źle - dając odpowiedni przykład zmiany. Po to idziemy na praktyki, żeby się czegoś nauczyć. Jeżeli ktoś się zgadza nas przyjąć, bierze odpowiedzialność za to, byśmy wyszli chociażby z dobrą opinią o tym miejscu: że tam dzieje się dobrze, że dba się o dobro pacjenta i PERSONELU, a nie pracuje jak "maszyny do stawiania pieczątek". Idąc na chirurgię jakoś nie jesteśmy zbędni. I nie zgodzę się, że mamy nagle niesamowicie większą wiedzę po 3 czy 4 roku, która sprawia, że stajemy się ogromnie przydatni. Ledwo umiemy dotknąć pacjenta, zbadać i ewentualnie rozpoznać podstawowe jednostki chorobowe, trochę wiemy o farmakologii i leczeniu. Może warto byłoby się zastanowić nad solidnym przedmiotem propedeutyki medycyny już na 1 roku, tak żeby ten biedny niedouczony i NIEPRZYDATNY według niektórych student miał jakiekolwiek pojęcie o tym, co dzieje się na oddziale czy w szacownej przychodni. A ten lichy taboret dla praktykanta, fartuch zakładany na korytarzu, własne kolana to tylko kwestia dobrej kultury i wychowania lekarzy, bo są tacy, którzy znajdą miejsce na biurku dla nowego kolegi, poświęcą dodatkową minutę, żeby i "młody" osłuchał pacjenta. Ale to kwestia podejścia i tego jak bardzo nam się chce. Rozumiem skalę problemu przeładowanych przychodni, braku czasu na dobry wywiad i badanie pacjenta, ale nie możemy sami dyskwalifikować przyszłych lekarzy. To jest forma edukacji społeczeństwa. Zaniżamy szacunek do własnego zawodu. Na przestrzeni lat nasze środowisko zyskało opinię skorumpowanych, bogatych, wrednych i opryskliwych doktorów. Sami do tego doprowadziliśmy. No może z pomocą mediów. Jak potem pacjent ma wyrazić zgodę na badanie przez studenta, na podstawowy zabieg czy cokolwiek widząc pokrzywionego w kącie zahukanego błazna w białym kitlu, którym nikt się nie interesuje... Dziwne, że akurat POZ stwarza najwięcej problemów… Może faktycznie jest do jedna z najbardziej wadliwych gałęzi medycyny…
  9. Jakie mieliście wyniki z matur branych pod uwagę w rekrutacji i jaka to była uczelnia? Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzi. W prawdzie mam maturę dopiero za kilka lat, ale zawsze jest pewien niepokój , że jednak nie da się rady Dlatego zawsze stawiać sobie pewien cel.
  10. Przeszukując zasoby internetu w poszukiwaniu materiałów do artykułu o symptomach chorób uwiecznionych na obrazach natrafiłam na dość intrygujące znalezisko. Zajęcia z anatomii będące naszą zmorą na 1. roku studiów były, okazuje się, wdzięcznym tematem dla wielu malarzy przez kilka stuleci. W powszechnym przekonaniu dopiero wiek XX przyniósł rozwój wiedzy anatomicznej, a jej nauczanie wcześniej było nie tylko zaniedbywane, ale wręcz karalne. Po analizie sporego dorobku malarskiego w tej materii, historia medycyny w zakresie badania pośmiertnego jawi się nam w nieco innym świetle. Część III: Sekcja zwłok w malarstwie Jedynym anatomem, który został skazany przez Świętą Inkwizycję był Andreas Vesalius. Uczony, uważany za ojca współczesnej anatomii, w 1564 roku w Madrycie przeprowadził publiczną sekcję zwłok. Niestety w trakcie sekcji okazało się, że serce nieboszczyka nadal bije. Inkwizycja oskarżyła Vesaliusa o morderstwo. Szczęśliwie Król Filip II zamienił karę śmierci, na którą skazano anatoma, na pielgrzymkę do Jerozolimy. Vesalius w trakcie autopsji namalowany przez anonimowego włoskiego malarza. Wobec powyższych faktów przestaje dziwić, że sekcje zwłok (głównie publiczne), były przez lata dość powszechne, stąd i tak ochoczo uwieczniane na płótnie. Anatom przedstawiony na rycinie po prawej stronie żył we Włoszech w latach 1275-1326 i nie był pierwszym medykiem dokonującym autopsji i nauczającym anatomii. Ciekawym dziełem przedstawiającym lekcję anatomii jest poniższa Lekcja anatomii autorstwa Bartolomeo Passarotti datowane na ok 1570 r. Przykłady można jednak mnożyć. Nieco makabryczna praca Jana van Necka - Lekcja anatomii dr Ruyscha przedstawia sekcję zwłok małego dziecka. Ten sam anatom przy pracy, namalowany został także przez Adriaena Backera. Mało kto wie, że twórca najsłynniejszej lekcji anatomii był autorem drugiego obrazu o podobnej tematyce. Fragment spalonego obrazu Lekcja anatomii doktora Deymana Rembrandta przedstawia rzadko spotykany temat sekcji głowy. Nowszymi dziełami o tej samej tematyce, lecz zgoła innej poetyce są Anatom Gabriela von Maxa (1869) i Anatomia serca Enrique Simonet (1890). Oba dzieła skupiają się na emocjach. Przedstawieni na nich lekarze trwają w zadumie. Czerń typowego lekarskiego ubrania mocno kontrastuje z bielą prześcieradła i nagiego kobiecego ciała. W tym ujęciu zwłoki i ich badanie przestaje być tylko beznamiętną lekarską czynnością, a staje się przyczynkiem do rozmyślania, kontemplacji i zadumy nad ludzkim życiem i śmiercią. Lek. Beata Tomaszewska, specjalista chorób wewnętrznych (w artykule wykorzystano treści bloga edusens.blogspot.com)
  11. Nie zawsze rzucają się w oczy, czasem tylko medyczny wzrok wychwyci ich subtelność... Czy Rembrandt i Rubens wiedzieli, że ich modelki chorowały na raka piersi? Diagnozujemy sztukę w naszym cyklu. Nie przypuszczasz nawet jak wiele chorób i patologii odnaleźć można na obrazach mistrzów! Część II: Choroby genetyczne w malarstwie Jak wiemy z poprzedniego artykułu dorobek malarski stanowi ogromny materiał badawczy dla lekarzy-pasjonatów. Dla tych z Państwa, których centrum zainteresowania nie stanowi onkologia, proponuję analizę kilku dzieł przedstawiających chorych na schorzenia genetyczne. Długa szyja jest dziś elementem kanonu kobiecej urody, jednak u modelki uwiecznionej na obrazie Madonna z długą szyją Parmigianiniego z 1534 roku jest czymś więcej. Kobieta będąca tutaj wzorem dla wizerunku św. Marii cierpi na zespół Marfana. Świadczyć może o tym wydłużona sylwetka czy cechy arachnodaktylii. Symptomy tej samej choroby lekarskie oko dostrzeże w Portrecie młodego mężczyzny Botticellego. Botticelli był przedstawicielem renesansu, który nie dbał o szczegóły anatomiczne ludzkiego ciała. Jego prace cechowała raczej maniera świadomego zniekształcania rysunku pod kątem podkreślenia indywidualnych cech portretowanego. Czy chłopak z portretu Botticellego faktycznie cierpiał na zespół Marfana? A może jest to przykład porzekadła "lekarz zawsze wynajdzie jakąś chorobę"? Fakt, że rzadkie zespoły genetyczne towarzyszą ludzkości nie od dziś uświadamia nam m.in. dzieło Velazqueza Panny dworskie. Obraz przedstawia pięcioletnią infantkę Małgorzatę Teresę. Zdaniem Vito Franco - profesora anatomii z Uniwersytetu z Palermo, 5-letnia infantka chorowała na tzw. syndrom Albrighta. Przypomnijmy - jest to choroba genetyczna objawiająca się zmianami kostnymi, skórnymi i zaburzeniami hormonalnymi, w tym przedwczesnym dojrzewaniem płciowym. Z kolei na zespół Pradera-Williego cierpiała Eugenia Mertinez Vallejo namalowana przez Juana Carreno de Miranda (1680 r.) Na obraz kliniczny choroby składają się niski wzrost, upośledzenie umysłowe, hipogonadyzm oraz otyłość, spowodowana mniejszym zapotrzebowaniem energetycznym przy jednoczesnym ciągłym uczuciu głodu. Eugenia z powodu swojej otyłości przezywana była La Monstua - potwór, a jej portret jest najprawdopodobniej najstarszym przedstawieniem tej choroby. Lekarz Beata Tomaszewska, specjalista chorób wewnętrznych
  12. Nasze, jako lekarzy, postrzeganie świata jest zdeterminowane przez medycynę. Nie umkną naszej uwadze symptomy choroby dostrzeżone u bliźnich. Żartobliwie mówimy czasem "Strassen Diagnose” kwitując najbardziej malownicze i patognomoniczne objawy. Proponuję percepcję sztuki wizualnej, jaką jest malarstwo, przez pryzmat naszego zawodu. Malarze, jako doskonali obserwatorzy i dokumentaliści, uwieczniali na swych dziełach (w sposób świadomy lub nie) cechy, które lekarze mogą ocenić pod względem klinicznym. Część I: Rak piersi w malarstwie Bodaj najbardziej znanym, chodź może nie najbardziej wyrazistym w kwestii patologii klinicznej, jest obraz Batszeba w kąpieli Rembrandta z 1654 roku. Mówi się, że zasinienie i nierówność lewej piersi Batszeby to nic innego jak symptom raka piersi. Ciekawostką jest, że rozpoznanie takie postawiło według różnych źródeł dwóch australijskich chirurgów w latach 80. zeszłego stulecia oraz niezależnie włoski lekarz. Powstała nawet inspirowana obrazem książka "Pierś Batszeby: Kobiety, Rak i Historia” autorstwa Jamesa S. Olsona oraz kilka prac naukowych publikowanych w czasopismach medycznych. Sprawa była najwyraźniej mocno intrygująca, gdyż w 2012 roku naukowcy z Uniwersytetu Twente (Holandia) na podstawie analizy właściwości tkanek zanegowali powyższą diagnozę. Modelką Rembrandta była tutaj Hendrickje Stoffels (kochanka malarza), która zmarła kilka lat później według źródeł historycznych po długiej chorobie lub podczas epidemii dżumy. Bardziej spektakularne symptomy nowotworu piersi możemy dostrzec na obrazach P. P. Rubensa. Jako przedstawiciel realizmu uwieczniał na swoich pracach dokładnie to co widział. Pozwala nam to zauważyć oznaki choroby u przedstawianych przez niego postaci. Jedna z gracji (pierwsza z prawej) z obrazu Trzy gracje (1637-38) ma otwartą ranę, "skórkę pomarańczową", przemieszczenie brodawki sutkowej, widoczny guz i powiększone węzły pachowe po stronie lewej. Innym dziełem Rubensa mogącym być dla nas materiałem do analizy klinicznej jest Diana i jej nimfy podglądane przez satyry (1616). Znowu lewa pierś centralnej postaci kobiecej obrazu wykazuje znamiona chorobowe w postaci deformacji. Bardzo podobne kliniczne cechy raka piersi ma przedstawienie Eurydyki z obrazu Orfeusz i Eurydyka tego samego autora. Pozwala to wysunąć przypuszczenie, że do wszystkich trzech dzieł pozowała Rubensowi ta sama modelka. Portret młodej kobiety (La Fornarina) Rafaela z 1520 roku to kolejny przykład na to, jak malarz udokumentował objawy choroby u swej modelki. Młoda kobieta sportretowana przez artystę prawą dłonią jednocześnie zasłania i wskazuje na guz deformujący lewą pierś. Giovanni Battista Crespi (Il Cerano) na jednym ze swoich fresków (La Madonna libera Milano dalla peste) przedstawił Madonnę o widocznych powiększonych węzłach chłonnych oraz ze zmianą skórną w obrębie górnego kwadrantu prawej piersi. Fresk przedstawia Madonnę wybawiającą Mediolan od plagi. Czyżby autor celowo zobrazował w ten sposób „plagę” mylnie przyjmując oznaki raka piersi za objaw choroby zakaźnej? Lek. Beata Tomaszewska, specjalista chorób wewnętrznych
  13. Po ostatniej wypowiedzi ministra Gowina dotyczącej opłat za studia medyczne wśród studentów i lekarzy zawrzało. Pewnie każdy związany z tym środowiskiem komentował tę sprawę w domowym zaciszu. Kilka dni temu rozmawiałam na temat studiów pod kątem finansów z moimi rodzicami. O tym, że wcale takie darmowe nie są i ile w toku kształcenia trzeba wydać na jednego studenta. Powiem tylko, że dla większości rodziców i studentów, nie jest to mała suma. Nie będę tu mówić o kosztach mieszkania, jedzenia, tzw. życia, bo w zależności od potrzeb i dostępnych funduszy są to różne kwoty. Chciałam za to wspomnieć o tym, co każdy student musi mieć - takie swoiste ‘must have’ i ile to kosztuje. Pomijam kwestię książek, materiałów naukowych, notatek, bo jest to sprawa indywidualna - jeden woli kserówki, drugi robi własne notatki, trzeci wypożycza książki a jeszcze inny je kupuje. Są jednak rzeczy, które zwłaszcza na przedmiotach klinicznych są po prostu niezbędne. Mowa tu o fartuchach, stetoskopie, ubraniach i obuwiu medycznym. Na początek kilka słów o dobrze rozpoznawalnym i z daleka widocznym białym atrybucie lekarza (także przyszłego) - fartuchu. W Polsce jeszcze nie przyjęła się moda (choć jest to praktykowane w niektórych gabinetach prywatnych) na odejście od tej części lekarskiego stroju. Chociaż udowodniono, że nie spełnia on swojej funkcji ochronnej, wręcz przeciwnie, to jednak wciąż jest używany. Podkreśla prestiż zawodu, tworzy dystans. Fartuchy można kupić w wielu miejscach - od sklepów medycznych, które znajdziemy w każdym większym mieście, po sklepy czy aukcje internetowe. Koszt waha się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, w zależności od kroju czy firmy. Większość z nich jest dość wytrzymała, jednak w ciągu studiów zużywa się ich co najmniej dwa. Polecam zakup wersji z krótkim i długim rękawem, które można nosić wymiennie, gdy na różnych oddziałach panuje to ziąb, to upał. Każdy, kto o medycynie marzył od lat, zawsze podczas wizyty u swojego doktora zafascynowany był z pewnością stetoskopem. Tajemne słuchawki, dzięki którym lekarz magicznie odkrywa chorobę. Moment, w którym wybiera się ten pierwszy, własny, chwila kiedy czujesz się już trochę doktorem, pamięta się dość długo. Przypomina mi to scenę wyboru różdżki przez Harry'ego Pottera. Jednak do rzeczy: stetoskop na studiach używany jest dość często, zwłaszcza na zajęciach z interny. Przez lata uczymy się osłuchiwać. Najpierw nie słyszymy prawie nic (co przeważnie wstyd nam przyznać przed prowadzącym zajęcia), z czasem się to zmienia. Subtelne szmery po latach zaczynamy kojarzyć z chorobami i zapamiętywać. Uważam, że warto przy zakupie tego sprzętu zastanowić się i zbytnio nie skąpić. Nie chodzi tu o wydawanie setek na stetoskopy elektroniczne czy kupowanie kilku rodzajów - kardiologicznych, pediatrycznych. Te wymienione to już modele zaawansowane, potrzebne specjalistom, którzy potrafią wysłuchać dzięki nim drobne zmiany mogące pomóc zdiagnozować pacjenta. Warto wybrać słuchawki jednej z wiodących marek, ponieważ są one po prostu sprawdzone przez wielu studentów i lekarzy. Nie chcę tu żadnej z nich reklamować, jednak statystycznie najbardziej popularne wśród moich znajomych są stetoskopy firmy Littmann oraz MDF. Do wybory jest wiele kolorów i wersji. Ceny kształtują się pomiędzy 200 a nawet 500 zł. Swój kupowałam pod koniec drugiego roku studiów - razem z innymi studentami z mojego roku złożyliśmy zamówienie w sklepie internetowym. W taki sposób otrzymaliśmy niewielki, ale jednak rabat, także polecam taką drogę. Kolejnym elementem ubioru studenta medycyny, potrzebnym zwłaszcza na późniejszych latach, są tzw. scrubsy. Jest to amerykańska nazwa dwuczęściowego stroju chirurgicznego. Składa się on z bluzy oraz spodni lub spódnicy. Czasami przez kobiety używane są również sukienki chirurgiczne. Na większości oddziałów można się spotkać z dwiema wersjami kolorystycznymi tych zestawów - niebieską i zieloną. Widywałam też inne - różowe, pomarańczowe, granatowe. Gdy w trakcie zajęć idziemy na blok, w większości przypadków dostajemy te szpitalne, przeznaczone dla lekarzy. A jeśli ich brakuje, przebieramy się w jednorazowe komplety. Scrubsy są czasami wymagane podczas zajęć na oddziałach chirurgicznych, ginekologiczno-położniczych czy neonatologicznych. Wszystko zależy od jednostki i prowadzących. Coraz częściej lekarze także na innych oddziałach zamiast ubierać fartuch wolą przebrać się w komplet chirurgiczny - jest to w pewnych aspektach wygodniejsze. Nie trzeba się martwić o poplamienie swoich prywatnych ubrań, przenoszenie na nie zarazków a często podczas pracy czy zajęć czujemy się w nich bardziej komfortowo. Na polskim rynku funkcjonuje kilka firm zajmujących się odzieżą medyczną - Uniformix, Eldan, Apolonia, Medora. Wśród ich asortymentu można znaleźć standardowe, klasyczne zestawy, za które zapłacimy nieco ponad 100 zł. Można też wybierać różne kroje, mniej lub bardziej dopasowane, krótsze czy dłuższe. Największy wybór i pole do popisu mamy wśród bluz. Od niedawna coraz bardziej modne stają się bluzy kolorowe. Znajdziemy przeróżne wzory i kolory. Powstają również firmy, które szyją modele na zamówienie, według wybranego wzoru lub w krótkich, limitowanych seriach. Jest to gratka, zwłaszcza dla kobiet, które chcą w pracy lub na zajęciach wyglądać modnie i unikatowo. Takie bluzy w większości przypadków są droższe od klasycznych, jednak jeśli dobrze poszukamy, możemy znaleźć pasjonatów, którzy uszyją taką bluzę niewielkim kosztem. Ostatnim podstawowym elementem stroju lekarza są buty. Jeszcze kilkanaście lat temu typowy doktor kojarzył nam się z drewniakami, które było słychać na pół oddziału. Część lekarzy wciąż je nosi, jednak najpopularniejsze stały się obecnie buty typu Crocs. Lekkie, piankowe, antybakteryjne i niezniszczalne, co wie każdy, kto je posiada i nie jest to kryptoreklama. Ja swoje posiadam od kilku lat i poza kilkoma rysami nic się z nimi nie dzieje. Na rynku można znaleźć kilka odpowiedników oryginałów, ale niestety nie wiem jak one się sprawdzają. Często używane w szpitalach są również skórzane klapki tzw. cichobiegi. Równie wygodne, często bardziej estetyczne, jednak nieco trudniejsze w utrzymaniu w czystości. Wśród butów medycznych na rynku znajdziemy wiele modeli. Wspomniane Crocs’y występują wersjach klasycznych, jednokolorowych, modelach wielokolorowych, węższych, szerszych, a także jako baleriny. Ceny wahają się od kilkudziesięciu złotych na portalach aukcyjnych czy w promocji w różnych marketach, do 200 złotych za najnowsze modele. Za podobną kwotę można kupić również inne rodzaje obuwia medycznego, a cichobiegi znajdziemy u polskiego producenta Dr Cichobieg za około 130 złotych. Dodatkowo niektórzy studenci kupują inne lekarskie „gadżety” jak młoteczki neurologiczne czy latarki używane do badania na zajęciach, jednak nie są one koniecznie potrzebne i często wystarczy jedna sztuka takiego sprzętu na kilka osób. Jeśli chcielibyśmy zliczyć koszty tych elementów ubioru lekarskiego to w wersji podstawowej wychodzi nam około 500 zł a w wersji rozszerzonej zdecydowanie 500+. Dla jednych mało, dla drugich dużo. Na medycynie jak w życiu „nie ma nic za darmo, jest tylko coś za coś” cytując jednego z polskich raperów. Klaudia Kozioł
  14. Witam,mam do sprzedania wartościową (mi niepotrzebną) książkę dot. leków: Pharmonium 2015 Wybór leków dla lekarzy i farmaceutów - stan idealny. Gorąco polecam http://allegro.pl/pharmonium-2015-wybor-lekow-jak-nowa-i6644410737.html
  15. Cześć, mam na imię Maciek i mam 15 lat. Jestem obecnie w 3 klasie gimnazjum. Ostatnio dosyć poważnie zacząłem myśleć o przyszłości, bo wiem, że im wcześniej tym lepiej i ważne jest też to, żeby powoli jakoś się ukierunkowywać. Mam poważne wątpliwości, zapytania, po części też marzenia, ale chciałbym się troszkę tutaj dowiedzieć co i jak - na forum gdzie spotkam ludzi którzy poszli w stronę medycyny. Więc na początek chciałbym napisać o swoich ocenach. Niestety, bądź stety jestem raczej "humanistą", choć nie lubię tego podziału. Rozumiem przez to, to, że zdecydowanie łatwiej wchodzą mi do głowy przedmioty pokroju Biologia, Historia, Polski, WOS, Geografia itd. itd. Nawet ostatnio poprawiłem się z chemii, co łatwe nie było, ale nawet ona nie sprawia mi takich problemów jak nieszczęsna matematyka czy fizyka. O ile z fizyki czy chemii mam nieco łatwiej - nauczycielka tych przedmiotów jest bardzo schematyczna, lubi powtarzać pewne schematy. Kartkówki czy sprawdziany są bardzo proste, więc o 4 czy 5 nie trudno na koniec roku. Czasami wkuć kilka wzorów, definicji, reakcji i przeczytać temat 2 razy i jest potem piątka z pracy klasowej. Niestety z matematyką nie jest tak kolorowo. W ogóle mam problemy z podjęciem się nauki matematyki, sam od siebie. Biologii, historii czy nawet chemii nie mam problemu się uczyć, jakoś sam od siebie zapamiętuje wszystkie pojęcia jeśli przyłożę się do nauki. Z matematyka tak nie jest, ile bym nie brał korepetycji, sam bym się nie uczył, ile bym zadań nie rozwiązał z podręcznika..... przychodzi kartkówka i sam nie umiem napisać nic. Albo 3, albo 4- bo coś się od kolegi podpatrzy - wiem, że brzmi to perfidnie, ale mam niesamowity problem z matmą. Oczywiście nie jest to problem zapału, czy rozkojarzenia, bo chce umieć matematykę, ćwiczę, robię zadania, biorę korki - ale często wychodzi to na marne. Po prostu dziwnie się z tym czuję, że jestem kapiasty z matmy - no niestety tak to wygląda. Mam dobrą pamięć i wszyscy mówią mi, żeby iść w kierunku takim, aby tą pamięć wykorzystywać. Bardzo szybko uczę się definicji, poszczególnych opisów, zapamiętuje nazwy.. z biologii nawet udało mi się przejść teraz do 2 etapu konkursu przedmiotowego (rejonowego) więc słabo ze mną nie jest z biologii. Dodatkowo bardzo lubie się jej uczyć. Nie ma tu obliczeń, wzorów, a sama nauka mnie ciekawi. Nawet na "najtrudniejsze działy" które sprawiały wszystkim problem w klasie, u mnie wystarczyły 2-3 godziny i znałem perfekto, wszystko na pamięć, zawsze dostaję piątki i nauka sprawia mi przyjemność i same lekcje są dla mnie ciekawe. Zamierzam się wybrać do liceum - do technikum mnie nigdy nie ciągnęło, a poza tym jeszcze jako tako liceum może mnie ukierunkować? No i temat teraz kluczowy. Wstępnie myślałem o biol-chem. Biologia to dla mnie pestka, na chemię potrzebuję więcej czasu, ale też nie jest nie do nauczenia, choć wchodzi gorzej spokojnie da się ją jakoś zrozumieć. Lecz jaki zawód po takim rozszerzeniu? Jedyny sensowny i który bym chciał to bycie lekarzem. Kierunek lekarski, medycyna - oj tak. Niestety czasem spotykam się z różnymi komentarzami, że długo się trzeba kształcić, że potrzeba pomocy innych, że samemu finansowo się nie da rady, do któregoś roku kompletnie nie ma zarobków, gdzie ludzie po politechnice już po studiach mogą szukać pracy która w tak młodym wieku zapewni im dosyć oczywiście podkreślę DOSYĆ dobre życie. Jednak medycyna do któregoś tam roku życia to po części życie na garnuszku innych - tak mi mówią inni, nawet dziewczyna mojego kolegi, mówi, że to ciężkie studia. Ja to rozumiem w 100% ale mi się to podoba, gwarancja późniejszego zawodu, no przynajmniej teoretycznie i robiłbym to co kocham już teraz się uczyć. Nie podoba mi się tylko fakt, że trzeba tak dużo czasu i nauki, aby dopiero ustatkować się po 30, po 40 roku życia. Znam wielu młodych programistów, automatyków którzy mają 30 lat, zarabiają bardzo dobrze. Jeżdżą na różne projekty, znają jezyk perfecto i to jest karta przetargowa. Więc pojawił się dylemat - biol-chem czy... mat-inf.. Wcześniej jeszcze myślałem o prawie, ale wybiło mi się to z głowy. Po części z przesytu rynku, ale też sama praca mi się jako tako nie podoba. Papierki, chodzenie po sądach itd - z wiekiem mi to przeszło. O ile biol-chem i ciężka praca w kierunku medycyny jest jeszcze bardzo realne, bo w miarę te przedmioty ogarniam, to już mat-inf i politechnika z ROZSZERZONĄ MATEMATYKĄ NA MATURZE to ból głowy kiedy o tym pomyślę. Nie dość, że matematyka to mój wróg nr.1 i mam straszne z nią problemy, w dodatku mi się nie podoba mimo chęci zrozumienia to jeszcze na samych studiach tej matmy jest bardzo dużo.. I teraz zawód programisty czy automatyka z pozoru przyjemny, ale same studia czy liceum to byłaby męczarnia. Może mi się tak wydaje, może jeszcze nikt mi matematyki dobrze nie rozjaśnił, no ale właśnie.. jak na razie jest źle. Jestem dosyć ambitny, zawsze stawiam poprzeczkę wysoko. Chciałbym zarabiać dużo, być spełniony zawodowo, rodzinnie, mieć czas dla bliskich. Znajomość języka angielskiego na poziomie perfekcyjnym to karta przetargowa. Będąc lekarzem po wielu latach też się uda zarabiać dużo, lecz do 40r.ż. raczej nie ma co się łudzić na wysokie zarobki. Programista czy automatyk w tym wieku już się jak najbardziej ustatkuje. Spokojnie. Więc jak to widzicie? Jakie dacie mi rady? Jakie macie spostrzeżenia? Z góry dziękuję i proszę o liczne odpowiedzi, ponieważ mam straszny mętlik w głowie. Pozdrawiam.
  16. Witam forumową brać. Moja historia jest dość skomplikowana i zawiła. Zawsze rodzice mnie cisnęli na medycyny, byłem raz na lekarskim, jednak rezygnowałem, bo chciałem pójść "na własna rękę", na studia ktore by mnie satysfakcjonowały. Jestem właśnie na nich i jednak powracają do mnie mysli ze powinienem był ukończyć ta medycynę. Mam 23 lata i wiem, że mam duże szanse dostać na tegorocznym naborze. Pytanie do starszych i doświadczonych - czy te 4 lata do tylu stanowią jakąś znaczącą różnice ?
  17. Dzień dobry, Jestem uczniem 2 klasy liceum i planuje iść na medycynę. W przyszłości chcę mieszkać za granicą. Chciałbym skończyć studia pozwalające mi wyjechać za granicę. Czy są zagraniczne uczelnie, w których można studiować nie odpłatnie po angielsku? Nie mysle tylko o uczelniach w Europie, ale na całym świecie.
  18. Hej. Dostalam sie na Uniwersytet medyczny we Wrocławiu na kierunek lekarski i co sie z tym wiąże - szukam pokoju do wynajęcia w mieszkaniu, w ktorym także mieszka student/ka medycyny lub studenta/ki medycyny chętnego/ej do wspólnego wynajęcia.Jestem osobą niepaląca. Lubię porządek i czystość (po prostu żeby dobrze się mieszkało).Jestem zainteresowana mieszkaniem rozkładowym, czyli z pokojami niezależnymi i osobną kuchnią, komfortowym (na pewno nie w stylu PRL) najlepiej z podstawowymi sprzętami. Chciałabym zamknąć sie w przedziale cenowym do 750-800 zł za miesiąc (w ten cenie wliczone opłaty). Zainteresowanych prosze o kontakt : 733664785 ??. Kamila
  19. Jak macie pytania o urz , chętnie odpowiem
  20. Spór Naczelnej Rady Lekarskiej z prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie zasadności stosowania leków homeopatycznych zakończony. O jaką sprawę chodzi? Otóż w kwietniu 2008 roku (stanowisko nr 7/05/V) Naczelna Rada Lekarska nakazała lekarzom i dentystom przestrzegania obowiązku postępowania w swojej praktyce zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, w świetle której nie ma żadnych dowodów na działanie terapeutyczne leków homeopatycznych ani innych metod z kręgów tzw. "pseudomedycyny". Na podstawie powyższego stanowiska NRL miało prawo wytaczać lekarzom i dentystom zalecającym i przepisującym tego typu metody postępowania dyscyplinarne. Oczywiście nie trudno zgadnąć, że stanowisko Rady było bardzo nie w smak firmom produkującym leki homeopatyczne. Spotkało się również z negatywną reakcją prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jako rzekome ograniczenie konkurencji i sprawa znalazła się na wokandzie sądowej. Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpatrywał tę sprawę był uchylający dla powództwa, przychylając się tym samym do stanowiska pozwanego i potwierdzając, iż nie ma dowodów skuteczności homeopatii. Prezes UOKiK nie zgodził się jednak z decyzją Sądu Okręgowego i złożył apelację od wyroku. Ostatnio apelacja ta również została oddalona i tym samym skończył się trwający od 8 lat już spór Rady Lekarskiej z tą dziedziną pseudomedycyny.
  21. Słyszałam gdzieś, że po "reformie" nie ma już rocznego stażu po studiach. Jak to teraz wygląda i czy to prawda?
  22. Hej! Jestem na 3 roku medycyny i powiem szczerze że do tej pory wszystkie moje cele i marzenia były związane z tą jedną dziedziną dopóki nie poczułam że jestem zmęczona gonitwami po szpitalach, praktykach, dodatkowych dyżurach i wkuwaniu książek na pamięć. Postanowiłam więc założyć bloga w którym pisze o medycynie i o życiu poza nią niezdarnie to ze sobą przeplatając. https://przyszlosercedodoktora.wordpress.com Jeśli czasem będziecie mieć dość tak jak ja, polecam i zapraszam. agathem
  23. Witam serdeczenie. Mam problem, mianowicie dostałem się na lekarski do Bydgoszczy i do Łodzi i nie wiem co wybrać. Jakie są wasze opinie o tych uczelniach? Czym sie sugerować (oprócz odległości od domu)? Liczę na szybką pomoc /Dołączam również pytanie czy ktoś wie jak wygląda sprawa przenoszenia się z tych uczelni do Wrocławia? Czy różnice z przedmiotami są na tyle małe że po roku można sie przenieść, czy może dopiero po dwóch albo wcale?
  24. Cześć Widzę na forum ŚUM-owskim cisza. Jest ktoś z rocznika 2013? Jak wam się studiuje?
  25. Jak w temacie. Ja wiem o wrocławskiej "SIÓDEMCE": http://www.lo7.wroc.pl A jak jest w innych miastach?