Jump to content
  • Newsy

  • Powstał Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety - czy przyniesie oczekiwane rezultaty?


    Newman

    Reklamy suplementów diety to gałąź przemysłu farmaceutycznego i spożywczego o dużym udziale w rynku i ogromnych obrotach. Od dłuższego czasu kontrowersje środowiska medycznego i organizacji konsumenckich budziło wiele z prezentowanych w ogłoszeniach i reklamach treści na temat tych produktów. Część z nich jawnie łamało obowiązujące przepisy, a wiele w podstępny sposób przekazywało wiadomości wprowadzające konsumentów (pacjentów/kientów) w błąd. 

    W związku z zapowiadanymi przez Ministerstwo Zdrowia i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów krokami w kierunku prawnego ograniczenia tych praktyk lub nawet całkowitego zakazu reklamy leków OTC środowisko ich producentów wyszło z inicjatywą samoregulacji w tym zakresie.

    Jak donoszą branżowe portale udało się po okresie negocjacji wypracować wspólny dokument: Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety. Cztery organizacje zrzeszające producentów suplementów diety, a posiadające łącznie ok. 80% udziałów w rynku:

    • KRSiO - Krajowa Rada Suplementów i Odżywek,
    • POLFARMED - Polska Izba Przemysłu Farmaceutycznego i Wyrobów Medycznych,
    • PASMI - Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty,
    • SUPLEMENTY POLSKA - Związek Producentów i Dystrybutorów

    wydały wspólne oświadczenie dla mediów. Jak piszą:

    Cytat

    Branża opracowała samoregulację, by uporządkować i wprowadzić wysokie standardy dotyczące sposobu komunikacji, promocji i reklamy. Ma ona zapewnić konsumentowi rzetelną i jasną informację dotyczącą tej kategorii produktów spożywczych.

    (...)  Autoregulacja wprowadza standardy uszczegóławiające obecnie obowiązujące przepisy prawa i niejednokrotnie wykraczające ponad nie. W Kodeksie Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety znalazły się rozwiązania ukierunkowane na zwiększenie świadomości konsumentów oraz na uporządkowanie sposobu komunikacji reklamowej, a branża otrzymała narzędzia do eliminowania reklam naruszających zaufanie do tej kategorii produktów.

    Kodeks odnosi się do głównych zarzutów podnoszonych wobec producentów suplementów oraz metod ich promocji i wprowadza długo oczekiwane zasady, m.in.:

    • Ustanowienie obowiązku umieszczania nazwy kategorii „suplement diety” w reklamie w prawym dolnym rogu. Ułatwi to identyfikację produktu konsumentowi. A w reklamach radiowych obowiązek dwukrotnego zaznaczenia nazwy kategorii.
    • Zakaz wykorzystywania wizerunku lub rekomendacji lekarza czy farmaceuty.
    • Zakaz odnoszenia się w reklamie do chorób sugerując właściwości lecznicze produktu.

    Warunkiem powodzenia tej inicjatywy jest przestrzegania zasad kodeksu przez wszystkich jego sygnatariuszy. Na pewno pomoże w tym presja z góry. Jak zaznacza UOKiK:

    Cytat

    (...) wypracowanie kodeksu dobrych praktyk i zdefiniowanie tych, które naruszają dobre obyczaje, będzie wykorzystywane przez Prezesa Urzędu w egzekwowaniu reguł w stosunku do tych podmiotów, które nie będą ich stosować. Na sankcję może się również narazić przedsiębiorca, który nie będzie przestrzegał dobrych obyczajów zawartych w kodeksie, mimo że do niego nie przystąpił.

    PASMI zrzesza większość znanych i rozpoznawalnych firm farmaceutycznych, których produkty wręcz "wsypują się" do polskich mieszkań poprzez środki masowego przekazu.

    Czy efekty zobaczymy już niebawem w telewizji, gazetach i radio? Byłaby to bardzo pozytywna zmiana.

    Nie odnalazłem w sieci pełnej treści Kodeksu.

    Mateusz Malik, lekarz

    Źródła:




    User Feedback

    Recommended Comments

    There are no comments to display.



    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Add a comment...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Staphylococcus
      Publikacja raportu Kodeksu Przejrzystości (Code of Transparency, Disclosure Code) odbiła się niemałym echem w mediach. Ale to, co się rozpętało później, raczej nie było zgodne z zamierzeniami jego twórców. Przynajmniej na naszym podwórku, gdzie takie otwarte deklaracje firm farmaceutycznych są nowością, dziennikarzom udało się wybudzić grozę nieufności, i nieuchronną czarną wizję korupcji w ochronie zdrowia. Czy słusznie?
      Kodeks Przejrzystości powstał dzięki inicjatywie organizacji INFARMA. Zrzesza ona śmietankę koncernów farmaceutycznych - wszyscy na pewno znamy Bayera, Eli Lilly, MSD, Novartis czy Glaxo Smith Kline. Wszyscy członkowie, których w ramach tego opracowania nie byłoby miejsca wymieniać (a można sprawdzić TU), jednogłośnie zdecydowali się na publikowanie danych dotyczących finansowania m.in. szkoleń, czy konferencji przedstawicielom zawodów medycznych, placówek ochrony zdrowia, grantów. Celem owych działań jest odbudowa podupadającego zaufania do przemysłu farmaceutycznego, oraz środowiska lekarskiego. A to, co nie powinno być szokujące, jest mocno nadwyrężone. Aż 4 na 5 pytanych pacjentów sądzi, że lekarze wypisują im preparaty tylko od firm, z którymi współpracują, podaje Rzeczpospolita (nie bacząc na prawo do wyboru zamiennika w aptece, jeśli ten istnieje).
      Pierwszy raport w naszym kraju INFARMA opublikowała w tym roku. Żartobliwie mówiąc, zwolennicy teorii spiskowych otrzymali w końcu dowód na to, że „Big Pharma uprawia sponsoring dla lekarzy”. Tylko czy rzeczywiście, jak mówi z sensacyjnym zacięciem serwis WP Money kwoty dla nosicieli białych fartuchów idą w miliony złotych?
      Ile naprawdę przemysł farmaceutyczny płaci lekarzom?
      Niestety tak nie jest. Złośliwiec powiedziałby, że przedstawiciele zawodów medycznych jakoś wybitnie się nie cenią. Gigant Glaxo Smith Kline dla wszystkich lekarzy przekazał kwotę niecałych… 32 tys. złotych. Po przeliczeniu na osobę to niecałe 2 300 zł, czyli pensja lekarza rezydenta, zatem, względnie dużo. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że wykupienie jednego z nieco droższych – ale nie najdroższych – coachów w kraju na jeden dzień szkolenia,  albo wejściówki na wykład znanego szarlatana, Jerzego Zięby dla 12 osób kosztuje podobną sumę… To kwota ta nie wydaje się zawrotna. Co więcej, niemal wszystkie te osoby (13 z 14) zdecydowały się na ujawnienie swoich nazwisk, ryzykując wystawienie się na ostrze opinii publicznej. Podobnie w przypadku koncernu MSD - tu kwoty, które zasiliły bezpośrednio portfele lekarzy nierzadko nie przekraczają nawet 1000 zł. I chociaż widniejące w podsumowaniu 2 mln zł działają na wyobraźnię, kiedy do podziału tortu jest cała brygada, to raczej o skandalicznie wysokich sumach nie ma tu mowy.
      Za co koncerny farmaceutyczne płacą miliony?
      Oczywiście w przypadku placówek ochrony zdrowia sprawa ma się nieco inaczej - tu w roli głównej występują znacznie wyższe kwoty. Na przykład, Roche aż 95 mln złotych wydał na badania kliniczne w Polsce, a część tej kwoty, rzecz jasna, „zarobiły” prowadzące je placówki ochrony zdrowia. Ponadto, w tym jednym roku Roche podarował pacjentom leki za 12 mln złotych. Biorąc pod uwagę sytuację polskiej ochrony zdrowia, można powiedzieć, że koncerny zapewniają jej naprawdę znaczny zastrzyk gotówki rodzimemu budżetowi. Bo chociażby badania kliniczne, w naszym prawodawstwie nazywane złowrogo „eksperymentami medycznymi” oznaczają często nic innego, jak nowoczesne leki dla polskich pacjentów, do których w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia - nie mieliby dostępu. Jak na przykład pacjenci potrzebujący leków biologicznych ("na NFZ" tylko w programach lekowych), albo pacjenci onkologiczni, dla których Polskie Towarzystwo Onkologiczne uruchomiło rejestr takich inicjatyw, bo wiadomo, że nasza onkologia na tle reszty Europy, nie ma się najlepiej. Ogółem, według danych witryny badaniaklinicznewpolsce.pl w ramach badań klinicznych „leczy się” w Polsce około 40 000 osób rocznie.
      Oczywiście, wiele firm oraz ich beneficjentów nie zdecydowało się na podanie takich szczegółów. W licznych raportach, publikowanych na stronach koncernów, niestety widnieją czarne luki. Nie wszyscy lekarze chcą publikować swoje nazwiska - co raczej nikogo nie dziwi w obecnym, niezbyt przychylnym „klimacie”. To się jednak może zmienić. Podobne inicjatywy funkcjonują już w innych krajach Europy, i są standardem np. w Wielkiej Brytanii. Nie ma większych wątpliwości, że dane, dotyczące wydatków firm farmaceutycznych na ochronę zdrowia i jej przedstawicieli powinny być jawne. To pozwoliłoby wychwycić potencjalne konflikty interesów, a społeczeństwu, uzyskać wgląd w to, jak funkcjonują producenci leków. Jednak w tym celu musieliby mieć okazję by zrozumieć znaczenie raportów transparentności, i jak je rozumieć. Czy artykuły takie jak na WP, w Dzienniku Bałtyckim czy na Forsal.pl na to pozwalają? Chyba nie - bo w dział „komentarze” lepiej nie wchodzić. Chyba, że ma się naprawdę mocne nerwy.
      lek. Martyna Hordowicz
      grafika: http://www.thedailybeast.com/
    • By studentkasocmuz
      Witam Państwa, jestem studentką socjologii WSPA, piszę pracę magisterską dotyczącą zakupu suplementów diety. Niestety zbieranie wyników idzie fatalnie, a termin obrony coraz bliżej. Największym problemem jest zbyt mała liczba mężczyzn biorących udział w badaniu, jednakże każde wypełnienie jest na wagę złota. Z góry dziękuję. Pozdrawiam. 
      https://www.ankietka.pl/ankieta/226074/kwestionariusz-determinantow-zakupu-suplementow-diety.html
    • By Gonzo
      Spór Naczelnej Rady Lekarskiej z prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawie zasadności stosowania leków homeopatycznych zakończony. O jaką sprawę chodzi?
      Otóż w kwietniu 2008 roku (stanowisko nr 7/05/V) Naczelna Rada Lekarska nakazała lekarzom i dentystom przestrzegania obowiązku postępowania w swojej praktyce zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, w świetle której nie ma żadnych dowodów na działanie terapeutyczne leków homeopatycznych ani innych metod z kręgów tzw. "pseudomedycyny". Na podstawie powyższego stanowiska NRL miało prawo wytaczać lekarzom i dentystom zalecającym i przepisującym tego typu metody postępowania dyscyplinarne.
      Oczywiście nie trudno zgadnąć, że stanowisko Rady było bardzo nie w smak firmom produkującym leki homeopatyczne. Spotkało się również z negatywną reakcją prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jako rzekome ograniczenie konkurencji i sprawa znalazła się na wokandzie sądowej. Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpatrywał tę sprawę był uchylający dla powództwa, przychylając się tym samym do stanowiska pozwanego i potwierdzając, iż nie ma dowodów skuteczności homeopatii. Prezes UOKiK nie zgodził się jednak z decyzją Sądu Okręgowego i złożył apelację od wyroku. Ostatnio apelacja ta również została oddalona i tym samym skończył się trwający od 8 lat już spór Rady Lekarskiej z tą dziedziną pseudomedycyny.
    • By Newman
      Ile można jeść magnezu? Kiedy wreszcie powstanie Debólon Mega Extra Sprint Duo Max? Czy ktoś kiedyś widział Goździkową? I czy istnieje kaszel namoczony i podsuszany…
      W gąszczu filmików promujących leki bez recepty, które wprost zatykają bloki reklamowe większości stacji telewizyjnych i radiowych ciężko się niekiedy połapać. Ich twórcy nie od dziś dbają o odpowiedni poziom: byle tylko nie był za wysoki i trafił do targetowego odbiorcy o proporcjonalnym intelekcie. Jak wiadomo w ogólnodostępnych mediach promuje się wyłącznie leki i produkty medyczne wydawane bez recepty. Mając do dyspozycji taki arsenał leków na każdą dolegliwość Polacy, długo się nie zastanawiając, leczą się sami. A że Polak potrafi wiadomo nie od dziś.
      Mistrzem satyry na ten proceder jest od kilku lat Artur Andrus, który na łamach Gazety Lekarskiej rozprawia się m. in. z polską pandemią wzdęć, niedoborów i medycznych tautologii, które niepodzielnie rządzą farmakomarketingiem. Począwszy od prymitywnych anglicyzmów, poprzez antropomorfizację najbardziej przyziemnych dolegliwości, aż po zaufane "ciocie, panie z apteki i sąsiadki" zawsze gotowe wskazać lek na całe zło. Chapeau bas dla Andrusa - umie z klasą obnażyć każdą tandetę i bzdurę.
      Panaceum - to dobre określenie na każdy z promowanych leków, bo zażycie jednej dawki sprawia, że smutni ludzie staja się uśmiechnięci, zakutani zdejmują szaliki, zmęczeni zyskują nowe pokłady energii, alergicy mają atopię w nosie, nadęci się oddymają, artretycy ruszają na jogging, a chore dzieci wstają z łóżek i idą na śnieg. Mucha nie siada, a konar wstaje.  
      Choć firmy zrzeszone w tzw. PASMI (Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty - poważnie, jest cos takiego) maja nawet swój tajny kodeks etyczny reklam, to i tak ostateczny przekaz reklam leków jest na tyle jednoznaczny, że wątpliwości nie pozostawia. Wiadomo wszak, że paracetamol X jest lepszy od paracetamolu Y, a jon Mg2+ można sprzedać pod czterdziestoma różnymi nazwami! Mistrzostwo osiągają producenci, którzy skutecznie przekonują obywatela, że czegoś mu brakuje, choć nawet nie wie, gdzie miałby to mieć i że ma czegoś zdecydowanie za dużo, mimo, że może to sprawdzić jednym prostym badaniem krwi. Nagminne naprawianie zdrowej wątroby lub zasada odkwaszania ludzi budzi mój najwyższy podziw dla zdolności marketingowych.
      Prawo farmaceutyczne szczęśliwie zabezpiecza co nieco media przed totalną wolna amerykanką, gdyż określa, że:
      • Reklama leków nie może wprowadzać w błąd, powinna prezentować lek w sposób obiektywny oraz informować o jego racjonalnym stosowaniu.
      • Reklama powinna być prowadzona w sposób rzetelny i uczciwy, nie może zatem w żaden sposób sugerować, przesadzać, pomijać ważnych informacji, wszystko to bowiem może skutkować wprowadzeniem klientów w błąd.
      • Reklama powinna zawierać informacje na tyle dokładne, rzetelne, szczegółowe i wiarygodne, by pozwoliła klientom wyrobić sobie własny pogląd na temat użyteczności leku.
      • Zakazane są w reklamie takie treści, które choćby tylko sugerują, że:
      - dzięki reklamowanemu lekowi można uniknąć porady lekarza lub zabiegu lekarskiego,
      - nawet osoba zdrowa może dzięki lekowi poprawić swój stan zdrowia,
      - nieprzyjmowanie reklamowanego leku może pogorszyć stan zdrowia,
      - reklamowany lek jest zwykłym artykułem spożywczym lub kosmetycznym,
      - skuteczność lub bezpieczeństwo stosowania leku wynika z faktu, że jest on całkowicie naturalny.
      • W reklamie, która kierowana jest do publicznej wiadomości, nie mogą brać udziału osoby znane publicznie, naukowcy, lekarze i farmaceuci. Hmm…
      Tym samym prawo chroni szarego obywatela przed konsekwencjami (prawnymi oczywiście) swojego wolnego wyboru. Szary obywatel może jednak wyciągnąć swoje własne wnioski z dostępnego przekazu.
      Reklamy mogą być fajnym źródłem informacji o nowych produktach na rynku lub przejścia ze sfery receptowej do OTC. Czasem trafiają się też prawdziwe językowe i marketingowe perełki. Jednak co za dużo, to… niezdrowo!
      Mateusz Malik, lekarz
      PS. Jakie są Wasze lekowe-reklamowe "hity"? (kryptoreklamy się nie boimy, jakość sama się obroni)
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.