LIBERMED - Książki medyczne i weterynaryjne wszystkich wydawców w jednym miejscu

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'rezydenci'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • blogs_blog_11
  • blogs_blog_12
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Kalendarze

  • Patronaty MedFor.me

Znaleziono 8 wyników

  1. Wakacyjny cykl "Lekarz dorabia" Ciekawym pomysłem na dodatkową pracę dla lekarza są transporty medyczne. Zasadniczo polegają one na zabezpieczaniu pacjenta podczas przewozu ze szpitala do szpitala. Najczęściej pracuje się w systemie dyżurowym w firmach, które zabezpieczają transporty międzyszpitalne. Podczas kilkunastogodzinnego dyżuru pozostaje się w gotowości do pracy i realizuje przewozy w obrębie np jednego miasta. W Warszawie jest kilka firm, które zabezpieczają transporty pomiędzy placówkami medycznymi. Rzadziej transportuje się pacjentów pomiędzy różnymi miastami oraz w obrębie Europy. Ciekawym, aczkolwiek rzadkim przypadkiem są transporty lotnicze. W naszym kraju są firmy, które zajmują się również takimi zadaniami. Dwa ostatnie rodzaje to najczęściej przewozy na zlecenie firm ubezpieczeniowych chorych, którzy ulegli wypadkom z dala od domu i po wstępnym leczeniu są transportowani w rodzinne strony. Jak to wygląda? Diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli zatrudnimy się w firmie, która regularnie wozi pacjentów pomiędzy szpitalami musimy ustalić grafik naszych "dyżurów". Niektóre firmy przygotowują dla Ciebie miejsce wyczekiwania, gdzie spędzasz czas przez cały dyżur. Inne wymagają od Ciebie, byś czekał w domu a gdy nadejdzie wezwanie karetka przyjedzie Cię zabrać. W przypadku transportów "międzymiastowych" zlecenia często przychodzą z niewielkim, np jednodniowym wyprzedzeniem co nie daje możliwości zaplanowania grafiku. Zagraniczne często wymagają spędzenia kilku dni w trasie. Lekarz jest odpowiedzialny za odpowiednie zabezpieczenie pacjenta podczas transportu. Zazwyczaj karetki z lekarzem są wzywane do przewiezienia pacjentów w ciężkim stanie z chorobami zagrażającymi ich życiu. Będą to chorzy z zawałem serca transportowani do pracowni hemodynamiki, pacjenci z krwiakami wewnątrzczaszkowymi, pękniętymi tętniakami mózgu na neurochirurgię lub wstrząsem septycznym wysłani na intensywną terapię. Często będą zaintubowani, wentylowani respiratorem lub wymagają wlewu amin katecholowych. Takie transporty wymagają doświadczenia w intensywnej terapii, umiejętności intubacji dotchawiczej (gdy pacjent zaintubowany się rozintubuje podczas transportu). Warto się dowiedzieć czy transporty obejmują także dzieci lub noworodki. Jeśli tak to trzeba się przygotować do radzenia sobie z pacjentami pediatrycznymi w ciężkim stanie. Transporty międzymiastowe to z kolei najczęściej pacjenci po ciężkich urazach, ale w stanie stabilnym. Bywa, że mają tracheostomię, cewnik Foley'a. Rzadko wymagają wentylacji mechanicznej lub wlewów leków. Najczęściej transport odbywa się spokojnie, bez interwencji medycznych. Na co zwrócić uwagę? Na wyposażenie karetki - czy są dostępne wszystkie leki? Czy nie są przeterminowane? Czy jest dostępny odpowiedni sprzęt? Czy działa? Naucz się go obsługiwać. Sprawdź go przed każdym dyżurem/transportem. Przed odebraniem pacjenta upewnij się, że jest optymalnie zabezpieczony. Pacjent zagrożony niedrożnością dróg oddechowych powinien zostać zaintubowany. Pacjent we wstrząsie wstępnie wyrównany, podany antybiotyk i np. włączony wlew amin presyjnych. Pacjent zaintubowany powinien być optymalnie sedowany. Jeśli pacjent ma niewydolność oddechową powinien mieć podany tlen lub być wentylowany mechanicznie. Możesz odmówić zabrania pacjenta, który jest w stanie skrajnie ciężkim i nie rokuje przeżycia transportu. Zazwyczaj przewóz jest dużym obciążeniem dla ciężko chorego. Zwróć uwagę, że masz ograniczone możliwości monitorowania chorego w karetce, głownie z powodu artefaktów związanych z ruchem pojazdu. Wstrząsy zakłócają odczyt EKG i wskazania pulsoksymetru a także pomiary ciśnienia metodą oscylometryczną. Gdy chory jest przekładany, przewożony lub przesuwany jego stan może ulec pogorszeniu. Sprawia mu to dodatkowy ból oraz stwarza ryzyko usunięcia venflonu, wyrwania rurki intubacyjnej, drenu lub cewnika Foley'a. Często stan pacjenta pogorszy się w trakcie transportu i będzie on wymagał podawania leków lub innych interwencji. Może być zagrożony wystąpieniem zatrzymania krążenia, drgawek, niewydolności oddechowej, wpadnięciem we wstrząs. W czasie transportu chory jest zagrożony chorobą lokomocyjną i wystąpieniem wymiotów, które mogą spowodować niedrożność dróg oddechowych. Może być konieczne zastosowanie leków prokinetycznych. Stawki Są bardzo różne i zależą od charakteru pracy, rodzaju transportowanych pacjentów, ilości zleceń. Przy transportach "międzymiastowych" to najczęściej stawka godzinowa lub za całość pracy. Przy dyżurach to stawka za godzinę lub za jeden transport. Niektóre firmy płacą tylko za czas spędzony z pacjentem, inne za każdą godzinę gotowości do pracy. Spotkałem się z bardzo niskimi stawkami rzędu 30 zł/h transportu (i tylko za czas spędzony w karetce). Transporty lotnicze i kilkudniowe wyprawy przez całą Europę mogą przynieść zarobek równoważny kilku dyżurom w szpitalu. Konkludując Przewozy medyczne to ciekawy sposób na dodatkowy zarobek jednak trzeba dokładnie określić rodzaj wykonywanych transportów, charakter przewożonych pacjentów oraz stawkę. Należy wystrzegać się firm "krzaków" z niesprawnym sprzętem, rozklekotanymi karetkami, przeterminowanymi lekami oferujących głodowe zarobki.
  2. Ekskluzywna rozmowa MedFor.me z doktorem Markiem Zabłockim, specjalistą chorób wewnętrznych i diabetologii, prezesem Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej, koordynatorem Oddziału Wewnętrznego Miejskiego Szpitala Zespolonego w Olsztynie. Mateusz Malik: Panie Doktorze! W ostatnich miesiącach głośno jest o młodych lekarzach i ich batalii o poprawę warunków pracy. W akcję aktywnie zaangażowani są m. in. przedstawiciele Komisji Młodych Lekarzy przy Izbach. W jaki sposób WMIL może wesprzeć ich w walce o godziwe zarobki i przyjazne warunki kształcenia? Marek Zabłocki: Bardzo się cieszę, że aktywność młodych lekarzy jest tak duża i że jest zauważalna na forum samorządu - w NRL, ale również w naszym regionie. Jeśli chodzi o postawę samorządu związaną z postulatami najmłodszej grupy członków, to zawsze byliśmy rzecznikiem młodych lekarzy i wsparciem w rozwiązywaniu ich problemów. W związku z tym także na poziomie regionalnym takie działania mają miejsce i to na dwóch płaszczyznach. Na płaszczyźnie ogólnej, to jest próbie zmian systemowych, czego najlepszym przykładem są ostatnio przyjęte apele Okręgowego Zjazdu Lekarzy WMIL, gdzie poparliśmy postulaty złożone przez naszą Komisję Młodych Lekarzy dotyczące przede wszystkim uregulowania dyżurów rezydenckich, ale również całościowego uporządkowania zagadnień prawnych dotyczących lekarzy rezydentów. To jest ta płaszczyzna szersza. Tym drugim polem działania jest pomoc w pojedynczych, indywidualnych zdarzeniach. Często ja, jako prezes czy inni przedstawiciele Prezydium Okręgowej Izby Lekarskiej w konkretnym miejscu, konkretnym szpitalu reprezentujemy młodych i pomagamy im walczyć o swoje prawa. Przykład z ostatniego czasu: Jesteśmy teraz w sporze sądowym w Sądzie Pracy, gdzie nasz prawnik reprezentuje dwójkę rezydentów, którzy zostali niezgodnie z prawem zwolnieni z pracy w trakcie rezydentury z powodu nieprzyjęcia nakazu wykorzystania urlopu w danym okresie. Staramy się również uczulać osoby zarządzające szpitalami, by warunki pracy w tych zakładach opieki zdrowotnej były przyjazne dla młodych ludzi i by młody człowiek nie był traktowany jak przysłowiowy „zapchajdziura” czyli kierowany w miejsce, gdzie w danej chwili nikt inny nie może pracować. Różnie bywa ze skutecznością tych działań, ale staramy się pomagać. Uprzedził Pan doktor moje kolejne pytanie. Izba lekarska ma dla swoich członków ofertę edukacyjną, socjalną, kulturalną, sportową czy prawną. O tę ostatnią chciałem zapytać. Istotnie wzrasta liczba pozwów przeciw lekarzom. Jak wygląda dostęp do pomocy prawnej w Izbie? Czy każdy lekarz może liczyć na korporacyjne wsparcie merytoryczne, ale też pomoc adwokata w przypadku sprawy dotyczącej odpowiedzialności cywilnej czy karnej? Zdecydowanie tak. Nasze biuro prawne jest otwarte codziennie dla wszystkich lekarzy, ale w szczególności dla lekarzy z mniejszym stażem zatrudnienia, ponieważ to oni są często łapani w „pułapki” prawne, gdy podejmują się pewnych działań nie do końca może świadomi konsekwencji prawnych. Im zawsze nasi radcowie służą pomocą i często dzieje się tak, że zapobiegamy ewentualnym przykrym konsekwencjom. Natomiast bywa różnie jeśli chodzi o pomoc w indywidualnych procesach, czyli reprezentowanie interesów danego lekarza w sądzie (tak zwane zastępstwo procesowe). Tu na pomoc można liczyć w zależności od tego, z jakim przypadkiem mamy do czynienia, czyli nie zawsze. Jeśli są to procesy karne z powództwa cywilnego zawsze służymy opinią prawną, ale zwykle lekarz w takiej sytuacji jako swego obrońcę wybiera osobę, z którą zna się bliżej, z którą już współpracował. Wszyscy byliśmy lub jesteśmy młodymi lekarzami. Łączy nas wyjątkowy czas zdobywania specjalizacyjnych szlifów, doświadczeń klinicznych, pierwszych dyżurów, terapeutycznych sukcesów i porażek, trudnych egzaminów i konfrontacji marzeń z rzeczywistością... Jak wspomina Pan Doktor swój okres specjalizacji? O! (śmiech) Bardzo dobrze wspominam. Tak jest z naszą naturą, że wyrzucamy te rzeczy, które były nienajlepsze, a zawsze takie bywają. Początek pracy zawodowej to rzucenie na głęboką wodę. Oczywiście, nie było jeszcze takich zagrożeń prawnych, takiego stosu dokumentów do wypełniania, gdy zaczynałem pracę w 1988 roku. Mimo wszystko dobrze wspominam tamte czasy. Może właśnie sam fakt bycia młodym tak pozytywnie się kojarzy, no bo wtedy byliśmy beztroscy i szczęśliwi. I parę rzeczy, które utrudniały życie mało się pamięta. Natomiast jeśli miałbym wskazać największy problem z tamtych lat, to chyba jednak ten sam, co teraz, czyli przepracowanie. Dysproporcja między możliwością zarabiania godziwych pieniędzy w jednym miejscy pracy a koniecznością utrzymania rodziny. Każdy z nas miał po 2-3 różne miejsca, w których pracował. Czas pracy lekarza od lat się nie zmienia - zawsze oscyluje między 200 a 300 godzin w miesiącu i to jest okropne. Minęło prawie 30 lat i gdy patrzę na mojego syna, który jest lekarzem, to on również rozgląda się gdzie by można trochę dorobić. Miałem nadzieję, że to się zmieni. Ta opinia, że jako lekarze zarabiamy dużo jest dla nas niesprawiedliwa, bo pracujemy na dwóch, trzech etatach! Jak się zsumuje wynagrodzenie z poszczególnych miejsc, to nie jest ono najwyższe… To wspomnienie wiąże się też z pewnym poczuciem winy, że rodzina nie zawsze ojca miała wtedy, kiedy on powinien być i to z perspektywy czasu trochę boli. Ale to też jest wpisane w specyfikę naszego zawodu. Nasze rodziny są skazane na to, że rodzice (jeszcze jeśli obydwoje są lekarzami, a w moim przypadku tak było) nie mają zbyt dużej możliwości przebywania razem. Ale generalnie tak jak powiedziałem na początku samo wspomnienie bycia młodym lekarzem jest miłe. Lekarze z Porozumienia Rezydentów OZZL w trakcie konsultacji i spotkań dotyczących realizacji postulatów całego środowiska mają okazję rozmawiać z politykami, związkowcami, przedstawicielami mediów. Niestety w kontaktach z przedstawicielami części środowiska medycznego spotykają się niekiedy z oporem i swoistym dystansem starszych kolegów, którzy mówią im: "W naszych czasach mieliśmy znacznie gorsze warunki pracy, płacy, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem i było nam trudno, zatem nie ma co grymasić, powinniście się cieszyć z tego, co macie". Jak ocenia Pan taką postawę? Oczywiście negatywnie. To wynika z takiej niedobrej cechy, że jeśli ja kiedyś miałem źle, to znaczy, że teraz też nie powinno być lepiej. Ta cecha jest niestety trochę naszą narodową. Nie mam pojęcia, z czego się to bierze. Wiele zależy od osobowości ludzi, z którymi się przebywa, od zespołu w którym się pracuje, w związku z tym sytuacja w konkretnych miejscach pracy bywa różna. W jednym miejscu młodemu człowiekowi łatwiej jest uzyskać wsparcie, w innym trudniej. A też są tacy, którzy mówią „Nie marudź, tylko pracuj, bo ja miałem jeszcze gorzej.” To jest argumentacja nie do przyjęcia, szkodzi całemu środowisku. Bo jeśli sami nie mówimy wspólnym głosem, to każda argumentacja na zewnątrz od razu staje się słabsza… Czy ma Pan Doktor kolegów lub przyjaciół, którzy na stałe wyemigrowali za pracą do krajów Europy Zachodniej czy w ogóle gdzieś dalej? Tak, znam kilka osób, które w tej chwili na stałe tam pracują! Mieliśmy w ramach Unii Europejskiej na początku lat 90-tych program współpracy z Châteauroux (miasto bliźniacze Olsztyna). I tam kolega, który razem ze mną zdawał specjalizacyjną „dwójkę” pracuje tam od wielu lat i bardzo sobie chwali tę pracę. A czy myślał o tym, by wrócić? Oj, nie. Muszę powiedzieć, że chociaż znam kilka osób, które wróciły, to większość niestety pozostaje na emigracji. Tamte warunki pracy są jednak inne. I to nie chodzi o nawet o wielkość zarobków - oni wszyscy podkreślają komfort pracy, którego u nas nie było i nie ma. To jest bardzo ważna rzecz, z której nie zdają sobie sprawy nasi pacjenci. Jest to również w jakimś stopniu zarzut do mediów, do ludzi kształtujących opinię społeczną. Jeśli lekarzy będzie się przedstawiało tylko i wyłącznie jako tych złych, no to trudno będzie zasypać dziurę pokoleniową, która dramatycznie w naszym zawodzie się powiększa. Dziennikarze nie próbują zrozumieć dlaczego tak często lekarz ma problem z całościowym, holistycznym potraktowaniem pacjenta - a wpływają na to warunki pracy. Jak ma się dwudziestu pacjentów na izbie przyjęć czy na SOR-ze, to doktor nie jest w stanie wszystkich zadowolić, sprawić by po takim „spotkaniu z lekarzem” pacjenci byli usatysfakcjonowani. I nie jest to jego zła wola. Wynika to przede wszystkim z patologicznego systemu ochrony zdrowia, w którym dominuje totalne niedofinansowanie, prowadzące do totalnych braków w obsadzie personelu medycznego. I dotyczy to wszystkich poziomów leczenia: od podstawowej opieki zdrowotnej, na szpitalach kończąc. W związku z tym trudno się spodziewać, że przy utrzymaniu dotychczasowego stanu (finansowania, ale też sposobu przekazywania informacji o polskiej medycynie) cokolwiek się zmieni, że zatrzyma się w kraju młodych lekarzy. A już pomysły, by robić to szantażem ekonomicznym są irracjonalne, a wręcz obraźliwe… Pan minister Konstanty Radziwiłł jest postrzegany jako polityk, który chętniej niż poprzednicy rozmawia z lekarzami. Mówi się, że jak już lekarz wejdzie w politykę, to szybko rewiduje swoje poglądy. Pan, z racji sprawowanej funkcji prezesa Izby Lekarskiej, miał okazję spotykać Konstantego Radziwiłła zarówno jako działacza Naczelnej Rady Lekarskiej, jak i ministra. Czy widać już polityczną ewolucję? Nie. Muszę powiedzieć, że cieszę się, że mamy wreszcie ministra, który wyrósł z samorządu i który jednocześnie ma ogromną praktykę medyczną - był praktykującym lekarzem przez większość swojego zawodowego życia. Zna więc problemy środowiska jak nikt inny dotychczas. I wszystko w tej chwili wskazuje na to, że żyje tymi problemami i stara się pomóc. Natomiast możliwości ma jakie ma. Nie chcę go usprawiedliwiać, ani żądać od niego cudownych osiągnięć, ale sam fakt, że staż podyplomowy praktycznie został przywrócony - chapeau bas dla ministra, że udało mu się to zrobić. Wszelkie deklaracje, jakie w tej chwili padają zmierzają ku uporządkowaniu systemu ochrony zdrowia. Mówi się między innymi o zmniejszeniu przytłaczającej „papierologii” w medycynie... Chyba ministra bardziej związanego z naszym środowiskiem mieć nie będziemy, więc trzymajmy za niego kciuki i wspierajmy tam, gdzie się da, aczkolwiek również wymagajmy. Jest jakiś kredyt zaufania, ale nikt nie mówi, że skoro to nasz kolega, nie będziemy oczekiwać konkretnych działań. Jak pogodzić funkcję prezesa ORL i pracę zawodową na Oddziale? Bardzo trudno. Nasza praca zawodowa jest tak pochłaniająca, tak wymagająca czasu, że niestety, na działalność pozazawodową często go brakuje. Co wcale nie znaczy, że jest to usprawiedliwienie w stylu „niech robią inni”. Trudności są, ale staram się godzić aktywność zawodową i samorządową. Od dawna zastanawiamy się, czy nie powinno być tak, że na okres prezesury bierze się urlop i poświęca w pełni prowadzeniu samorządu lekarskiego. Gdyby jednak ktoś mi kazał wybierać, to absolutnie wybrałbym pracę zawodową. Jesteśmy przede wszystkim lekarzami, a niektórzy z nas dodatkowo działają, m.in. w samorządzie. Aktualnie udział izb lekarskich w procesie kształcenia podyplomowego lekarzy ogranicza się właściwie do organizacji szkoleń i konferencji edukacyjnych. Jakie są perspektywy poszerzenia kompetencji Izb w tym zakresie? Bardzo nam zależy na tym, aby jak najszerzej przejąć kształcenie podyplomowe. Na ostatnim naszym zjeździe wystosowaliśmy apel o przekazanie części kompetencji CMKP dla samorządu… W jakim zakresie? Przede wszystkim w obszarze kształcenia specjalizacyjnego. Mamy na razie jeden kurs, ze zdrowia publicznego i jesteśmy w trakcie organizowania kursu z prawa medycznego. Myślimy o kursie z ratownictwa i tych, które są wspólne dla wielu specjalizacji. Marzyłoby się nam, aby przejąć szkolenie specjalizacyjne. Nie to jest łatwo, ale także o tym rozmawiamy z ministrem zdrowia. Województwo Warmińsko-Mazurskie od zawsze jest znane jako wyjątkowe zagłębie turystyki, idealne miejsce na wakacje, urlop, zjazdy. Jeziora, lasy, natura... A czy jest również atrakcyjnym miejscem pracy? Czym może przyciągać lekarzy, pielęgniarki, pracowników ochrony zdrowia, którzy szukają swojego miejsca pracy, samorozwoju, kariery zawodowej? Myślę, że jest coraz bardziej atrakcyjnym miejscem pracy. Przede wszystkim dlatego, że powstał Wydział Lekarski Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, a wraz z nim kliniki i możliwość łatwiejszego rozwoju naukowego. Znacznie łatwiej jest otworzyć przewód doktorski, a od tego roku dostępny jest również przewód habilitacyjny. Zatem i poziom leczenia w poszczególnych ośrodkach podniósł się. Także dlatego, że pozyskaliśmy z całej Polski wielu mądrych ludzi z ogromną wiedzą, patrzących inaczej na różne problemy. Dlatego myślę, możliwości indywidualnego rozwoju zawodowego są zdecydowanie większe. Dotyczy to przede wszystkim Olsztyna, ale również w niektórych ośrodkach powiatowych są dość atrakcyjne warunki pracy, głównie finansowe. Praca w mniejszych ośrodkach jest specyficzna, związana z ogromną odpowiedzialnością zawodową, przy jednoczesnym błyskawicznym nabieraniu doświadczenia. Ma to związek z tym, że zakres przypadków medycznych jest niezwykle szeroki, a wsparcie specjalistyczne ograniczone. Tak jak mówię - co kto lubi… Jesteśmy, jako województwo, coraz bardziej atrakcyjni. Zapraszamy! Generalnie lekarzy jest nas ciągle zbyt mało. To jest problem ogólnopolski, ale nasz region pod tym względem jest szczególny: bardzo rozległy i z wyjątkowo małą liczbą lekarzy. Trochę żałuję, że środowiska lokalne nie starają się czymś dodatkowym zachęcić młodych lekarzy do rozpoczynania pracy w konkretnym szpitalu czy poradni. Myślę tu o ułatwieniach już na studiach. Kiedyś było coś takiego jak stypendium fundowane. Dlaczego do tego nie wrócić? Obligowało to młodego lekarza, by wrócił do miejsca, skąd brał takie stypendium a jednocześnie było znaczną pomocą w studiowaniu. Bo przecież nie jest tak, że ciężar kształcenia lekarzy spoczywa na państwie - studia medyczne to ogromy wysiłek całej rodziny, która łoży na wykształcenie młodego człowieka. Rozmawialiśmy z niektórymi starostami proponując zachęty dla młodych lekarzy na przykład w postaci mieszkania. Możliwości jest wiele. Natomiast ograniczając się do ogłoszenia „poszukujemy lekarza” w mediach nie rozwiąże się problemów z kadrą medyczną w takich mniej atrakcyjnych rejonach. Jako samorząd wielokrotnie gościłem tutaj burmistrzów z różnych miast powiatowych, ale wciąż tłumaczyli się brakiem pieniędzy. Myślę, że to nie do końca prawda, ale tak to już jest. Dziękuję bardzo za rozmowę! Dziękuję i życzę powodzenia całej grupie młodych lekarzy: Trzymam kciuki, abyście nie musieli szukać pracy poza Polską! Rozmawiał Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: M.Malik
  3. "To o co można obecnie rozważać to obniżenie wynagrodzeń" - taką informację otrzymali Przedstawiciele Porozumienia Rezydentów podczas konferencji uzgodnieniowej, która odbyła się 19 kwietnia 2016 w Ministerstwie Zdrowia. Na usta aż ciśnie się pytanie: Czy rezydentom nie zaśmiano się tym samym w twarz? A może warto rozważyć zgodę na obniżki, gdyż kryje się za tym jakieś wyższe dobro? Od wielu miesięcy Porozumienie Rezydentów OZZL prowadzi szereg bardzo przemyślanych i edukacyjnych działań mających na celu podniesienie podstawowego wynagrodzenia dla lekarzy rezydentów (przypomnijmy, że w chwili obecnej to... 70% średniej krajowej!) Tu od razu pada kolejne pytanie: Czy dotychczasowe rządy świadomie przeznaczały tylko 70% średniej krajowej na pensje osób, które dbają o nasze zdrowie? Czy tylko tyle ono jest warte? A może zdrowie nie jest priorytetem? Pytań jest zdecydowanie więcej ale nie zmienia to faktu, że w Polsce młody lekarz, który poświęca, jak bywało dotychczas, minimum 8 lat swojej edukacji (początek rezydentury, a pod jej koniec nawet 16 lat) zarabia średnio 2250 zł netto... Na podobny problem zwrócili uwagę nasi koledzy z Wielkiej Brytanii - oni jednak już protestują na ulicach. Na jakie zakończenie możemy liczyć w Polsce? To pokażą najbliższe miesiące! Tymczasem zapraszamy do lektury całego komunikatu, który wydało PR OZZL po spotkaniu z 19 kwietnia br. Komunikat Porozumienia Rezydentów.docx
  4. Czy możemy liczyć na to, że w sprawie warunków pracy i społecznego wizerunku lekarzy coś "się ruszy"? Miejmy nadzieję, że dzięki ogromnemu wysiłkowi kolegów rezydentów już niedługo. Od kilku miesięcy reaktywowane Porozumienie Rezydentów OZZL walczy o poprawę losu młodych lekarzy w trakcie specjalizacji. Liczne akcje PR-owe zaczynają przynosić konkretne efekty. W lutym 2016 w głównym wydaniu "Wiadomości" na TVP1 ukazał się reportaż na temat niskich zarobków rezydentów, przyczyn złej kondycji polskiej służby zdrowia oraz emigracji kadr medycznych. Po raz pierwszy postulaty środowiska młodych lekarzy przebiły się do głównych mediów! Dzięki działaniom Porozumienia Rezydentów mogliśmy oglądać Jarosława Bilińskiego - wiceprezesa Porozumienia. Telewidzowie dowiedzieli się, że młody lekarz może liczyć na zawrotne zarobki 2300-2500 zł netto miesięcznie. Kwota, która wzbudza śmiech większości pracowników korporacji, przedstawicieli handlowych oraz... motorniczych tramwajów. Tylko dzięki szeroko zakrojonej kampanii medialnej społeczeństwo może dowiedzieć się ile zarabia i ile pracuje lekarz z którym styka się codziennie w przychodni czy szpitalu. Być może wtedy zrozumie i poprze postulaty płacowe rezydentów. Tylko dysponując szerokim poparciem społecznym można naciskać na rząd w kwestii poprawy zarobków. Niestety lata czarnego PR-u ze strony mediów zrobiły swoje. W powszechnych, "brukowych" opiniach lekarz ma prywatny gabinet w którym zarabia dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie, nie płaci podatków, jest opryskliwy i popełnia ciągle błędy medyczne, które tuszują jego koledzy z "białej mafii". Po tym reportażu ruszyła lawina doniesień medialnych. Przedstawiciele Porozumienia Rezydentów pojawiają się w programach telewizyjnych. Między innymi w TVP, TV Trwam, TV Republika, Polsat News. Głośno o problemach młodych lekarzy jest także w stacjach radiowych - odbyło się już kilkanaście audycji poruszających tą tematykę. Pojawiają się również artykuły w prasie lokalnej, ogólnopolskiej, branżowej. Pełną parą ruszyła akcja "Adoptuj posła", która ma na celu spotkania z parlamentarzystami z partii rządzącej i uświadamianie ich jakie są warunki pracy młodych lekarzy w Polsce. Do tej pory rezydenci odwiedzili już ponad 100 posłów. Odbyły się również spotkania ze znanymi politykami jak Szefowa Kancelarii Rady Ministrów - Pani Beata Kempa, Minister Zdrowia Pan Konstanty Radziwiłł, Pan Premier Jarosław Gowin czy Marszałek Senatu Pan Stanisław Karczewski. Zarząd PR nie wyklucza, że jeśli postulaty PR zostaną ostentacyjnie zignorowane podjęte zostaną kolejne kroki jak na przykład ogólnopolski strajk czy manifestacja w Warszawie przed budynkami rządowymi, ale zaznacza jednocześnie, że walka o godziwe wynagrodzenia nie będzie odbywała się kosztem pacjentów. Dobrze prowadzenie akcji skutkuje już przyspieszeniem legislacji dotyczącej wynagrodzeń w całej służbie zdrowia. To, co rządzący mają w zwyczaju zostawiać na okres przedwyborczy może już niebawem stać się faktem. Terminem granicznym i ważnym sprawdzianem dla władz może być głosowanie nad nowelizacją ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty przewidziane na 2016 rok w związku z przywróceniem stażu podyplomowego. Celem jest podwyższenie wynagrodzenia lekarzy rezydentów z obecnych 70% średniego wynagrodzenia do minimum 200% średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w Polsce, a lekarzy specjalistów do minimum 300%. Wiele wskazuje na to, że na wokandzie może pojawić się także projekt ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia. To szczególny, przełomowy moment dla młodych lekarzy. Dalsze działania informacyjne są niezbędne, by pokazać ludziom poświęcenie tysięcy kolegów, którzy codziennie, ciężką pracą, mimo wszelkich przeciwności, chaosu legislacyjnego, marnej organizacji, przemęczenia, powszechnych niedoborów wszystkiego starają się pomagać chorym.
  5. Jako darmowi pracownicy lekarze rezydenci są często używani do zapychania dziur w szpitalach. Zmyślni dyrektorzy i ordynatorzy zsyłają ich na izby przyjęć oraz SORy. Często pełniąc samodzielne dyżury na oddziałach są wzywani na SOR na konsultację. Autor tego artykułu często spotyka się z rezydentami, którzy pracują w taki sposób. Sam również dyżuruję na izbie przyjęć. Poniżej prezentuję kilka doświadczeń związanych z organizacją pracy na SOR/izbie przyjęć. Pochodzą z doświadczeń własnych, starszych lekarzy oraz innych rezydentów: 1) KAŻDY PACJENT MA BYĆ ZAREJESTROWANY Niedopuszczalne jest "odsyłanie na gębę". Fatalnie potem wygląda w prasie jeśli pacjentowi coś się stanie. 2) KAŻDY PACJENT MA BYĆ ZBADANY Nie wolno wierzyć w informacje przekazywane przez pielęgniarki, członków rodzin, zespoły pogotowia. Z każdym pacjentem trzeba samodzielnie porozmawiać, zbadać go i wyrobić sobie na jego temat własną opinię. W większości przypadków samo badanie przedmiotowe i wywiad pozwalają na postawienie wstępnego rozpoznania. 3) DZIAŁAJ KOMPLEKSOWO Od razu po zbadaniu pacjenta określ główny problem medyczny, napisz zlecenia oraz badania do wykonania. To daje nam 2-3 godziny czasu zanim spłyną wyniki, spłyną kroplówki i zaczną działać leki (np. hipotensyjne). Nie dopuszczaj do sytuacji w której badasz np 3 pacjentów pod rząd i dopiero potem zlecasz im badania i leki. Zawsze zlecaj badania dodatkowe PO zbadaniu pacjenta - unikniesz sytuacji w których po kilku godzinach orientujesz się, że diagnozujesz nie tę chorobę co trzeba. 4) NIGDY NIE WIERZ POGOTOWIU Informacje przekazywane przez zespoły pogotowia są najczęściej nieprawdziwe i niekompletne. Z różnych przyczyn: niewiedza, niedbalstwo, brak badań dodatkowych, zatajenie informacji przez pacjenta. W większości przypadków ostateczne rozpoznanie znacząco odbiega od tego, co jest napisane w karcie medycznych czynności ratunkowych. 5) ZAWSZE PYTAJ O: alergie, przyjmowane leki, choroby przewlekłe, kobiety o ciążę. Pacjenci często negują, że na cokolwiek chorują po czym podają listę 10 leków przyjmowanych przewlekle. 6) NIE OSZCZĘDZAJ NA BADANIACH DODATKOWYCH Jeśli zastanawiasz się, czy zlecić jakieś badanie - ZLEĆ JE. Ja zlecam każdemu pacjentowi "podstawę" czyli zestaw: morfologia, jony, glukoza, kreatynina, mocznik, CRP - pozostałe badania według wskazań. 7) JEŚLI PACJENT WRACA TO GO PRZYJMIJ. Pacjent wie najlepiej (lub wydaje mu się, że wie) co mu dolega. Jeśli przychodzi któryś raz do szpitala z jakimś problemem to dla świętego spokoju przyjmij go na oddział. Jeśli coś się stanie to już nie z Twojej winy. 8) BĄDŹ ASERTYWNY. W rozmowach z innymi lekarzami bądź reprezentantem najlepszego interesu chorego. Skupiaj się na problemach pacjenta a nie kwestiach pozamedycznych. Nie daj się spławić. Nie jesteś sekretarką ani nie masz obowiązku spełniania wszystkich życzeń lekarzy "z góry". 9) OPRACUJ PACJENTA DO KOŃCA - jeśli pacjent ma 5 problemów zdrowotnych i wymaga 5 konsultacji to je zleć. Przekaż pacjenta do innego szpitala jeśli wymaga specjalistycznego leczenia lub konsultacji, napisz receptę na leki, które zalecasz, wypisz zwolnienie lub skierowanie do poradni specjalistycznej. Zwalanie tej pracy na POZ jest delikatnie mówiąc nieeleganckie. Nie zwracaj uwagi na komentarze starszych kolegów "bo u nas jest taki zwyczaj" - to Ty odpowiadasz za pacjenta a nie oni. 10) NA POCZĄTKU WYKLUCZ ZAGROŻENIE ŻYCIA - czyli na przykład: u pacjentki z bólem w klatce wyklucz najpierw zawał, odmę i zatorowość płucną a potem zastanawiaj się czy to nie przypadkiem refluks. 11) ZAPAMIĘTAJ 4 LEKI - tlen, płyny, antybiotyki, leki przeciwbólowe - te 4 grupy leków wystarczą, aby wstępnie pomóc każdemu pacjentowi zgłaszającemu się do SOR i utrzymać go przy życiu do udzielenia fachowej pomocy. 12) ŻYWY CZY ZDIAGNOZOWANY? Twój priorytet to utrzymać pacjenta przy życiu. Żaden pożytek z wyniku np. tomografii komputerowej jeśli pacjent "zatrzyma się" w pracowni TK. Upewnij się, że jest odpowiednio zabezpieczony zanim rozpoczniesz czasochłonną diagnostykę. 13) NIE DAJ SIĘ POGANIAĆ - jeśli ktoś ma dostatecznie dużo siły, żeby się awanturować to na 99% może poczekać. Naprawdę chorzy leżą cicho i nie zwracają na siebie uwagi. To od nich zacznij pracę. 14) JEŚLI KOMPLETNIE NIE WIESZ co dolega pacjentowi nie bój się zostawić go na kilka godzin na obserwacji na IP lub SOR. Możesz też zostawić go na następną zmianę. Twój zmiennik może od razu wpaść na właściwe rozpoznanie. Pracujesz na IP lub SOR? Jakie są Twoje doświadczenia związane z tą trudną i odpowiedzialną pracą?
  6. Jak po pierwszym odcinku miałem co do serialu dokumentalnego TVP szereg zastrzeżeń (patrz tu), dziś po obejrzeniu każdego kolejnego odcinka serial zyskiwał w moich oczach nie tylko dzięki autentyczności i wyraziście dobranym postaciom, ale przede wszystkim porusza „między wierszami” problemy, o których często sam mam ochotę opowiedzieć moim bliskim, znajomym i pacjentom. Piętnaście powodów, dla których warto polecić „Młodych lekarzy” swoim znajomym i rodzinie: Serial wpisuje się w dobry trend edukacji społecznej - przybliża społeczeństwu zawód lekarza - słabo znany i pełen stereotypów. W przystępny sposób opowiada o niektórych mniej znanych, często bardzo poważnych jednostkach chorobowych (choroby spichrzeniowe, mikrocefalia, tętniaki, chirurgia rekonstrukcyjna). Poruszający jest portret zarówno ciężko chorych dzieci i dorosłych, a także ich rodzin w ich niełatwej codzienności, jak i medyków zaangażowanych (nierzadko emocjonalnie) w proces leczenia i rehabilitacji. Nie ucieka przed kontrowersjami - przybliża prawnie, moralnie, medycznie niejednoznaczne sytuacje i pozwala widzowi samemu skonfrontować się z rzeczywistością (dyskwalifikacja z leczenia operacyjnego, rodzicielstwo niepełnosprawnej pary). Obnaża absurdalną rzeczywistość polskiej izby przyjęć, SORu, poradni, gabinetu lekarza rodzinnego - pozwala spojrzeć na to z perspektywy lekarza. Naświetla problemy rezydentów związane z nietypowym charakterem pracy (zostawanie po godzinach z darmo, szczególnie duża odpowiedzialność za innych, duży stres z nią związany, ograniczony czas w relacjach z najbliższymi, dylemat być czy mieć, odreagowywanie stresu i zmęczenia). Pokazuje lekarzy po prostu: w dobrym świetle, choć nie wykrzywia rzeczywistości. Uświadamia, że praca lekarza związana jest z ciągłą nauką - studia, specjalizacja, przykład i doświadczenie starszych, sympozja, kursy, zagraniczne stypendia Dowodzi, że w Polsce (w stolicy i okolicy możliwa jest medyczna kariera naukowa. Ukazuje w sposób naturalny i bezpruderyjny ludzkie ciało z jego nagością, ułomnością, niepełnosprawnością - takie przełamywanie tabu zwyczajnej, medycznej nagości zasługuje na najwyższy szacunek. W realistyczny sposób dokumentuje przebieg zabiegów, operacji (otwarte serce, liposukcja, cesarskie cięcie, poród, korekcja nosa) - nie ucieka przed naturalizmem. Dosadnie i na różne sposoby pokazuje zderzenie lekarzy z lekkomyślnością, głupotą, perfidią, tupeciarstwem, nieodpowiedzialnością niektórych ludzi (w tym pacjentów). Pozwala na chłodno nakreślić (ustami bohaterów) niektóre problemy, z którymi boryka się polski system ochrony zdrowia i podpowiada rozwiązania. Pokazuje, za zgodą występujących lekarzy, ich prywatne życie, związki, poglądy, wyznanie, wątpliwości. Autentyczność: Można ich lubić lub nie. Uświadamia, że oprócz podstawowej pensji, aby zarobić na życie, lekarze w trakcie specjalizacji muszą albo wiele godzin dyżurować, albo pracować w kilku miejscach, albo dorabiać poza zawodem. Tylko jeden z lekarzy ma dzieci (dwójkę) i pracuje najwięcej ze wszystkich. Chwilami faktycznie chwyta za serce niespecjalnie dającymi się wyreżyserować zdarzeniami jak adopcja chorego, porzuconego przez rodziców dziecka czy radość niewidomej od urodzenia matki po tym jak potwierdzono, że jej dziecko widzi. Zachęcam do oglądania bez uprzedzeń z całą rodziną. Oficjalna STRONA serialu. Mateusz Malik, lekarz
  7. W serwisie informacyjnym TVP1 zaprezentowano materiał dziennikarski "Dlaczego brakuje lekarzy?", który w pełni oddaje problemy młodego środowiska lekarskiego w Polsce i jego postulaty. Wydźwięk "Wiadomości" o rezydentach nie budzi wątpliwości: jako pełnoprawni lekarze z wieloma obowiązkami i ogromną odpowiedzialnością rezydenci zarabiają niewiele ponad 2100 zł emigracja lekarzy jest naturalnym procesem wynikającym z różnicy: zarówno drastycznej różnicy płac, jak i ogromnej medycznej biurokracji, przez którą przebija się polski lekarz powoduje to nie tylko wyrwę pokoleniową w polskiej medycynie, ale też średnia liczba lekarzy na 1000 mieszkańców jest stanowczo niższa w porównaniu ze średnią unijną na Rząd wywierana jest presja, co powinno skłonić decydentów do podwyżki płac - propozycja to minimum 5700 PLN na rękę wniosek: nie będzie podwyżek - zabraknie lekarzy Brawo dla przedstawiciela Porozumienia Rezydentów lek. Jarosława Bilińskiego, który zabrał głos w materiale! ZOBACZ: http://wiadomosci.tvp.pl/24163074/dlaczego-brakuje-lekarzy PEŁNE WYDANIE: 14' 30" - http://wiadomosci.tvp.pl/23883550/24022016-1930
  8. Porozumienie Rezydentów jest częścią Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) zrzeszającą i reprezentującą lekarzy i lekarzy dentystów w czasie odbywania specjalizacji, która między innymi 8 lat temu wywalczyła podwyżki rezydenckich pensji. Przez długi czas było o niej cicho - zapewne prężni ludzie, którzy je tworzyli zakończyli szkolenie specjalizacyjne i mieli zupełnie inne sprawy na głowie. Jednak nie wszystko stracone! Kontrowersje wokół likwidacji stażu podyplomowego, wprowadzone ukradkiem zmiany w rekrutacji na rezydentury, problemy z egzaminami specjalizacyjnymi oraz brak podwyżek pensji młodych lekarzy (podczas, gdy koszta życia, średnie wynagrodzenie idą w górę) znowu zmobilizowały rezydentów do działania! 24 listopada w Klubie Lekarza przy ul. Raszyńskiej 54 odbyło się pierwsze krajowe spotkanie reaktywujące Porozumienie Rezydentów. Młodzi lekarze z całej Polski dyskutowali o postulatach, problemach i troskach tej szczególnej grupy pracowników ochrony zdrowia. Działacze Porozumienia Rezydentów założyli na Facebooku profil, gdzie każdy może dotrzeć do informacji na temat działalności tej organizacji. Tam dzielą się pomysłami, problemami i nawołują do zmian. Każdy młody lekarz może skontaktować się z Porozumieniem i poprosić o pomoc w rozwiązaniu problemów dotyczących np łamania praw pracowniczych lub zmuszania do dyżurów na SOR. Problemy młodych lekarzy dzięki staraniom organizacji zaczynają być nagłaśniane. Ostatnio na łamach "Gazety Wyborczej" ukazały się artykuły, które poruszały te kwestie. Niestety na pewnym portalu internetowym dla lekarzy można przeczytać wiele niepochlebnych uwag na temat tej inicjatywy ze strony starszych kolegów. Czyżby zapomniał wół jak cielęciem był? A może to tylko zawiść w myśl hasła: "Mi było źle to teraz oni też się męczą"? Mam nadzieję, że działania Porozumienia Rezydentów wpłyną na poprawę sytuacji młodych lekarzy w naszym kraju. A przynajmniej na podwyżki pensji.