Jump to content
  • Newsy

  • Sign in to follow this  

    Tajemnicze AKRONIMY w badaniach klinicznych. Skąd się wzięły?


    Newman

    PALOMA, MONALEESA, MONARCH, HERA, SPARTAN, TRITON, MAGIC, CLEOPATRA, PICASSO...

    Ten zbiór brzmi jak akapit ze słownika dla miłośników krzyżówek? Może coś pomiędzy mitologią a historią sztuki? Bynajmniej. Są to skrócone nazwy poważnych badań klinicznych, które zmieniały standardy leczenia chorób układu krążenia czy nowotworów złośliwych!

    Akronim, czyli skrótowiec to słowo utworzone przez skrócenie wyrażenia składającego się z dwóch lub więcej słów, których nie literuje się, ale czyta, jakby były jednym wyrazem. W słowniku mamy wiele takich wyrażeń, takich jak KNF, Polmos, cepeen, NATO, laser czy PZKosz. W codziennej mowie są ich tysiące. A jak znalazły się w literaturze naukowej? Historia jest bardzo ciekawa...

    Domeną medycznych badań naukowych przez wieki były opisy przypadków. Na ich podstawie wysuwano śmiałe hipotezy i formułowano wnioski. Z biegiem czasu serie kazusów okazywały się niewystarczające, bo przebieg chorób i efekty ich leczenia nie były w wystarczającym stopniu powtarzalne, a zatem nie dawały mocnych, przekonywających dowodów. Spowodowało to rozwój statystyki w medycynie i dało impuls do badań obserwacyjnych, a szczególnie kohortowych. Stosowanie leków lub metod leczniczych jest dziś możliwe w medycynie wtedy, gdy dowiedzie się ich co najmniej takiej samej skuteczności jak metody uznanej za standardową, a gdy takiej nie ma - gdy wykaże się przewagę nad placebo. Złożoność badań naukowych jest związana zarówno z liczbą biorących w nich udział pacjentów, jak i rygorami metod statystycznych - powoduje to, że prace naukowe w dziedzinie medycyny to rozbudowane artykuły z dziesiątkami przypisów, tabel i wykresów. Ich przydługie tytuły po prostu nie mogą być przyjemną dla oka lekturą... A jeśli weźmiemy pod uwagę, że każde badanie kliniczne jest oznaczone złożonym numerem, którego nikt nie jest w stanie zapamiętać to szansa na atrakcyjny dla czytelnika przekaz spada do zera! Jak zatem przekazać całemu środowisku ważne wyniki badania skoro nikt nie będzie nawet wiedział jakiego tytułu szukać?

    I tu z pomocą przychodzi skrótowiec - wpadający w ucho, łatwy do powtórzenia, a najlepiej jeszcze kojarzący się pozytywnie. Choć pierwsze skróty zaczęto stosować w anglosaskiej literaturze w latach 70. XX wieku, to za swoisty przełom można uznać badanie Multiple Risk Factor Intervention Trial z 1981 roku - w skrócie MRFIT. Był to interwencyjny program badawczy, którego celem było zmniejszenie ryzyka zgonu z powodu choroby wieńcowej. Zatem potoczny "Mr Fit" stał się nie tylko mnemotechnicznym sposobem zapamiętania nazwy trialu, ale też tematycznie do niego nawiązywał.

    To właśnie kardiologia była w awangardzie nowej mody, a kolejnym krokiem było zastosowanie akronimów o patetycznych i historycznych konotacjach. Dobrym przykładem jest tu ISIS-1, gdzie egipska bogini Izyda stała się "patronką" atenololu podawanego pacjentom po zawale serca w dużym badaniu klinicznym First International Study of Infarct Survival Collaborative Group z lat 80. Dziś przykład akronimu ISIS nie jest może zbyt fartowny, ale kolejne niekontrowersyjne przykłady historycznych i mitologicznych skrótowców posypały się jak z rękawa. Badania ATHENA, PALLAS, TRITON czy PLATO, SOCRATES, ARISTOTLE pozwalały autorom uszczknąć nieco dodatkowej potęgi i prestiżu postaci z przeszłości.

    akronimy1.jpg

    I tak w ciągu 30 lat tytuły badań klinicznych przeszły ewolucję od całkiem anonimowych, poprzez charakterystyczne inicjały czy homonimy, aż po dobrze rozpoznawalne neologizmy, których nie da się pomylić z niczym innym. Przybywało publikacji (w samej tylko kardiologii w roku 1992 ogłoszono około 250 dużych badań, a w roku 2002 już ponad 4100!), wiedza stawała się coraz mniej egalitarna. W krótkim czasie dla wszystkich naukowców i grup badawczych stało się jasne, że aby zyskać rozgłos i zainteresowanie trzeba dołączyć do tej słownej zabawy. Można śmiało mówić o akronimanii czy akronimofilii (pojęcia ukute przez wiodącego krytyka, prof. Tsung O. Cheng z Waszyngtonu). Macie państwo do dyspozycji nawet internetowy generator akronimów: http://acronymcreator.net/ (polecam spróbować!).

    Schody zaczęły się w erze internetowych wyszukiwarek, gdy okazało się, że na przykład pod skrótem HEART kryje się ponad 40 różnych badań, a takich przykładów jest więcej. Co gorsza niektóre potoczne wyrażenia i słowa używane jako akronimy (CURE, SMART) kompletnie nie dają się odnaleźć w PubMed czy Medline. Przy ogromnej liczbie badań skrótowce tworzono od pierwszych, czasem pierwszych dwóch liter wyrazów składających się na tytuł badania, potem używano litery ze środka. Zaczęło jednak przybywać nazw sztucznie rozbudowanych, sztukowanych na siłę czy akronimów akronimów (badanie AIMS, czyli APSAC International Mortality Study). Powstały też pseudoakronimy (np. The EINSTEIN Study), które miały tylko ładnie brzmieć, ale w ogóle nie odnosiły się do liter tytułu. Problemem stało się także używanie wyrazów kojarzonych pejoratywnie lub delikatnie mówiąc niestosownych. Zdarzają się, szczególnie w kardiologii, takie antynomie powagi, jak chociażby akronimy kulinarne (APRICOT, BIG-MAC, DISH, GUSTO, MOCHA, SALAD, SALT, TOAST), geograficzne (MIAMI, NEVADA, PARIS, SIAM, THAMES, TIBET) czy też z zacięciem romantycznym (CASANOVA, M-HEART, KISS).

    W 2014 roku w British Journal of Medicine grupa Duńczyków z typowym dla siebie poczuciem humoru opublikowała przewrotną pracę przeglądową SCIENTIFIC czyli "SearCh for humourIstic and Extravagant acroNyms and Thoroughly Inappropriate names For Important Clinical trials". Wskazali w niej algorytm, który za pomocą dwóch kryteriów:

    • pozytywnego: BEAUTY = Boosting Elegant Acronyms Using a Tally Yardstick
    • negatywnego: CHEATING = obsCure and awkHward usE of lettArs Trying to spell somethING

    ocenia punktowo jakość utworzonego akronimu. Punktów dostaje się za poprawne wykorzystanie liter czy zgodność powstałego skrótowca z daną dziedziną medycyny, a traci za obecność liter kompletnie niezwiązanych z tytułem pracy. Autorzy ze smutkiem konkludowali, że choć rośnie ilość akronimów od roku 2000 w dziedzinach takich jak kardiologia, pulmonologia czy endokrynologia, to ich jakość systematycznie spada. Wśród potworków odnaleźć m.in SU.FOL.OM3 (SUpplementation with FOLate, vitamins B-6 and B-12 and/or OMega-3 fatty acids and B-12 and/or OMega-3 fatty acids). Autorzy chwalą za to akronim badania 4D (Die Deutsche Diabetes Dialyse Studie).

    Inni autorzy zwrócili uwagę na to, że powszechnie stosowane nazwy badań klinicznych nie powinny tendencyjnie nawiązywać do potencjalnego pozytywnego skutku, ponieważ jest to rodzaj wywierania wpływu na pacjentów, którzy rozważają świadomą zgodę na udział. Wskazano takie akronimy jak ALIVE, CURE, HELP, IMPROVED, LIVE, MIRACL, RESCUE czy SAVED. Istnieje poważna obawa, że pacjent podświadomie chętniej zgodzi się na udział w badaniu "MIRRACLE", "HOPE" czy "LIFE" niż " DEATH" lub "DEVIL" (wszystkie nazwy autentyczne).

    W związku z dynamicznym rozwojem onkologii także ta dziedzina przeżywa akronimowy boom. Podczas gdy badania nad leczeniem raka z lat 90. pełnie były tajemniczych numerów, po roku 2000 zaczęły dominować skrótowce. Dalece niepełną ich listę z odniesieniami odnajdziemy tu. Obecnie każdy licząca się firma lub niekomercyjna grupa badawcza tworzy wpadające w ucho nazwy dla swoich triali, co faktycznie usprawnia komunikację na onkologicznych zjazdach, ułatwia naukę, a nawet zachęca do daleko idącej mnemotechniki: już na kilku konferencjach byłem świadkiem, jak prelegent przedstawiał wyniki badań trzech głównych leków z grupy inhibitorów cyklin CDK4/6 w formie... obrazków! Czy jest lepszy sposób, by wspomnieć o badaniach PALOMA, MONALEESA i MONARCH niż grafiką w stylu poniższej?

    akronimy.jpg

    W artykule korzystałem z interesującego tekstu Christophera Labos The Alphabet Soup of Clinical Trial Acronyms.

    Mateusz Malik, lekarz

    Źródła:

    1. Christopher Labos, MD CM, MSc. The Alphabet Soup of Clinical Trial Acronyms. ACRONYM: an Albeit Cool but Really Obtuse Naming strategY for Medical studies https://www.medscape.com/viewarticle/857543
    2. Multiple risk factor intervention trial. Risk factor changes and mortality results. Multiple Risk Factor Intervention Trial Research Group. JAMA 1982 https://www.medscape.com/medline/abstract/7050440
    3. SearCh for humourIstic and Extravagant acroNyms and Thoroughly Inappropriate names For Important Clinical trials (SCIENTIFIC): qualitative and quantitative systematic study, BMJ 2014 https://www.bmj.com/content/349/bmj.g7092
    4. Orlowski JP, Christensen JA. The potentially coercive nature of some clinical research trial acronyms. Chest 2002;121:2023-8.
    5. Cheng T O. Acronymophilia. The exponential growth of the use of acronyms should be resisted (https://www.bmj.com/content/309/6956/683?ijkey=0ec7dae766b79a2d7b41eb1a36296b661c535187&keytype2=tf_ipsecsha)
    6. http://acronymcreator.net/
    Sign in to follow this  


    User Feedback

    Recommended Comments

    There are no comments to display.



    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Add a comment...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Newman
      W dniach 5-6 kwietnia 2019 r. w Warszawie odbyła się VII Konferencja Naukowa Czasopisma "Nowotwory. Journal of Oncology" pt. Debaty Onkologiczne. Zjazd był przede wszystkim areną medycznych dyskusji nad najbardziej kontrowersyjnymi zagadnieniami współczesnej onkologii takimi jak postępowanie lecznicze u pacjentek z potrójnie negatywnym rakiem piersi, wiarygodność predykcyjna biomarkerów w immunoterapii czy długość uzupełniającej chemioterapii u pacjentów po operacji raka jelita grubego z czynnikami ryzyka. Ale wśród tematów znalazło się także wiele takich, które wykraczają poza mury ośrodków onkologicznych i mogą być interesujące dla ogółu polskiego społeczeństwa.
      Należy tu wspomnieć o szeroko dyskutowanej roli medycznej marihuany w leczeniu wspomagającym, kontrowersjach wokół szkodliwości e-papierosów i podgrzewaczy tytoniu czy modnym temacie badań przesiewowych w kierunku raka płuca u palaczy niskodawkową tomografią klatki piersiowej. Nie zabrakło rozmowy na temat mitów o leczeniu onkologicznym dotyczących przyczyn nowotworów oraz ich leczenia konwencjonalnego i niekonwencjonalnego. Ta debata, utrzymana w humorystyczno-refleksyjnym klimacie, okazała się strzałem w dziesiątkę i dała zgromadzonym onkologom szansę do zastanowienia w jakim stopniu brak lekarskiej komunikacji z pacjentami i wynikający z niej brak zaufania odpowiadają w ostatnich latach za dynamiczny rozwój rakowej szarlatanerii i onko-biznesu żerującego na ciężko chorych.
      Osobna debata poświęcona została Krajowej Sieci Onkologicznej (KSO), której pilotaż jest już realizowany przez Ministerstwo Zdrowia w kilku województwach. Sieć chwalona za próbę wdrożenia korzystnych dla polskich pacjentów powiązań pomiędzy większymi i mniejszymi ośrodkami onkologicznymi w danym rejonie jest jednocześnie ostro krytykowana przez wielu prominentnych onkologów za brak zaplanowanej wiarygodnej, merytorycznej i naukowej oceny swojej efektywności, ponieważ nie powołano eksperckiej instytucji kontrolnej. Wyniki leczenia pacjentów leczonych w KSO będą więc oceniane w sposób stronniczy, gdyż analizą mają zajmować współautorzy całego projektu. Lekarze licznie obecni na sali plenarnej zwracali uwagę na to, że ogromne środki przeznaczone na program mogą zostać "utopione" w wątpliwym projekcie, a nie będzie żadnej rozsądnej metody oceny koszt-efektywność.
      Zarówno ta, jak i pozostałe debaty miały interaktywny charakter i umożliwiały wszystkim uczestnikom oddanie głosu ZA lub PRZECIW.
      Na koniec organizatorzy przygotowani wyjątkowy plebiscyt pt. Największe absurdy w polskiej onkologii. Głosy z całej Polski zbierano już od kilku miesięcy. W czasie obrad podsumowano je wszystkie i poprzez głosowanie uczestnicy wskazali jeden. Część z wymienionych poniżej problemów to zasługa politycznej niemocy i dysfunkcyjnego systemu ochrony zdrowia w Polsce, wiele dotyczy złego prawa, ale praktycznie każdy jest powodem ogromnej frustracji całego środowiska. Trudno podchodzić do sprawy bez emocji, gdy na drodze do lepszej pomocy pacjentom z potencjalnie śmiertelną chorobą stoją przeszkody administracyjne i pułapki prawne.
      Największe absurdy w polskiej onkologii to między innymi:
      Krajowa Sieć Onkologiczna Utrudniony dostęp do zabiegów rehabilitacyjnych, szczególnie dla pacjentek po leczeniu raka piersi, gdy jest to wysoce zalecane i pomaga przyspieszyć powrót do życia społecznego Programy Lekowe NFZ, w ramach których finansowane są najdroższe leki (wymagają od lekarzy ogromnej biurokracji, zawierają konieczność wykonywania zbędnych badań laboratoryjnych, narzucają niekoniecznie medycznie uzasadnioną kolejność stosowania różnych leków i przede wszystkim ograniczają poprzez liczne wykluczenia dostęp pacjentom do wielu leków) A zwycięzcą okazał się absurd absurdów:
      Realizacja w Polsce zapisu artykułu 6. ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (Dz.U.2017.0.1318) o treści:
      Pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom aktualnej wiedzy medycznej.
      Wszyscy uczestnicy zgodzili się, że prawo może i ma, ale państwo polskie za aktualną wiedzą medyczną nie nadąża.

      Mateusz Malik, lekarz
      Fragment ustawy pochodzi ze strony www.lexlege.pl
    • By Newman
      Choć nierzadko próbuje się w dokumentacji medycznej ukryć przed pacjentami ich obecność czy podejrzenie (na przykład w opisie tomografii wpisując "meta" lub "mts") to fakt pozostaje faktem - lekarzowi chodzi o PRZERZUTY. Zwyczaj chronienia pacjentów przed bolesną prawdą wyrósł głównie z kancerofobii - obecnej wciąż nie tylko wśród pacjentów, ale i medyków. Mniej lub bardziej uzasadniona obawa, by niepotwierdzonym wynikiem nie wywołać u pacjenta szoku ma swoje jasne i ciemne strony. I choć łacina w medycynie coraz bardziej zanika, a diagnozy wpisuje się w językach narodowych to można spodziewać się, że popularne skróty od łacińskiego (i angielskiego) słowa metastasis na długo pozostaną w onkologicznym slangu.
      Słowem wstępu: Każdy rak to nowotwór złośliwy. Nie każdy nowotwór złośliwy to rak. Rak dotyczy komórek w nabłonkach (skóra, błony śluzowe). Ale mamy w organizmie inne rodzaje komórek i stąd szereg innych typów nowotworów złośliwych które istotnie różnią się charakterem, sposobem leczenia, rokowaniem i wszystkie mogą dawać własne przerzuty:
      mięsaki - z komórek tkanki łącznej czyli na przykład kości, chrząstki, mięśni; grupa bardzo zróżnicowana; czerniaki - z komórek barwnikowych skóry i błon śluzowych; glejaki i inne wywodzące się z komórek układu nerwowego; nowotwory germinalne - z tak zwanych sznurów płciowych, czyli upraszczając - z komórek rozrodczych; białaczki - z komórek krwiotwórczych; chłoniaki - z komórek układu chłonnego (limfatycznego); inne, na przykład nowotwory neuroendokrynne (NET-y) z komórek wydzielających hormony które są już tak pokręcone, że mogą być zarówno rakiem jak i nie-rakiem, a co więcej złośliwe, jak i niezłośliwe I chociaż te "nie-raki" bardzo różnią się od nowotworów nabłonkowych to często (szczególnie w mediach) są wrzucane do jednego worka pt. "rak". Jak na pobliskim obrazku, gdzie pani Marzena (55 l.) została "cudownie uzdrowiona" ze śluzaka serca, który to z rakiem nie ma nic wspólnego. Nie dajcie się zmylić!
      Dlaczego niektóre nowotwory dają przerzuty, a inne nie? Wiemy, że zależy to od wielu czynników. Na przykład uogólnienie choroby jest bardziej prawdopodobne, gdy nowotwór jest mocniej zaawansowany, "głębiej" nacieka czy ma dostęp do naczyń krwionośnych, ale i tu medycyna nierzadko nas zaskakuje.
      Oto kilka świętych zasad dotyczących słynnych "meta":
      Obecność przerzutów zawsze wiąże się z gorszym rokowaniem dla pacjentki/pacjenta niż ich nieobecność. Przerzuty mogą być lokalne (do regionalnych węzłów chłonnych) lub odległe (do innych narządów, do jamy otrzewnej/opłucnej, do skóry, do węzłów chłonnych). Pierwsze często usuwa się chirurgicznie razem z guzem i ich obecność nie przeszkadza w całkowitym wyleczeniu choroby. Nie zawsze przerzuty odległe oznaczają, że choroba jest nieuleczalna. Zazwyczaj jednak tak jest. Tylko chirurgiczne usunięcie (względnie radioterapia) wszystkich ognisk rozsianej choroby umożliwia całkowite wyleczenie RAKA. Trochę inaczej jest w "nie-rakach" wymienionych wyżej. Jeśli u osoby wyleczonej z raka w ciągu kilku lat od zakończenia leczenia wykryje się przerzuty, to najczęściej przyjmuje się, że jest to nawrót tej samej choroby. Gdy wykryje się guz nowotworowy należy wykluczyć przerzuty. Gdy wykryje się przerzuty należy odnaleźć guz pierwotny. Niekiedy wykrywa się przerzuty, a nie udaje się odnaleźć guza pierwotnego! Taki przypadek nazywa się FPI, z łacińskiego focus primarius ignotus = nieznane ognisko pierwotne. Można mieć przerzuty z dwóch lub nawet więcej nowotworów jednocześnie, ale zdarza się to bardzo rzadko. Jeśli ktoś ma raka narządu "A" i przerzut do narządu "B", to leczenie systemowe (chemioterapia, leki celowane, immunoterapia) ukierunkowuje się na nowotwór narządu "A". Przerzutami nie można się zarazić! Nowotworem nie można się zarazić! Dotychczas nikt nie opublikował jednej, spójnej, systematycznej i powtarzalnej dla wszystkich nowotworów teorii, która tłumaczy mechanizm powstawania przerzutów. Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że z guza  pierwotnego "odrywa się" pojedyncza komórka, wędruje drogą krwi oraz limfy i osadza się w innym miejscu. Wciąż jednak poruszamy się wśród hipotez. Z jednej strony doświadczony onkolog potrafi w chwili rozpoznania ocenić, u kogo z pacjentów w ciągu kilku najbliższych miesięcy choroba prawdopodobnie się rozsieje, z drugiej strony łatwo o pomyłkę. I dlatego w opiece onkologicznej tak istotna jest regularna kontrola po wyleczeniu. Teoretycznie KAŻDY nowotwór złośliwy może potencjalnie dać przerzuty. Są takie, które rozsieją się na 99% i takie, które nie rozsieją się na 99%, ale w onkologii nigdy nie mów nigdy.
      Są miejsca w ludzkim ciele, gdzie przerzuty osiedlają się częściej. Są to węzły chłonne, bo leżą na przebiegu naczyń limfatycznych; wątroba, bo przepływa przez nią ogromna ilość krwi; wiele nowotworów może też przenieść się do płuc.
      Ciekawym i wciąż badanym zjawiskiem jest tendencja wielu nowotworów do przerzucania się w specyficzne miejsca i to niekoniecznie położone blisko pierwotnego guza. I tak przerzutów z raka prostaty spodziewamy się głównie w węzłach chłonnych i kościach, czerniak skóry ma tendencję do umiejscowienia przerzutów w węzłach chłonnych, skórze, płucach, wątrobie czy mózgu, a rak żołądka skłonny jest uogólnić się w wątrobie, otrzewnej, płucach i kościach. Oczywiście zgodnie z regułą "nigdy nie mów nigdy" zdarzają się niespodzianki. W swojej krótkiej onkologicznej karierze widziałem już takie cuda jak przerzut glejaka mózgu do płuc czy z nerki na środek czoła.
      Jak było wspomniane powyżej czasem przerzuty odległe raka (względnie mięsaka, czerniaka lub nowotworu germinalnego) można spróbować usunąć. Takie operacje podejmuje się wyłącznie gdy liczba stwierdzonych przerzutów jest niewielka, gdy ich rozmiar jest odpowiednio mały i przede wszystkim gdy możliwe jest wycięcie wszystkich ognisk choroby. W większości przypadków metastazektomia czyli chirurgiczne usunięcie przerzutu i tak nie chroni przed nawrotem, ale wykonuje się ją w takich nowotworach, gdzie postępowanie to ma udowodniony korzystny wpływ na rokowanie. Można usunąć przerzut z wątroby, płuca, mózgu, węzła chlonnego czy kręgu kręgosłupa, ale są i miejsca, które z zasady nie nadają się do tego typu interwencji z uwagi na duże ryzyko. Czasami próbuje się zastąpić chirurgię radioterapią lub radiochirurgią, aby zmniejszyć inwazyjność i zredukować powikłania pooperacyjne. Niestety stereotaktyczne napromienianie, gamma-knife czy terapia protonowa jest leczeniem możliwym do wykonania tylko w wybranych przypadkach.
      Bywa, że rak daje pojedynczy odległy przerzut, który po usunięciu +/- terapii uzupełniającej nigdy nie nawraca. Bywa też, że metastazy są niemal w każdym miejscu ciała...
      Odpowiadając na pytanie z tytułu posłużę się przykładem: U pacjenta z pierwotnym nowotworem kości, czyli mięsakiem, który rozwinął przerzuty do płuc leczymy pierwotną chorobę, czyli mięsaka. Obecnie w sytuacji uogólnienia tej choroby rokowanie jest bardzo niepomyślne, a w leczeniu standardem jest chemioterapia + terapia paliatywna. Jeśli natomiast mamy pacjenta z rakiem płuca, u którego stwierdzimy rozsiew do kości terapię możemy spersonalizować. Badamy jaki to podtyp raka płuca (jaką ma budowę, czy występują mutacje). W zależności od wyniku i stanu sprawności pacjenta w leczeniu możemy stosować immunoterapię inhibitorem punktów kontrolnych, terapię celowaną, a jeśli nie ma już innej opcji zastosować chemioterapię i różne metody objawowe... Jak widać podejście fundamentalnie odmienne. W leczeniu ważne więc skąd nowotwór wyszedł, a nie dokąd trafił.
      Wielu rzeczy jeszcze o nowotworach nie wiemy. Tak wielu, że im bardziej doświadczony onkolog, tym mniejszą ma tendencję do wyrokowania...
      Mateusz Malik, lekarz
      Zobacz inne artykuły z serii: A.B.C. ONKOLOGII
    • By Newman
      Nie tylko w światku medycznym, ale powszechnie w społeczeństwie za sprawą licznych doniesień medialnych trwa dyskusja na tematy onkologiczne. Raz, że sprawa dotyka praktycznie każdą rodzinę w Polsce, dwa - tematy okołonowotworowe są intrygujące i wzbudzają lęk jednocześnie, co sprawia, że stają się częstym tematem rozmów, a roli onko-celebrytów tłumaczyć raczej nie trzeba.
      Jak wyleczyć raka? Co ma większe znaczenie z perspektywy zwalczania nowotworów - profilaktyka czy leczenie? Czy prawdą jest, że chemioterapia odchodzi do lamusa? Kiedy i u kogo można stosować leki "celowane", immunologiczne czy hormonalne? Na te i inne pytania odpowiedzi w cyklu artykułów "A.B.C. onkologii"...
      Fascynuje sama idea raka, jako choroby tajemniczej i trudnej, a czasem niemożliwej do zwalczenia, ale i wokół leczenia narasta wiele kontrowersji. Słyszy się, że najnowsze leki z onkologicznego portfolio są już dostępne w Polsce w ramach programów terapeutycznych, co rodzi nowe nadzieje. Rodzi to wśród pacjentów i rodzin pytania o ich zastosowanie w leczeniu w danym przypadku oraz możliwość wyleczenia w przypadku, który kiedyś byłby "beznadziejny". Cierpliwie tłumaczymy naszym pacjentom zawiłości strategii onkologicznych. A temat jest jeszcze bardziej złożony. Onkologia jest dziedziną tak dynamiczną, że za najnowszą wiedzą ledwie nadążają sami onkolodzy. Cóż mają powiedzieć pacjenci? A co, gdy nieznane wcześniej skutki uboczne nowych metod terapii trafiają wraz z pacjentami do powiatowych szpitali i przychodni POZ  - tam włosy dęba staja na głowie niejednemu doświadczonemu lekarzowi.
      Współczesna onkologia A.D. 2018 to właściwie dziedzina zupełnie inna niż onkologia w roku 1988, 1998 czy 2008, ale wiadomo wiadomo już dziś, że "najnowsza" onkologiczna wiedza i praktyka już dziś jest dalece nieaktualna na przykład z perspektywy roku 2048. Wynika to z szybkiego postępu nauk przyrodniczych, technicznych i informatycznych, obniżana kosztów technologii medycznych oraz z tego, że państwa narodowe i instytucje międzynarodowe przeznaczają na badania w onkologii coraz więcej środków. Coraz lepiej rozumiemy proces powstawania nowotworu i jego rozwoju, ale jednocześnie - nie obawiam się tego powiedzieć - więcej nie wiemy niż wiemy.
      Skoro tak wiele jest pytań - czas na odpowiedzi.
      Czy innowacyjne terapie onkologiczne wyparły już chemioterapię?
      Po pierwsze: chemioterapia, czyli leki cytostatyczne (niewybiórczo blokujące podziały komórkowe) wcale nie wybiera się na śmietnik historii. Świadczy o tym choćby fakt, że tworzy się współcześnie i bada w praktyce innowacyjne... cytostatyki. Przykładem jest nab-paclitaxel (Abraxane), lek zarejestrowany do leczenia raka przez FDA po raz pierwszy w 2013 roku! Lek jest dziełem firmy prowadzonej przez amerykańskietgo chirurga, miliardera i wizjonera chińskiego pochodzenia, urodzonego w RPA: Patricka Soon-Shiong. Nab-paclitaxel, który jest połączeniem jednego z najstarszych cytostatyków - paklitakselu (alkaloidu pierwotnie pozyskiwanego z kory cisu krótkolistnego) z mikrocząsteczką albuminy miał być przełomem m.in. w leczeniu raka trzustki. Przełomu nie było, ale postęp owszem i dzięki temu zwiększył się arsenał leków w przerzutowym raku piersi, płuca czy trzustki.
      Cytostatyki w terapii nowotworów złośliwych będą w użyciu prawdopodobnie już zawsze. Zmieniać będzie się jedynie ich rola, tak jak ma to miejsce współcześnie - pojawiają się nowe wskazania, a niektóre się dezaktualizują. Tylko kilka, kilkanaście leków z kręgu chemioterapii stosowanych niegdyś powszechnie wycofano z użycia i to głównie z powodu ich toksyczności, nie zaś nieskuteczności. WIĘKSZOŚCI cytostatyków używa się nadal, a niektóre nawet odkrywane są "na nowo". Na przykład zsyntezowana w 1963 w NRD przez Ożegowskiego i Krebsa bendamustyna, lek szeroko stosowany w hematologii w leczeniu chłoniaków, białaczek i szpiczaka przeżywa obecnie swoisty renesans. Doczekała się w 2008 r. rejestracji w USA, a obecnie bada się jej rolę m.in. w terapii mięsaków.
      Warto wiedzieć, że jeden z pierwszych w historii chemioterapeutyków - metotreksat jest po dziś dzień z powodzeniem stosowany w leczeniu wielu nowotworów litych i hematologicznych. Dzięki powracającej do łask idei "chemioterapii metronomicznej" czyli podawanej najchętniej doustnie, w mikrodawkach, ale za to częściej (nawet codziennie), "stary" lek metotreksat daje szansę na bezpieczne i skuteczne leczenie zaawansowanego raka piersi u starszych, obciążonych internistycznie pacjentek.
      Wciąż istnieją takie typy nowotworów złośliwych, które leczy się niemal wyłącznie chemioterapią (niektóre białaczki, chłoniaki, przerzutowe nowotwory germinalne, zaawansowany rak Belliniego), choć prawdopodobnie ten stan rzeczy będzie ulegał zmianie.
      Z drugiej strony są nowotwory, w których cytostatyków właściwie się już nie stosuje. Wśród nich na wyobraźnię onkologów najbardziej działają czerniaki oraz rak nerki. Te silnie immunogenne (wpływające na układ odporności) choroby stały się sztandarowym przykładem przełomowych metod leczenia systemowego. Przerzutowego, nieoperacyjnego czerniaka w ciągu kilkunastu lat z nowotworu rokującego fatalnie (mediana przeżycia* ok 6 miesięcy) udało się dzięki serii odkryć i badań naukowych zmienić w niektórych grupach pacjentów w chorobę niemal przewlekłą (mediana przeżyć w badaniach klinicznych >37 miesięcy i dalej rośnie). Za sprawą coraz powszechniej stosowanej immunoterapii nowotworów w wybranych przypadkach dochodzi nawet do całkowitych wyleczeń. Diametralnie zmieniło się też oblicze raka nerkowokomórkowego z przerzutami, który był i jest oporny na chemioterapię. Jeśli tylko pacjent znajduje się przynajmniej w pośredniej grupie rokowniczej jest kwalifikowany do terapii inhibitorami kinaz tyrozynowych, co daje szansę na wieloletnie przeżycie. To wszystko bez użycia chemioterapii.

      Krótko wyjaśnię powyższy metaforyczny, wojenny slajd z jednej z prezentacji nt. farmakoterapii zaawansowanego czerniaka. W sposób uproszczony pokazuje niespecyficzną i uderzającej zarówno w zdrowe, jak i chore komórki chemioterapię jako działo (moździerz RAK konkretnie), trafiającą w konkretnie miejsce szlaku komórkowego w nowotworze terapię celowaną przeciw kinazom BRAF/MEK jako snajpera, a tzw. inhibitory punktów kontrolnych mobilizujące własne siły układu immunologicznego do walki z nowotworem jako pobór do wojska. Warto pamiętać, że gdzie wojna, tam i ofiary, ale poważne działania niepożądanie wszystkich powyższych metod to konieczna cena, jaką organizm płaci za zwycięstwo w bitwie/wojnie z nowotworem.
      Innowacyjne terapie onkologiczne niejedno mają imię.  W tym pojęciowym "worku" mieszczą się:
      nowe techniki chirurgiczne (leczenie oszczędzające, procedura węzła wartowniczego, laparoskopia, chirurgia robotowa, terapie miejscowe zmian w wątrobie) oszczędzające narząd zabiegi endoskopowe w wysokiej precyzji (głównie przewodu pokarmowego i układu moczowo-płciowego) zabiegi z zakresu radiologii zabiegowej (embolizacja guza, podawanie leków dotętniczo, do guza) nowoczesne technologie i strategie leczenia promieniowaniem jonizującym (radioterapia stereotaktyczna, terapia protonami, IMRT, VMAT, radiochirurgia, np. nóż gamma, alfa-rad) leki ukierunkowane molekularnie (inhibitory kinaz tyrozynowych, inhibitory cyklin, przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko określonym receptorom i miejscom w komórkach, fuzja p/ciała z cytostatykiem) immunoterapia nowotworów (inhibitory punktów kontrolnych, szczepionki p/nowotworowe). Trudno wskazać pojęcie, które najlepiej oddaje idealną terapię u chorego na nowotwór. Może być to terapia skojarzona (wykorzystująca łącznie różne metody i techniki onkologiczne), ale nie jest ona zawsze niezbędna, może lepszym określeniem jest podejście multidyscyplinarne, w którym analizę danego przypadku na wczesnym etapie leczenia przeprowadza konsyliarnie zespół złożony ze specjalistów różnych dziedzin, jest wreszcie coś takiego jak onkologia spersonalizowana, a zatem leczenie ma być "skrojone" na potrzeby konkretnego pacjenta i uwzględniać profil molekularny jego choroby.
      Jak to wszystko wygląda w Polsce?
      Największe wyzwanie stanowi tak naprawdę koordynacja terapii onkologicznej. Mamy znakomite kliniki chirurgiczne i wyposażone bloki operacyjne, najnowsze maszyny do radioterapii, świetne laboratoria genetyczne, wiele innowacyjnych leków dostępnych od ręki. Cóż z tego, jeśli brakuje techników, lekarzy, fizyków, którzy wszystko to ogarniają, brakuje realnej geograficznej oceny popytu i podaży, tak że ośrodki bywają absurdalnie rozrzucone w różnych powiatach, brakuje w centrach onkologii ośrodków wyspecjalizowanych w danej wąskiej dziedzinie (tzw. unit), nie ma środków na diagnostykę genetyczną, a nade wszystko nie ma obiektywnych narzędzi oceny efektów leczenia - każdy ośrodek myśli, że jest najlepszy na świecie, a pacjent kładąc się na stół operacyjny nie wie, czy będzie operował go raczej wirtuoz, czy raczej rakarz.
      Pewną wartość stanowi to wprowadzenie pakietu DILO, ale nie wszędzie w Polsce skraca on czas od podejrzenia do rozpoznania, bo nawet najlepsze programy ani pakiety nie pomogą, jeśli brakuje elementarnej czujności onkologicznej. Mowa tu raczej o skróceniu czasu od rozpoznania do rozpoczęcia leczenia. Tu karta diagnostyki i leczenia onkologicznego ma swoje zasługi i jest grupa pacjentów którzy szczególnie zyskują dzięki wprowadzeniu obowiązkowego konsylium (które jest areną wymiany wiedzy, poglądów, czasem sporu między lekarzami różnych specjalności) oraz na szybkiej ścieżce do rozpoczęcia leczenia, gdy jego odroczenie z powodów czysto administracyjnych może być brzemienne w skutkach.
      Jak naprawdę wygląda dostępność nowoczesnych leków onkologicznych w Polsce?
      Zależy z kim się chcemy porównać - dużo gorzej niż w Niemczech, dużo lepiej niż na Ukrainie.
      Warto pamiętać, że niektóre leki onkologia wykorzystuje w leczeniu radykalnym (przed chirurgią lub po chirurgii), aby ułatwić operację albo znacząco zmniejszyć ryzyko nawrotu i w ich przypadku szczególnie jest się o co bić, bo pacjenci po takim leczeniu z założenia powinni żyć kilka dekad aż do śmierci z przyczyn naturalnych. Tutaj sztandarowym przykładem jest trastuzumab (Herceptyna) wykorzystywany w leczeniu okołooperacyjnym HER2-dodatniego raka piersi. Nadekspresja receptora HER2 na komórkach raka jest związana z gorszym rokowaniem dla pacjenta, a użycie p/ciała monoklonalnego diametralnie zmienia sytuację, bo rak jest bardzo wrażliwy na blokadę (lek "pasuje" do receptora jak klucz do dziurki), guz zmniejsza się przed operacją, a nawrotów/przerzutów po leczeniu oszczędzającym/mastektomii jest znacząco mniej. Brakuje wciąż w Polsce refundacji drugiego "blokera" HER-2 czyli pertuzumabu w terapii neoadiuwantowej. Być może zmieni to nadchodząca konkurencja na rynku - pojawiają się właśnie pierwsze oficjalne "podróbki" trastuzumabu. Nie mamy też w Polsce dostępu do wielu leków immunologicznych stosowanych coraz powszechniej w leczeniu uzupełniającym - np. po radykalnym leczeniu raka płuca, czerniaka w wysokim ryzyku nawrotu.
      Druga, ogromna grupa innowacyjnych leków to substancje używane w leczeniu paliatywnym - wtedy, gdy szansa na wyleczenie z choroby jest bardzo niska lub żadna. W puli hemato-onkologicznych programów terapeutycznych leki te stanowią absolutną większość. Różnią się między sobą nie tylko mechanizmem działania, drogą podania (dożylne, doustne, podskórne), stosowaniem samodzielnym lub łącznie z chemioterapią oraz ceną, ale i skutecznością, o czym poniżej. Dla przykładu, spośród blisko 60 nowych leków hemato-onkologicznych, które w latach 2011-2017 weszły do praktyki klinicznej w Niemczech, w Polsce w roku 2018 mamy do dyspozycji (choć i tak ze sporymi ograniczeniami) około 25. Polska procedura refundacyjna należy do jednej najdłuższych i najbardziej skrupulatnych w Europie. Na szczęście polski monopolistyczny płatnik (NFZ) stara się być "w miarę" na bieżąco z lekami, które przyniosły onkologii największy przełom. Jednak, pomimo, że w latach 2014-2018 liczba leków dostępnych w programach lekowych praktycznie się podwoiła, to wciąż liczne "nowinki" omijają szerokim łukiem polskiego pacjenta, jeśli akurat nie ma kilkuset tysięcy złotych na samodzielny zakup. W tym miejscu warto wspomnieć, że miesięczny koszt większości nowoczesnych terapii raczej nie schodzi poniżej 10 tys zł, a bardzo często przekracza 30 tysięcy. Tu prym wiodą i epicko rozbijają bank światowej onkologii leki z grupy inhibitorów punktów kontrolnych: dynamicznie rośnie liczba wskazań do stosowania immunoterapii i liczba samych substancji. Mamy już w Polsce ipilimumab (anty-CTLA-4), nivolumab i pembrolizuab (anty-PD-1), lada chwila pojawią się kolejne: durwalumab, atezolizumab czy awelumab. Ich wyjątkowy mechanizm działania polegający na odblokowaniu zahamowanego przez obecność nowotworu układu odporności przyniósł tak wielki przełom, że badania kliniczne z tego typu lekami trwają praktycznie we wszystkich możliwych nowotworach. W leczeniu paliatywnym ostatecznie chodzi o to, by przedłużyć życie pacjenta z nieuleczalną chorobą. Zazwyczaj taki innowacyjny lek w badaniu klinicznym przedłuża medianę czasu przeżycia o kilka miesięcy w porównaniu ze standardowa terapią. Może wydawać się to niewiele, ale warto pamiętać, że posługujemy się statystyką. W praktyce jeden pacjent może z terapii nic nie uzyskać i umrzeć na początku leczenia, ale inny odnieść długotrwałą korzyść i żyć z chorobą kilka lat ciesząc się ze ślubu córki czy narodzin prawnuka. I o to chodzi w całej onkologii klinicznej.
      Czy na wprowadzeniu innowacyjnych terapii zyskuje każdy polski chory nowotworowy?
      Nie. Sądzę, że mniej niż połowa. Z jednej strony tylko niektórzy pacjenci w ogóle kwalifikują się do stosowania inhibitorów czy przeciwciał z uwagi na różne kryteria (stan sprawności, budowa histologiczna nowotworu, wyniki badań krwi, wcześniejsze zastosowanie tego lub innego nowoczesnego leku, a nade wszystko określony czynnik predykcyjny czyli przewidujący możliwość reakcji na leczenia lub jej brak). Z drugiej strony są pacjenci, którzy na leczenie w ogóle nie zareagują - choroba będzie i tak postępować. Różne leki wykazały w badaniach różny odsetek pacjentów, którzy uzyskują z terapii wyraźna korzyść - najbardziej spektakularnych i szybkich odpowiedzi (częściowych lub całkowitych) onkolodzy oczekują przy terapii takimi lekami jak doustne inhibitory kinaz BRAF i MEK w terapii czerniaka z mutacją BRAF (dabrafenib+trametynib lub wemurafenib+kobimetynib), terapia skojarzona immunochemioterapią trastuzumab+pertuzumab+docetaksel w przerzutowym HER2-dodatnim raku piersi czy monoterapii anty-ALK (kryzotynib) u wąskiej grupy pacjentów z rakiem płuca z mutacją ALK.
      Ale w leczeniu paliatywnym chodzi głównie o to, by u pacjenta choroba stanęła w miejscu i nie postępowała przy akceptowalnej jakości życia. I taka strategia przyświeca leczeniu wieloma innymi lekami. Warto tu wspomnieć "lek Kory" czyli olaparyb, który opóźnia wystąpienie progresji raka jajnika po zakończeniu etapu chemioterapii. Wielu uważa, że powstanie programu terapeutycznego Polki zawdzięczają własnie walecznej piosenkarce.
      Podsumowując
      Innowacyjne terapie onkologiczne nie wyparły i nie wyprą chemioterapii, ale znakomicie z nią współpracują. Są nowotwory, gdzie w leczeniu wykorzystuje się wyłącznie leki, które z cytostatykami nie mają nic wspólnego. Wszystkie są bardzo drogie i stosowane w ramach tzw. programów terapeutycznych NFZ. Coraz więcej leków wykorzystuje zasadę "klucz do zamka" - można je stosować tylko u grupy chorych, którzy mają też "zamek".
      Mateusz Malik, lekarz.
      Zobacz inne artykuły z serii: A.B.C. ONKOLOGII
      *) mediana czasu przeżycia to moment na osi czasu, w którym nie żyje połowa obserwowanych pacjentów, którzy chorują/leczą się na daną chorobę
    • By Newman
      Nowotwór złośliwy piersi to choroba, która pojawia się praktycznie w każdej rodzinie. Dzieje się tak nie bez powodu - na raka piersi w ciągu całego życia ma szansę zachorować 1 na 8 kobiet (ponad 12% całej światowej kobiecej populacji). To więcej, niż sądziliście? Ale takie są fakty [1], a niewykluczone, że ta liczba w XXI wielu jeszcze urośnie. Większość z chorujących pań zostanie całkowicie wyleczona (lub umrze z innej przyczyny niż rak piersi, bo ryzyko zachorowania rośnie z wiekiem), ale wciąż ten złośliwy nowotwór stanowi ogromne wyzwanie dla całego medycznego świata.
      Wiemy już dziś, że nie istnieje jeden "rak piersi" jako zbiorcza jednostka chorobowa: są różne raki piersi. Niektóre rokują nie najgorzej nawet w stadium przerzutowym i dają możliwość wieloletniej kontroli choroby (znany mi osobiście rekord to Pani z uogólnieniem choroby leczona już od ponad 16 lat), ale są też i takie raki, które pomimo wczesnego wykrycia, radykalnego wyleczenia i ogromnych starań całego zespołu terapeutycznego nawracają i zabijają w krótkim czasie.
      Jak ma się do tego "czerwona i biała" chemioterapia, hormonoterapia czy terapia celowana. O tym poniżej...
      W chwili, gdy kobieta (lub znacznie rzadziej mężczyzna) dowiaduje się o rozpoznaniu raka piersi w głowie rodzi się pytanie "Dlaczego?". Sugerowałbym, aby odpowiedź na nie odłożyć na później, a skupić się na "Co z tym fantem zrobić?". Już po leczeniu warto wrócić do tematu przyczyn, szczególnie w przypadku pacjentek przed 40 rokiem życia lub mężczyzn, bo może mieć to znaczenie w tak zwanej wtórnej profilaktyce.
      Wszystko zaczyna się najczęściej na dwa sposoby: "Wyczułam guzek i poszłam się przebadać" lub "Byłam na kontrolnej mammografii i coś mi znaleźli". O chorobie można dowiedzieć się na różne sposoby, ale tak naprawdę kluczowe jest to, aby lekarz przed rozpoczęciem terapii dowiedział się o chorobie wszystkiego, co niezbędne. Do tego służy zawsze:
      Mammografia, USG piersi i węzłów chłonnych, a gdy są podstawy, by sądzić, że jest to nowotwór złośliwy czyli rak, a nie łagodny gruczolak, włókniak, tłuszczak, torbiel itp, to koniecznie także:
      Biopsja gruboigłowa, która dostarcza materiału do badania mikroskopowego (tzw. histopatologiczne lub patomorfologiczne). W zależności od sytuacji wśród badań może (ale nie musi) znaleźć się też ocena laboratoryjna parametrów z krwi, badanie obrazowe lub dodatkowa biopsja. Rozpoznanie nowotworu można postawić wyłącznie na podstawie badania mikroskopowego pobranej tkanki, ale w przypadku stwierdzenia raka piersi niezbędna jest również dodatkowa ocena tzw. IHC, aby ocenić podtyp raka. Za pomocą takiego badania sprawdza się czy na powierzchni komórek raka znajdują się receptory dla substancji pobudzających ich wzrost: hormonów płciowych (receptor estrogenowy ER, progresteronowy PR i androgenowy AR) oraz dla naskórkowego czynnika wzrostu (receptor HER-2). To ich obecność i liczba decyduje w dużym stopniu o tym jaki to nowotwór i jak będzie leczony.
      Niekiedy wykrywa się raka przedinwazyjnego (tzw. rak in situ - DCIS, LCIS), który rokuje bardzo dobrze i oprócz zabiegu (a czasem radioterapii) nie potrzebuje dodatkowego leczenia. Natomiast gdy rak jest inwazyjny ("naciekający") należy działać szybko.
      Na podstawie badań genetycznych komórek nowotworowych wyróżniono cztery główne podtypy inwazyjnego raka piersi:
      Luminalny A - silnie wrażliwy na działanie leków hormonalnych, rzadko używa się w nim chemioterapii. Luminalny B - wrażliwy na działanie leków hormonalnych, ale wymagający często dodatkowych leków. Nieluminalny, HER-2 dodatni - niewrażliwy na działanie leków hormonalnych, ale bardzo podatny na działanie połączenia chemioterapii i leków celowanych. Nieluminalny, HER-2 ujemny, czyli tzw. trójujemny - niewrażliwy na działanie leków hormonalnych i celowanych, w jego leczeniu zawsze stosuje się chemioterapię, a obecnie rozważa się też immunoterapię [2]. W przypadku nowotworów ograniczonych do piersi (jednej lub obu) i węzłów chłonnych regionalnych dla piersi postępowanie jest całkowicie odmienne niż w sytuacji stwierdzenia odległych przerzutów. W pierwszej sytuacji postępowanie niemal zawsze nastawione jest na CAŁKOWITE WYLECZENIE (tzw. leczenie radykalne). W drugim przypadku niemal zawsze całkowite wyleczenie jest NIEOSIĄGALNE i celem jest kontrola choroby (tzw. leczenie paliatywne).
      Kluczowym elementem w każdej terapii radykalnej jest: operacja (zabieg) dotycząca piersi i węzłów chłonnych. Ale przed lub po operacji bardzo często korzysta się z rożnych metod leczenia systemowego (chemioterapia, tzw. hormonoterapia, terapia celowana, radioterapia, leki wspomagające), aby maksymalnie zwiększyć skuteczność chirurgii, ograniczyć jej zakres do niezbędnego minimum i/lub poprawić rokowanie (zapobiec wznowie).
      W terapii paliatywnej - przeciwnie - z chirurgii korzysta się rzadko, a cały ciężar leczenia spoczywa w rękach onkologów klinicznych (wykorzystujących całą dostępną farmakoterapię) i radioterapeutów (specjalistów od terapii promieniami).
      Po tym przydługim wstępie można zrozumieć o co chodzi z "chemioterapią czerwoną i białą".
      Z leczenia cytostatykami czyli chemioterapią korzysta się czasami w przypadku raków luminalnych, a zawsze w rakach HER-2 dodatnich i trójujemnych.
      W chemioterapii raka piersi od wielu lat korzysta się z dwóch dużych i sprawdzonych grup leków:
      ANTRACYKLIN (m.in. doksorubicyna, epirubicyna) - których kolor i nazwa "-rubi-" to bezsprzecznie czerwień. TAKSOIDÓW (paklitaksel, nab-paklitaksel, docetaksel) - które są bezbarwne, jak większość cytostatyków. Obie grupy leków podaje się dożylnie w postaci wlewów, a ich efektywność jest porównywalna. Ich użycie jest powszechne - są skuteczne i to zarówno w leceniu radykalnym, jak i paliatywnym. W związku z tym, że większość pacjentek jest leczona z założeniem radykalnym, a chemioterapia w strategii postępowania zyskuje nowe znaczenie to bardzo wiele wiele pacjentek staje przed wyzwaniem przyjęcia takiej serii wlewów. Okazuje się, że jednym z najczęściej wybieranych przez onkologów schematów w terapii radykalnej jest sekwencyjne stosowanie antracyklin i taksoidów (albo odwrotnie). Samopoczucie pacjentek jest obniżone częściej na etapie "czerwonym" w związku z występującymi mdłościami czy zapaleniem w jamie ustnej niż w okresie leczenia "białym" taksoidem. Ale i tu nie ma reguły - znam osoby, które właśnie "czerwoną chemię" zniosły lepiej. Do najpoważniejszych powikłań antracyklin należy uszkodzenie mięśnia sercowego, które może doprowadzić nawet do niewydolności serca (stąd trwają wciąż debaty, czy leki te można czymś zastąpić bez utraty skuteczności leczenia), ale z kolei efektem długiego stosowania taksoidów mogą być trwałe zaburzenia czucia i bóle kończyn. Na szczęście te groźne powikłania chemioterapii nie zdarzają się bardzo często.
      Skuteczności i wartości tych leków dowiodły liczne badania kliniczne, a za sprawą coraz częściej stosowanego leczenia przedoperacyjnego (cała chemia przed zabiegiem) efekty leczenia obserwują na sobie sami pacjenci: w czasie 5-6 miesięcy terapii guz zmniejsza się, czasem nawet znika całkowicie, a węzły pod pachą wracają do normalnej wielkości. Zdarza się, że w materiale pooperacyjnym w ogóle nie znajduje się "żywych" komórek raka.
      Co ciekawe, użycie tych dwóch ważnych grup leków nie ogranicza się bynajmniej do raka piersi. "Czerwone" antracykliny pełnią ważną rolę w terapii: chłoniaków, raka jajnika, mięsaków czy raka żołądka, a taksoidy są używane w wielu schematach do leczenia raka płuca, żołądka, jajnika, szyjki macicy, endometrium, prostaty, pęcherza moczowego, trzustki, głowy i szyi, a czasem jeszcze czerniaka.
      Chociaż jest jeszcze wiele innych grup leków p/nowotworowych, to widocznie te właśnie dwie omawiane zasłużyły na opowieści pacjentów i swoistą legendę.
      Mateusz Malik, lekarz
      Zobacz inne artykuły z serii: A.B.C. ONKOLOGII

      Źródła:
      Noone AM, Howlader N, Krapcho M, et al. (editors). SEER Cancer Statistics Review, 1975-2015. Table 4.17. National Cancer Institute. Bethesda, MD. Accessed on April 19, 2018. http://seer.cancer.gov/csr/1975_2015/, 2018. https://www.medscape.com/viewarticle/903734?src=WNL_confalert_181020_MSCPEDIT&uac=285645PX&impID=1775390&faf=1
    • By Debaty-Zdrowie.pl
      UWAGA TRWA PROMOCJA!!!

      Używając kodu "MEDFORME" zarejestruj się bezpłatnie na IV Warszawskie Seminarium UroRadioOnkolgii.
      Dodatkowo sprawdź możliwość wygrania zaproszeń na ekskluzywne warsztaty z biopsji, urodynamiki oraz USG układu moczowego.
      Szczegóły sprawdź na stronie wydarzenia:
      http://www.debaty-zdrowie.pl/uroradioonkologia


      Motto: „Tres faciunt collegium”.
      Pisząc te słowa, i odwołując się do genialnych paremii rzymskich, cieszę się, że w wielu ośrodkach współpraca onkologa, urologa i terapeuty jest już faktem. Mam nadzieję, że w niedługim czasie powstaną pierwsze wielodyscyplinarne ośrodki zajmujące się leczeniem nowotworów układu moczowego. Dlatego tak ważne jest przenikanie się nauk i wytycznych. Dlatego tak ważne jest wzajemne zrozumienie i współpraca.
      Z niekłamaną przyjemnością zapraszam Państwa do udziału w IV już Seminarium wymiany poglądów między onkologami, radioterapeutami i urologami. Spotkajmy się dla dobra naszych pacjentów.

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.