-
Catering dietetyczny - czy zdrowy?
Próbowałam. Jest smaczny, zdrowy, oczywiście niskokaloryczny (w końcu takie jest założenie) ale zdecydowanie taniej wychodzi samodzielne przygotowanie posiłków. Ze względu na finanse przerzuciłam się na domowe, dietetyczne posiłki.
-
Zabawa ciągła - czy rozpoznajesz film po kadrze?
Też obstawiam Bonda, ale Spectre
-
Rutinoscorbin - bierzecie?
Mam dokładnie to samo. Łykam tylko przy przeziębieniu, jednocześnie śmiejąc się sama z siebie bo też nie wierzę w jego działanie. Ale im więcej tabletek na ręku, tym bardziej wierzę w skuteczność leczenia. Co za obłęd ;).
- Profilaktyka na wesoło
-
Czy studia medyczne są piekłem ?
Przecież to jest jakiś dramat. Dosłownie. Najgorsze jest to, że - teoretycznie - obracamy się w środowisku ludzi myślących, logicznych i inteligentnych. A jak przychodzi co do czego to dzieją się akcje na miarę szkoły podstawowej; - Kowalski, jedynka! - Ale ja nic nie zrobiłem! - Nic mnie to nie obchodzi. Siadaj, jedynka! Zamiast skupiać się na weryfikowaniu wiedzy, ludzie, którzy nam tą wiedzę, przekazują skupiają się na liście obecności. Porażka.
-
serial komediowy "Stażyści"
Bardzo fajny serial, widziałam kilka odcinków i nieźle mnie wciągnęło. Niestety, ostatnio cierpię na totalny brak czasu, ale jak mam tylko wolną chwilę to chętnie do niego wracam.
-
Medycyna - i co dalej?
No cóż, w takim razie najsensowniej wygląda praca naukowa na uniwerku, ewentualnie posada wykładowcy na prywatnej uczelni. Z czasem możesz pomyśleć o własnym gabinecie, ale to już wymaga nakładów finansowych.
-
Medycyna - i co dalej?
Spokojnie, często problemy związane z wyborem zawodu rozwiązują się niejako samoistnie. Grunt, żebyś wiedział (przynajmniej mniej więcej) czego oczekujesz od pracy. Ukończenie medycyny nie jest przecież wyrokiem Sama znam chirurga, który po 15 latach praktyki rzucił pracę, otworzył własną firmę i teraz zajmuje się handlem. To Twoje życie i sam o nim decydujesz; a jak już pisali moi przedmówcy, opcji jest naprawdę sporo.
-
MEDYCYNA - CO POZA NAUKĄ
Medycyna ma to do siebie, że jest strasznie wymagającym kierunkiem i na dodatek równie czasochłonnym. Na pierwszym i drugim roku praktycznie nie miałam czegoś takiego jak życie towarzyskie. Teraz jest już lepiej, ale właściwie oprócz sportu 2-3x w tygodniu niewiele robię dla siebie. Jedynym sukcesem, jakim mogę się pochwalić poza pracą zawodową i uczelnią jest - podobnie jak w Twoim przypadku - blog. Dopiero zaczynam, ale staram się pisać o tym, co kocham i jednocześnie mam nadzieję, że komuś przydadzą się moje rady dotyczące ćwiczeń czy odżywiania. Chętnych na lekturę oczywiście bardzo serdecznie zapraszam. Tutaj jest pierwszy wpis o moim nowym "ulubieńcu", czyli Bosu: http://fitness-blender.pl/?p=17 Świetna sprawa, jeśli ktoś nie ma czasu na siłownię to z czystym sumieniem polecam. Zabawy z tym co nie miara .
-
Student medycyny mdlejący na widok krwi?
Zgadzam się; do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ja co prawda nie miałam problemu z oswojeniem się z krwią, ale za to zawsze byłam bardzo wrażliwa na zapachy, co staje się przeszkodą w momencie, kiedy pacjentem jest np. osoba bezdomna. Nie było łatwo, ale w końcu się przełamałam i przyzwyczaiłam. Jeśli studia są dla Ciebie priorytetem to na pewno dasz radę z pokonaniem bariery w postaci widoku krwi. Grunt, żeby się nie poddawać. Jeśli chodzi o wyrzucanie z zajęć; nie spotkałam się z czymś podobnym. Co prawda były takie przypadki, że ludzie nie dawali rady, ale wtedy z reguły taka osoba po prostu wychodziła na korytarz, żeby się uspokoić i po chwili wracała. Jak nie dawała rady wrócić to profesor wyznaczał inny termin i po krzyku.