Jump to content

Eutanazja


dr Mateusz Palczewski
 Share

  

22 members have voted

  1. 1. Jakie jest Twoje zdanie ws. eutanazji?

    • Jestem za jej wprowadzeniem
      3
    • Jestem za jej wprowadzeniem, ale tylko dla prawnie ściśle określonych sytuacji
      11
    • Jestem przeciw eutanazji
      7
    • Waham się
      1


Recommended Posts

Cześć,

 

Jurek Owsiak w ostatnim czasie wspomniał o tym, ze dopuszcza do siebie myśl o eutanazji, wyrażał swoje wątpliwości i rozterki. W konsekwencji jego słów Episkopat Polski wydał deklarację, którą przypomina swoje stanowisko. Chciałbym zapytać Was o jego interpretację:

 

 

Eutanazja bezpośrednia, czyli działanie lub zaniechanie działania, które samo w sobie lub w zamierzeniu zadaje śmierć, by zlikwidować ból, stanowi zabójstwo i dlatego – niezależnie od stojących za nią motywów – jest moralnie niedopuszczalna

 

Mocno zastanowiły mnie słowa "zaniechanie działania", które uważam, że zostały tu błędnie użyte(?). Zaczynając od najbardziej trudnych terapeutycznie kończąc na przypadkach "łatwiejszych" do podtrzymania życia, obecny poziom medycyny pozwala podtrzymywać (różnie długo) życie niemalże człowieka w każdym stanie. Nie podłącza się jednak chociażby 90-letniego pacjenta który ma krańcową niewydolność serca do krążenia pozaustrojowego itd. Nie jest to jednak wg mnie eutanazja i wg mnie w deklaracji nie o to chodziło. Zna ktoś lepiej stanowisko generalnie Kościoła w tej sprawie?

 

Przy okazji powyższego tematu założyłem ankietę - zachęcam do oddania głosu. Osobiście jestem przeciwnikiem eutanazji, ale uważam również, że jeśli ktoś już definitywnie odchodzi, to należy mu na to pozwolić. Jednocześnie nigdy nie chciałbym się znaleźć w sytuacji, w której musiałbym zacząć zastanawiać się czy powinienem się na nią zgodzić czy nie.

 

 

Link to comment
Share on other sites

Myślę, że w samym kościele istnieją na ten temat różne opinie, ale "oficjalny głos" jest jeden - zero eutanazji. Bez jakiejkolwiek relatywizacji, wyjątków itp. Pytanie co to oznacza? W końcu różni ludzie mają różne definicje tego pojęcia. Pojawiają się kolejne problemy - co nazywamy życiem. Czy przyjmujemy, że śmiercią człowieka jest śmierć mózgu? Śmierć części mózgu? Ostatnie uderzenie serca? A co ze stanem wegetatywnym? I wreszcie dyskusje etyków nad eutanazją "czynną, "bierną" - czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna? A co z respiratorami, sztucznym płucosercem, końskimi dawkami katecholamin? Widziałem kiedyś na OIT gnijące zwłoki podłączone do ECMO, respiratora, 10 pomp z lekami, wewnętrznego stymulatora serca, nieudane zakończenie operacji kardiochirurgicznej - w końcu życie jest święte, powinniśmy je ratować za wszelką cenę póki jest szansa na cud. Jakiś absurd...

 

Ja jestem za eutanazją rozumianą jako celowe uśmiercenie osoby, która jest nieuleczalnie chora bez realnych szans na wyzdrowienie i której komfort życia praktycznie nie istnieje (np. niemożliwy do opanowania ból nowotworowy, tetraplegia, zależność od respiratora) przy czym jest ona w stanie w sposób niebudzący wątpliwości wyrazić takie życzenie. Taka "procedura" powinna być odpowiednio uregulowana prawnie (np. wymagać rozprawy sądowej i zgody sądu, który zasięga opinii specjalnie powołanej komisji złożonej np z psychologa, specjalisty od choroby na którą cierpi pacjent, specjalisty zajmującego się medycyną paliatywną). Dzięki temu wyeliminujemy możliwość "nadużycia" takiej procedury np. przez krewnych żądnych spadku. Zyskamy pewność, że takie życzenie jest przemyślaną świadomą decyzją danej osoby a nie skutkiem depresji czy wręcz współczucia dla opiekującej się chorym rodziny.

 

Sam mam okazję mieszkać z 86 letnim dziadkiem chorym na chorobę Alzheimera. 3x dziennie zmieniam mu pieluchy, karmię go, myję, daję leki, piorę jego ubrania, ścigam się z nim w środku nocy do lodówki, żeby czegoś z niej nie wyrzucił i pilnuję kuchenki bo czasem dziadek ma ochotę ugotować zupę w pustym garnku. I nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby go "zeutanazjować" - no może raz kiedy miał biegunkę i przez 4 godziny myłem całe mieszkanie. Wszyscy jesteśmy święcie oburzeni słysząc o rodzinach oddających swoich seniorów do domów opieki, szpitali - ale ja jestem w stanie ich zrozumieć co oczywiście nie znaczy, że sam tak robię. Czy zawsze możemy ich tak bezrefleksyjnie oceniać?

 

Argumenty emocjonalne przytaczane przez niektórych polityków: "jak eutanazja będzie dozwolona to każdy będzie mógł uśpić babcię" wypaczają moim zdaniem obraz sprawy. Dyskusja wokół eutanazji powinna być prowadzona w sposób merytoryczny. Co więcej, dzięki niej można będzie poruszyć pewne kwestie, które obecnie zostały skutecznie zamiecione pod dywan. Chodzi mi konkretnie o położenie ciężko chorych ludzi wypisywanych z OITów, po wypadkach, chorobach neurologicznych typu miastenia, SM, GBS, ciężkich zatruciach, udarach itp. Osób którymi nikt się nie interesuje - są sparaliżowane, niezdolne do samodzielnej egzystencji, wymagają 24h uwagi ze strony rodzin. Ich ojcowie, synowie, żony, mężowie rezygnują z pracy, sprzedają samochody, uczą się pielęgnacji, biorą kredyty aby móc zapłacić za opiekę i rehabilitację (wieloletnią, wielospecjalistyczna opiekę). Takie sytuacje niszczą rodziny, sprawiają wiele cierpień. Chorzy czują że są ciężkim brzemieniem dla swoich rodzin, są pełni obaw, źli na swój stan, pogrążają się w depresji, uzależniają się od alkoholu i leków - stąd apele w stylu Janusza Świtaja, sparaliżowanego motocyklisty z tetraplegią podłączonego do respiratora. On nie chciał swojej śmierci - chciał ulżyć swoim rodzicom, którzy wszystkie siły i pieniądze przeznaczyli na opiekę nad nim. Bliscy takich osób zamiast rozwijać się w pracy, odpoczywać, cieszyć życiem spędzają CAŁE LATA przy łóżkach ukochanych osób, bez chwili wytchnienia, urlopu, świąt, wolnej soboty czy niedzieli. Jest to praca ponad siły każdego człowieka, godna kanonizacji. A nie można nikogo zmuszać by został świętym!

 

Czy zatem powinniśmy pozbawiać takich ludzi życia? Nie musimy! NFZ robi to skutecznie za nas - po prostu nie pomaga takim ludziom w żaden sposób. To eutanazja ukryta pod ładnym garniturem ministra zdrowia i prezesa NFZ. Chorzy ludzie i ich zmęczone rodziny nie mają siły, żeby palić opony przed sejmem więc można ich spokojnie olać. Zamiast zastrzyku skutecznie zabiją ich powikłania, którym nikt nie zapobiegał bo nie było na to pieniędzy: odleżyny, zatorowość płucna, sepsy. Do tej pory był to bagatelizowany problem, nawet w krajach "bardziej rozwiniętych" od naszego. Na szczęście za granicą coraz więcej się o tym mówi - może u nas też się zacznie.

 

Może zamiast szukać emocjonujących tematów zastępczych w stylu "mordowania babci bo jest za stara" zajmiemy się realnymi problemami.

 

P.S Chciałbym także zauważyć, że w Polsce nie każdy jest katolikiem i członkiem kościoła, co więcej, nie każdy katolik ma taki sam stosunek do eutanazji jak kościół. Prawo w naszym kraju powinno uwzględniać coś więcej niż tylko system wartości jednej grupy ludzi (oczywiście w granicach rozsądku).

  • Like 9
Link to comment
Share on other sites

Mateusz to co zacytowałeś to na dobrą sprawę nie tylko stosunek Episkopatuu polskiego - to fragment KKK 2277 czyli oficjalna nauka całego Kościoła katolickiego.

 

 

Nie podłącza się jednak chociażby 90-letniego pacjenta który ma krańcową niewydolność serca do krążenia pozaustrojowego itd. Nie jest to jednak wg mnie eutanazja i wg mnie w deklaracji nie o to chodziło.

 

Owszem nie jest to eutanazja, także w świetle oficjalnej nauki Kościoła. W KKK jest mowa o tym, że podejmowanie zabiegów drogich, ryzykownych lub niewspółmiernych do oczekiwanych korzyści nosi znamiona uporczywej terapii, która nie powinnaq być prowadzona. Kościół przyjmuje, że w takim wypadku nie należy przeszkadzać śmierci.

 

Co do zaniechania działania - chodzi o zaniechanie działań, które prowadzą bezpośrednio do śmierci cięzko chorej osoby. Najczęściej podawanym chyba przykładem jest zaprzestanie karmienia czy pojenia osoby, która sama nie może tego robić - np. nieprzytomnej żywionej dojelitowo lub pozajelitowo.

 

 

czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna?

 

Oba te przypadki to eutanazja bierna.

 

 

Widziałem kiedyś na OIT gnijące zwłoki podłączone do ECMO, respiratora, 10 pomp z lekami, wewnętrznego stymulatora serca, nieudane zakończenie operacji kardiochirurgicznej - w końcu życie jest święte, powinniśmy je ratować za wszelką cenę póki jest szansa na cud. Jakiś absurd...

 

To jest generalnie inna para kaloszy - najczęściej jest świadomośc, że pacjenta należy odłączyć i pozwolić mu umrzeć-  nie robi się tego z wielu powodów, często takich, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek etyką.

 

 

Wszyscy jesteśmy święcie oburzeni słysząc o rodzinach oddających swoich seniorów do domów opieki, szpitali - ale ja jestem w stanie ich zrozumieć co oczywiście nie znaczy, że sam tak robię. Czy zawsze możemy ich tak bezrefleksyjnie oceniać?

 

Ja też jestem w stanie ich zrozumieć. Przynajmniej tą część, która przycbodzi i mówi, że chce odpocząc bo już nie daje rady.

Mam niestety problem ze zrozumieniem osób, które np. głodzą babcię/dziadka przez parę dni albo nie przyklejają plasterka z FNT - babcia./dziadek ląduje w szpitalu, a rodzina myk na narty do Austrii. Potem jak już się zimowo wyszaleją zabierają babcię/dziadka do siebie. Często gęsto dziadek/babcia jeszcze to i owo posymulują, żeby do domu nie wrócić, ale oczywiście nie przyznają się, że rodzina jest jaka jest, bo to wielki wstyd.

 

Zagramanicą jest niestety trochę inaczej - pacjent ma wybór: eutanazja, dom opieki na poziomie albo rodzina. U nas są co prawda oddziały paliatywne i ZOLe, ale wszyscy wiedzą jak to wygląda i ile się czeka, żeby umieścić kogoś w takiej placówce. W związku z tym wiele osób nie będzie miało żadnego wyboru - w ZOLu miejsca nie ma, rodzina przyjąć nie chce, więc zostaje tylko zastrzyk i to czy stary człowiek chce jeszcze żyć czy nie nie będzie miało żadnego znaczenia.

Link to comment
Share on other sites

Owszem nie jest to eutanazja, także w świetle oficjalnej nauki Kościoła. W KKK jest mowa o tym, że podejmowanie zabiegów drogich, ryzykownych lub niewspółmiernych do oczekiwanych korzyści nosi znamiona uporczywej terapii, która nie powinnaq być prowadzona. Kościół przyjmuje, że w takim wypadku nie należy przeszkadzać śmierci.

 

Co do zaniechania działania - chodzi o zaniechanie działań, które prowadzą bezpośrednio do śmierci cięzko chorej osoby. Najczęściej podawanym chyba przykładem jest zaprzestanie karmienia czy pojenia osoby, która sama nie może tego robić - np. nieprzytomnej żywionej dojelitowo lub pozajelitowo.

 

Ale to daje lekarzowi prawo do decydowania - tego będę leczył a tego spiszę na straty. Czasem razem podejmujemy ryzyko leczenia widząc niewielkie szanse np operując pacjenta z sepsą ze zgorzelinowym pęcherzykiem. W 90% pacjent taki umrze. A może jednak uda się go uratować?

 

Tylko czy zawsze możemy tak łatwo z góry przewidzieć jak zakończy się choroba? Nasza diagnoza nigdy nie jest w 100% pewna. A co z leczeniem pacjentów którzy nie mają żadnego komfortu życia? Np osoba z zaawansowanym zespołem otępiennym i zapaleniem płuc. Czy wyleczenie zapalenia płuc nie będzie uporczywą terapią? Przedłuży tylko leżenie w łóżku we własnych odchodach i ból które powodują odleżyny. A przerwanie podawania antybiotyku to już zaniechanie czy eutanazja? A amin katecholowych? A wyłączenie respiratora?

 

Brrr znowu się wynurza ten okropny relatywizm moralny!

 

 

czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna?

 

Oba te przypadki to eutanazja bierna.

 

Etycy ciągle na ten temat dyskutują czego dowodem jest np sprawa Terri Schiavo. Na zajęciach z etyki medycznej dowiedzieliśmy się, że można na takie sprawy patrzeć z wielu różnych punktów widzenia i nie wiadomo który jest lepszy - każdy ma niby zdecydować we "własnym sumieniu".

 

To jest generalnie inna para kaloszy - najczęściej jest świadomośc, że pacjenta należy odłączyć i pozwolić mu umrzeć-  nie robi się tego z wielu powodów, często takich, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek etyką.

 

Czyli zamiast zaniechania leczenia mamy przedłużanie cierpień. Czy to moralne? Powinniśmy być skazani na takie wybory?

 

Ja też jestem w stanie ich zrozumieć. Przynajmniej tą część, która przycbodzi i mówi, że chce odpocząc bo już nie daje rady.

Mam niestety problem ze zrozumieniem osób, które np. głodzą babcię/dziadka przez parę dni albo nie przyklejają plasterka z FNT - babcia./dziadek ląduje w szpitalu, a rodzina myk na narty do Austrii. Potem jak już się zimowo wyszaleją zabierają babcię/dziadka do siebie. Często gęsto dziadek/babcia jeszcze to i owo posymulują, żeby do domu nie wrócić, ale oczywiście nie przyznają się, że rodzina jest jaka jest, bo to wielki wstyd.

 

No ja na przykład nigdy nie byłem w Austrii a zostałem już kilka razy zmieszany z błotem przez wszechwiedzących medyków zbyt łatwo wydających wyroki. Śledzisz rodziny za pomocą GPS?

A jak mój dziadek po prostu nie chce jeść przez 4 dni? Nie tyka pokarmu a jak próbuję go karmić to na mnie krzyczy. Co mam zrobić wtedy? Wzywać karetkę, żeby dostać kolejną etykietę "głodziciela"? Założyć mu na siłę sondę do żołądka, którą sobie za 6 minut wyrwie albo przetnie nożyczkami (bo tak było np. z cewnikiem do pęcherza)?

 

Kiedyś dziadek mając krwawienie z pęcherza moczowego wypisał się z izby przyjęć na własne żądanie. Oczywiście nikt go nie zatrzymywał i nie interesował się jego stanem psychicznym. Po prostu podsunęli mu papier, spakowali i poszli po "rodzinkę" z poczekalni, żeby dziadka zabrała. "Pacjent ma prawo się wypisać a doktor nie ma czasu żeby z państwem rozmawiać". Tak ma wyglądać opieka nad starszymi?

 

 

Zagramanicą jest niestety trochę inaczej - pacjent ma wybór: eutanazja, dom opieki na poziomie albo rodzina. U nas są co prawda oddziały paliatywne i ZOLe, ale wszyscy wiedzą jak to wygląda i ile się czeka, żeby umieścić kogoś w takiej placówce. W związku z tym wiele osób nie będzie miało żadnego wyboru - w ZOLu miejsca nie ma, rodzina przyjąć nie chce, więc zostaje tylko zastrzyk i to czy stary człowiek chce jeszcze żyć czy nie nie będzie miało żadnego znaczenia.

 

Bardzo często widzę na SOR starszych ludzi którzy wręcz mówią "Ja chcę umrzeć", "nie chcę tak żyć" - np w zeszłym tygodniu miałem 84 letnią pacjentkę z krytycznym niedokrwieniem nogi która nie zgadzała się na operację. Poinformowana, że bez niej umrze powiedziała "bardzo dobrze". Zgaduję, że mówiła tak dlatego, że nie była otoczona odpowiednią opieką (nie pamiętam czy przyjechała z DPSu czy przywiozła ją rodzina). Była zanieczyszczona, odwodniona i miała odleżyny.

 

To straszna niekonsekwencja - skazujemy na cierpienia osoby, którym nie pomagamy. A gdy domagają się, żeby te cierpienia zakończyć my oburzamy się na myśl o grzechu eutanazji. Podobnie jest z aborcją - edukacja seksualna jest be więc kobiety rodzą niechciane dzieci które potem kiszą z kapustą albo usuwają w piwnicy. Jeśli już takie dziecko przeżywa to potem chodzi brudne, głodne i jest obwiniane o to że żyje (moja żona pracuje w świetlicy szkolnej i tam jest parę takich dzieciaków z "dyskoteki"). A my możemy sobie usiąść na kanapie z pilotem i rozkoszować się naszym wysokim poziomem moralności i religijności.

 

 

Myślę, że gdyby każdej osobie sparaliżowanej, obłożnie chorej, starej i niedołężnej zapewnić odpowiednią opiekę, rehabilitację i leczenie to nikt nie chciałby eutanazji. Tak samo gdyby zapewnić każdej kobiecie z niechcianej ciąży opiekę i możliwość oddania dziecka do adopcji zaraz po urodzeniu to pewnie drastycznie zmniejszyła by się ilość noworodków na śmietniku i w kapuście.

  • Like 3
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
  • 1 month later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • By dr Mateusz Palczewski
      Od kilku dni w rodzinach, wśród znajomych i w pracy rozmawiamy o sytuacji małego Alfie Evansa. Po długim czasie u chłopca zakończono mechaniczne wspomaganie oddechu i mimo ciężkiej, choć nie do końca zdiagnozowanej choroby neurodegeneracyjnej nie doszło do niewydolności oddechowej, a chłopiec nadal żyje.
      Nadzieję daje możliwość przeniesienia Chłopca do Włoch, a ogromne wrażenie robi włączenie się w sprawę Papieża Franciszka. Entuzjazm i nadzieja są wielkie, ale i ogromna jest panująca złość.
      Co wiemy o chorobie i stanie Alfiego? Czy naprawdę można lekarzy i sędziów z UK podejrzewać o złą wolę? Chyba cały świat obecnie życzy Alfiemu zdrowia. Tylko jakie jest dla niego obecnie najlepsze wyjście? Wydaje mi się, że trudno nam to oceniać z takiej odległości. W poszukiwaniu medycznych danych o stanie i o chorobie Alfiego znalazłem informację, że jego mózg doznał katastrofalnego uszkodzenia tkanki mózgowej (portal Express.co.uk - trudno mi ocenić wiarygodność). Nadal niewiele, choć brzmi bardzo poważnie.
       
       
      Nigdy nie zapomnę przypadku ciężarnej Pacjentki, u której nienarodzonego jeszcze dziecka wykryto rozległe zmiany w śródmózgowiu. Rokowania dla dziecka były bardzo poważne. Kobieta usłyszała wszystkie możliwe scenariusze i propozycje dalszego postępowania: przerwanie ciąży lub poród wraz z terapią wszystkimi dostępnymi metodami, a także poród i obserwacja czy dziecko podejmie wolę walki, czy będzie miało choćby odruch samodzielnego oddychania. Samo wysłuchanie przez Pacjentkę tych alternatyw było dla niej ciężkie i okraszone potokiem łez. Decyzja jeszcze trudniejsza. Wyglądało jednak, że Pani zaznała krzty spokoju w ostatnim wyjściu - dziecko miało się urodzić i zacząć oddychać lub odejść w spokoju i komforcie.
      Które rozwiązanie wybrano dla Alfiego? Intuicja podpowiada mi, że to trzecie. A może jednak pierwsze i wybrano dla niego śmierć, choć nie była ona konieczna? Nie wiem. A czy Wy wiecie?
       
       
       
      Wydaje mi się, że to co na pewno możemy zrobić to modlić się o najlepsze dla Chłopca rozwiązanie. Zdecydowanie mniej pewny jestem czy możemy  negatywnie ocenić lekarzy zajmujących się nim. Czy oby na pewno chcą dla niego źle? Tylko dlaczego Alfie nie jest żywiony? Czy nie poddano się zbyt łatwo? Co czują Rodzice? Czy powinni dostać szansę próby leczenia dziecka poza Anglią? Czy jest szansa na cud? Może zawsze w takich sytuacjach powinniśmy na niego liczyć? Czy tu w ogóle są jakieś łatwe i pewne odpowiedzi?
      Bądźmy razem z Alfiem! Niech stanie się dla niego to co najlepsze!
      Czytelników, szczególnie Lekarzy, ale i wszystkich Medyków, zachęcam do rzeczowej dyskusji poniżej. Obyśmy potrafili coś dobrego wynieść z tej jakże trudnej lekcji.
      Mateusz Palczewski, lekarz
    • By Newman
      Kogo z nas nigdy nic nie bolało? Ręka do góry...
      Czy ktoś z Państwa zauważył, że w chwilach fizycznego cierpienia każdy staje się w jakimś stopniu zwierzęciem? Przetrwać, wyrwać się ze szponów, uciec, ukryć się, umrzeć... Filozofia bólu jest fascynująca, choć mało kto ma odwagę, by się z nią zmierzyć, chętnie przed nią uciekamy jak przed myślami o chorobie i śmierci. A przecież ból jest w każdym z nas.
      dlaczego nie lubimy bólu? co jest takiego w cierpieniu w samotności, że jest nie do zniesienia? czy kara powinna być proporcjonalna do bólu, który oprawca zadał ofierze? Zapraszam na spotkanie z polskim mistrzem świata w dziedzinie obserwacji rzeczywistości, panem Sławomirem Mrożkiem:

      Mateusz Malik, lekarz
      Skany zaczerpnięte zostały ze zbioru felietonów Sławomira Mrożka "Małe listy" wydanego przez Noir sur Blanc
    • By Gonzo
      Nie jest żadną tajemnicą, że młodość dana jest nam tylko na krótki czas. Proces starzenia się, a co za tym idzie, śmierci jest nieunikniony. Czas jego rozpoczęcia oraz tempo przebiegu są zróżnicowane i zależą od wielu czynników. Bardzo ważną grupą wśród nich są czynniki związane ze środowiskiem, ale także ze stylem życia. Nie bez znaczenia pozostają jednak czynniki genetyczne i uwarunkowania rodzinne.
      Czy może więc istnieć gen odpowiedzialny za młodość?
      W zasadzie można powiedzieć, że tak. Oczywiście, z uwagi na złożoność tych procesów, nie można tutaj mówić o prostym dziedziczeniu, czy sytuacji, w której obecność dominującego allelu wydłuża młodość o X%. Jest to problem dużo bardziej skomplikowany.
      Naukowcy z Manfred Kayser of Erasmus Medical Center University Medical Center w Rotterdamie, po przeanalizowaniu aż 8 milionów wariantów DNA otrzymanych od około 2600 osób wyodrębniła gen MC1R. Holenderscy uczeni określili ścisłą korelację pomiędzy ekspresją tego genu a odmłodzeniem wyglądu twarzy o średnio 2 lata w stosunku do wieku metrykalnego i było to niezależne od współistnienia czynników zewnętrznych, czy nawet ilości zmarszczek. Dodatkowej wagi nabiera to w kontekście teorii, że fakt posiadania wyglądu młodszego niż wiek świadczyć ma o dobrej kondycji i zdrowiu organizmu.
      Inną wykazaną płaszczyzną działania genu MC1R jest kodowanie receptora melanokortyny-1. Zmniejszenie jego ekspresji powoduje wzrost wrażliwości na promieniowanie słoneczne oraz wszelkie tego następstwa (przyspieszenie starzenia się skóry, czy też predysponowanie do powstawania nowotworów skóry (zarówno raków, jak i czerniaka).
      Oczywiście opisane mechanizmy i wyniki to zaledwie wierzchołek góry lodowej, ale może stanowić światełko w tunelu poszukiwania legendarnego Źródła Wiecznej Młodości. Czyżby mityczna Shangri-La miała szansę stać się rzeczywistością?
    • By Gonzo
      Długowieczność to sen wielu... Zarówno zwykłych ludzi jak i naukowców. Odkąd sięgnąć pamięcią ludzkość poszukuje rozwiązań jak przedłużyć życie, poprawić jego jakość, wyeliminować choroby. Wydawać by się mogło - marzenie ściętej głowy, utopia, takie coś tylko w filmach...
      Jednak naukowcy z Mayo Clinic odnieśli w tym temacie pewien sukces, który może się okazać bardzo obiecującym początkiem do spełnienia tego marzenia. Co prawda póki co tylko (albo aż, w zależności od punktu widzenia) na myszach, ale udało im się wydłużyć życie myszy o 25%.
      Jak to osiągnęli?
      Cały sekret tkwi oczywiście w komórkach. Dokładniej w starzejących się, ale zdrowych komórkach, które na skutek fizjologii procesu starzenia utraciły już zdolność podziałów. Wraz ze starzeniem się organizmu tych komórek jest coraz więcej i więcej. Są one rozproszone po całym organizmie, choć uważa się, że w niektórych miejscach gromadzą się w większej ilości (np. w narządach dotkniętych chorobami związanymi ze starzeniem organizmu). Do niedawna nie było wiadomo, czy komórki te nie pełnią jakichś ważnych funkcji w organizmie, ale najnowsze badania to wykluczają. Komórki te najprawdopodobniej są związane po prostu ze starzeniem się i śmiercią organizmu...
      Naukowcy z Mayo Clinic wpadli więc na pomysł, iż usuwanie tych komórek z organizmu może spowolnić proces starzenia i co za tym idzie wydłużyć życie. Tylko jak to zrobić? Fakt, iż komórki występują w organizmie w dużym rozproszeniu czyni potencjalnie niemożliwym odszukanie każdej pojedynczej komórki i jej eliminację. Jednakże uczeni wykorzystali fakt syntezowania przez starzejące się komórki białka p16lnk4a. Stosując niewielką modyfikację genetyczną organizmu myszy polegającą na nadaniu komórkom myszy zdolności produkcji kaspazy wykrywającej wspomniane wcześniej białko i doprowadzającej do śmierci komórek produkujących to białko udało im się doprowadzić do wyeliminowania części populacji komórek starzejących się. Co więcej, modyfikacja jest pomyślana w ten sposób, że komórki myszy nie produkują kaspazy samoistnie. Dopiero stymulacja odpowiednim lekiem powoduje rozpoczęcie syntezy tego białka. Zaprzestanie przyjmowania tego leku z kolei powoduje zakończenie produkcji kaspazy. Dzięki temu zjawisku można kontrolować proces. Niewątpliwie minusem jest to, że w narządach, do których lek nie dociera nie ma produkcji kaspazy i eliminacji komórek starzejących się.
      Oczywiście proces wymaga wielu udoskonaleń technologicznych oraz wielu badań, zanim będzie można go stosować u ludzi, nie mniej już teraz spowodował wydłużenie życia myszy o 1/4. Niestety jak wszystko w przyrodzie, ma swoje minusy, ale jak na razie jedynym medycznym stwierdzonym skutkiem ubocznym jest potencjalne wydłużenie czasu gojenia się ran.
      Zatem czy ludzkość kiedyś czeka era prawdziwej długowieczności?
      Więcej na portalu GeekWeek

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.