Skocz do zawartości
eMCe71

Na granicy humoru - wrażenia pacjentki!

Recommended Posts

Matt nie wiem gdzie uczysz ale chyba nie w Szczecinie, ...

Ano nie w Szczecinie. Na szczęscie dla Was ;)

dalczego większość nie bada ? bo fakt jest taki że badają tylko Ci którzy widzą w tym dla siebie przyszłe zastosowanie np. nikt u mnie nie widział opukiwania serca przez lekarza więc nikt tego nie ćwiczył, takie rzeczy sie w pl według większości nie przydają, a z moich obserwacji wynika że ci chcący wyjechać uczą sie wszystkiego bo wiedzą ze wszystko się może przydać

A potem się okazuje, że połowa studentów na zajęciach z hematologii nie potrafi poprawnie zbadać śledziony czy wątroby. Widać uznali, że im się to nie przyda. Niedługo propedeutyka interny będzie się ograniczać do nauczania studentów wypisywania skierowań na rtg, usg i inne badania obrazowe.

Prawda jest taka, że część powinna zostać uwalona na 3 roku i nauczyć się porządnie badać.

jak są we 2 to wiecej sie naucza i sie nie boją przy asystencie bo pomyśli ze problem komunikacyjny, pokaże i pogłaszcze, jak sie jest w 6 to każdy sie boi czy że źle zrobi i dostanie opier*** najlepiej przy pacjencie.

Niestety niektórzy dopiero po ochrzanieniu (przy pacjencie) łaskawie postanawiają pacjentka dotknąć i coś zbadać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widzę tutaj kilka problemów

1) olewanie studentów przez asystentów. Na początku głupie cielaki przychodzą na zajęcia napalone i szczęśliwe że w końcu nauczą się badać "jak lekarz". Tymczasem poznają szarą rzeczywistość pt. asystenci mają studentów d@%$. "Nikt nie płaci mi za uczenie was" - tekst sztandarowy. Nic tak skutecznie nie zabija entuzjazmu.

2) Panująca w polskiej medycynie zasada "Nie wychylaj się, siedź cicho". Najlepiej być szarakiem i przeciętniakiem. Każdy młody, zdolny, pełen inicjatywy lekarz, który agresywnie diagnozuje pacjentów zostaje szybko zrównany z ziemią przez kolegów i szefów. Studenci uczą się jej od samego początku widząc stosunki jakie panują w klinikach i słuchając "anegdotek" opowiadanych przez asystentów.

3) Brak konsekwencji - uczy się studentów np pewnego sposobu badania brzucha. Na następnych zajęciach "Kto was tego nauczył?! Co to za głupoty?! Tak się nie robi!".

4) Za mało czasu przeznaczonego na zajęcia praktyczne. Przecież "zajęcia przy łóżku pacjenta" to też wykład - tylko że słucha się go na stojąco.Czy ktoś wierzy, że można nauczyć się badania przedmiotowego na 10 pacjentach? 100 to będzie mało...

5) Często mówi się o różnych wymyślnych technikach badania - np badanie wodobrzusza, opukiwanie serca. Tymczasem nikt nie mówi o ograniczeniach tych metod, ich czułości i swoistości. Żaden asystent nie był w stanie podać mi czułości i swoistości np osłuchiwania płuc w wykrywaniu zapalenia płuc. Ah i mam kolegów którzy nadal święcie wierzą że wypukają wodobrzusze u 150 kg pacjenta z tłuszczobrzuszem xD

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Tymczasem poznają szarą rzeczywistość pt. asystenci mają studentów d@%$. "Nikt nie płaci mi za uczenie was" - tekst sztandarowy. Nic tak skutecznie nie zabija entuzjazmu.

Prawda jest taka, że niektórzy po prostu nie nadają się do prowadzenia dydaktyki. Przykładem jest moja znajoma - ma wiedzę, podejście do pacjentów i zero zdolności dydaktycznych. Ćwiczenia w jej grupach polegają na tym, że studenci przychodzą, pada nieśmiertelne zdanie "idźcie do pacjentów, pobadajcie i wróćcie".

Każdy młody, zdolny, pełen inicjatywy lekarz, który agresywnie diagnozuje pacjentów zostaje szybko zrównany z ziemią przez kolegów i szefów.

Tu gdzie pracuję na szczęście nie ma tego typu problemów. Widocznie mam szczęście do miejsc pracy ;)

3) Brak konsekwencji - uczy się studentów np pewnego sposobu badania brzucha. Na następnych zajęciach "Kto was tego nauczył?! Co to za głupoty?! Tak się nie robi!".

Zawsze można odwołać się do Biblii w postaci Orłowskiego ;)

Prawda jest taka, że każdy bada tak jak mu wygodnie, najważniejsze, żeby wybadać co trzeba. Mój szef bada np. węzły w tak dziwny sposób, że na egzaminie od razu by go pewnie uwalili. Niemniej jednak znajduje węzły bez problemu i to jest tu najważniejsze.

Na studiach uczycie się badać tak, żeby zdać egzamin praktyczny z interny.

Ah i mam kolegów którzy nadal święcie wierzą że wypukają wodobrzusze u 150 kg pacjenta z tłuszczobrzuszem xD

Znam co najmniej 3 osoby, którym mogłoby się to udać ;)

Mamy zresztą na oddziale pacjenta przy tuszy z wodobrzuszem - idealny do pokazywania objawu jeziorka.

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widzisz Matt - ty lubisz jak student wie i coś na tych zajęciach robi, myśli - takich asystentów jest mało.

Ja lubie wiedzieć, robić i to na mnie się zwykle skupia ostrzał asystencki, że brzuch badamy jedną ręką bo dwoma za mocno, albo że za długo wywiad a sie okazuje ze genialna p adiunkt nie zapytała ważnego wnoszącego pytania, ... albo prubuję opisać zmianę skórną pacjenta i sie dowiaduje że źle opisuje i od razu ze nieprzygotowany przychodze, jak poprzednie ćwiczenia zaliczyłem skoro to na pierwszych zajęciach miałem takie rzeczy, ... niektórzy asystenci zapominają że te kiedyś tego nie wiedzieli a to że teraz dla nich pewne rzeczy są oczywiste wynika raczej z faktu że jako specjaliści ( rezydenci ) się głównie z takimi zmagają, a nie z ich przewielkiej wiedzy ... my sie uczymy ale nie wszystko da się zrobić z ksiażek, a ilość nas w gr i ilość pacjentów na niektórych oddiałach dzięki limitom NFZtu powala ... a wręcz 'przytłacza' ...

dobry wątek się wyłonił: niezrozumienie student - asystent ... można wiele rzeczy opisać, skomentować wyjaśnić i zobaczyć to z tej drugiej strony

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Widzisz Matt - ty lubisz jak student wie i coś na tych zajęciach robi, myśli - takich asystentów jest mało.

To jest tak, że studenci rzadko kiedy zgłaszają uwagi co do dydaktyki (nie dziwię im się w sumie), czasami zgłaszają i nie ma odzewu. Niemniej jednak niektórzy kierownicy zauważają problem i chcą coś zmienić w tej kwestii.

W szpitalu, którym pracuję (w szpitakach, w których macie zajęcia pewnie też) ściany się jeszcze nie walą i studenci nie muszą ich podpierać ;) W związku z tym mogą się spokojnie zająć ćwiczeniem umiejętności, które mają opanować.

Oceniam studentów na każdym ćwiczeniu, przysłuchuję się jak zbierają wywiady i przyglądam się jak każdy z nich bada pacjenta. Dzięki temu wiem co kto umie, wyłapuję ewentualne błędy i pokazuję w razie czego jak co powinno wyglądać. Oszczędza mi to potem dylematów porzy ocenie każdego ze studentów.

Jak ktoś robi tylko wejściówki i nie obserwuje studentow w czasie ćwiczeń to potem wychodzą różne dziwne sytuacje. Znajoma ostatniego dnia bloku w końcu poobserwowała jak kto bada i okazało się, że student mający same 5 z wejściówek co prawda wie gdzie wystepuje hepatosplenomegalia, ale nie umie w zasadzie zbadać ani wątroby ani śledziony. Drugi natomiast co prawda recytuje Szczeklika z pamięci, ale jakby mu dac pacjenta to głupieje totalnie i nie wie jakie badania zlecić.

Widzę, że kwestia brzucha wraca jak boomerang ;) Za moich czasów istniały giełdy na egzamin praktyczny - po ich lekturze wiadomo było, że prof X lubi gdy brzuch badamy jedną rączką, a pani prof Z toleruje tylko dwuręcznie, pan prof Y lubi tarczyce od przodu, a pani prof A od tyłu ;)

my sie uczymy ale nie wszystko da się zrobić z ksiażek, a ilość nas w gr i ilość pacjentów na niektórych oddiałach dzięki limitom NFZtu powala ... a wręcz 'przytłacza' ...

Na ilość pacjentów to my nic nie poradzimy niestety. Trudno, żeby chirurg latał nocą po mieście i dzgał pacjentów nożem w brzuch coby studentom zapewnić pacjentów ;)

Kwestia liczebności grup to inna para kaloszy. Z jednej strony nie od nas to zalezy, z drugiej jednak da się czasem tak zorganizować ćwiczenia, żeby każdy dotknął pacjenta i został oceniony. Miałem ćwiczenia z grupą 24 osobową więc wiem, że się da ;)

Tytułem zakończenia: o ile moje ewentualne lekarskie błędy pokryje ziemia, o tyle te dydaktyczne chodzić będą po tej ziemi. Poza tym Wy nas starych będziecie kiedyś leczyć i jesli Was nie nauczymy jak leczyć sami zgotujemy sobie nieciekawy los. Ja np, lubie swoje życie i chciałbym jeszcze trochę pożyć więc wizja, że jakiś doktor mi je skróci zdecydowanie mi się nie uśmiecha.

Niektórym asystentom przydałoby sie o tym przypomniec od czasu do czasu.

  • Like 3

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Trudno się dziwić pacjentkom, że czują się takimi badaniami skrepowane. To jest z pewnością spory dyskomfort.

I to prawda, że powinny być świadome, że w szpitalu klinicznym będą studenci i będą się uczyć, ale bardzo często jest tak, że pacjentka niespecjalnie zdaje sobie sprawę na co się zgadza podpisując "jestem w szpitalu klinicznym i zgadzam sie na udział studentów w procesie diagnostycznym i leczniczym".

Chyba żadna kobieta nie spodziewa się, że podczas badania do gabinetu może wparować 10-15 osób i stanąć w połokręgu nad jej kroczem.

Ginekologię zdawałem nie tak dawno, bo rok temu więc nie sądzę, żeby wiele się zmieniło, choć w międzyczasie klinika zdążyła sie przenieść. U nas internat wyglądał tak, że przez większość czasu nic się nie działo i tylko chowaliśmy się przed adiunktem dydaktycznym zeby nie było awantury. Co jakiś czas pojawiał się nasz prowadzący i hurra- idziemy. 12-15 osób na raz np na badanie usg przezpochwowe.

Studenci uczyć się muszą i muszą badać. Normalka. Choć dla kogoś z zewnątrz (czyli pacjentek) nie jest to takie oczywiste,

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Swoja drogą na własne oczy widziałem stażyste który na polecenie "proszę zbadać pacjentkę per rectum" zacząć nakładać żel na wziernik automatyczny :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mi się zdarzyło być pacjentem, leżeć w klinice i być badanym przez własnych studentów.

Wrażenia bezcenne, byli bardziej przerażeni niż ja ;)

  • Like 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Poza tym, co napisał kolega Deeys wyżej, pod czym się mogę podpisać, chciałabym dodać jeszcze:

Ostatnio na zajęciach asystent nam powiedział, że ED MUSZĄ zdać. Choćby nie wiem, jakie mówili głupoty. I ZAWSZE się im zalicza. Powód? Tak- płacą w euro, które jest, jak powszechnie wiadomo, walutą cenniejszą niż złotówka :P poza tym- ED zaliczy- będzie kasa dalej. ED nie zaliczy i poleci do Norwegii czy innego zagranamicznego kraju- nie będzie kasy. Prosta kalkulacja :)

Na innych z kolei zajęciach asystentka nam opowiadała, że seminarium z Norwegami (jak powszechnie nazywa się ED w Szczecinie) rozpoczyna się od słów: "proszę państwa, nerki człowiek ma DWIE. Nerki filtrują mocz." Pojęcie "klirens" jest dla nich abstrakcyjne.

Cóż jeszcze wspaniałego z ED... Kiedyś mieliśmy w grupie nową koleżankę, Norweszkę, która przyszła z nami odrabiać ćwiczenia. 9 ćwiczeń. Za zgodą adiunkta dydaktycznego i Profesora. Chyba nie muszę dodawać, że blok miał 16 ćwiczeń, a Polacy z ED odrabiać nie mogą, bo Norwedzy nie wyrażają zgody... Nas nikt o zgodę nie zapytał. Albo np. asystenci przenoszą nas do maleńkiej salki w środku seminarium, w której to salce siedzimy sobie praktycznie na kolanach, bo nie ma miejsca... Powód? Grupa 3 Norwegów zaczyna swoje seminarium. Muszą mieć w końcu jakieś warunki za to euro :)

Och, wylałam ten kielich goryczy, ale tak jest właśnie na PUM'ie i nikt się z tym nie kryje.

P.S. Nie zauważyłam drugiej strony i zmiany tematu, więc wybaczcie, jeżeli znowu pociągnęłam temat ED. Zdarza mi się :P

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się

×