Wybieram się na kierunek lekarski w przyszłym roku. Było to od zawsze moim wielkim marzeniem. Niepokoi mnie tylko jedna rzecz, która może wydać się błacha, a jedak spędza mi sen z powiek. Mianowicie mam taką paskudną cechę, że robi mi się słabo przy pobieraniu krwi albo jak patrzę na czyjes pobieranie krwi. Nie ma to związku ze strachem czy obrzydzeniem. Mam wrażenie, że to jakaś atawistyczna reakcja na którą zupełnie nie mam wpływu. Nie miałam nigdy okazji być świadkiem krwawej operacji czy jakiegoś większego rozlewu krwi, więc nie wiem czy bym tak samo na to zareagowała, czy to tylko połącznie igła+krew tak dziwnie na mnie wpływa.
Chciałabym zapytać czy znacie osoby które na studiach medycznych miały taki problem i jakoś udało im się to pokonać, albo może macie jakieś rady jak z tym walczyć?