Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
Ewelina1989

Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.

Recommended Posts

Czemu się tego nie robi? A bo jest nas dużo, grupy dziekańskie są duże, bo oszczędności, zajęć klinicznych jest relatywnie mało w porównaniu z tym, co się robi chociażby na Zachodzie w ramach studiów (oni rzeczywiście nie potrzebują stażu podyplomowego, bo uczą się tego wszystkiego w trakcie studiów), a i na ludzi się trafia różnych - przykładowo miałam do odrobienia jeden dzień zajęć klinicznych (nie napiszę gdzie, bo to mało istotne...), ucieszyłam się, że przyjdę na dyżur - wiadomo, jeśli jest Was sztuk jeden albo dwie na dyżurze, to się prawdopodobnie nauczycie więcej niż kiedy zbieracie wywiad w sześć osób na zajęciach... Powiedziano mi "dzień dobry" patrząc jak na zgniłe jajko, podpisano karteczkę że byłam, i z ulgą się mnie pozbyto po pięciu minutach.

Tylko nie mówcie, że trzeba było tam zostać na siłę, bo to żadna frajda próbować się czegokolwiek nauczyć na dyżurze u kogoś, komu zwyczajnie zawadzasz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Prawda jest taka, że czas na zajęciach jest rzadko produktywnie wykorzystywany, wielu asystentom nie chce się uczyć i puszczają wcześnie do domu, żeby pozbyć się studentów. A to właśnie zajęcia powinny być po to, żeby się czegoś nauczyć, również praktycznego. No, ale tu można sobie popisać, a to i tak nic nie zmieni, chyba, że jakiś asystent natknie się na posty;).

Albo też wychodzą gdzieś z zajęć, nie zajmując się studentami, skoro są to nauczyciele akademiccy czas zajęć powinni przeznaczyć studentom.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja dodam że konstrukcja zajęć(proporcja seminarium: zajęć praktycznych) np na propedeutyce chorób wewnętrznych (150 minut) dzieli się tak że albo całość to seminarium albo seminarium to jakieś 100 min cześć praktyczna to 50 (gdzie tak naprawdę przy pacjencie spędza się 20-30 min a reszta to czekanie na asystenta bądź słuchanie jego anegdot )

Gdzie często seminarium nie wnosi nic ponad podręcznik a nawet go nie wyczerpuje

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Prawda jest taka, że czas na zajęciach jest rzadko produktywnie wykorzystywany, wielu asystentom nie chce się uczyć i puszczają wcześnie do domu, żeby pozbyć się studentów. A to właśnie zajęcia powinny być po to, żeby się czegoś nauczyć, również praktycznego. No, ale tu można sobie popisać, a to i tak nic nie zmieni, chyba, że jakiś asystent natknie się na posty;).

Albo też wychodzą gdzieś z zajęć, nie zajmując się studentami, skoro są to nauczyciele akademiccy czas zajęć powinni przeznaczyć studentom.

Nie twierdzę, że prowadzący zajęcia są super, bo sam miałem takich co olewali nas totalnie. Prowadzący z chirurgii nie przychodził W OGÓLE przez cały semestr. W zasadzi powinniem mu wysłać laurkę, bo jak zobaczyłem, ze nikogo nie interesuje nawet czy jestesmy czy nas nie ma, to olałem sprawę i w tym czasie jeździłem na wolontariat i naprawdę czegoś się w chirurgii nauczyłem...

Ale problemem jest też to, że studentom się też nie chce. Jakoś nigdy nie słyszałem protestów jak odowlano zajęcia, skrocono je.

Nawet nie chodzi o robienie z tego awantury, ale w rozmowach miedzy sobą w grupie- nikomu to nie przeszkadza.

Nawet jak sa asystenci którzy maja coś sensownego do przekazania to czesto trafiaja na przeszkodę nie do pokonania: totalny brak zainteresowania.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

------> Zastanawiam się Messer kiedy i gdzie Ty to wszystko robiłeś skoro mówisz, że najlepsze są szpitale na prowincji, a 10 msc w roku spędza się we wrocławiu? ;) Chyba nie powiesz, że całe wakacje spędzałeś w szpitalu na wolontariacie? :>

Śmiejesz się, ale to nie moje zmartwienie.
Nawet jak jesteś we Wrocławiu przez 10 miesięcy, to są jeszcze soboty, a w tygodniu popołudnia i wieczory. Ferie i wakacje- owszem- jasne, że nie całe, ale jak dziewczyna miała jakiś wakacyjny wyjazd z rodziną, a ja zostawałem w mieście: motocyklem rano do szpitala, 1-2 czasem 3 operacje, a późnym popołudniem/wieczorem jakaś fajna trasa. samemu albo ze znajomymi jednośladami. Żyć nie umierać.
Chcesz się czegoś nauczyć konkretnego- musisz poświęcić wolny czas.


--->A jeśli we wrocławiu to który szpital mógłbyś "polecić" na taki wolontariat? gdzie nie ma chmary studentów, stażystów i rezydentów przez których do niczego prawie się nie da dopchać :P

Nie ma sensu, żebym podawał konkretne namiary. Ja trafiłem w bardzo dobry moment, bo jak zaczynałem, prawie nikt się tym nie interesował. Jeździłem tam kilka razy w tygodniu i zawsze miałem coś ciekawego do roboty.
Teraz jest to bardzo prężne i liczne kolo naukowe, a lista członków jest ograniczona i zamknięta. Przynajmniej na ten rok.

---->Bo nie powiem, lista całkiem całkiem. Ja chodzę od roku na koło chirurgiczne, nauczyłem się już trochę, to fakt, ale ze względu na dużą liczbę członków nie mogę tam chodzić "kiedy chcę" tylko powiedzmy raz czy 2 miesiącu a to trochę mało. Poza tym wielu stażystów i rezydentów też robi swoje. Stąd jestem ciekaw do których szpitali we wrocławiu warto się udać ;)

Zanim znalazłem swoje miejsce (1 a później jeszcze dwa), przeczołgałem się przez kilka różnych kół.
Jeśli w kole jest tłum i można max 1 na miesiąc podziałać- szkoda czasu. Jeśli kołem trzęsą 2-3 osoby, ktore niekoniecznie dzielą się dyżurami- nie ma sensu. Jeśli idziesz do koła z myślą, że będziesz pracować i wydeptasz sobie miejsce na specjalizację- dobrze sie przyjżyj: jeśli rezydenci noszą takie same nazwiska jak szefowie, a na roku masz syna pana profesora- szkoda nerwów.
Kombinuj- znajdziesz jak sie postarasz.
Tylko trzeba cierpliwości i samozaparcia. Nikt nie zaprosi cie od razu do asysty. Trzeba załodze dać czas, żeby zaczeli kojarzyć twarz i nazwisko, a później pokazać, że nie jest się oszołomem, że można powierzyć najpierw lekkie zadania a później coraz bardiej odpowiedzialne.... I tak to się toczy


--->BTW Najśmieszniejsze (a raczej najsmutniejsze) w tym wszystkim jest to że jakieś 80-90% studentów chce się uczyć tego wszystkiego o czym mówiliście w praktyce i liczy na to że studia im to zagwarantują (bo tak powinno być). A niestety nie wiem dlaczego się tego nie robi. Potem się wszyscy dziwią, że stażysta czy już młody lekarz nie potrafi zacewnikować czy intubować -.-


Nikt nie wymaga od świerzaka intubacji. Nawet wytyczne aktualne mówia, że za to powinna się brać tylko osoba, ktora ma w tym doświadczenie i robi to regularnie. Ja wykonałem kilkanaście intubacji, ale jestem daleeeeki od tego zeby powiedzieć ze to umiem.
Cewnikowanie pęcherza jednak jak najbardziej- warto  umieć, I nie ma problemu z tym, żeby się nauczyć w ramach wolontariatu czy kola. Nikt sie do tego nie pcha.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czemu się tego nie robi? A bo jest nas dużo, grupy dziekańskie są duże, bo oszczędności, zajęć klinicznych jest relatywnie mało w porównaniu z tym, co się robi chociażby na Zachodzie w ramach studiów (oni rzeczywiście nie potrzebują stażu podyplomowego, bo uczą się tego wszystkiego w trakcie studiów), a i na ludzi się trafia różnych - przykładowo miałam do odrobienia jeden dzień zajęć klinicznych (nie napiszę gdzie, bo to mało istotne...), ucieszyłam się, że przyjdę na dyżur - wiadomo, jeśli jest Was sztuk jeden albo dwie na dyżurze, to się prawdopodobnie nauczycie więcej niż kiedy zbieracie wywiad w sześć osób na zajęciach... Powiedziano mi "dzień dobry" patrząc jak na zgniłe jajko, podpisano karteczkę że byłam, i z ulgą się mnie pozbyto po pięciu minutach.

Tylko nie mówcie, że trzeba było tam zostać na siłę, bo to żadna frajda próbować się czegokolwiek nauczyć na dyżurze u kogoś, komu zwyczajnie zawadzasz.

 

Ja bym tego zachodu tak nie przeceniał. Sam na zachód wyjechałem (niedaleko, ale jednak) i widzę jak to wygląda.

Nawet najlepszy system nie zagwarantuje tego, żeby w ramach studiów nauczyć takich rzeczy praktycznych jak chocby cewnikowanie czy szycie skory.. Jak to sobie wyobrazasz?

Panie Kowalski- podpisał pan, że zgadza się na udział studentów w prosesie leczenia? Podpisał pan,

No to teraz gacie w doł i 15 osób zacewnikuje panu pęcherz. Po kolei.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Messer źle odebrałeś te emotki, w żadnym wypadku nie śmiałem się z tego co napisałeś. Sorry, że tak to wyglądało. Byłem po prostu ciekaw jak, gdzie i kiedy ;) niestety język pisany nie jest w stanie oddać w pełni intencji i intonacji w wypowiedzi stąd mogą wyniknąć takie nieporozumienia. BTW dzięki za odpowiedź :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja zaryzykuję stwierdzenie, że studia medyczne nie sprzyjają zdobywaniu praktycznych umiejętności ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Albo też wychodzą gdzieś z zajęć, nie zajmując się studentami, skoro są to nauczyciele akademiccy czas zajęć powinni przeznaczyć studentom.

 

Niestety nauczyciel akademicki oprócz tego,że uczy studentów musi jeszcze leczyć pacjentów (czyli wypełniać cała masę papierów bardziej lub mniej pierdołowatych), a jeśli jest nieco wyżej w hierarchii musi tez często pilnować rezydentów (przeglądać i podpisywać papiery przez nich napisane). Są tez tacy, którzy się po prostu opierdalają, bo nikt ich nie pytał czy chcą uczyć studentów czy nie. Po prostu zostali nimi obdarowani bez możliwości oddania prezentu ;]

 

Nikt nie wymaga od świerzaka intubacji. Nawet wytyczne aktualne mówia, że za to powinna się brać tylko osoba, ktora ma w tym doświadczenie i robi to regularnie. Ja wykonałem kilkanaście intubacji, ale jestem daleeeeki od tego zeby powiedzieć ze to umiem.

 

Intubacje w NZK sa zazwyczaj dość trudne więc lepiej wsadzić LMA albo wentylować na maskę, jeśli ktos wie, że nie uda mu się wsadzić rury zgodnie z wytycznymi.

To, że spora część studentów nie umie odpowiednio przyłożyć maski twarzowej to inna para kaloszy ;]

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Messer,

co do tego, że studentom się nie chce, to jest w tym trochę prawdy, a nawet całkiem sporo (jak umierasz po tygodniu spania po 2h, bo koło z farmy na głowie to wiadomość o odwołanych zajęciach przyjmujesz jako dar niebios), ale moja grupa np często jest wkurzona, że przychodzimy, a zajęć nie ma - skoro już się poświęciliśmy i wstaliśmy na tą 8.15 to chętnie byśmy się czegoś jednak nauczyli, a przynajmniej podjęli taką próbę. Podobnie z długością zajęć - są takie, że entuzjastycznie wylatujemy z sali godzinę wcześniej, i takie, że wręcz się z nich wychodzić nie chce, nawet o godzinie terminowej. Więc nie jest tak czarnobiało :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×