Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Kiedy studiujemy, poznajemy medycynę od środka. Nowe przedmioty, wielcy profesorowie, tyle ambitnych planów. Zdobywamy wiedzę i chcemy poszerzać swoje horyzonty. Obcujemy z ludźmi chorymi, cierpiącymi oraz tymi, którzy leczą - mentorami, wybitnymi specjalistami. Ale niestety trafiają się i przykre historie, kiedy to poznajesz wadliwy dział medycyny, albo raczej środowiska medycznego.

Chyba po drugim roku mieliśmy praktyki u lekarza rodzinnego. Znamy go wszyscy, chodzimy od dziecka do jednej przychodni. Witamy się na ulicy. A teraz razem usiądziemy w gabinecie i będziemy leczyć. O, jak marzyłem o tych praktykach. Przecież od małego przychodzę tutaj jako pacjent, wszystkie "starsze" pielęgniarki już mnie kłuły, szczepiły, mierzyły. Niejeden lekarz diagnozował ospę czy anginę. Dzisiaj to ja będę z nimi pracować.

Przecież mnie znają - będzie super! Na początek wspólna kawka, aby się poznać, a potem dumnie będziemy kroczyć przez korytarz w białym kitlu. Tak, żeby wszyscy widzieli, że idą oni - doktory. Potem będę pisać recepty, badać, diagnozować, kierować do specjalistów. Ktoś na pewno trafi z zatrzymaniem krążenia i poprowadzę całą akcję reanimacyjną; ktoś przyjdzie ze złamaną ręką i założę swój pierwszy gips, a może nawet rozpoznam cukrzycę albo raka.

Tyle marzenia o wspaniałych praktykach.

Ani jedno słowo się nie sprawdziło. Ani jedna pielęgniarka mnie "nie pamiętała". Ani jeden lekarz nie badał ze mną. Główne pytanie: po co ja tu jestem? No, sprawa oczywista: żeby nauczyć się, jak być dobrym lekarzem. Żeby poznawać pracę od środka, żeby badać pacjentów, nauczyć się z nimi rozmawiać, zdobywać nowe doświadczenia. Pielęgniarki dumnie kroczyły, wielkie Panie ośrodka zdrowia, zacnej przychodni. Doktory pochowane w gabinetach z przygotowaną stertą recept. Nikt nie odpowie dzień dobry, nikt się nie uśmiechnie. Pytam kiedy przyjmuje dany lekarz i dostaje odpowiedź, że przecież "pisze na drzwiach". Tak bardzo ten obraz dobrego personelu medycznego z dzieciństwa nie zgadza mi się z tym, co otrzymuję teraz - pogarda, brak chęci współpracy...

Trafiłem wreszcie do gabinetu internisty. Przyjęliśmy "aż" dwóch pacjentów, z czego jeden to przedłużenie recept, a drugi z neuralgią i skierowaniem do specjalisty. Po czym lekarz mówi: może Pan sobie już iść do domu, dziś już nic ciekawego nie będzie.

Oczywiście w gabinecie miałem dodatkowy fotel, miejsce do robienia notatek, także zostałem poczęstowany herbatą w upalny dzień i mogłem swobodnie rozmawiać z pacjentami a potem zadawać pytania lekarzowi, by pogłębić swoją wiedzę. A nie … tak chciałem żeby było. Nie było. Był taboret w kącie, moje kolana i to wszystko. Pacjenta nie dotknąłem. A i fartuch też na korytarzu zakładałem, bo miejsca w szatni nie było.

Resztkami nadziei, że może będzie inaczej spróbowałem zagadać do Pani w laboratorium, że może chociaż krew komuś pobiorę, gazometrię nawet. A gdzieżby! "Pan miał to na praktykach rok temu, ja nie będę odpowiadać za Pana, poza tym my tu mamy dużo pracy” - usłyszałem. Dziękuję było mi bardzo miło. Ale jeszcze są specjaliści. Znany ginekolog w mieście, świetne opinie to może chociaż on mnie przyjmie i pokaże USG. „Panie Doktorze, nazywam się X, jestem studentem… czy mógłbym dzisiaj Panu asystować w badaniu pacjentów…?” Pada jasna i klarowna odpowiedź: Nie. Proszę przyjść sobie na oddział do szpitala, ale nie w przychodni.

Tak oto minęły moje praktyki w dziedzinie medycyny rodzinnej. Bardzo się zraziłem i żałowałem każdej chwili tam spędzonej. Nabrałem też dystansu do tych wszystkich ludzi tam pracujących. Przykre to było. Myślę sobie: oni też kiedyś byli młodzi. Też chcieli się uczyć i zdobywać wiedzę. I też ktoś im to musiał pokazać, doradzić, nauczyć. Szkoda, że zapomnieli o tym. Szkoda też, że zapomnieli o kulturze i szacunku do drugiego człowieka.

Pozostaje apel: szanowni medycy, szanowni lekarze, szanowne pielęgniarki: pamiętajcie, że was też ktoś uczył i wy też przekażcie tę wiedzę innym. Młody adept medycyny może być kiedyś waszym lekarzem. Dajcie mu szansę i traktujcie go z szacunkiem tak jak wy chcieliście być traktowani.

A wy, studenci: nie bójcie się reagować na takie zachowania. Praktyki można zmienić. Waszym prawem jest zdobycie wiedzy i wyniesienie z takich zajęć jak najwięcej treści, a nie poczucia beznadziei i tego, że ktoś was zmieszał z błotem. Nie możecie sobie na to pozwolić, choćby dopuszczał się tego największy profesor!

Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze

Napisano

Sporo żalu, ale zacznijmy może od podstaw: co potrafi student po 2 roku medycyny? Może i wiedzę już jakąś ma, ale odpowiedź jest krótka: potrafi nic. Nie potrafi zbadać pacjenta, nie potrafi wypisać recepty, nie potrafi prowadzić dokumentacji medycznej... Może potrafi pobrać krew i zmierzyć ciśnienie, pod warunkiem, że nie olał praktyk po pierwszym roku. My to wiemy, personel w przychodniach tym bardziej to wie, bo co roku trafiają im się praktykanci, którzy praktycznie nie wiedzą co z sobą zrobić, bo w końcu nie mają nawet podstaw pracy lekarskiej (znajomość anatomii i fizjologii nie jest równoznaczna z przygotowaniem do pracy w zawodzie lekarza). Może i teraz program studiów się zmienił, nie wiem, ale wiem co było kilka lat temu, kiedy to sama odbywałam te praktyki. Mogłam sobie posiedzieć z pielęgniarkami, pomóc im w rejestracji, mogłam w godzinach działania punktu pobrań pokłuć pacjentów... Trochę posiedziałam za lekarzem na wspomnianym taborecie, ale dużo z tego nie wyniosłam. Brak podstawowych umiejętności praktycznych. W przychodniach to wiedzą, dlatego praktykant po 2 roku jest dla nich zbędnym gościem, który trochę się popałęta po przychodni, ale najlepiej, żeby poszedł do domu, a oni mu podbiją w książeczce praktyk, że był. Krótko: wada programu nauczania, praktyki w POZ po 2 roku są po prostu bez sensu. 

Na koniec pokuszę się o małą złośliwość do autora tekstu (bez urazy ;)) - zatrzymanie krążenia miało przyjść do POZ? serio? Jakim cudem? ;) Zakładanie gipsu w POZ? W tym, w którym pracowałam na początku mojej kariery zawodowej nie miałam nawet jak zrobić opatrunku, czy zdjąć szwy, żeby człowiekowi oszczędzić czekania w wielogodzinnej kolejce do chirurga. Ale pocieszę Cię: praktyki w szpitalu są dużo bardziej satysfakcjonujące :)

Napisano

Zgodzę się z Sabi, praktyki w POZ po 2 roku to kuriozum.

Jak można tak ważne praktyki realizować przed rozpoczęciem zajęć klinicznych- to woła o pomstę do nieba.

Kawa

MD
Napisano

My mieliśmy po piątym i wyglądały tak samo. I nie była to wina personelu ;)

Astrocyt

Members
Napisano

Też sądzę, że lepiej było, kiedy POZ robiło się na dalszych latach, ale w zasadzie obecna idea też nie jest zła... O ile trafi się na dobrze nastawiony personel, też można wiele wynieść z takich praktyk, bardziej w obrębie kontaktu z pacjentem i doskonalenia podstaw badania fizykalnego, niż faktycznego diagnozowania i dawkowania leków. Jak to wychodzi w praktyce, pomijając tak skrajne przypadki, jak opisany w artykule - dowiem się dopiero w te wakacje, ale nie wydaje mi się, żeby był to z góry czas stracony (o czym pisze też autor, wspominając swoje wyobrażenia, w większości całkiem uzasadnione). Inna sprawa, że wszystko zależy od programu uczelni, ale to akurat chyba bardziej powszechna rzecz, że obecny 2 rok ma więcej wspólnego z praktyką niż ten sprzed stażowego zamieszania. Teraz idziemy do POZ-u z podstawową wiedzą nt. badania fizykalnego i zbierania wywiadu, a wydaje mi się, że kiedyś to było dopiero na 3 roku? Poprawcie mnie, jeśli się mylę ;P

Kawa

MD
Napisano

Zgodnie z nowym systemem miało tak być - już na drugim roku badanie. 

Ja poszłam do POZ pierwszy raz bez zupełnie żadnych umiejętności i naprawde wiele się tam nauczyłam, ale musiałam wykazać minimum chęci i zaangażowania - wybrać placówkę bez studentów innych, z miłymi lekarzami i pielęgniarkami. Bo to najczęściej właśnie podejście studentów, a nie lekarzy jest takie, że pierwsze pytanie o praktyki to "a gdzie podpisują bez chodzenia?".

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj komentarz...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.