LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'pacjenci'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 5 wyników

  1. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Niedawno miałem swój ostatni w życiu (miejmy nadzieję) dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. To bardzo cenne doświadczenie z zakresu medycyny kaszelkowo-katarkowej oraz drobnej pediatrii - uważam, że każdy lekarz powinien nauczyć się diagnozować podstawowe jednostki chorobowe takie jak zakażenia gardła, zatok czy uszu. Te kilka lat spędzonych w NPL to doświadczenie totalnie rujnujące psychikę młodego anestezjologa, który widzi ewidentny rozdźwięk pomiędzy kalibrem problemów pacjentów zgłaszających się z przeziębieniem "Doktorze mam 37,8 i kaszlę! Umieram!" a pacjentów leżących i faktycznie umierających na intensywnej terapii. Pomimo wszelkich starań nie udało mi się wykrzesać z siebie nawet najmniejszej ilości zrozumienia i współczucia dla "ciężko chorych" bywalców NPL. Może dlatego, że prawdziwy dramat to dla mnie los matki trójki dzieci, u której po krwotoku z pękniętego tętniaka trzeba stwierdzić śmierć mózgu? Mimo krótkiego stażu w medycynie udało mi się rozwinąć dziwną umiejętność przeczuwania jak ma wyglądać najbliższy dyżur. Jest to coś na podobieństwo bólu krzyża, który męczy wilka morskiego przed załamaniem pogody. Trudno jest mi zdefiniować jak wygląda to przeczucie. Po prostu jadąc na niektóre dyżury wiem, że z góry będę miał przerąbane. Tak było przed moim ostatnim dyżurem w NPL. Nie myliłem się. Poszedłem tam z nastawieniem, że cokolwiek się nie zdarzy to już właściwie mnie nie dotyczy. W końcu przyniosłem wymówienie i już więcej nie będzie żadnych tłumaczeń, odpowiadania na idiotyczne skargi, tłumaczenia przeróżnym dziwnym ludziom rzeczy oczywistych. Mogę w końcu na luzie odwalić całą robotę i iść do domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. Przywitał mnie tłum na korytarzu. Rzecz rzadko spotykana w tym małym NPLu. Pierwszych dwudziestu pacjentów udało mi się przyjąć bez żadnych zawirowań. 90% rozpoznań to J00 i J06 (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Potem były schody. O 21:00 telefon od spanikowanej mamusi: ma dwie córki 12 i 7 lat. Jedna leczona amoksycyliną z kwasem klawulanowym na zapalenie gardła a druga cefuroksymem na zapalenie oskrzeli. Dwunastolatka zjadła antybiotyk siedmiolatki. "Co może jej się stać?!" - pyta przerażona matka. "W najgorszym razie biegunka" - odpowiadam. "Biegunkę to już ma od 2 dni" - słyszę w słuchawce. Kryzys zażegnany. O 23:30 wielka kumulacja. Przychodzi czteroosobowa rodzina. Wszyscy mają katar, wszyscy od kilku dni. U lekarza rodzinnego nie byli. "Więc jak to było? - pytam głowę rodziny. "Oglądaliście sobie Kevina samego w domu i nagle wpadliście na pomysł, żeby o 23:00 razem przyjść do NPL?". Pan - głowa rodziny się śmieje. Głowa opada mi na biurko. Zazdroszczę dobrego humoru.... 2:00 dzwoni pani. Zgłasza, że jej mama w wieku 88 lat ma gorączkę, ciężko i szybko oddycha i nie można się z nią dogadać. Kilka pytań i upewniam się, że staruszka ma duszność i zaburzenia świadomości. Pani dzwoniła już na pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Każę natychmiast wezwać pogotowie. Za 15 minut dzwoni dyspozytorka i wydziera się do słuchawki. Grzecznie wyjaśniam, że NPL nie jeździ do pacjentów z dusznością i sugeruję sumienne zbieranie wywiadu. To kolejny podobny przypadek - pogotowie w tym rejonie często próbuje "dysponować" lekarza NPL do chorych, żeby sprawdził czy nie trzeba karetki pogotowia. I w 9 na 10 przypadków okazuje się, że pacjent jest chory i wymaga interwencji pogotowia ratunkowego. Tymczasem zegar tyka, a czas do uzyskania fachowej pomocy upływa nieubłaganie. 3:30 przychodzi pacjentka z mężem. Od 3 dni ma katar, ale stwierdziła, że to będzie najlepsza pora na wizytę u lekarza. Co więcej, pani żąda żebym do jutra ją wyleczył bo ma pogrzeb i musi być w formie. Przecież jest zbyt chora, żeby rano czekać w kolejce po numerek do lekarza rodzinnego! Żąda natychmiastowej pomocy! 4:15 dzwoni pacjentka - lat 75. Miała już zawał serca, od 2 godzin boli ją w klatce piersiowej i nie może spać. Zalecam niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe. 8:00 koniec dyżuru. Zamykam kram. Zdarzenia tej nocy sprawiły, że wychodząc rano do domu wyzbyłem się wszelkiej tęsknoty za powrotem. Nigdy w życiu Nocnej Prostytucji Lekarskiej! Zobacz pełny news
  2. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Niedawno miałem swój ostatni w życiu (miejmy nadzieję) dyżur w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej. To bardzo cenne doświadczenie z zakresu medycyny kaszelkowo-katarkowej oraz drobnej pediatrii - uważam, że każdy lekarz powinien nauczyć się diagnozować podstawowe jednostki chorobowe takie jak zakażenia gardła, zatok czy uszu. Te kilka lat spędzonych w NPL to doświadczenie totalnie rujnujące psychikę młodego anestezjologa, który widzi ewidentny rozdźwięk pomiędzy kalibrem problemów pacjentów zgłaszających się z przeziębieniem "Doktorze mam 37,8 i kaszlę! Umieram!" a pacjentów leżących i faktycznie umierających na intensywnej terapii. Pomimo wszelkich starań nie udało mi się wykrzesać z siebie nawet najmniejszej ilości zrozumienia i współczucia dla "ciężko chorych" bywalców NPL. Może dlatego, że prawdziwy dramat to dla mnie los matki trójki dzieci, u której po krwotoku z pękniętego tętniaka trzeba stwierdzić śmierć mózgu? Mimo krótkiego stażu w medycynie udało mi się rozwinąć dziwną umiejętność przeczuwania jak ma wyglądać najbliższy dyżur. Jest to coś na podobieństwo bólu krzyża, który męczy wilka morskiego przed załamaniem pogody. Trudno jest mi zdefiniować jak wygląda to przeczucie. Po prostu jadąc na niektóre dyżury wiem, że z góry będę miał przerąbane. Tak było przed moim ostatnim dyżurem w NPL. Nie myliłem się. Poszedłem tam z nastawieniem, że cokolwiek się nie zdarzy to już właściwie mnie nie dotyczy. W końcu przyniosłem wymówienie i już więcej nie będzie żadnych tłumaczeń, odpowiadania na idiotyczne skargi, tłumaczenia przeróżnym dziwnym ludziom rzeczy oczywistych. Mogę w końcu na luzie odwalić całą robotę i iść do domu zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. Przywitał mnie tłum na korytarzu. Rzecz rzadko spotykana w tym małym NPLu. Pierwszych dwudziestu pacjentów udało mi się przyjąć bez żadnych zawirowań. 90% rozpoznań to J00 i J06 (wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Potem były schody. O 21:00 telefon od spanikowanej mamusi: ma dwie córki 12 i 7 lat. Jedna leczona amoksycyliną z kwasem klawulanowym na zapalenie gardła a druga cefuroksymem na zapalenie oskrzeli. Dwunastolatka zjadła antybiotyk siedmiolatki. "Co może jej się stać?!" - pyta przerażona matka. "W najgorszym razie biegunka" - odpowiadam. "Biegunkę to już ma od 2 dni" - słyszę w słuchawce. Kryzys zażegnany. O 23:30 wielka kumulacja. Przychodzi czteroosobowa rodzina. Wszyscy mają katar, wszyscy od kilku dni. U lekarza rodzinnego nie byli. "Więc jak to było? - pytam głowę rodziny. "Oglądaliście sobie Kevina samego w domu i nagle wpadliście na pomysł, żeby o 23:00 razem przyjść do NPL?". Pan - głowa rodziny się śmieje. Głowa opada mi na biurko. Zazdroszczę dobrego humoru.... 2:00 dzwoni pani. Zgłasza, że jej mama w wieku 88 lat ma gorączkę, ciężko i szybko oddycha i nie można się z nią dogadać. Kilka pytań i upewniam się, że staruszka ma duszność i zaburzenia świadomości. Pani dzwoniła już na pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Każę natychmiast wezwać pogotowie. Za 15 minut dzwoni dyspozytorka i wydziera się do słuchawki. Grzecznie wyjaśniam, że NPL nie jeździ do pacjentów z dusznością i sugeruję sumienne zbieranie wywiadu. To kolejny podobny przypadek - pogotowie w tym rejonie często próbuje "dysponować" lekarza NPL do chorych, żeby sprawdził czy nie trzeba karetki pogotowia. I w 9 na 10 przypadków okazuje się, że pacjent jest chory i wymaga interwencji pogotowia ratunkowego. Tymczasem zegar tyka, a czas do uzyskania fachowej pomocy upływa nieubłaganie. 3:30 przychodzi pacjentka z mężem. Od 3 dni ma katar, ale stwierdziła, że to będzie najlepsza pora na wizytę u lekarza. Co więcej, pani żąda żebym do jutra ją wyleczył bo ma pogrzeb i musi być w formie. Przecież jest zbyt chora, żeby rano czekać w kolejce po numerek do lekarza rodzinnego! Żąda natychmiastowej pomocy! LUDZIE! LITOŚCI! 4:15 dzwoni pacjentka - lat 75. Miała już zawał serca, od 2 godzin boli ją w klatce piersiowej i nie może spać. Zalecam niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe. 8:00 koniec dyżuru. Zamykam kram. Zdarzenia tej nocy sprawiły, że wychodząc rano do domu wyzbyłem się wszelkiej tęsknoty za powrotem. Nigdy w życiu Nocnej Prostytucji Lekarskiej! Świro-lotek: Kleszcz! Świro-lotek: Co za typy! Świro-lotek: W mordę dać czy skargę napisać? Świro-lotek: Seks-wypadek (dramat w jednym akcie) Świro-lotek: Mega Kumulacja! Świro-lotek: Piję, więc jestem! Świro-lotek: Łapówka czyli jak przekupić doktora Świro-lotek: SURSUM CORDA! Świro-lotek: "Dobry" tata Świro-lotek: "Nagłe pogorszenie" Świro-lotek: "NPL lekiem na całe zło świata"
  3. Nigdy nie przestaje mnie zadziwiać co kieruje postępowaniem niektórych pacjentów. Myślę to o osobach, które cierpią na znane schorzenia, zostały zdiagnozowane i wiedzą, co oznaczają ich objawy. Były już w szpitalu, znają sposób diagnostyki i leczenia swoich chorób.Tymczasem w zetknięciu ze znanymi symptomami zgłaszają się do... Nocnej Pomocy Lekarskiej. NPL przyciąga pacjentów jak światło wabi ćmy. Cieszę się, że chorzy mają zaufanie do możliwości przypadkowego lekarza wyposażonego tylko w stetoskop, ciśnieniomierz i aparat do EKG. Ale do pioruna... Co robi w NPL pacjentka, która od 12 dni krwawi z dróg rodnych? Zdiagnozowano u niej przerost błony śluzowej macicy. Miała dwukrotnie wykonywane łyżeczkowanie jamy macicy. Oczywiście nie przyniosła dokumentacji. Jedyne co mogę zrobić to skierować do szpitala. Co robi w NPL pacjent lat 64 po 3 zawałach serca, angioplastyce, po wstawieniu 3 stentów, leczeniu restenozy w stencie, którego nagle zaczęło boleć w klatce piersiowej? To chyba logiczne, że w przypadku bólu zamostkowego u tak obciążonego chorego konieczna jest niezwłoczna diagnostyka w szpitalu. Oczywiste dla wszystkich oprócz chorego. Oczywiście wykonuję EKG - jednak wiem z doświadczenia, że niezależnie od tego czy są w nim jakiekolwiek zmiany pacjent musi trafić do szpitala karetką. Co robi w NPL pacjentka, która podczas pracy w ogrodzie przewróciła się i uderzyła głową w krawężnik doznając utraty przytomności? Na głowie krwawiąca rana tłuczona długości ok 5 cm - ewidentnie do szycia. W NPL nie ma tomografu, nie ma możliwości zaopatrzenia rany. Pacjentka jedzie karetką do szpitala. Co robi w NPL chora z krwawieniem z przewodu słuchowego. Przyjmuje leki przeciwkrzepliwe z powodu migotania przedsionków. Rano czyściła uszy patyczkiem. Z ucha zaczęła lecieć krew i nie przestaje od kilku godzin. Kierunek - ostry dyżur laryngologiczny. Pomijam hordy pacjentów żądających wszelkiej maści zaświadczeń, przychodzących po przedłużanie leków przyjmowanych przewlekle, narkomanów wyłudzających benzodiazepiny. Moim zdaniem winny jest brak edukacji zdrowotnej. Uczymy w szkole dzieci jak myć zęby a nie mówimy gdzie mają się zgłaszać w konkretnych przypadkach. Nie wiedzą kiedy dzwonić po pogotowie ratunkowe a kiedy samemu udać się do szpitala. Nie znają kompetencji lekarza rodzinnego, specjalisty z poradni ani lekarza nocnej pomocy lekarskiej. Żyją w przekonaniu utrwalanym przez polityków i media (osławione seriale medyczne w których ten sam lekarz przyjmuje porody, wycina wyrostki, jeździ w karetce, leczy nowotwory i katar), że należy im się wszystko, natychmiast i za darmo. Spotkanie z realiami funkcjonowania systemu ochrony zdrowia budzi agresję, która skupia się na lekarzach, pielęgniarkach i ratownikach. Z drugiej strony wszechobecne kolejki sprawiają, że pacjenci próbują szukać jakiejkolwiek pomocy. Co zrobić z gorączkującym dzieckiem, skoro najbliższy termin do pediatry w przychodni jest za 4 dni? Lekarz rodzinny jest na urlopie a pacjentka nie wie, że może iść do innego po leki na nadciśnienie. To wszystko sprawia, że nocna pomoc lekarska, szpitalny oddział ratunkowy oraz pogotowie ratunkowe to miejsca, gdzie widać nieudolność systemu opieki zdrowotnej. To tam szukają pomocy ofiary długich kolejek, braku dostępu do specjalistów, braku uczciwej diagnostyki i leczenia chorób przewlekłych. To tam widać do czego prowadzi brak programów profilaktycznych i brak pieniędzy na nowoczesne sposoby leczenia. Życzę politykom, żeby sami zobaczyli jak wygląda system opieki zdrowotnej oczami obywateli. Niestety wiem doskonale, że ich te problemy nie dotyczą. Oni mają najlepszą opiekę i nie muszą czekać w kolejkach, Wiem, bo na własne oczy widzę, jak wiele zależy od pozycji i pieniędzy danej osoby. Zwykli obywatele nie mają szans.
  4. Do NPL zgłasza się pacjentka, lat około 30. Pacjentka: Ja chciałam lek na zwyrodnienie kręgosłupa! (podaje kartę wypisową z oddziału neurologii gdzie diagnozowała zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa). Bardzo mnie bolą plecy! Ja: Dostanie Pani ketoprofen... Pacjentka: Nie nie chcę tego! Żądam tego leku, który wypisali mi na neurologii! Ja: (zerkam na kartę - w wypisie jakiś egzotyczny preparat nimesulidu) Proszę Pani - przepisuję taki lek jaki uważam za stosowne. Przychodzi Pani do nocnej pomocy lekarskiej po doraźną pomoc. Ten lek mógł wypisać Pani lekarz rodzinny. Pacjentka: Ja żądam tego leku! Tylko ten lek leczy przyczynę mojej choroby! Tak powiedział mi neurolog i neurochirurg! Ja: A czy neurolog i neurochirurg nie mówili Pani, że nie ma żadnego leku, który leczy przyczynę choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa? Lek, którego się Pani domaga to lek przeciwbólowy. Pacjentka: Ja żądam leku, który leczy przyczynę mojej choroby! Masz mi przepisać właśnie ten lek! Ja: To nie wspomnieli, że jedyne leczenie przyczyny to ćwiczenia, rehabilitacja i redukcja masy ciała? (podaję receptę) Pacjentka: Ty chamie! Pacjentka wyrywa mi kartę wizyty spod ręki, drze na kawałki i rzuca na podłogę. Następnie drze na kawałki receptę na ketoprofen, rzuca nią we mnie i wybiega z gabinetu. Słyszę z korytarza: "UCIEKAJCIE! TO JEST JAKIŚ ŚWIR! ON JEST NIENORMALNY! TO JAKIŚ KONOWAŁ!" <facepalm>
  5. Wszyscy obywatele naszego kraju wiedzą dobrze, że opieka zdrowotna ma się źle. Większość osób jest niezadowolonych z funkcjonowania szpitali czy przychodni. Długie kolejki do lekarzy, oczekiwanie na badania, przepracowani pracownicy ochrony zdrowia. Mało kto ma świadomość, że nasz kraj przeznacza na ochronę zdrowia nieco ponad 4% PKB. Tymczasem na same wypłaty rent dwukrotnie więcej! (dane z kursu dla stażystów z zakresu funkcjonowania ochrony zdrowia w OIL Warszawa). Dlaczego obywatele nie wiedzą, że dobra opieka zdrowotna musi dużo kosztować? Przecież ciągle widzimy w telewizji i internecie akcje zbierania pieniędzy na leczenie chorych dzieci. Kwoty robią wrażenie: 2 miliony złotych na operację w USA, 500 tysięcy złotych za miesięczną kurację śmiertelnego nowotworu (lekiem sprowadzonym z zagranicy), 200 tysięcy złotych na nowy wózek inwalidzki i rehabilitację. Wszyscy godzą się na takie wydatki i wpłacają datki! Przecież dobre leczenie musi dużo kosztować! Tym bardziej w "Znanej Klinice" w USA lub w Niemczech! Dlaczego więc pacjenci oszukują się, że za marne grosze, które nasze Państwo przeznacza na ich leczenie dostaną najwyższe standardy światowe, klasowy sprzęt i najnowocześniejsze metody? Dlaczego winą za taki stan rzeczy obarczają lekarzy? Pod postami z prośbą o pomoc i zbieranie funduszy królują opinie w stylu "A w naszym kraju konowałom się nie chce!". Szanowni pacjenci! Miejsce świadomość, że lekarze bardzo chętnie będą was leczyć na światowym poziomie. Niestety to kosztuje. Leki, sprzęt, konferencje medyczne na "zachodzie" skąd można przywieźć najnowszą wiedzę, czas, organizacja pracy szpitala, pensje personelu medycznego, gaziki, narzędzia na salę operacyjną, prąd, papier w toalecie, posiłki w szpitalach. To wszystko generuje ogromne koszta. To Wy wybieracie polityków i rozliczacie ich z obietnic wyborczych. Zacznijcie dbać o swój interes. To na rządzących ciąży konstytucyjny obowiązek zapewnienia obywatelom opieki medycznej. Nie na lekarzach, pielęgniarkach czy ratownikach medycznych. My możemy w każdej chwili wyjechać za granicę jeśli uznamy, że poziom upodlenia przekroczył naszą wytrzymałość psychiczną. Nie jesteśmy niewolnikami i nie damy się bez końca szantażować dobrem pacjentów. Kto będzie dbał o wasze zdrowie kiedy nas zabraknie? Tak jak Wy troszczycie się o nas, tak i my dbamy o Was. Jeśli będziecie przez swoich przedstawicieli (rząd) traktować lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych, farmaceutów, rehabilitantów, fizjoterapeutów jak śmieci, to się nimi staniemy. Chcecie, aby śmieci dbały o wasze zdrowie? *** ZAREJESTRUJ SIĘ NA WYJĄTKOWĄ KONFERENCJĘ WE WROCŁAWIU!