Skocz do zawartości
maciekk21

Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?

Recommended Posts

No właśnie - jak to jest w praktyce.

Prawo czy medycyna? Sam zadaje sobie to pytanie, ze względu na to, że stoję przed wyborem profilu w liceum.

 

Dziś prokurator, sędzia czy adwokat może liczyć spokojnie na zarobki w granicach 10-15 tysięcy złotych do ręki, a w przypadku samych adwokatów nie ma jako takiej górnej granicy. O ile w przypadku adwokatów trzeba mieć sporo pieniędzy na otwarcie samej kancelarii, aby dobrze prosperować już na start, to młody prokurator - tj. 30 latek zarabia już 7000zł. Przyjęło się, że zawód prawnika to zawód mega prestiżowy, dochodowy, ale obkupiony wieloma latami wyrzeczeń, nauki. Mają oni wiele profitów, można się piąć zawodowo w górę - od prokuratury rejonowej, aż po krajową, wszystko zależy od nas samych, oraz w jakimś tam stopniu szczęścia, ale rozmawiając z 32 letnim prokuratorem, bardzo zachwala swoja pracę, ma do czynienia ze sprawami które uwielbia - kryminalistyka, praca z policją, a w dodatku niezłe pieniądze, gdzie inni w wieku 30 lat mogliby pomarzyć o takich zarobkach, do tego dochodzą różnego rodzaju dodatki, immunitet. W przypadku sędziów czy adwokatów droga jest podobna, lub nieco inna, ale można rzecz, że zawody te są nadal bardzo dobrą propozycją, mimo ogólnego hejtu, że dzisiaj studentów prawa są tysiące - może i są, ale furtka jest cały czas otwarta.

 

Natomiast chciałbym spytać jak to wygląda z perspektywy młodych lekarzy, może źle to nazywam, ale chodzi mi o ludzi w wieku 30-35 lat. W trakcie studiów nie dostajemy ani grosza, w trakcie rezydentury te stawki są śmieszne, oraz w trakcie samej specjalizacji nie mamy co liczyć na grubą kasiorę, bo jednak o niej setki młodych osób marzy. Tak jak wspominałem, młody prawnik ma bardzo realne szanse na zarobki w granicach 6-8 tysięcy właśnie po trzydziestce. Natomiast z moich wyliczeń droga lekarza do tych pieniędzy jest znacznie dłuższa. Dlaczego cały czas o pieniądzach? A no właśnie dlatego, że przyjęło się, że te zawody to pewny, stabilny, bardzo dochodowy zawód. Niestety jaka jest rzeczywistość wszyscy wiemy. Zaczynamy w wieku 19 lat jeśli dobrze pójdzie, studia kończymy w wieku 25 lat. Dochodzi nam rok stażu + czas na LEK. Więc powiedzmy, że mając 27 lat możemy rozpocząć interesującą nas specjalizację, o ile w ogóle się na nią dostaniemy oraz o ile będzie na nią miejsce. Niestety w obecnej chwili wszystko zmierza do tego, że nie. W przypadku kiedy wybierzemy drogę chirurga plastyka, dermatologa, ortopedy czy innych w miarę "wolnych" specjalizacji mamy szansę na pracę prywatnie, jako wolnych mam na myśli niezwiązanych ŚCIŚLE ze szpitalami państwowymi oraz paskudnym NFZ. Jak każdy wie chirurgia plastyczna czy dermatologia to specjalizacje mega oblegane, mało kto się dostaje, natomiast później kasę można trzepać, ale sam czas specjalizacji to już 5-7 lat. A więc tak naprawdę mając 32-35 możemy zacząć o realnym początku kariery w swojej specjalizacji, wyrabiać markę, zaufanie pacjentów, zrobić sobie rozgłos. Pytanie teraz co z prywatną kliniką, gabinetem? Skąd weźmiemy na to pieniądze zarabiając w trakcie specjalizacji marne grosze? Jedynie bogaci rodzice czy ciotka z ameryki mogą nam tutaj pomóc, w innym krzyżyk na drogę i zapindalaj pan kolejne X lat, aby w końcu stać się KIMŚ. 

 

Okej, mamy 32 lata, optymistyczna wersja. Wszystko przed nami.

PLAN A - bogaci rodzice, ciotka z ameryki, cokolwiek, mamy pieniądze  na rozwój, na założenie prywatnej praktyki lekarskiej, więc tak czy siak, prędzej czy później, czegoś się dorobimy, ale powiedzmy sobie szczerze - jakie na to są szanse? 2%? 3%? Ile osób jest w stanie tak działać?

PLAN B - nie wywodzimy się z żadnej bogatej rodziny, cudem znaleźliśmy się na wymarzonej specjalizacji, no i jeśli jesteśmy rzeczywiści w branży estetycznej to problemów jako tako z pracą nie będzie, bo miejsce zawsze się znajdzie, natomiast co mają powiedzieć kardiolodzy, ortopedzi bez pieniędzy na własny gabinet, anestezjolodzy, neurochirurdzy, bla, bla, bla - prawie wszystkie grupy lekarzy? Pracować w szpitalu za marne stawki? Robić w trzech szpitalach, a do domu praktycznie nie wracać, a jeśli wracać to tylko żeby się przespać? I w tym momencie człowiek zadaje sobie pytanie - i po co mi to wszystko było? 3 lata harówy w liceum, aby dostać się na wymarzoną uczelnię, 6 lat mega ciężkich studiów, i teraz po nich w zależności od wybranej specjalizacji 5-6 lat harówy za mniej niż kierownik Biedronki obok Olkusza? A jeśli nawet skończymy wymarzoną specjalizację to przecież też kokosów zarabiać nie będziemy, więc pytam się jaka tutaj jest sprawiedliwość? Czy rzeczywiście zawód lekarza to tak wysokie zarobki?

 

Bo jeśli odnosić się do takich informacji, ze szmatławca:

 

lekarz bez specjalizacji to 2253 PLN (brutto). To daje odpowiednio 13,65 PLN (brutto) za godzinę.

lekarz z I st. specjalizacji to 2553 PLN (brutto) czyli 15,47 PLN (brutto) za godzinę. lekarz z II st. specjalizacji do 40 r.ż. to 2800 PLN (brutto) czyli 16,97 PLN (brutto) za godzinę.

lekarz z I Ist. specjalizacji po 40 r.ż. to 2787 PLN (brutto) czyli 16,89 PLN (brutto) za godzinę.

lekarz na stanowisku kierownika/ordynatora to 3458 PLN (brutto) czyli 20,95 PLN (brutto) za godzinę.



Które są rzeczywiście kwotami gołymi, do tego dochodzą dyżury, praca po godzinach itd. ale biorąc pod uwagę takie kwoty w branży gdzie po prostu nie ma szans robić samodzielnie to jak na to patrzeć?

 

Nawet jeśli 50 letni lekarz, znany ortopeda, kardiolog czy kto tam wie zarobi te 20,000zł miesięcznie to jakim kosztem? Robieniem po 13h dziennie? Pracą w 3 szpitalach i braniem kilku dyżurów w ciągu miesiąca? Gdzie czas na rodzinę, hobby? 

 

Nie wiem jak wy, ale ja mając przed sobą decyzję jestem kompletnie rozbity. Tyle się czyta o młodych lekarzach, którzy pracują w zupełnie niegodziwych warunkach, z drugiej strony jakiegoś specjalnego lamentu prawników nie słyszałem. Branże po politechnice, informatyce czy czymś ścisłym odrzucam - ogólnie nie interesuje mnie to w takim stopniu jak właśnie wyżej wymienione zawody prawnika czy lekarza. Jak na to kochani spojrzeć? Bo jestem nieźle złamany w środku.. Z jednej strony marzy mi się bycie lekarzem tak samo jak prawnikiem, ale z drugiej jak patrzę na zarobki w dzisiejszych czasach, a nikt nie wie jak będzie za X lat to czy rzeczywiście jest sens pakować się w to wszystko dla samego bycia lekarzem? Chęć pomagania ludziom? Jak najbardziej. Chęć niesienia ogólnej pomocy? TAK! Tylko czy rzeczywiście, żeby to robić, przez połowę życia trzeba sobie flaki wypruwać, aby godnie żyć? Takie mnie naszły przemyślenia przed wyborem szkoły średniej, bo oczywiście, są i bogacze w każdej branży, nawet z pozoru najmniej dochodowej, ale to absurdalne, aby po tylu latach ciężkiej pracy w liceum, na studiach, w trakcie specjalizacji potem patrzeć jak zwykły programista który klepie kod 8 godzin dziennie w Polsce czy na zachodzie zarabia 5x-7x więcej od osoby w jego wieku. 

 

Jakie jest wasze zdanie? Pomoże mi chociaż troszkę ktoś? Bo tak jak wspominałem, jestem nieźle w środku złamany.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Prawda jest taka że jeżeli czujesz do czegoś smykałkę i podoba ci się to to prędzej czy później dorobisz się, natomiast najważniejsze jest to żeby ci się to podobało w mojej rodzinie każdy jest lekarzem i to różnych specjalności od Anestezjologów Hematologów, Endokrynologów, Neurochirurgów itp. i mi się medycyna ogromnie podoba miałem już możliwość obserwowania lekarza podczas pracy, ale trzeba pamiętać o najważniejszych sprawach kasy na początku jest tyle ile kot napłakał a może i mniej na specjalizację która cię się podoba może być np zero miejsc albo jedno, więc trzeba się zastanowić czy jesteś gotów się poświęcić i przez okres kilku lat po studiach pracować za małe pieniądze, zawsze można brać dodatkowe dyżury np: SOR, NPL, Pogotowie itp. ale wiąże się to z ogromnymi wyrzeczeniami bo jednak po studiach jesteś osobą która chcę zakładać rodzinę, a tu np masz dyżur 24h :D Odpowiedz sobie na te pytania czy jesteś w stanie wyrzec się paru rzeczy :) Ja chcę zostać lekarzem i to nie dlatego że pochodzę z rodziny lekarskiej tylko dlatego że strasznie mi się to podoba. Nic na siłę :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 18.03.2017 at 18:43, maciekk21 napisał:

w trakcie rezydentury te stawki są śmieszne, oraz w trakcie samej specjalizacji nie mamy co liczyć na grubą kasiorę

Rezydentura to tryb odbywania specjalizacji :)

Stawki ze szmatławców to stawki netto choć bywaja zarówno niższe jak wy wyższe (jeśli chodzi o specjalistów).

 

Prawnicy maja co prawda ciężki start (darmowe staże, aplikacja) ale okres ten jest dość krótki w stosunku do ścieżki medycznej.

 

Ja bym się nie fiksował na aplikacjach prokuratorskich czy sędziowskich a na np. radcowskiej- pracy w korpo dla radców pod dostatkiem a stawki bardzo przyjemne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Najbardziej przerazaja specjalizacje - jest zaledwie kilka które umozliwiaja prace samodzielna, we wlasnej klinice, gabinecie, a jesli takowe sa szansa na miejsce bardzo mala.. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Takie osobiste podsumowanie plusów i minusów, na wesoło. :D

 

Lekarski, plusy i minusy:

  • Na plus:
    • każda babcia chce Cię za zięcia
    • praktycznie nieograniczone możliwości samorozwoju i pracy naukowej
      • duża ilość specjalizacji
    • możliwość poznania niesamowitych ludzi
    • babcia będzie dumna
    • tata będzie dumny
    • prace znajdzie się zawsze
    • dobre możliwości pracy za granicą
    • społeczny szacunek (awers)
  • Na minus:
    • przeciętne zarobki do 4-7 lat po studiach (około 3,5 tys)
      • w tym czasie pan operujący koparką, który zrobił dwa kursy zarobi 3,5-4 tys/miesięcznie na czysto
      • żeby zarabiać lepiej trzeba zapiedzielać
    • emocjonalnie i psychicznie bardzo wymagająca praca
      • wszechobecna śmierć
      • bardzo pretensjonalni pacjenci
      • nieogarnięci pacjenci, którzy przez swoje niedopatrzenia doprowadzają do białej gorączki
    • bardzo mało czasu dla siebie i rodziny
    • studia są długie i ciężkie (szczególnie pierwsze 2-3 lata)
      • zanim zostaniemy pełnoprawnymi lekarzami mija ok 7 lat od rozpoczęcia studiów
    • ciężko wyrobić sobie markę
    • użeranie się z systemem i duża ilość papierkowej roboty
    • brak społecznego szacunku (rewers)
      • każdy lekarz to łapówkarz
      • każdy lekarz sprzedał się firmie farmaceutycznej i ukrywa skuteczne metody leczenia

Prawo, plusy i minusy:

  • Na plus:
    • studia mogą trwać nawet tylko 3,5 roku (na niektórych uczelniach)
    • stosunkowo lepsze zarobki zaraz po studiach niż w przypadku kierunku lekarskiego
    • większa biegłość w "papierologii" przez co łatwiej połapać się w systemie
      • lepsze możliwości dojenia systemu
    • dużo lepsze możliwości dorobienia się niż w przypadku lekarskiego (szczególnie na początku)
    • studia dużo łatwiejsze od kierunku lekarskiego
  • Na minus:
    • bardzo duża konkurencja na aplikacje (sędziowską/prokuratorską/komorniczą), podobnie jak na najbardziej lukratywne specjalizacje lekarskie
    • rynek powoli się nasyca prawnikami -> coraz więcej prywatnych uczelni otwiera kierunek prawniczy, niektóre w trybie skróconym (tj 3,5 roku)
    • brak szacunku społecznego
      • każdy prawnik to oszust i egoistyczny złodziej
    • bez wspinania się po głowach innych nigdzie się nie zajdzie
      • wymagany brak litości i wyzbycie się podstawowych ludzkich emocji
    • dużo gorsze możliwości pracy za granicą niż w przypadku stomatologii czy lekarskiego

Stomatologia, plusy i minusy:

  • Na plus:
    • studia łatwiejsze od lekarskich
    • lepsze możliwości zarobkowe zaraz po studiach niż w przypadku lekarskiego czy nawet prawa
    • praca dużo mniej obciążająca psychicznie niż w przypadku lekarskiego czy prawa
    • łatwo wyrobić sobie renomę
    • bardzo dobre możliwości pracy za granicą
    • dużo łatwiej otworzyć gabinet stomatologiczny niż np. gabinet lekarski czy kancelarię
    • możliwość poznania niesamowitych ludzi na studiach, który również lubią liczyć pieniądze
    • dużo mniejsze problemy w komunikacji z pacjentami (bo ciężko gadać mając wiertło w jamie ustnej)
  • Na minus:
    • wszechobecna łatka pseudolekarza
    • brak szacunku w oczach "tych po lekarskim"
    • monotonna praca
    • bardzo bardzo ciężko dostać się na specjalizację
    • wszędzie stomobuce
    • mniejsze możliwości rozwoju naukowego niż w przypadku lekarskiego
  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No niestety, bądź stety - często prawnicy, tfu.. często... 90% przypadków to obrona największych bydlaków których ten świat poznał. Bronić mordercę małego dziecka, patrząc w oczy rodzinie pokrzywdzonej i wygrywając czasem sprawę to absurd. Ale tym absurdem zarabia się gruby szmal. Słabo to do mnie przemawia.  

U mnie największą bolączką jest chemia. Nic mnie tak nie boli jak chemia. Matematyka mi tak nie dokopie jak chemia. Próbowałem kilka podejść, w swoim życiu miałem już trzech korepetytorów od chemii na przestrzeni roku. W domu sam nie potrafię jej pojąć, nawet jakbym siedział nad nią 2 godziny wałkując ten sam dział. I to nie jest tak, że się zniechęciłem. Nie. Zwyczajnie nie potrafię się do niej przemóc. Postanowiłem, że jeszcze w kwietniu, stricte przed egzaminem spróbuję z fajną babką polecaną zarówno przez maturzystów jak i gimnazjalistów. 

 

Biologii jestem w stanie się nauczyć, przerobić każdy dział, przyjemny, nieprzyjemny nie ma problemu. Układanie wzorów bądź pisanie reakcji, dysocjacji niestety nie jest dla mnie fajną i przyjemną rzeczą. Za to takie przedmioty jak J. Polski, WOS czy Historia nie sprawiają mi najmniejszego problemu. Nie jest to w ogóle problematyczne. Dodatkowo podobają mi się te przedmioty. No ale cóż z tego, skoro zawód lekarza zdecydowanie bardziej mi się podoba. 

 

Z jednej strony ogromna łatwość do przedmiotów humanistycznych, z drugiej strony przepychanki z chemią i brak jakiejkolwiek łatwości nauki chemii. Z jednej strony wiem, że bez problemu poradziłbym sobie potencjalnie na prawie, tudzież w przygotowaniach do matury, z drugiej strony wiem jednak, że o ile biologia mnie nie wykończy, to chemii nawet nie zacznę a już trzasnę nią o ścianę.

 

No i właśnie... czy rzeczywiście w takiej sytuacji profil biologiczno-chemiczny gdzie tej chemii będę miał 6 godzin w tygodniu to mądry wybór? Cały czas robię sobie za i przeciw, ale nie potrafię jednoznacznie wybrać co chcę w życiu robić. Co chwile mi się zmienia, jak nie z lekarza tak na prawnika, jak dermatolog to za 5 minut sędzia i tak w kółko. 

 

Marzy mi się kiedyś własna klinika chirurgii plastycznej, z resztą chyba jak wszystkim nastolatkom, ale wiem jaka jest to bardzo długa, kręta droga pod ogromną górę.

-> 3 lata nauki, mega ciężkiej, intensywnej i czasochłonnej

-> minimum 90% z chemii i biologii na maturze

-> 6 lat jednych z najcięższych studiów w historii

-> ogromna trudność w dostaniu się na WYMARZONĄ specjalizację

-> harowanie prawie za darmo na specjalizacji

-> mając trzydzieści parę lat wyrabianie renomy, zyskiwanie klientów, rozgłosu i odrabianie strat finansowych, bo jednak kursy, książki, sama nauka kosztuje 

TAK, MEGA CHCIAŁBYM SIĘ TEGO PODJĄĆ, wiedząc nawet, że ludzie mają łatwiej na innych kierunkach, ale jeśli sobie pomyślę o chemii która przychodzi mi tak trudno niż innym to zaczynam wątpić..

 

Znowu kierunek studiów prawo to również niewątpliwie wspaniała przygoda, ale znowu zamiast pomagać ludziom, oprócz swoich klientów, często najgorszych śmieci na świecie będę oczerniał innych ludzi z pokerową twarzą... Jestem mega rozdarty. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, maciekk21 napisał:

podpowie ktoś?;/

Polska to nie Hollywood ani nawet Hameryka, raczej nie będziesz bronić pedofilów ani tym bardziej super przestępców, bo po primo za to wielkiej kasy nie dostaniesz, a po secundo u nas skala owych zjawisk jest dosyć niska, a osoby broniące owych rzezimieszków to przeważnie adwokaci z urzędu (którzy zarabiają tyle co kot napłakał). W Polsze dobrze prosperujący prawnik to taki piesek, który szuka sposobu na zaoszczędzenie kasy przez klienta lub pośredniczy w jego transakcjach, ewentualnie egzekwuje długi i prawie cały czas działa na granicy prawa lub je trochę nagi. Tyle.

Idź na kompromis i wybierz dietetykę, wciskaj ludziom, że wiesz co robisz i jesteś prawie lekarzem i trzep kasę z ich naiwności - no bo w końcu wcale nie ma przedstawionych zasad zdrowego żywienia w gimnazjalnych podręcznikach z biologii (nie wliczam w to dietetyki klinicznej, która w ogóle nie jest lukratywna).

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Racja, z samych rozwodów czy jakichś tam utarczek załóżmy podatkowych większych pieniędzy nie będzie, a bycie lekarzem zawsze jest nie tyle co rentowne, co pewne i stabilne. Dodatkowo praca jakaś taka przyjemniejsza, i zarówno po lek-dent, jak i lekarskim.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Dorian od której klasy liceum uczyłeś się chemii do matury? Jak ta nauka wygląda? jest piekielnie ciężko? Porównywalnie, trudniej niż rozszerzona matematyka? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się

×