Jump to content
Sign in to follow this  
Medman

Ulubiony/najgorszy przedmiot na studiach

Recommended Posts

Pytanie do wszystkich forumowiczów: mieliście/macie ulubiony przedmiot na studiach, oraz najgorszy?

Osobiście patrząc z perspektywy czasu największe wrażenie a zarazem najciekawsze była dla mnie anatomia - ach ta Pituchowa, Bochenek a potem kadłubek i godziny w prosektorium. Aż łezka na samo wspomnienie się zakręca.

Najgorszym który zapadł mi w pamięć była farma i te noce rycia na pamięć, po czym wyczekiwania w kolejkach po to by być odesłanym na następny dzień, eh. Innym "nielubianym" była laryngologia i historia medycyny - ale to już bardziej z powodu asystentów/wykładowców.

ktoś ma podobne wrażenia?;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Histologia - uczucia zdecydowanie ambiwalentne ;) Z jednej strony bardzo ciężkie zaliczenia, z drugiej tematy interesujące i nie raz przydawało mi się chociażby ogólne pojęcie jak wygląda dana tkanka ;) Poza histologią w pamięć mi również zapadła anatomia - pozytywnie zdecydowanie ;)

Generalnie trzeba by się zastanowić o co pytamy, bo najtrudniejszy nie oznacza koniecznie najgorszy, a najlepszy nie oznacza oczywiście, że najłatwiejszy do zaliczenia ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest domixon

Mój najgorszy przedmiot na studiach - do tej pory histologia. Bardzo nie podobał mi się sposób jej prowadzenie na łódzkim UMEDZie.

Z zajęć prawie nic nie wyniosłem. Największym idiotyzmem było dla mnie robienie wejściówek z tematu który był omawiany zaraz po tym krótkim sprawdzianie, a odpowiedzi można było znaleźć właśnie na prezentacjach.

Ja rozumiem, ze praca własna przed zajęciami jest ważna, ale nikt chyba nie wpadł na pomysł, ze zrobienie wejściówki po mogłoby zmobilizowac studentów do słuchania, anie spania. A oni jeszcze gasili światło. :ugeek:

Share this post


Link to post
Share on other sites

O tak, domixon - święta racja!

Histologia to również była dla mnie zmora.

Wejściówki były wg mnie wręcz epickie - nigdy nie zapomnę pytania o gronko wątrobowe jako specyficznie opisaną jednostkę anatomiczną/strukturalną/czynnościową etc. Odpowiedź oczywiście była na prezentacji kilkanaście minut później, ale konia z rzędem temu, kto znalazłby to wcześniej w jakiejkolwiek książce - nie dało rady (jak się później okazało, było to dokładnie tymi samymi słowami napisane w jakimś artykule w specjalistycznym czasopiśmie :ugeek: )

Zaś wbrew pozorom i powszechnej opinii, najłatwiej mi wchodziła zawsze biochemia ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Best: mikrobiologia (klimat sali ćwiczeń z przedwojennych Niemiec i naprawdę zajęcia praktyczne z prawdziwego zdarzenia...)

Worst: biostatystyka (sposób prowadzenia i prowadzący ;-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szczerą nienawiścią darzę biochemię. Nie umiem jej, nie rozumiem, nie potrafię się nauczyć i basta. Nie lubiłam też tych przedmiotów - zapychaczy w stylu biostatystyki czy socjologii.

Natomiast lubiłam fizjologię, a na pierwszym roku biologię z genetyką i parazytologią. No i lubiłam łacinę - ewenement na skalę roku :D Ale ja wszystkie języki lubię, z wyjątkiem niemieckiego :D

Teraz, na III roku, większość przedmiotów zapowiada się interesująco. Zobaczymy które szczególnie przypadną mi do gustu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z perspektywy przbytych 3 lat na uczelnii najgorzej wspominam wredny system z anatomii - choc chcę byc chirurgiem :)

Największy odsiew robili i byli bardzo niemili dla studentów - a chamstwa nikt nie lubi ...

Lubiłem za to zawsze chemię - i biochemia nie była zła choć była trochę nudna i wydawało mi się na II gim ze mało z niej wynika.

Z histologii były nudne seminarki ale mówili czasem ciekawe rzeczy.

Dotychczas najbardziej fajna była interna ( propedeutyka interny ) ... wreszcie konkrety jakieś ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najfajniejsza mikrobiologia i zakazy, a najmniej ciekawe dla mnie immunologia (totalnie jej nie rozumiałam na III roku) i cytofizjologia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najfajniejsza mikrobiologia i zakazy, a najmniej ciekawe dla mnie immunologia (totalnie jej nie rozumiałam na III roku) i cytofizjologia.

Immuno też nie kumałem - a cytofizjo mieliśmy łączone z histo i embrio. embriologia też była ponoć straszna - nie wiem, nie uczyłem się tego ... :/

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By lynx
      Cześć wszystkim:
      Ze względu na moje zainteresowania od dłuższego czasu chciałem pójść na studia na kierunek lekarski, jednak uświadomiłem sobie, że przed podjęciem decyzji (trzeba jeszcze dobrze napisać maturę oczywiście ) warto byłoby się też dowiedzieć jak wyglądają zarobki w tej branży. Niestety, nigdzie nie mogę znaleźć żadnych rzetelnych informacji, a jedynie ogólnikowe stwierdzenia. W związku z tym mam wielką prośbę do kogoś "w temacie", by odpowiedział mi na te pytania:
      1. Ile naprawdę może zarabiać rezydent? Wiem, że to zależy, ale biorąc jakąś rozsądną liczbę dyżurów czy innych prac + podstawa, to o jakich kwotach można myśleć?
      2. Jak wygląda możliwość pracy w szeroko rozumianym przemyśle farmaceutycznym (badania kliniczne, firmy) na studiach i po nich? Czy jest taka możliwość jak na np: studiach ekonomicznych, by w czasie studiów mieć tam praktyki, a podczas robienia specjalizacji dorabiać sobie w jakiś sposób tam pracując?
      Z góry dziękuję za odpowiedzi
       
    • By marzenieoleku
      Witam,
      w tym roku poprawiałam maturę z chemii i biologii ( po raz pierwszy) lecz wyniki,które mam nie są wystarczająco dobre by dostać się na wymarzone studia lekarskie- brakuje mi ok 30 punktów na studia stacjonarne. Na niestacjonarne wyniki dopiero 29.08 i tam z kolei mam szansę się dostać ale nie jest to pewne. Jestem przekonana o tym,że studia te są miejscem dla mnie i marzenie to trwa co najmniej od gimnazjum. Niestety trudno mi powiedzieć na czym polegają moje błędy maturalne ( CKE nie uznaje odpowiedzi ze względu na np użycie innego słowa,niż oni sami wymyślili),gdyż od 2 klasy liceum chodziłam na korepetycje z biologii i z chemii ,na których z resztą słyszałam,że mam wręcz 100 procentowe szanse,żeby sie dostać - wobec czego tym bardziej przeżywam dwie porażki. Rok temu byłam w domu i uczyłam się sama- bo uznałam,że korepetytorzy to nie ta droga, skoro w rok pisania tej właściwej matury się nie udało.Uczenie się samej jednak też nie pozwoliło mi dostać się na medycynę .Jestem zdeterminowana i mocno nastawiona na sukces ale z dnia na dzień tracę energię i nadzieję na to,że kiedykolwiek uda mi sie tam dostać, tym bardziej, że rodzina która zawsze wspierała mnie w decyzjach, tym razem stara się namówić mnie na inny kierunek.  I stąd ten wątek, czy uważacie ,że jest sens próbować dostać się na Lekarski po raz trzeci? Czy znacie osoby - albo sami nimi jesteście- które dostały się za trzecim czy kolejnym razem i nie żałują tych "straconych" lat na poprawianie matury? Czy uważacie,że jest sens w pójściu na semestr na biotechnologię na PW(bo tu się dostałam) i poprawianiu matury czy lepiej zostać drugi rok w domu/pójść do pracy ? Co Wy byście zrobili na moim miejscu?  Chciałabym poznać Wasze opinie ,gdyż mimo,że sama wiem gdzie chciałabym "skończyć" to coraz mniej mam siły na to,żeby kolejny raz uczyć się tego samego i kolejny raz mierzyć się z taką sytuacją ,bo bycie zawieszonym gdzieś między liceum,a studiami - bez pracy to także ciężkie dla psychiki młodej osoby i zastanawiam się czy to już jest ten moment,żeby spróbować otworzyć "głowę" i pójść w innym kierunku czy może jeszcze warto próbować i się nie poddawać.
      Z góry dziękuję za odpowiedzi  
    • By moniikaa
      Jakie mieliście wyniki z matur branych pod uwagę w rekrutacji i jaka to była uczelnia?
      Będę bardzo wdzięczna za odpowiedzi. W prawdzie mam maturę dopiero za kilka lat, ale zawsze jest pewien niepokój , że jednak nie da się rady Dlatego zawsze stawiać sobie pewien cel. 
    • By maciekk21
      No właśnie - jak to jest w praktyce.
      Prawo czy medycyna? Sam zadaje sobie to pytanie, ze względu na to, że stoję przed wyborem profilu w liceum.
       
      Dziś prokurator, sędzia czy adwokat może liczyć spokojnie na zarobki w granicach 10-15 tysięcy złotych do ręki, a w przypadku samych adwokatów nie ma jako takiej górnej granicy. O ile w przypadku adwokatów trzeba mieć sporo pieniędzy na otwarcie samej kancelarii, aby dobrze prosperować już na start, to młody prokurator - tj. 30 latek zarabia już 7000zł. Przyjęło się, że zawód prawnika to zawód mega prestiżowy, dochodowy, ale obkupiony wieloma latami wyrzeczeń, nauki. Mają oni wiele profitów, można się piąć zawodowo w górę - od prokuratury rejonowej, aż po krajową, wszystko zależy od nas samych, oraz w jakimś tam stopniu szczęścia, ale rozmawiając z 32 letnim prokuratorem, bardzo zachwala swoja pracę, ma do czynienia ze sprawami które uwielbia - kryminalistyka, praca z policją, a w dodatku niezłe pieniądze, gdzie inni w wieku 30 lat mogliby pomarzyć o takich zarobkach, do tego dochodzą różnego rodzaju dodatki, immunitet. W przypadku sędziów czy adwokatów droga jest podobna, lub nieco inna, ale można rzecz, że zawody te są nadal bardzo dobrą propozycją, mimo ogólnego hejtu, że dzisiaj studentów prawa są tysiące - może i są, ale furtka jest cały czas otwarta.
       
      Natomiast chciałbym spytać jak to wygląda z perspektywy młodych lekarzy, może źle to nazywam, ale chodzi mi o ludzi w wieku 30-35 lat. W trakcie studiów nie dostajemy ani grosza, w trakcie rezydentury te stawki są śmieszne, oraz w trakcie samej specjalizacji nie mamy co liczyć na grubą kasiorę, bo jednak o niej setki młodych osób marzy. Tak jak wspominałem, młody prawnik ma bardzo realne szanse na zarobki w granicach 6-8 tysięcy właśnie po trzydziestce. Natomiast z moich wyliczeń droga lekarza do tych pieniędzy jest znacznie dłuższa. Dlaczego cały czas o pieniądzach? A no właśnie dlatego, że przyjęło się, że te zawody to pewny, stabilny, bardzo dochodowy zawód. Niestety jaka jest rzeczywistość wszyscy wiemy. Zaczynamy w wieku 19 lat jeśli dobrze pójdzie, studia kończymy w wieku 25 lat. Dochodzi nam rok stażu + czas na LEK. Więc powiedzmy, że mając 27 lat możemy rozpocząć interesującą nas specjalizację, o ile w ogóle się na nią dostaniemy oraz o ile będzie na nią miejsce. Niestety w obecnej chwili wszystko zmierza do tego, że nie. W przypadku kiedy wybierzemy drogę chirurga plastyka, dermatologa, ortopedy czy innych w miarę "wolnych" specjalizacji mamy szansę na pracę prywatnie, jako wolnych mam na myśli niezwiązanych ŚCIŚLE ze szpitalami państwowymi oraz paskudnym NFZ. Jak każdy wie chirurgia plastyczna czy dermatologia to specjalizacje mega oblegane, mało kto się dostaje, natomiast później kasę można trzepać, ale sam czas specjalizacji to już 5-7 lat. A więc tak naprawdę mając 32-35 możemy zacząć o realnym początku kariery w swojej specjalizacji, wyrabiać markę, zaufanie pacjentów, zrobić sobie rozgłos. Pytanie teraz co z prywatną kliniką, gabinetem? Skąd weźmiemy na to pieniądze zarabiając w trakcie specjalizacji marne grosze? Jedynie bogaci rodzice czy ciotka z ameryki mogą nam tutaj pomóc, w innym krzyżyk na drogę i zapindalaj pan kolejne X lat, aby w końcu stać się KIMŚ. 
       
      Okej, mamy 32 lata, optymistyczna wersja. Wszystko przed nami.
      PLAN A - bogaci rodzice, ciotka z ameryki, cokolwiek, mamy pieniądze  na rozwój, na założenie prywatnej praktyki lekarskiej, więc tak czy siak, prędzej czy później, czegoś się dorobimy, ale powiedzmy sobie szczerze - jakie na to są szanse? 2%? 3%? Ile osób jest w stanie tak działać?
      PLAN B - nie wywodzimy się z żadnej bogatej rodziny, cudem znaleźliśmy się na wymarzonej specjalizacji, no i jeśli jesteśmy rzeczywiści w branży estetycznej to problemów jako tako z pracą nie będzie, bo miejsce zawsze się znajdzie, natomiast co mają powiedzieć kardiolodzy, ortopedzi bez pieniędzy na własny gabinet, anestezjolodzy, neurochirurdzy, bla, bla, bla - prawie wszystkie grupy lekarzy? Pracować w szpitalu za marne stawki? Robić w trzech szpitalach, a do domu praktycznie nie wracać, a jeśli wracać to tylko żeby się przespać? I w tym momencie człowiek zadaje sobie pytanie - i po co mi to wszystko było? 3 lata harówy w liceum, aby dostać się na wymarzoną uczelnię, 6 lat mega ciężkich studiów, i teraz po nich w zależności od wybranej specjalizacji 5-6 lat harówy za mniej niż kierownik Biedronki obok Olkusza? A jeśli nawet skończymy wymarzoną specjalizację to przecież też kokosów zarabiać nie będziemy, więc pytam się jaka tutaj jest sprawiedliwość? Czy rzeczywiście zawód lekarza to tak wysokie zarobki?
       
      Bo jeśli odnosić się do takich informacji, ze szmatławca:
       
      lekarz bez specjalizacji to 2253 PLN (brutto). To daje odpowiednio 13,65 PLN (brutto) za godzinę.
      lekarz z I st. specjalizacji to 2553 PLN (brutto) czyli 15,47 PLN (brutto) za godzinę. lekarz z II st. specjalizacji do 40 r.ż. to 2800 PLN (brutto) czyli 16,97 PLN (brutto) za godzinę.
      lekarz z I Ist. specjalizacji po 40 r.ż. to 2787 PLN (brutto) czyli 16,89 PLN (brutto) za godzinę.
      lekarz na stanowisku kierownika/ordynatora to 3458 PLN (brutto) czyli 20,95 PLN (brutto) za godzinę.


      Które są rzeczywiście kwotami gołymi, do tego dochodzą dyżury, praca po godzinach itd. ale biorąc pod uwagę takie kwoty w branży gdzie po prostu nie ma szans robić samodzielnie to jak na to patrzeć?
       
      Nawet jeśli 50 letni lekarz, znany ortopeda, kardiolog czy kto tam wie zarobi te 20,000zł miesięcznie to jakim kosztem? Robieniem po 13h dziennie? Pracą w 3 szpitalach i braniem kilku dyżurów w ciągu miesiąca? Gdzie czas na rodzinę, hobby? 
       
      Nie wiem jak wy, ale ja mając przed sobą decyzję jestem kompletnie rozbity. Tyle się czyta o młodych lekarzach, którzy pracują w zupełnie niegodziwych warunkach, z drugiej strony jakiegoś specjalnego lamentu prawników nie słyszałem. Branże po politechnice, informatyce czy czymś ścisłym odrzucam - ogólnie nie interesuje mnie to w takim stopniu jak właśnie wyżej wymienione zawody prawnika czy lekarza. Jak na to kochani spojrzeć? Bo jestem nieźle złamany w środku.. Z jednej strony marzy mi się bycie lekarzem tak samo jak prawnikiem, ale z drugiej jak patrzę na zarobki w dzisiejszych czasach, a nikt nie wie jak będzie za X lat to czy rzeczywiście jest sens pakować się w to wszystko dla samego bycia lekarzem? Chęć pomagania ludziom? Jak najbardziej. Chęć niesienia ogólnej pomocy? TAK! Tylko czy rzeczywiście, żeby to robić, przez połowę życia trzeba sobie flaki wypruwać, aby godnie żyć? Takie mnie naszły przemyślenia przed wyborem szkoły średniej, bo oczywiście, są i bogacze w każdej branży, nawet z pozoru najmniej dochodowej, ale to absurdalne, aby po tylu latach ciężkiej pracy w liceum, na studiach, w trakcie specjalizacji potem patrzeć jak zwykły programista który klepie kod 8 godzin dziennie w Polsce czy na zachodzie zarabia 5x-7x więcej od osoby w jego wieku. 
       
      Jakie jest wasze zdanie? Pomoże mi chociaż troszkę ktoś? Bo tak jak wspominałem, jestem nieźle w środku złamany.
    • By Człowiek_Demolka
      Uszanowanie.
      Mam męczące mnie pytanie.
      Czy opłaca się mieć dobre oceny na kierunku lekarskim ?
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.