Tak naprawdę to jesteśmy jednymi z lepszych studentów na świecie biorąc pod uwagę w jakich warunkach musimy zdobywać wiedzę. Weźcie sobie pierwszą lepszą uczelnię ze stanów. Mają kampusy z prawdziwego zdarzenia, w których na każdą katedrę możesz dojść w 5 minut, świetnie wyposażone biblioteki (ofc w kampusie, tuż pod bokiem, a nie gdzieś w lesie), akademiki w tym samym miejscu, A do tego klub studencki w którym można się odprężyć przy piwie czy bilardzie, stołówkę na której można zjeść dobry obiad za przyzwoitą cenę. Park w którym możesz usiąść na trawie przy ładnej pogodzie i poczytać w ciszy i masę innych rzeczy. A w Polsce? na zajęcia trzeba jeździć po całym mieście (albo województwie patrz SUM) mając czasem na przemieszczenie się 15-30min. Książek w bibliotekach jest zawsze za mało, podczas godzinnego okienka nie ma co ze sobą zrobić etc etc... Wszyscy siedzimy w tym samym syfie, więc powinniśmy się wspierać i szanować nawzajem a nie zastanawiać czy jak ktoś skończy Lublin/Zabrze to będzie większym konowałem od tego po UJ czy WUM tym bardziej, że żadna nasza "szkółka wyższa" nie istnieje w rankingach światowych na jakichś przyzwoitych miejscach. Nie doszukujmy się nigdzie polskiego Harvardu, bo takiego po prostu nie ma. Pamiętajcie, że jeśli my, studenci medycyny, a później lekarze, nie będziemy się szanować i będziemy mówić przy pacjentach rzeczy w stylu "Co za idiota pani to przepisał?!" to nie będziemy mieli prawa oczekiwać szacunku od społeczeństwa.