Jump to content

Recommended Posts

Hej!

Nie jestem studentką medycyny a dietetyki. Zawsze jako studentkę ale i pacjentkę zastanawiało mnie dlaczego lekarze tak małą uwagę przywiązują do odpowiedniej diety. Nie mówię tutaj o takich "specjalistach" jak Jerzy Zięba czy innych guru wykluczających gluten, ale o rozsądnej, zdrowej diecie, która potrafi uchronić przed wieloma chorobami. Musicie przyznać, że zmniejsza szanse na przynajmniej takie choroby jak cukrzyca, nadciśnienie, problemy żołądkowo-jelitowe itd. Tymczasem moja mama przez 3 miesiące leżała w szpitalu i jak widziałam na jednej sali z nią 150 kilogramową kobietę, której spadł cukier a lekarka jej powiedziała, żeby napić się Coca Coli to mi ręce opadły. Owszem, w sytuacji krytycznej, gdy mamy jedynie Colę pod ręką - spoko, lepiej niż śpiączka, ale uczenie takich nawyków? Kobieta miała tej Coli przy sobie i ciastek i białych bułek i nikt jej nie raczył poinstruować, że się dobija...

To powiedzcie, jak to z Wami jest? Ilu z Was wierzy, że odpowiednia dieta to duża część sukcesu na drodze do pełni zdrowia? Ilu z Was będzie tego uczyć pacjentów? Ilu z Was dietę ma w d*pie i sami jecie śmieci?

Ciekawi mnie to, ale nie ukrywam, że temat założyłam również po to, aby uzyskać Waszą pomoc przy pisaniu pracy magisterskiej. Jestem wegetarianką i lekarze zawsze mnie opieprzali, oczywiście :) No ale nie o tym. Dlatego właśnie piszę pracę magisterską, która porównuje wiedzę studentów dietetyki z wiedzą studentów lekarskiego na temat wegetarianizmu - szczerze mówiąc jedni i drudzy leżą, ale ci ostatni niżej :) Jeśli więc chcecie poprawić statystyki to brakuje mi jeszcze 20-30 ankiet. Najlepiej osób z wyższych roczników tak 3+, żeby założyć, że mają już jakąś wiedzę ze studiów. Ankietę się wypełnia ok. 5-7 minut. Oto link: https://goo.gl/forms/mpdJ3fGSDuOp9RBQ2

Będę bardzo wdzięczna za pomoc i za udzielanie się w tym temacie :)

Link to comment
Share on other sites

Wszyscy wiemy, że zrównoważona dieta jest bardzo ważna, ale nie zawsze zwracamy na nią szczególną uwagę z tego względu, że mam inne sprawy na głowie, a dużo łatwiej podgrzać kotleta od babci czy zjeść zestaw z McD's niż siedzieć w kuchni.

Czy będziemy uczyć? Większość lekarzy nie będzie z bardzo prostego powodu, pacjenci nie widzą własnej odpowiedzialności za swój stan zdrowia, ale wierzą w tabletki i myślą, że tylko dzięki nim wyzdrowieją, a po co tracić czas na element przejściowy dotyczący walki najpierw dietą a potem lekami skoro statystyczna większość i tak się do niego nie zastosuje? Oczywiście osobiście jako przyszły stomatolog będę mówił o ograniczaniu słodyczy, słodkich napojów etc. ale to i tak na nic się nie zda. (=

Doprecyzuj ankietę, co to jest dieta tradycyjna i dla jakiego kraju? Chociaż nie musisz, w końcu dietetyka posługuje się ogólnikami, a nie szczegółowymi metanalizami, które pozwalałyby wyciągnąć daleko idące wnioski (patrz normy żywieniowe w Japonii czy Izraelu gdzie ludzie żyją dłużej i są zdrowsi, a nie są wege).

A ja znam ludzi studiujących dietetykę, którzy nie odróżniają OUN od OBUN i co? A do tego są analfabetami.

 

Nie mniej tego za próbę deprecjonowania Waszego pięknego kierunku, ale jak usłyszałem siedząc przed katedrą dietetyki, że studentka drugiego roku na zaliczenie zajęć ma upiec tarte, a żeby odrobić ćwiczenia musi zrobić prezentacje to myślałem, że mnie coś strzeli. Potem było tylko gorzej bo okazało się, że cztery studentki piszące licencjat nie wiedzą co to jest beta oksydacja. ;,) Pozwolę sobie pominąć opis ich "fit" wyglądu.

 

Link to comment
Share on other sites

Dorian, się tak nie rozkręcaj. Dziewczyna włożyła kij w mrowisko, ale uważam, że słusznie, bo sam widzę, jak nawet nie studenci medycyny olewają temat żywienia, ale lekarze. Temat jest o tyle frapujący, że w systemie nie ma refundowanych dietetyków, a są konieczni. Przecież większość chorób przewlekłych leczy się na wczesnych etapach właśnie zmianą nawyków żywieniowych.

Ale lekarzy na medycynie uczy się wyłącznie o ważnych tabletkach, a prawie w ogóle o metodach niefarmakologicznych. Sam fakt, że diet-mery nie piecze tarty tylko robi ankietę powinno nasunąć Ci myśl, że podchodzi do tematu poważnie...

Link to comment
Share on other sites

Newman doskonale o tym wiem, ale np. sam mam w rodzinie dosyć sporo osób z cukrzycą czy miażdżycą, których to próbowałem przez bardzo długi okres czasu (kilka dobrych lat) przekonać do zmiany stylu żywienia na bardziej odpowiedni. No cóż, skoro nie chcą posłuchać najbliższej osoby, która co tydzień próbuje im coś wyjaśnić to mieliby to zrobić pod wpływem pojedynczej wizyty co pół roku? Nie oszukujmy się, ludziom nie chce się zmieniać stylu żywienia z powodu przyzwyczajeń wyniesionych np. z domu. Może większy nacisk na świadome żywienie we wczesnych latach szkolny coś by zmienił, ale z pewnością nie zrobi tego lekarz podczas 20 minutowej wizyty (może gdyby mieli świadomość owej odpowiedzialności to by wystarczyło, ale niestety nie mają).

A co do tych wszystkich awangardowych diet to czy nie sensowniejszym byłoby zajęcie się nutrigenetyką, która ma większy sens i pokazuje bezpośrednie ciągi przyczynowo-skutkowe, bo przecież przyszłością medycyny jest jej spersonalizowanie, nie? 

Link to comment
Share on other sites

Oj, anegdotki. Że ktoś znał studenta dietetyki co nie wiedział co to OUN. Ja znałam studenta medycyny, który na praktycznym egzaminie z anatomii patrząc na nerki powiedział, że to migdałki :) A jakoś nie wyrokuję, że wszyscy lekarze to debile ;) Co do nie-fit wyglądu niektórych dietetyków to też bym się nie czepiała. Nie każda nadwaga czy otyłość to wynik złej diety, ale to chyba bardziej Wasza działka, nie? :) Bardziej mnie razi jak studenci dietetyki wpierdzielają masowo słodycze i inne syfy. A studenci lekarskiego palą papierochy. I dojdziesz czemu ludzie głupi?

I jeszcze kwestia gotowania. Prawda, że na studiach mamy też lekcje gotowania i uważam, że to jest super, że są a to jak są przeprowadzane i co należy na nie przygotować zależy od nauczyciela. Ja jako wegetarianka miałam rosół do zrobienia. Czy rosół jest zdrowy? No niekoniecznie, dość ciężki. A że dziewczyna miała tartę... no cóż. Wszystko zależy od prowadzącego.

Obaj panowie widzę mocno cięci na dietetykę i przekonani, że jesteśmy debilami. Cóż, można się przyzwyczaić. Jak poszłam na dietetykę i spotkałam nauczycielkę z angielskiego z liceum to się mnie zapytała wprost czy chciałam iść na dietetykę czy nie udało mi się dostać na medycynę...

Obaj jesteście mocno zaangażowani w naukę, więc może przeczytajcie kilka artykułów naukowych z zakresu dietetyki, żeby docenić rolę żywienia w procesie leczenia ;)

Link to comment
Share on other sites

Droga diet-mery, akurat co do preparatów anatomicznych to pomyłek bym się zbytnio nie czepiał, ponieważ ich jakość jest bardzo różna, pamiętam jak mieliśmy szpilki z topo klatki piersiowej i serca były takiej jakości, że niektórzy mieli problem rozpoznać czy to jest lewa komora czy może prawa (brakujące naczynia, mięśniówka dziwnie pocięta, brak przegrody). 

Nie brnąłbym w absolutyzmy, oczywiście, że nie wszyscy dietetycy to kretyni, ale niestety z mych własnych doświadczeń i relacji koleżanki, która sama studiuję dietetykę ciężko mi słysząc hasło "dietetyk" podchodzić do takiej osoby tak samo poważnie jak do chemika, biologa, biotechnologa, farmaceuty etc. ponieważ na owej dietetyce bardzo pobieżne traktuje się m.in. biochemie, fizjologię, genetykę etc. (w ogóle jest tam taki przedmiot jak nutrigenomika?). A co do OUN i OBUN to akurat sam miałem "przyjemność" być świadkiem owego fo pa.

Na stronie ŚUMu (FB) jakiś rok temu była wstawiona metaanaliza nt porównania długości życia i przebytych chorób wśród bliźniaków jednojajowych, z których jeden przestrzegał "zdrowej" diety i był bardzo aktywny, a drugi miał na wszystko wywalone i żył tak jak chciał (próba końcowa ok. 5 tys osób z tego co pamiętam), wnioski były takie, że długości ich życia i częstość wizyt w ośrodkach leczniczych były dosyć podobne, z lekką przewagą osób aktywnych. Także niestety ciężko oszukać geny. (= A żeby nie być gołosłownym to wiem to doskonale po sobie, mój brat od zawsze miał atletyczną posturę, a ja nie (po mamie), a jedliśmy dokładnie w takich samych ilościach, także ażeby schudnąć 15 kg musiałem przez ponad rok zapier. na siłowni i bardzo restrykcyjnie przestrzegać podstawowych zasad żywienia, które zaczerpnąłem z podręcznika do 3 gimnazjum, a dokładnie z tematu "higiena układu pokarmowego", także jeżeli słyszę, że ktoś musi iść do dietetyka bo nie potrafi schudnąć to mnie zaczyna strzelać przysłowiowy  ptaszek. Ludzie Was potrzebują tylko z powodu własnego lenistwa, dietetykę czysto kliniczną pomijam ze względu na to, że takowa praktycznie nie istnieje.

PS. Co to znaczy, że rosół nie jest zdrowy? Po jakiej częstości spożywania powoduje zaburzenie homeostazy? Stymulowanie syntezy ciałek ketonowych? Uszkodzenie nerek, wątroby, żołądka...? A może stymuluje stan zapalny? Z powodu takich uogólnień mamy trudności w nazwaniu dietetyków naukowcami.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Bardzo fajnie można schudnąć dzięki suplementom ze strony: top-supplementen. Dzięki nim odchudzanie jest bardzo łatwe i przyjemne, a także efektywne. Dodając do tego odpowiednią dietę i ruch fizyczny, efekty są zniewalające. Warto spróbować tych suplementów i metod, aby szybko móc cieszyć się efektem.

Link to comment
Share on other sites

  • 3 years later...

a ja myślę, że warto zainwestować w profesjonalną dietę dopasowaną do naszego stylu życia, upodobań itp., jeśli [url=https://mateuszmistarz.pl/spersonalizowana-dieta-online/]szybka redukcja wagi[/url] to nasz cel :)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

  • Similar Content

    • By Newman
      Żywienie wyrasta na jedno z ważniejszych wyzwań współczesnej medycyny. Temat, który od wielu lat był bagatelizowany lub ignorowany na różnych szczeblach jest coraz częściej poruszany w kontekście profilaktyki, leczenia wspomagającego, ale też przyczynowego różnego typu chorób - od alergii i próchnicy, poprzez otyłość i chorób metaboliczne, schorzenia przewodu pokarmowego, na nowotworach skończywszy. Świadomych tego problemu lekarzy i naukowców boli fakt, że żywienie enteralne pacjentów (tych przebywających w szpitalach i tych leczonych ambulatoryjnie) nie budzi specjalnego zainteresowania płatnika (NFZ), mimo, że badania wyraźnie wskazują, że chory dobrze odżywiony ma mniej powikłań i jego leczenie jest globalnie tańsze.
      Przez lata odżywianie pacjentów przewlekle chorych, dietoterapia, suplementy diety i profilaktyka stały się niestety w dużej mierze domeną różnego typu pseudonaukowców, uzdrawiaczy, handlowców z koncernów spożywczych i kosmetycznych czy internetowych doradców. Wagę problemu niech podkreśla kilka faktów:
      Nikogo nie dziwi, że w szpitalach pacjentom serwowane są dania słabo zbilansowane, niepełnowartościowe, nieestetyczne i niesmaczne. Na studiach medycznych studenci poza teoretycznymi zajęciami z biochemii (nauka na pamięć budowy aminokwasów, węglowodanów itp) nie uzyskują wiedzy i narzędzi do zaprojektowania odpowiedniej dla pacjenta diety. W praktyce pacjenci uzyskują wiedzę o zaleceniach dietetycznych w Internecie, a nie w gabinecie lekarskim. Sam, jako lekarz, z przykrością obserwuję, że najczęściej kompetentnym źródłem informacji o konstruowaniu właściwej diety są osoby całkowicie spoza medycznego świata. Po spotkaniu z lekarzem, jeśli temat diety w ogóle zostanie poruszony, chorzy częściej potrafią określić czego im nie wolno jeść, zamiast tego, co powinni. W warunkach polskich nie funkcjonuje "skierowanie do dietetyka" - brakuje publicznych poradni dietetycznych (nie licząc kilku przyklinicznych). Zarówno przezorni zdrowi, jak i chorzy są zdani na usługi finansowane z własnej kieszeni.   W społeczeństwie żyją własnym życiem przekonania na temat żywności niepoparte żadnymi badaniami naukowymi albo wręcz sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Zmiany na horyzoncie
      Szczęśliwie pojawia się coraz więcej jaskółek zwiastujących nadchodzące zmiany. Przekaz dotyczący żywienia pacjentów przewlekle chorych przebija się do ogólnopolskich mediów (świetny artykuł z Newsweeka: Kiedy jedzenie nie smakuje jedzeniem autorstwa nagradzanej Doroty Romanowskiej)
      Nie brakuje na szczęście dobrych ośrodków akademickich skoncentrowanych na innowacyjnych, często przełomowych badaniach zarówno laboratoryjnych jak i statystycznych dotyczących składników pokarmowych i ich wpływu na zdrowie publiczne (Instytut Żywności i Żywienia, Wydział Nauki o Żywności UWM). Do społecznej świadomości przebija się coraz intensywniej fakt ogromnego znaczenia prawidłowego odżywiania ale też obalany jest mit, że jedzenie zdrowe = niesmaczne.
      W ubiegłym, 2015 roku ustanowiono kamień milowy w zakresie żywienia pacjentów nowotworowych w Polsce: staraniem wielu wybitnych naukowców i lekarzy, w wyniku konsensusu czterech towarzystw naukowych przyjęto jednolite „Standardy leczenia żywieniowego w onkologii”. Gorąco zachęcam do zajrzenia.
      Od wielu lat na obszarze polskiej medycyny działają też cudowne osoby pokroju doktor Aleksandry Kapały, które swoją obszerną wiedzą dzielą się zarówno z zainteresowanymi adeptami medycyny, jaki i z tysiącami napotkanych pacjentów - czy to w praktyce lekarskiej czy na łamach fejsbukowej strony. Do "wołających na żywieniowej puszczy" należą też docent Stanisław Kłęk (chirurg onkologiczny znany z edukacyjnego zacięcia) czy doktor Jacek Szopiński, tworzący na łamach czasopisma Przypadki Medyczne.pl cykl Leczenie żywieniowe - ab ovo).
      Kropla drąży skałę.
      Mateusz Malik, lekarz

×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.