Jump to content

Sprzedam: Kubicka/Kawalec (Pediatria), Genetyka (D&F), Fizjologia (Ganong)


Nos
 Share

Recommended Posts

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • By MedFor.me
      Liczne kampanie społeczne podkreślają istotę ochrony najmłodszych pacjentów. Dzieci są też pod szczególną opieką medyczną licznych specjalistycznych oddziałów pediatrycznych - w tym chirurgów dziecięcych. Ośrodków specjalizujących się w zabiegowym leczeniu pacjentów do 18. roku życia jest w Polsce 53. Ale czym właściwie zajmują się pracujący w nich lekarze?
      Chirurdzy dziecięcy zapewniają opiekę nad dziećmi wymagającymi postępowania zabiegowego zarówno w schorzeniach ostrych jak i przewlekłych oraz wadach genetycznych. Zakres ten obejmuje chirurgię w ujęciu powszechnym, ortopedię i traumatologię oraz chirurgię plastyczną - ze szczególnym naciskiem na rekonstrukcję.
      Przekrój pacjentów trafiających do chirurga dziecięcego jest niezwykle szeroki - od noworodka, często urodzonego przed kilkoma minutami, przez dzieci w wieku szkolnym, po nastolatków tuż przed osiągnięciem pełnoletniości. Ale nie tylko - coraz częściej przeprowadzane są operacje in utero, przed narodzinami. Pierwsza z nich odbyła się już 1981 roku w Stanach Zjednoczonych, a techniki, doskonalone przez niemal czterdzieści lat, dotarły również do Polski, gdzie rozwinęły się na znaczącym w Europie poziomie.
      Oddziały zabiegowe wraz ze specjalistycznymi klinikami pediatrycznymi tworzą kompleksowy system ochrony zdrowia dzieci. Całościowo przyczyniają się one do zmniejszenia umieralności noworodków (doskonale przedstawiają to prognozy GUS, które zakładają dwukrotny spadek współczynnika umieralności noworodków do roku 2050). Dbają o pacjentów przez pierwsze osiemnaście lat ich życia z uwzględnieniem dynamiki zmian zachodzących w rozwijającym się organizmie, oraz zmiennego profilu chorób ich dotykających.
      SKN Chirurgii Dzieci działający przy Katedrze i Klinice Chirurgii i Urologii Dziecięcej we Wrocławiu stwarza okazję do bliższego zapoznania się z tematyką pediatryczną oraz do zgłębienia arkan chirurgii dziecięcej.
      Dziedziny te będą przedmiotem Czwartej Wrocławskiej Konferencji Ogólnopediatrycznej, która odbędzie się w dniach 22-23 marca 2019 roku. Szczegóły tu.

      Natalia Jakubiak i Piotr Dryjański
    • By Newman
      Szanowni Państwo,
      Już po raz czwarty mamy przyjemność zaprosić Was na Wrocławską Konferencję Ogólnopediatryczną.
      Wydarzenie kierujemy do studentów i lekarzy stażystów zainteresowanych pediatrią i chirurgią dziecięcą. Naszym celem jest poszerzanie wiedzy wśród młodych adeptów medycyny na temat tej szczególnej grupy pacjentów i wymiana doświadczeń z naszych prac badawczych.
      Konferencja odbędzie się w dniach 22-23 marca 2019 roku. Poświęcona jest tematyce ogólnopediatrycznej - obejmuje swoim zasięgiem neonatologię, pediatrię oraz chirurgię dziecięcą. Kierowana jest do studentów i lekarzy stażystów zainteresowanych ochroną zdrowia i życia najmłodszych.   Wstęp jest darmowy.
        Dzień pierwszy (piątek 22.03.), to część poświęcona warsztatom (technik laparoskopowych, szycia chirurgicznego, wkłuć podskórnych, USG i diagnostyki prenatalnej oraz ALS u dzieci.
      Dzień drugi (sobota 23.03.) skupia w sobie wykłady ekspertów oraz konkurs prac studentów z nagrodami książkowymi. Ten zaś będzie podzielony na część poświęconą pediatrii i osobno chirurgii dziecięcej, a każda z nich dodatkowo na tzw. prace duże oraz case report. Obowiązującym językiem jest język polski. W trakcie tego dnia przewidziane będą przerwy z zapewnionym cateringiem. Ten dzień skupiać nas będzie w budynku Biblioteki Głównej Uniwersytetu Medycznego przy ulicy Marcinkowskiego 2-6, 50-368 Wrocław.

      Link do wydarzenia w zdjęciach (kod QR obok):
      Serdecznie zachęcamy do udziału.
      Portal Lekarzy i Studentów Medycyny www.MedFor.me jest patronem medialnym wydarzenia.
    • By Newman
      Szanowni Państwo,
      Już po raz czwarty mamy przyjemność zaprosić Was na Wrocławską Konferencję Ogólnopediatryczną.
      Wydarzenie kierujemy do studentów i lekarzy stażystów zainteresowanych pediatrią i chirurgią dziecięcą. Naszym celem jest poszerzanie wiedzy wśród młodych adeptów medycyny na temat tej szczególnej grupy pacjentów i wymiana doświadczeń z naszych prac badawczych.
      Konferencja odbędzie się w dniach 22-23 marca 2019 roku. Poświęcona jest tematyce ogólnopediatrycznej - obejmuje swoim zasięgiem neonatologię, pediatrię oraz chirurgię dziecięcą. Kierowana jest do studentów i lekarzy stażystów zainteresowanych ochroną zdrowia i życia najmłodszych.   Wstęp jest darmowy.
        Dzień pierwszy (piątek 22.03.), to część poświęcona warsztatom (technik laparoskopowych, szycia chirurgicznego, wkłuć podskórnych, USG i diagnostyki prenatalnej oraz ALS u dzieci.
      Dzień drugi (sobota 23.03.) skupia w sobie wykłady ekspertów oraz konkurs prac studentów z nagrodami książkowymi. Ten zaś będzie podzielony na część poświęconą pediatrii i osobno chirurgii dziecięcej, a każda z nich dodatkowo na tzw. prace duże oraz case report. Obowiązującym językiem jest język polski. W trakcie tego dnia przewidziane będą przerwy z zapewnionym cateringiem. Ten dzień skupiać nas będzie w budynku Biblioteki Głównej Uniwersytetu Medycznego przy ulicy Marcinkowskiego 2-6, 50-368 Wrocław.

      Link do wydarzenia w zdjęciach (kod QR obok):
      Serdecznie zachęcamy do udziału.
      Portal Lekarzy i Studentów Medycyny www.MedFor.me jest patronem medialnym wydarzenia.
    • By Newman
      Żyją w norach pod ziemią w Afryce Zachodniej, są niemal całkiem nagie i ślepe. A przy tym żyją nadspodziewanie długo (jak na gryzonia) i praktycznie nie występują u nich nowotwory złośliwe. Co takiego maja w sobie GOLCE, że nie ima się ich starość?
      Golec piaskowy, jedyny przedstawiciel gryzoniej rodziny kretoszczurowatych to mało znane zwierzę zamieszkujące tereny Somalii, Kenii i Etiopii. Golce żyją w koloniach niemal wyłącznie pod ziemią, gdzie budują rozbudowane korytarze za pomocą potężnych siekaczy.
      Ich różowa skóra jest cienka, prześwitująca i pomarszczona. Wyglądają przez cale swoje długie życie niemal identycznie - ich aparycja budzi skojarzenie z bardzo starą, całkiem łysą myszą. Wyjątkowo szkaradny wygląd to jednak nie jedyna unikalna w królestwie zwierząt cecha.
      David Attenborough o golcach - kliknij na obrazek, by wyświetlić film...

      Golce piaskowe są najdłużej żyjącymi znanymi gryzoniami, o długości życia dochodzącej do 28 lat. Przeciętny gryzoń tej wielkości nie jest w stanie dożyć nawet jednej piątej tego wieku. Mysz domowa żyje przeciętnie tylko 1-1,5 roku, a pojedyncze osobniki na wolności dożywają ledwie 4 lat. Skąd tak wyjątkowa sytuacja golców? Od wielu lat badają je naukowcy (nie tylko ci zafascynowani zoologią). Tym, co szczególnie ich frapuje jest fakt, że ekstremalnie rzadko występują u nich nowotwory… Dopiero w 2016 roku wykryto pierwsze w historii dwa przypadki wystąpienia raka (gruczołowego i neuroendokrynnego) u golców w amerykańskich ogrodach zoologicznych.
      W 2011 roku zsekwencjonowano genom golca i do tej pory trwają badania nad tymi obszarami, które decydują o unikalnych właściwościach tego gatunku. Dogłębne poznanie genetyki i epigenetyki tych zwierząt budzi nadzieję na poszerzenie wiedzy na temat nowotworów u ludzi i sposobów jak im zapobiec. Dotychczasowe badania wykazały szereg ciekawych cech zarówno na poziomie molekularnym, jak i w fizjologii tych zwierząt.
      Niewrażliwość na ból (!) spowodowany niedoborem substancji P - neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za odczuwanie bólu w skórze osobników tego gatunku. Co ciekawe, po wstrzyknięciu brakującego neurotransmitera, golce odczuwają zadrapania i otarcia identycznie jak inne ssaki. Duża adaptacja do hipoksji (większe powinowactwo HGB do tlenu, zmniejszona wrażliwość układu nerwowego na kwasicę, niskie tempo metabolizmu. Umiejętność hibernowania w czasie trudnych warunków. Dominująca zmiennocieplność wyjątkowa w gromadzie ssaków. Dodatkowy mechanizm wykrywania komórek nowotworowych oparty na genie p16Ink4a, oprócz istniejącego również u myszy i u ludzi mechanizmu opartego na genach p27Kip1. Większa odporność na raka dzięki mutacji w genie HAS2 który bierze udział w produkcji wielkocząsteczkowego kwasu hialuronowego (HMW-HA). Kilkukrotnie aktywniejsze niż u innych ssaków proteasomy odpowiedzialne za degradację ubikwitynowanego białka do małych peptydów. Mniejsza wrażliwość na bodźce proapoptotyczne (na przykład reaktywne formy tlenu) komórek golców w porównaniu z komórkami innych gryzoni. Czy te i inne zaskakujące właściwości golców pozwolą ludzkości odkryć tajemnicę długowieczności? Czy wykorzystamy ich wyjątkowe genetyczne mechanizmy w onkologii? Tymczasem, mimo wszystko nie zalecamy osobom zainteresowanym przechodzenia na „golcową” dietę złożoną głównie z korzonków i bulw. Zachęcamy natomiast do przejęcia od naszych „dalekich krewnych” spokojnego, niespiesznego stylu życia.
      Mateusz Malik, lekarz


    • By MedFor.me
      Rozmowa z profesorem Janem Szopą-Skórkowskim, wybitnym biochemikiem i biotechnologiem z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu oraz Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Profesor od wielu lat jest zaangażowany w prace badawcze nad strukturą DNA, metabolizmem roślin i roślinami transgenicznymi, co zaowocowało wynalazkami medycznymi, które znalazły swoje miejsce m.in. w leczeniu wspomagającym trudno gojących się ran.
      Prof. Jan Szopa-Skórkowski: Będzie pewnie o żywności GMO?
      Mateusz Malik: Będzie! (śmiech)
      Temat jest rzeczywiście “odgrzewany” - co jakiś czas powraca. Wiedza o GMO dociera coraz niżej, edukujemy się jako społeczeństwo. Pewne fakty już zaakceptowaliśmy, jak istnienie genów, to, że są wszędzie i że jemy geny. Nie jest to już tak szokujące jak niegdyś. Tym natomiast, czego społecznie nie zaakceptowaliśmy jest fakt, że jemy geny, które są manipulowane. Szkoda, że jeszcze nie zaczęliśmy edukacji w szkołach na temat transgenów i genetycznej modyfikacji. Nie wiem dlaczego. Od tego trzeba by zacząć...
      Panie Profesorze! Od kiedy ludzkość wykorzystuje w praktyce istnienie genetyki? Od czasu odkrycia podwójnej helisy DNA przez Watsona i Cricka? Od ery eksperymentów Mendla? A może jeszcze wcześniej?
      Daleko wcześniej. Pierwsze dane wskazują, że zaczęto (jeszcze w sposób nieuświadomiony) manipulować genami 12-13 tysięcy lat temu, kiedy udomawiano rośliny. Wybierano okazy, które się adoptowały do trudnych, przydomowych warunków, a następnie (co według mnie już wkracza w sferę genetyki) krzyżowano ze sobą osobniki, które miały jakieś pozytywne cechy. Na przykład większe nasiona, wysokość, masa. Ale też i zwracano uwagę na jakość - na przykład wybierano mniej toksyczne i o większej produktywności. Zauważono, że coś co rośnie wysoko w górach, gdzie jest sucho i zimno jest odporne na ekstremalne warunki. I krzyżowano takie rośliny z tymi udomowionymi. Nie zdawano sobie sprawy, że to są manipulacje genetyczne, ale już wtedy to się działo. Później historia genetyki powtarza się, ale na coraz wyższym poziomie zrozumienia. Dzisiaj robimy dokładnie to samo. Narażamy organizmy na różnorodne warunki, infekujemy mikroorganizmami, działamy mutagenami chemicznymi, promieniowaniem jonizującym,  czyli postępujemy dość brutalnie, po to, aby wywołać dywersyfikację genetyczną.
      Czyli właściwie nie ma czegoś takiego jak żywność niezmodyfikowana genetycznie?
      Ja twierdzę, że nie ma. Człowiek wciąż kombinuje jak ją ulepszyć, są tylko coraz subtelniejsze techniki, które pozwalają na bardziej świadomy wybór tego co lepsze. Kierujemy się przy tym nie tylko fenotypem (typu duże, mokre, suche), ale również właściwościami wewnętrznymi (prozdrowotne, przeciwzapalne, przeciwbólowe), które przy użyciu technik genetyki i biochemii możemy nadać lub wzmocnić, a dalej wykorzystać.
      Obraz medialny tzw. żywności GMO, a zatem jej obraz społeczny jest często wykrzywiony i zdemonizowany. Chciałbym w imieniu licznych zdezinformowanych osób uzyskać odpowiedzi na najprostsze pytania.
      Bardzo proszę.
      Czy człowiek może nabyć genetyczne cechy produktu spożywanego drogą doustną?
      Nie... Ale zawahałem się mówiąc to, ponieważ jest inny obszar zmienności który towarzyszy genetyce, a mianowicie epigenetyka. Inżynieria genetyczna manifestuje się tym, że przerywamy ciągłość genomu, by zmienić organizm. Zaś epigenetyka wprowadza zmiany bez ingerencji w tą ciągłość, a za pomocą metylacji jednego z czterech nukleotydów budujących DNA. Ta doraźna modyfikacja okazuje się mieć niezwykle duże znaczenie. Dziś, jeżeli porównujemy genom niektórych roślin, które udomowiono 12-13 tysięcy lat temu (np, owies, groch) z aktualnie uprawianymi to okazuje się, że największa zmienność dotyczy zamiany cytozyny na tyminę. Dziś wiemy, że jednym z mechanizmów ewolucji jest taka punktowa mutacja, gdy cytozyna ulega metylacji i w następnej rundzie replikacyjnej przekształca się w tyminę. Dziś zatem wiemy, że epigenetyka także towarzyszyła człowiekowi od zarania: selekcjonując rośliny człowiek robił to nieświadomie łącząc ze sobą genetykę i epigenetykę. A wracając do pytania - związki, które jemy mogą doraźnie modyfikować nasz genom, przystosowując go do tego, co dzieje się w środowisku. Gdyby nie ten mechanizm adaptacyjny, to, podejrzewam, nie wyszlibyśmy poza plazmodium. Człowiek dalej by pełzał po ziemi, jak inne prymitywne organizmy. Dzięki epigenetycznej zmienności doskonalimy się, ale doskonali się cała przyroda. Chcę jednak zwrócić uwagę, że to, co jemy nie ma wpływu na przerwanie ciągłości naszego DNA.
      Taką możliwość w naturze mają wirusy, a laboratorium - ludzie…
      Wiemy, że wbudować w genom obcy fragment mogą tylko wirusy. Ale jest jeszcze inny ważny, naturalny element zmienności genetycznej. Każdy ludzki genom posiada fragmenty samoprzenoszące się, zwane transpozonami. Zdarza się, że warunki środowiskowe indukują lub akcelerują ten proces. Takim czynnikiem teoretycznie może być to, co spożywamy jeśli przykładowo dietą wzbudzamy reakcję wolnorodnikową.
      Czy transgeniczne zboże, na przykład z zakodowaną odpornością na środki chwastobójcze może stanowić zagrożenie zdrowia? Czy jest traktowane przez nasz układ pokarmowy tak samo jak zwyczajne?
      Problem polega tu na czymś innym. Jeśli uodpornimy rośliny na czynniki, którymi je opryskujemy to pytanie na ile trwałe są te związki chemiczne, jak szybko się rozkładają i czy pochodne pestycydów nie mają toksycznego działania. Póki co w środkach, które się używa takich nie ma “nierozkładalnych” substancji. Choćby popularny glifosat rozkłada się, jest katabolizowany całkowicie. My na tym zyskujemy: zachowujemy to, co jest ważne w danej roślinie. A środki ochrony roślin mają istotne znaczenie. Albowiem rośliny, jak każdy organizm, nie żyją w próżni, muszą współdziałać z tzw. mikrobiomem, tak jak i ludzie. Zdarza się, że spośród bakterii czy innych mikroorganizmów, które współżyją z rośliną selekcjonują się takie, które produkują toksyny, które mogą zakazić produkty roślinne. Przykład kiełków kozieradki (często występujące w diecie człowieka) rekrutujących szczep E.coli produkujący toksynę shiga, która spowodowała śmierć 53 osób jest wielce pouczający. Dlatego tak ważna jest ochrona: może nią być tworzenie roślin, które są odporne na te patogeny. W ten sposób nie tylko promujemy produktywność, ale i unikamy obecności toksyn w naszym pożywieniu.
      Czy znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości stwierdzenie, że warzywa i owoce transgeniczne są mniej smaczne od tych hodowanych w przydomowych ogródkach czy ekologicznych (tu proszę o opinię)?
      Nikt, póki co, nie odnosił się do smaku, jako czynnika, który miałby determinować użyteczność warzyw czy owoców. Bardziej zwraca się uwagę na czynniki prozdrowotne, rolę zapobiegania chorobom cywilizacyjnym czy czynniki estetyczne jak kolor czy kształt - to jabłuszko jest czerwone, tamto zielone - im bardziej kolorowe, tym lepiej wygląda. Trudno jest definiować smak… Coś jest słodkie, coś jest gorzkie albo kwaśne… Pierwszorzędowym kryterium, który się bierze pod uwagę w modyfikacjach jest wygląd i charakter…
      Polemizuję tu trochę z mitem, że to, co pochodzi z przydomowego ogródka jest “prawdziwsze”, ponieważ niezmodyfikowane, bez wpływu inżynierii i przez to dużo smaczniejsze niż z supermarketu.
      Myślę, że jesteśmy przywiązani do tego, co własne i to potęguje wartość dodaną do danego produktu. Ale to dobrze! Co ciekawe - w leczeniu jest podobnie. Widzieliśmy wiele razy, że jeśli ktoś jest pozytywnie nastawiony do naszych lnianych opatrunków, to rany lepiej mu się goją, niż wtedy, gdy jest wobec nich sceptyczny. Myślę, że ta skłonność jest też wynikiem zmian epigenetycznych. Byłoby wspaniale gdybyśmy posiedli taką epigenetycznie regulowaną skłonność kierowania się wiedzą i zdrowym rozsądkiem (w tej kolejności) również w kwestii inżynierii genetycznej.
      Czy Wrocławska biotechnologia może pochwalić się jakimiś badaniami, odkryciami, wynalazkami związanymi z modyfikacją genetyczną roślin?
      Powinno się mówić lepiej o innych, ale nie znam przykładu z naszego środowiska, który by demonstrował już wdrożony wynalazek z zakresu inżynierii genetycznej roślin. Nieskromnie zatem chciałbym wspomnieć o dwóch produktach własnych. Jeden z nich jest wdrożony i już dostępny w sprzedaży, a drugi lada moment będzie. Ten pierwszy, z obszaru medycyny to nasze lniane opatrunki, które są od lipca 2016 roku w produkcji. Drugi produkt to olej lniany, a właściwie mleczko lniane, które będzie skutecznym sposobem w zapobieganiu miażdżycy i profilaktyce stanu przedcukrzycowego.
      Może dlatego tak trudno jest mi znaleźć inne przykłady, o których nie wiemy, że modyfikacja genetyczna żywności jest w świetle obowiązujących przepisów de facto zabroniona. Wszystko, co się obecnie oficjalnie robi w obszarze GMO to zamknięte badania laboratoryjne mające na celu ocenę funkcji genu i raczej eksperymentuje się na organizmach modelowych typu rzodkiewnik. Nikt nie ma odwagi pochwalić się swoimi osiągnięciami i odkryciami...
      Rozumiem, że w kontekście żywności GMO na styku nauki i polityki tworzy się konflikt…
      Tak. Bardziej akceptowane jest medyczne zastosowanie modyfikacji genetycznej i dlatego my w to celujemy. Natomiast to żywieniowe praktycznie odpada, bo nie dostajemy zezwolenia na uwolnienie naszych roślin modyfikowanych do środowiska nawet w celach badawczych!
      To jest problem w skali Polski, Unii Europejskiej czy sięga jeszcze dalej?
      Dotyczy to wyłącznie Unii Europejskiej, choć za jej przykładem tworzy się ograniczenia w innych miejscach. Jak choćby w Kanadzie, która chcąc eksportować len na rynek europejski eliminuje z upraw transgeniczny. Podobnie w Chinach, gdzie byliśmy ostatnio, ale nie ma tam zakazu prac nad uwolnieniem GMO do środowiska. U nas nie można dostać zezwolenia na takie badania, a jest ono koniecznym elementem wdrożenia.
      W przypadku naukowego podejścia do tematu nie budzi większych kontrowersji ingerencja w genom bakterii, grzyba, rośliny czy zwierzęcia. Dlaczego pojawiają się takie emocje i dylematy, gdy chcemy “poprawiać” ludzi?
      Tu czyha trochę niebezpieczeństw. Jednym z nich jest interakcja transgen-endogen. Wiemy z wielu naszych eksperymentów, że jest taka interakcja. Innymi słowy, wprowadzony do genomu transgen jest nie tylko samodzielną jednostką, która daje jakiś produkt, ale on sam ma wpływ na genom. Jak on się objawia? To jest inne pytanie. Przykładowo może promować metylację innych części genomu, które przez to zmieniają się. Nie bierze się tego pod uwagę, ale tak jest. Po drugie, wprowadzenie do genomu ludzkiego obcych elementów może indukować mobilność ruchomych jego elementów, czyli transpozonów. Mają one szereg różnych funkcji. Mogą wbudowywać się w sekwencje regulatorowe innych genów, także w kodony. Jest to, póki co, nieprzewidywalne. Ale coraz więcej wiemy o tym, jak i gdzie należy wprowadzać “poprawki”, aby nie tworzyć nieprzewidzianych zdarzeń. Tym niemniej trzeba mieć świadomość, że przerwanie ciągłość genomu jest stresem, który prawdopodobnie będzie miał konsekwencje. W roślinach (ziemniaki) przerwanie ciągłości genomowego DNA manifestowało się wzmocnioną syntezą katecholamin (hormony stresu obecne również u ludzi).
      Czyli w przypadku terapii genowych, które widać już na horyzoncie…
      Należy pamiętać, że nawet zamiana jednego nukleotydu ma swoje odzwierciedlenie w pozostałej części genomu…
      Dziękuję serdecznie za rozmowę!

      Rozmawiał: Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: M. Malik
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.