Nie rozumiem też jednej rzeczy, dlaczego my nie potrafimy prowadzić w normalny sposób negocjacji? W tym kraju zawsze wszystko musi być robione na ostatnią chwilę. Najlepiej w ogóle dajmy nowe umowy do konsultacji w sylwestra, a od 1 stycznia oczekujmy, że wszyscy podpiszą, po co się tak śpieszyć.
Nie wiem dlaczego władze MZ nie znajdują w sobie choć odrobiny pokładów inteligencji by rozwiązać ten spór w cywilizowany sposób, tak jak to powinno się odbywać.
Czy nie można przygotować lekarzom umowy czasowej np. na 2 miesiące, która nie budziłaby zastrzeżeń obu stron, a w tym czasie prowadzić negocjacje i dyskusje nad nową umową?
Niby takie proste rozwiązanie, które zażegnałoby konflikt, pacjenci nie byliby odsyłani z przychodni, a lekarze mogliby normalnie pracować, ale widocznie w kraju rządzonym przez Premiera - lekarza, to za duże wymagania.
Swoją drogą chyba wykazałem się dużą naiwnością, bo jak Pani Kopacz została Premierem, to pomyślałem, że to w sumie nie najgorzej, bo kto jak kto, ale lekarz na czele Rządu będzie szczególnie dbał o sferę Ochrony Zdrowia. No i zadbała. O ja naiwny.