Skocz do zawartości
eMCe71

Eutanazja

  

22 użytkowników zagłosowało

  1. 1. Jakie jest Twoje zdanie ws. eutanazji?

    • Jestem za jej wprowadzeniem
      3
    • Jestem za jej wprowadzeniem, ale tylko dla prawnie ściśle określonych sytuacji
      11
    • Jestem przeciw eutanazji
      7
    • Waham się
      1


Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

 

Jurek Owsiak w ostatnim czasie wspomniał o tym, ze dopuszcza do siebie myśl o eutanazji, wyrażał swoje wątpliwości i rozterki. W konsekwencji jego słów Episkopat Polski wydał deklarację, którą przypomina swoje stanowisko. Chciałbym zapytać Was o jego interpretację:

 

 

Eutanazja bezpośrednia, czyli działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo i dlatego – niezależnie od stojących za nią motywów – jest moralnie niedopuszczalna

 

Mocno zastanowiły mnie słowa "zaniechanie działania", które uważam, że zostały tu błędnie użyte(?). Zaczynając od najbardziej trudnych terapeutycznie kończąc na przypadkach "łatwiejszych" do podtrzymania życia, obecny poziom medycyny pozwala podtrzymywać (różnie długo) życie niemalże człowieka w każdym stanie. Nie podłącza się jednak chociażby 90-letniego pacjenta który ma krańcową niewydolność serca do krążenia pozaustrojowego itd. Nie jest to jednak wg mnie eutanazja i wg mnie w deklaracji nie o to chodziło. Zna ktoś lepiej stanowisko generalnie Kościoła w tej sprawie?

 

Przy okazji powyższego tematu założyłem ankietę - zachęcam do oddania głosu. Osobiście jestem przeciwnikiem eutanazji, ale uważam również, że jeśli ktoś już definitywnie odchodzi, to należy mu na to pozwolić. Jednocześnie nigdy nie chciałbym się znaleźć w sytuacji, w której musiałbym zacząć zastanawiać się czy powinienem się na nią zgodzić czy nie.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt

ja jestem za eutanazją, powinna być dopuszczalna CO NAJMNIEJ w kliku przypadkach określonych konkretnie prawnie, podobnie jak aborcja. Choć osobiście popieram ją w pełni.

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że w samym kościele istnieją na ten temat różne opinie, ale "oficjalny głos" jest jeden - zero eutanazji. Bez jakiejkolwiek relatywizacji, wyjątków itp. Pytanie co to oznacza? W końcu różni ludzie mają różne definicje tego pojęcia. Pojawiają się kolejne problemy - co nazywamy życiem. Czy przyjmujemy, że śmiercią człowieka jest śmierć mózgu? Śmierć części mózgu? Ostatnie uderzenie serca? A co ze stanem wegetatywnym? I wreszcie dyskusje etyków nad eutanazją "czynną, "bierną" - czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna? A co z respiratorami, sztucznym płucosercem, końskimi dawkami katecholamin? Widziałem kiedyś na OIT gnijące zwłoki podłączone do ECMO, respiratora, 10 pomp z lekami, wewnętrznego stymulatora serca, nieudane zakończenie operacji kardiochirurgicznej - w końcu życie jest święte, powinniśmy je ratować za wszelką cenę póki jest szansa na cud. Jakiś absurd...

 

Ja jestem za eutanazją rozumianą jako celowe uśmiercenie osoby, która jest nieuleczalnie chora bez realnych szans na wyzdrowienie i której komfort życia praktycznie nie istnieje (np. niemożliwy do opanowania ból nowotworowy, tetraplegia, zależność od respiratora) przy czym jest ona w stanie w sposób niebudzący wątpliwości wyrazić takie życzenie. Taka "procedura" powinna być odpowiednio uregulowana prawnie (np. wymagać rozprawy sądowej i zgody sądu, który zasięga opinii specjalnie powołanej komisji złożonej np z psychologa, specjalisty od choroby na którą cierpi pacjent, specjalisty zajmującego się medycyną paliatywną). Dzięki temu wyeliminujemy możliwość "nadużycia" takiej procedury np. przez krewnych żądnych spadku. Zyskamy pewność, że takie życzenie jest przemyślaną świadomą decyzją danej osoby a nie skutkiem depresji czy wręcz współczucia dla opiekującej się chorym rodziny.

 

Sam mam okazję mieszkać z 86 letnim dziadkiem chorym na chorobę Alzheimera. 3x dziennie zmieniam mu pieluchy, karmię go, myję, daję leki, piorę jego ubrania, ścigam się z nim w środku nocy do lodówki, żeby czegoś z niej nie wyrzucił i pilnuję kuchenki bo czasem dziadek ma ochotę ugotować zupę w pustym garnku. I nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby go "zeutanazjować" - no może raz kiedy miał biegunkę i przez 4 godziny myłem całe mieszkanie. Wszyscy jesteśmy święcie oburzeni słysząc o rodzinach oddających swoich seniorów do domów opieki, szpitali - ale ja jestem w stanie ich zrozumieć co oczywiście nie znaczy, że sam tak robię. Czy zawsze możemy ich tak bezrefleksyjnie oceniać?

 

Argumenty emocjonalne przytaczane przez niektórych polityków: "jak eutanazja będzie dozwolona to każdy będzie mógł uśpić babcię" wypaczają moim zdaniem obraz sprawy. Dyskusja wokół eutanazji powinna być prowadzona w sposób merytoryczny. Co więcej, dzięki niej można będzie poruszyć pewne kwestie, które obecnie zostały skutecznie zamiecione pod dywan. Chodzi mi konkretnie o położenie ciężko chorych ludzi wypisywanych z OITów, po wypadkach, chorobach neurologicznych typu miastenia, SM, GBS, ciężkich zatruciach, udarach itp. Osób którymi nikt się nie interesuje - są sparaliżowane, niezdolne do samodzielnej egzystencji, wymagają 24h uwagi ze strony rodzin. Ich ojcowie, synowie, żony, mężowie rezygnują z pracy, sprzedają samochody, uczą się pielęgnacji, biorą kredyty aby móc zapłacić za opiekę i rehabilitację (wieloletnią, wielospecjalistyczna opiekę). Takie sytuacje niszczą rodziny, sprawiają wiele cierpień. Chorzy czują że są ciężkim brzemieniem dla swoich rodzin, są pełni obaw, źli na swój stan, pogrążają się w depresji, uzależniają się od alkoholu i leków - stąd apele w stylu Janusza Świtaja, sparaliżowanego motocyklisty z tetraplegią podłączonego do respiratora. On nie chciał swojej śmierci - chciał ulżyć swoim rodzicom, którzy wszystkie siły i pieniądze przeznaczyli na opiekę nad nim. Bliscy takich osób zamiast rozwijać się w pracy, odpoczywać, cieszyć życiem spędzają CAŁE LATA przy łóżkach ukochanych osób, bez chwili wytchnienia, urlopu, świąt, wolnej soboty czy niedzieli. Jest to praca ponad siły każdego człowieka, godna kanonizacji. A nie można nikogo zmuszać by został świętym!

 

Czy zatem powinniśmy pozbawiać takich ludzi życia? Nie musimy! NFZ robi to skutecznie za nas - po prostu nie pomaga takim ludziom w żaden sposób. To eutanazja ukryta pod ładnym garniturem ministra zdrowia i prezesa NFZ. Chorzy ludzie i ich zmęczone rodziny nie mają siły, żeby palić opony przed sejmem więc można ich spokojnie olać. Zamiast zastrzyku skutecznie zabiją ich powikłania, którym nikt nie zapobiegał bo nie było na to pieniędzy: odleżyny, zatorowość płucna, sepsy. Do tej pory był to bagatelizowany problem, nawet w krajach "bardziej rozwiniętych" od naszego. Na szczęście za granicą coraz więcej się o tym mówi - może u nas też się zacznie.

 

Może zamiast szukać emocjonujących tematów zastępczych w stylu "mordowania babci bo jest za stara" zajmiemy się realnymi problemami.

 

P.S Chciałbym także zauważyć, że w Polsce nie każdy jest katolikiem i członkiem kościoła, co więcej, nie każdy katolik ma taki sam stosunek do eutanazji jak kościół. Prawo w naszym kraju powinno uwzględniać coś więcej niż tylko system wartości jednej grupy ludzi (oczywiście w granicach rozsądku).

  • Like 9

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kot -szacunek !

Nie jestem w stanie nic sensownego dodać ponad to co napisałeś

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mateusz to co zacytowałeś to na dobrą sprawę nie tylko stosunek Episkopatuu polskiego - to fragment KKK 2277 czyli oficjalna nauka całego Kościoła katolickiego.

 

 

Nie podłącza się jednak chociażby 90-letniego pacjenta który ma krańcową niewydolność serca do krążenia pozaustrojowego itd. Nie jest to jednak wg mnie eutanazja i wg mnie w deklaracji nie o to chodziło.

 

Owszem nie jest to eutanazja, także w świetle oficjalnej nauki Kościoła. W KKK jest mowa o tym, że podejmowanie zabiegów drogich, ryzykownych lub niewspółmiernych do oczekiwanych korzyści nosi znamiona uporczywej terapii, która nie powinnaq być prowadzona. Kościół przyjmuje, że w takim wypadku nie należy przeszkadzać śmierci.

 

Co do zaniechania działania - chodzi o zaniechanie działań, które prowadzą bezpośrednio do śmierci cięzko chorej osoby. Najczęściej podawanym chyba przykładem jest zaprzestanie karmienia czy pojenia osoby, która sama nie może tego robić - np. nieprzytomnej żywionej dojelitowo lub pozajelitowo.

 

 

czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna?

 

Oba te przypadki to eutanazja bierna.

 

 

Widziałem kiedyś na OIT gnijące zwłoki podłączone do ECMO, respiratora, 10 pomp z lekami, wewnętrznego stymulatora serca, nieudane zakończenie operacji kardiochirurgicznej - w końcu życie jest święte, powinniśmy je ratować za wszelką cenę póki jest szansa na cud. Jakiś absurd...

 

To jest generalnie inna para kaloszy - najczęściej jest świadomośc, że pacjenta należy odłączyć i pozwolić mu umrzeć-  nie robi się tego z wielu powodów, często takich, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek etyką.

 

 

Wszyscy jesteśmy święcie oburzeni słysząc o rodzinach oddających swoich seniorów do domów opieki, szpitali - ale ja jestem w stanie ich zrozumieć co oczywiście nie znaczy, że sam tak robię. Czy zawsze możemy ich tak bezrefleksyjnie oceniać?

 

Ja też jestem w stanie ich zrozumieć. Przynajmniej tą część, która przycbodzi i mówi, że chce odpocząc bo już nie daje rady.

Mam niestety problem ze zrozumieniem osób, które np. głodzą babcię/dziadka przez parę dni albo nie przyklejają plasterka z FNT - babcia./dziadek ląduje w szpitalu, a rodzina myk na narty do Austrii. Potem jak już się zimowo wyszaleją zabierają babcię/dziadka do siebie. Często gęsto dziadek/babcia jeszcze to i owo posymulują, żeby do domu nie wrócić, ale oczywiście nie przyznają się, że rodzina jest jaka jest, bo to wielki wstyd.

 

Zagramanicą jest niestety trochę inaczej - pacjent ma wybór: eutanazja, dom opieki na poziomie albo rodzina. U nas są co prawda oddziały paliatywne i ZOLe, ale wszyscy wiedzą jak to wygląda i ile się czeka, żeby umieścić kogoś w takiej placówce. W związku z tym wiele osób nie będzie miało żadnego wyboru - w ZOLu miejsca nie ma, rodzina przyjąć nie chce, więc zostaje tylko zastrzyk i to czy stary człowiek chce jeszcze żyć czy nie nie będzie miało żadnego znaczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Owszem nie jest to eutanazja, także w świetle oficjalnej nauki Kościoła. W KKK jest mowa o tym, że podejmowanie zabiegów drogich, ryzykownych lub niewspółmiernych do oczekiwanych korzyści nosi znamiona uporczywej terapii, która nie powinnaq być prowadzona. Kościół przyjmuje, że w takim wypadku nie należy przeszkadzać śmierci.

 

Co do zaniechania działania - chodzi o zaniechanie działań, które prowadzą bezpośrednio do śmierci cięzko chorej osoby. Najczęściej podawanym chyba przykładem jest zaprzestanie karmienia czy pojenia osoby, która sama nie może tego robić - np. nieprzytomnej żywionej dojelitowo lub pozajelitowo.

 

Ale to daje lekarzowi prawo do decydowania - tego będę leczył a tego spiszę na straty. Czasem razem podejmujemy ryzyko leczenia widząc niewielkie szanse np operując pacjenta z sepsą ze zgorzelinowym pęcherzykiem. W 90% pacjent taki umrze. A może jednak uda się go uratować?

 

Tylko czy zawsze możemy tak łatwo z góry przewidzieć jak zakończy się choroba? Nasza diagnoza nigdy nie jest w 100% pewna. A co z leczeniem pacjentów którzy nie mają żadnego komfortu życia? Np osoba z zaawansowanym zespołem otępiennym i zapaleniem płuc. Czy wyleczenie zapalenia płuc nie będzie uporczywą terapią? Przedłuży tylko leżenie w łóżku we własnych odchodach i ból które powodują odleżyny. A przerwanie podawania antybiotyku to już zaniechanie czy eutanazja? A amin katecholowych? A wyłączenie respiratora?

 

Brrr znowu się wynurza ten okropny relatywizm moralny!

 

 

czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna?

 

Oba te przypadki to eutanazja bierna.

 

Etycy ciągle na ten temat dyskutują czego dowodem jest np sprawa Terri Schiavo. Na zajęciach z etyki medycznej dowiedzieliśmy się, że można na takie sprawy patrzeć z wielu różnych punktów widzenia i nie wiadomo który jest lepszy - każdy ma niby zdecydować we "własnym sumieniu".

 

To jest generalnie inna para kaloszy - najczęściej jest świadomośc, że pacjenta należy odłączyć i pozwolić mu umrzeć-  nie robi się tego z wielu powodów, często takich, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek etyką.

 

Czyli zamiast zaniechania leczenia mamy przedłużanie cierpień. Czy to moralne? Powinniśmy być skazani na takie wybory?

 

Ja też jestem w stanie ich zrozumieć. Przynajmniej tą część, która przycbodzi i mówi, że chce odpocząc bo już nie daje rady.

Mam niestety problem ze zrozumieniem osób, które np. głodzą babcię/dziadka przez parę dni albo nie przyklejają plasterka z FNT - babcia./dziadek ląduje w szpitalu, a rodzina myk na narty do Austrii. Potem jak już się zimowo wyszaleją zabierają babcię/dziadka do siebie. Często gęsto dziadek/babcia jeszcze to i owo posymulują, żeby do domu nie wrócić, ale oczywiście nie przyznają się, że rodzina jest jaka jest, bo to wielki wstyd.

 

No ja na przykład nigdy nie byłem w Austrii a zostałem już kilka razy zmieszany z błotem przez wszechwiedzących medyków zbyt łatwo wydających wyroki. Śledzisz rodziny za pomocą GPS?

A jak mój dziadek po prostu nie chce jeść przez 4 dni? Nie tyka pokarmu a jak próbuję go karmić to na mnie krzyczy. Co mam zrobić wtedy? Wzywać karetkę, żeby dostać kolejną etykietę "głodziciela"? Założyć mu na siłę sondę do żołądka, którą sobie za 6 minut wyrwie albo przetnie nożyczkami (bo tak było np. z cewnikiem do pęcherza)?

 

Kiedyś dziadek mając krwawienie z pęcherza moczowego wypisał się z izby przyjęć na własne żądanie. Oczywiście nikt go nie zatrzymywał i nie interesował się jego stanem psychicznym. Po prostu podsunęli mu papier, spakowali i poszli po "rodzinkę" z poczekalni, żeby dziadka zabrała. "Pacjent ma prawo się wypisać a doktor nie ma czasu żeby z państwem rozmawiać". Tak ma wyglądać opieka nad starszymi?

 

 

Zagramanicą jest niestety trochę inaczej - pacjent ma wybór: eutanazja, dom opieki na poziomie albo rodzina. U nas są co prawda oddziały paliatywne i ZOLe, ale wszyscy wiedzą jak to wygląda i ile się czeka, żeby umieścić kogoś w takiej placówce. W związku z tym wiele osób nie będzie miało żadnego wyboru - w ZOLu miejsca nie ma, rodzina przyjąć nie chce, więc zostaje tylko zastrzyk i to czy stary człowiek chce jeszcze żyć czy nie nie będzie miało żadnego znaczenia.

 

Bardzo często widzę na SOR starszych ludzi którzy wręcz mówią "Ja chcę umrzeć", "nie chcę tak żyć" - np w zeszłym tygodniu miałem 84 letnią pacjentkę z krytycznym niedokrwieniem nogi która nie zgadzała się na operację. Poinformowana, że bez niej umrze powiedziała "bardzo dobrze". Zgaduję, że mówiła tak dlatego, że nie była otoczona odpowiednią opieką (nie pamiętam czy przyjechała z DPSu czy przywiozła ją rodzina). Była zanieczyszczona, odwodniona i miała odleżyny.

 

To straszna niekonsekwencja - skazujemy na cierpienia osoby, którym nie pomagamy. A gdy domagają się, żeby te cierpienia zakończyć my oburzamy się na myśl o grzechu eutanazji. Podobnie jest z aborcją - edukacja seksualna jest be więc kobiety rodzą niechciane dzieci które potem kiszą z kapustą albo usuwają w piwnicy. Jeśli już takie dziecko przeżywa to potem chodzi brudne, głodne i jest obwiniane o to że żyje (moja żona pracuje w świetlicy szkolnej i tam jest parę takich dzieciaków z "dyskoteki"). A my możemy sobie usiąść na kanapie z pilotem i rozkoszować się naszym wysokim poziomem moralności i religijności.

 

 

Myślę, że gdyby każdej osobie sparaliżowanej, obłożnie chorej, starej i niedołężnej zapewnić odpowiednią opiekę, rehabilitację i leczenie to nikt nie chciałby eutanazji. Tak samo gdyby zapewnić każdej kobiecie z niechcianej ciąży opiekę i możliwość oddania dziecka do adopcji zaraz po urodzeniu to pewnie drastycznie zmniejszyła by się ilość noworodków na śmietniku i w kapuście.

  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To, co wyraźnie widzę w tej zajmującej dyskusji, to głos przeciwko HIPOKRYZJI. Dużo jej w naszym obecnym życiu spoleczno-politycznym. I do tego głosu się przyłączam.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kot- ja też się pod tym podpisuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.