Napisano 1 Marzec 201214 l comment_21150 Ja sądze, że 80 % osób zatrudnionych w MZ powinna kopać rowy ... Ta banda niekompetentnych pozbawionych wizji i chęci zmian pajaców tylko do tego sie nadaje ...co o tym sądzicie ; )... Zgłoszenie
Napisano 1 Marzec 201214 l comment_21157 chyba większość wypowiada się tak jakby nie miała zajęć na oddziałach szpitanych--gdziekolwiek byście nie poszli będziecie ZAWALENI papierkową robotą, bo historię choroby trzeba napisać i wklepać w bazę danych, bo wyniki badań lab. trzeba wpisać w tabelki, zrobić wypisy, zlecić badania, dopilnować podawania leków. Przestańcie więc myśleć, że tylko rodzinny siedzi za biurkiem.... :/ tam przynajmniej jest jakaś akcja i muszę ruszyć dupę zza biurka na oddział, a od czasu do czasu dzieje sie cos co podniesie mi adrenaline zebym nie usnął - a u rodzinnego jedyna akcja jaka jest to jak pani jadzia opowie o wyjezdzie z mezem na wakacje nad morze srodziemne... ewentualnie jak zatnie się drukarka i zejdzie się pół przychodni próbując rozwiązać ten straszny problem nie wiem, dlaczego tak większość z Was "najeżdża" na lekarzy rodzinnych. Mi się ta specjalizacja bardzo podoba i rozważam ją jako jedną z dróg kariery zawodowej. super! życzę Ci żebyś była najlepszym lekarzem rodzinnym w całym kraju. ja tam na rodzinnych nie najeżdżam - bardzo lubię moją lekarkę rodzinną, przyjmuje mnie kiedy tego potrzebuję bez kolejki, mówię co mi jest, co potrzebuje, ona rzuci okiem, powie 'rzeczywiscie', pozniej przez kolejne 5 minut wypelni stos papierow, wydrukuje recepte i finito - szybko i sprawnie Wyrok śmierci....hm... powiedz to tym wszystkim lekarzom, którzy na prawdę z powołania wybrali tą drogę !!! Szanuj innych, żebyś sam zasłużył na szacunek !!! Czytaj uważnie - nie powiedziałem że wszyscy lekarze rodzinni powinni sobie palnąć w łeb, tylko że DLA MNIE byłoby to równoznaczne z wyrokiem śmierci bo od depresji której bym się nabawił siedząc po 8h dziennie w jednym gabinecie, w tych samych ścianach, nie ruszając się z miejsca, prędzej czy później doprowadziłaby do tego że bym zakończył swój żywot... Człowiek nie jest stworzony do siedzenia na dupie i zamulania się bez przerwy... jak ktoś lubi taki tryb życia to jego sprawa, bowiem ja nie dam się przykuć do fotela Lekarz rodzinny nie jest od niczego, a OD WSZYSTKIEGO !!! W takim razie po co nam specjaliści skoro lekarze rodzinni są od wszystkiego i mogą wszystko załatwić? Lekarz rodzinny ma w obowiązkach mniej-więcej ustalić z jakiej dziedziny może być jednostka chorobowa i skierować pacjenta dalej. Ponadto dochodzą inne proste czynności zaopatrzania ran (ja osobiście wolałbym pójść na SOR niż do rodzinnego żeby mnie szył) oraz prosta diagnostyka dna oka lub ucha... dla mnie nie ma stwierdzenia 'od wszystkiego'... 'od wszystkiego' to może być Domestos bo jak go polejesz po kiblu to wszystko wyżre - logicznym jest że im szerszy zakres wiedzy, tym mniej człowiek jej przyswoi, więc nie wygaduj głupot - pokaż mi rodzinnego, który opowie Ci o szczegółowej diagnostyce, prowadzeniu, leczeniu wszystkich chorób ze wszystkich specjalizacji... nie znasz? no widzisz - ja też nie! Dziwisz się zapewne skąd taka ostra odpowiedź? W moim poprzednim poście negatywnie oceniłem ministerstwo zdrowia i wyrazilem swoja opinie na temat tego jakby ktos mi chcial narzucic specjalizacje z medycyny rodzinnej. W żadnym miejscu nikogo nie obraziłem, nie poniżyłem. Następnym razem czytaj wnikliwie i obiektywnie, a nie odbierając treść subiektywnie i tworząc treść której nie ma. Agnes102 - moim zdaniem sama idea specjalizacji z medycyny rodzinnej i ogólnie takiej struktury opieki zdrowotnej, która jest oparta na POZ jest bardzo dobra, ale w naszych polskich, dość nieprzyjaznych warunkach - nie sprawdziła się. Bo jak lekarz POZ ma się zająć kompleksowo pacjentem, jeśli dostaje ok. 1500 zł rocznie na pacjenta i boi się wypisywać dużej ilości niezbędnych w jego opinii badań tylko dlatego, aby nie okazało się to nierentownym dla jego samego i przychodni w której pracuje? Póki nie zmieni się system opieki zdrowotnej w Polsce, a w zasadzie jego finansowanie, to specjalizacja z medycyny rodzinnej będzie przeżywała katusze - raz, ze względu na ogólnie mały respekt wśród lekarzy, a dwa ze względu na problemy ekonomiczne. Szanuję lekarzy rodzinnych (choć powinienem powiedzieć "szanuję dobrych lekarzy rodzinnych", bo spotkałem się też z takimi, którzy nawet pacjenta nie dotkną, a z wyciągniętym z wywiadu bólem w krzyżu wysyłają na oddziały internistyczne) - chciałbym jednak, żeby Ci właśnie lekarzy docenili też samych siebie i powalczyli o swoje i pacjenta racje. Problem jest tutaj głownie po stronie MZ i organizacji finansów służby zdrowia. Nasz rząd niestety ale robi cięcia we wszystkim w czym tylko się da - stąd nowa ustawa refundacyjna, która większość ludzi wyśle dość szybko do grobu (dodatkowa oszczędność dla ZUSu), później znowu brak precyzyjnych ustaleń wobec lekarzy rodzinnych - niby mają robić dużo, ale mają ręce wiązane przez zawężenie ich koszyka świadczeń, z drugiej strony - mają wiedzieć dużo - ale jest to praktycznie niemożliwe... Cała idea opiera się na tym żeby oczywiście zaoszczędzić jak najwięcej pieniędzy oraz zmniejszyć kolejki... na pewno łatwiej dostać się do lekarza POZ, to fakt, ale za to pojawia się inny problem - brak środków i możliwości diagnostycznych dla rodzinnych uniemożliwia im pełnienie swoich funkcji w 100%... Efekt tego jest taki że ten system się nie sprawdzi i nie będzie sprawdzał, dopóki ktoś tego nie zorganizuje w bardziej racjonalny sposób... Później pozostaje tutaj jeszcze sprawa dotycząca wiedzy... zakładając, że z przedmiotów z lat 3-6, na naukę poświęca się średnio 8-12 miesięcy... zakładając że do powtórki wystarczy połowa z tego czasu, a nasza wiedza utrzymuje się około pół roku w głowie, w takiej sytuacji lekarz rodzinny musiałby poświęcić każdego roku 4-6 miesięcy tylko i wyłącznie na poszerzanie swojej wiedzy, aby być na bieżąco ze wszystkim - jest to niemożliwe... Wniosek - trzeba to ograniczyć tak żeby umysł ludzki to ogarnął - w związku z tym ogranicza się to wszystko do podstaw... niestety dla wielu osób trudno jest pojąć nawet podstawy - dużo takich osób wybiera właśnie medycynę rodzinną, jako że nic innego dla nich nie zostało bo mało jest osób chętnych na medycynę rodzinną. Później są takie opinie jakie są odnośnie tych lekarzy. Ja sądze, że 80 % osób zatrudnionych w MZ powinna kopać rowy ... Ta banda niekompetentnych pozbawionych wizji i chęci zmian pajaców tylko do tego sie nadaje ...co o tym sądzicie ; )... Nie obrażajmy ludzi kopiących rowy Podsumowując to wszystko: Nie widzę celu w dyskusji która specjalizacja jest lepsza. Tak samo jak i nie widzę celu w tym żeby się sprzeczać - to jest kwestia gustu. Co do sytuacji w naszym kraju również nie chce mi się rozmawiać, bo tylko się denerwuję i będę przez to krócej żył Najbardziej zabawne we wszystkim jest tylko to że wszyscy narzekają na innych i zwalają na nich winę, a nikt nie dostrzega swoich wad i błędów - każdy uważa się za jakiegoś dr House'a i zarzuca innym że nic nie umieją, a jakby takiego nefrologa zapytać o coś z ortopedii to się tylko coś pojąka i podąsa... Nie należę do orłów, którzy nie mając własnego życia wkuwają całą dobę jakieś pierdoły - są rzeczy które mnie interesują, które chciałbym robić i na tym planuję się skupić żeby być najlepszym w tym co będę robił w przyszłości. Czy można się kierować tak zwanym 'powołaniem'? Nie ma już czegoś takiego - powołanie to może mieć ksiądz, albo misjonarz który za darmo odprawi mszę w kościele - lekarze udzielający świadczeń zdrowotnych bezpłatnie wyginęli razem z dr Quinn:] ...to co jest moim zdaniem poszukiwane najbardziej to 'Uczciwy, rzetelny lekarz' - ten z Was kto powie mi że chętnie będzie leczył ludzi bezinteresownie bo trzeba im pomóc i nie weźmie za to ani grosza nigdy od nikogo (w to należy również wliczyć pensję z kontraktów z NFZ), to jest albo kłamcą, albo jest obrzydliwie bogaty :] ...jeśli ktoś kieruje się ideą ratowania świata za darmo, żywiąc się kiełkami, i korzeniami kasztanowca, to szczerze trzymam za niego kciuki i życzę powodzenia Zgłoszenie
Napisano 1 Marzec 201214 l comment_21174 uffff..... dzięki za wyczerpujący komentarz do mojego postu Faktycznie nasza polamika na temat lekarzy rodzinnych jest stratą czasu, bo ani Ty, ani ja nie zmienię swojego stanowiska, ale z potrzeby serca musiałam napisać coś na "obronę" tej specjalizacji Cóż MZ na równi traktuje wszystkich, m.in. ograniczając drastycznie miejsca na specjalizację, więc teraz dostanie się na med. rodzinną to już nie będzie rezerwową drogą, gdy ktoś się nie dostał na inne specki i może wtedy nabierze ona większego szacuku wśród lekarzy :PPPP Zgłoszenie
Napisano 2 Marzec 201214 l comment_21200 ale chyba większość wypowiada się tak jakby nie miała zajęć na oddziałach szpitanych--gdziekolwiek byście nie poszli będziecie ZAWALENI papierkową robotą, bo historię choroby trzeba napisać i wklepać w bazę danych, bo wyniki badań lab. trzeba wpisać w tabelki, zrobić wypisy, zlecić badania, dopilnować podawania leków. Przestańcie więc myśleć, że tylko rodzinny siedzi za biurkiem.... :/ Z tym zawaleniem papierami bym nie przesadzał Wyników badań się w tabelki nie wpisuje, wszystko jest kwestią napisania obserwacji i zleceń. Trochę więcej roboty jest a propos wypisu, bo dochodzi epikryza. Tyle narzeka się na "głupotę" i "nieuctwo" rodzinnych, ale oni dostają pierwsi pacjenta i zaczynają całą diagnostykę-mają bardzo związane ręce co do możliwości zlecań badań i to na pewno utrudnia szybką diagnozę. Zwłaszcza gdy nie wykonuje się żadnych badań. Pacjenci z rozpoznaniem anemii przysyłani bez żadnych wyników - nawet morfologii ("bo pacjent jest taki blady"). Nie są to bynajmniej pojedyncze przypadki - 8 na 10 lekarzy rodzinnych, których miałem w okolicy tak robiła. W takim razie po co nam specjaliści skoro lekarze rodzinni są od wszystkiego i mogą wszystko załatwić? Lekarz rodzinny ma w obowiązkach mniej-więcej ustalić z jakiej dziedziny może być jednostka chorobowa i skierować pacjenta dalej. Lekarz rodzinny ma leczyć proste jednostki chorobowe. Te, z którymi sobie nie radzi wysyła do specjalisty, a potem ma kontynuować leczenie, które specjalista zaleci. Tyle w teorii, o tym jak jest w praktyce możnaby długo pisac. Cały pic polega na innym finansowaniu POZetu i specjalistyki - specjalistyka dostaje kasę od każdego pacjenta, który do niej przyjdzie. Lekarz POZ dostaje kasę na każdego pacjenta, którego ma na liśćie - jeśli pacjent przez 10 lat nie pojawi się u rodzinnego, to doktor i tak zgarnie za niego co najmniej 1000zł (100zł rocznie). Prowadzi to do wypaczeń, bo niektórzy rodzinni obcinają kasę wydawaną na badania coby więcej zarobić. Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.