LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'npl'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 6 wyników

  1. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Niedawno miałem swój ostatni w życiu (miejmy nadzieję) dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. To bardzo cenne doświadczenie z zakresu medycyny kaszelkowo-katarkowej oraz drobnej pediatrii - uważam, że każdy lekarz powinien nauczyć się diagnozować podstawowe jednostki chorobowe takie jak zakażenia gardła, zatok czy uszu. Te kilka lat spędzonych w NPL to doświadczenie totalnie rujnujące psychikę młodego anestezjologa, który widzi ewidentny rozdźwięk pomiędzy kalibrem problemów pacjentów zgłaszających się z przeziębieniem "Doktorze mam 37,8 i kaszlę! Umieram!" a pacjentów leżących i faktycznie umierających na intensywnej terapii. Pomimo wszelkich starań nie udało mi się wykrzesać z siebie nawet najmniejszej ilości zrozumienia i współczucia dla "ciężko chorych" bywalców NPL. Może dlatego, że prawdziwy dramat to dla mnie los matki trójki dzieci, u której po krwotoku z pękniętego tętniaka trzeba stwierdzić śmierć mózgu? Mimo krótkiego stażu w medycynie udało mi się rozwinąć dziwną umiejętność przeczuwania jak ma wyglądać najbliższy dyżur. Jest to coś na podobieństwo bólu krzyża, który męczy wilka morskiego przed załamaniem pogody. Trudno jest mi zdefiniować jak wygląda to przeczucie. Po prostu jadąc na niektóre dyżury wiem, że z góry będę miał przerąbane. Tak było przed moim ostatnim dyżurem w NPL. Nie myliłem się. Poszedłem tam z nastawieniem, że cokolwiek się nie zdarzy to już właściwie mnie nie dotyczy. W końcu przyniosłem wymówienie i już więcej nie będzie żadnych tłumaczeń, odpowiadania na idiotyczne skargi, tłumaczenia przeróżnym dziwnym ludziom rzeczy oczywistych. Mogę w końcu na luzie odwalić całą robotę i iść do domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. Przywitał mnie tłum na korytarzu. Rzecz rzadko spotykana w tym małym NPLu. Pierwszych dwudziestu pacjentów udało mi się przyjąć bez żadnych zawirowań. 90% rozpoznań to J00 i J06 (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Potem były schody. O 21:00 telefon od spanikowanej mamusi: ma dwie córki 12 i 7 lat. Jedna leczona amoksycyliną z kwasem klawulanowym na zapalenie gardła a druga cefuroksymem na zapalenie oskrzeli. Dwunastolatka zjadła antybiotyk siedmiolatki. "Co może jej się stać?!" - pyta przerażona matka. "W najgorszym razie biegunka" - odpowiadam. "Biegunkę to już ma od 2 dni" - słyszę w słuchawce. Kryzys zażegnany. O 23:30 wielka kumulacja. Przychodzi czteroosobowa rodzina. Wszyscy mają katar, wszyscy od kilku dni. U lekarza rodzinnego nie byli. "Więc jak to było? - pytam głowę rodziny. "Oglądaliście sobie Kevina samego w domu i nagle wpadliście na pomysł, żeby o 23:00 razem przyjść do NPL?". Pan - głowa rodziny się śmieje. Głowa opada mi na biurko. Zazdroszczę dobrego humoru.... 2:00 dzwoni pani. Zgłasza, że jej mama w wieku 88 lat ma gorączkę, ciężko i szybko oddycha i nie można się z nią dogadać. Kilka pytań i upewniam się, że staruszka ma duszność i zaburzenia świadomości. Pani dzwoniła już na pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Każę natychmiast wezwać pogotowie. Za 15 minut dzwoni dyspozytorka i wydziera się do słuchawki. Grzecznie wyjaśniam, że NPL nie jeździ do pacjentów z dusznością i sugeruję sumienne zbieranie wywiadu. To kolejny podobny przypadek - pogotowie w tym rejonie często próbuje "dysponować" lekarza NPL do chorych, żeby sprawdził czy nie trzeba karetki pogotowia. I w 9 na 10 przypadków okazuje się, że pacjent jest chory i wymaga interwencji pogotowia ratunkowego. Tymczasem zegar tyka, a czas do uzyskania fachowej pomocy upływa nieubłaganie. 3:30 przychodzi pacjentka z mężem. Od 3 dni ma katar, ale stwierdziła, że to będzie najlepsza pora na wizytę u lekarza. Co więcej, pani żąda żebym do jutra ją wyleczył bo ma pogrzeb i musi być w formie. Przecież jest zbyt chora, żeby rano czekać w kolejce po numerek do lekarza rodzinnego! Żąda natychmiastowej pomocy! 4:15 dzwoni pacjentka - lat 75. Miała już zawał serca, od 2 godzin boli ją w klatce piersiowej i nie może spać. Zalecam niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe. 8:00 koniec dyżuru. Zamykam kram. Zdarzenia tej nocy sprawiły, że wychodząc rano do domu wyzbyłem się wszelkiej tęsknoty za powrotem. Nigdy w życiu Nocnej Prostytucji Lekarskiej! Zobacz pełny news
  2. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Niedawno miałem swój ostatni w życiu (miejmy nadzieję) dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. To bardzo cenne doświadczenie z zakresu medycyny kaszelkowo-katarkowej oraz drobnej pediatrii - uważam, że każdy lekarz powinien nauczyć się diagnozować podstawowe jednostki chorobowe takie jak zakażenia gardła, zatok czy uszu. Te kilka lat spędzonych w NPL to doświadczenie totalnie rujnujące psychikę młodego anestezjologa, który widzi ewidentny rozdźwięk pomiędzy kalibrem problemów pacjentów zgłaszających się z przeziębieniem "Doktorze mam 37,8 i kaszlę! Umieram!" a pacjentów leżących i faktycznie umierających na intensywnej terapii. Pomimo wszelkich starań nie udało mi się wykrzesać z siebie nawet najmniejszej ilości zrozumienia i współczucia dla "ciężko chorych" bywalców NPL. Może dlatego, że prawdziwy dramat to dla mnie los matki trójki dzieci, u której po krwotoku z pękniętego tętniaka trzeba stwierdzić śmierć mózgu? Mimo krótkiego stażu w medycynie udało mi się rozwinąć dziwną umiejętność przeczuwania jak ma wyglądać najbliższy dyżur. Jest to coś na podobieństwo bólu krzyża, który męczy wilka morskiego przed załamaniem pogody. Trudno jest mi zdefiniować jak wygląda to przeczucie. Po prostu jadąc na niektóre dyżury wiem, że z góry będę miał przerąbane. Tak było przed moim ostatnim dyżurem w NPL. Nie myliłem się. Poszedłem tam z nastawieniem, że cokolwiek się nie zdarzy to już właściwie mnie nie dotyczy. W końcu przyniosłem wymówienie i już więcej nie będzie żadnych tłumaczeń, odpowiadania na idiotyczne skargi, tłumaczenia przeróżnym dziwnym ludziom rzeczy oczywistych. Mogę w końcu na luzie odwalić całą robotę i iść do domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. Przywitał mnie tłum na korytarzu. Rzecz rzadko spotykana w tym małym NPLu. Pierwszych dwudziestu pacjentów udało mi się przyjąć bez żadnych zawirowań. 90% rozpoznań to J00 i J06 (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Potem były schody. O 21:00 telefon od spanikowanej mamusi: ma dwie córki 12 i 7 lat. Jedna leczona amoksycyliną z kwasem klawulanowym na zapalenie gardła a druga cefuroksymem na zapalenie oskrzeli. Dwunastolatka zjadła antybiotyk siedmiolatki. "Co może jej się stać?!" - pyta przerażona matka. "W najgorszym razie biegunka" - odpowiadam. "Biegunkę to już ma od 2 dni" - słyszę w słuchawce. Kryzys zażegnany. O 23:30 wielka kumulacja. Przychodzi czteroosobowa rodzina. Wszyscy mają katar, wszyscy od kilku dni. U lekarza rodzinnego nie byli. "Więc jak to było? - pytam głowę rodziny. "Oglądaliście sobie Kevina samego w domu i nagle wpadliście na pomysł, żeby o 23:00 razem przyjść do NPL?". Pan - głowa rodziny się śmieje. Głowa opada mi na biurko. Zazdroszczę dobrego humoru.... 2:00 dzwoni pani. Zgłasza, że jej mama w wieku 88 lat ma gorączkę, ciężko i szybko oddycha i nie można się z nią dogadać. Kilka pytań i upewniam się, że staruszka ma duszność i zaburzenia świadomości. Pani dzwoniła już na pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Każę natychmiast wezwać pogotowie. Za 15 minut dzwoni dyspozytorka i wydziera się do słuchawki. Grzecznie wyjaśniam, że NPL nie jeździ do pacjentów z dusznością i sugeruję sumienne zbieranie wywiadu. To kolejny podobny przypadek - pogotowie w tym rejonie często próbuje "dysponować" lekarza NPL do chorych, żeby sprawdził czy nie trzeba karetki pogotowia. I w 9 na 10 przypadków okazuje się, że pacjent jest chory i wymaga interwencji pogotowia ratunkowego. Tymczasem zegar tyka, a czas do uzyskania fachowej pomocy upływa nieubłaganie. 3:30 przychodzi pacjentka z mężem. Od 3 dni ma katar, ale stwierdziła, że to będzie najlepsza pora na wizytę u lekarza. Co więcej, pani żąda żebym do jutra ją wyleczył bo ma pogrzeb i musi być w formie. Przecież jest zbyt chora, żeby rano czekać w kolejce po numerek do lekarza rodzinnego! Żąda natychmiastowej pomocy! LUDZIE! LITOŚCI! 4:15 dzwoni pacjentka - lat 75. Miała już zawał serca, od 2 godzin boli ją w klatce piersiowej i nie może spać. Zalecam niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe. 8:00 koniec dyżuru. Zamykam kram. Zdarzenia tej nocy sprawiły, że wychodząc rano do domu wyzbyłem się wszelkiej tęsknoty za powrotem. Nigdy w życiu Nocnej Prostytucji Lekarskiej! Świro-lotek: Kleszcz! Świro-lotek: Co za typy! Świro-lotek: W mordę dać czy skargę napisać? Świro-lotek: Seks-wypadek (dramat w jednym akcie) Świro-lotek: Mega Kumulacja! Świro-lotek: Piję, więc jestem! Świro-lotek: Łapówka czyli jak przekupić doktora Świro-lotek: SURSUM CORDA! Świro-lotek: "Dobry" tata Świro-lotek: "Nagłe pogorszenie" Świro-lotek: "NPL lekiem na całe zło świata"
  3. Nigdy nie przestaje mnie zadziwiać co kieruje postępowaniem niektórych pacjentów. Myślę to o osobach, które cierpią na znane schorzenia, zostały zdiagnozowane i wiedzą, co oznaczają ich objawy. Były już w szpitalu, znają sposób diagnostyki i leczenia swoich chorób.Tymczasem w zetknięciu ze znanymi symptomami zgłaszają się do... Nocnej Pomocy Lekarskiej. NPL przyciąga pacjentów jak światło wabi ćmy. Cieszę się, że chorzy mają zaufanie do możliwości przypadkowego lekarza wyposażonego tylko w stetoskop, ciśnieniomierz i aparat do EKG. Ale do pioruna... Co robi w NPL pacjentka, która od 12 dni krwawi z dróg rodnych? Zdiagnozowano u niej przerost błony śluzowej macicy. Miała dwukrotnie wykonywane łyżeczkowanie jamy macicy. Oczywiście nie przyniosła dokumentacji. Jedyne co mogę zrobić to skierować do szpitala. Co robi w NPL pacjent lat 64 po 3 zawałach serca, angioplastyce, po wstawieniu 3 stentów, leczeniu restenozy w stencie, którego nagle zaczęło boleć w klatce piersiowej? To chyba logiczne, że w przypadku bólu zamostkowego u tak obciążonego chorego konieczna jest niezwłoczna diagnostyka w szpitalu. Oczywiste dla wszystkich oprócz chorego. Oczywiście wykonuję EKG - jednak wiem z doświadczenia, że niezależnie od tego czy są w nim jakiekolwiek zmiany pacjent musi trafić do szpitala karetką. Co robi w NPL pacjentka, która podczas pracy w ogrodzie przewróciła się i uderzyła głową w krawężnik doznając utraty przytomności? Na głowie krwawiąca rana tłuczona długości ok 5 cm - ewidentnie do szycia. W NPL nie ma tomografu, nie ma możliwości zaopatrzenia rany. Pacjentka jedzie karetką do szpitala. Co robi w NPL chora z krwawieniem z przewodu słuchowego. Przyjmuje leki przeciwkrzepliwe z powodu migotania przedsionków. Rano czyściła uszy patyczkiem. Z ucha zaczęła lecieć krew i nie przestaje od kilku godzin. Kierunek - ostry dyżur laryngologiczny. Pomijam hordy pacjentów żądających wszelkiej maści zaświadczeń, przychodzących po przedłużanie leków przyjmowanych przewlekle, narkomanów wyłudzających benzodiazepiny. Moim zdaniem winny jest brak edukacji zdrowotnej. Uczymy w szkole dzieci jak myć zęby a nie mówimy gdzie mają się zgłaszać w konkretnych przypadkach. Nie wiedzą kiedy dzwonić po pogotowie ratunkowe a kiedy samemu udać się do szpitala. Nie znają kompetencji lekarza rodzinnego, specjalisty z poradni ani lekarza nocnej pomocy lekarskiej. Żyją w przekonaniu utrwalanym przez polityków i media (osławione seriale medyczne w których ten sam lekarz przyjmuje porody, wycina wyrostki, jeździ w karetce, leczy nowotwory i katar), że należy im się wszystko, natychmiast i za darmo. Spotkanie z realiami funkcjonowania systemu ochrony zdrowia budzi agresję, która skupia się na lekarzach, pielęgniarkach i ratownikach. Z drugiej strony wszechobecne kolejki sprawiają, że pacjenci próbują szukać jakiejkolwiek pomocy. Co zrobić z gorączkującym dzieckiem, skoro najbliższy termin do pediatry w przychodni jest za 4 dni? Lekarz rodzinny jest na urlopie a pacjentka nie wie, że może iść do innego po leki na nadciśnienie. To wszystko sprawia, że nocna pomoc lekarska, szpitalny oddział ratunkowy oraz pogotowie ratunkowe to miejsca, gdzie widać nieudolność systemu opieki zdrowotnej. To tam szukają pomocy ofiary długich kolejek, braku dostępu do specjalistów, braku uczciwej diagnostyki i leczenia chorób przewlekłych. To tam widać do czego prowadzi brak programów profilaktycznych i brak pieniędzy na nowoczesne sposoby leczenia. Życzę politykom, żeby sami zobaczyli jak wygląda system opieki zdrowotnej oczami obywateli. Niestety wiem doskonale, że ich te problemy nie dotyczą. Oni mają najlepszą opiekę i nie muszą czekać w kolejkach, Wiem, bo na własne oczy widzę, jak wiele zależy od pozycji i pieniędzy danej osoby. Zwykli obywatele nie mają szans.
  4. Kolejny dyżur w NPL. Kaszlące dzieci, ból gardła od tygodnia, bóle pleców od miesiąca, zapalenie gardła, przeziębienie i zapalenie spojówek. Monotonię dyżurową przerywa pewna Pani. Wchodzi do gabinetu. Zerkam na dokumentację - 5 wizyt z powodu "bólu pleców" - każda zakończona wypisaniem zwolnienia. Pani: Chcę zwolnienie bo jutro mam prywatną rehabilitację w Super-Mega-Medzie. Ja: Proszę zatem udać się do lekarza z Super-Mega-Medu - na pewno chętnie wystawi Pani zwolnienie. (notuję w dokumentacji powód zgłoszenia się pacjentki) Pani: Ale ja muszę mieć zwolnienie bo jutro nie idę do pracy! Ja: W nocnej pomocy lekarskiej nie wystawia się zwolnień na żądanie. Prywatna rehabilitacja to nie jest powód do stwierdzenia niezdolności do pracy. Pani (czerwieniejąc ze złości): To w takim razie bolą mnie plecy! Chcę z tego powodu zwolnienie. Ja (spokojnie i powoli): Bardzo mi przykro, ale nie mogę wystawić Pani zwolnienia. Powiedziała Pani, że chce zwolnienie na rehabilitację i ja to już zapisałem w dokumentacji medycznej. Pani (wrzeszcząc): Jak coś mi się stanie to za to odpowiesz! Ja (w myślach): Z pewnością... Dwie minuty później słyszę Panią, gdy idzie chodnikiem pod oknami gabinetu wymieniając uwagi ze swoim partnerem Pani: Co za głupi sk&%@#*#L nie chciał mi dać zwolnienia. Partner: J%$#$y ch%$, nie wiadomo czy w mordę dać czy skargę napisać!? Kochani pacjenci
  5. W ostatnim czasie zarobki rezydentów stały się bardzo modnym tematem. Różnorakie portale prześcigają się w publikowaniu artykułów o patologiach, które dotykają lekarzy w trakcie specjalizacji oraz ich niskich zarobków. Ile może zarobić młody lekarz? Całkiem sporo! Wszystko zależy od chęci i dyspozycyjności. Pracy jest pod dostatkiem i znalezienie dodatkowego zajęcia nie jest specjalnie skomplikowane. Wielu lekarzy pracuje w kilku miejscach - w ten sposób maskuje się dramatyczny niedobór lekarzy. Niskie zarobki w podstawowej pracy (na rezydenturze) zmuszają wręcz do szukania dodatkowego zajęcia. Poniżej przedstawiam przykładową kalkulację. Na początek założymy, że nasz młody lekarz miał szczęście i udało mu się załapać na rezydenturę. Jako, że jest osobą praktyczną, aby więcej zarabiać wybrał specjalizację deficytową. Pracuje więc w szpitalu w wymiarze jednego etatu czyli około 150h miesięcznie. Zarabia ok 2500 zł netto (czyli na rękę). Do tego dochodzą dyżury w podstawowym miejscu pracy. Za przeciętnie 4 dyżury nocne w miesiącu otrzymuje wynagrodzenie około 1000 zł. Zaledwie 250 zł za dyżur w czasie którego opiekuje się kilkudziesięcioma pacjentami. 4 dyżury po około 16 godzin dają dalsze 64 godziny w pracy. Zarabia więc 3500 zł netto pracując 216 godzin. Młody lekarz zakłada rodzinę - musi więc jakoś zarobić na wesele, remont mieszkania (ma takie szczęście, że odziedziczył mieszkanie po dziadkach), zakup samochodu, zakup ubranek, zabawek, wózka i innych niezbędnych artykułów. Znajduje więc dodatkową "fuchę" w nocnej pomocy lekarskiej (czyli w skrócie NPL). Udaje mu się wynegocjować całkiem dobrą stawkę 60 zł/h brutto. Ma szczęście, że dyrektor przychodni ma nóż na gardle, w przeciwnym razie zaproponowałby mu o wiele niższą stawkę. Wielu lekarzy pracuje w NPL za 50, a nawet 40 zł za godzinę. Nasz bohater bierze 6 dyżurów w miesiącu - 3 w dni powszednie (trwające 14h) i 3 weekendowe (po 12 godzin). Zarabia dalsze 3900 zł netto pracując dalsze 78 godzin w miesiącu. Szef naszego bohatera składa mu propozycję nie do odrzucenia. Będzie zabezpieczał także szpitalną izbę przyjęć. Będzie tam jedynym lekarzem. Dostaje 4 piątkowe dyżury, których nikt nie chciał wziąć. Wiadomo - piątek to dzień "imprezowy", co oznacza więcej nietrzeźwych pacjentów. Stawka nie podlega negocjacji - 60 zł/h brutto. Żeby ominąć przepisy prawa pracy (nie może pracować u jednego pracodawcy na etacie i na umowie zleceniu) zostaje zatrudniony poprzez "znajomą" przychodnię. Nie wdając się w szczegóły: za 64 godziny w szpitalu dostanie "na rękę" 3220 zł. Ponieważ znajomy prowadzi firmę wykonującą transporty medyczne od czasu do czasu trafia mu się takie zlecenie. Średnio raz w miesiącu przewozi gdzieś pacjenta karetką. Za 12h transport zarabia około 600 zł "na rękę". Podsumowując: 2500 zł pensji podstawowej + 1000 zł dyżury + 3900 zł NPL + 3220 zł izba przyjęć + 600 zł transport = 11 220 zł! To prawdziwa fortuna! Według internetowej porównywarki wynagrodzeń, która znajduje się na stronie internetowej partii "Razem", wynagrodzenie tej wysokości stawia młodego lekarza wśród 1% najlepiej zarabiających Polaków! Należy jednak zrobić jeszcze jedno podsumowanie - czasu, jaki spędzi w pracy: Dodajemy 150h podstawowego czasu pracy + 64h dyżury na oddziale + 78h w NPL + 64h w izbie przyjęć + 12h transportu = 368h. Tymczasem miesiąc ma 720 godzin. Nasz młody lekarz spędza w pracy ponad połowę miesiąca! Pełen etat w dni powszednie od 8 do 15:35 oraz 14 dyżurów w miesiącu (w tym 11 nocnych). Kiedyś musi jeszcze spać lub odsypiać noce zarwane na dyżurach. W miejscach takich jak nocna pomoc lekarska lub izba przyjęć przespane noce to ewenement. Jego zadania nie ułatwia fatalna organizacja pracy, nadmiar biurokratycznych procedur oraz zmęczenie. O wiele łatwiej jest popełnić tragiczną pomyłkę, jeśli jest się zbudzonym do nagłej interwencji o godzinie 3:00 w nocy. Ponieważ jest niedoświadczony, wiele czynności wykonuje wolniej, zleca więcej badań dodatkowych i konsultacji specjalistów. Ma szczęście bo do tej pory nie popełnił żadnego "medialnego" błędu. Dla rodziny zostają pojedyncze dni wolne w miesiącu. Młody lekarz jest ciągle przemęczony, rozdrażniony. Przekłada się to na kłótnie w domu, pretensje pacjentów, których przyjmuje - zarzucają mu brak empatii oraz złośliwość, brak czasu na naukę (w domu leżą odłogiem podręczniki do specjalizacji, które powinien czytać), brak czasu dla siebie (nie ma żadnego hobby). Są to rzeczy o wiele cenniejsze niż pieniądze, które może w ten sposób zarobić. Lekarz - nawet ten zaraz po studiach może zarabiać naprawdę dużo. Problemem pozostaje cena, którą pozostaje zapłacić za wysoką pensję. Cena, której przeliczyć na pieniądze nie sposób. *** UWAGA! Do osób, które chcą cytować ten artykuł np. w prasie: Bardzo proszę o zachowanie zasad rzetelności dziennikarskiej podczas udostępniania jego treści. Nie jest w nim napisane, że "lekarz w czasie specjalizacji zarabia 12000 zł na rękę" tylko, że "lekarz w czasie specjalizacji może zarabiać 12000 zł na rękę pracując na 2,5 etatu i przy okazji lekceważąc wszelkie zasady regulujące czas pracy, stanowiąc zagrożenie dla pacjentów oraz niszcząc swoje zdrowie i swoją rodzinę". Artykuł powstał na podstawie doświadczeń własnych autora oraz innych lekarzy i nie jest prostym opisem przypadku jednej osoby. To raczej tendencja, którą można zaobserwować wśród młodych medyków. (Na zdjęciu: młodzi lekarze z Argentyny "odsypiający" zarwaną noc)
  6. Pracując w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej można spotkać najróżniejszych ciekawych osobników. Pewne rodzaje pacjentów przewijają się praktycznie na każdym dyżurze. Jacy to ludzie? Sprawdźcie sami! Oto ironiczny, słodko-gorzki przewodnik świro-lotka! Ból zęba - pan, najczęściej koło 50 lat, przychodzi, bo od kilku dni boli go ząb. U dentysty nie był. Prosi o przepisanie antybiotyku bo boi się wiertła, a sąsiadka poradziła, że dobra ciocia z NPL zapisuje antybiotyki na bolące zęby. Gdy zaglądam do jamy ustnej, widzę zgniłe pieńki czegoś co dawno temu było zębami. Co robię? Zalecam natychmiast zgłosić się do stomatologa. Pacjent niezadowolony opuszcza gabinet. Nadciśnienie - wiele lat temu autorzy wytycznych leczenia nadciśnienia tętniczego przewidywali, że chorobę tę uda się opanować w ciągu 5 lat. 20 lat później do NPLu, SORu ciągle zgłaszają się osoby, których nadciśnienie przerosło. Najczęściej jest to pani lat 60+, która od rana czuje się źle i boli ją głowa, więc przypomniała sobie, że można by zmierzyć ciśnienie. Wartość 170/100 mmHg wywołała autentyczny strach więc zgłosiła się do NPL. Najczęstsza przyczyna takiego stanu rzeczy? Nie bierze leków. Oczywiście za nic na świecie się do tego nie przyzna. Zapytana na co choruje twierdzi, że kiedyś miała NT, ale bierze leki i już nie ma. Po obniżeniu ciśnienia lekami doustnymi (wśród których pierwsze skrzypce gra zawsze hydroksyzyna) i upewnieniu się, że nie mamy do czynienia ze stanem nagłym nadciśnienia tętniczego, zostaje skierowana do swojego lekarza rodzinnego z zaleceniem, by jednak brać te leki. "Ale ja biorę panie doktorze!" Tak, tak... KOSZMARNY KASZEL! - zazwyczaj jest to zaniepokojona mama z dzieckiem. Słyszymy wariację na temat: "Dziecko od rana kaszle, strasznie kaszle, w ogóle jest to szczekający kaszel, nawet przy kaszlu wymiotowało 3 razy, prawie się nie udusi, ale to taki kaszel oskrzelowy więc przyszłam bo to już na pewno jest coś w płucach!" Dziecko siedzi zadowolone i uśmiechnięte, bez gorączki, w płucach nic niepokojącego nie słychać. Zazwyczaj jedynym odchyleniem w badaniu jest wydzielina w nosie. Cecha charakterystyczna tej zagadkowej choroby? W czasie pobytu w poczekalni oraz w gabinecie dziecko ani razu nie zakasłało... "Przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku". W gabinecie słyszymy: "Za 2 dni wyjeżdżamy na wakacje przyszłam więc z dzieckiem zobaczyć czy jest zdrowe. Może na wszelki wypadek gdyby się nie rozchorowało przepisał by nam doktor jakiś antybiotyk". Powyższe występują także w pakietach - rejestruje się na przykład mama i dwójka rodzeństwa. Wszystkich trzeba zbadać, żeby w końcu z przykrością poinformować towarzystwo, że są obecnie zdrowi a ja nie jestem wróżką żeby zapewniać ich, że jutro nie będą mieli zawału, sepsy albo wypadku samochodowego. "Pan Antybiotyk". Wizyta typowa - zwykłe przeziębienie albo zapalenie gardła, które za żadne skarby nie chce być anginą paciorkowcową. Zaczynam pisać na kartce zalecenia, gdy twarz pacjenta przybiera kolor purpury a oczy powiększają się do rozmiaru denka od butelki. "Jak to?! Nie będzie antybiotyku?!" - cedzi przez zęby a kłykcie trzaskają od zaciskanych pięści. Ano nie będzie. Jak się nie podoba to może Pan szanowny iść do innego lekarza. Musiałem patrzeć na ludzi umierających na sepsę wywołaną przez bakterie oporne na wszystkie znane ludzkości antybiotyki i nie mam zamiaru przykładać ręki do produkowania kolejnych opornych szczepów. "A nie moglibyśmy..." - jęczy pacjent z nadzieją w głosie. Nie, nie moglibyśmy. Do widzenia... Jest pan moją ostatnią nadzieją! Pacjent z wydawałoby się pospolitą przypadłością jak np. ból gardła. Był już 3 razy u lekarza rodzinnego, u laryngologa, kardiologa i dwa razy u ortopedy, był już 3x w NPL u innych lekarzy. Zrobił sobie wszystkie możliwe badania, rezonans mózgu i gastroskopię i nikt nie jest w stanie powiedzieć dlaczego go boli. Rozumiem, że mając do dyspozycji szpatułkę do gardła, latarkę i stetoskop w sobotę o godzinie 23:30 to właśnie ja postawię błyskotliwą diagnozę i zakończę wielomiesięczne cierpienia pacjenta. Niestety nie zakończę. Dlaczego nie zapytam, dlaczego nie był jeszcze ze swoją przypadłością u.... psychiatry? "Urocza starsza pani". Siedzi w poczekalni cichutko jak myszka. Gdy wchodzi do gabinetu słyszę, że od wczoraj jej duszno, od godziny boli w klatce piersiowej, od tygodnia ma zawroty głowy a w ogóle miała miesiąc temu wymioty i smoliste stolce. U lekarza rodzinnego była wczoraj i przedwczoraj i w ostatni poniedziałek. Jakie leki bierze? Nie pamięta. Na co się leczy? Nie pamięta. Może jakaś dokumentacja medyczna? Nie ma. W końcu wychodzi na jaw prawdziwy powód wizyty. "Skoro już tu jestem, to czy nie mógłby Pan wypisać mi 2 opakowań pasków do glukometru?" Nie, nie mógłbym.... Ale skoro ma takie objawy, to wypisuję skierowanie do szpitala. Narkoman. Chodzi po różnych gabinetach, SORach, NPLach. Może być równie dobrze wytatuowanym dwudziestolatkiem jak i uroczą starszą panią. Zazwyczaj podaje te same historyjki: zgubił receptę na relanium, umarła mu mama, jak nie dostanie tego leku to będzie miał krwawienia z odbytu czy inny świąd łokcia, bardzo go boli kręgosłup a jest uczulony na wszystkie NLPZ, paracetamol i metamizol itd. W przypadku odmowy próbuje manipulować opowiadając ckliwe historyjki: ma chore dziecko, tata go nie kochał, dorastał w domu dziecka, mama umiera na raka itp. Najlepszy sposób? Całkowity zakaz przepisywania leku po który przyszedł to gwarancja, że już nie wróci. Ciężka choroba! Zgłasza się zazwyczaj grubo po północy. Przecież jego choroba jest zbyt ciężka, żeby czekać do rana. Te podłe kanalie z pogotowia nie chciały wysłać karetki! Po krótkim badaniu okazuje się, że "TEN OGROMNY WĘZEŁ CHŁONNY" pod pachą to nie nowotwór a głowa kości ramiennej a "NIEPOKOJĄCA WYSYPKA" u trzylatka to nic innego jak bąbel po ukąszeniu komara. Kto ciąga do lekarza małe dziecko o 3:00 w nocy z takiego powodu? Może powinna się tym zainteresować opieka społeczna? Symulant - zapił, zaspał czy zabalował? Nieważne. Przecież dobry doktor wypisze zwolnienie na zawołanie! Atakuje zazwyczaj wieczorem podając dziwne i przypadkowe objawy, które nie układają się w żadną logiczną całość. Podczas badania próbuje np. napinać brzuch udając, że go boli. Po odwróceniu uwagi ostry brzuch nagle staje się miękki. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że lekarz NIE MUSI wystawiać mu zwolnienia. Co więcej - nie musi wystawiać zwolnienia na kilka dni wstecz. Spotkanie ze smutną rzeczywistością i takim skrajnym brakiem empatii zazwyczaj wyzwala agresję i wyzwiska. Te bardziej barwne? "Nie wiem czy lepiej zaj$&@# czy skargę napisać!". Panie zazwyczaj reagują soczystym fochem "To ja tu więcej nie przyjdę!". I na to liczę! Do widzenia! Recepta - skończyły się leki? Nie ma problemu! Przecież mamy NPL! Niestety - jest to instytucja służąca udzieleniu doraźnej pomocy w nagłych zachorowaniach, a nie przedłużaniu recept na leki przyjmowane przewlekle. Odmowa oczywiście spotyka się z wielkim zdziwieniem. Zawsze można skorzystać z porady receptowej swojego lekarza rodzinnego. Rano zanosi się do rejestracji kartkę z nazwami leków, a wieczorem odbiera receptę. Informuję wszystkich oburzonych, że wszystkie opublikowane tu historie są zmyślone i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a powstały za podstawie oglądania polskich seriali o szpitalach. Pozdrawiam - Kot