Skocz do zawartości

Messer

MD
  • Postów

    126
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Days Won

    20

Messer last won the day on May 20 2017

Messer had the most liked content!

Reputacja

49 Użytkownik o wspaniałej reputacji!

O Messer

  • Ranga
    Użytkownik

Profile Information

  • Status
    Lekarz
  • Miasto uczelni:
    Wrocław
  • Rok rozpoczęcia studiów
    2005
  • Wydział
    LEK

Ostatnio na profilu byli

4453 wyświetleń profilu
  1. Po co komuś kto nie studiuje medycyny takie umiejętności i wiedza?
  2. Messer

    Krew a omdlenia (wazowagalne?)

    Nie spotkałem się z jakimś konkretnym leczeniem/wsparciem w takich sytuacjach. Jeśli masz rzeczywiście takie parcie na medycynę to niestety trzeba coś z tym zrobić. Poszperaj w internecie- w sieci jest dosłownie wszystko i może znajdziesz forum na którym taki problem był już omawiany. Może potrzebujesz się z tym "otrzaskać"- czyli po prostu założyć ze 100 wkłuć i pobrać trochę krwi. To prawda, że można medyczne studia przejść nie dotykając ani jednego pacjenta i "ślizgając się" na praktykach. Tyle, że taki lekarz to dupa a nie lekarz. Nie może być tak, że czynnikiem wpływającym na decyzje terapeutyczne jest "nie umiem założyć wkłucia" , "boję się zakładać cewnik", "brzydzi mnie ta ropa". I to jest częsty problem. Do niedawna pracował u nas kolega, który nie umiał zakładać wkłuć (nie wiem jakim cudem można się tego przez dwa lata pracy nie nauczyć), unikał tego jak ognia- u pacjenta w 2 dobie po bypassach niskie ciśnienia przy ośrodkowym ciśnieniu żylnym 3 próbował podnosić kroplami etylefryny.... no comment.
  3. Messer

    historia jak z horroru

    Powikłania się zdarzają, ale jeśli pojawiają się w przypadku nieprzestrzegania procedur i można to udowodnić, to bez dwóch zdań wina leży po stronie medyków i nieważne czy pani miła i potulna czy wredna i roszczeniowa. Co to w ogóle za gadanie- "że domagała się transportu do inengo szpitala"- a co to ma do rzeczy? Jeśli ropniak może być powikłaniem zabiegu- trudno. Jeśli zabieg wykonano niesterylnie, ze złamaniem zasad i standardów- to nie można powiedzieć "zdarza się" i wcale się pacjentce nie dziwię, że walczy o odszkodowanie. Gdyby podobna sytuacja dotyczyła kogoś z mojej rodziny albo mnie- byłbym jeszcze bardziej zawzięty i roszczeniowy od tej pacjentki. Oprócz sprawy o błąd w sztuce, złożyłbym przynejmniej jeden pozew- przeciwko temu dowcipnisiowi. W sytuacji błędu medycznego i ciężkich powikłań obrażanie pacjenta to zagrywka której dopuścić może się tylko wyjątkowy bezmózg.
  4. Messer

    Chcę zostać chirurgiem

    <wszyscy z zapartym tchem czekamy na komentarz Berbelka>
  5. Messer

    Chirurgia plastyczna

    ---->no to ja tu czegoś nie rozumiem - skąd w takim razie w tym roku taki boom z rezydenturami na plastyczną? Dużo dzieci plastyków chciało ją robić dalej? C'mon, seriously?! Znacie osoby z tego kręgu, czy to tylko plotki, co tu wypisujecie? A jak Ci się wydaje? Chirurgia plastyczna to specjalizacja w której zarabia się kolosalne pieniądze i dostępu do niej bronią zaciekle siedzący na górze starzy wyjadacze. Myślisz, że nagle ktoś stwierdził '' ej a może wpuścimy trochę świeżej krwi, dajmy szansę młodym!"???? Ja specjalnie się nie interesuję tym tematem. Trudno powiedziec skad taki boom- jak ktos ma duzo wolnego czasu, to moze poszperac. Wcale bym sie nie zdziwił, gdyby okazało się, że w ostatnim czasie doszło do jakiejś zmiany na decyzyjnym stanowisku- konsultant wojewódzki, może wyżej. I nagle komuś otworzyła się furtka. W ogóle bym się nie zdziwił gdyby okazało się, że rezydenci noszą takie same nazwiska jak szefowie klinik albo znaczący chirurdzy plastyczni.
  6. Messer

    Chirurgia plastyczna

    Chirurgia plastyczna jest dziedziną zarezerwowaną tylko i wyłącznie dla krewnych i znajomych królika. Dostać się jest na tyle trudno, że nawet dzieci chirugów plastycznych o wysokiej pozycji muszą się zdrowo nagimnastykować i swoje odczekać. Sam się zdziwiłem, że pojawiły się nagle rezydentury, ale jestem dziwnie spokojny, że jeśli ktokolwiek dostanie miejsca szkoleniowe to właśnie będzie to ktoś z wąskiej grupki ludzi z baaardzo mocnymi plecami. Nie dajcie sobie wcisnąć błamu, jeśli ktoś powie,że dostał się na plastyczną, albo dermatologię, bo tak ładnie zdał lep i się "załapał" Ta kwestia dotyczy zresztą nie tylko Polski. Tak jest chyba wszędzie.... Aaa... chirugia ogólna nie ma tu nic do rzeczy.
  7. fajna jest medycyna...
  8. Swoją drogą ciekawe rzeczy się dzieją. Rezydentury z chirurgii plasycznej? To się zdarza chyba raz na parę(-naście?) lat. Neuroochirurgia, kardiochirurgia- miejsca pojedyncze, ale jakoś się ludzie o to nie zabijają. Ciekawe są obecne tendencje....
  9. Messer

    Medycyna rodzinna

    true... największą weryfikacją studenckich przyjaźni jest staż i czas rekrutacji na specjalizacje. oj sporooo wtedy z ludzi wyłazi.
  10. -->No taka chirurgia w powiatowym szpitalu w PL: wyrostek, hemoroidy, przepuklina, pęcherzyk żółciowy i dziękuję WIELKA CHIRURGIA Wyrostek, pęcherzyk, amputacje, przepukliny, ileusy, żylaki, perforacje, urazy- może być tego całkiem sporo. Jak trafi się na dobre miejsce z normalnym szefem i zapotrzebowaniem na ręce do pracy, to można bardzo przyzwoicie nabić sobie takimi zabiegami łapę. Bo robisz je regularnie, a nie raz na ruski rok jak w szpitalach uniwersyteckich. Jest też sporo szpitali, które nie są ani akademickie/uniwersyteckie, ani wojewódzkie, są na zadupiach i mają całkiem szeroki profil zabiegowy- oprócz podstawy chirurgii ogólnej robi się tam np sporo zabiegów onkologicznych, albo naczyniowych. W niektórych można też zrobić te nadspecjalizacje, ale nawet jeśli nie- to tak czy inaczej stajesz do tego typu zabiegów i pod koniec masz z nimi pewne doświadczenie. Łatwiej dzięki temu otworzyć chirurgię naczyniową lub onkologiczną. ---> a WIELKA INTERNA w powiecie? UMIERALNIA Pełen przekrój przypadków to chyba pełen przekrój dziadków chorych na wszystko, którzy zaraz umrą. Jak internę to robiłbym tylko w klinice na specjalistycznym oddziale z myślą o zrobieniu specjalizacji szczegółowej z internety. Bo w tym kraju czysta interna to nie ma sensu. Misiek- interna dotyczy w głównej mierze ludzi starszych, to czego się spodziewasz? Można zacząć na internie w mniejszej miejscowości, a później po specjalizacji łapać się do większego ośrodka, ale już na nieco innych warunkach. Kardiologia to obecnie specjalizacja podstawowa, ale w rzeczywistości do wielu ośrodków nie przyjmują ludzi po studiach i z lepem, tylko już ze specką z interny. --->Powiat to nie jest raj. Są różne powiaty i różne kliniki. Ale widzę, że Ty Messer masz specyficzne podejście, raj dla doktora to jest na zapadłej dziurze, gdzie można zrobić chirurgię ogólną i nauczyć się 4 operacji na krzyż albo siedzieć na internie i prowadzić 16 pacjentów jednocześnie, co się sprowadzi do tego, że ciągle będziesz wypisywał papiery No ale gdzieś w tej całej papierologii znajdzie się jeszcze miejsce na PUNKCJE OPŁUCNEJ. Piszę z własnych doświadczeń i obserwacji. Najwięcej praktycznych umiejętności nabyłem z dala od szpitali uniwersyteckich, w tym w szpitalach powiatowych. Klimat pracy był w tych miejscach też o niebo lepszy. Nigdzie nie ma raju dla lekarza. Ale nie taki jest temat wątku. Mówimy tutaj o miejscach gdzie lepiej można się nauczyć. Gdybym miał do wyboru szpital powiatowy gdzie po 6 latach będę wyrobionym specjalistą z nabitą łapą, albo szpital uniwersytecki, gdzie będę siedzieć na oddziale i w papierach i patrzeć jak zabiegi dostaje syn profesora, to wybór jest dla mnie oczywisty. Tym bardziej, że po zrobieniu specjalizacji na zadupiu, można kształcić się dalej i robić nadspeckę. Czemu nie. --->No a doktor złapie Samego Pana Boga za nogi jak znajdzie robotę w komunalnym/kościelnym szpitaliku w enerdówku i będzie wyzyskiwany jak wół za średnią niemiecką pensje Ja akurat pracuję w bardzo dużym ośrodku, ale taka specjalizacja- zrobić ją można raczej tylko w dużych miastach. Ma swoje plusy i minusy, jak wszystko. Nie chce mi się znów na ten temat dyskutować, zwłaszcza z miśkiem, który jeszcze jednego dnia nie przepracował w zawodzie, a już ma poważne problemy z wypaleniem zawodowym.... i z trollowaniem
  11. Messer

    Chirurgia klatki piersiowej

    Bardzo ciekawa specjalizacja. Interesujące spektrum zabiegowe. Jak nietrudno się domyślić najwięcej będziemy mieć do czynienia z guzami płuc, ale oprócz tego także zabiegi korekcyjne wrodzonych wad klatki piersiowej, wola zamostkowe, urazówka (od urazów komunikacyjnych przez postrzały aż po "zakładałem dren trokarem i przebiłem pacjenta na wylot....co teraz?"). Do tego ciekawa strona "małoinwazyjna" zarówno w diagnostyce jak i w leczeniu (torakoskopia, mediastinoskopia). Strasznie mi się torakochirugia podobała Ale fakt- z miejscami jest bardzo kiepsko. W sumie trudno powiedzieć dlaczego tak jest.
  12. Praktyki? Staż? Specjalizacja? Im dalej od Klinik tym lepiej. Kliniki to lepszy sprzęt i ciekawsze przypadki? Nawet jeśli, to trzeba tylko sobie odpowiedzieć na pytanie: czy chcę to oglądać zza szyby czy w tym uczestniczyć? Ja osobiście wolałbym regularnie ciachać wyrostki i pęcherzyki żółciowe niż parzyć kawę gościom przeszczepiającym wątroby. Zazwyczaj chirurg wyszkolony na prowincji ma o wiele lepiej nabitą łapę niż kolega z szpitala akademickiego. I niekoniecznie musi mieć mniejsze spektrum zabiegowe- to zależy od szpitala i szefa. Moja znajoma po 3 roku na chirurgii ogólnej oprócz regularnych operacji na otwarto robi też regularnie zabiegi laparoskopowe. Do tego specjalizanci na klinikach są raczej rzadko dopuszczani z tego co mi wiadomo. To wszystko dotyczy nie tylko specjalizacji zabiegowych rzecz jasna. Internista na prowincji ma pełen przekrój przypadków i sporą samodzielność, po prostu musi to wszystko samemu ogarniać. Na klinikach nieraz widziałem jak do punkcji opłucnowej wołano torakochirurga... W szpitalach klinicznych jest jeszcze jeden problem, a mianowicie cała armia krewnych i znajomych krolika. Jeśli specjalizację robisz równolegle z synem szefa, to jak myślisz? kto dostanie ciekawszą pracę, a kto pójdzie pisać papiery?
  13. . Szczerze mówiąc bladego pojęcia nie mam kto wycenia procedury. Sprawdzę w wolnej chwili. Faktem jest natomiast, że procedury wyceniane są tak, że się opłaca i nie ma przy tym limitów. Pacjent potrzebuje leczenia, więc je dostaje u nikt nie martwi się ,, czy nam zapłacą". U nas na tym polega kryminał, że limity są absurdalne i nieadekwatne. Perfidia naszegi systemu polega na tym właśnie, że nfz płaci tylko do pewnego momentu, a za nadwykonanua stawki są po prostu nueopłacalne. Z drugiej strony jako lekarz masz obowiązek leczyć zgodnie z obowuązującymi standardami, a każdy pacjent po niewuelkuch kosztach ma prawo ci wytoczyć proces. Stąd z hednej strony mamy gigantyczne kolejki i np. starsza pani czeka 10lat na endoprotezę (nie na takuego bólu u pacjenta, którego lekarz by nie wytrzymał), a z drugiej gigantyczne długi, bo nie powiesz choremu na buałaczkę dziecku, że ma zaczekać parę miesięcy, bo się limity wyczerpały. NFZ sie nie przejmuje zbytnio, bo w tym tamacie bardzo łatwo zwalić wszystko na lekarzy. I tak to (nie)działa... Z roku na rok coraz gorzej i tylko zastanawiam się kuedy to całkowicie pieprznie. No i co bedzie dalej... Ja naiwnie nadal lubię myśl, ze w Polsce jeszcze bedzie lepiej i ze wroce po specjalizacji....
  14. Messer

    kawa + gorzka czekolada = śpioch?

    Gościu- jesteś na medycynie- już zawsze będziesz niewyspany i gotowy do spania. Z czekoladą czy bez
  15. 1. Studia medyczne można skończyć mając na koncie całkiem sporo umiejętności praktycznych. Temat był już wałkowany kilka razy. Trzeba po prostu chcieć i wykazać odrobinę cierpliwości i zapału, a nie marudzić, że nie podali na studiach wszystkiego na tacy. 2. W zawodzie lekarza nie przepracowałeś jeszcze ani jednego dnia. Jak możesz oceniać? Co sprawia przyjemność w pracy lekarza? Nie mam jak dotąd długiego stażu pracy, ale są rzeczy które nieodmiennie dają satysfakcję. Ja najlepiej czuję się na bloku operacyjnym- nawet jak jest trudno, stresująco albo asystuje się psychopatom Frajdę sprawiają nawet powtarzalne, podstawowe czynności- bo zawsze można zrobić coś lepiej, sprawniej (może mniejsze cięcie?). Niesamowitą satysfakcję daje zrobienie czegoś nowego, kolejny krok (to, że przychodzi po tym często stres i zerkanie czy z pacjentem wszystko ok to już osobna historia). To samo dotyczy nauczenia się dowolnej nowej czynności manualnej- punkcja opłucnowa, drenaż, wkłucie centralne. Super jest spotkanie pacjenta parę tygodni po operacji i stwierdzenie, że wszystko ok, a pozostawione przeze mnie blizny są niemal niewidoczne. To cieszy zawsze. Co jeszcze? Koniec dyżuru- przekazanie oddziału i wyłączenie służbowego telefonu Jak się uda wyreanimować pacjenta, postawienie trafnej diagnozy i jeszcze milion rzeczy z dniem wypłaty i widokiem zgrabnej pielęgniarki włącznie
×

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.