Nowa ekipa rządowa za cel nadrzędny wszelkich swoich działań ustami pani premier i ministrów uznała szeroko pojętą politykę prorodzinną i walkę z wykluczeniem najsłabszych, którzy finansowo nie radzą sobie w systemie gospodarki rynkowej. Należy ten lewicowy trend uznać za pozytywny w obliczu największego w dziejach Polski kryzysu demograficznego. I tym większe zdziwienie budzą niektóre decyzje, które realizują cele wręcz przeciwne.
Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł już na początku urzędowania zapowiedział wygaszenie rządowego programu finansowania procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla niepłodnych par. Przypomnijmy, że rozpisany na lata 2013-2016 program wdrożony jeszcze przez ministra B. Arłukowicza, a kontynuowany przez prof. M. Zębalę miał być przedłużony na kolejny okres, o czym zadecydował ustępujący minister.
Dla porządku. Program adresowany jest do wszystkich par:
- u których stwierdzono bezwzględną niepłodność kobiety lub mężczyzny
- bezskutecznie leczonych dostępnymi metodami przez co najmniej 12 miesięcy
- gdy kobieta nie ukończyła 40 roku życia
Do grudnia bieżącego roku funkcjonowanie programu we współpracy z klinikami leczenia niepłodności w całym kraju przyniosło konkretne efekty (ze strony MZ):

Powyższe dane mówią same za siebie.
- Po pierwsze: program przyczynił się do zwiększenia liczby nowych urodzeń i to wśród par, które własnego dziecka nie miały szans się doczekać.
- Po wtóre: budżetowe finansowanie pozwoliło na dostęp do tej bardzo kosztownej metody wielu parom, które z uwagi na swój status materialny nigdy by sobie na nią nie pozwolili.
Swoją decyzją Minister i tym samym nowy rząd udowodnił, że "polityka prorodzinna" i "przeciwdziałanie wykluczeniu" są jedynie nacechowanymi ideologicznie hasłami, które odwołują się do społecznych emocji, a nie realnych działań.
Zapłodnienie pozaustrojowe (potocznie nazywane in vitro, IVF) jest metodą, która wymaga od pary, w tym szczególnie od kobiety wielkiej determinacji, dyscypliny i poświęcenia. Pobieranie, a później implantowanie
zapłodnionych komórek w macicy to proces złożony, wieloetapowy, często bolesny. Pary które decydują się na tę metodę są nierzadko w przeszłości doświadczone chorobą (niepłodność utracona w wyniku leczenia onkologicznego), zdeterminowane oraz świadome ryzyka. Wbrew temu, co głoszą niektórzy krytycy in vitro nie jest metodą, którą da się zastąpić. Proces diagnostyczno-terapeutyczny, który ma na celu wykrycie przyczyny niepłodności i jej wyleczenie określany przez pewne środowiska "naprotechnologią" to po prostu etap poprzedzający ostateczność jaką jest zapłodnienie pozaustrojowe. W warunkach Polskich leczenie niepłodności jest dostępne w ramach publicznego poradnictwa ginekologicznego i endokrynologicznego. I choć słuszny jest zarzut, że proces ten nie jest wciąż dobrze skoordynowany, to jest to przesłanka jedynie do tego, by go ulepszać, o czym wspominał minister na konferencji prasowej, nie zaś do likwidacji publicznego wsparcia dla in vitro i oddawania tej metody wyłącznie w prywatne ręce.
Mateusz Malik, lekarz
Rekomendowane komentarze
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.