Jump to content

Filmy traktujące o alkoholiźmie i innych uzależnieniach


rys
 Share

Recommended Posts

Przed chwilą obejrzałem najnowszy film Wojtka Smarzowskiego - "Pod mocnym aniołem". O ile na sztuce się nie znam to film mogę polecić, bo trzyma poziom.

Zainteresował mnie za to przedstawiony obraz alkoholika i ukazanie dna, które osiągnął. O ile w innych filmach to chlanie było w pewien sposób romantyczne, dekadenckie, podkreślające indywidualizm alkoholika, o tyle tutaj ukazane jest na poziomie fizjologicznym, zarzygana pościel, obsrane spodnie, smród, wyniszczenie.

Spotkaliście się z jakimiś interesującymi obrazami problemu alkoholowego w filmie?

 

Link to comment
Share on other sites

  • 6 months later...
  • 2 weeks later...
  • 4 weeks later...
  • 7 months later...

I ja również mogę dołączyć się do osób, które polecają film pod tytułem ' Pod nocnym aniołem '. Świetnie ukazany świat alkoholika, który daje bardzo dużo do myślenia. Myślę, czy ten film nie nadawał by się na terapię uzależnień? Co myślicie? Czy jeżeli pokazęmy ten film osobie chorej na alkoholizm, to coś zmieni w jego poglądzie? Jest szansa na to, że przestanie pić? Tak, czy siak polecam każdemu. 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • By surowy
      Minęło już trochę czasu od pojawienia się słynnego Botoksu, "fenomenalnego" filmu o polskiej służbie zdrowia, głośno rozreklamowanego dzieła. Opadły już emocje, ucichły komentarze, wszyscy, co mieli pokrzyczeć, to pokrzyczeli. Ale w tym wszystkim brakuje mi stwierdzenia, dlaczego ten film jest tak źle odbierany. I ja to wytłumaczę. Nie będę absolutnie zagłębiać się w analizowanie filmu jako takiego, bo się na tym nie znam. Nie jestem ani humanistą, ani filmoznawcą, ani krytykiem filmowym. Mogę jedynie powiedzieć, że coś mi się podoba lub nie. Argumentacja w tej kwestii też może być dość pierwotna. Ale mogę wypowiedzieć się o kwestii medycznej. I o tym powiem głośno i dosadnie.
      Już na dzień dobry uważam, że jeżeli ktoś chce robić film o medycynie to powinien zwrócić się o pomoc i konsultacje do osób z branży. To jedynie takie osoby mogą zweryfikować czy przedstawiamy prawdę czy wymyślamy (jak to jest w wielu innych produkcjach). Tym, co najbardziej budzi moją złość (a myślę ze i całego środowiska medycznego), jest fakt, że prezentuje kłamstwa, coś, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Podobno gdy aktorzy mają zagrać wielką postać, to czytają o tej osobie. Jeśli przygotowują się do roli policjanta to idą nauczyć się strzelać na strzelnicy. A jak lekarza...
      W Polsce powstał jeden dobry film o medycynie: Bogowie. Ale tam twórcy byli przygotowani od początku do końca. Aktorzy czerpali wiedzę od lekarzy. Wielki profesor Religa i jego postać była przestudiowana na wszelkie sposoby tak, aby pokazać o nim prawdę: jasne i ciemne strony. Jednym z głównych konsultantów był profesor Marian Zembala - lekarz oraz przyjaciel profesora Religi. Przekazał nie tylko historię człowieka, ale przede wszystkim pokazał jak medycyna wygląda. Na przykład to, jak zakłada się sterylnie rękawiczki, jak wygląda sprzęt, resuscytacja itd. A dla mnie film o medycynie musi zawierać tego typu podstawowe elementy, które sprawiają, że ten film staje się autentyczny. Wtedy skupiamy się na historii, którą autor chce pokazać, a nie drażni nas udawanie i próba aktorska. Tego właśnie zabrakło i przez to film staje się kompletnie nie warty obejrzenia.
      Przechodząc do meritum: Od lat rażące jest dla mnie pokazywanie defibrylacji w telewizji. Mamy tak ogromny problem z nauczaniem polskiego społeczeństwa prawidłowej resuscytacji, a pokazując filmowe wyobrażenia reżysera pokazujemy kolejne nieprawdziwe stereotypy. Od kiedy łyżki defibrylatora trzemy o siebie?! To nie tylko błąd, ale niebezpieczeństwo najwyżej kategorii! Skandal! Po tak nieprofesjonalnym zachowaniu nie pokazałbym się na mieście. To bzdura w stylu Jamesa Bonda w Casino Royale. Tam samemu się zdefibrylował.
      Kolejna sprawa - podanie haloperidolu. Głośno pada komenda, że podaje się taki lek, po czym dosłownie w sekundę pacjent „odpada”. Rozumiem jakby podali propofol. Ale haloperidol i jeśli się nie mylę to dawka 3 mg. Wystarczy sięgnąć do ulotki tego leku i już wiemy, że mamy do czynienia z jakąś głupotą. A może twórcy filmu zażywali ten lek na uspokojenie przy swojej wzajemnie nakręcanej ekscytacji przy tworzeniu tego… ekmh... filmu?
      Ogromnie przykre i ze strony twórców paskudne jest pokazanie ratowników medycznych jako niedouczonych, pijanych patoli z osiedlowej ławki. Dzisiejsze polskie Ratownictwo Medyczne uchodzi za jedno z najlepszych w Europie. Mamy świetnie wyszkolonych ludzi, którzy skończyli studia, mają wiedzę i doświadczenie. Wszystko, co dzieje się w karetce jest możliwe do zweryfikowania. Nie ma po prostu takiej możliwości, aby pijana osoba przyszła na dyżur. Już nawet kolega kolegę zgłosi w tej sprawie, bo jest to karalne, ale jest to też zagrożenie dla innych członków zespołu oraz dla całej społeczności medycznej. Pojedyncze marginalne przypadki mogą się zdarzyć, ale taki proceder kończy się zawsze wyrzuceniem z pracy i ciężkimi konsekwencjami. Pokazanie ratowników jako bydła jest dla mnie totalną obrazą. Wszak ratownicy wywalczyli wreszcie, że Polacy ich zauważają, że zawód ten cieszy się coraz większym szacunkiem, że w karetce nie musi jechać wyłącznie lekarz, bo ratownik ma odpowiednią wiedzę. I tu kolejne niedopatrzenia w filmie: karetka "S" wymaga, aby jechał w niej lekarz, a w filmie go nie było. A na plecach owego "ratownika medycznego" widniał napis ratownik, co oznacza, że osoba jest po kursie Kwalifikowanej pierwszej pomocy, a nie jest ratownikiem medycznym! A to nie zezwala na bycie członkiem zespołu karetki pogotowia.
      Uderzono w ratowników. Uderzono też w farmaceutów. Od kiedy ogolonego osiłka można ubrać w fartuch i postawić za apteczną ladą? Wystarczy przeczytać nawet na Wikipedii informacje, kim jest farmaceuta i kto może sprzedawać w aptece. Bajka.
      Ale najbardziej odrażające i podłe zagranie związane jest z zachowaniem lekarzy i tematem aborcji. Twórcy filmu idealnie przybili piątkę z tymi, którzy chcą zlikwidować aborcję raz na zawsze. Obrazy noworodków czy to płodów na metalowej tacy i oczekiwanie na ich śmierć? Myślę, że każdy logicznie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z głupoty i ogromnej perfidii autora. Słowa: "Muszę złamać barki Pani dziecku…" (mowa tu o dystancji barkowej podczas porodu), to tak, jakby powiedzieć: "Muszę uderzyć panią siekierą w głowę, bo nic innego nie pomoże". Przysięgam, ale nie wiem jak ktoś wymyślił taki scenariusz. Choćby nawet w kontekście historii medycyny nie wiem, jak można łamać barki dziecku? Dramat.
      Tu kolejne dziwne niedopatrzenie. Owa pani ginekolog najpierw gra podłego lekarza, który łamie barki, grozi odrąbaniem głowy dziecka, patrzy na martwe płody, a potem przechodzi przemianę i nie chce więcej tego robić i jest nagle dobrym lekarzem? To cóż takiego się jej stało? Lekarze są, jacy są. (No może poza profesorem Chazanem - przyp. red.). To są ludzie. Mogą być mili lub nie. Mogą być grzeczni dla pacjenta lub nie. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie odważyłby się powiedzieć do matki: "Masz martwy płód, ale potrzymaj go jeszcze z tydzień”. To są tak delikatne tematy, że nikt nie jest takim zwyrolem, na jakiego Botoks kreuje polskiego lekarza.
      Podsumowując. Czy ten film zaszkodził polskiej służbie zdrowia? Myślę, że nie. Myślę, że ludzie, którzy mają mózg i umieją odróżnić białe od czarnego rozumieją, jaki ten film jest głupi. Tam nie ma ani spójnej historii, ani wątku głównego. Obraz medycyny jest fikcją, totalnie oderwaną od rzeczywistości. Widzowie wychodzili z kina podczas filmu. To chyba pokazuje, że nie lubimy jak wciska nam się kit i jeszcze mówi, że jest dobry. Oczywiście różnego rodzaju kłamstw i dziwnych historii było o wiele więcej. Ale szkoda o nich mówić tak samo, jak szkoda iść do kina.
      Przykro mi, że aktorzy, którzy mają swoistą markę i dobrą opinię dali się wkręcić w coś takiego. Zagrali w bajce science-fiction próbującej udawać polski szpital. Reżyser powiedział, że to będzie jego najmocniejszy film. Myślę, że najmocniej to odbiją mu się czkawką opinie o tym filmie. A jedyną naprawą wizerunku byłoby chyba przekazanie całej kwoty, którą film zarobił na jakiś dobry cel, np. na leczenie psychiatryczne w Polsce. Temat niezwykle zapomniany, a po tej ekranizacji chętnych do intensywnego leczenia na pewno jest więcej...
      Jak ktoś chce pokazać lek to niech o nim poczyta, procedurę medyczną to niech ją zobaczy albo choć zapyta jak. Polacy etap "Na dobre i na złe" już przerobili. Skąd autorzy brali pomysły na te sceny? Bujna wyobraźnia? Medycyna polska połowy XIX wieku? Może część historii znajdzie odzwierciedlenie w dawnej medycynie sprzed laty, ale nie dziś.
      Łukasz Surówka
      Zobacz też: Gdzie się zaszył John Rambo? czyli radosna medycyna z kina
    • By Newman
      Twórca znany z takich filmów jak Pitbull czy Służby specjalne reżyser Patryk Vega rozpoczął w maju 2017 roku zdjęcia do swojej najnowszej produkcji. Sam, jako autor scenariusza wziął na warsztat temat pracy lekarzy w Polsce. Czy swobodna konwencja filmów Vegi pozwoli na poruszenie ważnych społecznie tematów. A może wpisze się w oklepaną konwencję krzywego zwierciadła? 
      Lekarze w Polsce - to bardzo modny i medialny temat ostatnich miesięcy. Dzięki zaangażowaniu tysięcy osób, a szczególnie lekarzy rezydentów, w ciągu minionego roku informacje o prawdziwym życiu i głównych problemach pracowników opieki zdrowotnej dostały się do najważniejszych mediów, publicystyki, a w konsekwencji zaistniały w kulturze popularnej.
      W mediach (gazety, książki, seriale, filmy, programy dokumentalne) od lat dominuje niepodzielnie obraz lekarzy jako zamożnych elegancików, zblazowanych członków elit czy zdystansowanych cyników albo równie oderwane od rzeczywistości przeciwieństwo: wybitni, uduchowieni, altruistyczni "bogowie". Obie wizje promowane w przestrzeni publicznej tak dalece kontrastują z rzeczywistością, że mogą wywołać jedynie wzgardę pacjentów i frustrację samych medyków. Ten wygodny stereotyp zaczęli powoli przełamywać Młodzi lekarze - serial TVP, który pokazał grupę ludzi z krwi i kości z realnymi problemami i aspiracjami. Cały ubiegły rok minął pod znakiem ogromnej medialnej rewolucji: polskie społeczeństwo wreszcie zobaczyło szokujący obraz: absolwenci elitarnych studiów, którzy przez 6 lat po ukończeniu medycyny zarabiają tyle co kasjerka w dyskoncie i codziennie zderzają się z bezdusznym systemem. Zdumieniu wciąż nie ma końca. Zwieńczeniem tego procesu stała się bestsellerowa książka Pawła Reszki, która obnażyła fatalny stan polskiego systemu zdrowia, w tym warunków pracy zbliżonych do dzikiego zachodu.
      Czy realistyczna, odarta z mitów wizja polskiej medycyny w sensacyjno- rozrywkowym wydaniu Vegi jest możliwa do pogodzenia? Według wstępnych informacji film skoncentruje się wokół problemów kobiet zawodowo związanych z medycyną, co dodaje produkcji dodatkowego smaczku. Reżyser zaprosił do współpracy zdolne aktorki i aktorów takich jak Olga Bołądź, Agnieszka Dygant, Sebastian Fabijański czy Grażyna Szapołowska.
      Życzymy zatem udanych zdjęć i czekamy na premierę 23 września. 
                                   Mateusz Malik, lekarz 
      Więcej o filmie Botox: filmweb
      Zdjęcie (z przekąsem nawiązujące do fotosa promującego serial Młodzi lekarze) pochodzi z profilu Facebook Patryka Vegi. 
    • By Kot
      Na SOR trafiła pacjentka z powodu "złego samopoczucia". Badania wykazały, że główną przyczyną jej dolegliwości są 4 promile we krwi. Pacjentka otrzymała "kroplówki", po 8 godzinach kontrolny poziom alkoholu: 3,5 promila. Jest godzina 23:00.
      Coś tu nie gra...
      Idę do pacjentki.
      Ja: Piła Pani alkohol w SOR?!
      Pacjentka: Nie skąd!
      Ja: To dlaczego ma Pani teraz 3,5 promila!!??
      Pacjentka: Niczego nie piłam!... No może troszkę.
      Ja: PROSZĘ POKAZAĆ CO MA PANI W TOREBCE!
      Pacjentka: Ale ja... ale ale...
      Ja: NATYCHMIAST POKAZYWAĆ TOREBKĘ! ŻARTY SOBIE PANI STROI?!
      (Pacjentka wyciąga torebkę, wyjmuje prawie pustą butelkę 0,5 litra wódki...)
      Pacjentka: Tylko resztkówka mi została. Ale ja naprawdę prawie nic nie piłam.
      Ja: TO JAKIŚ OBŁĘD! PRZYCHODZI PANI DO SZPITALA, MY PANIĄ LECZYMY, A PANI TU CHLEJE! KONIEC TEGO DOBREGO! POLICJA I DO IZBY WYTRZEŹWIEŃ!
      Pacjentka: Dlaczego jest Pan taki niemiły?
      Ja: Tu leci kroplówka a pani sobie pod kołderką żłopie wódę. I dziwi się Pani, że się źle czuje?! To proszę nie pić alkoholu! A jak Pani pije, to proszę nie wzywać karetki i nie jeździć sobie do szpitala, jeśli chce Pani sobie pić dalej! POPROSZĘ BUTELKĘ!
      (Wylewam "resztkówkę" do zlewu. Butelkę wylewam do kosza. Biorę telefon, wzywam patrol. Następnie piszę wypis i oddaję pacjentkę pod opieką policji do Izby wytrzeźwień)
      To już przekracza wszelkie granice...

    • By Kot
      Godzina 1:00 w nocy. Do SOR przyjeżdża karetka "S". "Mamy pana z bólem brzucha"
      Pielęgniarki, gdy tylko zobaczyły pacjenta meldują posłusznie: "Doktorze! To pijak który tu przyjeżdża regularnie, symuluje różne objawy żeby go zostawić w szpitalu".
      Badam starannie.
      Od wczoraj rzekomo straszny ból brzucha. Nie może wytrzymać dlatego wezwał karetkę.
      Przy badaniu brzucha prezentuje deskowaty brzuch... Za co drugim dotknięciem bo nie znając tempa w jakim uciskam brzuch nie nadąża z napinaniem mięśni. Przy tym prezentuje różne "OCH! ACH! JAK BOLI! CO ZA KATUSZE!", wykonuje teatralne gesty i zwija się na kozetce.
      Słowem: symulant! Brzuch miękki, niebolesny.
      Dla świętego spokoju pobieram komplet badań "brzusznych".
      Pacjnent otrzymuje oczywiście stosowne leczenie:
      - Metamizol 2,5g i.m.
      - Drotaweryna 80 mg i.m.
      Po kilku godzinach okazuje się, że jedyną nieprawidłowością w badaniach jest.... a to niespodzianka! Etanol 2,5 promila!
      Pacjent otrzymuje wypis.
      Ja: Proszę bardzo. To jest wypis, wszystko jest dobrze. Nie jest pan na nic chory. Trzeba zgłosić się do lekarza rodzinnego i nie pić tyle alkoholu.
      Pacjent: Doktorze ja cierpię! Teraz zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej! I duszno mi! Źle się czuję! Musze tu zostać Proszę dać mi KROPLÓWKĘ!
      Ja: Dostał Pan leki. Wszystko jest dobrze. Proszę iść do domu.
      Pacjent wyciąga z kieszeni 20 złotych, próbuje wcisnąć mi je do fartucha.
      Natychmiast cofam się o krok.Odtrącam jego rękę zmierzająca do mojej kieszeni.
      Ja: Zwariował Pan?! Co to za żarty! Natychmiast proszę sobie stąd iść!
      Pacjent: Ja muszę dostać kroplówkę! Nie mogę stąd iść. Masz! Zostaw mnie w szpitalu!
      Ja: DOSYĆ TYCH ŻARTÓW! WYNOCHA! NATYCHMIAST OPUŚCIĆ SZPITAL!
      Pacjent: Ale... Ale...
      Ja: WON!
      Pacjent wychodzi zrezygnowany. Jutro pewnie też wezwie karetkę.
      Znalazł sobie sposób na życie. Pije a jak trzeba wytrzeźwieć i iść do pracy to wzywa karetkę i przyjeżdża sobie do SOR na szybki "detox". Wyłudza płyny, ową tajemniczą "KROPLÓWKĘ" i benzodiazepiny. Popracuje parę dni, zarobi parę groszy i idzie pić dalej. Jak pieniążków zaczyna brakować znowu wzywa karetkę. W bezczelny sposób pasożytuje na wszystkich ludziach. Oczywiście nie chce się leczyć, skierowania do poradni leczenia uzależnień wywala do śmieci.

    • By Newman
      Ustępujący prezydent USA na spotkaniu National Prescription Drug Abuse & Heroin Summit w Atlancie 29.04.2016 potwierdził przekazanie federalnego, finansowego wsparcia na walkę z epidemią uzależnienia od narkotyków i przeciwbólowych leków opioidowych. Zaznaczył, że dotychczasowe postrzeganie tego problemu w kategorii „wojny z narkotykami” ani nie pochyla się nad dramatem uzależnionych, ani nie przynosi oczekiwanych efektów.
      Barack Obama za ekspertami zachęca do zmierzenia się z problemem uzależnienia poprzez edukację, prewencję i specjalistyczne leczenie (np. terapię buprenorfinową, metadonową, dostępność naloksonu). Często osoby, które przedawkowały traktuje się jak wyrzutków społecznych, a nie osoby chore. Społeczne wyparcie problemu wiąże się też z przekonaniem o tym, że dotyczy on biedoty i kolorowych mniejszości.
      Prezydent powiedział m. in., że „Zbyt długo patrzyliśmy na uzależnienie od narkotyków przez pryzmat kodeksu karnego. Najważniejsze jest to, by zmniejszyć popyt. A jedynym sposobem, by to osiągnąć jest zapewnienie leczenia dla uzależnionych (…) Jeśli w to nie zainwestujemy, wciąż będziemy marnować ogromne środki, głupio oszczędzając.” (“If we don’t invest in this, we’re going to keep on being penny wise and pound foolish.”)
      Polska w tej materii wydaje się stać na drugim biegunie. Zużycie leków opioidowych jest w naszym kraju drastycznie niskie. Ma na to wpływ zarówno pokutujące wciąż wśród lekarzy przekonanie o pochodnych morfiny jako lekach niebezpiecznych, jak i negatywny stosunek pacjentów do leczenia bólu (tego przyczyny są różne). Jeśli chodzi o stosunek do terapii osób uzależnionych, to mamy w Polsce zorganizowane poradnictwo uzależnień, przychodnie metadonowe, oddziały terapeutyczne dla uzależnionych. A także skala narkotykowego problemu jest także w Polsce diametralnie różna.
      Tym niemniej podejście do narkomanii odbiega od europejskich standardów. Zarówno w zakresie dostępności „miękkich” narkotyków, jak i prewencji zakażeń i stosunku do nałogowych heroinistów, kokainistów itp. Nie ma w naszym kraju pokojów wstrzyknięć, powszechnej dostępności prezerwatyw, jałowych strzykawek i igieł, itp. Nie ma się co oszukiwać: w Polsce, tak jak w Stanach Zjednoczonych państwo nie lubi łożyć na przewlekłą opiekę nad uzależnionymi. Dominuje podejście, że lepiej, by aktywny narkoman albo z nałogu wyszedł, albo „zaćpał” się na śmierć.
      Powtórzmy zatem za Obamą: „Dominowało myślenie [o narkomanii] jako skazie ludzkiej natury czy ‘nie naszym problemie’  Ale jeśli spojrzeliśmy na papierosy jako społeczny problem zdrowotny, na wypadki drogowe jako społeczny problem zdrowotny, to trzeba do narkotyków przyłożyć tę samą miarę.”
      Mateusz Malik, lekarz
      Źródła:
      The Guardian (2016): Obama: 'Drug addiction is a health problem, not a criminal problem' Gazeta Wyborcza (2009): Wojna z narkotykami nie może być wojną z ludźmi. Polecam lekturę tego artykułu inaugurującego akcję GW "My, narkopolacy"
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.