Napisano 12 Kwiecień 201510 l comment_31110 Niektorym osobom wydaje sie moze, ze studenci medycyny, to nawiedzencywyrzekajacy sie wszystkiego, by byc w przyszlosci lekarzami; ze ich decyzjao ksztalceniu sie w tym a nie innym kierunku, to kwestia powolania do tegozawodu itd ... Smieszne ? Ale nie raz spotkalem sie z taka opinia ... Hmm... a zdecydowana wiekszosc studentow w przyszlosci bedzie chciala zalozycrodzine ( o ile juz tego nie zrobili), miec dzieciaczki, utrzymac je i miecjeszcze dla nich czas. Niektorzy obecni studenci o tym mysla i drza, boPRZYSZLOSC nie jawi sie w najjasniejszych barwach. Zgłoszenie
Napisano 18 Kwiecień 201510 l comment_31143 Moim zdanie powinieneś się dalej kształcić. Bo dziś dobry lekarz to złoto. Im więcej fakultetów tym lepiej. Chyba, że chcesz otworzyc wlasny gabinet i dalej sie kształcić. To tez dobry pomysł. Zgłoszenie
Napisano 23 Kwiecień 201510 l comment_31195 Moim zdanie powinieneś się dalej kształcić. Bo dziś dobry lekarz to złoto. Im więcej fakultetów tym lepiej. Chyba, że chcesz otworzyc wlasny gabinet i dalej sie kształcić. To tez dobry pomysł. moim zdaniem można skończyć jedną specjalizację i być w niej najlepszym niż skończyć kilka i być średnim lekarzem Zgłoszenie
Napisano 23 Kwiecień 201510 l comment_31207 Co to niby znaczy najlepszym? Robic publikacje, profesure, konferencje? Miec dobre statystyki wyleczen? Miec malo zjebek od pacjentow w internecie? Jak ktos nie jest idiota, to leczy. Niewazne, czy ma jedna spece czy piec. Zgłoszenie
Napisano 3 Wrzesień 201510 l comment_31925 Cześć! Ja z kolei mam taki problem. Jestem na II roku medycyny i wydaje mi się, że nie nadaję się do zawodu lekarza z tego względu, że nie radzę sobie zupełnie z praktyką. Jeśli chodzi o teorię wszystko jest w porządku, zdaję w pierwszych terminach. Ale gdy zaczyna się praktyka to zaczynają się kłopoty. Mam trudności z większością czynności, których uczyliśmy się do tej pory: z wkłuciem się w żyłę (pobieranie krwi, zakładanie wenflonu), robieniem opatrunków, cewnikowaniem, nawet z udzielaniem pierwszej pomocy. Trudno mi się też przemóc, żeby wykonać coś na pacjencie, szczególnie jeśli sprawia mu to ból. W dodatku słabo radzę sobie w sytuacjach stresowych, nie umiem działać szybko i sprawnie. Mam wrażenie, że nigdy nie będę w stanie tego opanować. Wydaje mi się, że nikt nie ma takich problemów, zauważam, że inni bardzo dobrze sobie radzą. Czy słyszeliście może o kimś kto miał podobną trudność? Wiecie może co zrobił, jakie znalazł rozwiązanie? Ja chciałam przenieść się na farmację, nawet się już wpisałam na ten rok (ale jeszcze nie zrezygnowałam z medycyny i teraz jestem w kropce). Ale moim rodzicom bardzo się to nie podoba (to nie oni namówili mnie na te studia i teraz mi mówią, że to był mój wybór, że jestem nieodpowiedzialna). Mówią mi, że są specjalizacje spokojne, w których nie będę musiała nic na pacjentach robić ani wykonywać żadnych czynności inwazyjnych albo że mogę po medycynie pracować w jakiejś firmie albo tłumaczyć teksty medyczne itd. Ale czy na pewno tak jest? Czy jest sens kontynuować te studia pomimo takich problemów i wątpliwości? Bardzo proszę o rady. Zgłoszenie
Napisano 4 Wrzesień 201510 l comment_31928 co do spokojnych specjalizacji mają rację. Jest szereg takich, w których pacjenta właściwie nie oglądasz, a przynajmniej nie za dużo. co do praktycznych zdolności - dziewczyno, ćwiczenie czyni mistrza. Czym więcej czegoś wykonasz, tym lepiej Ci będzie szło i będziesz się pewniej czuła. Myślisz, że każdy anestezjolog czy medyk ratunkowy pierwszą intubację robił rach-ciach? oczywiście zrobisz jak będziesz uważała, aczkolwiek na Twoim miejscu dałabym sobie jeszcze trochę czasu i treningu. Zgłoszenie
Napisano 4 Wrzesień 201510 l comment_31929 Dzięki za odpowiedź, cieszę się, że tak szybko ktoś mi odpisał I dzięki za radę! Też myślałam o daniu sobie jeszcze czasu, ale niestety tutaj jest problem. Chodzi o to, że jeśli na jakimś późniejszym roku studiów lub po ich ukończeniu okaże się, że jednak nie dam rady być lekarzem, bo nie byłam w stanie w odpowiednim stopniu wyćwiczyć podstawowych umiejętności praktycznych i w dalszym ciągu działam niesprawnie i nie radzę sobie z działaniem w stresie, to już nie będzie odwrotu. Dla moich rodziców trudna do zaakceptowania jest strata tych 2 lat, a co dopiero większej ich liczby. Pomysł z daniem sobie jeszcze czasu, ćwiczeniem i jeszcze spróbowaniem jest naprawdę dobry. Tylko obawiam się, że to jest ostatni moment kiedy mogę zmienić kierunek, potem już nie będzie odwrotu. Właśnie to mnie martwi. A znacie może kogoś w podobnej sytuacji? Ciekawa jestem czy tylko ja mam taki problem i jeśli nie, to jakie rozwiązanie znaleźli inni? I czy znacie kogoś kto zrezygnował z medycyny? Jeśli tak, to z jakich powodów? Tak mało się słyszy o takich przypadkach. Bardzo mi zależy na odpowiedziach. Zgłoszenie
Napisano 5 Wrzesień 201510 l comment_31932 moja ciocia, po zdaniu egzaminu z farmakologii na 4 roku stwierdziła, że to nie dla niej i została bizneswoman z własną firmą co prawda to było 20 lat temu, no ale. naprawdę można się po medycynie zajmować czymś "spokojnym" i nie mam tu na myśli jedynie obleganej dermy. Możesz też pracować bardziej naukowo, co mogłoby Ci pasować, skoro teoria Ci tak dobrze idzie. Możliwości jest całkiem sporo. Zgłoszenie
Napisano 6 Wrzesień 201510 l comment_31935 Radiologia, nuklearna, nawet jakieś endokryny wiążą się głownie z pracą mózgową . Zgłoszenie
Napisano 7 Wrzesień 201510 l comment_31937 Dokładnie, kto powiedzial że praca lekarza musi mieć bezpośredni związek z kontaktem z ludźmi zawsze jest jakieś rozwiązanie i nie można się załamywać! Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.