Skocz do zawartości
hypersonic

Czy studia medyczne są piekłem ?

Rekomendowane odpowiedzi

Hej,

Jako maturzysta nie jednokrotnie spotykałem się z opinią iż studia medyczne to istny horror.

Idąc na nie człowiek zrzeka się czasu wolnego,rozrywek ogólnie "życia" poza nauką.

 

Kiedy słucham od rodziny/znajomych opowieści o ich studiach to widzę diametralną różnice, aczkolwiek nie wyobrażam sobie innego życia.

Wiadomo miło jest w wakacje mieć mnóstwo czasu ale nie powiem by studia mnie przytłaczały pod jakimś względem.

Dominują podporządkowując sobie inne sfery życia ale ten styl uznałem za normę, a inne(powszechne) postrzegam jako odstępstwo od niej- jako inny świat.

 

Jakie Wy macie spojrzenie w tym temacie ?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt
  • advertisement_alt

Jak ktoś sobie zrobi z nich piekło, to nim będą ^^ Grunt to się nie spinać, nie zawsze musi być piąteczka, nawet "bez spiny, są drugie terminy" itp. 

 

Ja imprezowałam, opierdalałam się godzinami w internecie, a żadnej poprawki nie było :D Studia wspominam całkiem nieźle. Chociaż nie idealnie, czasem coś irytowało ;p

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie są piekłem tylko gigantyczną stratą czasu. Mogły by spokojnie trwać 4 lata. Ja się opieprzałem cały czas. Na naukę poświęcałem raptem kilka godzin w miesiącu. W czasie sesji kilka godzin w tygodniu.

 

Żałuje, że nie przeznaczyłem więcej energii na wyrywanie lasek :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Są obładowane mnóstwem zbędnej wiedzy- to prawda.

Brakuje też czasu/podejścia asystentów na rzeczy ważne.

 

Chodzi mi bardziej o zderzenie ze stereotypem, dla mnie owo wysysanie życia to kłamstwo ale jak patrze na niektórych znajomych to (im wyżej tym mniej na szczęście) ale coś w tym było.

 

Tak jak pisze - czuje się dobrze, mam wolny czas itd ale w porównaniu do innych kierunków jednak wyraźnie mniej.

Pomimo tego, że na wyższych latach nauki jest mniej (przynajmniej w mojej opinii) to jednak kolokwia czy wejściówki są ilościowo porównywalne z egzaminami na niektórych kierunkach, o zajęciach 2 razy w tyg po 2-3 godziny też raczej można zapomnieć , nie zapominajmy też że (przynajmniej u mnie na uczelni) zajęcia są rozrzucone po całym dniu

 

Wiec cóż po tych nawet kilku godzinach w miesiącu skoro na uczelni trzeba spędzić sporo czasu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ee tam, u nas od czwartego roku były bloki i kończyło się szybko. Chyba ze ktoś (np. ja xD) chodził na wykłady, to były popołudniami na czwartym roku. Potem już i tego nie było.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widać wszystko zależny od uczelni, u nas bloki są na 6 roku tylko a na razie klasyczny cykl raz w tygodniu.

Zajęcia rozrzucone tak że coś na 8 do południa a potem np 16-18 (skrajnie to chyba do 20 zajęcia maja niektóre grupy) wiec np z podjęciem pracy byłby problem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To zależy od uczelni :) U nas niby uczyć się trzeba było przed niektórymi egzaminami itp., ale bez przesady, poimprezować się dało mocno :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No zaraz się okaże, że to spacerek ta medycyna, ale niektórzy to chyba mają krótką pamięć! Oczywiście, wiele zależy od uosobienia samego studenta, uczelni, danego semestru, planu zajęć czy asystenta prowadzącego zajęcia.

 

Ale też spójrzmy obiektywnie: zajęć bardzo dużo. Od 3 roku jak się zaczynają kliniki to codziennie zajęcia na rano. A potem jeszcze popołudniowe do końca 4 roku. Wiem jak wyglądają zajęcia na innych uczelniach i to nie na stereotypowej socjologii, tylko na prawie czy na polibudzie (oczywiście tam też są różne kierunku) - zajęcia np 2-3 razy w tygodniu na 12-13, wykłady nieobowiązkowe itd.

 

Nauki - bardzo dużo. Nasz jeden egzamin to jak cała sesja na innych kierunkach, równie "prestiżowych". Czy nikt z Was nie spotkał się z pytaniem "jak to na imprezę nie wyjdziesz, bo masz egzamin za 2 tygodnie???"

 

Na pracę mało czasu. Miałem paru znajomych, którzy próbowali na stałe bardziej pracować, dało się, ale wymiękali, bo nie mieli już siły.

 

I tak to wygląda najgorzej 3-4 rok, wstawanie na rano (czasem na 7.00), bloki ćwiczeń jedno-,dwutygodniowe, wejście, wyjście, czasami śmieszne, a czasami poważne (jak u nas kardiologia np.), Oprócz tego zajęcia na popołudnie (dodatkowo kilka dyżurów 4-6 godzinnych z zajęć klinicznych w szpitalu), do 17.00, do 20.00. Tam też kartkówki, zaliczenia, kolokwia. A potem jeszcze egzaminy...

 

Dla mnie właśnie najcięższy był semestry letnie na 3 i 4 roku. Nie będzie przesadą jak powiem, że były takie ciągi np. 2 tygodnie, 3 tygodnie, że nie było czasu zrobić kupy, bo tak się wszystko skumulowało.

 

5 i 6 rok to już luz, faktycznie o wiele mniej pracy, o wiele mniej na uczelni, ale codziennie na rano, więc z imprezowaniem w tygodniu słabo, codziennie być na kacu na zajęciach.

 

A same zajęcia to prawdziwe piekło, siedzisz od 7/8 i umierasz, umierasz, umierasz, nic nie robisz, nic się nie uczysz, tracisz czas i umierasz.

 

Tak to jest, że się zapomina. I się tylko teraz imprezowe wyczyny pamięta hahaha :) A wstawania o 5.30 i wracania do domu o 20 i nie po to, żeby odpocząć, tylko żeby się uczyć to już widzę mało kto :)

 

Dlatego nawet jak nieraz był czas, żeby wyjść, nie miałem już siły, wolałem przed komputerem zasnąć z browarem i się porządnie wyspać. :) Oczywiście byli tacy, co mieli na wszystko zawsze wywalone (niby) - część z nich się prześlizgnęła jakoś, a część została gdzieś po drodze a pojedyncze przypadki wyleciały z uczelni. Byli też tacy, co mieli energię na wszystko, no ale ja nie nigdy nie brałem amfetaminy :)

 

PS Już nie wspomnę o takich wkurwiających sprawach, jak obecność na tych wszystkich zasranych zajęciach i wielkie problemy jak to odrobić. I o innych wkurwiających sprawach, jak duże kolokwia i egzaminy zaraz po feriach, przerwach świątecznych itd. (czyli nawet w wolne się ucz), brak wolnego w dni, w które rektorzy innych uczelni ogłaszali dzień rektorski, bo medyczna musi zapieprzać, bo tak itd.

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aż tak źle nie jest(u nas przynajmniej, chodź też inaczej bym lata typował ) ale sporo racji w tym tkwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.