Jump to content

Staphylococcus

MD
  • Posts

    1
  • Joined

  • Last visited

About Staphylococcus

Profile Information

  • Status
    Lekarz
  • Medal Marketingowca
    Przyznano
  • Miasto uczelni:
    Wrocław
  • Rok rozpoczęcia studiów
    2009
  • Wydział
    LEK

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Staphylococcus's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

0

Reputation

  1. Publikacja raportu Kodeksu Przejrzystości (Code of Transparency, Disclosure Code) odbiła się niemałym echem w mediach. Ale to, co się rozpętało później, raczej nie było zgodne z zamierzeniami jego twórców. Przynajmniej na naszym podwórku, gdzie takie otwarte deklaracje firm farmaceutycznych są nowością, dziennikarzom udało się wybudzić grozę nieufności, i nieuchronną czarną wizję korupcji w ochronie zdrowia. Czy słusznie? Kodeks Przejrzystości powstał dzięki inicjatywie organizacji INFARMA. Zrzesza ona śmietankę koncernów farmaceutycznych - wszyscy na pewno znamy Bayera, Eli Lilly, MSD, Novartis czy Glaxo Smith Kline. Wszyscy członkowie, których w ramach tego opracowania nie byłoby miejsca wymieniać (a można sprawdzić TU), jednogłośnie zdecydowali się na publikowanie danych dotyczących finansowania m.in. szkoleń, czy konferencji przedstawicielom zawodów medycznych, placówek ochrony zdrowia, grantów. Celem owych działań jest odbudowa podupadającego zaufania do przemysłu farmaceutycznego, oraz środowiska lekarskiego. A to, co nie powinno być szokujące, jest mocno nadwyrężone. Aż 4 na 5 pytanych pacjentów sądzi, że lekarze wypisują im preparaty tylko od firm, z którymi współpracują, podaje Rzeczpospolita (nie bacząc na prawo do wyboru zamiennika w aptece, jeśli ten istnieje). Pierwszy raport w naszym kraju INFARMA opublikowała w tym roku. Żartobliwie mówiąc, zwolennicy teorii spiskowych otrzymali w końcu dowód na to, że „Big Pharma uprawia sponsoring dla lekarzy”. Tylko czy rzeczywiście, jak mówi z sensacyjnym zacięciem serwis WP Money kwoty dla nosicieli białych fartuchów idą w miliony złotych? Ile naprawdę przemysł farmaceutyczny płaci lekarzom? Niestety tak nie jest. Złośliwiec powiedziałby, że przedstawiciele zawodów medycznych jakoś wybitnie się nie cenią. Gigant Glaxo Smith Kline dla wszystkich lekarzy przekazał kwotę niecałych… 32 tys. złotych. Po przeliczeniu na osobę to niecałe 2 300 zł, czyli pensja lekarza rezydenta, zatem, względnie dużo. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że wykupienie jednego z nieco droższych – ale nie najdroższych – coachów w kraju na jeden dzień szkolenia, albo wejściówki na wykład znanego szarlatana, Jerzego Zięby dla 12 osób kosztuje podobną sumę… To kwota ta nie wydaje się zawrotna. Co więcej, niemal wszystkie te osoby (13 z 14) zdecydowały się na ujawnienie swoich nazwisk, ryzykując wystawienie się na ostrze opinii publicznej. Podobnie w przypadku koncernu MSD - tu kwoty, które zasiliły bezpośrednio portfele lekarzy nierzadko nie przekraczają nawet 1000 zł. I chociaż widniejące w podsumowaniu 2 mln zł działają na wyobraźnię, kiedy do podziału tortu jest cała brygada, to raczej o skandalicznie wysokich sumach nie ma tu mowy. Za co koncerny farmaceutyczne płacą miliony? Oczywiście w przypadku placówek ochrony zdrowia sprawa ma się nieco inaczej - tu w roli głównej występują znacznie wyższe kwoty. Na przykład, Roche aż 95 mln złotych wydał na badania kliniczne w Polsce, a część tej kwoty, rzecz jasna, „zarobiły” prowadzące je placówki ochrony zdrowia. Ponadto, w tym jednym roku Roche podarował pacjentom leki za 12 mln złotych. Biorąc pod uwagę sytuację polskiej ochrony zdrowia, można powiedzieć, że koncerny zapewniają jej naprawdę znaczny zastrzyk gotówki rodzimemu budżetowi. Bo chociażby badania kliniczne, w naszym prawodawstwie nazywane złowrogo „eksperymentami medycznymi” oznaczają często nic innego, jak nowoczesne leki dla polskich pacjentów, do których w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia - nie mieliby dostępu. Jak na przykład pacjenci potrzebujący leków biologicznych ("na NFZ" tylko w programach lekowych), albo pacjenci onkologiczni, dla których Polskie Towarzystwo Onkologiczne uruchomiło rejestr takich inicjatyw, bo wiadomo, że nasza onkologia na tle reszty Europy, nie ma się najlepiej. Ogółem, według danych witryny badaniaklinicznewpolsce.pl w ramach badań klinicznych „leczy się” w Polsce około 40 000 osób rocznie. Oczywiście, wiele firm oraz ich beneficjentów nie zdecydowało się na podanie takich szczegółów. W licznych raportach, publikowanych na stronach koncernów, niestety widnieją czarne luki. Nie wszyscy lekarze chcą publikować swoje nazwiska - co raczej nikogo nie dziwi w obecnym, niezbyt przychylnym „klimacie”. To się jednak może zmienić. Podobne inicjatywy funkcjonują już w innych krajach Europy, i są standardem np. w Wielkiej Brytanii. Nie ma większych wątpliwości, że dane, dotyczące wydatków firm farmaceutycznych na ochronę zdrowia i jej przedstawicieli powinny być jawne. To pozwoliłoby wychwycić potencjalne konflikty interesów, a społeczeństwu, uzyskać wgląd w to, jak funkcjonują producenci leków. Jednak w tym celu musieliby mieć okazję by zrozumieć znaczenie raportów transparentności, i jak je rozumieć. Czy artykuły takie jak na WP, w Dzienniku Bałtyckim czy na Forsal.pl na to pozwalają? Chyba nie - bo w dział „komentarze” lepiej nie wchodzić. Chyba, że ma się naprawdę mocne nerwy. lek. Martyna Hordowicz grafika: http://www.thedailybeast.com/
  2. Zauważyłam ciekawe zjawisko - każdy niemal, kto odniesie zwycięstwo lub odzyska zdrowie przy korzystaniu z metod alternatywnych (nawet jeśli używane były łącznie z konwencjonalnymi), będzie wychwalał te pierwsze. Znacznie rzadziej zdarza się to w przypadku metod konwencjonalnych. Może dlatego że to oczywiste? A może dlatego, że nagłówek "żyję dzięki lekarzom" lepiej się sprzedaje niż "prawie zginąłem przez ich nieudolność"...
  3. Zwykle schemat postępowania lekarza w przypadku (przynajmniej większości) pacjentów jest taki sam. Chory przychodzi do gabinetu, gdzie zbierany jest wywiad, następuje oglądanie, badanie, czasem zlecenie badań dodatkowych, które pozwalają nam potwierdzić rozpoznanie. Następnie chory otrzymuje receptę, udaje się do apteki i wykupuje leki. Na przykład mianserynę w dawce 30 mg dziennie, z zaleceniem przyjmowania pod wieczór, co dokładnie odpowiada jego potrzebom. Oczywiście schemat się sprawdza, jeżeli lek okaże się skuteczny, pacjent nie odczuwa dotkliwie działań niepożądanych, a cena farmaceutyku nie przekracza jego finansowych możliwości. A teraz wyobraźmy sobie sytuację, w której pacjent dowiaduje się od lekarza o swojej chorobie, udaje się z karteczką z rozpoznaniem do apteki, gdzie jest pytany „woli Pan mianserynę, czy fluoksetynę? A może mirtazapinę? Ile Pan tego chce?”. Przyznać trzeba otwarcie, że ta sytuacja nie należy do „normy”, ale w świecie rzeczywistym – ma miejsce. Na przykład, udaje się prosto do lokalnego „producenta”, który sprzedaje mu coś, co wyleczy jego chorobę „na 98%”, mimo iż ów nigdy nie sprawdził co jest w środku. Inny chory szuka odpowiedzi na forach internetowych oraz grupach wsparcia na facebooku, na których eksperci kształcili się przez lata w Akademii dra Google, a ich porady traktuje się na równi, jeśli nie bardziej poważnie, niż zalecenia lekarskie. Samoleczenie na granicy prawa Każdy, kto słyszał o problemach „samoleczenia” wśród pacjentów, którym konwencjonalna medycyna nie może wiele zaoferować, z pewnością zetknął się z tym problemem. Do stosowania tzw. alternatywnych metod leczenia przyznaje się, w różnych ankietach, nawet ponad 80% pacjentów onkologicznych. (i) W populacji pediatrycznej również nie jest to rzadkim zjawiskiem. Stosowanie metod CAM (z ang. Complementary and Alternative Medicine) deklaruje od 31%[ii] do ponad 45% wśród pytanych rodziców dzieci z oddziałów onkologicznych z Taiwanu[iii]. Nie jest to niebezpieczny problem, jeśli mówimy o takich metodach jak techniki relaksacyjne, aromaterapia czy akupunktura, które stosowane są obok konwencjonalnego leczenia. Problem pojawia się, kiedy w ten sposób chorzy sięgają po potencjalnie szkodliwe, a nawet nielegalne środki. W szczególności, gdy po wysłuchaniu o cudzie uzdrowień za pomocą ziół czy modlitwy porzucają konwencjonalne leczenie w momencie, gdy ich choroba z dużym prawdopodobieństwem była jeszcze uleczalna – na co zwraca uwagę onkolog Donald Ambrams na łamach „Oncology”[iv]. Ucieczka od leczenia – wersja polska W artykule w „Oncology” Ambrams mówi o medycznej marihuanie. Za granicą stężony ekstrakt z tej rośliny o wysokiej koncentracji THC (znany jako olej RSO) zyskał sobie sławę „leku na raka” po tym, jak Amerykanin – Rick Simpson, w zaledwie 4 dni wyleczył nim u siebie raka skóry – a przynajmniej tak twierdził.[v] Swoje przeżycia uwiecznił w filmie „Run from the cure”, który na YouTube ma ok. milion wyświetleń. W Polsce olej rozsławił proces państwa Dołeckich, którzy przemycali go dla matki chorej na raka trzustki[vi], oraz przypadek Jakuba Bartola, który w wieku 26 lat zmagał się z glejakiem wielopostaciowym[vii], któremu olej z konopi miał dać wyleczenie. Za granicą moda na olej RSO jako „absolutne lekarstwo na raka” już jednak przeminęła. W wielu krajach, w których medyczna marihuana jest legalna, a przynajmniej – na tyle dostępna dla pacjentów, że dawno przestała być owiana jakoby „mistyczną aurą”. Jednak w Polsce mit wciąż pokutuje. Mówi o tym w wywiadach również dr Jerzy Jarosz, który pracuje w Punkcie Konsultacyjnym „Medyczna Marihuana”, działającym przy Hospicjum im. Św. Krzysztofa w Warszawie. „Najczęściej pacjenci pytają o to, na co najtrudniej odpowiedzieć – leczenie przeciwnowotworowe. Chcą wiedzieć, czy kannabinoidy [substancje aktywne znajdujące się w marihuanie – przyp. red] mogą odmienić los ich najbliższych. W pierwszych miesiącach to ponad 50% problemów, z którymi się do mnie zgłaszali. Najczęściej byli to chorzy z glejakiem mózgu – to co 5 wiadomość. Zapewne wynika to z faktu, że prace dotyczące tego nowotworu, przynajmniej teoretyczne, są najbardziej rozpropagowane w mediach.” Pacjenci pytają o marihuanę również na nieoficjalnych forach, szukając owego „leku” - często znajdują jego (nielegalne) źródło. Zakup oczywiście oznacza złamanie prawa a ceny na czarnym rynku nie należą do niskich (nieoficjalne źródła mówią o 10 000zł za ilość wystarczającą na ok. 3 miesiące). Wymieniają się również sposobami jak przemycić „lek” do szpitala, i informacjami czy THC nie zostanie wykryte w badaniach krwi. W skrajnych przypadkach, pytają również o to, jak namówić bliską osobę do porzucenia „toksycznej chemii” (nie biorąc pod uwagę, że najczęściej w roli rozpuszczalnika w RSO stosowana jest nafta), lub jak można niepostrzeżenie dla niej zacząć ją „leczyć” owym specyfikiem. Lecz najwięcej szuka jednak nie dilera, znachora a… lekarza, który podejmie się leczenia olejami, dobierze dawkę i będzie monitorował efekty co jak wiemy jest niemożliwe. Rozwiązaniem tej sytuacji byłoby zalegalizowanie medycznej marihuany, co dla wielu dilerów oznaczałoby odcięcie od źródła dochodu. Inaczej dochodzi do patowej sytuacji, w której pacjent jest wspólnikiem w przestępczym procederze, wobec czego oszukany – niewiele może zrobić, ani ze swoją rozpaczą po utracie bliskiej osoby, ani z utraconymi pieniędzmi, ani też z dilerem, który obiecywał wyleczenie. Medyczna marihuana – czy może być lekiem? Medyczna marihuana w krajach zachodu ma szerokie zastosowanie w medycynie paliatywnej i onkologii. Jest tanim środkiem, który w formie ziołowej nie tylko łagodzi ból, nudności i wymioty[viii] (w tym CINV). Ponadto stanowi jedyny lek przeciwwymiotny zwiększający apetyt, i dodatkowo – poprawia jakość snu[ix]. Oczywiście wprowadzenie jej do użytku wymagało przełamania pewnych schematów myślenia oraz narkofobii – powszechnej zarówno wśród lekarzy jak i pacjentów. Podobne wyzwania napotyka wciąż stosowanie opiatów w Polsce, wobec których przedstawiciele ochrony zdrowia, nawet silniej od pacjentów, obawiają się uzależnienia, depresji oddechowej i innych skutków, zauważa dr hab. Med. Małgorzata Krajnik na portalu Medycyna Praktyczna. W wyniku tego, 50% pacjentów z chorobą nowotworową cierpi z powodu bólu[x]. Co interesujące, kannabinoidy zawarte w marihuanie nie tylko posiadają własne działanie przeciwbólowe, ale również – działają synergistycznie z opioidami, co pozwala zmniejszyć dawkę tych drugich, co może być korzystne dla tych chorych, u których ból nie odpowiada na leczenie pochodnymi morfiny[xi]. Obecnie w naszym kraju jedynym lekiem zawierającym kannabinoidy, zarejestrowanym do leczenia spastyczności mięśni pozostaje Sativex. Możliwość stosowania marihuany w formie ziołowej jest możliwa jedynie, jeśli lekarz wystosuje prośbę o import docelowy dla konkretnego pacjenta do Ministerstwa. To rozwiązanie praktycznie uniemożliwia jej stosowanie. Jest duża szansa, że odpowiednia edukacja środowiska lekarskiego mogłaby zmienić obecną sytuację. Jak dotąd nieliczni dysponują wiedzą, a jeszcze mniej – praktyką w stosowaniu tych leków. A pacjent poszukujący medycznej marihuany zamiast pod opiekę lekarza, trafia w ręce dilera. (i) Richardson, Mary Ann, et al. "Complementary/alternative medicine use in a comprehensive cancer center and the implications for oncology." Journal of Clinical Oncology 18.13 (2000): 2505-2514. [ii] Grootenhuis, Martha A., et al. "Use of alternative treatment in pediatric oncology." Cancer nursing 21.4 (1998): 282-288. [iii] Yeh, Chao-Hsing, et al. "Use of alternative therapy among pediatric oncology patients in Taiwan." Pediatric hematology and oncology 17.1 (2000): 55-65. [iv] Abrams, D. I. "Using Medical Cannabis in an Oncology Practice." Oncology (Williston Park, NY) 30.5 (2016). [v] http://www.cureyourowncancer.org/rick-simpson.html [vi] http://metrowarszawa.gazeta.pl/metrowarszawa/1,141637,18733871,doleccy.html [vii] http://wolnekonopie.org/2014/12/08/powrocil-z-zaswiatow-jakub-pokonal-glejaka-iv-stopnia-stosujac-olej-z-kwiatow-konopi-indyjskich-2/ [viii] Robson, Philip. "Therapeutic aspects of cannabis and cannabinoids." The British Journal of Psychiatry 178.2 (2001): 107-115. Cotter, Jayme. "Efficacy of Crude Marijuana and Synthetic Delta-9-Tetrahydrocannabinol as Treatment for Chemotherapy-Induced Nausea and Vomiting: A Systematic Literature Review." Oncology nursing forum. Vol. 36. No. 3. 2009. [ix] Walsh, Declan, Kristine A. Nelson, and Fade Mahmoud. "Established and potential therapeutic applications of cannabinoids in oncology." Supportive Care in Cancer 11.3 (2003): 137-143. [x] http://www.mp.pl/bol/wytyczne/78813,stosowanie-analgetykow-opioidowych-w-leczeniu-bolu-nowotworowego [xi] Cichewicz, Diana L. "Synergistic interactions between cannabinoid and opioid analgesics." Life sciences 74.11 (2004): 1317-1324. źródło grafiki: forum.nasionakonopi.pl
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.