"Może jak pójdziecie do pracy, będziecie liczyć pieniądze, to zobaczycie ile na co się wydaje... wtedy też możemy porozmawiać o dorosłości "
wiesz, bawi mnie, jak w każdym poście podkreślasz, że już pracujesz od iluś tam lat i że jesteś zajebisty pod tym względem. Zgadzam się. Uwzględniając te studia faktycznie, mogłabym iść do pracy, ale byłoby ciężko i musiałabym z wielu rzeczy zrezygnować, nie tylko z przyjemności, ale też np z dużej ilości snu (oprócz tego że jest dla mnie przyjemnością uważam go za konieczność, chyba się zgodzimy). Szacun zatem dla Ciebie, że dajesz radę. Ja dostaję od rodziców pewną kwotę na miesiąc i mam za nią wyżyć - sama sobie gospodaruję, na co i kiedy wydaję, muszę to tak zorganizować, żeby mi starczyło do końca miesiąca. Mogłabym poprosić o więcej, wtedy to i na więcej rozrywek bym sobie mogła pozwolić, ale przyjmijmy, że resztki dumy mi nie pozwalają (od jakiegoś roku rujnuje mnie paliwo, dzięki systematycznie rosnącym cenom). W ten sam sposób żyją ludzie, których rodziców nie stać na dofinansowywanie pociech na studiach i utrzymują się tylko ze stypendiów.
Przykład 1: osoba studiująca i pracująca jednocześnie, zarabia 2,5k na rękę, żyje na tyle swobodnie, że w ciągu ostatniego tygodnia kasa na koncie się kończy, a czasem brakuje i leci na pożyczkach i sępieniu od znajomych.
Przykład 2: osoba studiująca, niepracująca, żyjąca ze stypendium w sumie 600zł (załóżmy, że tak jest, nie znam wysokości stypendiów), wydaje to na opłaty na akademik plus życie, gospodaruje kasą na tyle, żeby zawsze bezproblemowo na wszystko starczało, skromnie, bo skromnie, ale bez nerwów typu "mam 10zł na najbliższe 10dni!"
Czy wg Ciebie osoba nr 2 jest mniej dorosła tylko dlatego, że nie pracuje?
Przykłady są zupełnie wymyślone, nie odnoszę ich do nikogo.
Mam nadzieję, że przekazałam to co chciałam.