Skocz do zawartości
hypersonic

Czy studia medyczne są piekłem ?

Recommended Posts

Może gdybym tak miała, to bym uważała to za piekło. Ale miałam na szczęście dużo lepiej :D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wykłady na 6. roku?! o.O Współczuję.

Co do tematu: czy studia są piekłem? Nie wiem. Czasami tak. Pierwszy i drugi rok zdecydowanie były najbardziej piekielne. Nauki jest dużo(tak, zdaję sobie sprawę, ile jest do nauki na późniejszych latach - ale przeprawa przez nauki przedkliniczne jednak "uczy się uczyć"), na dokładkę jeszcze taka trochę atmosfera grozy w stylu "uczcie się, albo wylecicie(chyba, że macie wolne kilka tysięcy na repety)" i "na szacunek musicie sobie jeszcze zapracować". Na szczęście wystarczyło tylko dobić do 3 roku, żeby prowadzący na internie mówili do nas per "koledzy" ;)
Jakkolwiek im dalej w kliniki, tym bardziej doskwiera minimalne praktyczne podejście do zawodu, gdzie w każdym sylabusie stoi, że "studenci biorą czynny udział w pracy oddziału" ;P Akurat się to udaje w ramach 3h ćwiczeń(a nieraz mniej) przy 4 osobach w grupie(a czasem więcej). A potem się okazuje, że znamy na wyrywki szczegóły ze Szczeklika, a nie umiemy wypisać karty zleceń albo recepty. Tak, wiem, że od nauki doktorskiego obycia jest staż, jednak z czasem spoglądanie zza pleców prowadzącym zajęcia coraz bardziej nudzi. Ale największym piekłem aktualnie stały się te nieszczęsne seminarki, z których nie zwalnia nawet akt zgonu. Rozumiem, że nasze studia są specyficzne w swym braku pracy magisterskiej i oparciu na obecności, ale czasem mam poczucie, jakbym cofnęła się do podstawówki. Albo i gorzej, bo w szkole nie kazano by nam odrabiać nieobecności na lekcjach kosztem innych zajęć... W każdym razie, to jest do zmiany, natychmiast. Żądam traktowania nas jak poważnych, odpowiedzialnych ludzi.

Co do imprez i picia - dla chcącego nic trudnego, najwyżej przyjdzie skacowany na seminarkę :D Ja za tymi dwiema rzeczami nigdy nie przepadałam, więc mi ich nigdy nie brakowało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witam,

 

w tym roku rozpoczynam studia i po przeczytaniu rozmaitych postów na forum mam pewne obawy, czy sobie poradzę. Chociaż wiem, że inne studia bywają o wiele gorsze niż medycyna. Ale nie ma co płakać!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No cóż, dla mnie np. polonistyka czy mechatronika byłyby wyzwaniem :)

Witaj, Malineko! Skoro chcesz zacząć swoją przygodę z medycyną, to na pewno wiesz, ile godzin ciężkiej pracy trzeba poświęcić, aby się tu dostać - a bycie pracowitym i systematycznym to pierwszy warunek sukcesu. A strach przed nieznanym jest czymś zupełnie normalnym. Kłamałabym, mówiąc, że ze szczegółami wiedziałam, na co się piszę, idąc na studia. Być może nasze opinie wydają się przytłaczające - ale doświadczenie każdej osoby jest inne. Jednak nie ma też co ukrywać, że bywa ciężko i mało wdzięcznie. Przeżyłam kilka momentów, gdy zastanawiałam się nad "sensem tego wszystkiego", odczuwając zniechęcenie i zmęczenie. Ostatecznie udawało mi się znaleźć pocieszenie w chwilach małych triumfów nad swymi słabościami i radości z nowych, unikalnych tylko dla kierunku lekarskiego doświadczeń. I już od dawna nie wyobrażam sobie siebie, studiującą cokolwiek innego.

My jako zaprawieni weterani mamy swoje pomysły na to, jak ulepszyć nasze studia, ale ponieważ w oczach decydentów  jesteśmy tylko smarkatymi studentami, to nikt nas nie chce słuchać :roll:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

berbelek, rozumiem, że do mnie pijesz? No więc ok, 6 rok mogę określić "piekłem", ale poprzednie 5 w porównaniu z tym było minimum czyśćcem, a 3ci to już chyba w ogóle niebo :) pytanie było "czy medycyna jest piekłem" - więc w całości zdecydowanie nie da się jej tak określić :P takie przynajmniej moje zdanie. Może nam tak dowalili na 6 roku, bo już szkoda rzucić i wszyscy chcą dociągnąć do końca :D

dla mnie piekłem byłaby informatyka czy inny tego pokroju kierunek. Ciężko robić coś, czego się kompletnie nie rozumie ;)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

U nas piekłem mogły być dla kogoś pierwsze dwa lata. Duzo mega pierdół do wkucia, nie wiadomo po co, głupie przedmioty, czasem późne godziny zajęć. No i człowiek jeszcze nie umie się uczyć. Trzeci i czwarty rok były lepsze, przedmioty ciekawsze nieco, bardziej przydatne, tylko były wykłady (za moich czasów zresztą nieobowiązkowe :D), przez które czasem trzeba było siedzieć aż do 16.

 

Piąty i szósty rok to siedzenie do południa, czasem jedenasta - czas do miasta, a czasem niestety np. do czternastej, co ciężko było wytrzymać xD

 

Koszmarem było czasem siedzenie cztery bite godziny na seminarce, ale niektórzy sobie spali i nic im nie było. Za to na ćwiczeniach z reguły traktowano nas już jak ludzi.

 

Dla mnie piekłem byłaby jakaś socjologia czy psychologia, gdzie z relacji znajomych uczysz się totalnych pierdół i musisz czytać jakieś tomiszcza filozofii zycia. Albo kierunki na polibudzie, gdzie dostać się to pyszcz, ale kończy to niewielki procent zaczynających.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Codziennie na rano do samego wieczora siedzieć na seminariach i wykładach (obowiązkowo, bo się świat zawali, akt zgonu nie zwalnia z zajęć), 23 duże kolokwia i egzaminy w roku, ALE PIEKŁO NIE JEST.

JEST CZAS POIMPREZOWAĆ (raz w tygodniu w piątek albo sobotę).

 

Każdy normalny student to by po takim opisie uklęknął i się popłakał, ale student medycyny uuu, nie było tak źle

to jest właśnie medycyna XD

 

E no, nie marudź ; )

 

Taka specyfika studiowania, że nauki jest więcej i mnóstwo czasu trzeba jej poświęcić kosztem czasu wolnego, ale tak po prostu jest i trzeba się przyzwyczaić ; )

 

Nie bądź, cytując krula, "rurkowcem, co by tylko żył i żarł" ; )

 

Taki co nie pracuje i nie studiuje - popatrz, ten ma dopiero od groma czasu dla siebie q :

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja też nie za bardzo rozumiem, dlaczego tak bardzo za wszelką cenę chcecie przedstawić te studia w dobrym świetle. Jest wiele ciemnych i beznadziejnych stron medycyny, i już nawet nie chodzi tutaj o to, czy macie zajęcia do 20:00 czy 10 egzaminów w semestrze, ale nawet o to, z jakimi ludźmi przychodzi obcować na tym jakże ELITARNYM kierunku. Od braci studenckiej po prowadzących różnego typu.

 

A moje pytanie o te "gorsze" kierunki było skierowane do osoby, która to napisała, a nie do każdego z was, co byście mogli, a czego nie mogli studiować :D Bo to jakiś absurd w ogóle. Nie chodzi o indywidualne preferencje, tylko obiektywne stwierdzenie, gdzie jest bardziej przesrane z nauką, ilością materiału, sesją itp. I NIKT mi nie wmówi, że lepiej jest na medycynie, gdzie do jednego egzaminu uczysz się 2 tygodnie, niż na socjologii, gdzie znajomi uczą się dzień-dwa.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bo ludzie to by tylko narzekali: "Jest źle", "Inni mają lepiej/łatwiej", "Koledzy,  nie idźcie tą drogą".

Sanatana, i co to w ogóle znaczy - "bardziej przesrane"? Czy student medycyny lubiący swoje studia ma ciężej niż student elektroniki, który swoich studiów nienawidzi i w dodatku musi dorabiaćna swoje utrzymanie? Każdy ma swoje problemy, których ważenie międzyosobnicze, jest absolutnie pozbawione sensu.

Na medycynie wiedzy do opanowania jest więcej, zajęć jest więcej, czasu wolnego jest mniej, pensja po studiach mniejsza niż np. na informatyce. Ale to był wybór każdego z nas i teraz trzeba się do tego przystować a nie narzekać.

A gdy coś się komuś nie podoba to niech próbuje zmienić swoją sytuację. A nie, jak typowy polaczek - posiedzi w dresie, zebździ się, wypije piwo i ponarzeka jak to beznadziejnie w tym kraju bo ten nie potrafi go utrzymać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się

×