prof. Wojnicz z histologii w Zabrzu powtarzał, że wykład jest po to, by omówić ze studentami jakiś problem/odkrycie/przypadek o których trudno samemu przeczytać w książkach czy internecie i który da się dobrze zobrazować w przeciągu 1,5h. Mówienie tego, co student może przeczytać w domu jest stratą czasu i brakiem szacunku dla tej osoby, która poświęca swoje godziny na przyjście na wykład, wykazując tym samy chęć nauczenia się czegoś NOWEGO. Niestety nie wszyscy myślą podobnie i wolą walić po milion zdań na slajdzie, które potem czytają. Już szczytem jest robienie wykładu np "Gospodarka wodno-elektrolitowa organizmu" gdzie na wstępie wykładowca mówi, że to jest niemożliwe do omówienia przez 1,5h, bo o tym powstały książki wielkości Szczeklika i że tak naprawdę musicie i tak się tego nauczyć w domu -.- To po kiego grzyba ten wykład?! Lepiej mniej a porządnie niż dużo i byle jak.