Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 15.11.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 1 punkt
    https://www.cmkp.edu.pl/struktura/jednostki-administracyjne/dzial-uznawania-kwalifikacji-w-ksztalceniu-podyplomowym/ Proszę, tu są wszystkie informacje.
  2. 1 punkt
    W dość dużym prawdopodobieństwem specjalizacja zostanie zaliczona, być może będzie wymagany jakiś krótki dodatkowy okres na wyrównanie różnic programowych.
  3. 1 punkt
    Dzięki za słowa wsparcia! Medical - również wierze, że dasz radę! Amigo - co do matury z fizyki to tak, jest ona wymienna z chemią. Przykładowo fragment ze strony um w poznaniu:
  4. 1 punkt
    Cześć! ja również chodzę do słabego liceum w wyniku kilku sytuacji życiowych musiałam pójść do liceum dla dorosłych (w zeszłym roku zredukowano nam zajęcia i wypadła biologia, chemia, fizyka). Więc w tej sytuacji też liczę na siebie i swój wkład w naukę bo nie mam tych przedmiotów w szkole. Z uwagi na fakt, że uczę się sama, jest wiele kanałów na youtube, gdzie Ci ludzie świetnie tłumaczą i da się przyswoić tą wiedzę. Prawie jak korepetycje. Jeżeli chcesz zdawać maturę z wszystkich trzech to musisz się skupić na każdym z osobna w stu procentach. Osobiście polecam Witowskiego dla Biologii i również dobrze mi się czyta biologię na czasie z nowej ery. Matury wiadomo, ile się da Jeżeli jest to Twoje marzenie, to nic nie powinno stanąć Ci na przeszkodzie, żeby je spełnić. Przypominaj sobie dziennie o swoim marzeniu, dodatkowa motywacja zawsze mile widziana!
  5. 1 punkt
    Nie lubię fb i mam swoje powody. Też nie lubicie? Macie? Chociaż założyłem go już jakiś czas temu, a moją główną intencją był kontakt ze znajomymi, szybko okazało się, że jest to wyłącznie maszyna do ogłupiania, w dodatku, co pokazało przesłuchanie Cukerberga przed komisją senacką USA, maszyna, która zbiera o nas wszelkie dane. Nawiasem mówiąc kicham na to ostatnie, bo za mała płotka ze mnie, żeby kogokolwiek interesowało, co taki Łukasz robi, gdzie jest i nawet jaką trasą do domu dojeżdża (tak, podobno google i fb również takie dane ochoczo zbierają). Oprócz powrotu Kubicy do F1, marzy mi się powrót GG, starego Skype lub większa popularność ICQ. Jakiś czas temu trafiłem na artykuł, który całkiem celnie pozwolił mi zrozumieć, dlaczego nie lubię fb, który, jak się chwilę później okazało, naprawdę zamordował znaczną część internetu. Przytoczę tutaj fragment artykułu. 'Internet od zawsze pomagał rozwiązywać problemy. Przecież to oczywiste, że w np. wielomilionowej polskiej społeczności znajdzie się ktoś, kto już znalazł rozwiązanie i chętnie się nim z nami podzieli. Dawno temu w poszukiwaniu rozwiązań problemów wykorzystywało się wyszukiwarkę Google i fora internetowe. Dziś ta metoda nie działa. Dlaczego? Otóż prawie wszystkie fora są już praktycznie martwe, zjadły je grupy na Facebooku. Z punktu widzenia użytkownika sprawa jest oczywista – Facebook ma aplikację, możemy szybko zadać pytanie, natychmiast otrzymujemy powiadomienia. Czy to rozwiązanie idealne? Tutaj pojawia się podstawowy problem – spróbujcie odnaleźć rozwiązanie problemu w już istniejących postach. Jest to praktycznie niewykonalne, Facebook nie przewiduje kategorii, posty nie są widoczne z zewnątrz, a więc nie wykorzystamy Google. W ten sposób z internetu wyparowała masa przydatnych informacji, a w zamian dostaliśmy protezę, która w zasadzie nie przewiduje możliwości archiwizacji danych.' Zajrzałem na forum.biolog. Dawniej i do dzisiaj chyba jedno z największych forów ludzi, którzy chcieliby związać swoje życie wokół biologii, czyli w farmacji, ratownictwie, rehabilitacji, medycynie. Wiadomo, kto nie słyszał, lub nie przeglądał? Obecnie w zasadzie, porównując ze stanem na np. 6 lat wstecz, świeci pustkami. Kiedy wpisuje się w google frazę 'Forum studentów medycyny', wyskakuje medfor.me, forum biolog i... tyle. No okej, w sumie to dwa fora może wystarczą, ale z drugiej strony są dość puste. Czy lekarze i studenci medycyny nie mają o czym ze sobą rozmawiać? Na fb jest cała masa idiotycznych grup. Kiedy je przeglądam wstyd mi często za to, co ludzie wypisują i zawsze miałem wrażenie, że chociaż forum jako takie zapewnia więcej anonimowości (chociaż, czy na pewno?), to jednak jego użytkownik zyskiwał po jakimś czasie prestiż. Bo zna się na tym i owym, widać, czy ktoś przyznał mu punkt za pomoc, można w łatwy sposób sprawdzić na dobrą sprawę, na czym się zna, a gdzie gada głupoty. Tymczasem fb to śmietnik. Trafić drugi raz na post tej samej osoby, o ile grupa jest aktywna, graniczy z cudem, a przeszukiwać tego wszystkiego nie sposób. Nie ma, oprócz durnego lajka i chyba jeszcze bardziej durnych, dołożonych 'humorków' (nie wiem, czy to dobre określenie, ale jedyne, jakie mi przychodzi do głowy) sposobu dowiedzenia się, co ludzie myślą o czyimś poście, a i tutaj w sumie fb pięknie zarządza emocjami. Nie ma miejsca na poważną rozmowę. Kiedyś próbowałem merytorycznie rozwinąć bardzo trudny temat (aborcja w końcu wszystkich prawie grzeje do czerwoności), bez prowokacji, na spokojnie. Jak się okazało, mój post nie był nawet widoczny, bo został przykryty setką kciuków pod wpisem 'WON Z KLEREM!' Być może ktoś odbierze to jako frustrację, ale w sumie czemu nie? Jestem trochę sfrustrowany, że odebrano nam kulturę rozmowy, tak!, rozmowy, nie wypowiedzi!, zastępując pogonią za kciukami i obwiniam za to całego zafajdanego fb, jego twórcę oraz wszystkich błaznów, którzy nagle odkryli, że jeśli zaczną się uzewnętrzniać, to im głupsi oraz głośniejsi będą, tym więcej zgarną lajków i komentarzy.
  6. 1 punkt
    O nie, przepraszam, ja nie hejtuję dla samego hejtu. Ja jestem hejter wyborowy
  7. 1 punkt
    Przejdzie, tak jak przechodziły poprzednie mody (jak i moda na fora). Nie ma się co podniecać. Facebook minie, jak wymyślą coś w zamian. I ta następna opcja też będzie miała hejterów
  8. 1 punkt
    Wiesz, z mojej strony to trochę "nie znam się, to się wypowiem", bo nie jestem neurologiem IMO specka dość ciężka, dużo ciężkich stanów, często choroby, które fajnie się diagnozuje, ale beznadziejnie leczy (albo wcale). Mimo to jeśli ktoś to czuje, to pewnie warto, jak się neurolog przedrze przez te wszystkie udary i zawroty, to może się czasem w doktora Hałsa pobawić. Ci, których spotykałam w pracy byli zadowoleni z wyboru.
  9. 1 punkt
    UWAGA TRWA PROMOCJA!!! Używając kodu "MEDFORME" zarejestruj się bezpłatnie na IV Warszawskie Seminarium UroRadioOnkolgii. Dodatkowo sprawdź możliwość wygrania zaproszeń na ekskluzywne warsztaty z biopsji, urodynamiki oraz USG układu moczowego. Szczegóły sprawdź na stronie wydarzenia: http://www.debaty-zdrowie.pl/uroradioonkologia Motto: „Tres faciunt collegium”. Pisząc te słowa, i odwołując się do genialnych paremii rzymskich, cieszę się, że w wielu ośrodkach współpraca onkologa, urologa i terapeuty jest już faktem. Mam nadzieję, że w niedługim czasie powstaną pierwsze wielodyscyplinarne ośrodki zajmujące się leczeniem nowotworów układu moczowego. Dlatego tak ważne jest przenikanie się nauk i wytycznych. Dlatego tak ważne jest wzajemne zrozumienie i współpraca. Z niekłamaną przyjemnością zapraszam Państwa do udziału w IV już Seminarium wymiany poglądów między onkologami, radioterapeutami i urologami. Spotkajmy się dla dobra naszych pacjentów.
  10. 1 punkt
    Zmarszczka, praca w szpitalu to taka trochę interna. 80% to udary tak na oko, niektóre idą do trombolizy, inne nie. Potem rehabilitacja, logopeda, psycholog, badania kardiologiczne, aspiryna i statyna. Taki standard. Zdarzają się też rwy, bóle kręgosłupa, bóle głowy w tym migreny itp. Wtedy trzaskasz MR danej okolicy ciała. Jak dyżurujesz na SOR to czasem jakiegoś guza w głowie zdiagnozujesz albo krwawienie śródczaszkowe.
  11. 1 punkt
    Dzisiaj ponoć każdy ma raka, ale nie każdy jeszcze o tym wie. Ja się dowiedziałem. Pełen życia, energii, pasji, zajęć i nagle bang. Trochę jakby biec i zderzyć się ze ścianą. Chwila po diagnozie to oczywiście wizyta w Internecie. Medyczne strony przeczytane wszystkie. Jaki to rak, jakie stadium, jakie rokowanie, jakie leczenie. Wszystko. No ale potem przychodzi kolejny dzień i kolejny i powoli żyje się z tym nowym towarzyszem. Ale wciąż brakowało mi informacji o takim codziennym funkcjonowaniu, o tym co będzie, jak to wszystko wygląda. I właśnie o tym chcę opowiedzieć. Przychodzi pierwszy dzień chemioterapii. Od razu zaznaczam, że są różne rodzaje i metody leczenia, ale ja opowiem o swojej chemii. Na początek nawodnienie, czyli odpowiednia dawka krystaloidów, trochę magnezu i mannitol. A potem przyjeżdża wózek z "workami na śmieci". Cztery dwulitrowe worki kolorowych płynów, kilka drenów, pompa infuzyjna i ruszamy. Już nie było mi do śmiechu. Nagle poczułem, co się dzieje. Że to jest naprawdę poważne. Że rak to choroba, którą można wygrać, ale te smutne historie dookoła też są prawdziwe. Patrzę na krople jak spadają i czekam kiedy się zacznie. Kiedy zwymiotuję, kiedy brzuch zacznie boleć, kiedy będą pierwsze objawy. Ale nie dzieje się nic. A przepraszam. Po tylu litrach odwiedzam toaletę co 5 minut. Na zmianę z sąsiadem, którego chemia obdarzyła biegunką. Jedna, druga gazeta, film, Internet, odwiedziny i jakoś te godziny lecą. Przychodzi wieczór i powoli coś zaczyna się dziać. Jest mi słabo. Opadam z sił. Poprosiłem o leki nasenne i odpłynąłem. Niestety z rana kolosalnie silne nudności. Szybka interwencja białego personelu, trochę zastrzyków, kroplówki do płukania i obyło się bez wymiotów. Kilka godzin później w obstawie torecanu wychodzę do domu. Kolejne dni to zawieszenie. Osłabienie, brak skupienia i ogromny, największy w życiu kac. Uczucie jakby się miało kaca. Coś czego nie da się opisać. Żadna pozycja w łóżku, na stojąco, na plecach czy na boku - wiecznie niewygodnie, wciąż coś przeszkadza. Ciało jakby obce, jakby stało z boku. Tu noga boli, tam coś kłuje. Najgorsze jest jedzenie. Albo raczej niechęć do jedzenia. Każdy oczywiście odczuwa to indywidualnie. Ja, wielki fan słodyczy, nie mogłem nawet o nich myśleć, bo od razu mną zarzucało. Jedynym darem była szyneczka. Kromeczka z szyneczką. I tak przez 3 dni. I te ubywające kilogramy. Dieta cud! No a potem powrót do życia. Normalnego funkcjonowania. Osłabienie trwało przez około tydzień. Ale dało się normalnie żyć, pracować. Dużo wcześniej chodziłem spać, aktywność fizyczna zdecydowanie na nie. Niestety dopadła mnie silna neutropenia. Potrzebny czynnik wzrostu. I tak zabawa w kotka i myszkę, aby wyrównać wyniki, które są raz za wysokie, raz za niskie. W tym okresie zaczęło się wypadanie włosów. Na początku pojedynczo, potem coraz więcej. Wreszcie podczas pewnej kąpieli patrzę a tu pływa ich stado wokół mnie. Patrzę do lustra i wyglądam jak wyliniały szczur. Nie było już odwrotu. Maszynka w rękę i na zero. Wtedy pojawiła się pierwsza i jedyna łza w oku. Zobaczyłem, że mam raka. Wyglądałem, że mam raka. I czułem się wciąż źle. Każda kolejna wizyta na onkologii to witanie się z nowymi znajomymi. Taka ‘’nowa rodzina”. Bo wciąż się tam spotykamy co 2-3 tygodnie. Wciąż pobierają nam krew, mówią czy będzie dziś chemia, czy walczymy z wynikami. Są dni, że zbiorowo opuszczamy oddział, bo tak się stało, że każdy ma złe wyniki. Każdy życzy sobie zdrowia, wymieniamy się nową książką do czytania podczas wielogodzinnego oczekiwania. Po tak długim okresie kłucia na widok igły mam już odruchowy skręt głowy w bok. Dawniej nie bałem się kłucia. Dziś już mam go po prostu dość. Jest oczywiście propozycja portu, ale uważam, że jest to zarezerwowane dla osób z totalnym brakiem żył albo bardzo wyniszczonych chorobą. Ważne rzeczy to dieta i higiena jamy ustnej. Zmieniłem zdecydowanie podejście do jedzenia. Regularne, zdrowe 5 posiłków dziennie, odrzucenie tego co złe. Duże ilości płynów. Suplementacja witamin. Owoce, owoce, owoce. To faktycznie pomaga. Wyniki są lepsze. Słynny sok z buraka. Do tego po każdym posiłku mycie zębów, płyn do płukania. Żeby nie było grzybicy. Potem powrót do domu, do życia. Każdy dookoła nagle zauważa, że masz raka. Każdy dopytuje, współczuje, pyta czy nie pomóc. Sporo dobrego można usłyszeć. Ale też wiele osób nie wie jak zareagować, jak zapytać, jak się zachować. Czy boli? Nie. Jest dużo nieprzyjemnych chwil, złego samopoczucia, rozbicia, przygnębienia, zdecydowanie osłabienia, ale nie boli. I tak trzeba żyć z dnia na dzień. Aż rozpadnie się nasz ‘’związek” z tym rakiem. Nie wolno się poddawać, nie wolno myśleć o tym, że coś pójdzie nie tak. Ważne jest odpowiednie podejście, zdrowy rozsądek i przede wszystkim dobre zorientowanie w temacie. Oczywiście każdy pacjent onkologiczny po jednej wizycie w szpitalu jest specjalistą w tym zakresie. Każdy jest zaznajomiony ze specyfiką leczenia, jego działaniem i skutkami ubocznymi. I to jest ważne, bo wiemy czego się należy spodziewać. Już dziś mówi się o raku jak o kredycie czy grypie. I tak należy do tego podchodzić. To sprawa przejściowa, do przeżycia, do wygrania. Każdego może dopaść, ale dzisiaj wiemy jak z nią walczyć i dajemy sobie radę. Imię i nazwisko autora - lekarza do wiadomości Redakcji
  12. 1 punkt
    Pod kątem egzaminu jest całkiem dobry - zwłaszcza jeśli egzaminator pyta o rzeczy z odwłoka. Niektóre z nich są jedynie w tym podręczniku. Generalnie sporo w nim rzeczy, których się obecnie praktycznie nie bada. Prawda jest taka, że nie w podręczniku tkwi podstawa sukcesu ino w osobie, która uczy badać studentów na oddziale.
  13. 1 punkt
    Ja jednak preferuję wersję skróconą. Trzeba brać pod uwagę realia, w których żyjemy. Pomijając brak czasu na wypisywaniu pełnych historii przy takim obłożeniu pacjentami, to również mając iluś pacjentów na oddziale, powiedzmy jako chemioterapeuta mając leczyć u pacjenta nowotwór nie wyobrażam sobie zapoznawać się aż tak bardzo szczegółowo z historią innych chorób. Wiadomo, że wypada wiedzieć, że pacjent ma niewydolność nerek, ale nie wyobrażam sobie wgłębiać się szczegółowo w przebieg tej choroby, gdyż jej leczenie leży w kompetencjach innego specjalisty. Zdaję sobie sprawę, że pacjenta trzeba traktować całościowo, ale jednak realia są takie, że każdy leczy u pacjenta schorzenia, dolegliwości związane z jego własną działką, a wszystko co poza kieruje do specjalistów, w których kompetencjach leży leczenie tych innych chorób. Osobiście jestem sceptycznie nastawiony co do takich pełnych pozytywno-negatywnych historii, ponieważ uważam, że po co wypisywać, że poszczególne układy są prawidłowe (co często stanowi tak naprawdę większość opisu badania), skoro wystarczy wypisać jedynie odchylenia od normy, patologie, a wtedy na logikę rzecz biorąc, wiadomo, że to co nie zostało napisane to jest prawidłowe. Także reasumując jestem za centralną bazą (tak jak przedmówcy), oczywiście z możliwością szybkiego wyszukania interesujących nas informacji, natomiast w kartotece szpitalnej pacjenta, skrótowe i konieczne informacje, co umożliwia zarówno szybkie uporanie się z papierkową robotą lekarzy wypełniających te karty, jak i w razie potrzeby szybkie zapoznanie się przez innego lekarza z odpowiednimi danymi.
×

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.