Jump to content
  • Newsy

  • Jegomość menel do SOR przyjeżdża


    surowy

    Trudnym tematem w polskiej służby zdrowia jest pacjent pijany, przysłowiowy "żul", alkoholik, który trafił do szpitala na oddział ratunkowy i zajmuje miejsce osobom pilnie potrzebującym pomocy lekarskiej. Personel medyczny, lekarze, pielęgniarki, rejestratorki, ratownicy medyczni, a przede wszystkim społeczeństwo burzy się przeciwko temu, że osoba nietrzeźwa ma pierwszeństwo w leczeniu oraz dostępie do specjalistycznej diagnostyki. Jednak sam bunt i głośne napiętnowanie to wciąż za mało, bo gdy pacjent trafia na Szpitalny Oddział Ratunkowy to jesteśmy, jako personel medyczny, zobligowani do tego, żeby pomóc, bez względu na to, czy jest pod wpływem alkoholu czy też nie.

    Trzeba zaznaczyć istotną różnicę między stałym bywalcem SOR, alkoholikiem-żulem z tak zwanego marginesu a osobą, która spożyła alkohol i przypadkowo doszło do zdarzenia medycznego, które wymaga interwencji lekarskiej. Każdy ma prawo napić się alkoholu. Jako przedstawiciel opieki zdrowotnej uważam, że każdemu należy się pomoc bez względu na jego pochodzenie, wygląd, status majątkowy oraz to czy pił alkohol czy go nie pił. W stanie zagrożenia życia, musimy choremu pomóc - taki wybraliśmy zawód i kierujemy się dobrem naszego pacjenta. Ale jeżeli ów pijany pacjent nadużywa tej pomocy w sposób nie do końca zależny od niego, to wówczas rodzi się niesamowita frustracja zarówno personelu medycznego, jak i społeczeństwa: że coś jest nie tak, że system źle działa, że ten pacjent nie ma prawa znajdować się w SOR, a jego miejsce jest na izbie wytrzeźwień.

    Zacznijmy od początku. Delikwent, do którego wzywany jest zespół ratownictwa medycznego, często znajduje się w stanie silnego upojenia alkoholowego. I absolutnie nie jest to powód, dla którego jest wzywana pomoc medyczna. Powodem jest często dodatkowy uraz, np. podczas upadku dochodzi do stłuczenia głowy. Wówczas wzywający pomoc medyczną przypadkowi przechodnie lub straż miejska czy policja muszą mieć na uwadze, że temu komuś (NN) może coś faktycznie dolegać. Dlatego przybywający na miejsce zdarzenia zespół ratownictwa medycznego nie może pozostawić w tym przypadku poszkodowanego i domniemywać, że jest on wyłącznie pijany. Upadek mógł doprowadzić do poważnego urazu, który może przynieść różnego rodzaju komplikacje medyczne, a nawet doprowadzić do zgonu. W sytuacji przedszpitalnej nie można kompetentnie ocenić czy uraz jest groźny, czy też nie.

    Dodatkowym problemem, istotnym czynnikiem jest fakt zaniedbania zarówno higienicznego jak i zdrowotnego (zaniedbanie ciała, wielokrotne urazy, wyniszczenie alkoholowe). To generuje niesamowite deformacje i zaburzenia somatyczne u alkoholika. Personel medyczny musi zatem założyć, że pacjent może mieć szereg innych, dodatkowych chorób poza chorobą alkoholową. Kiedy w końcu taki pacjent trafia do szpitalnego oddziału ratunkowego, no niestety nie jesteśmy w stanie odmówić przyjęcia. Dopóki nie stwierdzimy, że nic poważnego mu nie dolega, nie możemy odesłać go ot tak, po prostu na izbę wytrzeźwień. Żaden lekarz nie weźmie na siebie odpowiedzialności za taką decyzję. Rozsądniej jest zbadać upojonego, poświęcić dodatkowy czas, aniżeli odesłać takiego delikwenta. Później, w wyniku np. ciężkich powikłań, urazu albo nawet zgonu, to sam lekarz może mieć dużo nieprzyjemności z powodu teoretycznego zaniedbania. Dlatego, pomimo ogromnej frustracji, niezadowolenia i braku przyzwolenia na tego typu sytuacje, jesteśmy zmuszeni do zbadania takiej osoby, przeprowadzenia pełnej diagnostyki i stwierdzenia czy stan jest faktycznie zagrażający życiu, czy wyłącznie spowodowany alkoholem.

    Kolejna istotna kwestia to koszty, jakie taka osoba generuje. Zaniedbanie higieniczne wymaga doprowadzenia tego pacjenta do minimalnej czystości. Musi być zdezynfekowany, odwszawiony, często dostać nowe ubrania. Nierzadko jest zakrwawiony, brudny, śmierdzący, pokryty wydzielinami. Siedlisko brudu i bakterii. Dookoła chorzy, cierpiące dzieci, otwarte złamania i jak między tymi ludźmi położyć takiego delikwenta? Ile razy taki pacjent ma zakładany venflon, ile razy go sobie wyrywa, ile razy cieknie z niego krew i brudzi całą podłogę dookoła...

    Jest trzecia w nocy, a pani salowa zmywa podłogę już po raz czwarty w ciągu godziny. Tyle już razy trzeźwiał w nocy Serba, a po raz setny nie wie, gdzie jest łazienka... Wyrywa ponownie venflon z ręki, kapie krwią na podłogę, szuka kogoś z personelu, sika pod siebie, defekuje. Szpitalny oddział ratunkowy to przestrzeń otwarta - pacjenci są od siebie oddzieleni wyłącznie parawanami i widać oraz słychać, jeżeli taki pacjent skacze pomiędzy łóżkami, próbuje podrywać pielęgniarki, a do tego jest często agresywny i wulgarny. Ile razy zdarza się, że kilka osób z personelu medycznego musi unieruchamiać taką osobę, żeby nie wyrządziła krzywdy innym oraz samemu sobie. Niestety większość tych alkoholików to stali bywalcy, do których pogotowie jeździ średnio dwa razy w miesiącu, a do SOR trafiają średnio raz w miesiącu. Zawsze napruci - po kilka promili alkoholu we krwi. Znajome twarze potrafią mieć po 20 pobytów w SOR rocznie z powodu zwykłego zapicia na umór. Większość z nich zna imiona wszystkich pielęgniarek czy lekarzy, bo gdy wytrzeźwieją, to nagle poznają społeczeństwo, które im pomaga. Nieważne, że parę godzin wcześniej walczyli, byli agresywni i niechętni do współpracy. Czasami trudno zdzierżyć, gdy ta sama osoba tylko dlatego, że znów napiła się alkoholu ponownie zajmuje czas karetce i personelowi w SOR. A co dalej z takim pacjentem? Trzeba go znów umyć, przebrać, a następnie jakkolwiek powierzchownie zdiagnozować, by sprawdzić, czy mu dolega coś naprawdę poważnego.

    Jak tu z pijaną osobą zebrać wywiad, jak spytać o leki, o przebyte choroby, o to, ile wypił? Jest to absolutnie niemożliwe. Dlatego lekarze decydują się na diagnostykę. Proszę nie sądzić, że każdy menel, ot tak, dostaje w prezencie tomografię komputerową, rezonans czy inne specjalistyczne badania. Oczywiście, żeby sprawdzić stan zdrowia tego człowieka należy wykonać różnego rodzaju badania i naturalnie zajmuje to czas, zabiera pieniądze, wydłuża kolejkę oczekujących, wzmacnia frustrację zarówno personelu medycznego jak i społeczeństwa.

    Tak przedstawiony obraz może wydać się trochę surrealistyczny, przerysowany i nierealny. Przecież prawie każdy z nas napił się alkoholu i wie jak nieprzewidywalnie może się po nim zachować. Przecież nie każdy jest od razu brutalny i agresywny. W porządku, ale nie każdy ma po kilka promili alkoholu we krwi przez długi czas, nie każdy żyje w skrajnym zaniedbaniu i nie każdy odwiedza SOR po kilka razy w roku zawsze z tego samego powodu.

    Inną kwestią jest fakt, że tytułowi menele niechętnie przyjeżdżają do szpitala. Po kilku pobytach w SOR mają świadomość, co ich czeka: gdy okaże się, że ich jedyną dolegliwością jest nadmiar etanolu we krwi, to zawsze trafią na izbę wytrzeźwień, a nie jest to zbyt przyjemne doznanie. Nikt też nie będzie się z nimi patyczkował, współczuł im, głaskał po głowie i mówił jak musi im być ciężko...

    Jeżeli chodzi o kwestie etyczne, to jako personel medyczny jesteśmy zobligowani do tego, by pomagać tym ludziom mimo wszystko. Po to wybraliśmy ten zawód i zdecydowaliśmy się być lekarzami, żeby nieść pomoc drugiemu człowiekowi. Niestety spotkanie z takimi osobami zdecydowanie mija się z celem naszego zawodu: nie do tego przygotowaliśmy się setki godzin przed egzaminami. Sprzedawca w sklepie ma prawo odmówić sprzedaży osobie nietrzeźwej, osoba pijana nie wejdzie do instytucji publicznej, natomiast do szpitala ma prawo wejść każdy. Wszyscy mogą korzystać z pomocy, a my nigdy nie mamy prawa jej odmówić.

    FB_IMG_1493479859765.jpgW aspekcie społecznym: warto wyraźnie podkreślić, że niedopuszczalnym jest oskarżanie i wyżywanie się na lekarzach, pielęgniarkach czy ratownikach, z powodu, że jest zbyt długa kolejka w Oddziale Ratunkowym, a pan "trunkowy" przywieziony karetką uzyska priorytetowo pomoc specjalistyczną czy badania. Triage działa i mimo wszystko każda osoba pilnie potrzebująca pomocy, otrzyma ją. Czy to z uśmiechem, czy bez - pomoc będzie. Nie ma na to procedur, ale jeżeli ów menel przyjedzie, choćby nawet karetką i w ciężkim stanie, a w kolejce do SOR będzie osoba z zaburzeniami rytmu serca, chore dziecko czy jakikolwiek inny pacjent w poważniejszym stanie, to ta osoba wcześniej uzyska pomoc. Wynika to z tego, że Szanowny Pan Żul, nim zostanie zdezynfekowany, oczyszczony, zabezpieczony i nadawać się będzie do jakiejkolwiek diagnostyki, to z pewnością trochę potrwa. Taka osoba nie dostaje pomocy od ręki wyłącznie z powodu, że przyjechała karetką, choć z pewnością się jej doczeka. Pamiętajmy ze personel medyczny w SOR zobowiązany jest kierować się tak zwaną segregacją medyczną: nadaje priorytety pacjentom. I nawet, jeżeli przyjedzie ambulans, to może się okazać, że przywiozła stan o wiele mniej poważny niż u osoby, która zgłosiła się samodzielnie i siedzi w poczekalni.

    Nie traktujmy lekarzy i pielęgniarek jak wrogów. Należy się chociaż odrobina zrozumienia i empatii w stosunku do personelu medycznego. Studiujemy wiele lat, poświęcamy swoje życie dla medycyny. To nie są studia takie jak inne. Tutaj mamy wiele wyrzeczeń, ogrom nauki. Wszyscy mówią: "Sami je sobie wybraliście", ale jak my byśmy się nie zdecydowali, to kto miałby iść na medycynę? A po tych wszystkich latach musimy pracować z menelami, a odmowa przyjęcia to dla nas poważne prawne konsekwencje.

    Apeluję: Wytrzeźwiej i dopiero przyjdź na badania. O ile mniej przypadków medycznych mielibyśmy w SOR. Ale póki prawo nie będzie chronić pracowników ochrony zdrowia i póki nie dostaniemy odpowiedniego wynagrodzenia za nasza pracę, dopóty system zdrowia dalej będzie tak funkcjonować.

    W SOR nie ma osób zdrowych. Każdy potrzebuje pomocy i doczeka się jej. Ale każdy niech pamięta, że przed nami mogą być inni, bardziej chorzy ludzie. Jest przyzwolenie w społeczeństwie, by traktować priorytetowo kobietę ciężarną (choć to nie choroba!), osobę na wózku inwalidzkim, osobę z jawną chorobą, np. zwolnienie miejsca w autobusie, w poczekalni, w kolejce.

    Ale osoba, która wygląda na zdrową niech stoi i czeka. Nawet jeśli sądzi, że wszyscy dookoła są bardziej zdrowi niż ona...

    Łukasz Surówka



    User Feedback

    Recommended Comments

    There are no comments to display.



    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Add a comment...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By meomartino
      Przecież ja płacę składki!
      Oczywiście! Składki do ZUS płaci niemalże każdy i każdemu się należy! Tylko, że z pustego to i Salomon nie naleje. A z takimi pretensjami zamiast do lekarzy, ratowników i pielęgniarek to należałoby się zwrócić do Ministerstwa Zdrowia czy chociażby dyrekcji szpitala (która to w mojej ocenie i tak często zapewne ma związane odgórnie ręce). Zawsze będę pamiętał z wykładu prof. Tomasza Jurka na zajęciach z prawa medycznego jakże trafne założenie, że w codziennych zmaganiach systemu stronami są pacjenci i medycy i to między nimi iskrzy, to oni się "widzą" - nie zauważamy jednak, że to co między nimi zachodzi, reguluje i organizuje trzecia strona - zacznijmy z samej góry i wymieńmy Ministerstwo Zdrowia. To jest ten bufor i katalizator.
      Jako lekarz, jaki ja mam wpływ, że o godzinie 1 w nocy podczas dyżuru, przed izbą przyjęć w której pracuje jest tłum? Żaden... co najwyżej mogę wyjść i zorientować się czy wszyscy oby na pewno wymagają szpitala o tej godzinie, ale to już zapewne sprowokuje kilka niesympatycznych komentarzy w moim kierunku. No i właśnie dziś kilka moich wspomnień jako lekarza. Ponieważ z reguły narzekamy jako pacjenci, ile to musieliśmy czekać, ile było "zbędnej" dokumentacji, że i tak nie wszystkie badania można zostały wykonane itp itd. I te narzekania oczywiście bardzo często są słuszne, ale źle zaadresowane a przez swoją bezskuteczność, nie mają większego sensu (chyba, że wliczyć wyładowanie złości)
      Godzina 23:30: Panie Doktorze, bo ja tutaj wyczułam takiego guzka na obojczyku - mówi młoda pacjentka. Ja troszkę zagryzam zęby, bo zastanawiam się "no ale co, wyrósł tak w nocy"? Pani neguje urazy i odpowiada na kilka pytań, ja zachowuję pokerową twarz, przechodzę do badania fizykalnego, następnie zlecam RTG i dodaję, że "uważam, że w takiej sytuacji lepiej byłoby przyjść rano" ... i w tym momencie zbliża się do mnie postać o gabarytach 2 x 2 m, partner pacjentki, zbliża się na odległość, że ciężko kartkę między nas włożyć i mówi "a co, masz jakiś problem?". I przestaje być miło...
      Godzina 20:00: Na korytarzu nie ma gdzie usiąść, przyjmuje pacjenta, puka ktoś do drzwi. Puka znów, mocno, wielokrotnie. Wychodzę. Proszę Pana, tu jest dziewczynka, która przechodziła przez plan filmowy - mówi Pani z plakietką z obsługi tego właśnie planu - i ktoś z okna, z drugiego piętra, rzucił cegłówkę na jej stopę, proszę się zająć. Zwracam wzrok w kierunku pacjentki - dziewczynka stoi, stąpa na obydwu stopach, widać, że płakała, ale teraz się do mnie uśmiecha, obok niej Rodzice. Oczywiście, proszę usiądźcie - odpowiadam - jak przyjdzie Państwa pora, to się zajmę (widzę, że nic zagrażającego życiu się nie dzieje, dotknąłem tą stopę i w ogóle powątpiewam czy cokolwiek się stało). I w tym momencie się zaczyna ... Proszę Pana, jeśli nie zajmie się Pan natychmiast dziewczynką, to gwarantuję Panu, że za chwilę będzie miał tu Pan TVN, Onet i Gazetę wyborczą i będzie zrobię Panu tu takie piekło, że ...
      Godzina 14:00: Wchodzę do gabinetu Izby Przyjęć po bandaż, za biurkiem Doktor z ponad 30-letnim stażem, na chwilę przed emeryturą. Słyszę jak tłumaczy pacjentowi, że w obrębie nadgarstka nie widać żadnych cech urazu i szkoda robić zdjęcie i naświetlać itd. Pacjent zbliża się do Doktora i zaczyna ... A przypier**** Ci ktoś kiedyś porządnie? I nigdy nie zapomnę reakcji Pana Doktora, a w zasadzie jej braku. Poker face. Nie wciągnął się w żadne zaczepki. Nie wiem jak ja bym zareagował akurat już na tak otwarty ofens.
      Powstanie powyższych sytuacji miały różne powody - jednak to nie lekarz był ich powodem czy jego zła wola, o co wydaje mi się czasem jesteśmy posądzani. W mojej ocenie, w 99% przypadków agresji, problem leży wyżej - stąd, jeśli ktoś denerwuje się, że tyle musiał czekać, że to już kolejne miejsce w które został odesłany, że nie mógł umówić się planowo itp itd, zawsze proszę aby zwrócić się do wyższej instancji z prośbą o poprawę sytuacji (i to może pomóc!). A nawet ze skargą! Bo raz jeszcze... jaka w tym moja wina, że pacjent musiał tyle czekać? Pretensje powinny być adresowane do tego, kto rzeczywiście za to odpowiada!
      Zachęcam do takiego spojrzenia na sprawę!
      PS. Przytoczone przykłady agresji to niestety wersja light.
    • By inkalekarka
      Minęły prawie dwa lata od moich ostatnich wpisów.
      Czy wiele się zmieniło? Nadal pracuję na prowincji, nadal na internie, mam nadzieję, że wiem już znacznie więcej.
      Od niedawna poznaję się też całkiem blisko ze Szczeklikiem (biblią internistów) - powoli kończę specjalizację i egzamin czyha tuż za rogiem... Chyba też lepiej radzę sobie ze stresem, mniej dyżuruję, więcej żyję poza pracą, ale też w ostatnich dwóch latach sporo życia straciłam (albo zyskałam?) na podróżach specjalizacyjnych - na stażach, kursach obowiązkowych do ukończenia specjalizacji. W międzyczasie zmieniłam też tryb pracy - od grudnia jestem rezydentką. Rok temu w lipcu po zwolnieniu się z Oddziału kilku osób zredukowaliśmy liczbę łóżek o połowę - zamknęliśmy całe jedno skrzydło, dzięki czemu jesteśmy w stanie zająć się prawidłowo pacjentami, nie narażając ich zdrowia i życia z powodu zbyt małej liczby lekarzy.
      Ale jak widać nie wszyscy tak twierdzą i nie zawsze jest tak miło, jakby człowiek tego oczekiwał.
      Siedzę właśnie na dyżurze, mam akurat chwilę, żeby zjeść, więc pomyślałam, że napiszę kilka słów, bo dawno aż tak się nie zdenerwowałam.
      Zaczęło się dzień wcześniej - przyjęta w trybie pilnym dwudziestokilkulatka z bólami w nadbrzuszu, z podwyższonymi parametrami zapalnymi, po włączeniu IPP znaczna redukcja dolegliwości, spadek CRP bez właściwie żadnego leczenia poza inhibitorem pompy protonowej (leku hamującego wydzielanie kwasu solnego w żołądku), wczoraj wykonana gastroskopia, USG brzucha, liczne inne badania, na dziś rano ustalono wypis do domu. Wczoraj jeszcze bardzo miły ojciec, z córką stojącą tuż obok, dopytywał o jej stan, o wyniki wykonanych badań, o dalsze plany.
      Wyszłam z pracy zadowolona z dobrego dnia. Ale nic nie trwa wiecznie - dziś od rana jedna wielka afera, matka pacjentki wykrzykująca do mnie, jak to jest zbulwersowana moim zachowaniem (widzi mnie po raz pierwszy w życiu), jak to ordynator powinien mnie nauczyć zachowania (podczas całej rozmowy milczę, ewentualnie przytakuję), no i tam różne inne ciekawe historie, jak to m.in. w POZ nawet brzucha nie zbadają, jak to tylko odsyłają na dodatkowe badania.
      Podsumowując – dostało mi się za całą ochronę zdrowia. Po chwili przychodzi córka okropnie niezadowolona, oczekująca informacji - rozmawiałyśmy wczoraj, dziś rano, ale w porządku, tłumaczę po raz trzeci wszystko od nowa, córka nie pozwala matce słuchać - odsyła matkę do pakowania rzeczy, krzycząc, że ona jest przecież dorosła. Na koniec, w chwili wręczania obu paniom karty informacyjnej  matka przeprasza mnie za swoje zachowanie i dopytuje, czy przyjmuję gdzieś prywatnie, bo ona bardzo by chciała mieć takiego swojego lekarza. Czasem zastanawiam się, czy przypadkiem nie pracuję w psychiatryku....
      I niby człowiek po 6 latach pracy w zawodzie lepiej radzi sobie ze stresem, ale jednak wytrąca go to z równowagi na cały dzień... A tu jeszcze prawie cała doba przede mną i leczenie naprawdę ciężkich stanów, ratowanie życia... Pozostawię to po prostu bez komentarza.
      Ale może to ze mną jest coś nie tak...?
    • By meomartino
      Pracuję na chirurgii. Kilka razy w miesiącu pracuję w izbie przyjęć. Na nią zgłaszają się następujący pacjenci:
      1. Do planowych przyjęć
      2. Skierowani do szpitala w trybie nagłym
      3. Przywiezieni przez karetki
      4. Przychodzący samodzielnie, bez skierowań
      Poniedziałek rano. 7:45.
      Jestem na oddziale, mam swoich pacjentów, więc obchód, zlecenia, rozmowa z pacjentami. Dzwoni telefon z Izby:
      - Doktorze, z nocy został "brzuch" i pacjent po urazie głowy, ale chyba są do wypuszczenia. Zejdzie Doktor?
      - Tak, ale musze najpierw załatwić sprawy na oddziale, będe za jakies 20 minut (na Izbie nie ma na stałe zatrudnionego lekarza, przecież to nie SOR...)
      Schodzę 8:10
      - Doktorze doszło jeszcze dwóch nowych pacjentów i mamy już 3 "planówki" (pacjenci do przyjęcia do zabiegów na następny dzień)
      - Świetnie
      No więc zadaję sobie pytanie od czego zacząć. Oglądam, badam i faktycznie "wypuszczam" pacjentów z nocy. Jest już 9:00. Puka ktoś do drzwi i mówi, że od 7:30 już czekają, a palec bardzo boli, bo się uderzył. Drugi pacjent zza ramienia woła, że też czeka i mu krew leci (widać lekko podsączony plaster na łokciu - nic się nie dzieje). Zaczynam więc przyjęcia planowe.
      Ponieważ zapowiadano wielokrotnie zmniejszenie biurokracji ... no właśnie. Po części żeby się wyżalić, a po części dla osób, które zastanawiają się "dlaczego to tyle trwa" poniżej przykładowe przyjęcie i to jak "zmniejszyła się" biurokracja.
      Dziś przyjęcia zaczynamy od 6-miesięcznej Milenki z zespołem Downa, która jutro ma zostać poddana zabiegowi odtworzenia ciągłości przewodu pokarmowego po wyłonieniu kolostomii w przebiegu zarośnięcia odbytu. Poniżej przeplatać się będą rozmowy z Mamą niemowlęcia, moje przemyślenia i spis kolejnych dokumentów oraz spraw do załatwienia.
      - Czy dziecko jest obecnie zdrowe? Nie przechodziło żadnej infekcji przez ostatnie 3 tygodnie? Nie przyjmowało antybiotyku?
      - Jest całkowicie zdrowa, ostatnia jakakolwiek gorączka była 2 miesiące temu, miała wtedy też lekki katar.
      Wstępnie więc wiem, że pacjentka będzie do przyjęcia, proszę Panią Pielęgniarkę by Milenka została przyjęta w systemie. Po chwili słyszę, że system się zaciął i Pani wychodzi do rejestracji.
      Przechodzę więc do badania fizykalnego - osłuchuję dziecko, badam brzuch, oglądam stomię. Nad sercem słyszę szmer skurczowy. Zaglądam do ankiety anestezjologicznej i konsultacji anestezjologicznej. Adnotacja: dziewczynka przed zabiegiem wymaga ponownej konsultacji kardiologicznej. Pytam więc mamę czy się ona odbyła.
      - Nie, nie odbyła się, bo powiedziano mi, że jak już się przyjmiemy to się ją zrobi
      Zobaczymy czy tak się "ją zrobi". No więc dzwonię na kardiologię i słyszę, że najszybciej jutro rano - proszę przysłać dziecko na 8:00. No tak, tylko, że dziewczyna miała iść jako pierwsza w planie, czyli trzeba będzie zmienić kolejność zabiegów. Ale ok, mamy jakieś wyjście.
      Wróciła Pani Pielęgniarka, mówi, że jeszcze 5 minut zanim dziecko pojawi się w systemie. Otwieram więc ... notatnik i spisuję wywiad.
      Dochodzę do pytania o inne choroby przewlekłe i dowiaduję się, że dziewczynka ma także padaczkę i niedoczynność tarczycy. Przechodzę do leków: Euthyrox i Depakine.
      - W jakich dawkach?
      - Euthyrox o tu mam spisane, a Depakine ... wie Pan co zostawiłam w domu opakowanie a na nim miałam zapisane, ale chyba 100-0-100. Już dzwonię do męża się upewnić ... mąż nie odbiera... Doktorze, to ja później podejdę do Pana i Panu powiem.
      No tak, tylko, że później to ja będę cały czas tu na izbie...
      - To już proszę przekazać to lekarzowi dyżurnemu w takim razie
      I wpisuję w kartę zleceń z adnotacją, że dawka do uzupełnienia.
      Ok, Milena jest już w systemie, więc otwieram dokumenty z przyjęcia i uzupełniam spisany wcześniej wywiad. Dodaję badanie przedmiotowe. Rozpisuję plan hospitalizacji (kolejne nowe zadanie).
      Pytam Rodzica czy ma grupę krwi dziecka - tak, ma, ale widnieje zapis [x] Grupa niepotwierdzona (czyli tak jakby w zasadzie grupy krwi nie było). Więc zlecam ponownie badanie grupy krwi i wypełniam zlecenie na rezerwę 100 ml UKKCz do zabiegu na jutro.
      Otwieram kolejny dokument: okołooperacyjna profilaktyka antybiotykowa (kiedyś przed zabiegiem po prostu się pytano czy podać i w jakiej dawce - teraz kolejny, nowy dokument). Zapisuję, drukuję, podbijam, wsadzam do historii (no przecież papierowa dokumentacja nadal istnieje).
      I kolejny dokument: przesiewowa ocena stanu odżywienia. Spisuję wagę, wzrost. Liczę BMI. Szukam siatek centylowych, przekładam pomiary na wykresy WHO, wpisuję do dokumentu (to także stosunkowo nowy obowiązek - jak dla mnie, na ten moment to średnio kolejne 5-7 minut)
      Jest 9:25. Teraz szukam odpowiedniej zgody na zabieg. Do izby jednak puka i wchodzi ratownik (patrzę za okno - stoi karetka) - Doktorze, mamy poparzonego chłopca, 15 miesięcy, ściągnął na siebie gorącą herbatę. Oparzona klatka piersiowa, szyja i częściowo twarz.
      Przerywamy więc przyjęcie, proszę mamę z Milenką o chwilowe opuszczenie gabinetu... Wjeżdża zespół pogotowia z chłopcem i jego tatą. Po ściągnięciu tymczasowych opatrunków wygląda na to, że oparzenia głównie I stopnia, jeden niewielki pęcherz w okolicy prawego ramienia. Dziecko wyjątkowo spokojne jak na tego typu sytuację. Jedynie 15-minutowa przerwa w przyjmowaniu Mileny. Jest 9:40
      Znalazłem odpowiednią zgodę na zabieg, chcę wydrukować - brak papieru w drukarce. W szafce nie ma zapasu. Pielęgniarka idzie do sąsiedniego gabinetu.
      Znów pukanie i drzwi od razu się otwierają... Doktorze, czekamy już ponad 2 godziny z tym palcem... ile jeszcze będziemy czekać? Ciągle ktoś wchodzi, wychodzi, my czekamy, a zaraz jeszcze pewnie kolejna karetka przyjedzie. Troszkę ciśnienie mi się już podnosi, bo powstają myśli typu "pacjent ze stłuczonym (wczoraj!) palcem przychodzi do szpitala i marudzi", ale grzecznie odpowiadam "Musicie Państwo czekać, tu jest jeden gabinet, jestem jedynym lekarzem i ja ustalam kolejność, wiem, że Państwo czekacie".
      W drukarce mamy już papier, drukuję zgodę, Mama Milenki czyta i dopytuje o możliwe powikłania, rozmawiamy kolejne 5 minut. Zgoda podpisana.
      Uzupełniam okładkę historii - wpisuję rozpoznanie słownie, ICD 10, podbijam. Ok, to wszystko!
      A nie, przecież jeszcze karta epidemiologiczna (paradoksalnie zaczęliśmy ją wypełniać jakoś tydzień po zakończonym strajku, gdzie jednym z postulatów poza 6,8% PKB na ochronę zdrowia, było zmniejszenie biurokracji).
      Wypełniam z Mamą: przyjęcie z domu, planowe, szczepienia pełne, na WZW A/B/C nie chorowała lub brak danych, na HIV wynik nie był nigdy robiony, czy przez 6 ostatnich miesięcy był hodowany u Mileny patogen alarmowy? (Konieczne wytłumaczenie oraz przewertowanie dotychczasowej dokumentacji). Czy przez 6 ostatnich miesięcy był stosowany antybiotyk? Panie Doktorze, mnóstwo (znów wertujemy i wypisujemy - w końcu obowiązkowe). Czy były stosowane leki immunosupresyjne? (Konieczne wytłumaczenie, że chodzi o sterydy czy po prostu leki obniżające odporność) ... i jeszcze kilka "fajnych" pytań. Ok, kończymy
      Jest 10:00 - skończyliśmy pierwsze przyjęcie! Proszę o zaprowadzenie pacjentki na oddział i jeszcze sprawdzenie kto czeka do nas poza kolejnymi 2 przyjęciami planowymi, stłuczonym palcem, raną łokcia.
      - Panie Doktorze jest jeszcze kolejny uraz głowy (wczoraj dziecko wieczorem uderzyło się o łóżko i jest jakieś nieswoje wg Rodziców), resztka kleszcza, nadgarstek i jedna Pani pyta czy ją Doktor przyjmie, bo w poradni nie ma miejsc, ona zapomniała się zarejestrować, a w rejonie nie chcieli jej zdjąć szwów, a jutro wyjeżdzają na wakacje.
      Grrr. Jak żyć? Jeśli choć trochę wczuliście się w te realia, to teraz przełóżcie to na całą dobę pracy. Bardzo delikatnie mówiąc, o komforcie pracy nie ma mowy. Czekam na Wasze spostrzeżenia i komentarze.
      Tak w rzeczywistości wygląda przyjęcie do szpitala... przynajmniej u mnie
       

    • By Kot
      Zapraszamy do uczestnictwa w naszych szkoleniach. Oferta rozrosła się znacznie:
       
      >> 18 maja 2019 Kurs "EKG - niebo czy piekło?" - nowy kurs omawiający podstawy interpretacji EKG, obejmuje również leczenie zaburzeń rytmu i przewodzenia oraz rozpoznanie i postępowanie w OZW. Niezbędny dla każdego dyżuranta NPL, SOR i ZRM. Przeznaczony również dla ratowników medycznych i pielęgniarek.
      https://www.facebook.com/events/2192906720950655/
      >> 25-26 maja 2019 Kurs Pediatryczny - jak przetrwać w piekle SOR! - zupełnie nowy kurs skupiający się na pacjencie pediatrycznym. Dziecięca wersja kursu SOR.
      https://www.facebook.com/events/1996350410666058/
      >> 6-7 kwietnia 2019 Kurs Dantego - jak przetrwać w piekle SOR (dla dorosłych) - znany i lubiany kurs przygotowujący do pracy na SOR.
      https://www.facebook.com/events/1941310722605312/
      >> 1 czerwca 2019 Kurs "Poród nagły" - przyjęcie porodu nagłego w warunkach przedszpitalnych, ćwiczenia na symulatorach porodu, opieka nad ciężarną i noworodkiem, resuscytacja noworodka, stany zagrożenia życia u kobiety w ciąży.
      https://www.facebook.com/events/384462175436376/
      >> 7-8 września 2019 TRAUMA KURS z WIR SOF-MED-CENTER - podsumowanie najnowszych wytycznych cywilnych i wojskowych dotyczących leczenia urazów. Drugiego dnia kursu głos oddajemy wojskowym medykom, którzy przedstawią najnowsze wytyczne medycyny wojskowej i poprą je swoim doświadczeniem z działań w Iraku i Afganistanie.
      https://www.facebook.com/events/1168425296658948/
       Zapraszamy!
    • By Kot
      Boisz się pracy na SOR? Uważasz, że to piekło od którego trzeba się trzymać z daleka? Zapraszamy na czwartą edycję Kursu Dantego - czyli jak poradzić sobie w piekle SORu + warsztaty praktyczne.
      Zapraszamy na naszą stronę na FB: https://www.facebook.com/kursyDantego/
      Rejestracja: https://kursdantego4.konfeo.com/pl/groups
      Jedyny w Polsce survivalowy kurs przygotowujący do pracy na SOR.
      + spotkasz doświadczonych lekarzy, którzy od wielu lat pracują na SOR
      + odkryjesz praktyczne algorytmy, wskazówki, triki jak radzić sobie w najczęstszych przypadłościach
      + poznasz aspekty prawne, organizacyjne i specyfikę pracy lekarza na SOR
      + dowiesz się jak uniknąć najczęstszych pułapek
      + nie popełnisz błędów, które popełnili inni
      + SOR przestanie już Cię przerażać

      Możliwość wpłat ratalnych 2x 500zł. Pierwsza rata w ciągu 5 dni od rejestracji, druga rata do 16 listopada 2018.
      Wiedza i umiejętności, które pozyskasz na naszym kursie przydadzą się także:
       > w POZ i NPL
       > na oddziale szpitalnym
       > w pogotowiu ratunkowym
       > na obstawach i podczas transportów medycznych
      Kurs objęty patronatem:
      > Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala MSWiA w Warszawie z jej ordynatorem dr Rafałem Wójtowiczem
      > Polskiego Towarzystwa Pielęgniarstwa Anestezjologicznego i Intensywnej Terapii
      > Porozumienia Rezydentów OZZL
      > Portalu i czasopisma PrzypadkiMedyczne.pl
      > Portalu MedFor.me
      Partner wydarzenia:
      Baxter Polska;
      Live-Med.
      Cena kursu zawiera:
      1) certyfikat z punktami edukacyjnymi
      2) materiały kursowe (wydrukowane prezentacje, algorytmy praktyczne, spis literatury, opisy zabiegów)
      3) przerwy kawowe (woda, soki, kawa, ciastka)
      4) obiad w sobotę i niedzielę
      5) przestronną, nowoczesną i kompleksowo wyposażoną salę z pięknym widokiem
      6) opiekę merytoryczną naszych instruktorów. Przez rok po kursie przez 24h/7 dni w tygodniu. Jeśli na dyżurze natraficie na problem z pacjentem to będziecie mogli uzyskać poradę przez telefon.
      7) udział w WARSZTATACH PRAKTYCZNYCH (Warsztaty z procedur ratujących życie oparte w dużej cześci o procedury Tactical Combat Casuality Care (TCCC) wykorzystując doświadczenia wojskowych)
      Cena kursu nie zawiera:
      - kosztów noclegu;
      - kosztów parkingu.
      WARSZTATY PRAKTYCZNE
      a) Zabezpieczanie dróg oddechowych: intubacja, maska krtaniowa, rurka nosowo-gardłowa - ćwiczenia na fantomie;
      b) konikotomia ratunkowa - ćwiczenia na preparatach odzwierzęcych;
      c) zastosowanie materaca próżniowego, deski i kołnierza, czy zawsze deska i kołnierz są niezbędne?;
      d) pokaz mechanizmu powstawania odmy prężnej na preparacie odzwierzęcym, odbarczenie odmy opłucnowej na fantomie oraz pokaz jedynych skutecznych opatrunków wentylowych;
      e) szybkie badanie urazowe;
      f) bezpieczna defibrylacja z minimalizowaniem przerw w uciskaniu klatki piersiowej;
      g) użycie opaski uciskowej (stazy taktycznej) i tamowanie krwotoku metodą wound packingu.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.