Skocz do zawartości

Recommended Posts

Jako że są wakacje to i nudno trochę, więc chciałem sobie poczytać, co ludzie piszą o speckach... i odkopałem ten temat. Tyle się tutaj hipokryzji wylało, że początkowo to się nadąłem, a teraz to mnie tylko złośliwy śmiech ogarnia. Same dobre rady, żeby robić coś, co nas interesuje haha, że "pieniądze to nie wszystko". P.T. koleżanki i koledzy to chyba studiują jakiś inny kierunek, niż ja, bo ja wokół siebie to mało widzę ludzi medycyną w ogóle zainteresowanych. Motywacje o aplikacji na medycynę w większości są czysto pragmatyczne - pewność zatrudnienia, ponadprzeciętny (statystycznie w społeczeństwie) poziom życia, dziedziczenie po rodzicach firm, nazwisk, stanowisk itd. 

 

A może ja się mylę i najbardziej interesujące i satysfakcjonujące jest to, co przynosi największy dochód?

 

I nagle się okazuje, że najbardziej interesująca i niesamowitą rzeczą pod słońcem jest tłuczenie dzień w dzień jednego zabiegu typu usunięcie zaćmy albo plastyka przegrody nosowej. A najbardziej satysfakcjonujące w medycynie jest powiększanie piersi czy wstrzykiwanie botoksu znudzonym żonom/kochankom bogatych mężów albo przypisywanie kremów, szamponów i innych kosmetyków, które można kupić w zaprzyjaźnionej aptece po najniższej cenie? Może nawet zainteresowania w genach się dziedziczy...

 

A jak można się przekonać po obserwacji list zakwalifikowanych na specjalizacje zainteresowania i czerpanie satysfakcji z pracy jest bardziej kwestią społeczną, niż indywidualną. Szczególnie widać to po tzw. nowych trendach, obecnie "trynd" jest na radiologię - widać obrodziło w pokolenie zainteresowanych metodami obrazowania i czerpiących satysfakcję z interpretacji obrazów i wkładania rurek w naczynia.

 

Za kilka lat, załóżmy, dochodowa zrobi się patomorfologia, to nagle się okaże, że siedzenie nad preparatami jest najpiękniejszą i najbardziej zajebistą rzeczą w medycynie.

 

Naprawdę, nie wiem, czy moi przedmówcy, to sami wierzą w to, co piszą, czy piszą, tak jak piszą, bo tak to ładnie wygląda?

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

trudno się z Tobą nie zgodzi;,leczenie trądziku też jest marzeniem wielu

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

nie wiem, może ja jestem z jakiejś innej epoki czy wszechświata, ale jak mam zarabiać superpiniążki za bycie dermatologiem i babranie się w skórnych problemach (nie chcę tu obrazić pasjonatów tej działki, mnie ona zwyczajnie obrzydza) przez całe życie to już wolę ten mniejszy zarobek za ciężką harówkę, ale przynajmniej będzie mnie to (chociaż na początku) kręcić.

 

serio wyobrażacie sobie siebie pracujących 40 lat w danym zawodzie, który Was wręcz odrzuca tylko dlatego, że można za to mieć multum kasy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cześć!

Mam pytanie do starszych czy bardziej rozeznanych koleżanek i kolegów, w jaką specjalizacje celować, żeby tak za 10 lat (jak skończę studia i specke) będzie można dobrze zarobić, a się zbytnio nie narobić? Innymi słowy, co jest dochodowe w przyszłości, ale nie jest to ciężka robota.

 

Proponuje iść do rządu i zostać posłem, a nie zajmować miejsce ludziom dla których medycyna to pasja a nie tylko kasa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No tak, nie zajmujmy miejsca tym z powołaniem xDxDxD

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

Cześć!

Mam pytanie do starszych czy bardziej rozeznanych koleżanek i kolegów, w jaką specjalizacje celować, żeby tak za 10 lat (jak skończę studia i specke) będzie można dobrze zarobić, a się zbytnio nie narobić? Innymi słowy, co jest dochodowe w przyszłości, ale nie jest to ciężka robota.

 

Proponuje iść do rządu i zostać posłem, a nie zajmować miejsce ludziom dla których medycyna to pasja a nie tylko kasa.

 

 

Poseł to ma tam pensji i diety z 12 tys. zł. No chyba, że coś ukradnie. W sumie, w medycynie też największa kasa na przewałach albo leceniu sobie w kulki. ( W PL oczywiście)

 

A co do zajmowania miejsc - kryteria były jasne i obiektywne, jeśli pasjonaci się nie dostali to znaczy, że są za mało zdolni albo mniej zdeterminowani, niż kandydaci ogarnięci żądzą pieniędzy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 1/6/2013 at 00:19, Messer napisał:

 

Ja bym tak nie liczył na "mądrość" miłościwie nam panujących. A jeśli już przyjmiemy, że należą jednak do gatunku Homo sapiens i czasami używają mózgu, to w żadnym razie nie możemy liczyć na to, że będą się przejmować losem chorych i służby zdrowia na tyle  żeby wprowadzić jakieś sensowne zmiany.

Odświeżam temat. Czy nie uważacie, że na to, jakie specjalizacje są >trendy< mają wpływ niekoniecznie prawa popytu/podaży, tylko działania polityczne, sterowane przez odpowiednie grupy nacisku?

Przykład? Kardiologia. Przed 2000 rokiem nie było różowo, ale tego chyba nie pamiętamy. OK, było dużo zawałów, ale umieralność i możliwości leczenia były straszne. Natomiast dzięki postępowi techniki i (za)wysokiej wycenie pewnych świadczeń, szczególnie w inwazyjnej, bardzo ładnie rozwinęły się sieci klinik i skróciły czasu dojazdu do stołu na PCI (podobno lepsze niż za wielką wodą). Teraz z kolei ma się dokonać rewizja punktacji wielu przeszacowanych procedur. Rewolucji pewnie nie będzie i trudno będzie odwrócić pewne trendy, ale być może w 2022 ortopedia i okulistyka nie będą tak popularne jak teraz. Duży wpływ na wycenę ma koszt sprzętu.

Dodatkowo, warto zwrócić uwagę na to, że właściwie wszystkie dziedziny medycyny nie są jednolite (i dzielone na jeszcze węższe, wysokospecjalistyczne, np. neuroortopedia, operacje sportowców, zaćmy) oraz na to, że sektor prywatny coraz bardziej oddziela się od publicznego - istnieje rosnąca grupa ludzi, którzy są gotowi zapłacić za pewne procedury z własnej kieszeni, bez czekania w kolejce.

Na koniec ciekawe zestawienie zarobków w USA. To oni kreują trendy, którymi będziemy podążać. 

004.png

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja uważam tak: jest ogromna ilość lekarzy spragnionych zarobku. Rząd rzucił trochę pieniędzy w kardiologie to lekarze spragnienie zarobku (jakaś ich część) się na ten zarobek rzuciła. Czy to prawo podaży i popytu czy  działania polityczne, sterowane przez odpowiednie grupy nacisku? Myślę, że trochę tego, trochę tego. Zawsze będzie grupa ludzi która pójdzie za pieniądzem, zawsze pewna część pójdzie za marzeniami, pewna część pójdzie gdzie ich wpuszczą, a reszta pożyje w spokoju;) 

Żal patrzeć na diagram z którego wynika, że lekarz w Polsce nie zarabia w zlotówkach połowy tego co lekarza w USA w dolarach.

Ps. Trudno nie przytaknąć:

17 godzin temu, amf napisał:
  Dnia 6.01.2013 at 00:19, Messer napisał:

 

Ja bym tak nie liczył na "mądrość" miłościwie nam panujących. A jeśli już przyjmiemy, że należą jednak do gatunku Homo sapiens i czasami używają mózgu, to w żadnym razie nie możemy liczyć na to, że będą się przejmować losem chorych i służby zdrowia na tyle  żeby wprowadzić jakieś sensowne zmiany.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Odświeżam! :)

Ostatnio mam podobne myśli jak założyciel tematu. Idę zaraz na staż i kompletnie nie wiem w jaką speckę później uderzyć, raczej wiem czego na pewno nie chcę robić (pediatria, reumaty, giny, laryngi np), więc może pójść po prostu w speckę z dobrymi perspektywami finasowymi? Jestem z dość ubogiej familii, w której nie ma lekarza w promieniu 5 pokoleń więc nikt mi nie pomoże ani nie podpowie 😕 Jak myślicie co będzie dochodowe za 5-10lat? Chirurgia naczyniowa? Okulistyka? Kardiologia/diabetologia? Radio? A może jakaś na tę chwilę deficytowa jak chirurgia onkologiczna albo onkologia kliniczna ?

Pozdro 🙂

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio w pracy rozmawiałem z lekarzem, któremu brakuje do emerytury całe dwa lata i powiedział mi, że jednym z najlepszych biznesów medycznych w Polsce jest praca na prowincji. Sam jest co prawda pulmonologiem, pracuje w dużym wojewódzkim szpitalu, ale od zawsze jego marzeniem było się wyspecjalizować z rodzinnej i wyjazd w Karkonosze, albo jakiś inny Beskid do dużej wsi i jedynie żona, która zaparła się i zakazała mu wyjazdu z wielkiego miasta go od tego odwiodła. Ludzie są leniwi i gotowi zapłacić lekarzowi za wizytę w domu, jeśli tylko będzie mu się chciało dojechać i leczyć dobrze rodzinę. Często jednak młodzi lekarze nie chcą wyjeżdżać na prowincję, bo się boją, że stracą kontakt z nowoczesnymi metodami leczenia. A kto wie, jak to robić, wie też, że nie ma się czego bać w tym temacie.

Chirurgia onkologiczna jest ryzykowna. Trwają bowiem rozmowy na różnych sympozjach, czy w ogóle jest potrzebna, w końcu ogólni robią to równie dobrze. Nowotwory OUN usuwają neurochirurdzy, a w obrębie narządów rodnych ginekolodzy (albo ogólni w dużych klinikach, bądź co bądź dobry chirurg ogólny poradzi sobie w każdych warunkach i pracując na praktycznie każdym narządzie). Chirurdzy onkologiczni zajmują się z resztą w 90% leczeniem raka piersi i ich rekonstrukcjami po zabiegach. Czy to zatem jest na pewno takie perspektywiczne? A może będzie perspektywiczne za 10 lat, kiedy powstaną kolejne techniki? Wróżenie z fusów trochę w przypadku, kiedy nie mamy dokładnych, szerokich danych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się

×