Uczenie się z "ogólnopolskich" książek jest może i ambitne... ale często zdarza się, że informacje w nich zawarte trzeba weryfikować w odniesieniu do konkretnej uczelni. A już korzystanie ze skryptów danej uczelni na innej uczelni, to oddzielna historia... Do tej pory pamiętam zamieszanie na anatomii- Bochenek, Gołąb, Woźniak, Skawina, Pituchowa itd.- na zajęciach okazywało sie, że te podręczniki potrafiły podawać różne informacje na ten sam temat. Na studiach odkryłam też, że istnieją odpowiedzi dobre i... lepsze, czyli "tak, to właściwie prawda co Pan/Pani w tym pytaniu zaznaczył, ale nam chodziło o ...". A jeśli do jakiegoś przedmiotu nie ma konkretnej, zalecanej książki przez katedrę, to nauka chwilami przypomina ruletkę... Ale to przynajmniej moje zdanie ;]