Skocz do zawartości
eMCe71

Na granicy humoru - wrażenia pacjentki!

Recommended Posts

Buszowałem dziś trochę po sieci i wpadłem na ciekawe porównanie pacjentki, która była badana przez kilka grup studentów - każda z innego kraju (włącznie z grupą Polaków ;)) Mam nadzieje, że to był wyjątek!

Artykuł: http://paulina804.blog.onet.pl/Szpitalne-przygody-ze-studenta,2,ID415962280,n

Ja mam inne zdanie o nas!

Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Guest domixon

Jakiś strasznie stronniczy ten artykuł.

Z mojego doświadczenia jest zupełnie odwrotnie.

Chociaż studentów z zagranicy wyróżnia jedna rzecz - zadają mnóstwo pytań. Czasem zupełnie debilnych, w większości niezbyt odkrywczych i z zakresu podstawowej wiedzy, czasem ciekawych - ale zadają.

A studenci z Polski wolą sobie w książce sprawdzić. Ja mam takie wrażenie.

I wielu asystentom zdarza się polskich studentów za to krytykować.

Poza tym - powiedzmy sobie szczerze. Jesteśmy gorzej traktowani przez asystentów niż studenci anglojęzyczni. I czasami nam się po prostu już nie chce męczyć tego pacjenta.

Anglojęzyczni mają zawsze 'normalne' 5-6 osobowe grupy, ana kardiologii, z której zajęcia teraz odrabiam ostatnio mieliśmy grupę 18-osobową. I jakoś nikt z asystentów nie czuł się odpowiedzialny. Jak jakiś asystent od anglojęzycznych zachoruje adiunkcie potrafią postawić na głowę cały plan ćwiczeń polskich studentów, żeby tylko znaleźć dla nich zastępstwo.

Ja nie chcę tu wygłaszać jakich ksenofobicznych poglądów ale każdy normalny naród traktuje swoich lepiej, a przynajmniej tak samo jak zagranicznych. A u nas? Ze niby płacą? Za nas przecież państwo płaci. I duża część z nas będzie w tym państwie ludzi leczyć. A anglojęzyczni?

A anglojęzycznym często samo zadawanie pytań i cieniutkie książeczki wystarczają do zdawania egzaminów.

A że Polak zapił dnia wcześniejszego to przecież się zdarza. :mrgreen:

Cały wpis jaki i całego bloga trzeba traktować z dystansem i humorem.

Z resztą sama autorka to pisze. A musi pisać kontrowersyjnie, bo inaczej nie miałaby tylu odwiedzin.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Za każdym razem jak czytam takie rzeczy denerwuje mnie, że ci, co tak krzyczą o tym badaniu przez studentów, nie czytają, tego co podpisują. Przecież na pierwszej stronie historii choroby, w prawym dolnym rogu jest taka wzmianka: zgadzam się na uczestniczenie studentów blablblalbla!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nina, ale tutaj w sumie nie o to do końca chodzi - autorka zwraca uwagę bardziej na poziom studentów... różnych ;) Chyba, że to ot tak dodałaś od siebie :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Z mojego doświadczenia jest zupełnie odwrotnie.

A ja tu dla odmiany widzę sporo prawdy ;) Tak się składa, że mam zajęcia i z engliszami i z Polakami więc mam porównanie jak to wygląda w obu przypadkach.

A studenci z Polski wolą sobie w książce sprawdzić. Ja mam takie wrażenie.

I wielu asystentom zdarza się polskich studentów za to krytykować.

Polscy studenci czasami traktują pacjenta jak dzikie zwierzę, które w każdej chwili może na nich skoczyć i odgryźć głowę ;) Bywa tak, że jedna-dwie osoby coś tam robi przy pacjencie, reszta stoi albo robi inne rzeczy totalnie nie związane z badaniem. U zagramanicznych tego póki co nie zaobserwowałem, są bardziej wyrywni jeśli o badanie chodzi.

A że Polak zapił dnia wcześniejszego to przecież się zdarza.

Niektórym się zdarza zbyt często. Wąchanie alkoholowych smrodów nie jest miłe ani dla mnie ani dla pacjentów.

A anglojęzycznym często samo zadawanie pytań i cieniutkie książeczki wystarczają do zdawania egzaminów.

U nas akurat nie ma różnicy. Angielskojęzyczni i Polacy uczą się z tej samej książki.

Moja koleżanka ostatnio złośliwie stwierdziła, że Polacy koczują pod gabinetem chcąc przełożyć kolokwium podczas gdy Englisze siedzą i na to kolokwium się uczą zamiast uprawiać koczownictwo i polowanie na asystenta prowadzącego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Guest domixon

Matt w sumie podoba mi się Twoje zdanie w dyskusji. Szczególnie, że masz zajęcia z anglojęzycznymi

Polscy studenci czasami traktują pacjenta jak dzikie zwierzę, które w każdej chwili może na nich skoczyć i odgryźć głowę ;) Bywa tak, że jedna-dwie osoby coś tam robi przy pacjencie, reszta stoi albo robi inne rzeczy totalnie nie związane z badaniem. U zagramanicznych tego póki co nie zaobserwowałem, są bardziej wyrywni jeśli o badanie chodzi.

to prawda, chyba już tak ma spora część polskich studentów

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie pomyślałem, że to co piszesz Matt jest ... po prostu smutne :| A przy okazji pochwal się proszę któregoś razu co oznacza "u nas" :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nina, ale tutaj w sumie nie o to do końca chodzi - autorka zwraca uwagę bardziej na poziom studentów... różnych ;) Chyba, że to ot tak dodałaś od siebie :P

To była niezobowiązująca dygresja ;]

Co zaś do podejścia do pacjenta, jako dzikiego zwierza, to chyba się zgadzam. Ostatnio na psychiatrii wśród 12 osób nie znalazł się chętny, żeby przeprowadzić wywiad.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Słowa jednego z moich asystentów : "Gdybym mógł, to uczyłbym tylko anglojęzycznych. mniejsze, przyjemniejsze grupy, i 2 razy taka kasa..."

U mnie są to głównie szwedzi, którzy są nad wyraz mili, ale słyszy się to od każdego - zadają miliony pytań.

Co najlepsze, niektórzy z nich nie mają pojęcia o totalnych podstawach, więc jak to ujął ten sam asystent "czasem są niezłe jaja..."

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Słowa jednego z moich asystentów : "Gdybym mógł, to uczyłbym tylko anglojęzycznych. mniejsze, przyjemniejsze grupy, i 2 razy taka kasa..."

Jest rzeczywiście miło, bo studenci anglo nie jęczą i nie pyskują co niestety zdarza się naszym studentom. Problemem jest jedynie język angielski coniektórych anglojęzycznych. Czasami lepiej się z nimi dogadam po norwesku niż w języku Szekspira. Niektórzy mają dziwny akcent i mówią jakby im coś utknęło w gardle.

Co najlepsze, niektórzy z nich nie mają pojęcia o totalnych podstawach, więc jak to ujął ten sam asystent "czasem są niezłe jaja..."

To nie jest często kwestia niewiedzy tylko innej mentalności. Niektórzy asystenci na pytania reagują zjebką, tekstami typu "pan powinien to wiedzieć jeszcze będąc płodem" tudzież wstrząsem. Jeśli człowiek wie, że zamiast odpowiedzi dostanie zjebę woli nie zapytać i mieć święty spokoj. Oni są nauczeni pytać więc pytają o wszystko, czasem rzeczywiście pytają o to co mnie wydaje się banalne, a im sprawia jakiś problem.

P.S. pozdrawiam grupę, którą wyrzuciłem z zajęć ;) Wiem, że jeden z was ma tu konto; przede mną nic się nie ukryje ;)

Jak już się panowie domyją i przestanie od nich śmierdzieć wódką i fajami poproszę o nauczenie się niedokrwistości i przygotowanie psychicznie na codzienne wejściówki przez cały czas trwania bloku.

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się

×