Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
Karol Aleksander Filich

Humanista który zmienił zdanie :D

Recommended Posts

Zostać w domu i zakuwać, ewentualnie gdzieś dorabiać w międzyczasie, coby nie zwariować :) Żadne tam studia zastępcze :P

Szczególnie dlatego, że w takiej sytuacji, kiedy już rozpoczniesz medycynę, będziesz obciążony kosztami studiowania za ostatni rok, czy tam semestr (w zależności, ile swoich ECTSów zużyjesz na pielęgniarstwo/położnictwo/biologię). 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie mam co prawda doświadczeń z "zastępczym" kierunkiem, ale też uważam to za zły pomysł. Bo po co? Już pomijając to obciążenie kosztami na ostatnim roku, o którym wspomina Mikser, to jest dodatkowe utrudnienie w nauce do matury i rozdrabnianie się. Lepiej pójść do pracy i trochę dorobić, zamiast zmuszać głowę do ogarniania materiału ze studiów + maturalnego. Chyba, że uważasz, że Twoje szanse na dostanie się w następnym roku są nikłe i rozważasz podjęcie pracy po takim "kierunku zastępczym". Bo jeśli chodzi np. o przygotowanie się do studiów medycznych, to moim niewiele to da (dużo przedmiotów zawodowych, które nie pojawią się na medycynie, a o studiach biologicznych/ chemicznych to już nie wspomnę, bo mają niewiele wspólnego i z maturą i z medycyną).

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

też tak uważam, że lepiej zostać w domu i się lepiej przygotować, a jak już coś ma Cię rozpraszać, to praca, a nie inne studia, bo i tak Ci nic nie przepiszą, nie wspominając o kosztach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Miałem podobną historię rok temu, co opisana tutaj wcześniej, z tym, że "już po ptokach", czyli po skończeniu studiów. Przez 5 lat studiowałem archeologię, idąc za głosem serca. O ile przez 3 lata licencjatu byłem bardzo zadowolony z kierunku, który obrałem, to na 4 przyszło pewne zwątpienie. Nie chodzi o zatracenie pasji, co bardziej o bardzo mglistą przyszłość względem zawodu, który bym wykonywał. Aby móc wykonywać mój dawny zawód w taki sposób, by móc się ustatkować musiałbym zostać albo pracownikiem uczelnianym, pracownikiem muzeum lub też założyć własną firmę. Idąc po kolei, aby zostać na uczelni musiałbym być co najmniej doktorem, a to się równa co najmniej 3 lata robienia doktoratu, znalezienie pracy w muzeum to w większości loteria: trzeba mieć dobre układy z miejscowym ośrodkiem, aby czekać, aż "beton" pójdzie na emeryturę. Lub też pracować gdzieś w jakimś zapomnianym przez świat miejscu. Własna firma: jej założenie to nie jest wysoki koszt, ale już utrzymanie się na rynku nie jest proste. Tam nie da się robić reklamy, jak w innych działalnościach gospodarczych, a przetargi, jak to zwykle bywa, wygrywają ci, co chcą najmniej, a nie, ci co najlepsi. Zdecydowałem się coś z tym zrobić.
Pomyślałem, zupełnie ad hoc, o jakimś kierunku ścisłym dla odmiany, najlepiej lekarskim. Medycyna odpadła w przedbiegach, nie mam powołania. Po dłużej chwili zastanawiania się,  postanowiłem pójść na dietetykę, czyli obrócić kota ogonem. Wiedziałem też, że to się równa ze zdaniem matury z chemii albo biologii. Ale, co mi szkodziło, w końcu to tylko matura. Trochę się pomyliłem, jak usiadłem do nauki. Lata studiów nauczyły mnie, że nie ma co "kuć na blachę", tylko podejść do tematu poprzez zrozumienie. Wyciągać wnioski. Ale ilość materiału była przerażająca, że w rok trudno będzie to ogarnąć, zwłaszcza samemu. I zdecydowałem: pójdę na kurs maturalny. Najpierw były korepetycje, rzecz jasna, ale szybko okazało się, że to pomysł niezbyt trafny. Stąd, wniosek, bym zufał firmie. Jako, że studiowałem w Poznaniu, najpierw szukałem tam. Ale okazały się być za drogie. Stąd, spróbowałem w mieście rodzimym, czyli Zielona Góra. Wyłapałem dwa: Eureka-Centrum Edukacji i Ratajczuk-Edukacja (strasznie podobne są te nazwy tych "prep-szkół", ale nie dziwota). Chwilę się wahałem, ale wybrałem Ratajczuka, ponieważ, wedle opisu, przygotowywał stricte na kierunki lekarskie, czyli w to wchodziła dietetyka. Eureka miała kilka przedmiotów i też jest o fajne, ale nie daje konkretnego ukierunkowania. Ale, jako, by nie być do końca pewny, że Ratajczuk to jest to, byłem sceptyczny. Na szczęście pomyliłem się. Zajęcia prowadzone świetnie, miałem łatwość z przyswajaniem materiałów, a na dodatek każda wątpliwość była rozwiązywana wewnątrz grupy. A co jest w tym najśmieszniejsze? W międzyczasie robiłem magistra z archeologii. Połączyłem dwie duże odpowiedzialności: naukę na maturę i pracę badawczą. I osiągnąłem to, co zamierzałem. Właśnie skończyłem 2 rok dietetyki. Nikt mi nie wmówi, że nie można zmienić swojej specjalizacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się
Zaloguj się, aby obserwować  

×