Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Showing results for tags 'zarobki lekarzy'.



More search options

  • Search By Tags

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Search By Author

Typ zawartości


Forum

  • MedFor.me
    • Dyskusja ogólna
    • Specjalizacja: Jaką wybierzesz?
    • Niezbędnik medyka (książki, konferencje, kursy, praktyki, oferty pracy)
    • Naukowo
    • Idę na medycynę
    • Fora lokalne
  • IZBA LEKARSKA
    • Medycyna Ogólna
    • Egzaminy
    • !!! Nowoczesna medycyna
    • Miejsca stażowe i specjalizacyjne
    • Wieści zza granicy
  • PO GODZINACH
    • Na każdy temat
    • MedHumor
    • Fora prywatne
    • MedFor.me - sprawy forum
  • CLUSTERS
    • News
    • Polinnovation
    • Clusters

Kategorie

  • News
  • Opinie i komentarze
  • Ze świata nauki
  • Wywiady
  • Reportaż
  • MED-Memories
  • Weekend For.me
  • Patronaty

Blogi

  • Oficjalny blog MedFor.me
  • Medicus Sapiens Semper Digitum in Ano Tenet
  • Naczelny Lekarz Trąbkowaty
  • Visca El Barça
  • Meoblog
  • Medycyna jest ciekawa
  • Ania18101Blog
  • Zabiegowcy
  • patrycja fenster
  • Bioptron
  • Dzienniczek przyszłego doktora.
  • Ratuj-z-nami
  • KotBlog
  • JMBlog
  • Breakfast at Tiffany's.
  • DanioJanioBlog
  • NarzedziaLekarza
  • see
  • aniamos - blog
  • vipomaBlog
  • Kawa
  • przyczynaBlog
  • Wino i Medycyna - In vino sanitas
  • swinska tarczyca suplement diety niedoczynnosc hashimoto Thyroid TR
  • Sprzedam leki na pasozyty tasiemce przywry motylice
  • Med

Kategorie

  • Choroby wewnętrzne
  • Chirurgia
  • Pediatria
  • Ginekologia i położnictwo
  • Łacina
  • Inne
  • Redakcyjne

Find results in...

Find results that contain...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    End


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    End


Filter by number of...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    End


Grupa


Skype


Rok rozpoczęcia studiów

Znaleziono 32 wyników

  1. Version 1.0.0

    0 pobrań

    Podwyżka dla specjalisty? - trzeba być na etacie i nie konkurować...
  2. Zobowiązanie lekarza/lekarza dentysty posiadającego specjalizację do nieudzielania świadczeń u innego świadczeniodawcy (podwyżki 2018) Zobacz plik Podwyżka dla specjalisty? - trzeba być na etacie i nie konkurować... Dodający Newman Dodano 24.08.2018 Kategoria Inne  
  3. Version 1.0.0

    0 pobrań

    wzory formularzy do wykorzystania przez lekarzy rezydentów oraz specjalistów (posiadających specjalizację I lub II stopnia lub tytuł specjalisty) chcących skorzystać ze zwiększenia wynagrodzenia na zasadach określonych w ustawie z dnia 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 1532).
  4. "Bon rezydencki" - OFICJALNY WZÓR OŚWIADCZENIA Zobacz plik wzory formularzy do wykorzystania przez lekarzy rezydentów oraz specjalistów (posiadających specjalizację I lub II stopnia lub tytuł specjalisty) chcących skorzystać ze zwiększenia wynagrodzenia na zasadach określonych w ustawie z dnia 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 1532). Dodający Newman Dodano 24.08.2018 Kategoria Inne  
  5. Były groźby o odpracowywaniu studiów i płaceniu za specjalizację. Skończyło się porozumieniem Ministra Zdrowia z lekarzami rezydentami i pozytywną motywacją: zostaniesz po specjalizacji w Polsce, możesz w trakcie całego szkolenia zarobić znacznie więcej. Był kij, jest marchewka. Dziś obietnica nabiera realnych kształtów. W ustawie z dnia 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (załączonej poniżej w formie PDF) znalazło się szeroko dyskutowane stwierdzenie: Oznacza to w praktyce... No właśnie, jak to interpretować, przecież każdy przypadek jest inny!? I oto przed Wami szczegółowy poradnik (FAQ) na temat ministerialnego bonu przygotowany na podstawie setek pytań lekarzy z całej Polski... Dla ułatwienia 5 kategorii pytań: A) PRZED WZIĘCIEM BONU B ) W TRAKCIE C) ODPRACOWANIE BONU D) ZWROT BONU E) DLA KOGO I CZY WARTO A) PRZED WZIĘCIEM BONU 1. Czy ustawa o bonie już weszła? Tak, prezydent Andrzej Duda podpisał ją 1 sierpnia 2018 roku, 9 sierpnia 2018 roku została opublikowana w Dzienniku Ustaw, a w życie weszła 24 sierpnia 2018. 2. Jak wygląda ustawa? Gdzie można zobaczyć jej najnowszy projekt? Jest załączona pod artykułem. 3. Skąd wziąć wzór deklaracji? Czy muszę go przygotować sam? Oficjalna deklaracja przygotowana przez prawników NIL i zaopiniowana przez MZ jest załączona pod artykułem. 4. Czy mogę już złożyć deklarację? Tak. Jeśli złożysz deklarację między 24 sierpnia a 7 września, otrzymasz wyrównanie pensji wstecznie od 1 lipca 2018 roku. 5. Chciałbym złożyć jak najszybciej, aby zwiększone wynagrodzenie otrzymać jak najwcześniej. Jeśli spełnisz warunki przedstawione w odpowiedzi na pytanie A4, otrzymasz podwyższone wynagrodzenie wraz ze wszystkimi pochodnymi (dyżury, praca nocna, nadgodziny) wstecznie od 1 lipca 2018 roku. 6. Gdzie należy złożyć deklarację? Deklarację składamy do kadr w swoim miejscu pracy. One już przekazują to dalej. 7. Chcę się jeszcze zastanowić... kiedy muszę złożyć deklarację, jeśli chciałbym otrzymać bon np. od grudnia? Deklarację musisz złożyć do ostatniego dnia poprzedniego miesiąca, czyli w Twoim przypadku do 30 listopada. 8. Skoro wiadomo, że będę pobierać bon przez rok, dlaczego muszę podpisywać deklarację, że odpracuję go przez 2 lata? Nie można wpisać tam realnego okresu, np. 4 miesiące? W wersji przygotowanej przez NIL (zajrzyj do działu "Pliki") zaznaczono już, że czas odrabiania bonu skraca się proporcjonalnie. Poza tym pamiętaj, że składając deklarację, opierasz się o ustawę, z której wynika, że czas odpracowania bonu jest proporcjonalny do czasu jego pobierania. Patrz też punkt: C12. 9. Czy bon jest tylko dla rezydentów, czy też dla lekarzy odbywających specjalizację w trybie pozarezydenckim? Niestety, bon jest tylko dla lekarzy rezydentów, ponieważ tylko oni są finansowani przez Państwo. 10. Jestem aktualnie na ZLA - czy mogę podpisać deklarację o chęci pobierania bonu? Jeśli pracowałeś w lipcu - tak. Jeśli zwolnienie trwa długo i obejmuje też lipiec, możesz podpisać deklarację dopiero po powrocie i wtedy dostaniesz zwiększone wynagrodzenie. 11. Jestem aktualnie na macierzyńskim - czy mogę podpisać deklarację o chęci pobierania bonu? Nie, dopiero po powrocie do pracy. 12. Zmieniam miejsce specjalizacji 1 sierpnia, a chciałabym skorzystać z bonu - do którego zakładu pracy mam dostarczyć deklarację? A może do obu? Warto dostarczyć do starego pracodawcy, bo dzięki temu dostaniesz wyrównanie za lipiec. Kadry prześlą Twoją deklarację do wojewody, a wojewoda powinien przekazać jej kopię do nowego pracodawcy. Monitoruj sprawę i najwyżej złóż jeszcze raz, u nowego pracodawcy, jeśli tak się nie stanie. 13. Zostało mi tylko kilka miesięcy do końca specjalizacji. Czy warto brać bon? Tak, ponieważ jego odpracowanie jest proporcjonalnie skrócone - np. pobieranie bonu przez 6 miesięcy z 6-letniej specjalizacji odpracowuje się przez 2 miesiące. 14. Czy wszyscy muszą składać te deklaracje, czy tylko ci, którzy chcą dostać bon? Tylko te osoby, które chcą dostać bon. Jeśli nie chcesz bonu - niczego nie składasz. Pamiętaj jednak o tym, że przy wejściu w życie ustawy otrzymujemy "promocyjny" termin obowiązywania podwyżek - złożenie deklaracji między 24 sierpnia a 7 września spowoduje wzrost wynagrodzenia wstecznie od 1 lipca. Jeśli spóźnisz się i zrobisz to 8 września, wyższe wynagrodzenie dostaniesz dopiero od października. 15. Pracuję w szpitalu (rezydentura plus dyżury). W innym szpitalu mam dyżurze na kontrakcie. Czy przysługuje mi bon? Słyszałem, że przysługuje tylko tym, którzy pracują w jednym miejscu - prawda to? Bon patriotyczny nie ma żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o dodatkową pracę. Możesz we własnym szpitalu pracować 300 godzin, dodatkowo brać 200 godzin dyżurów w innym szpitalu, 100 godzin w karetce i 50 godzin w poradni, aczkolwiek nie polecamy takiego postępowania. B ) W TRAKCIE 1. Czy kwota bonu podana jest brutto czy netto? Jest to kwota brutto. 700 zł brutto dla specjalizacji deficytowych i 600 zł brutto dla pozostałych. 2. Skoro bon dostaję brutto, to ile tak właściwie dostanę na rękę? Jeśli zarabiasz tylko podstawę i nie dyżurujesz, Twoja pensja wzrośnie o około 487,66 zł w przypadku specjalizacji deficytowej (bon 700 zł) i około 417,14 zł w przypadku pozostałych specjalizacji (bon 600 zł). 3. Czy bon będzie wliczany do podstawy? Tak. Powiększy on Twoje wynagrodzenie zasadnicze. 4. Czy bon powiększy kwotę otrzymywaną za dyżury? Tak. Wyższe wynagrodzenie zasadnicze, to wyższe wszystkie pochodne - dyżury, średnie dyżurowe, urlopowe, ZLA. 5. Przerwałem specjalizację w trakcie pobierania bonu. Czy będę musiał zwrócić to, co pobrałem? Niestety tak. Będzie to iloczyn miesięcy, przez które pobierałeś bon oraz 75% jego kwoty. 6. Przerwałem specjalizację z przyczyn zdrowotnych i zmieniłem na inną. Czy mogę nadal dostawać bon? Tak, ponieważ zmiana specjalizacji wynikająca z orzeczenia lekarskiego o istnieniu przeciwwskazań do kontynuowania specjalizacji w dotychczasowej dziedzinie, nie jest uważana za zaprzestanie realizacji programu specjalizacji. 7. Czy jeśli wezmę bon w trakcie rezydentury, a w międzyczasie zmienię specjalizację na inną w trybie pozarezydenckim, czy będę musiał zwrócić pobrane do tej pory pieniądze? Tak. 8. Obecnie jestem w trakcie macierzyńskiego/ZLA/urlopu szkoleniowego/urlopu wypoczynkowego - czy po wzięciu bonu od 1 lipca moja średnia dyżurowa wzrośnie? Średnia dyżurowa wypłacana jest w oparciu o dyżury, które już były (np. w kwietniu, maju, czerwcu) i nie da się już podnieść wynagrodzenia, które za nie otrzymałeś. Jeśli bon otrzymasz od 1 lipca i już w lipcu będziesz miał jakieś dyżury, pierwszą, nieznacznie podwyższoną średnią dyżurową masz szansę otrzymać w sierpniu. 9. Za 2 miesiące planuję iść na macierzyński/ZLA. Czy dostanę wyższe wynagrodzenie? Tak, ale pamiętaj, że świadczenie jest średnią z ostatnich 12 miesięcy, a Ty tylko przez 2 miesiące będziesz dostawać wyższe wynagrodzenie i jego udział będzie niewielki. 10. W trakcie specjalizacji zmieniam miejsce jej odbywania. Czy muszę poinformować kogoś o tym, że chcę nadal pobierać bon? Nie, ponieważ Twój wojewoda o to zadba. Jeśli zmiana dotyczy tego samego województwa, wojewoda wraz ze skierowaniem do kontynuowania specjalizacji przekaże nowemu pracodawcy kopię Twojej deklaracji. Jeśli przeniesiesz się do innego województwa, wojewoda przekaże oryginał Twojej deklaracji nowemu wojewodzie. 11. Czy będąc w ciąży na ZLA, a później na urlopie macierzyńskim, również otrzymujemy bon, czy jego wypłacanie jest wówczas wstrzymane? ZLA i urlop macierzyński to świadczenia wypłacane przez ZUS, ale liczone w oparciu o zarabiane przez Ciebie pieniądze, a są one większe, ponieważ wcześniej powiększał je bon. Tak więc bon nie jest wypłacany w tym momencie, ale wypłacane jest świadczenie, które jest większe, niż gdybyś bonu nie posiadała. 12. Czy mogę zrezygnować z pobierania bonu w trakcie specjalizacji? Tak. Wtedy odrobisz lub oddasz tylko tę część, którą faktycznie pobierałeś. C) ODPRACOWANIE BONU 1. Będę pobierał bon przez całą specjalizację. Ile czasu będę musiał go odrabiać? Niezależnie od czasu trwania Twojej specjalizacji, bon odrabia się przez 2 lata. Tak samo jest w przypadku medycyny rodzinnej, neurologii, chirurgii czy ginekologii. 2. Będę pobierać bon przez 2 lata specjalizacji z 6. Ile czasu będę musiał go odrabiać? Czas odrabiania bonu będzie proporcjonalnie skrócony. Jeśli pobierasz go przez 1/3 specjalizacji, odpracowywać go będziesz przez 1/3 wymaganego czasu, czyli przez 8 miesięcy. 3. Gdzie można pracować, aby odpracować bon? Musi być to jednostka, która posiada kontrakt z NFZ. Twoje usługi nie muszą być kontraktowane. 4. Ile godzin trzeba pracować, aby odrobić bon? Ustawa podaje, że musi to być równoważnik jednego etatu przez 2 lata. 1 etat pracownika ochrony zdrowia to średnio ok. 158 godzin 37 minut miesięcznie (w 2018 i 2019 roku). 5. Czy mogę pracować na pół etatu lub jedną trzecią etatu? Tak, jeżeli sumarycznie wypracujesz liczbę godzin odpowiadającą jednemu etatowi przez 2 lata. Możesz pracować na pół etatu przez 4 lata lub na 2/5 etatu przez 5 lat. Możesz pracować co drugi miesiąc cały etat, a później mieć miesiąc wolnego. Wymagana liczba godzin przez 2 lata to około 3822 (suma dni roboczych z roku 2019 i 2020 pomnożona przez 7 godzin i 35 minut pracy dziennie). 6. Czy pracując na dwa lub trzy etaty, odpracuję bon szybciej? Nie, nie odrobisz szybciej. MZ i my tak samo zalecamy pracę w formie etat + dyżury zgodnie z Kodeksem pracy. Więc zapracowanie się na śmierć nie skraca odrabiania bonu. 7. Czy mogę odpracować bon tylko na dyżurach? Ustawa tego wprost nie określa, ale też nie zabrania. Ma zgadzać się liczba godzin i warunek posiadania kontraktu z NFZ przez podmiot zatrudniający. 8. Czy mogę pracować w kilku miejscach np. pół etatu w szpitalu, 40 godzin w poradni i 48 godzin w wieczorynce? Tak, jeżeli suma tych godzin da co najmniej 1 etat przez 2 lata lub cząstkę etatu przez dłuższy czas (patrz punkty: C4 i C5). 9. Czy można odpracować bon pracując wyłącznie w NPL-u na zlecenie? Tak, o ile liczba godzin będzie wystarczająca (patrz punkty: C4 i C5). 10. Czy trzeba być zatrudnionym na etacie, czy może być to kontrakt? Forma zatrudnienia nie ma znaczenia. Istotna jest tylko ilość godzin. 11. Czy odpracuję bon przyjmując prywatnie? Tak, jeśli poradnia, w której przyjmujesz, posiada jakikolwiek kontrakt z NFZ. Ty nie musisz udzielać świadczeń refundowanych. Oczywiście musi zgadzać się wymagana ilość godzin. Jeśli nie posiada takiego kontraktu, to niestety nie możesz. 12. Pobierałem bon przez 2 lata, 7 miesięcy i 13 dni - skąd mam wiedzieć, ile będę musiał odpracować? Po zakończeniu specjalizacji zostaniesz poinformowany pisemnie przez wojewodę, który powie Ci dokładnie, ile czasu będziesz musiał pracować, aby odrobić zobowiązanie. Sam nic nie musisz liczyć. 13. Skąd oni będą wiedzieć, czy odpracowałem bon? Przecież mogę uciec i nigdy mnie nie znajdą! Składając deklarację o chęci otrzymywania bonu, zobowiązujesz się jednocześnie do zapłaty ewentualnej kary. Poza tym to Ty musisz, zgodnie z ustawą, po zakończeniu specjalizacji, poinformować wojewodę o miejscu, gdzie będziesz realizował zobowiązanie oraz o każdorazowej jego zmianie. Będziesz musiał też dostarczyć mu potwierdzenie odpracowania czasu w poszczególnych jednostkach, w których będziesz pracować. 14. Od kiedy właściwie liczy się to 5 lat? Od ostatniego dnia specjalizacji? Od zdania egzaminu? 5 lat liczy się od dnia uzyskania potwierdzenia zakończenia szkolenia specjalizacyjnego. Jest to dzień, w którym wojewoda, po otrzymaniu Twoich dokumentów specjalizacyjnych od konsultanta krajowego, stwierdza, że zakończyłeś specjalizację. W praktyce będzie to między 2 a 6 tygodni od złożenia przez Ciebie kompletu dokumentów w Urzędzie Wojewódzkim. 15. Zamierzam pracować w Polsce - czy bon sam spłaca się z mojej pensji? Jeśli spełniasz kryteria odpracowania bonu (praca w jednostce posiadającej kontrakt z NFZ, równoważnik jednego etatu, 2 lata pracy), to właśnie Twoja praca zapewnia odrobienie bonu. Nic nie musisz spłacać i nic nie jest pobierane z Twojej pensji. 16. Posiadam etat akademicki, a oprócz tego 1/4 etatu szpitalnego. Który z nich liczy się do odpracowania zobowiązania? Niestety, praca akademicka nie jest odpracowywaniem bonu. W Twoim przypadku tylko etat szpitalny pozwoli na odpracowanie zobowiązania. 17. Po zakończeniu specjalizacji zaczynam nową, w placówce posiadającej kontrakt z NFZ, ale odbywam ją w trybie pozarezydenckim. Czy w ten sposób odpracuję bon? Tak. 18. Po zakończeniu specjalizacji zaczynam nową, w placówce posiadającej kontrakt z NFZ, ale odbywam ją w formie wolontariatu. Czy w ten sposób odpracuję bon? Tak, aczkolwiek nie polecamy wolontariatów. 19. Zamierzam odrobić bon pracując na kontrakcie, ale za pośrednictwem firmy zewnętrznej i to ona mnie zatrudnia, a nie bezpośrednio szpital. Czy odpracuję w ten sposób bon? Tak. 20. Jestem w trakcie specjalizacji z radiologii/patomorfologii. W naszej specjalizacji świadczenia rozliczane są zadaniowo, a nie godzinowo - mam płacone od procedury. Da się to jakoś przeliczyć na godziny? Tak. Pracodawca zaświadcza, jakiej części etatu odpowiada Twój kontrakt. 21. Jestem w trakcie specjalizacji stomatologicznej, przez co raczej nie będę w stanie odpracować bonu. Chciałabym go jednak wziąć, aby uzyskać wyższą podstawę i od niej w przyszłości otrzymać wyższe świadczenie chorobowe i macierzyński. Czy wystarczy jak po 5 latach zwrócę bon (wymagane 75% x ilość miesięcy), czy też ZUS dowie się, że nie odpracowałam bonu i może upomnieć się o te pieniądze (różnicę między standardowym wynagrodzeniem a podwyższonym bonem)? Ustawa tego nie przewiduje, przez co można powiedzieć: na tę chwilę nie. Pamiętaj też, że wystarczy, że jednostka, w której pracujesz, ma chociaż mały kontrakt z NFZ i wtedy jest to miejsce, w którym możesz odpracować bon. 22. Co w sytuacji, gdy moja specjalizacji wydłuży się np. z powodu macierzyńskiego czy ZLA - czy czas odpracowania się wydłuża? Nie, odpracowujesz maksymalnie 2 lata i tylko za okres, kiedy pracowałaś, miałaś urlop wypoczynkowy lub szkoleniowy. Urlop macierzyński, ZLA i urlop bezpłatny nie liczą się do tego okresu. 23. Co w sytuacji, gdy podczas odpracowywania bonu zajdę w ciążę lub zachoruję i nie będę w stanie odpracować bonu w wymaganym terminie? Czy ulegnie on przedłużeniu? Ustawa tego nie precyzuje, ale pozostawia furtkę: od zapłaty kary można odwołać się do wojewody. Można mieć nadzieję, że spojrzy przychylnym okiem na młodą mamę. Prowadzone są rozmowy PR z MZ: wstępne informacje mówią, że będzie maksymalnie prorodzinnie i prozdrowotnie. 24. Czy pracodawca, u którego będzie odpracowywało się bon, będzie miał prawo i dostęp do informacji, że zatrudniony w trakcie rezydentury go pobierał? Tak. 25. Czy w założeniu ustawodawcy NFZ będzie wieczny? Co jeśli nastąpi restrukturyzacja i NFZ zniknie? [to jedno z ulubionych pytań redakcji - przyp.red.] Chodzi w głównej mierze o publiczne finansowanie. Jak zlikwidują NFZ, to zostaną placówki finansowane ze środków publicznych i "zamienniki" NFZ: kasy chorych czy inne fundusze. 26. Czy można odpracować bon w czasie dyżurów pod telefonem? Tak, ale tylko za godziny pracy, a nie czuwania. W praktyce będzie to zależało od Twojego pracodawcy - jeśli wystawi zaświadczenie, że przepracowałeś określoną część etatu i zaliczy oczekiwanie do czasu pracy, wtedy Urząd Wojewódzki przyjmie taką informację jako odpracowanie bonu. 27. Czy jeśli będę pobierał bon przez 1 rok, to na odpracowanie mam nadal 5 lat, czy czas ten ulega skróceniu? Nadal jest to 5 lat. Skracany jest tylko wymagany czas do odpracowania (np. dla 5-letniej specjalizacji odpracowanie 1 roku pobierania bonu trwa 4,8 miesiąca). 28. Czy wzięcie bonu wiąże nas terytorialnie z danym województwem, czy można odrobić go w innym? Tak, można odrobić w innym. Wojewodowie przekażą sobie stosowne informacje. D) ZWROT BONU 1. Pobierałem bon przez całą specjalizację i nie będę go odpracowywać. Ile muszę oddać? Zwracana kwota to iloczyn liczby miesięcy, przez które pobierałeś bon oraz 75% miesięcznej kwoty, tj. 450 zł w przypadku bonu 600 zł lub 525 zł w przypadku bonu 700 zł. 2. Pobierałem bon przez część specjalizacji i nie będę go odpracowywać. Ile muszę oddać? Jak wyżej - pomnóż liczbę miesięcy, przez które pobierałeś bon przez 450 zł lub 525 zł. 3. Pobierałem bon przez całą specjalizację, ale nie udało mi się go w całości odrobić. Odpracowałem jednak połowę wymaganego czasu. Ile muszę zwrócić? Proporcjonalnie. Jeśli pobierałeś przez 6 lat, powinieneś odpracować 2 lata, a odpracowałeś 1 rok (czyli połowę), musisz oddać połowę zobowiązania, czyli za 3 lata. Jak wyżej - mnożysz 36 miesięcy i 450 zł lub 525 zł. 4. Czy w razie niespełnienia warunków, będę musiał oddać również za zwiększone zarobki za dyżury, pracę nocną, nadgodziny, zwolnienia itd.? Nasze kadry przysłały nam deklarację, z której tak właśnie wynika. Nie, oddajemy tylko 75% kwoty bonu, choćbyśmy w czasie pobierania mieli po 15 dyżurów. Kadry postępują niezgodnie z ustawą - proponuję poprosić o podstawę prawną. 5. Do kiedy będę musiał oddać pieniądze? Po 2 czy 3 latach, a może dopiero na koniec okresu? Teoretycznie już po 3 latach i 1 dniu niepracowania w Polsce będzie wiadomo, że na pewno nie uda Ci się odpracować bonu i będziesz musiał go zwrócić. Zgodnie z ustawą jednak masz 5 lat na realizację zobowiązania, a w ciągu 60 dni od zakończenia odrabiania bonu musisz poinformować o tym wojewodę. Jeśli tego nie zrobisz, wojewoda poinformuje Cię o konieczności zapłacenia kary. Od tego momentu masz na to 14 dni. Wygląda więc, że nie będzie to wcześniej, niż po 62,5 miesiąca. Możesz też się odwołać, jeśli uznasz, że kara Ci się nie należy. E) DLA KOGO I CZY WARTO 1. Pracuję w Polsce i zamierzam pracować tu do końca życia - czy warto brać bon? Tak, o ile jesteś w stanie go odpracować, tzn. zamierzasz pracować w wymiarze co najmniej jednego etatu przez co najmniej 2 lata w jednostce posiadającej kontrakt z NFZ. Jeśli w Twojej specjalizacji nie jest to możliwe (np. medycyna pracy) lub utrudnione (np. stomatologia), musisz się zastanowić (patrz punkt E3). 2. Pracuję w Polsce i zamierzam pracować tu do końca życia, ale tylko i wyłącznie prywatnie - czy warto brać bon? Jeżeli jednostka, w której będziesz pracować prywatnie, posiada jakikolwiek kontrakt z NFZ, być może będziesz w stanie odpracować bon. Jeśli nie, musisz się zastanowić (patrz punkt E3). 3. Pracuję w Polsce, ale zamierzam wyjechać jak tylko skończę specjalizację - czy warto brać bon? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy wziąć pod uwagę dwie kwoty i dwa fakty. Kwota 1: Twoja pensja podstawowa wzrośnie o około 487,66 zł netto, jeśli odbywasz specjalizację deficytową lub o około 417,14 zł netto, jeśli odbywasz specjalizację niedeficytową. Kwota 2: jeśli zmuszony będziesz oddać zobowiązanie, w przypadku specjalizacji deficytowej będzie to kwota 525 zł miesięcznie i 450 zł w przypadku specjalizacji niedeficytowej. Fakt 1: przez cały okres specjalizacji Twoja pensja będzie powiększona nie tylko w podstawie, ale także o dyżury liczone od niej. Dostaniesz większą średnią dyżurową czy świadczenie chorobowe. Fakt 2: w przypadku pobierania samej podstawy (bez dyżurów), miesięcznie stracisz około 37,34 zł w przypadku specjalizacji deficytowej i około 32,86 zł w przypadku specjalizacji niedeficytowej. Zwiększone uposażenie będziesz pobierać przez okres 4-6,5 roku, a zwrócisz dopiero ponad 5 lat później (czyli w najlepszym wypadku 11,5 roku od otrzymania pierwszej wypłaty). Jeśli potraktujemy bon jako pożyczkę, pożyczysz od 20 022,72 zł (4 lata, niedeficytowa) do 38 037,48 zł (6,5 roku, deficytowa), a oddać będziesz musiał odpowiednio: 21 600 zł i 40 950 zł. Różnica to odpowiednio: 1 577,28 zł i 2 912,52 zł. To Twoja opłata za wzięcie tak długiej pożyczki. Jeśli przeliczymy to na oprocentowanie, wychodzi odpowiednio: 7,88% i 7,65% w skali 5 lat. Podzielmy przez 5 lat, mamy: 1,58% i 1,53% rocznie. Zna ktoś tak tani kredyt? W trakcie którego nie trzeba spłacać kapitału, ani nawet odsetek? W czasie rezydentury będzie Ci się żyło lepiej o te pieniądze, a później: a) jeśli będziesz pracować prywatnie: bez trudu spłacisz zobowiązanie b) jeśli będziesz pracować za granicą: bez trudu spłacisz zobowiązanie Dodać należy, że jeśli w czasie rezydentury masz dyżury, dostaniesz dużo więcej, a oddać będziesz musiał tyle samo. Dlatego według mnie - bon warto brać w każdym przypadku, nawet wtedy, gdy na pewno wiesz, że go nie odpracujesz. 4. Dlaczego warto brać bon - subiektywne opinie zwolenników: - z samych dyżurów dostanę drugie tyle, więc mogę co miesiąc odkładać 500 zł na konto oszczędnościowe i pierwszego dnia po specce oddać całość, a i tak będę 300-500 zł na plus za każdy miesiąc - należy też wziąć pod uwagę inflację: dziś za ten bon kupimy 500 bułek, a w momencie, gdy będziemy musieli bon spłacić: 400-450 bułek; za każdy miesiąc jesteśmy bogatsi (i grubsi) o 50-100 bułek - jak ktoś nie chce, to ja chętnie wezmę jego bon i odpracuję 4 lata 5. Dlaczego nie warto brać bonu - subiektywne argumenty przeciwników: - w mojej specjalizacji nie będę w stanie go odpracować, ponieważ nie ma w niej pracy na NFZ - po specce nie rozdają etatów na prawo i lewo; żeby odpracować tę liczbę godzin, będziecie pracować z 6 lat - jest to zobowiązanie do pracy w Polsce, nie wiem na jakich warunkach - rząd może zmusić w przyszłości lekarzy do pracy za minimalną krajową w okresie wymaganym do odpracowania bonu i w województwie, gdzie akurat są braki - w tym kraju mnie nie zdziwi, gdy okaże się, że odpracowanie bonu będzie bez wynagrodzenia, bo już przecież zostało ono wypłacone w formie bonu właśnie; moim zdaniem te bony to strzał w kolano; w Polsce podpisywać jakąkolwiek lojalkę to ryzyko - gra nie warta świeczki - nie chcę się wiązać - zaraz po specjalizacji wyjeżdżam do Niemiec - mam nadzieję, że nie będziecie brać tego bonu, bo to obniży płace lekarzy po specjalizacji w placówkach NFZ - będzie pula osób "uwięzionych" w NFZ - wtedy siłą rzeczy płaca spadnie - nie będę się rzucać na takie ochłapy - trzeba nie mieć wstydu, żeby zaproponować lekarzom taki ochłap i oczekiwać czegokolwiek w zmian - nie składam wniosku, IMHO bardzo słaby deal - 2 lata pracy w Polsce i najwyraźniej meldowanie co jakiś czas o pracy, miejscu pracy etc. Raz - pole do nadużyć, a nawet, jeśli nie - są to marne grosze w zamian za ZMUSZENIE do pracy w Polsce, czyli ogólne pozwolenie na niższe stawki za pracę - Nawet nie chcę sobie wyobrażać meldowania swoich godzin pracy oraz miejsca urzędasom za jakieś śmieszne 400 zł - sorry, wolę być biedniejszy o ekwiwalent 1 dyżuru na 3 miesiące w NPL-u, niż być przywiązany przez jakieś umowy, z których wywiązanie zajmie mi więcej czasu niż w/w dyżur - wystarczy mi widzieć na własne oczy, jak NFZ funkcjonuje ze swoimi karami, żeby mieć tyle rozumu w głowie, żeby nie wchodzić w takie umowy, z których wywiązanie może być niemożliwe na kontrakcie - po tylu latach edukacji miałem nadzieję zarabiać średnią krajowa, ba, nawet trochę więcej, żebym mógł konkurować z magazynierem w Biedronce, a nie bawić się w lojalki Powyższy FAQ opracował Lek. Maciej Tomczak w oparciu o pytania i odpowiedzi zadawane i udzielane na grupie fejsbukowej Porozumienia Rezydentów OZZL Załączniki: OFICJALNA DEKLARACJA DLA REZYDENTA: Wzor-deklaracji-lekarza-rezydenta.doc USTAWA (podstawa prawna): USTAWA z dnia 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw.pdf
  6. Praca lekarza i personelu medycznego jest bardzo odpowiedzialna, ciężka i wymaga nieustannej kosztownej autodydaktyki. Niestety, prestiż, obowiązki i pieniądze nie zawsze idą w parze, wynagrodzenie w polskiej medycynie często nie należy do najwyższych, dlatego postanowiliśmy pomóc lekarzom w znalezieniu pracy w Niemczech, zaproponowaniu im alternatywnych form i miejsc pracy, niezależnie od wieku i stopnia zaawansowania specjalizacji lekarskiej. Staramy się, by lekarzy i personel medyczny dotykało absolutne minimum formalności, a docelowa praca spełniała ich oczekiwania i nie tylko te finansowe. Do współpracy zapraszamy lekarzy wszystkich specjalizacji oraz szeroką grupę personelu medycznego: pielęgniarki, położne, ratowników i opiekunów. Nim zwiążesz się zawodowo z Polską "służbą" zdrowia i podpiszesz lojalnościowy bon rozważ swoją przyszłość... Profesjonalna koleżeńska bezpłatna oferta dla Lekarzy z Polski. Zero biurokracji, maksymalne zaoszczędzenie w czasie, wygodnie, bo online. Wiek, specjalizacja są bez znaczenia! Zertifikat B-2 to koniczność! Podejmij decyzję, zaufaj nam, sprawdź nas! Inni już to zrobili, nie zwlekaj! https://konsultant24.pl/ Praca w Niemczech dla Lekarzy, bundesweit, ab SOFORT! Profesjonalna koleżeńska bezpłatna oferta dla Lekarzy z Polski. Die gesamte Bürokratie, der Approbationsantrag werden komplett von uns übernommen! Wiek, stopień zaawansowania i rodzaj specjalizacji, bez znaczenia! Zertifikat B-2 muss sein! PODEJMIJ DECYZJĘ! KONTAKT - mówimy po polsku. POLSKA - Katarzyna GRUCA, All Medical.pl - 44 68 22 333 NIEMCY - Facharzt für Urologie Richard@Tomalka.com www.ArztFestanstellung.de Handy: + 49 (0) 171 28 65 123 ANMELDUNG über die www.HonorarArzt.de Lekarzy Ratownkow w Niemczech zapraszamy na www.HonorarNOTARZT.de
  7. hypersonic

    Staż dobrej czy złej zmiany?

    Dnia 18.10.2017 do konsultacji społecznych trafił projekt nowego rozporządzenia MZ dotyczącego stażu podyplomowego. Z uwagi na uchwaloną latem tego roku ustawę o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych, o której wielokrotnie już pisaliśmy (1, 2) oraz wzrost pensji minimalnej nowe rozporządzenie musiało uwzględnić wzrost wynagrodzeń lekarzy stażystów. Jak się jednak można było spodziewać proponowane stawki są niewiele wyższe od wymaganych prawnie . Proponowane rozporządzenie modeluje też w sposób znaczący program stażu: - Staż w dziedzinie chorób wewnętrznych ulega skróceniu o 2 tygodnie: do tej pory było to 9 tygodni i 4 dni w Oddziale Internistycznym, 1 dzień kursu zakresu profilaktyki zakażeń HIV oraz 1 tydzień kursu z zakresu transfuzjologii (łącznie 11 tygodni). W nowym programie ma być to 7 tygodni i 4 dni w Oddziale Internistycznym, 1 dzień nowego kursu - profilaktyka onkologiczna i leczenie bólu oraz 1 tydzień kursu z transfuzjologii (łącznie 9 tygodni). - Staż w zakresie pediatrii pozostaje w niezmienionej formie: 6 tygodni pediatrii, 2 tygodnie neonatologii - Staż cząstkowy w dziedzinie chirurgii ogólnej zostaje zredukowany o tydzień: z 8 tygodni (w tym 2 tyg. chirurgii urazowej) do 7 tygodni (w tym 2 tyg. chirurgii urazowej) - Staż w zakresie ginekologii i położnictwa uległ prawie dwukrotnemu skróceniu: z 7 tygodni do 4 tygodni. - Staż w zakresie medycyny ratunkowej nie uległ modyfikacji: 3 tygodnie łącznie tj. 2 tygodnie i 3 dni w Oddziale, 2 dni kursu z zakresu ratownictwa medycznego - Staż w dziedzinie psychiatrii: pozostanie w dotychczasowej długości 4 tygodni, jednak został z niego wydzielony tygodniowy kurs dotyczący komunikacji z pacjentami (3 tygodnie w Oddziale, 1 tydzień kursu) - Staż w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii (dotychczas 3 tygodnie) zostanie całkowicie zlikwidowany. - Staż w zakresie medycyny rodzinnej ulegnie znaczącemu przedłużeniu (ponad dwukrotnie): z 6 do 14 tygodni. Jak widać proponowane zmiany korespondują z całokształtem polityki MZ (wyraźne położenie akcentu na staż z medycyny rodzinnej) oraz próbują wprowadzić powiew nowoczesności (kurs komunikacji z pacjentem, kurs z problematyki leczenia bólu). Próżno jednak szukać tu zmian o jakie najgłośniej postuluje środowisko np. wydzielenie czasu na staż fakultatywny (na wybranym przez stażystę Oddziale), a usunięcie stażu z anestezjologii może utrudnić wybieranie tej priorytetowej przecież specjalizacji. A wy co sądzicie o projekcie rozporządzenia ? hypersonic Projekt rozporządzenia
  8. Protest jest efektem braku reakcji rządzącej klasy politycznej na ponaddwuletnią akcję informacyjną i notoryczne ignorowanie postulatów całego środowiska medycznego. Dziś z młodymi lekarzami w Szpitalu w Warszawie jest niemal cala medyczna Polska, a słowa poparcia płyną od pacjentów. To pierwszy w historii III RP protest, w którym ktoś głośno upomniał się o prawa polskich pacjentów! 2.10.2017 - Dzień 1 O godzinie 13.00 w hallu Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Żwirki i Wigury 63a oficjalnie rozpoczyna się protest głodowy. Grupa dwudziestu-kilku lekarzy specjalizantów odmawia sobie posiłków, spożywając wyłącznie wodę i elektrolity, aby zwrócić uwagę na fatalny stan ochrony zdrowia w Polsce i 5 podstawowych postulatów środowiska: W przededniu zapowiadanej akcji protestacyjnej na stronach rządowych ukazał się ministerialny projekt rozporządzenia, które ma uregulować dla lekarzy rezydentów wejście w życie rządowej ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych podpisanej przez Prezydenta Dudę w lipcu br. W projekcie oprócz stopniowego zróżnicowanego wzrostu wynagrodzeń zaproponowano też specjalne dodatki do pensji (1200zł) dla tych rezydentów, którzy rozpoczną specjalizację w 6 specjalnościach deficytowych od jesieni 2017 roku. Dodatki dla dziedzin szczególnie ważnych dla państwa nie są niczym nowym, ale propozycja spowodowała falę oburzenia, gdyż jest próbą drastycznego zróżnicowania wynagrodzeń lekarzy wykonujących te same zadania w identycznych dziedzinach, ale zaczęli pracę rok, dwa lub kilka lat wcześniej. Propozycję odebrano jako próbę skonfliktowania środowiska. Samą głodówkę poprzedziły i towarzyszą jej akcje poparcia takie jak: „Niech poleje się krew” - akcja oddawania krwi w regionalnych punktach krwiodawstwa w miastach w całej Polsce (nie tylko wojewódzkich), aby wesprzeć głodujących i napełnić banki krwi. (#ProtestMedyków, #GłódKrwi, #glodkrwi). Wiele spośród czekolad, które otrzymują krwiodawcy przekazano dzieciom z oddziałów pediatrycznych. Akcja oddawania włosów na peruki dla pacjentów nowotworowych będących pod opieką fundacji Rak&Roll. Wzięcie urlopu na żądanie. Branie dnia wolnego na opiekę nad dzieckiem. Założenie do pracy specjalnej koszulki „Popieram Protest Głodowy Lekarz”. Już na samym początku uzyskano poparcie: Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, J.M. Rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, wielu lekarzy specjalistów, stażyści oraz studenci medycyny Głodówka spotkała się z niezrozumieniem ze strony Ministra Zdrowia Konstantego Radziwiłła, który stwierdził na konferencji prasowej (na temat sieci szpitali), że jest to forma protestu nieadekwatna do sytuacji oraz ocenił akcję honorowego krwiodawstwa jako nadużycie. Znamienne, że już pierwszego dnia do kierowników zakładów pracy zatrudniających lekarzy rezydentów skierowano na żądanie MZ pilne pisma z Urzędów Wojewódzkich, aby o raportowano przypadki wystąpienia zakłóceń (np. masowa absencja) w funkcjonowaniu podmiotów leczniczych wraz z ich opisem… Stosunek pracodawców do akcji można określić jako pozytywnie neutralny. Niedobory kadrowe, pomimo, że w wielu miejscach Polski odczuwalne nie spotkały się z radykalnymi reakcjami dyrekcji szpitali i ordynatorów, choć zdarzały się również niechlubne wyjątki. Ogólnopolskie i lokalne media oraz liczni niezależni dziennikarze postulaty młodych lekarzy znają już od ponad roku. O samych lekarzach rezydentach, ich problemach, manifestacji w Warszawie w 2016 roku i propozycjach zmian pisały już wielokrotnie dzienniki, tygodniki, informowały telewizje i stacje radiowe oraz portale informacyjne. Przedstawiciele Porozumienia Rezydentów OZZL dołożyli od jesieni 2015 roku wszelkich starań, by w sposób merytoryczny, wyczerpujący powiadomić społeczeństwo i polityków wszystkich ugrupowań parlamentarnych i pozaparlamentarnych o trudnej sytuacji w ochronie zdrowia. Przedstawiciele rezydentów znaleźli po pracy czas, by dotrzeć zarówno do mediów mainstreamowych, jak i niezależnych; do programów publicystycznych wiązanych zarówno z prawicą, lewicą, jak i centrowych; do prasy branżowej i… brukowej. Ta otwartość i apolityczność zaowocowała dużym zainteresowaniem akcją protestacyjną w środkach masowego przekazu. Oczywiście znalazły się stacje telewizyjne i portale, które ostentacyjnie pominęły temat, nie wspominając o zdarzeniach w swoich serwisach (media publiczne). Młodzi lekarze przypomnieli, że w latach 2009-2015 Rumunia straciła połowę swoich lekarzy. Wyjechali. Podobna sytuacja groziła Czechom. Jednak tamtejsi lekarze przemalowali ambulans na karawan z napisem: "My wyjeżdżamy, wy umieracie". Zadziałało - czeski rząd podniósł im płace, poprawił warunki pracy i kształcenia, a doktorzy przestali wyjeżdżać. Mateusz Malik, lekarz
  9. Przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Gdańsku powstała pierwsza w Polsce zorganizowana grupa lekarzy i lekarzy dentystów, których podstawową forma zatrudnienia jest umowa cywilnoprawna zwana potocznie kontraktem. Aż trudno uwierzyć, że do tej pory nie powstał żaden istotny związek ani stowarzyszenie osób zatrudnionych w medycynie poza etatem. Lekarze kontraktowi stają często w obliczu problemów, które nie dotyczą osób chronionych przez kodeks pracy czy zrzeszonych w związkach zawodowych. A niestety nie brakuje wśród nich osób, którzy o swojej formie zatrudnienia nie mieli okazji zdecydować sami. A jeśli już, to była to decyzja świadoma, ale nie dobrowolna. Tysiące lekarzy słyszy obecnie od dyrektora szpitala "Albo pan/pani bierze ten kontrakt, albo proszę szukać pracy gdzie indziej". Co więcej nierzadko różnymi metodami zmusza się lub kusi pracowników od lat zatrudnionych na umowę o pracę do przejścia na kontrakt. Wygląda na to, że wielu kontraktowców zaczęło już wyciągać wnioski z doświadczeń własnych i kolegów. Zachodni świat doskonale zdaje sobie sprawę, że kilka cyferek więcej na koncie co miesiąc to nie wszystko i nie zawsze jesteśmy piękni, młodzi i bogaci. W USA i krajach Europy Zachodniej lekarze podczas negocjacji warunków zatrudnienia duży nacisk kładą właśnie na zabezpieczenie socjalne, społeczne, zdrowotne, ochronę prawną, warunki wypoczynku od pracy czy możliwość kształcenia - wszystko to, czego ich polscy koledzy wyzbywają się chętnie jednym podpisem. A to przecież dyrektorom szpitali zależy, by specjaliście zamiast umowy o pracę na dobrych warunkach zaproponować "elitarną umowę śmieciową" pozbywając się wielu kosztów pracowniczych i odpowiedzialności. A skoro przybywa wciąż tzw. "lekarzy pierwszego kontRaktu" (bo młodzi ludzie po specjalizacji praktycznie nie mają szans na propozycję umowy o pracę), to problem jest coraz bardziej palący. Starsi lekarze, którzy w pewnym momencie zrezygnowali z etatu na rzecz kontraktu narzekają, że brakuje im siły przebicia w rozmowach z dyrektorem czy menedżerem. Zrzeszenie w Porozumieniu da w końcu wielu lekarzom i dentystom realny i słyszalny głos w debacie publicznej. Dobrze, że sprawa uznawana za "indywidualny problem zainteresowanego" (bo każdy jak sobie wynegocjuje, tak ma) w końcu została zauważona jako problem zbiorowy. Powstanie Porozumienia, a w przyszłości może i związku zawodowego daje szansę na pozytywny ferment w polskich szpitalach i innych placówkach ochrony zdrowia. Trzymamy kciuki za kolejne takie inicjatywy - w jedności siła. Szczegóły na stronie internetowej OIL w Gdańsku. Mateusz Malik, lekarz
  10. W wirze różnorodnych medialnych doniesień może zagubić się sens i najprostszy przekaz, z którym tysiące młodych lekarzy - dojrzałych obywateli, podatników, rodziców, pracowników zaufania publicznego - próbuje od długiego czasu dotrzeć do opinii społecznej i polityków każdej władzy (obecnej i przyszłych). Wszystkim, którzy w przededniu strajku głodowego 2 października 2017 chcą być w pełni na bieżąco polecamy lekturę krótkiego tekstu autorstwa lek. Damiana Pateckiego, który ukazał w sierpniowo-wrześniowym numerze łódzkiego Panaceum. Esencjonalnie, w sześciu punktach podsumowuje on to, o co chodzi lekarzom. (mm) 1) Ustawa o pensjach minimalnych: W szpitalach związki zawodowe informowane są przez dyrekcje o wysokości podwyżek, wynikających z wejścia w życie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Niestety, około 80 proc. planowanych podwyżek przewidziano na lata 2020-2021, z czego znamienna większość zostanie przyznana pod koniec roku 2021. Najlepiej to chyba podsumowuje popularne stwierdzenie: „w grudniu po południu”. Z ustawy wykreślono zapis mówiący o corocznej waloryzacji wynagrodzeń po 2021. Z drugiej strony należy pamiętać o tym, że gdyby podobne regulacje zostały wprowadzone parę lat temu, to nasza sytuacja byłaby bez porównania lepsza. Jakikolwiek wzrost wynagrodzeń dla pracowników ochrony zdrowia tworzy wyłom w wieloletniej doktrynie, która mówiła, że nie należy białemu personelowi podnosić pensji, ponieważ danie pieniędzy jednej grupie, spowoduje pojawienie się roszczeń u kolejnych. Ratownikom medycznym łatwiej było teraz wywalczyć 800 złotych dodatku brutto od stycznia 2018, dlatego że domagali się jednakowego traktowania z pielęgniarkami.. Z drugiej strony należy pamiętać o tym, że gdyby podobne regulacje zostałyby wprowadzone parę lat temu, to nasza sytuacja byłaby bez porównania lepsza. Jakikolwiek wzrost wynagrodzeń dla pracowników ochrony zdrowia tworzy wyłom w wieloletniej doktrynie, która mówiła, że nie należy białemu personelowi podnosić pensji, ponieważ danie pieniędzy jednej grupie, spowoduje pojawienie się roszczeń u kolejnych. Ratownikom medycznym łatwiej było teraz wywalczyć 800 złotych dodatku brutto, brutto od stycznia 2018, dlatego, że domagali się jednakowego traktowania z pielęgniarkami. 2) Projekt obywatelski Inicjatywa, która dzięki Waszemu wsparciu powiodła się, na długi czas będzie pewnym punktem odniesienia, podnosząc ponownie stary już postulat, mówiący o dwóch średnich dla lekarza w trakcie specjalizacji, jak i trzech średnich dla lekarza specjalisty. Pozostaje zagadką sposób, w jaki rząd „rozprawi” się z 240 tysiącami zebranych podpisów. Na razie próbuje mówić o tym, że obywatelski projekt jest za drogi, ale w gruncie rzeczy to... rządowy projekt zawiera dokładnie to samo. Z całą pewnością należy o naszej inicjatywie stale przypominać. 3) Czekając na rozporządzenie Ministerstwo Zdrowia wielokrotnie podkreślało, że ustawa o minimalnych wynagrodzeniach nie jest ustawą o siatce płac de iure. Czy będzie nią de facto? Na pytanie dotyczące tego, czy faktycznie dostaniemy od 20 do 80 złotych, resort nie odpowiedziało; od kilku miesięcy ustał też jakikolwiek dialog z przedstawicielami naszego resortu. Wynagrodzenie lekarzy w trakcie specjalizacji określone zostanie w rozporządzeniu ministra zdrowia. Zgodnie z prawem, ten akt prawny powinien w połowie września zostać opublikowany, a wcześniej skonsultowany publicznie, co sprawia, że wysokość podwyżek powinna być już znana. Podejrzewam jednak, w ostatniej chwili poznamy treść rozporządzenia i przy odrobinie szczęścia, razem z październikową pensją, lekarze w trakcie specjalizacji dostaną trzymiesięczne wyrównanie (od 1 lipca). Bardziej realny wydaje się być jednak listopad. 4) Głodówka Ma się rozpocząć 2 października br., najprawdopodobniej w Bydgoszczy, w siedzibie OZZL. Będzie to kolejna inicjatywa, która ma na celu walkę o nasze postulaty. Pomysł ten bierze się z przeświadczenia, że obecny rząd, podobnie jak poprzednie, dobrze czuje się w logice konfliktu, w mówieniu o „konowałach, którzy dla kasy narażają zdrowie pacjentów”. Mam świadomość tego, że działania pokojowe, które przez wielu są krytykowane, wydają się być mało spektakularne. Mają jednak tę wspaniałą zaletę, że nikt nie może odmówić nam prawa do walki o poprawę naszego losu w sytuacji, kiedy kasjerzy w popularnych dyskontach zarabiają więcej niż lekarze. Postulaty można sprowadzić tak naprawdę do jednego zdania: „Zwiększenie finansowania ochrony zdrowia i przeprowadzenie prawdziwej, fachowej reformy, z udziałem ekspertów i długich konsultacji, tak by system stał się przyjazny pacjentom i pracownikom”. 5) Jeden lekarz - jeden etat Ta akcja to moje największe marzenie. Przeprowadzenie kampanii społecznej skierowanej zarówno do lekarzy, jak i do pacjentów, której celem jest zwrócenie uwagi na to, że fakt, że pracujemy tak dużo, wynika i wyłącznie z naszej odpowiedzialności i troski dla pacjentów. Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla którego wysoko wykształceni fachowcy, którymi jesteśmy musieli pracować więcej niż reszta społeczeństwa. Możliwość dorabiania czy też dyżurowania nie jest przywilejem. Nie chodzi tutaj oczywiście o zabranianie pracy, tym dla których jest to na przykład główna forma samorealizacji, nie chodzi o wprowadzanie kolejnych przepisów, ale raczej o rozpoczęcie pewnej dyskusji, wypracowanie pewnej zbiorowej świadomości. To jest taki mało spektakularny projekt rozłożony na lata, którego realizacja powinna przynieść wiele korzyści zarówno pacjentom, jak i nam - lekarzom. 6) My lekarze - my pacjenci Środowisko lekarskie powinno spróbować otworzyć się na współpracę ze środowiskiem pacjentów i razem zastanowić się nad tym, co można zrobić, żeby poprawić wzajemne stosunki. Wydaje się, że ważne jest to, żeby jak najszerzej informować społeczeństwo o tym, że administracyjne ograniczenia i kolejkowa codzienność, nie są wynikiem naszej złej woli, lecz wynikają z niedbalstwa i kiepskiego zarządzania zdrowiem przez polityków. Powinniśmy starać się jak najbardziej wychodzić do ludzi i zastanawiać nad tym, co obie strony mogą robić, żeby więź lekarz - pacjent w jak największym stopniu przepełniał wzajemny szacunek i zaufanie. Lek. Damian Patecki, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Zdjęcie tytułowe dzięki uprzejmości politykazdrowotna.com
  11. Porozumienie Rezydentów OZZL przedstawiło oficjalny program działań protestacyjnych na jesień tego roku. W związku z niezrealizowaniem przez stronę rządową podstawowych postulatów całego środowiska medycznego i zignorowanie społecznego głosu za wyraźną podwyżką płac w medycynie wypowiedzianego przez blisko ćwierć miliona podpisów obywateli lekarze w trakcie specjalizacji zdecydowali się wkroczyć na kolejny szczebel sprzeciwu. Ogólnopolski strajk głodowy pod roboczym hasłem Głodni zmian w ochronie zdrowia, który rozpoczyna się 2 października 2017. Całe środowisko medyczne, znając tragiczną sytuację polskich pacjentów, których spotyka na co dzień walczy od lat o uzdrowienie całego systemu i radykalną poprawę jego finansowania. Te postulaty zbywane przez kolejne ekipy rządowe powracają jak bumerang, bo sytuacja nie jest zła i stabilna: pacjent o imieniu polski system ochrony zdrowia jest wyniszczony, niedożywiony i na granicy przetrwania. Liczba lekarzy, która jest w Polsce przewidziana do pracy z pacjentami jest zdecydowanie zbyt mała i odbiega od europejskich średnich. Podobny problem od lat narasta już wśród personelu pielęgniarskiego, ale też ratowników. Zatrudnieniem kusi Zachodnia Europa, ale i w Polsce wiele lekarzy i pielęgniarek znajduje zajęcie poza niesprawnym systemem: bardziej komfortowa praca za dużo lepsze pieniądze. Jest jednak grupa, która w imieniu swoim i pacjentów nie boi się powiedzieć STOP. Głośniej i liczniej niż kiedykolwiek dotąd zwraca uwagę na nabrzmiewające problemy, wzywając polityków do realizowania swoich obowiązków: Do ogólnopolskiego protestu, który jest ostatnim ostrzeżeniem przed odejściem od łóżek chorych może przyłączyć się każdy lekarz, niezależnie od wielu i doświadczenia. Prospołeczne działanie lekarzy rezydentów można wesprzeć nie tylko przez protest głodowy, ale też poprzez akcję oddawania krwi, pójście na zwolnienie lekarskie czy wzięcie urlopu na żądanie w pierwszych dniach października 2017. Każda droga jest dobra, by zapewnić stabilność polskiego systemu zdrowia na nadchodzące lata, wszak sami lekarze stają się nierzadko pacjentami. Każdemu w Polsce powinno zależeć na sprawnym, wydajnym i europejskim standardzie w krajowej medycynie. Mateusz Malik, lekarz
  12. hypersonic

    Sejm oblężoną twierdzą!

    Do pierwszego czytania obywatelskiego projektu "ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia" pozostało raptem kilka dni, już w tę środę 19 lipca do Warszawy przyjadą z całej polski grupy pracowników ochrony zdrowia by po raz kolejny zaprotestować przeciwko urągającym warunkom pracy. Ciekawie na tym tle wygląda decyzja Pana Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego? W dniu 14 lipca wydał on zarządzenie "w sprawie zapewnienia spokoju i porządku na terenach i w budynkach pozostających w zarządzie Kancelarii Sejmu". Pod tym dwuznacznie brzmiącym tytułem kryje się decyzja o blokadzie wydawania jednorazowych przepustek sejmowych dla gości klubów parlamentarnych i posłów - decyzja, której jedynym celem jest niedopuszczenie suwerena w pobliże swoich przedstawicieli, by jak najskuteczniej wyciszyć temat aktualnych prac sejmu. Po raz kolejny już władza pokazała strach przed transparentnością swoich działań oraz bezpośrednią interakcją z wyborcami. Niech to, że ukryli się przed nami w murach parlamentu nie osłabi naszego krzyku determinacji. Przyjedźmy 19 lipca 2017 do Warszawy, nie pozwólmy by rząd robił sobie z nas żarty! hypersonic
  13. hypersonic

    Moment próby

    Lipiec może być jednym z najgorętszych miesięcy w tym roku i nie chodzi bynajmniej jedynie o pogodę. Wydarzenia nadchodzących dni będą kluczowe dla polskiej ochrony zdrowia, spełniło się bowiem złowrogie proroctwo - rządowy projekt ustawy definiujący siatkę płac minimalnych dla pracowników sektora medycznego został przyjęty przez parlament i czeka na podpisanie przez Prezydenta RP. W obliczu tego zdarzenia kluczowe znaczenie (szczególnie z perspektywy lekarzy rezydentów) będą miały akty wykonawcze do powyższej ustawy. Pierwszego czytania ma się doczekać również obywatelski projekt opracowany przez Porozumienie Zawodów Medycznych. Prawdopodobna data to 19 lipca, na ten dzień biały personel planuje akcje uliczne w stolicy. Zbagatelizowanie środowisk medycznych w te lipcowe dni może skutkować również jesiennymi reperkusjami. Porozumienie Rezydentów zapowiedziało, że jeśli podwyżki zaproponowane przez MZ będą głodowe to lekarze zareagują w sposób adekwatny, a mianowicie od początku października rozpoczną protest głodowy. Po raz kolejny musimy zadać sobie pytanie: Kiedy zacznie się bardziej liczyć siła argumentów, a nie jak zwykle argument siły? hypersonic
  14. hypersonic

    Gorący dzień w ochronie zdrowia

    Dzień 07.06.2017 przejdzie do historii jako kolejny gorący dzień dla polskiej ochrony zdrowia. To właśnie dziś w czasie posiedzenia Sejmowej Komisji Zdrowia miało miejsce pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy "O sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych". Kiedy parlamentarzyści pochylali się nad owym projektem, przed Sejmem trwała pikieta pracowników medycznych niezadowolonych z tempa i intensywności planowanych zmian w poziomie ich wynagrodzeń. Gorącą atmosferę jaka panowała na zewnątrz podgrzał jeszcze bardziej fakt odrzucenia przez polityków partii rządzącej wniosku, by prace nad projektem rządowym połączyć z procedowaniem obywatelskiego projektu jaki kilkanaście dni temu złożyło w sejmie PZM. Na nic zdało się przytaczanie opinii, iż dobrą praktyką parlamentarną jest łączenie prac nad zbieżnymi projektami czy opinia Rządowego Centrum Legislacji, że takie połączenie jest możliwe i nie przysporzy zbędnych komplikacji; wniosek nad połączeniem prac został odrzucony proporcją głosów 17:12. Dążenie do przyspieszenia prac nad dzisiejszą ustawą może niestety oznacza chęć nierespektowania woli prawie ćwierć miliona obywateli i doprowadzenie do sytuacji, że obywatelski projekt zostanie odrzucony z powodu dotykania kwestii już „załatwionych” świeżo przyjętą ustawą autorstwa PiS. Bezsprzecznym pozostaje cel rządowego projektu, a mianowicie -pozorowanie pozytywnych zmian; jedynym jednak skutkiem, jaki niesie on za sobą będzie dalsze pogorszenie i tak już trudniej sytuacji białego personelu. Dzisiejsza zgromadzenie medyków przed Sejmem było w pełni pokojowe, pamiętajmy jednak, że czasem nawet mała kropla potrafi przelać kielich goryczy. hypersonic Edycja 08.06.2017r 13:40 Niestety potwierdził się czarny scenariusz błyskawicznej legislacji, drugie czytanie zaplanowano na .... na dziś na godzinę 19:30 . Przyszłość polskiej medycyny oraz wola niemałego odsetka populacji nie na żadnego znaczenia.
  15. Po kilku miesiącach akcji informacyjnej, dyskusji, eventów, ulicznych zbiórek, dzięki zaangażowaniu tysięcy osób w całej Polsce Porozumienie Zawodów Medycznych zaprezentowało dziś wyniki zbiórki podpisów pod Obywatelskim projektem ustawy ws warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia. Na konferencji prasowej zwołanej w Domu Lekarza w Warszawie przedstawiciele wszystkich zawodów medycznych ogłosili, że pod projektem podpisało się ponad 239 tysięcy obywateli. Taki wynik zobowiązuje polski parlament do rozpatrzenia omawianego projektu w Sejmie. Projekt powstał w kontrze do rządowego projektu minimalnych wynagrodzeń dla różnych grup zawodowych w ochronie zdrowia. Obie propozycje legislacyjne to trwałe umocowanie względem średniej krajowej wynagrodzeń dla lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, diagnostów laboratoryjnych, ratowników medycznych, techników medycznych, logopedów, psychologów i innych pracowników publicznej ochrony zdrowia. Ministerialny projekt proponuje jednak stawki dalece niesatysfakcjonujace dla środowiska. Teraz w sejmie będą rozpatrywane równolegle dwa projekty dotyczące tego samego. Skoro już projekt rządowy budzi duże kontrowersje w samym gabinecie premier Szydło z uwagi na ograniczone możliwości budżetowe, to tym większego sprzeciwu ministra finansów można spodziewać się w przypadku projektu obywateli. Rząd Prawa i Sprawiedliwości doszedł do władzy między innymi dzięki hasłu "wsłuchiwania" się w głos obywateli. Czy politycy posłuchają głosu pracowników polskiej medycyny? Mateusz Malik, lekarz
  16. Dziennikarz Paweł Reszka na potrzeby swojej książki "Mali bogowie" wcielił się w sanitariusza w jednym ze szpitali i dzięki uważnej obserwacji oraz w rozmowach z białym personelem stworzył przystępny acz szokujący dla przeciętnego obywatela obraz polskiej medycyny. Jednym z największych "szoków" okazały się porażająco niskie wynagrodzenia dla pracowników wszystkich szczebli za wyjątkowo obciążającą pracę i to w niewydolnym i chaotycznym systemie. Pierwszy raz osoba z zewnątrz, niebędąca lekarzem, "nieumoczona" w medyczne korporacje, niezwiązana medyczną etyką publicznie opisała "jądro ciemności" Polskiego systemu, który ma ratować życie i przywracać zdrowie obywateli, a jest źródłem frustracji dla pacjentów i personelu. Tych pierwszych wkurza trudny dostęp do najbardziej fundamentalnej pomocy i brak podmiotowego traktowania, a tych drugich przeciążenie obowiązkami, poczucie permanentnego marnotrawstwa i upokarzające wynagrodzenie. Dziennikarz Newsweeka, a wcześniej pracownik Rzeczpospolitej, Dziennika i Tygodnika Powszechnego wprowadza czytelnika w niezwykły świat przeciętnego polskiego publicznego szpitala, który, chciałoby się rzec wbrew wszystkiemu może pomóc choremu i wymagającemu pomocy człowiekowi, ale jest skonstruowany tak, że paradoksalnie może nawet zabić. Co ważne, Reszka szuka przyczyn "szpitalnego piekła" i na pierwsze miejsce wielokrotnie wysuwa się głębokie, permanentne niedofinansowanie, które odbija się zarówno na jakości usług, dostępności do świadczeń, jak i dostępności oraz satysfakcji personelu. Autor zwraca uwagę na to, że jeszcze wciąż obecne są w Polsce tysiące inteligentnych i ambitnych młodych lekarzy (stażystów, rezydentów, młodych specjalistów), w których tkwi energia, by zmieniać zastaną rzeczywistość, ale wie, że dalsza kapitulacja państwa i podtrzymywanie przez polityków status quo zabije ten entuzjazm, a wielu skłoni do wyjazdu. Sam autor ciekawie opowiada o swoich obserwacjach w wywiadzie dla RzeczpospolitaTV, który po prostu trzeba zobaczyć: Serdecznie polecam i zachęcam do lektury! Mateusz Malik, lekarz
  17. Pod koniec stycznia pisaliśmy o rozpoczynającym się procesie zbiórki podpisów poparcia pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia. Teraz, na finiszu zbiórki, uwzględniając dobre warunki pogodowe medycy postanowili zebrać ostatnie z 100 000 podpisów (a bez wątpienia nawet więcej) "wychodząc do ludzi" tj. poza podmiotami leczniczymi. Poprzednie tego typu akcje np. "RATUJ SIĘ, bo KTO poMOŻE" pokazały że społeczeństwo z sympatią i zrozumienie podchodzi do problemów medyków. 23 KWIETNIA na ulicach wielu polskich miast, między godziną 12.00 a 16.00 odbędzie się zbiórka podpisów pod projektem ustawy. Kto popiera postulaty medyków, może dać tego świadectwo. Zbiórki podpisów odbędą się m.in. w następujących lokalizacjach: Gdańsk - Starówka, pod pomnikiem Neptuna, Szczecin- Błonia, Warszawa- plac przy metrze Centrum, Poznań - ul Półwiejska, Kraków- Planty pomiędzy teatrem Słowackiego a przystankiem "Dworzec główny", Lublin- okolice Bramy Krakowskiej, Wrocław Rynek i ul. Świdnicka, Rzeszów- Stary Rynek koło studni, Łódź - pl. Schillera, Opole - okolice Rynku. Porozumienie Rezydentow OZZL
  18. „U nas po nieudanej reanimacji rzucamy rękawiczki i zajmujemy się kolejnym pacjentem. Mój rekord pracy to 72 godziny z rzędu”. Polecam mocny tekst Ewy Raczyńskiej. Wiele pisze się ostatnio o pracy lekarzy i ich nieproporcjonalnie niskich zarobkach, ale mało w przestrzeni medialnej poświęca się uwagi innym zawodom medycznym. A ich obecność w systemie opieki zdrowotnej jest wszak niezbędna. Codzienną, niedocenianą, mrówczą pracę mało kto zauważa, na pewno nie państwo. Zresztą o pracy pielęgniarek i położnych krąży wiele szkodliwych mitów, które swój początek biorą w poprzedniej epoce. To właśnie pielęgniarki są obecne i niezbędne w każdej placówce systemu zdrowia, pozostając w cieniu lekarzy. A jest ich coraz mniej w Polsce, bo za ciężką pracę należy się godziwa płaca, a taką oferuje się pielęgniarce (lub pielęgniarzowi) w wielu krajach Europy. W Polsce sytuacja wymusza nie tylko wielokrotnie cięższą pracę (bo wykonywaną w sytuacji stałego niedoboru kadr), ale i wiedza, doświadczenie oraz umiejętności personelu pielęgniarskiego są bardzo wysokie: Praca w anestezjologii i dziedzinach ratunkowych to szczególne narażenie na stres i styk z ludzkimi nieszczęściami, które głęboko odbijają się w psychice pracowników. Odbija się to na życiu pracowników, a także i na życiu ich rodzin o najbliższego otoczenia... Autorka przywołuje bulwersujący przypadek manipulacji medialnej, gdy cała Polska dowiedziała się o pielęgniarce, która "zabiła dziecko" podając mu niewłaściwą kroplówkę. Nawet dla mnie zaskoczeniem jest drugie dno tej sytuacji: Wielokrotnie pielęgniarki i położne walczyły, strajkowały i głośno domagały się poprawy warunków pracy i płacy, bo w ich tej grupie zawodowej średnie pensje zawsze rosły wolniej niż wśród lekarzy, a rąk do pracy wciąż tylko ubywało. Dziś jesteśmy na szarym końcu w Europie pod względem liczby pielęgniarek na 1000 mieszkańców, a akcja "Ostatni dyżur" może się nomen omen ziścić. Było białe miasteczko za pierwszego rzędu PiS, były ostre protesty za min, Zębali, który wdrożył porozumienie-protezę, gdzie podwyżką pensji o kilkaset złotych założył kaganiec i kajdanki związkom zawodowym zrzeszającym PiP. Dziś tysiące pracowniczek, w większości z wyższym wykształceniem i wieloma specjalizacjami z dystansem podchodzą do każdej propozycji polityków, bo nieraz już zostały oszukane i wystawione do wiatru przez kolejnych ministrów, Izby Pielęgniarskie, dyrektorów szpitali. Dużym i wartym podkreślenia postępem jest przyłączenie się OZZPiP do Porozumienia Zawodów Medycznych i wspólna walka o poprawę warunków pracy na wszystkich szczeblach publicznej opieki zdrowotnej. Dziewczyny! Nie wyjeżdżajcie za granicę, chyba, że na wakacje - bez Was nie damy rady! Cały cytowany tekst dostępny na stronie ohme.pl Mateusz Malik, lekarz
  19. Rozmowa z dr Henryką Bochniarz, ekonomistką, założycielką i prezydentem Konfederacji Pracodawców "Lewiatan". Jako przedsiębiorca, członkini organizacji pozarządowych, polityk i publicystka od lat jest aktywnie zaangażowana w życie społeczne w Polsce. Od 2016 roku jako reprezentant strony przedsiębiorców przewodniczy Radzie Dialogu Społecznego, gdzie w ramach konsultacji społecznych planuje rozpocząć ogólnopolską debatę m.in. na temat polskiego systemu opieki zdrowotnej. Mateusz Malik: Pani Prezydent! Rada Dialogu Społecznego, której Pani przewodniczy od 22 października 2016 roku, czyli nowa wersja Komisji Trójstronnej to przestrzeń do rozmowy między stroną rządową, pracodawcami i pracownikami. Co udało się osiągnąć dzięki temu ciału w ciągu pierwszego roku jego działania? Henryka Bochniarz: Początek działania nowej instytucji jest zawsze trudny, dlatego na tej podstawie trudno ocenić jaki będzie ciąg dalszy funkcjonowania RDS. Nie jest to jednak tylko nowa wersja Trójstronnej Komisji. To był pierwszy rok obowiązywania nowej ustawy o Radzie, którą obecnie wypełniamy treścią. W ustawie są ogólne zapisy, nowe kompetencje i zasady działania instytucji, które muszą zostać przełożone na konkretne, szczegółowe, wewnętrzne regulacje, jak np. system głosowania podczas posiedzeń, czy jest konieczność sporządzenia protokołu, itd. Ten pierwszy rok był wyjątkowy także dlatego, że był to pierwszy rok funkcjonowania rządu, który zasypał nas dziesiątkami projektów legislacyjnych. Policzyliśmy, że konsultowaliśmy w tym czasie ponad 500 ustaw. Jednocześnie wielokrotnie wykorzystywany był np. mechanizm projektów poselskich, czyli ominięcia RDS w związku z tym, że te projekty nie podlegają konsultacjom społecznym. Zapytałam kiedyś jednego z ministrów, dlaczego własny projekt dał do podpisania posłom, aby uniknąć dyskusji w Radzie. Powiedział, że konsultacje społeczne są strasznie czasochłonne… [śmiech]. Fakt, są. Ale właśnie po to się je robi, aby dowiedzieć się jakie są argumenty partnerów społecznych, racje różnych stron i jak można je pogodzić. To stanowi o jakości i trwałości prawa. W trakcie mojego przewodniczenia, czyli niemal do końca 2017 roku, musimy przygotować nowelizację ustawy o Radzie Dialogu Społecznego. Już wiemy, co działa, a co wymaga poprawy, np. funkcjonowanie WRDS-ów. W dobie decentralizacji będą się stawały coraz ważniejsze. Kiedyś były usytuowane przy wojewodach, a w obecnej ustawie przypisano je do marszałków, którzy z tego narzędzia w większości nie korzystają… Musimy to uporządkować, jak również poprawić finansowanie dialogu w regionach. W tej chwili nie ma środków nie tylko na ekspertyzy, ale nawet na zakup wody dla uczestników dyskusji. A jakie najważniejsze cele szykują się na obecny rok? Ponieważ mamy za sobą okres, który nazywam „legislacyjnym tsunami”, nie wystarczyło czasu, aby nad wieloma ważnymi sprawami należycie się pochylić. Albo pojawiał się projekt budzący kontrowersje, do którego Rada musiała się odnieść, albo wnioski o pilną interwencję, m. in. w sprawach zamówień, publicznych, hutnictwa, handlu cementem i musieliśmy błyskawicznie wydać w tych sprawach opinię. Chciałabym, aby Rada nie była instytucją zajmującą się wyłącznie sprawami bieżącymi, których są dziesiątki, ale przede wszystkim podejmującą kwestie o strategicznym znaczeniu dla naszego kraju. Mieliśmy już uzgodnienia w sprawach ważnych dla wszystkich, jak np. w sprawie wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej, likwidacji tzw. syndromu pierwszej dniówki czy dopuszczające wydłużenie okresu odwołania od zwolnienia z pracy. Chciałabym, aby Rada była jeszcze bardziej aktywna, wychodząca z inicjatywą. Wśród tematów, które chcemy podjąć w tym roku są, m. in.: dostosowanie kompetencji pracowników do potrzeb rynku pracy, zasady funkcjonowania i finansowania ochrony zdrowia, jak również stworzenie warunków do rozwoju innowacyjnej gospodarki. W czasie, kiedy jest spokój, choć obecna sytuacja polityczna jest napięta, musimy wspólnie ustalić ważne tematy, którymi powinniśmy się zająć w sposób odpowiedzialny i w dłuższej perspektywie niż wyborcza. Czy to się uda, nie wiem. Chciałabym także, aby sama idea dialogu stała się ważna. Niestety nie mamy w Polsce umiejętności rzeczowej rozmowy… A problemy nabrzmiewają. Barack Obama w swoim pożegnalnym wystąpieniu mówił o potrzebie dialogu i funkcjonowaniu w bańkach informacyjnych. Ludzie są przyzwyczajeni do słuchania tych, którzy myślą tak samo lub podobnie i są zamknięci na argumenty, z którymi się nie zgadzają. Nam w Radzie udało się już w dużej mierze przejść ten etap i w wielu kwestiach związkowcy słuchają argumentów pracodawców i vice versa, nawet w tak trudnych kwestiach, jak minimalna płaca godzinowa. W związku z narastającym kryzysem politycznym w państwie, w grudniu zeszłego roku, partnerzy społeczni zajęli wspólne stanowisko, apelując do polityków o dialog i porozumienie. Jednak gdy działamy pod presją czasu, to związkowcy patrzą na daną sprawę tylko pod kątem interesów pracowniczych, a pracodawcy - gospodarczych i nie ma przestrzeni do realnego dialogu. Jeśli dotyczy to spraw tak ważnych dla Polaków, jak służba zdrowia, czy edukacja, to Rada powinna mieć czas, aby odpowiedzialnie odnieść się do propozycji rządu. Pośpiech przekłada się niestety negatywnie na jakość prawa. Rada Dialogu Społecznego dysponuje dobrym instrumentem, który powinien być częściej wykorzystywany, czyli może wnioskować o przeprowadzenie wysłuchania publicznego w ważnej sprawie, objętej zakresem jej właściwości. W sprawie reformy edukacji właściwie wszystkie organizacje, poza Solidarnością, która wstrzymała się od głosu, podpisały się pod wnioskiem o lepsze przygotowanie tej ustawy. A reforma, po niedawnym podpisaniu przez Prezydenta, ma wejść w życie 1 września! Na kolejnym posiedzeniu plenarnym RDS zaplanowana jest dyskusja na temat reformy systemu ochrony zdrowia i potrzebie postrzegania wydatków na ochronę zdrowia, jako inwestycji w przyszłość Polski. Oddolnie powstało bardzo wiele grup, które, pomimo sprzecznych interesów, postulują odpowiedzialne podejście do reformy, dlatego powinny mieć możliwość przedstawienia swoich racji. Mam nadzieję, że strona rządowa będzie podczas tej dyskusji należycie reprezentowana. Niestety, często jest tak, że przychodzi do nas minister, który wygłasza swoją opinię, po czym wychodzi. Zostawia urzędników, którzy wszystko notują, ale nie mają mocy decyzyjnej. Nierzadko wygląda to tak, jakby od początku nie zamierzał w ogóle wsłuchać się w opinie innych. RDS musi stanowić taką płaszczyznę, na której będzie można wyrazić swoje zdanie, nawet jeśli ono nie zostanie zaakceptowane ze względu na rangę innych argumentów. Na tym polega dialog. Ale trzeba argumentów wysłuchać i na nie odpowiedzieć, a nie ignorować, bo wtedy mamy tylko serię monologów. Pytanie trochę ad vocem: Od wielu lat rola państwa sprowadza się do kryzysowych interwencji. Brakuje nam planowania, myślenia długofalowego na okres dłuższy niż jedna kadencja rządu czy parlamentu. To także jedna z bolączek ochrony zdrowia. Czy można wszystko zrzucić na niską jakość klasy politycznej? Czy są jakieś inne tego przyczyny? Myślę, że zawsze jest tak, że pole do rozmowy stwarzają ci, którzy mają największą władzę. Na nich też spoczywa największa odpowiedzialność. Dobrze, że pozostali także mogą się zorganizować, oprotestować, a jak przyjdzie 50 tysięcy ludzi, to jest nadzieja, że ktoś ich wysłucha. To jednak nie liczba decyduje o posiadaniu racji. Koszty takich „ćwiczeń” są duże. W Polsce, gdy pojawia się problem, nie ma zwyczaju, aby już na samym początku usiąść i rozmawiać. Problem musi przybrać takie rozmiary, że nie ma wyjścia i trzeba ludzi wysłuchać. Ale wtedy, „pod ścianą”, oferuje się nieprzemyślane rzeczy. Myślę, że powodem tego, że stronimy od autentycznego dialogu jest to, że nasza demokracja jest jeszcze bardzo młoda i nie zbudowaliśmy dotąd wielu instytucji, które w takich sytuacjach są bardzo pomocne. Mieszkałam przez kilka lat w Ameryce i wciąż na bieżąco śledzę to, co tam się dzieje. W związku z tym nie boję się o USA, pomimo tego, że prezydentem został człowiek bez żadnego doświadczenia w zarządzaniu państwem. W systemie amerykańskim jest tak wiele bezpieczników, że Ameryka sobie z tym wyzwaniem poradzi. Natomiast my tego w Polsce nie mamy. Nasze organizacje pozarządowe są wciąż słabe i niedofinansowane, bo po okresie funkcjonowania w gospodarce PRL przedstawiciele starszego pokolenia na samą myśl, że mają się z kimś zrzeszyć i zorganizować, od razu się wycofują. Ludzie nie mają na to czasu, nie mają też na to pieniędzy. Ale, co najważniejsze, nie są tego nauczeni. Kiedy przyjechałam do Ameryki i zaczęłam uczyć na uniwersytecie, to w ciągu miesiąca byłam członkinią około trzydziestu różnych grup! Przychodził do mnie przedstawiciel każdej z nich i coś proponował. „Słuchaj! Mamy wspólne czytanie książek.”, „Mamy spotkania z farmerami i potrzebujemy wolontariusza, który będzie im tłumaczył różne sprawy”, itd. To było niesamowite. Człowiek od razu stawał się częścią czegoś! U nas, jeśli sami o coś nie zawalczymy, nikt nie przyjdzie i nie powie co mamy robić. Narzekamy więc na brak społeczeństwa obywatelskiego… Nasza demokracja jest na etapie może nie noworodkowym, ale takiej młodzieńczej burzy hormonalnej… Tak. Dlatego tym większa jest odpowiedzialność ludzi, którzy rządzą. W czasach Komisji Trójstronnej, która nie była idealna, pamiętam okres przewodnictwa premiera Jerzego Hausnera, który bardzo szanował partnerów społecznych. Mimo, że kłóciliśmy się co do setek spraw, to był czas, gdy Komisja podjęła szereg wspólnych decyzji, bo minister finansów podchodził do dialogu w sposób poważny. Jeśli takie będzie podejście władzy, to przy wszystkich różnicach, osobistych sympatiach i antypatiach uda się wiele rzeczy ustalić. Kolejnym problemem jest to, że gorący spór polityczny uniemożliwia kontynuację. Jeden rząd podejmuje zobowiązania, a kolejny „wyrzuca je wszystkie do kosza”, tylko dlatego, że były to decyzje poprzedników. Za każdym razem na nowo musimy „odkrywać Amerykę”. Jaka jest najwłaściwsza droga? Czy to obywatele muszą dojrzeć i wybrać taką odpowiedzialną władzę, czy to państwo musi sobie wychować obywateli? Dochodzimy tutaj do bardzo ważnej kwestii, czyli edukacji. Bo jeżeli Ameryka jest taka, jaką ją znamy, to dlatego, że od przedszkola cały czas stawia się na pracę zespołową! Dzieci uczą się tego i są oceniane z umiejętności pracy w team'ie. Pamiętam jak moja córka podczas zajęć w szkole jednego dnia była obrońcą, a drugiego prokuratorem w tej samej sprawie. To ją zmuszało do formułowania dobrych argumentów i wyważenia racji. To prawda, że Ameryka jest krajem indywidualistów, ale z drugiej strony, ma świetnie wyćwiczony sposób wspólnego działania w każdej kwestii. A gdzie się tego uczy w Polsce? Kolejna ważna kwestia to wolontariat. W USA szalenie liczy się na każdym etapie kariery, ponieważ uczy zauważania innych, ich problemów, racji, doświadczeń. Nie chcę przez to powiedzieć, że Ameryka jest idealna, bo to nieprawda, ale pewne rzeczy możemy zapożyczyć od Amerykanów, bo stanowią fundament ich sukcesu w wielu dziedzinach. Natomiast w Polsce, wszelkie formy społecznego zaangażowania nie są dobrze widziane - dotyczy to zarówno pracowników, jak i pracodawców. W RDS mamy cztery organizacje reprezentatywne pracodawców i trzy związkowców. Kryteria reprezentatywności to, m. in., zrzeszenie pracodawców zatrudniających łącznie co najmniej 300 tysięcy pracowników. To nie jest oszałamiająca liczba w kraju, w którym pracuje 16 milionów osób. Po stronie pracodawców jest więcej dużych firm, korporacji, bo one rozumieją jak to jest ważne… Po stronie związkowej natomiast, uzwiązkowienie jest na poziomie ok. 12% i są to w dużej mierze starsi ludzie. Czy w Polsce w obliczu spadającego bezrobocia, rosnących zarobków i dużego popytu na siłę roboczą możemy już mówić o zjawisku dotąd niespotykanym, o „rynku pracownika”? Tak. Prognozowaliśmy, że to się wydarzy. Jeśli spojrzymy na trendy demograficzne, to zjawisko „rynku pracownika” będzie się pogłębiało. Widzimy ogromną emigrację Polaków, szczególnie młodych. Mamy wiele sygnałów z różnych miejsc, że nie ma ludzi do pracy. I to nie tylko w służbie zdrowia, gdzie zawsze był problem i gdzie skala wyjazdów zarobkowych była i będzie duża. Dawniej istniała bariera językowa i obawy starszego pokolenia przed zmianami. A młodzi ludzie, którzy zaczynają już na studiach jeździć po świecie w ramach Erasmusa i innych programów, jeszcze nim skończą edukację, mają szereg propozycji pracy. Wykształcenie lekarza sporo kosztuje, więc zagraniczni pracodawcy chętnie przyjmują lekarzy z Polski, i organizują dla nich potrzebne kursy, czy szkolenia. W ramach umowy CETA, która wzbudziła takie kontrowersje w Europie, Kanada zadeklarowała, że europejskie dyplomy lekarskie będą uznawane po obu stronach Atlantyku. Dotyczy to także innych kwalifikacji przedstawicieli tzw. wolnych zawodów. Jakie mogą być tego konsekwencje w kontekście środowiska medycznego? Musimy tworzyć strategiczną, wieloletnią politykę, dzięki której fachowcy, w których jako społeczeństwo inwestowaliśmy, finansując szkolnictwo zawodowe i wyższe, będą chcieli zostać w Polsce. Bez tego, sytuacja może być niezwykle trudna. A nie jest to tylko kwestia pieniędzy! Często słyszę argument, że my nie jesteśmy w stanie zaoferować tego wszystkiego, co np. w Danii, czy Szwecji… Oczywiście, że nie. Ale gdyby na przykład lekarze mieli szansę na systematyczny rozwój, gdyby zamiast wypełniać stosy papierów, mogli skupić się na leczeniu pacjentów, to myślę, że chcieliby choć spróbować pracy w Polsce. Gdy Polska została członkiem Unii Europejskiej, Ambasada w Londynie zorganizowała spotkanie z pierwszą grupą pracowników, która przyjechała z Polski do Anglii legalnie i na normalnych warunkach. Jak wtedy z nimi rozmawiałam, a była to bardzo zróżnicowana, kilkudziesięcioosobowa grupa, to wszyscy patrzyli w przyszłość z wielkim optymizmem. Zapytałam ich, kto planuje wrócić do kraju i wówczas chęć powrotu zadeklarowało ok. 90%. Planowali popracować ok. 3-4 lata, zarobić na mieszkanie, samochód i wrócić. Podczas ponownego z nimi spotkania, 2 lub 3 lata później, nie wiem czy 5% odpowiedziało twierdząco na to samo pytanie. Gdy zapytałam ich dlaczego, to wcale nie mówili o pieniądzach. Dla nich ważne było to, że tam ludzie się do siebie uśmiechają, że jest spokojniej, że nie są zmuszani do niemożliwego, do dokonywania oportunistycznych wyborów. Łatwość i wyższa jakość życia, wynikająca z większego zaufania i kapitału społecznego, powodują, że Polacy niechętnie wracają do Polski. Ta grupa podkreślała, że pomimo tego, że są obcokrajowcami, traktuje się ich poważnie. Jak przychodzą z jakimś pomysłem, a mają tych pomysłów całą masę, to zawsze są wysłuchani i albo się te pomysły wdraża, albo się z nimi rozmawia i spokojnie tłumaczy, dlaczego jest to niemożliwe. Warunki finansowe są lepsze i jeszcze bardzo długo będą lepsze, ale podkreślam, że to nie jest najważniejsze. Daje do myślenia… Młodzi lekarze, w tym lekarze rezydenci (czyli w trakcie specjalizacji na „państwowym” etacie) działają od ponad roku na wielu polach. Głównym bodźcem do tych działań były pogarszające się warunki pracy, niejasne zasady kształcenia, łamanie praw pracowniczych, brak waloryzacji wynagrodzeń, ich rażąca nieproporcjonalność do odpowiedzialności, jaką ponosi lekarz i brak perspektyw na jakąkolwiek zmianę. Po ogromnych przedsięwzięciach, to jest akcje typu adoptuj posła, senatora, izbę lekarską, po wielotysięcznych manifestacjach w Warszawie (także zrzeszona demonstracja wszystkich zawodów medycznych), po licznych listach i petycjach do przedstawicieli władz poszliśmy, jako młodzi medycy, nawet nie o krok naprzód. Wciąż nasze możliwości jako pracowników systemu są bardzo ograniczone. Wciąż istnieje „wolontariat”, wciąż nie wszyscy lekarze, którzy kończą studia mają możliwość zatrudnienia i rozwoju, wciąż nie mamy od władz sygnałów, że jesteśmy tu potrzebni, spada liczba przyznawanych etatów rezydenckich. Czy według Pani wiedzy to, co proponuje władza ma jakiekolwiek szanse zmienić naszą sytuację, czy jest to tylko „kupowanie” spokoju? Cieszę, że się zebraliście i działacie wspólnie. Bez tego niewiele można osiągnąć. Problemy mogą mieć różne kolory w różnych placówkach zdrowotnych, ale system jest tak samo chory wszędzie. Natomiast rezydenci prawdopodobnie będą krytykować Radę Dialogu Społecznego za to, że podnosimy sprawę finansowania staży rezydenckich z Funduszu Pracy*. Zaczęliśmy o tym rozmawiać już w poprzednim roku, w okresie przewodnictwa Piotra Dudy w RDS. Z jednej strony wiadomo, że nie ma pieniędzy w budżecie, a lekarzom trzeba wypłacać wynagrodzenia, ale z drugiej strony, w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nie ma ani słowa o finansowaniu z tych środków wynagrodzeń lekarzy-rezydentów. Z takiego rozwiązania nikt tak naprawdę nie jest zadowolony. Ani lekarze, bo jest to rozwiązanie przejściowe, ani pracodawcy, którzy płacą na fundusz, który powinien służyć innym celom i nie mają wpływu na sposób wydatkowania tych środków. Podobnie jest z Funduszem Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Słyszałem niedawno, że im lepszy lekarz, tym będzie gorszym dyrektorem szpitala… Pewnie są jakieś chlubne wyjątki, ale według mnie... szkoda lekarza. Sprawami zarządzania powinni zajmować się przygotowani do tego menadżerowie, a nie lekarze. Miałam okazję przez ostatni rok przyglądać się temu z bliska i w zarządzaniu szpitalami jest wiele rzeczy, które absolutnie trzeba zmienić. Personel szpitali to często współcześni siłacze i siłaczki. Cały system jest przeciwko nim, a oni próbują pomóc pacjentom. Jeśli uda się skompletować zespół, który będzie się w stanie dogadać, to pomimo trudnych warunków, można dobrze funkcjonować i realizować wspólne cele. Ale to rzadkość. Dlatego ludzie rezygnują, wyjeżdżają do innych miast, innych państw, poszukują lepszego życia. A średnia długość życia rośnie i będziemy mieli coraz więcej starszych osób. Wszyscy oczekują, że dostaną pomoc medyczną w ramach środków publicznych. I ta dynamicznie rosnąca fala pacjentów oczekujących pomocy po prostu nas zaleje. Powoli prywatna służba zdrowia robi się podobna do publicznej - w wielu miejscach jest tak samo przeciążona. Wcześniejsze przechodzenie na emeryturę, może ten problem pogłębić. Człowiek pozbawiony rutyny chodzenia do pracy zaczyna „chorować”. Podsumowując, popyt rośnie, podczas gdy mamy ogromną emigrację, niski wskaźnik demograficzny i 500+, które może skłaniać ludzi do wycofania z rynku pracy. Gdyby istniał dobry system opieki zdrowotnej, dzięki któremu ludzie w wieku post-emerytalnym byliby w dobrej formie, staliby się oni wartościowym, koniecznym uzupełnieniem luk na rynku pracy. Tak jak w Japonii, gdzie w McDonaldzie pracują i studenci, i staruszkowie… To osobna bajka. Nam grozi niesamowity kryzys! Myślę, że tych trendów już nie cofniemy. Europejczycy nie chcą i nie będą się rozmnażać. Zabraknie nam po prostu rąk do pracy. Jedyną szansą jest imigracja ludzi ze świata… Kiedy mieszkałam w Stanach, to w naszej przychodni wśród lekarzy pierwszego kontaktu, Amerykanów było około 10%. Wszyscy inni to obcokrajowcy! I nie było to pokolenie, które się tam urodziło. Cieszyli się, że przyjechali do Ameryki, że mogli tam studiować. Polskę czeka to samo. Dlatego to nasze bronienie się przed obcokrajowcami jest dla mnie specyficzne. Świadkiem na moim ślubie, wieki temu, był Etiopczyk, przyjaciel mojego męża. Pobieraliśmy się w Zielonej Górze i pamiętam jak za nim leciał tłum dzieciaków, które nigdy nie widziały żadnego ciemnoskórego. Ostatnio przyjechali do nas na wieś w odwiedziny ciemnoskórzy przyjaciele i wzbudzali tak samo duże zainteresowanie wśród dzieci. Ciągle to nie jest oswojony temat. Wszędzie tam, gdzie to jest możliwe - w edukacji, w kościele, powinniśmy pokazywać, że przyjazd imigrantów, często z egzotycznych krajów, jest naturalny i dobry dla nas. Niestety u części naszego społeczeństwa, wciąż budzi sprzeciw. Oczywiście, równocześnie uważamy, że my mamy prawo być w każdym miejscu świata i powinno nam się zagwarantować dobre warunki. Dyrektor szpitala to specyficzny rodzaj pracodawcy. Najczęściej firma, którą zarządza działa w dużej mierze non-profit (jeśli jest to szpital publiczny), a niezależnie od statusu własnościowego pieniądze na działalność najczęściej otrzymuje od państwa, a nie od „klienta”. Z drugiej strony funkcjonujemy w świecie wolnego rynku… Jaki zatem model finansowania służby zdrowia marzy się Pani, jako pracodawcy i przedsiębiorcy? [Śmiech] Uważam, że dobrze funkcjonowały, wprowadzone poprzez regionalne NFZ-ty, Kasy Chorych. Była to idea, aby rozwiązań szukać bardziej „na dole”. Ceny są przecież zróżnicowane regionalnie i dlatego zaczęłabym od tego, żeby oddolnie sprawdzić jak wycenić zestaw usług, który świadczą szpitale. Pytanie tylko, jak niezależni będą ci, którzy pracują w regionalnych kasach chorych. Teraz chcemy zarzucić kompletnie wszystko i wrócić do zamierzchłej przeszłości, co według mnie jest niebezpieczne. Centralne sterowanie przez polityków… W prywatną służbę zdrowia zainwestowano ogromne środki i nie można tego dorobku zmarnować. Jeśli będziemy szli w kierunku, w którym państwowe jest najlepsze, eliminując prywatne, to utracimy punkt odniesienia co do efektywności działań. Musimy się zastanowić do jakiego momentu powinna być konkurencja, a w jakim zakresie podstawowy koszyk świadczeń medycznych powinien być realnie dostępny dla każdego. Nie ma doskonałych systemów. Ja nie znam idealnego kraju. Niektórzy mówią, że to system kanadyjski, ale mam tam sporą część rodziny, która na ten system narzeka i przyjeżdża się leczyć do Polski. W Ameryce nikt nie wie co się stanie z projektem Obamy (Obamacare), który radykalnie podwyższył ubezpieczenia zdrowotne (średnio o 25%). Z drugiej strony znam Amerykanów, którzy nigdy nie byli objęci żadną podstawową opieką zdrowotną i którzy wreszcie weszli do systemu. Wyważenie racji nie jest takie proste. Jednak obserwując niektóre szpitale, widzę ile rzeczy można by było w nich poprawić i to nawet bez „pompowania” w nie milionów złotych. Jeśli między różnymi oddziałami tego samego szpitala mają miejsce zasadnicze różnice wynagrodzeń dla lekarzy o podobnym stażu, to nie jest to normalna sytuacja. Bywa, że tam, gdzie jest więcej pracy, większa odpowiedzialność i stres, są mniejsze zarobki i nikt nie wie z czego to wynika. Jestem przeciwna wywieszaniu publicznie na tablicy, kto ile zarabia, ale ten kto zarządza placówką musi wiedzieć z czego biorą się te różnice. W okresie, gdy prowadziłam własną firmę, dowiedziałam się jak na gospodarność wpływa ego różnych osób - profesorów, ordynatorów. Dostawaliśmy tysiące listów, że np. tu by się przydał tomograf, a tam inne drogie urządzenie. Wówczas się na tym nie znałam i wydawało mi się, że są to na pewno niezbędne potrzeby. Po czym się okazywało, że są to raczej niekontrolowane ambicje pewnych osób, a przykładowy tomograf, który będzie służył tylko kilka lat, bo zaraz zostanie zastąpiony przez nowszy i technologicznie lepszy, jest używany przez 2 godziny dziennie! Wygląda na to, że jesteśmy bardzo bogatym krajem... W USA takie urządzenia pracują przez 24 godziny na dobę. Co więcej, stawiając wiele diagnoz na podstawie tomografii, Amerykanie wykorzystują różnicę czasu. W czasie, gdy Ameryka śpi, badania są wysyłane do Indii, gdzie jest centrum diagnostyczne, a rano lekarz ma już dwie opinie. U nas natomiast, wyrzuca się pieniądze na drogie urządzenia, a nie ma na rzeczy podstawowe. Niezbędna jest zatem kontrola nad wydatkami ze strony menedżerów szpitali. No właśnie, co z tą kadrą zarządzającą? Wszyscy, którzy się znają na zarządzaniu wolą się trzymać z dala od opieki zdrowotnej? Ludzie wiedzą jak bardzo jest ona nieprzewidywalna i upolityczniona. Może Pan mieć świetne pomysły, ale gdy przyjdzie nowa ekipa to i tak wszystkich wymieni. Przychodzą następni, uczą się przez 2 lata, potem zostaje im rok na działanie, a potem zostają zastąpieni przez kolejnych rządzących. W ten sposób nie da się stworzyć długofalowej polityki służącej państwu. Ani ochrony zdrowia, ani edukacji nie da się zreformować w okresie rządów jednej ekipy. Niemal wszyscy młodzi lekarze mają wynagrodzenia na podobnym, niskim poziomie. Natomiast, co się tyczy specjalistów, to w większości szpitali od paru lat rośnie tendencja, aby negocjować z nimi indywidualne umowy cywilno-prawne. Zamiast etatów podsuwa się im propozycję znacznie wyższych zarobków i większość lekarzy się na to zgadza nie bacząc na konsekwencje. A efektem pracy "na kontrakcie" jest utrata tarczy ochronnej zarówno w zakresie odpowiedzialności cywilnej, jak i opieki zdrowotnej i socjalnej. Czy popiera Pani pomysł walki ze „śmieciówkami” w ochronie zdrowia? Nie znam szczegółów tej sprawy. Jeśli dyrektor szpitala może zaoferować umowę, która ograniczy jego koszty, jako pracodawcy, to pojawia się pytanie, jaki sens mają zaoszczędzone w ten sposób pieniądze? Na ile lekarze, którzy decydują się na kontrakt, zaangażują się w życie szpitala? Wiem, że niestety najczęściej i tak przekraczają umowny czas pracy, ponieważ nie chcą zostawić pacjentów. Nie wiem jak stworzyć optymalne rozwiązanie, aby z jednej strony zachować pewną elastyczność, a z drugiej zadbać o bezpieczeństwo. Jesteśmy społeczeństwem nienauczonym tego, jak ważne jest zabezpieczenie na przyszłość. Wrócę do przykładu mojej pracy na Uniwersytecie w Minnesocie. Kiedy moje koleżanki i koledzy profesorowie negocjowali wynagrodzenia, to nie przywiązywali zbytniej wagi do podstawowych stawek, natomiast prawdziwe boje z dziekanem toczyli o ubezpieczenia, emerytury i zabezpieczenie socjalne. Niestety, w Polsce nie uczymy dzieci tego, jak odpowiedzialnie myśleć o finansach, tworzyć budżet domowy! W wielu publicznych instytucjach wciąż funkcjonuje myślenie, że jeśli narobimy długów, to ktoś je później spłaci i jakoś to będzie. Zdobywa się dla placówki urządzenie „za darmo”, czyli za czyjeś pieniądze, a nie bierze się pod uwagę kosztów amortyzacji i utrzymania. Jeśli nie umiemy zarządzać własnym budżetem, to jak mamy być dobrym przełożonym dla tysiąca ludzi? Dziękuję za rozmowę! Rozmawiał: Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: M. Malik *) Fundusz Pracy - powstała w 1933 r. instytucja, której celem było łagodzenie skutków bezrobocia. Od 1991 r. pozostaje pod jurysdykcją ministerstwa pracy, ma charakter funduszu celowego, a jego budżet stanowią składki obowiązkowe płacone przez pracodawców oraz osoby nieprowadzące działalności rolniczej, dotacji oraz dochodów prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, oprocentowania depozytów i udziału w spółkach. Środki te są rozdysponowywane przez urzędy pracy w formie zasiłków dla bezrobotnych, prac interwencyjnych, robót publicznych, szkolenie i przekwalifikowywanie bezrobotnych, rozwój poradnictwa zawodowego oraz na rozwój systemów informatycznych i badania rynku pracy. Od 2009 roku ze środków FP finansowane jest „wspieranie startu kariery osób pracujących w zawodach medycznych”, co w praktyce oznacza finansowanie z niego większości pensji rezydenckich.
  20. Lekarze z Porozumienia Rezydentów OZZL wykorzystali dotychczas w walce o godne warunki pracy wiele dostępnych pokojowych form nacisku na polskie władze. Aktualnie w arsenale możliwości pozostały jeszcze m.in. własna inicjatywa legislacyjna, wniosek o referendum, zatrudnianie lobbystów czy walka wyborcza o własnych reprezentantów w parlamencie i rządzie. Bierne oczekiwanie na ruch władz wobec rosnącego kryzysu kadrowego w polskiej ochronie zdrowia jest strategią dość nierozważną. Dlatego nadszedł czas na oddolny, zaakceptowany przez wszystkie medyczne grupy zawodowe projekt ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w polskich placówkach leczniczych. Przygotowany starannie w procesie negocjacji i przeanalizowany przez prawników potrzebuje teraz poparcia co najmniej 100 tysięcy obywateli, aby mogła uzyskać parlamentarny bieg. Zachęcamy do zaangażowania w zbieranie podpisów pod projektem. Polskie społeczeństwo, a przede wszystkim władze potrzebują jasnych sygnałów, że inicjatywa jest po stronie obywateli. Zamieszczamy informacje dla osób, które chcą aktywnie włączyć się w akcję. W załączeniu oryginał projektu i formularze do zbierania podpisów. Obywatelski projekt ustawy w sprawie warunków zatrudnienia w ochronie zdrowia.pdf Tabela podpisy pod ustawa.pdf Mateusz Malik, lekarz Źródło: http://www.rezydenci.org.pl/2017/01/23/obywatelski-projekt-ustawy-100000-podpisow-zebrania-czas-start/
  21. MedFor.me

    Lekarska Mitologia

    Święta, święta i po świętach. Przedświąteczny okres, kończący się rok, pierwszy przepracowany jako lekarz kwartał: ostatnimi czasy miałem mnóstwo okazji do refleksji. Święta się skończyły, elfy wróciły do wioski Mikołaja, więc pomyślałem, że można już wyłożyć kawę na ławę bez posądzenia o bycie jak Grinch. By być medykiem w tym kraju, trzeba chyba być masochistą. Istnieje jeszcze opcja traktowania pracy jako oryginalnego hobby, ale wymaga to spełnienia dwóch warunków: A ) Trzeba mieć naprawdę spaczony gust B ) Inne źródło utrzymania Jestem lekarzem, więc w tym wpisie oceniam otaczający świat na podstawie mojej grupy zawodowej, ale obraz jest zbieżny chyba dla każdego medyka bez względu na profesję. Wiele sprzeczności tkwi w postrzeganiu lekarzy przez społeczeństwo, a dzisiaj zajmę się rozliczeniem kilku dość powszechnych mitów w świadomości ogółu. Mit 1: Ciepła posadka w budżetówce Bardzo często spotykam się z przeświadczeniem, iż lekarze to pracownicy tak zwanej budżetówki, a co za tym idzie nasza praca jest pewna, a nam przysługuje mnóstwo bonusów. Tak. Większość szpitali jest prowadzona przez samorządy. Tak. Część pracowników ma pensje ustalone ustawowo. Ale nie mamy zagwarantowanych „trzynastek” ani darmowych leków. Spotkałem się wielokrotnie z opinią, że górnicy mają deputaty węgla, a lekarze darmowe leki - może kiedyś tak było (tego nie wiem), ale teraz tak nie jest. Kwestia paczek/premii świątecznych jest mocno zróżnicowana, bo są szpitale, które takie świadczenia przewidują, ale również wiele, w których nie może być o tym mowy. Szpitale jako podmioty samorządowe (lub prywatne, ale o dość licznej załodze) na ogół muszą prowadzić fundusz socjalny, ale ujemne wyniki finansowe często prowadzą do albo dość specyficznej konstrukcji regulaminu lub nieprawidłowości w jego prowadzeniu. W ramach funduszu można starać się o dofinansowanie tylko wczasów i biletów na imprezy kulturalne, ale dyrektor może udzielić decyzji odmownej bez uzasadnienia, a jego decyzja jest ostateczna [sic!]). W tym momencie zajmijmy się wątkiem bezpieczeństwa i stabilności pracy. Wbrew pozorom praca w publicznych podmiotach wcale nie jest gwarantem jej przebiegu lege artis. Nieprawidłowości w zakresie przestrzegania prawa pracy są powszechną zmorą szkoleń specjalizacyjnych. Jakiś czas temu dość głośno było o rezydentce z Białegostoku, którą szpital próbował zmusić do pełnienia dyżurów za stawkę 1zł/h. Bezsprzecznie stawka ta jest horrendalnie niska, ale warto również zauważyć, iż zgodnie z kodeksem pracy niedozwolone jest zawieranie dodatkowych umów cywilno-prawnych na ten sam zakres obowiązków. Wiele szpitali potrąca od pensji okres obowiązkowego odpoczynku po dyżurze (prawo wymaga 11 godzin nieprzerwanego wypoczynku) pomimo iż czas ten jest opłacany ze środków budżetowych. Tuż przed świętami jeden ze szpitali na południu Polski zażądał od nowo przyjętych rezydentów podpisania aneksu do umowy, w którym zobowiążą się do pełnienia wolontariatu w postaci świadczenia usług medycznych na rzecz społeczności lokalnej, jeśli zaistnieje taka konieczność. Oczywiście bez jakiegokolwiek zdefiniowania ów stanu konieczności. Jako wisienkę na torcie chciałbym zaznaczyć istnienie ogromnej presji ze strony kadry zarządzającej, by lekarzy zatrudniać jako podwykonawców, a zatem jako zewnętrzne firmy. Jak to się ma do pracy w urzędzie czy szkole? Mit 2: Kończąc studia zostaje się kardiologiem/neurologiem/chirurgiem… Po ukończeniu studiów lekarz jest dopiero w połowie drogi do zdobycia w/w tytułu. Po 6 latach nauki następuje staż podyplomowy (na którym można ordynować leki pacjentom, ale już nie samemu sobie [sic!]), a następnie żmudny okres specjalizacji. Wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej średni wiek osiągnięcia tytułu specjalisty to blisko 38 lat! Mit 3: Dopiero specjalista leczy, wcześniejszy okres to tylko przyglądanie się Według aktualnego porządku prawnego już stażysta jest uprawniony (po konsultacji w niektórych przypadkach) do badania pacjentów, prowadzenia dokumentacji, wydawania zleceń, wystawiania recept i zaświadczeń czy stwierdzania zgonu. Lekarz po stażu, niezależnie od tego czy rozpocznie proces specjalizacji czy nie, jest pełnoprawnym lekarzem, którego zakres działalności ogranicza jedynie jego własna wiedza i doświadczenie. Mit 4: Lekarze ukrywają przed światem swoje zarobki, ponieważ są kolosalne Duża cześć niechętnie mówi o swoich zarobkach, ale dzieję się tak, ponieważ są one... wstydliwie niskie. Od lat następuje sukcesywna pauperyzacja naszego zawodu, jednak na skutek milczenia wyobrażenia społeczne (osób zarówno niezwiązanych medycyną, jak również tych pracujących w szeroko rozumianej branży) na temat naszych zarobków są wybujałe. Przez 3 miesiące praktyki dostrzegłem, że w moim miejscu pracy nikt nic nie wie o innych! Lekarze myślą ze zarabiają lepiej niż pozostali pracownicy, inni ostro przeszacowują pensje lekarzy, a jedyne co wszystkich łączy to niezadowolenie i frustracja. Kilka razy zdarzyło mi się zabawić w "mini quiz" z pacjentami czy przedstawicielami farmaceutycznymi - za każdym razem moja pensja była przeszacowana 2-3 razy. Kuriozalna była dla mnie sytuacja, w której panie z kadr powiedziały mi: „Wie Pan jak u nas dobrze płacą? - Rezydent to ma tyle co specjalista”. Siatka płac dla starszego asystenta (lekarza specjalisty) przewiduje 3200 zł brutto, a więc prawie tyle ile wynosi wynagrodzenie rezydenta w ciągu 2 pierwszych lat, a mniej niż jego pensja po jednokrotnym wzroście. Zaskakujące było też dla mnie podkreślenie tego „u nas”. Wszak stawki rezydentur są jednakowe dla całego kraju. Od 1 stycznia 2017 lekarze stażyści są najsłabiej zarabiającą grupą zawodową w Polsce. Pensja lekarza stażysty wynosi 2007 zł brutto, a pensja minimalna 2000zł. Wydawałoby się, że poprzednie zdanie jest fałszywe, jednak nie należy zapominać, iż na lekarzu ciąży obowiązek uiszczenia składki członkowskiej do OIL. Stażyści płacą co prawdą preferencyjną składkę w wysokości 10 zł (zamiast 60 zł) jednak jest to kwota na tyle wysoka, iż obniża ona pensję poniżej minimalnej. Według danych GUS dominanta zarobków lekarzy wypada poniżej przeciętnego wynagrodzenia w Polsce, a średnia pensja (dla umowy 1/1 etatu) ciut powyżej przeciętnego wynagrodzenia. Lekarze nie są najsłabiej zarabiającym zawodem, ale stwierdzenie, że zarabiają kilkakrotnie więcej niż przeciętny Polak jest fałszywe. Nowy rok przynosi podwyżki w jednej ze znanych sieci handlowych (meble, wykończenia), gdzie pensja minimalna wyniesie tam nie mniej niż 20 zł brutto za godzinę, a to więcej niż obecna stawka lekarza rezydenta. W niczym nie chcę umniejszać pracowników supermarketu czy centrum meblowego (sam kiedyś pracowałem w podobnym charakterze). Rodzi to pytanie o to, czy warto brać na siebie odpowiedzialność za ludzkie życie, kiedy podobny (lub wyższy) standard egzystencji można zapewnić sobie przez wiele innych zajęć o niższym poziomie ryzyka... Mit 5: Lekarze chcą zarabiać tyle, co na Zachodzie nie bacząc na to, że w Polsce każdy zarabia słabo Takie stwierdzenia pojawiają się bardzo często w reakcji na obecne działania kadr medycznych (dwie wielkie manifestacje, przygotowanie obywatelskiego projektu ustawy). Nie jest to jednak prawda. Postulowany przez lekarzy wskaźnik 2 i 3 średnich krajowych po pierwsze nie jest postulatem nowym (jest to postulat NRL z 2006 roku, kiedy to jej prezesem był obecny minister Konstanty Radziwiłł), a po drugie poziom ten jest zbliżony do proporcji jakie występują w innych państwach regionu. Od kilku lat czescy lekarze specjaliści mają ustawową gwarancję, iż ich pensja nie może być niższa od poziomu 3 średnich (a od stycznia 2017 planowana jest podwyżka o 10%). Słowaccy lekarze również mają ustawowe gwarancje. Wielu Polaków wyemigrowało do Wielkiej Brytanii, wielu założyło tam rodziny, otworzyło firmy, system prawny jest uznawany za prosty i przyjazny. Polscy lekarze nie żądają zarobków równych tym jakie otrzymaliby na wyspach. Postulują jedynie podobną proporcję do zarobków przeciętnych. Według danych statystycznych średnia pensja w UK wynosi około 2300 funtów miesięcznie. NHS podaje, że podstawowa pensja dla specjalisty wynosi pomiędzy 76 a 102,5 tysięcy funtów rocznie. Przyjmijmy do obliczeń dolną kwotę 76 tysięcy: to około 6333 funtów miesięcznie a wiec pensja 2,75 razy więcej niż przeciętna. Myślę że na dziś już wystarczy, za jakiś czas postaram się odnieść do kilku innych powszechnych, aczkolwiek błędnych przeświadczeń. Mówi się że „u sąsiada trawa zawsze jest bardziej zielona”. Ja tym wpisem starałem się obnażyć kilka mankamentów „mojego trawnika” byście mogli ocenić jego prawdziwą barwę. Z chęcią odpowiem na Wasze pytania - piszcie je w komentarzach... Na zakończenie życzę Wam wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku 2017. Lek. Mateusz Latek
  22. Publikacja raportu Kodeksu Przejrzystości (Code of Transparency, Disclosure Code) odbiła się niemałym echem w mediach. Ale to, co się rozpętało później, raczej nie było zgodne z zamierzeniami jego twórców. Przynajmniej na naszym podwórku, gdzie takie otwarte deklaracje firm farmaceutycznych są nowością, dziennikarzom udało się wybudzić grozę nieufności, i nieuchronną czarną wizję korupcji w ochronie zdrowia. Czy słusznie? Kodeks Przejrzystości powstał dzięki inicjatywie organizacji INFARMA. Zrzesza ona śmietankę koncernów farmaceutycznych - wszyscy na pewno znamy Bayera, Eli Lilly, MSD, Novartis czy Glaxo Smith Kline. Wszyscy członkowie, których w ramach tego opracowania nie byłoby miejsca wymieniać (a można sprawdzić TU), jednogłośnie zdecydowali się na publikowanie danych dotyczących finansowania m.in. szkoleń, czy konferencji przedstawicielom zawodów medycznych, placówek ochrony zdrowia, grantów. Celem owych działań jest odbudowa podupadającego zaufania do przemysłu farmaceutycznego, oraz środowiska lekarskiego. A to, co nie powinno być szokujące, jest mocno nadwyrężone. Aż 4 na 5 pytanych pacjentów sądzi, że lekarze wypisują im preparaty tylko od firm, z którymi współpracują, podaje Rzeczpospolita (nie bacząc na prawo do wyboru zamiennika w aptece, jeśli ten istnieje). Pierwszy raport w naszym kraju INFARMA opublikowała w tym roku. Żartobliwie mówiąc, zwolennicy teorii spiskowych otrzymali w końcu dowód na to, że „Big Pharma uprawia sponsoring dla lekarzy”. Tylko czy rzeczywiście, jak mówi z sensacyjnym zacięciem serwis WP Money kwoty dla nosicieli białych fartuchów idą w miliony złotych? Ile naprawdę przemysł farmaceutyczny płaci lekarzom? Niestety tak nie jest. Złośliwiec powiedziałby, że przedstawiciele zawodów medycznych jakoś wybitnie się nie cenią. Gigant Glaxo Smith Kline dla wszystkich lekarzy przekazał kwotę niecałych… 32 tys. złotych. Po przeliczeniu na osobę to niecałe 2 300 zł, czyli pensja lekarza rezydenta, zatem, względnie dużo. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że wykupienie jednego z nieco droższych – ale nie najdroższych – coachów w kraju na jeden dzień szkolenia, albo wejściówki na wykład znanego szarlatana, Jerzego Zięby dla 12 osób kosztuje podobną sumę… To kwota ta nie wydaje się zawrotna. Co więcej, niemal wszystkie te osoby (13 z 14) zdecydowały się na ujawnienie swoich nazwisk, ryzykując wystawienie się na ostrze opinii publicznej. Podobnie w przypadku koncernu MSD - tu kwoty, które zasiliły bezpośrednio portfele lekarzy nierzadko nie przekraczają nawet 1000 zł. I chociaż widniejące w podsumowaniu 2 mln zł działają na wyobraźnię, kiedy do podziału tortu jest cała brygada, to raczej o skandalicznie wysokich sumach nie ma tu mowy. Za co koncerny farmaceutyczne płacą miliony? Oczywiście w przypadku placówek ochrony zdrowia sprawa ma się nieco inaczej - tu w roli głównej występują znacznie wyższe kwoty. Na przykład, Roche aż 95 mln złotych wydał na badania kliniczne w Polsce, a część tej kwoty, rzecz jasna, „zarobiły” prowadzące je placówki ochrony zdrowia. Ponadto, w tym jednym roku Roche podarował pacjentom leki za 12 mln złotych. Biorąc pod uwagę sytuację polskiej ochrony zdrowia, można powiedzieć, że koncerny zapewniają jej naprawdę znaczny zastrzyk gotówki rodzimemu budżetowi. Bo chociażby badania kliniczne, w naszym prawodawstwie nazywane złowrogo „eksperymentami medycznymi” oznaczają często nic innego, jak nowoczesne leki dla polskich pacjentów, do których w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia - nie mieliby dostępu. Jak na przykład pacjenci potrzebujący leków biologicznych ("na NFZ" tylko w programach lekowych), albo pacjenci onkologiczni, dla których Polskie Towarzystwo Onkologiczne uruchomiło rejestr takich inicjatyw, bo wiadomo, że nasza onkologia na tle reszty Europy, nie ma się najlepiej. Ogółem, według danych witryny badaniaklinicznewpolsce.pl w ramach badań klinicznych „leczy się” w Polsce około 40 000 osób rocznie. Oczywiście, wiele firm oraz ich beneficjentów nie zdecydowało się na podanie takich szczegółów. W licznych raportach, publikowanych na stronach koncernów, niestety widnieją czarne luki. Nie wszyscy lekarze chcą publikować swoje nazwiska - co raczej nikogo nie dziwi w obecnym, niezbyt przychylnym „klimacie”. To się jednak może zmienić. Podobne inicjatywy funkcjonują już w innych krajach Europy, i są standardem np. w Wielkiej Brytanii. Nie ma większych wątpliwości, że dane, dotyczące wydatków firm farmaceutycznych na ochronę zdrowia i jej przedstawicieli powinny być jawne. To pozwoliłoby wychwycić potencjalne konflikty interesów, a społeczeństwu, uzyskać wgląd w to, jak funkcjonują producenci leków. Jednak w tym celu musieliby mieć okazję by zrozumieć znaczenie raportów transparentności, i jak je rozumieć. Czy artykuły takie jak na WP, w Dzienniku Bałtyckim czy na Forsal.pl na to pozwalają? Chyba nie - bo w dział „komentarze” lepiej nie wchodzić. Chyba, że ma się naprawdę mocne nerwy. lek. Martyna Hordowicz grafika: http://www.thedailybeast.com/
  23. Cześć Nie ukrywam, że kocham wszystko co związane z laserami, igłami, skalpelami - to mnie najbardziej kręci w medycynie. Zarobki w tym segmencie medycyny też są duże. Pytanie co wybrać, aby było dobrze, pewnie, jak najszybciej o ile można to tak nazwać. 1. dermatologia + med est czy chirurgia plastyczna + med? przyznam, że kocham każdy temat powiązany, od wszelkiego rodzaju wysypek, śladów skórnych aż po interwencje chirurgiczne, łyzeczkowanie, skalpel - oj tak 2. w jakim wieku mniej-wiecej mozna zaczac prace jako chirurg plastyk bądź dermatolog? ja wiem, to wszystko zależy od szczęścia, trafu, często zamiast tego przeogromnej prac - ale tak na chłopski rozum - czy mając 35 lat można już myśleć o konkretnej pracy, w konkretnych klinikach, z konkretnymi zarobkami (czyli powyżej 4 tyś/5 tyś)? 3. wydaje mi się, że połączenie chirurgi plastycznej z med. est jest najlepsze - dlaczego? mogę zaoferować w przyszłości potencjalnym pacjentom szeroki zakres zabiegów, zarówno możliwość powiększenia piersi, jak i mogę komuś wstrzyknąć osocze bogatopłytkowe.. więc tutaj to mi się podoba, jako dermatolog mógłbym się pożegnać z myślą o wykonywaniu zabiegów. czy ja wiem czy aż tak chcę być chirurgiem plastycznym? myślę, że jak najbardziej. to na 1 miejscu, na 2 rzecz jasna dermatologia (wiem, że to najbardziej oblegane kierunki, lecz nie jestem malkontentem, dla mnie nie ma rzeczy nie do zrealizowania, jak się uprę to ile bym się nie namęczył i tak to osiagne - taki mam charakter.. więc pomimo trudności będę się starał z całych sił zostać kimś w tym kierunku) 4. przy jakim połączeniu (chir. plast+med. est. czy derma+ med. est.) mam większe możliwości zarobku, działania ? Dlaczego tak drążę temat zarobku - jako młody człowiek przed wyborami życiowymi nie ukrywam, że mam wiele możliwości, dlatego pomoc innym jak najbardziej, ale nie ukrywajmy, że dzisiejszy świat opiera się na pieniądzach, nikt nie chce robić za darmo, a tym bardziej zasuwać tyle lat na studiach, żeby potem zarabiać tyle samo co Kowalski po zawodówce. proszę o normalne odpowiedzi, jeśli mój tok myślenia jest felerny, proszę o nie hejtowanie, a kulturalne wytłumaczenie, naprostowanie i ogólną pomoc - z góry dzięki
  24. "To o co można obecnie rozważać to obniżenie wynagrodzeń" - taką informację otrzymali Przedstawiciele Porozumienia Rezydentów podczas konferencji uzgodnieniowej, która odbyła się 19 kwietnia 2016 w Ministerstwie Zdrowia. Na usta aż ciśnie się pytanie: Czy rezydentom nie zaśmiano się tym samym w twarz? A może warto rozważyć zgodę na obniżki, gdyż kryje się za tym jakieś wyższe dobro? Od wielu miesięcy Porozumienie Rezydentów OZZL prowadzi szereg bardzo przemyślanych i edukacyjnych działań mających na celu podniesienie podstawowego wynagrodzenia dla lekarzy rezydentów (przypomnijmy, że w chwili obecnej to... 70% średniej krajowej!) Tu od razu pada kolejne pytanie: Czy dotychczasowe rządy świadomie przeznaczały tylko 70% średniej krajowej na pensje osób, które dbają o nasze zdrowie? Czy tylko tyle ono jest warte? A może zdrowie nie jest priorytetem? Pytań jest zdecydowanie więcej ale nie zmienia to faktu, że w Polsce młody lekarz, który poświęca, jak bywało dotychczas, minimum 8 lat swojej edukacji (początek rezydentury, a pod jej koniec nawet 16 lat) zarabia średnio 2250 zł netto... Na podobny problem zwrócili uwagę nasi koledzy z Wielkiej Brytanii - oni jednak już protestują na ulicach. Na jakie zakończenie możemy liczyć w Polsce? To pokażą najbliższe miesiące! Tymczasem zapraszamy do lektury całego komunikatu, który wydało PR OZZL po spotkaniu z 19 kwietnia br. Komunikat Porozumienia Rezydentów.docx
  25. Było rozczarowanie, były marzenia, były myśli i plany, były słowa pisane i mówione - w walce o podwyżki i godne życie w trakcie specjalizacji polskim rezydentom pozostały: CZYNY. Jeśli jesteś całkowicie zadowolony z przebiegu Twojej specjalizacji, z rezydenckiej pensji, z wolontariatu, który kochasz, z lubością realizujesz swój program specjalizacji od A do Z, dyżury w Twoim miejscu szkoleniowym mógłbyś robić do końca życia i z utęsknieniem czekasz na egzaminacyjną loterię PES z plusem - nie pojawiaj się jutro na spotkaniu w Okręgowej Izbie Lekarskiej o 11.00… Jeśli spośród wszystkich członków zamkniętej grupy „Porozumienie Rezydentów” na Facebooku na sobotnim spotkaniu zjawi się 1% powinno nas być 164 i jedna trzecia człowieka. Kimkolwiek jesteś - nie bądź anonimową jedną szesnastotysięczną. Może jesteś lekarzem rezydentem, może stażystką, może studentem, który poważnie traktuje przyszłą pracę, może emigrantką jedną nogą, a może przyszłym ministrem zdrowia! - nie daj innym decydować za siebie. Spotkajmy się w Warszawie, zewrzyjmy szyki i postawmy na swoim: codziennie w naszych rękach spoczywa ludzkie życie - weźmy w nie WŁASNY LOS. A wszystkim, którzy myślą, że inni za nich to załatwią, mówimy: niejedna wielka inicjatywa upadła jednym przeważającym głosem. Tak chcecie przejść do historii? Na spotkaniu przy ul. Puławskiej 18 w Warszawie ustalona zostanie strategia postępowania młodych lekarzy na każdą ewentualność (z demonstracją włącznie). A ostateczne rozstrzygnięcia naszej wielomiesięcznej batalii to kwestia najbliższych tygodni. Umiesz liczyć - licz na siebie. My też na Ciebie liczymy! Mateusz Malik, lekarz
×